Autor: admin

  • Te filtry opanowały internet 10 lat temu. Teraz znowu wracają

    Te filtry opanowały internet 10 lat temu. Teraz znowu wracają

    Psie uszy ze Snapchata, kwiatowe wianki i intensywne kolory na Instagramie – filtry, które dominowały w internecie w 2016 roku, ponownie zyskują na popularności. Wszystko za sprawą nowego trendu „2026 is the new 2016”.


    Psie uszy i kwiatowe wianki wracają. Internet znów pragnie być taki, jak w 2016 roku

    Jeżeli w 2016 roku korzystaliście z aplikacji Snapchat, istnieje duża szansa, że gdzieś na starym smartfonie lub w chmurze wciąż przechowujecie zdjęcia z psimi uszami, kwiatowym wiankiem lub z nienaturalnie wygładzoną twarzą. Pamiętacie charakterystyczne filtry z intensywnie podkręconymi kolorami, takie jak Clarendon czy Valencia? Okazuje się, że dekadę później ta estetyka niespodziewanie wraca.

    Trend „2026 is the new 2016”, który pojawił się na początku 2026 roku, rozprzestrzenił się po mediach społecznościowych jak wirus. Ludzie zaczęli publikować zdjęcia sprzed dekady, przypominać sobie ówczesną muzykę, modę i internetowe trendy, a także celowo stylizować nowe materiały, aby przypominały te z połowy poprzedniej dekady. Z danych TikToka wynika, że użycie hashtagu #2016 wzrosło w USA w ciągu kilku tygodni o ponad 450 proc.

    Pies, wianek i Face Swap. Tak wyglądał Snapchat w 2016 roku

    Jednym z najważniejszych symboli tamtego internetu były lensy Snapchata — potocznie zwane filtrami. Funkcja ta zadebiutowała we wrześniu 2015 roku, a już w 2016 roku takie efekty jak Dog Lens, Flower Crown czy Face Swap zdobyły ogromną popularność.

    Pod koniec 2016 roku Snapchat opublikował listę dziesięciu najpopularniejszych lensów roku. W zestawieniu znalazły się m.in. słynna psia twarz, efekty kwiatowe oraz motywy Face Swap, które pozwalały użytkownikom zamieniać się twarzami z inną osobą.

    Czytaj dalej poniżej

    Ten trend opanowuje świat. Po co wkładać liść laurowy do etui telefonu?

    Animowane elementy reagujące na ruch i położenie twarzy stały się jedną z charakterystycznych funkcji Snapchata. Dziś trudno jest mówić o estetyce internetu z 2016 roku, nie wspominając tych interaktywnych atrybutów.

    Na Instagramie królował Clarendon

    Również Instagram miał swoją estetykę w 2016 roku. Tutaj „filtr” oznaczał przede wszystkim preset do gotowej obróbki zdjęcia: zmianę kontrastu, kolorów oraz temperatury barwowej.

    Największym hitem był filtr Clarendon. Analiza, którą przeprowadziła Canva na ponad milionie instagramowych zdjęć, wykazała, że był on najczęściej używanym filtrem w każdym stanie USA, a także w 119 krajach na całym świecie. Inne popularne efekty to m.in. Juno, Gingham, Valencia i Lark.

    Clarendon rozjaśniał jasne partie obrazu i pogłębiał cienie, zwiększając kontrast. Valencia z kolei podnosiła ekspozycję i intensyfikowała kolory, sprawiając, że fotografie miały cieplejszy, lekko żółtawy odcień. Wyraźnie widoczna obróbka była jednym z kluczowych elementów instagramowych zdjęć z tamtego okresu.

    #BringBack2016 – Estetyka z 2016 roku powraca

    Powrót estetyki sprzed dekady nie ogranicza się jedynie do publikacji starych zdjęć. Na TikToku zyskują popularność efekty stworzone po to, by nowe nagrania przypominały materiały sprzed dziesięciu lat. Wśród nich szczególnie wyróżnia się filtr „2016”, który odtwarza charakterystyczną kolorystykę z dawnych zdjęć z mediów społecznościowych.

    Na rosnący trend zareagował też Snapchat. 16 stycznia 2026 roku wprowadzono specjalny „2016 Flashback”, który umożliwia użytkownikom powrót do lensów i estetyki związanej z tym okresem.

    Z danych platformy wynika, że liczba wyszukiwań lensów związanych z hasłem „2016” wzrosła od początku 2026 roku o 613 proc. w porównaniu z tym samym okresem roku poprzedniego. Wyszukiwania słynnego Dog Lens zwiększyły się o 352 proc., a wyszukiwania „2016” w muzycznej bibliotece aplikacji wzrosły aż o 621 proc.

    Dlaczego akurat 2016?

    Nie chodzi tu tylko o psie uszy czy przesycone kolory na zdjęciach. Od 2016 roku minęła dokładnie dekada, a wraz z nią zmieniła się także estetyka (i algorytmy!) mediów społecznościowych.

    W nostalgicznych wspomnieniach internet z połowy poprzedniej dekady jawi się jako bardziej spontaniczny i mniej przemyślany. Zamiast perfekcyjnie przygotowanych materiałów – zwykłe selfie, ostre filtry, krótkie filmy i treści tworzone głównie z myślą o przyjaciołach. Nawet Snapchat, opisując powrót tego trendu, wskazuje na tęsknotę za spontanicznością, swobodnym dzieleniem się treściami i mniej stylizowanymi Stories.

    Współczesny internet męczy?

    Psie uszy, kwiatowe wianki i mocno przetworzone kolory wracają, podobnie jak wiele innych atrybutów minionych lat. Trudno jest uwierzyć, że od tego czasu minęła już dekada, ale wydaje się, że nie jest to prosty cykl modowy, który powraca co dwie dekady. To część szerszego zjawiska. Wracają przecież filmy i gry na fizycznych nośnikach, odtwarzacze MP3, czy analogowe aparaty kompaktowe. Być może nie chodzi więc o modne gadżety, ale o to, że coraz bardziej męczy nas internet w jego obecnej formie.

    zdjęcia: newsroom.snap.com, Unsplash

  • Ustawienia WhatsAppa, które warto zmienić od razu. 5 rzeczy których nie wiedziałeś

    Ustawienia WhatsAppa, które warto zmienić od razu. 5 rzeczy których nie wiedziałeś

    Przed rozpoczęciem korzystania z WhatsAppa, warto przejrzeć jego ustawienia. To tam znajdziemy dodatkowe opcje, które uczynią korzystanie z komunikatora bardziej wygodnym i bezpiecznym.

    WhatsApp to jedna z takich aplikacji, którą po zainstalowaniu zazwyczaj natychmiast zaczynamy używać. Rejestrujemy się, wykorzystując nasz numer telefonu, i zaczynamy komunikować się z innymi. Problemem jest jednak to, że spora grupa użytkowników rzadko zagląda później do ustawień aplikacji. Tymczasem WhatsApp oferuje obecnie znacznie więcej opcji niż kilka lat temu, a część z nich nie jest aktywowana automatycznie. Warto poświęcić kilka chwil, aby zredukować ryzyko przejęcia konta, utrudnić kontakt oszustom oraz lepiej kontrolować, jakie informacje widzą inni użytkownicy.

    1. Włącz weryfikację dwuetapową i zmień PIN na trudne do odgadnięcia hasło

    To jedno z pierwszych ustawień, które powinieneś sprawdzić. Weryfikację dwuetapową znajdziesz w sekcji Ustawienia > Konto. Dotychczas WhatsApp chronił konto dodatkowym sześciocyfrowym PIN-em, jednak teraz dostępna jest mocniejsza opcja. Użytkownicy mogą zastąpić PIN dłuższym hasłem, które zawiera litery, cyfry i znaki specjalne. Dzięki temu samo przejęcie jednorazowego kodu nie wystarczy przestępcy do uzyskania dostępu do konta.

    Jeżeli nowa opcja nie jest jeszcze dostępna w ustawieniach, warto upewnić się, że korzystasz z najnowszej wersji WhatsAppa. Zmiany są wprowadzane stopniowo, więc nie wszyscy użytkownicy mogą z nich korzystać jednocześnie. Ważne, aby nowe hasło dla weryfikacji dwuetapowej było unikalne, miało co najmniej 8 znaków oraz zawierało przynajmniej jedną literę i cyfrę.

    2. Skonfiguruj klucz dostępu zamiast polegać na kodach



    Jeszcze skuteczniejszym zabezpieczeniem konta jest aktywacja funkcji Klucz dostępu, powiązanej z wewnętrznymi zabezpieczeniami urządzenia, na którym działa WhatsApp. Logowanie może być wtedy potwierdzane odciskiem palca, Face ID lub kodem blokady telefonu. WhatsApp informuje, że z tej metody korzysta już ponad miliard osób na całym świecie, a teraz możliwe jest dodanie więcej niż jednego klucza dostępu do tego samego konta. To rozwiązanie szczególnie przydatne jest dla osób korzystających z urządzeń z systemem Android i iOS.

    Czytaj dalej poniżej

    WhatsApp przygotowuje fajną funkcją. Trzeba będzie za nią zapłacić

    Ta opcja znajduje się w Ustawienia > Konto > Klucze dostępu. Klucze dostępu zmniejszają zależność od jednorazowych kodów, które mogą zostać wyłudzone np. podczas ataku phishingowego. Ułatwiają także logowanie do innych usług, takich jak Google, Apple, Microsoft itp.

    3. Uruchom kontrolę prywatności i ogranicz widoczność profilu

    W sekcji Ustawienia > Prywatność znajduje się kilka istotnych opcji związanych z kontrolą prywatności. Warto je włączyć, jeśli zależy nam na ochronie i ograniczeniu możliwości kontaktu. Powinno się ograniczyć widoczność zdjęcia profilowego, informacji „O mnie”, statusu oraz czasu ostatniej aktywności przynajmniej do zapisanych kontaktów. Można także zdecydować, kto ma prawo dodawać nas do grup, kto zobaczy naszą lokalizację oraz linki udostępniane na profilu.

    Warto również wyciszyć połączenia od nieznanych numerów. Na Androidzie WhatsApp dodatkowo wprowadza informacje o takich rozmówcach. Komunikator wyświetli powiadomienie wskazujące m.in., czy numer pochodzi z innego kraju oraz czy mamy z nim wspólne grupy. Ta drobna zmiana może pomóc wcześniej rozpoznać próbę oszustwa.

    4. Zablokuj WhatsAppa i najbardziej prywatne rozmowy



    Ochrona telefonu kodem to dopiero początek. WhatsApp umożliwia włączenie dodatkowej blokady całej aplikacji za pomocą biometrii, a wybrane rozmowy można przenieść do osobnego, chronionego folderu dzięki funkcji Chat Lock. To szczególnie przydatne, gdy korzystamy z odblokowanego telefonu np. w obecności innych osób. Warto również rozważyć wyłączenie podglądu treści wiadomości na ekranie blokady smartfona. Szyfrowanie end-to-end nie pomoże, jeśli fragment prywatnej rozmowy można przeczytać, nie odblokowując urządzenia.

    5. Zabezpiecz kopię zapasową i zapoznaj się z ustawieniami zaawansowanymi

    Jednym z najczęściej pomijanych elementów są kopie rozmów przechowywane w chmurze. WhatsApp pozwala na zabezpieczenie backupu szyfrowaniem end-to-end, co oznacza, że jego zawartości nie może odczytać ani dostawca chmury, ani sam WhatsApp. Kopię można chronić hasłem lub kluczem szyfrującym, dlatego warto rozważyć dodanie dodatkowej warstwy zabezpieczeń poprzez pełne szyfrowanie.

    Na koniec warto przejrzeć sekcję Prywatność > Zaawansowane. Znajdziemy tam funkcje chroniące adres IP podczas połączeń, możliwość wyłączenia podglądu linków oraz zabezpieczenia ograniczające liczbę wiadomości z nieznanych kont. Choć niektóre z nich mogą w niewielkim stopniu wpłynąć na wygodę korzystania z aplikacji, to dla zwiększenia bezpieczeństwa warto z nich skorzystać.

  • Spotify z dobrą zmianą. Nie trzeba będzie Premium, by skorzystać

    Spotify z dobrą zmianą. Nie trzeba będzie Premium, by skorzystać

    Dotychczas jedynie użytkownicy planów Premium mieli możliwość rozpoczęcia sesji Jam. Niebawem może to ulec zmianie.

    Spotify może szykować nową funkcję, na którą czekali użytkownicy darmowych wersji platformy. Wiele wskazuje na to, że wkrótce konta bez abonamentu będą mogły nie tylko dołączać do sesji Jam, ale także je inicjować i prowadzić. Chociaż funkcja nie została jeszcze oficjalnie udostępniona, ślady takich zmian znaleziono w najnowszej wersji aplikacji Spotify na system Android.

    Dostęp do Jamu także bez Premium?

    Spotify Jam to funkcja umożliwiająca wspólne słuchanie muzyki w czasie rzeczywistym. Uczestnicy mogą dodawać utwory do kolejki oraz wpływać na to, co jest aktualnie odtwarzane. Od momentu premiery tej opcji w 2023 roku, podstawowe zasady były jasne: każdy mógł dołączyć do Jamu, lecz jego gospodarzem musiał być użytkownik Premium.

    Obecnie Spotify najwyraźniej planuje wprowadzenie zmian dotyczących funkcjonowania tej funkcji. Analiza wersji aplikacji 9.1.82.19 ujawniła nowe komunikaty sugerujące, że inicjowanie Jamu nie będzie już zarezerwowane wyłącznie dla płacących użytkowników. Należy jednak zauważyć, że darmowi użytkownicy nie będą mieli dostępu do wszystkich opcji, jakie dotychczas przysługiwały subskrybentom Spotify Premium.



    Darmowy Jam wciąż będzie miał ograniczenia

    Jednakże, istnieje pewien haczyk. Jeśli Jam zostanie uruchomiony przez użytkownika korzystającego z darmowej wersji Spotify, sesja może być objęta pewnymi ograniczeniami. Z odkrytych w aplikacji komunikatów wynika, że utwory mogą być odtwarzane wyłącznie w trybie losowym, liczba pominięć będzie ograniczona, a uczestnicy nie będą mogli swobodnie dodawać nowych piosenek do kolejki. Co równie istotne, ograniczenia te mogą dotyczyć także osób posiadających Premium, jeśli dołączą do Jamu prowadzonego przez darmowego użytkownika. Spotify zamierza więc zachować wyraźną granicę między planami darmowymi a płatnymi. Firma może zezwolić wszystkim na organizowanie wspólnych sesji, jednak tylko użytkownicy Premium będą mieli pełną kontrolę nad odtwarzanym repertuarem.

    Czytaj dalej poniżej


    Spotify wprowadza dwie nowe funkcje. Jedna lepsza od drugiej


    Mimo ograniczeń: to naprawdę dobra wiadomość!

    Z perspektywy użytkowników, planowane zmiany mają duży sens. Jeśli grupa znajomych chce wspólnie słuchać muzyki, nie będzie już potrzeby szukania osoby z aktywnym abonamentem Premium, która mogłaby rozpocząć sesję. Spotify dynamicznie rozwija funkcje społecznościowe w obrębie swojej platformy. W 2026 roku platforma wzbogaciła również wiadomości o funkcję prezentowania aktualnie słuchanej muzyki oraz możliwość wysyłania zaproszeń do Jamu, aby korzystanie z nich było bardziej wygodne i intuicyjne.

    Zanim jednak zaczniemy świętować te zmiany, warto zachować ostrożność. Wszystkie te informacje pochodzą z analizy kodu aplikacji, a obecność przygotowanych komunikatów nie oznacza, że Spotify z pewnością wprowadzi funkcję w zapowiadanej formie. Firma może zmienić zasady, a nawet całkowicie zrezygnować z jej wdrożenia. Jeśli jednak plan zostanie zrealizowany, będzie to interesująca zmiana strategii Spotify: darmowi użytkownicy zyskają możliwość organizowania własnych muzycznych spotkań, natomiast subskrybenci Premium nadal będą mieli pełną kontrolę nad Jamem. Wilk syty i owca cała – to z pewnością krok w dobrym kierunku.

  • Okulista ostrzega: telefon w ciemności to jak świecenie latarką prosto w oko

    Okulista ostrzega: telefon w ciemności to jak świecenie latarką prosto w oko

    Jak to wygląda z wpatrywaniem się w ekran smartfona przed snem? Specjalista rozwiewa wątpliwości.

    Korzystanie ze smartfona przed snem to dla wielu osób codzienny rytuał. Przeglądanie wiadomości, niekończące się przewijanie TikToków, YouTube Shorts czy odpowiadanie na wiadomości często mają miejsce po zgaszeniu światła. Jak zauważa okulista Jorge Pradas, ten nawyk nie jest obojętny dla zdrowia wzroku. Szczególnie problematyczne może okazać się wpatrywanie w jasny ekran w całkowitym mroku.

    Dlaczego telefon w ciemności tak męczy oczy?

    Kiedy otoczenie jest całkowicie ciemne, a ekran smartfona jasny, nasze oczy muszą stale dostosowywać się do znacznej różnicy między poziomem oświetlenia wyświetlacza a otoczeniem. Może to prowadzić do zwiększonego zmęczenia wzroku, uczucia pieczenia, suchości oczu oraz przejściowych problemów z komfortem widzenia. Oczywiście, krótkoterminowe korzystanie z telefonu w budzącej się mroku nie prowadzi do trwałych uszkodzeń wzroku, jednak kluczowa jest częstotliwość i czas trwania takiej ekspozycji.

    Jasność ekranu ma znaczenie

    Jednym z najprostszych sposobów na ograniczenie dyskomfortu jest dostosowanie jasności wyświetlacza. W całkowicie ciemnym pomieszczeniu maksymalna jasność ekranu nie jest potrzebna. Warto również korzystać z automatycznej regulacji jasności oraz trybu nocnego, który zmienia kolorystykę wyświetlacza na cieplejszą.

    Użyteczne jest także pozostawienie w pomieszczeniu delikatnego źródła światła, co zredukuje różnicę między jasnością ekranu a otoczeniem. Dzięki temu oczy będą miały możliwość odpocząć – nie będą musiały nieustannie przystosowywać się do skrajnie różnych warunków.

    Czytaj dalej poniżej

    Nowe Commodore trafi do sklepów. Współpraca z Cyberpunk 2077

    Długie wpatrywanie się z bliska to kolejny problem

    Sam smartfon nie jest jedynym winowajcą. Korzystając z telefonu przez długi czas, koncentrujemy wzrok na niewielkim obiekcie znajdującym się blisko naszej twarzy. Oczy pozostają w jednej pozycji przez wiele minut, co dodatkowo może prowadzić do częstszych mrugnięć. Efektem tego nadmiernego wpatrywania się w ekran są typowe dolegliwości: pieczenie, dyskomfort pod powiekami, zaczerwienienie oraz chwilowe zamglenie wzroku.

    Proste zmiany nawyków mogą przynieść wielką ulgę

    Nie ma potrzeby całkowitego rewolucjonizowania swojego stylu życia – wystarczy kilka prostych zasad, aby zwiększyć komfort korzystania z technologii. Regularne robienie przerw oraz skierowanie wzroku na coś oddalonego od wyświetlacza smartfona może przynieść ulgę. Sugerowana zasada 20-20-20 mówi, że co około 20 minut powinniśmy przez 20 sekund patrzeć na obiekt oddalony o około 20 stóp (ok. 6 metrów). Najważniejsze jest jednak, by ograniczać korzystanie z telefonu w kompletnym mroku. Nie trzeba całkowicie rezygnować z urządzeń mobilnych wieczorem, wystarczy obniżyć jasność, włączyć tryb nocny i zadbać o delikatne oświetlenie w pomieszczeniu. Ważne jest również, aby w przypadku wystąpienia częstych bólów oczu, trwałych problemów z ostrością widzenia, błysków lub innych niepokojących objawów, nie lekceważyć tych symptomów i jak najszybciej skontaktować się ze specjalistą.

  • DJI Osmo Pocket 4P: o takiej kamerze marzyliśmy latami!

    DJI Osmo Pocket 4P: o takiej kamerze marzyliśmy latami!

    Kilka tygodni po premierze DJI Osmo Pocket 4, firma wprowadza na rynek kolejny produkt, obok którego trudno przejść obojętnie. Bardziej dopracowany, z nowymi możliwościami i dodatkową kamerą: DJI Osmo Pocket 4P. To prawdopodobnie obecnie jedna z najbardziej zaawansowanych kieszonkowych kamer wideo, która łączy podwójny system obiektywów, dużą matrycę, imponującą dynamikę tonalną i stabilizację na poziomie pełnoprawnych kamer. A wszystko to w formie, która mieści się w kieszeni. Z perspektywy kreatywnego twórcy trudno o bardziej kompletny miniaturowy zestaw filmowy, idealny do vlogowania, podróży i codziennych nagrywek.

    Specyfikacja techniczna

    Parametr Wartość
    Model DJI Osmo Pocket 4P
    Typ urządzenia Kieszonkowa kamera z 3-osiowym gimbalem
    Szerokokątny obiektyw 20 mm ekwiwalent, f/2.0
    Sensor szerokokątny 1-calowy CMOS, stacked, LOFIC
    Teleobiektyw 60 mm ekwiwalent, f/1.8
    Sensor teleobiektyw 1/1.28-calowy CMOS
    Zoom optyczny 3× (teleobiektyw)
    Zoom maksymalny Do 12× (hybrydowy / cyfrowy)
    Dynamika tonalna Do 17 EV (szeroki obiektyw)
    Profile kolorystyczne 10-bit D-Log 2, D-Log, HLG
    Maks. rozdzielczość wideo 4K (3840×2160), 16:9
    Maks. klatkaż 4K szeroki Do 240 fps (slow motion)
    Maks. klatkaż 4K tele Do 200 fps (slow motion)
    Pionowe wideo 3K (1728×3072) do 60 fps
    Full HD 1080p do 240 fps
    Format wideo MP4 (HEVC), maks. 180 Mb/s
    Rozdzielczość zdjęć Do ok. 37 Mpix (7680×4320)
    Format zdjęć JPEG, DNG, JPEG+DNG
    ISO (szerokokątny) 100–25 600 (do 51 200 w trybie low-light)
    ISO (teleobiektyw) 50–12 800 (do 25 600 w trybie low-light)
    Stabilizacja Mechaniczny gimbal 3-osiowy
    Tryb śledzenia ActiveTrack 8.0
    Ekran 2,0″ dotykowy, 556×314 px, 1000 nitów
    Mikrofony 3 wbudowane mikrofony, 48 kHz / 16-bit AAC
    Pamięć wbudowana 103 GB
    Slot na kartę microSD do 1 TB
    Złącze USB-C (USB 3.1, do 800 MB/s)
    Łączność bezprzewodowa Wi-Fi 6 (2,4 / 5 GHz), Bluetooth 5.4
    Pojemność baterii 1545 mAh, 11,95 Wh, 7,74 V
    Czas pracy Do ok. 210 min (1080p/24 fps)
    Czas ładowania Ok. 18 min do 80%, 32 min do 100%
    Wymiary 159,5 × 63,3 × 33,5 mm
    Masa 230 g
    Zakres temperatur pracy 0–40 °C
    Odporność na wodę Brak pełnej wodoszczelności

    Design i ergonomia: co warto wiedzieć o Osmo Pocket 4P?

    Osmo Pocket 4P rozwija znaną z poprzednich generacji formę małego gimbala z wbudowanym ekranem, dodając moduł podwójnej kamery, co sprawia, że korpus jest odczuwalnie cięższy. Mimo to, balans w dłoni jest nadal zaskakująco dobry, a urządzenie zachowuje kluczową przewagę: rozmiar. Możemy je bez problemu włożyć do kieszeni spodni lub małej torby fotograficznej i mieć zawsze gotowy stabilizowany zestaw do nagrywania. Jakość wykonania, spasowanie elementów i akcesoria, takie jak uchwyt przedłużający, pasek, etui czy lampka do wypełnienia światła, budują wrażenie sprzętu klasy premium, a nie „gadżetu”, jakim na pierwszy rzut oka może się wydawać kamerka.

    Największa zmiana: dwa obiektywy

    Największą zmianą w stosunku do Pocket 4 jest podwójny system kamer. Szeroki obiektyw o ekwiwalencie 20 mm oraz portretowy teleobiektyw 60 mm f/1.8 z zupełnie innym sensorem. Oferuje to realną elastyczność kadrowania: z jednej strony klasyczny szeroki kadr do vlogów, z drugiej bardziej portretowe podejście z odpowiednią kompresją. Idealny do ujęć twarzy, detali, lifestyle’u czy streetu w filmowym stylu. Teleobiektyw zapewnia trzykrotne powiększenie optyczne i rozszerza łączny zakres zoomu nawet do 12x, co znacząco wykracza poza możliwości poprzednich modeli Pocket. W praktyce oznacza to, że z jednego urządzenia można generować sekwencje o zupełnie różnej perspektywie, bez potrzeby sięgania po dodatkowe szkło czy drugi korpus, chociaż należy pamiętać, że przy cyfrowym zoomie jakość finalnego obrazu nie będzie już tak satysfakcjonująca.

    Czytaj dalej poniżej

    DJI Osmo Nano - pierwsze wrażenia. Niepozorna, lekka, wygodna i wyjątkowo wszechstronna

    Jakość obrazu i dynamika tonalna

    Sercem Osmo Pocket 4P jest nowy sensor o przekątnej 1 cala, który producent reklamuje jako oferujący 17-stopniową rozpiętość tonalną, wspierany 10-bitowym profilem D-Log 2. W rzeczywistych testach deklarowane 17 EV wydaje się być wartością nieco zawyżoną, jednak nadal mówimy o dynamicznym zakresie porównywalnym z kamerami pokroju Sony FX3, co w przypadku tak małego sprzętu z wbudowanym gimbalem jest imponujące. W normalnych warunkach oświetleniowych przewaga względem Pocket 4 bywa subtelna, natomiast przy wysokim kontraście (np. w ostrym słońcu czy we wnętrzach z jasnymi oknami w tle): nowy sensor wyraźnie lepiej zachowuje szczegóły w światłach i cieniach.

    Jakościowo przy rozdzielczości 4K i maksymalnie 60 fps w standardowym profilu trudno się do czegokolwiek przyczepić. Obrazek oferuje przyjemną, neutralną kolorystykę. W D-Log 2 otrzymujemy profesjonalny punkt wyjścia pod zaawansowany grading. Kamera nagrywa również 4K w zwolnionym tempie do 240 fps na głównej matrycy oraz 200 fps na teleobiektywie, co otwiera ogromne możliwości kreatywne. W porównaniach z pełnoklatkowymi bezlusterkowcami Osmo Pocket 4P oczywiście przegrywa pod względem absolutnej plastyki obrazu, jednak niski poziom szumów, wysoka szczegółowość i stabilizacja powodują, że w wielu scenariuszach twórcy chętniej sięgną po to maleństwo niż po dużą kamerę. Co zresztą już czynią.

    Podobnie jak w przypadku DJI Osmo Pocket 4, tutaj również nie zabrakło wbudowanych filtrów, które pozwolą na stylizowane kolory prosto z kamery, oferując dokładnie ten sam pakiet opcji.

    Stabilizacja, autofocus i inne funkcje

    Trzyosiowy gimbal w Osmo Pocket 4P oferuje stabilizację, do której trudno się przyczepić – szczególnie w segmencie kompaktowych kamer. Ujęcia w marszu, biegu, na schodach czy montowane na samochodzie wyglądają zaskakująco płynnie, często przypominając ruch uzyskany z slidera niż z ręcznego gimbala za kilkaset euro. Technologia ActiveTrack w wersji 8.0 zapewnia pewne śledzenie twarzy i sylwetki, a intuicyjny system gestów oraz tryb reżyserski ułatwiają samodzielne nagrywanie bez asystenta.

    Autofocus jest szybki: zarówno na szerokim, jak i portretowym obiektywie, choć przy bardzo małej głębi ostrości i większych ruchach w kadrze trzeba zachować rozsądny dystans od obiektu. Kluczowym aspektem dla użytkowników jest fakt, że 4P radzi sobie w słabym świetle, a maksymalne ISO w standardowym profilu sięga 25 600, co stanowi znaczący skok w porównaniu do poprzedników, a poziom szumów pozostaje zaskakująco akceptowalny. Dzięki temu nocne ujęcia miasta, barów, koncertów czy ulic z naturalnym światłem wyglądają zdecydowanie lepiej niż w poprzednich generacjach.

    Dźwięk i akcesoria

    Dźwięk to często pięta achillesowa kieszonkowych kamer, jednak Osmo Pocket 4P pozytywnie zaskakuje rozbudowanymi możliwościami w tej kwestii. Wbudowane mikrofony oferują zaskakująco dobrą jakość, a kamera zapewnia także obsługę zewnętrznych mikrofonów oraz integrację z akcesoriami DJI, co pozwala na większą kontrolę. W praktyce: do vlogowania w cichym otoczeniu wewnętrznych mikrofonów w zupełności wystarcza, a podpięcie małego mikrofonu rozwiązuje wszystkie inne problemy.

    Ekosystem akcesoriów: od uchwytów z wbudowaną baterią, przez filtry ND, po lampkę wypełniającą, znacznie podnosi funkcjonalność tego maleństwa.

    Bateria, pamięć i ograniczenia

    Bateria o pojemności 1950 mAh według DJI oferuje około 200 minut nagrywania przy 1080p/24 fps – przynajmniej według producenta. W praktyce to raczej 2,5 godziny ciągłego nagrania, w zależności od profilu i rozdzielczości. Jednak trudno się do tego przyczepić: to wynik naprawdę solidny i prawdopodobnie wystarczający dla większości użytkowników na pojedynczą sesję. Jeżeli jednak myślisz o całodziennym nagrywaniu, zakup dodatkowego powerbanku lub uchwytu z wbudowanym akumulatorem staje się praktycznie konieczny.

    Dużym plusem jest aż 103 GB wbudowanej pamięci, którą jesteśmy w stanie uzupełnić kartami microSD. Jakie są zatem minusy? Potrzeba chwili, aby przywyknąć do obsługi urządzenia – szczególnie pełnej, manualnej ekspozycji z poziomu samego urządzenia. Zdarza się też, że całkowite wyłączenie gimbala jest niemożliwe. Brakuje również możliwości nagrywania w logu w trybach skrajnego slow motion, a precyzyjne mierzenie ekspozycji nadal wykonuje się najlepiej z poziomu aplikacji mobilnej.

    Czy warto kupić DJI Osmo Pocket 4P?

    DJI Osmo Pocket 4P jest wyraźnie projektowany jako narzędzie dla szeroko rozumianych twórców: od vlogerów, przez podróżników, aż po YouTuberów. To sprzęt dla użytkowników, którzy potrzebują kamery zawsze gotowej do pracy, oferującej wysoką jakość obrazu, a przy tym naprawdę niewielkiej i mobilnej. I właśnie w tej roli DJI Osmo Pocket 4P sprawdza się znakomicie: jakość obrazu jest solidna, stabilizacja na najwyższym poziomie, a system podwójnych kamer pozwala na błyskawiczne przejście z szerokiego ujęcia do bardziej filmowego portretu.

    Jeżeli posiadasz już Pocket 3 lub 4, aktualizacja będzie uzasadniona przede wszystkim wtedy, gdy zależy Ci na lepszej dynamice tonalnej, nocnym wideo i kreatywnych ujęciach z teleobiektywu. Różnica jest odczuwalna. W porównaniu z klasycznymi kamerami sportowymi czy smartfonami, Osmo Pocket 4P oferuje bardziej filmowy obraz, pewniejszą stabilizację i pełniejszą kontrolę nad obrazem, dzięki czemu dla wielu twórców będzie to najbardziej sensowna główna kamera na co dzień.

    DJI Osmo Pocket 4P



    plusy

    • Podwójny system kamer;
    • Nowa, duża matryca;
    • Bardzo duża dynamika tonalna;
    • Stabilizacja z najwyższej półki;
    • Kieszonkowe rozmiary;
    • Slow motion 4K do 240 fps;
    • Teleobiektyw z 3x zoomem optycznym;
    • 103 GB pamięci wbudowanej;
    • Rozbudowany ekosystem akcesoriów.


    minusy

    • Odczuwalnie cięższy niż Pocket 4;
    • Jakość spada przy cyfrowym zoomie;
    • Skomplikowana i nieintuicyjna obsługa;
    • Brak pełnego wyłączenia gimbala;
    • Powerbank konieczny przy całym dniu nagrań.

  • Naprawiłem uszkodzony parkiet. Wystarczył zestaw Parkside z Lidla

    Naprawiłem uszkodzony parkiet. Wystarczył zestaw Parkside z Lidla

    Zestaw naprawczy Parkside umożliwia samodzielne usunięcie rys, odprysków i niewielkich ubytków w podłodze. Czy to działa? Sprawdziłem.

    Naprawa parkietu, paneli i płytek z Parkside

    Drobne uszkodzenia parkietu mogą być irytujące przez lata. Każdego dnia mijamy widoczny ubytek, który przyciąga naszą uwagę, a nie zawsze wiadomo, jak go naprawić. Z pewnością nie zrywamy podłogi z powodu odprysku o średnicy 0,5 cm. Odkryłem jednak sposób, aby skutecznie rozwiązać ten problem. Wystarczył zestaw naprawczy Parkside w cenie niespełna 50 złotych.

    W ofercie Lidla dostępne są dwa rodzaje tego zestawu: do laminatu i parkietu oraz do płytek. Zakupiłem ten drugi i muszę przyznać, że jako niedrogi sposób na samodzielne naprawy, sprawdza się naprawdę dobrze.

    Co znajduje się w zestawie Parkside?

    Zasada działania zestawu jest prosta. Zamiast wymieniać uszkodzony fragment podłogi, niewielkie ubytki wypełniamy twardym woskiem, który najlepiej dopasowujemy do koloru powierzchni.

    Parkside oferuje nam 11 kawałków wosku w różnych odcieniach. Oprócz nich w pudełku znajduje się urządzenie do roztapiania wosku zasilane dwoma bateriami, gąbka ścierająca, ściereczka, dwie szpachelki, skrobak do czyszczenia oraz paleta do mieszania kolorów. Co ciekawe, dwa baterie AA również są dołączone do zestawu, co pozwala na natychmiastowe rozpoczęcie napraw.

    Czytaj dalej poniżej

    Walizki narzędziowe Parkside pod lupą. Te rozwiązania naprawdę mają sens!

    Jak naprawić parkiet?

    Pierwszym krokiem jest oczyszczenie uszkodzonego miejsca i usunięcie luźnych fragmentów. Następnie dobieramy odpowiednie kolory wosku. Tu napotkałem największą trudność, ponieważ a) jestem daltonistą b) parkiet, który zamierzałem naprawić, ma odcień biało-szary. Sądzę, że właściciele parkietów w odcieniach brązowego drewna będą mieli tu znacznie łatwiejsze zadanie. Woski można ze sobą łączyć, korzystając z dołączonej palety. Producent zaleca nakładanie kolorów od jaśniejszych do ciemniejszych. Drewno rzadko ma całkowicie jednolity kolor, dlatego po wypełnieniu ubytku warto spróbować odwzorować fragment usłojenia za pomocą ciemniejszego odcienia wosku.

    Do roztapiania wosku służy niewielkie urządzenie z podgrzewaną końcówką. Urządzenie osiąga temperaturę roboczą właściwie już po kilku sekundach od wciśnięcia przycisku.

    Roztopionym woskiem wypełniamy ubytek z lekkim nadmiarem. Po około 10 sekundach materiał twardnieje na tyle, że możemy usunąć nadmiar za pomocą dołączonej szpachelki i wyrównać naprawiane miejsce z powierzchnią podłogi.

    Na końcu gąbką ścierającą usuwamy pozostałości wosku i dopasowujemy stopień połysku naprawianego miejsca do otaczającej powierzchni.

    Czy to faktycznie działa?

    W moim przypadku – tak. Nie możemy jednak oczekiwać, że zestaw odbuduje mocno uszkodzoną deskę lub całkowicie zniknie głębokie uszkodzenie. W przypadku niewielkich ubytków, zadanie jest znacznie prostsze: wypełnienie uszkodzenia i jego zminimalizowanie wizualne. Nie mogę powiedzieć, że efekt jest idealny (szczególnie w przypadku mojego biało-szarego parkietu), ale ubytki w panelach przestały rzucać się w oczy tak, jak dawniej.

    Wiele zależy od dopasowania koloru i staranności podczas aplikacji wosku. Z bliska widać miejsce naprawy, szczególnie gdy wiemy, gdzie go szukać. Z większej odległości efekt może być jednak na tyle dobry, że uszkodzenie przestaje przyciągać uwagę.

    Jako prosty i niedrogi zestaw do samodzielnego użycia uważam to za dobry wybór.

    Jest także wersja do płytek

    Lidl oferuje ten produkt w dwóch różnych wariantach.

    • Zestaw Parkside PFRS 1,5 C5 jest przeznaczony do naprawy płytek, kamionki, ceramiki oraz powierzchni z tworzyw sztucznych.
    • Wariant do laminatu i parkietu Parkside PLPRS 1,5 C5 można natomiast stosować na powierzchniach drewnianych oraz wykonanych z tworzyw sztucznych, w tym na laminacie, parkiecie, korku czy winylu.

    W obu przypadkach otrzymujemy 11 kolorów twardego wosku oraz niezbędne narzędzia do wykonania naprawy.

    Tania naprawa zamiast wymiany paneli

    Zestaw Parkside nie zastąpi profesjonalnej renowacji podłogi i nie poradzi sobie z każdym rodzajem uszkodzenia. W przypadku pojedynczej rysy, odprysku czy niewielkiego ubytku, myśl o wymianie całego elementu lub większym remoncie może być zbyt dramatyczna.

    W tym przypadku proste rozwiązanie w przystępnej cenie ma wiele sensu. Otrzymujemy wszystko, co potrzebne do wykonania drobnej naprawy, możemy samodzielnie dobrać kolor wypełnienia, a cała procedura nie wymaga specjalistycznego sprzętu ani szczególnych umiejętności.

    Kupiłem zestaw Parkside z myślą o jednym konkretnym uszkodzeniu parkietu i spełnił swoje zadanie. Naprawione miejsce nie zniknęło, ale przestało być tak widoczne. W tej cenie trudno oczekiwać lepszego rozwiązania.

  • Zmieniłem te ustawienia w telewizorze. Teraz chodzi jak marzenie

    Zmieniłem te ustawienia w telewizorze. Teraz chodzi jak marzenie

    Postanowiłem wprowadzić pewne zmiany w moim telewizorze. Teraz działa lepiej niż kiedykolwiek wcześniej.

    Nasz telewizor, nawet jeśli to model Smart, często kryje w sobie potencjał, który pozostaje niewykorzystany. W dzisiejszym artykule podpowiem Wam, jak poprawić jakość obrazu, wydajność urządzenia, a także zwiększyć ogólny komfort codziennego oglądania. Oto kilka wskazówek, które warto wprowadzić w swoim telewizorze.

    Możliwości poprawy każdego telewizora

    Kiedy telewizor zaczyna przestać nas zadowalać, często obwiniamy producenta lub sam sprzęt. Oczywiście, zawsze można znaleźć powód, aby kupić nowy model. Ale czy naprawdę powinniśmy od razu pędzić do sklepu po nowy ekran? Niekoniecznie. Czasami wystarczy przyjrzeć się ustawieniom, wprowadzić kilka zmian, a jakość obrazu znów nas zaskoczy.

    Oprócz jakości, istotny jest również ogólny komfort użytkowania. Postanowiłem wprowadzić pewne poprawki, co zaowocowało stworzeniem listy najlepszych wskazówek, które pomogą polepszyć działanie telewizora. Co istotne, wszystkie te porady nie wymagają zakupu dodatkowego sprzętu i można je zrealizować od razu.

    Rzeczy, które musisz zmienić w swoim telewizorze

    Oto pełna lista kroków, które pozwolą Wam na nowo odkryć potencjał Waszego telewizora:

    Czytaj dalej poniżej

    Telewizor na ścianie i na szafce to już przeszłość. Nowe rozwiązanie robi furorę
    1. Wyłącz efekt wygładzania obrazu – jest sztuczny i wprowadza efekt tzw. opery mydlanej. Wcale nie poprawia jakości, a jedynie tworzy sztuczne klatki, które psują ogólny odbiór.
    2. Zmień tryb obrazu – domyślny tryb często jest przesycony i nie odzwierciedla prawdziwej gamy kolorów. Lepiej użyć trybu FILMMAKER MODE (lub jego odpowiednika) w warunkach domowych.
    3. Podłącz TV kablem od internetu – WiFi jest wygodne, ale prawdziwa szybkość transferu tkwi w kablu. Po co się ograniczać?
    4. Regularnie aktualizuj system telewizora – aktualizacje zapewniają dostęp do najnowszych funkcji i poprawiają działanie urządzenia. Nie ignoruj ich!
    5. Wyczyść pamięć podręczną – zapełniona pamięć może powodować spowolnienie działania urządzenia, a nawet zamrożenia. To szczególnie ważne przy korzystaniu z aplikacji VOD.
    6. Od czasu do czasu zrestartuj telewizor – przytrzymanie przycisku zasilania pomoże usunąć sporadyczne błędy i zamknąć zbędne procesy w tle.
    7. Wyłącz tryb ECO – jeśli nie musisz oszczędzać energii, a zależy Ci na maksymalnej wydajności i pełnej jasności ekranu.
    8. Dostosuj ekran startowy – ustaw ulubione aplikacje w zasięgu ręki, ukrywając te, z których nie korzystasz. W ten sposób łatwiej będzie wybierać aplikacje.
    9. Wyłącz automatyczne rozpoznawanie treści – aby chronić swoją prywatność, zrezygnuj z pozwolenia na zbieranie danych przez aplikacje.
    10. Zajmij wygodną pozycję – niewygodne siedzenie lub patrzenie w bok na ekran nie sprzyjają przyjemności z oglądania.
    11. Sprawdź porty i kable HDMI – używaj nowoczesnych kabli HDMI, aby w pełni wykorzystać potencjał swojego sprzętu, np. przy podłączaniu konsoli do gier.
    12. Używaj wtyczki Smart – urządzenia, takie jak Google Chromecast, mogą znacznie poprawić responsywność i szybkość środowiska Smart TV.
    13. Wyłącz mikrofon telewizora – jeśli nie chcesz, aby urządzenie nasłuchiwało Twoich rozmów i nie korzystasz z asystentów głosowych.

    Przy okazji warto również zastanowić się nad miejscem ustawienia telewizora. Okazuje się, że tradycyjne umiejscowienie na ścianie to już przeszłość.

  • Hit Parkside przeceniony o 37%. Promocja działa tylko dzisiaj

    Hit Parkside przeceniony o 37%. Promocja działa tylko dzisiaj

    Sezon ogrodowy powoli zmierza ku końcowi, ale fani korzystnych ofert oraz nowoczesnego sprzętu mają dziś powód do zadowolenia.

    Lidl przygotował niespodziankę w swoim sklepie internetowym, znacząco obniżając cenę jednego z najbardziej popularnych modeli kosiarek. Tylko dzisiaj elektryczną kosiarkę do trawy Parkside PERM 1800 A1 można nabyć za 349 zł, co oznacza rabat w wysokości aż 37% w porównaniu do standardowej ceny 559 zł. Jeśli rozważasz wymianę starej kosiarki lub poszukujesz skutecznego sprzętu na nadchodzący sezon, to wyjątkowa okazja.

    Serce prezentowanego urządzenia stanowi wydajny, uniwersalny silnik elektryczny o mocy 1800 W, generujący prędkość 3250 obrotów na minutę. Taki zapas mocy zapewnia stałą siłę uciągu, nawet podczas koszenia gęstszej lub lekko wilgotnej trawy, co sprawia, że kosiarka bez problemu radzi sobie na trawnikach o powierzchni do 500 metrów kwadratowych. Ponadto, szerokość robocza wynosząca 44 cm znacznie ogranicza liczbę niezbędnych przejazdów, co przyspiesza czas poświęcony na pielęgnację ogrodu. Precyzyjne cięcie gwarantuje ostrze z hartowanej stali, a innowacyjny system dwustronnego wciągania trawy ułatwia estetyczne przycinanie krawędzi, oszczędzając czas potrzebny później na poprawki podkaszarką.

    Wygoda prowadzenia i precyzyjna regulacja

    Inżynierowie marki Parkside zadbali o to, aby praca z urządzeniem była maksymalnie ergonomiczna i bezpieczna. Kosiarka oferuje centralną, 7-stopniową regulację wysokości cięcia w zakresie od 20 do 70 mm, co umożliwia szybkie dostosowanie długości trawy do warunków pogodowych lub indywidualnych preferencji. Sprzęt waży niecałe 16 kg i osadzony jest na dużych, profilowanych kołach, które chronią darń przed uszkodzeniami i ułatwiają manewrowanie po nierównym terenie. Użytkownik ma do dyspozycji wygodny, regulowany uchwyt z miękkim wykończeniem oraz specjalne odciążenie kabla zasilającego, co redukuje zmęczenie ramion i kręgosłupa.

    Praktycznym dodatkiem jest pojemny, 55-litrowy kosz na trawę, wyposażony w fizyczny wskaźnik napełnienia, informujący o konieczności opróżnienia bez przerywania pracy. Z perspektywy bezpieczeństwa, kluczowa jest funkcja natychmiastowego hamowania ostrza oraz zintegrowane zabezpieczenia elektryczne. Trwała obudowa z odpornego na uderzenia tworzywa sztucznego oraz centralny uchwyt transportowy sprawiają, że czyszczenie, przenoszenie i przechowywanie kosiarki po zakończonym koszeniu nie sprawia najmniejszych trudności. Biorąc pod uwagę specyfikację techniczną oraz obniżoną cenę, trudno o lepszą ofertę.

    Czytaj dalej poniżej

    Jesienne porządki z Parkside. Szybsza praca w ogrodzie i domu
  • Oto laptopy, które przyspieszą naukę i posłużą przez lata

    Oto laptopy, które przyspieszą naukę i posłużą przez lata

    Zbliżający się wrzesień to czas, kiedy wielu uczniów i studentów podejmuje decyzję o zakupie nowego komputera. Kryteriów wyboru jest wiele, a w niniejszym artykule skupimy się na korzyściach płynących z posiadania dedykowanej karty graficznej.

    Zamiast inwestować w podstawowy sprzęt, warto rozważyć zakup urządzenia, które bez problemu poradzi sobie z wymagającymi aplikacjami, takimi jak programy do projektowania, animacji 3D, czy obróbki dużych zbiorów danych. Idealny laptop zapewni długi czas pracy na baterii i umożliwi komfortową rozrywkę po intensywnych godzinach nauki. W obecnych czasach obecność wydajnej, dedykowanej karty graficznej nie jest jedynie luksusem, ale przede wszystkim znaczną oszczędnością czasu. Przygotowaliśmy zestawienie interesujących laptopów, które przyspieszą proces tworzenia projektów i skutecznie zastąpią komputery stacjonarne.

    Dlaczego warto zainwestować w dedykowany układ graficzny?

    Przed przystąpieniem do omówienia konkretnych modeli, ważne jest, aby wyjaśnić, dlaczego laptopy wyposażone w najnowsze karty graficzne NVIDIA GeForce RTX z serii 50 są obecnie tak wszechstronnie doceniane. Serce tej architektury stanowią wyspecjalizowane rdzenie AI oraz procesory Tensor, które umożliwiają ekspresowe realizowanie złożonych operacji matematycznych stanowiących fundamenty uczenia maszynowego. Cały ekosystem oparty jest na sprawdzonej architekturze NVIDIA CUDA, wykorzystywanej w najważniejszych rozwiązaniach z zakresu sztucznej inteligencji. Dzięki temu studenci kierunków technicznych zyskują dostęp do środowiska, które odpowiada tym, z którymi będą mieć do czynienia w swojej przyszłej karierze zawodowej.



    NVIDIA zadbała także o to, aby wydajność nie odbywała się kosztem mobilności, co ma kluczowe znaczenie dla studentów przemieszczających się między akademikami, wydziałami i bibliotekami. Techniki znane jako NVIDIA Max-Q optymalizują zużycie energii, temperaturę pracy oraz hałas, umożliwiając uzyskanie idealnej równowagi pomiędzy czasem pracy na baterii a odpowiednią wydajnością w smukłych obudowach. W codziennej współpracy z kolegami z roku niezwykle przydatny okazuje się pakiet NVIDIA Broadcast, który za pomocą sztucznej inteligencji eliminuje hałasy otoczenia z mikrofonu, automatycznie kadruje obraz z kamery oraz usuwa niechciane tło podczas wideokonferencji uczelnianych.

    W obszarze multimediów i tworzenia treści kluczową rolę odgrywa dedykowany enkoder sprzętowy NVENC, który zdejmuje ciężar renderowania wideo z głównego procesora, umożliwiając płynny montaż oraz błyskawiczny eksport materiałów w wysokiej rozdzielczości. Ponadto, podczas oglądania materiałów edukacyjnych na platformach strumieniowych technologia RTX Video Super Resolution wykorzystuje algorytmy AI do wyostrzania obrazu i poprawy jego jakości, co na pewno doceni każdy student. Co zatem warto wybrać z tej bogatej oferty?

    Czytaj dalej poniżej

    NVIDIA dorzuca 007 First Light do wybranych kart RTX 50

    Przegląd polecanych laptopów

    ACER Nitro V 17 AI – duży ekran i świetny stosunek ceny do wydajności

    Nasze zestawienie otwiera model, który doskonale sprawdzi się u osób potrzebujących dużej przestrzeni roboczej. ACER Nitro V 17 AI wyposażony jest w doskonałą matrycę IPS o przekątnej 17,3 cala i odświeżaniu 165Hz. Najważniejszym elementem specyfikacji jest potężna karta graficzna GeForce RTX 5070 z wbudowanymi funkcjami AI i wsparciem dla technologii DLSS 4.5. Wewnątrz znajdziemy wydajny procesor Ryzen 7 260, 16 GB pamięci RAM oraz dysk SSD o pojemności 1 TB. Całość działa pod kontrolą systemu Windows 11 Home. Laptop ten oferuje ogromny zapas mocy na lata, a dzięki trwającej promocji można go nabyć za atrakcyjną cenę 5579 zł.



    ASUS TUF Gaming A16 – wytrzymałość i mobilność w jednym

    Dla tych, dla których 17-calowy laptop to zbyt duży format, zalecamy 16-calowy model ASUS TUF Gaming A16. Wariant z kartą RTX 5050 stanowi doskonały kompromis pomiędzy wydajnością a mobilnością. W zestawie znajdziemy także wydajny procesor AMD Ryzen 7 260, 16 GB pamięci RAM DDR5 oraz dysk SSD o pojemności 512 GB, a to wszystko za jedyne 4099 zł. Urządzenie wyróżnia się podwyższoną odpornością obudowy i dobrą żywotnością baterii, co czyni go znakomitym wyborem dla studentów, którzy często się przemieszczają, a po powrocie do akademika potrzebują niezawodnej wydajności do nauki i zabawy.



    Lenovo Legion 5 – stonowany design dla wymagających
    Lenovo Legion 5 to świetna propozycja dla osób poszukujących wszechstronnej maszyny, która spełni zarówno wymagające zadania, jak i potrzeby związane z cyfrową rozrywką. Obecność karty graficznej NVIDIA GeForce RTX 5060 pozwala nie tylko na cieszenie się najnowszymi grami na wysokich ustawieniach, ale również efektywnie przyspiesza obliczenia w aplikacjach inżynieryjnych i graficznych. Uzupełnieniem konfiguracji jest procesor AMD Ryzen 7, 16 GB szybkiej pamięci RAM DDR5 oraz dysk SSD, co zapewnia płynność podczas pracy z zaawansowanym oprogramowaniem do edycji wideo, projektowania 3D czy programowania. Co ważne, możliwe jest komfortowe wielozadaniowe przełączanie się między materiałami do nauki.

    Co szczególnie wyróżnia ten model na tle konkurencji, to znakomity ekran OLED o rozdzielczości 2560 x 1600 i odświeżaniu 165 Hz. Oferuje on perfekcyjny kontrast, doskonałe odwzorowanie barw oraz wysoką jasność, co sprawia, że praca z dokumentami czy multimediami staje się niezwykle komfortowa dla oczu. Dla mobilnego studenta całą tę wydajność zamknięto w stosunkowo lekkiej, aluminiowej obudowie o wadze poniżej 1,9 kg. Połączenie z pojemną baterią 80 Wh, podświetlaną klawiaturą oraz bogatym zestawem portów z obsługą ładowania przez USB-C sprawia, że Legion 5 staje się wysoce funkcjonalnym narzędziem gotowym na cały dzień pracy na uczelni lub w podróży. Można go nabyć za 6399 zł.



    Gigabyte AERO X16 – lekkość i wydajność w jednym

    Gigabyte AERO X16 to propozycja stworzona z myślą o studentach, którzy poszukują nowoczesnego sprzętu w kompaktowych rozmiarach. Ten model, z kartą NVIDIA GeForce RTX 5060 obsługującą technologię DLSS 4.5, procesorem AMD Ryzen, 16 GB pamięci RAM oraz dyskiem o pojemności 1 TB, poradzi sobie z wymagającym oprogramowaniem inżynieryjnym, renderowaniem grafiki czy lokalnym uruchamianiem modeli AI, a po godzinach zapewni pełną płynność w najnowszych grach.

    Wielkim atutem tego modelu jest 16-calowy, matowy ekran IPS o rozdzielczości 2560 x 1600, odświeżaniu 165 Hz i pełnym pokryciu przestrzeni barw 100% DCI-P3, co docenią osoby zajmujące się edycją wideo lub obróbką zdjęć. Całość zamknięto w stylowej, białej obudowie o wadze 1,90 kg, co sprawia, że komputer pozostaje mobilny i łatwy do spakowania na uczelnię. Praktyczne zaplecze, w postaci kamery Full HD z podczerwienią oraz obsługą Windows Hello, modułu Wi-Fi 6E oraz portu USB-C z funkcją Power Delivery czyni z AERO X16 niezwykle wygodne i wszechstronne narzędzie do codziennej nauki, dostępne w promocyjnej cenie 4649 zł.



    Chwila relaksu po nauce

    Studia to nie tylko ciężka praca, ale również czas na rozwijanie pasji. Po intensywnym czasie nauki laptopy wyposażone w układy GeForce RTX z serii 50 ujawniają swoje oblicze gamingowe. Dzięki technologii NVIDIA DLSS 4.5, która wykorzystuje sieci neuronowe do generowania klatek, użytkownicy mogą cieszyć się niezwykle płynną rozgrywką bez spadku jakości obrazu w tytułach takich jak DOOM: The Dark Ages. Miłośnicy szybkiej rywalizacji online z pewnością docenią technologię NVIDIA Reflex, która obniża opóźnienia systemowe, dając przewagę w dynamicznych potyczkach.

    Wybór laptopa z wydajną kartą graficzną nowej generacji to inwestycja, która z pewnością się opłaci. Zyskujesz czas, bezcenne wsparcie sztucznej inteligencji, a sprzęt nie zestarzeje się po dwóch semestrach. Niezależnie od tego, czy wybierzesz przestronnego Acera, czy mobilnego ASUSa – każda z opisanych maszyn bez problemu dotrzyma Ci kroku.

    Artykuł powstał przy współpracy z marką NVIDIA.

  • Beyerdynamic DJ 300 Pro X – te słuchawki mają zastąpić DJ-owi dwie pary, ale jest jeden problem

    Beyerdynamic DJ 300 Pro X – te słuchawki mają zastąpić DJ-owi dwie pary, ale jest jeden problem

    Beyerdynamic DJ 300 Pro X oferują doskonałą jakość dźwięku, jednak po godzinie użytkowania odczułem chęć ich ściągnięcia. Konstrukcja tych słuchawek wymaga przemyślenia.


    Beyerdynamic dostarczyło nam do testów słuchawki zaprojektowane z myślą o DJ-ach. To model przewodowy, więc brak tu dedykowanej aplikacji, a bez kontrolera raczej nie znajdą uznania. Na szczęście, mam pod ręką Alpha Theta DDJ-GRV6 i posiadam pewne doświadczenie w DJ-owaniu, co pozwala mi ocenić te słuchawki z punktu widzenia ich docelowej grupy użytkowników. Jak zwykle, Beyerdynamic oferuje wysoką jakość audio, jednak pod względem komfortu, niestety, ponownie zawodzi.

    Design i wykonanie

    Beyerdynamic DJ 300 Pro X doskonale spełniają rolę dwóch par słuchawek w jednym. W moim domowym zestawie posiadam wokółuszne słuchawki DT 770 Pro, które są świetne do budowania setów i odsłuchów, lecz z ich dużymi rozmiarami mniej wygodnie gra się na scenie. W tej roli bardziej kompaktowe i lekkie Sennheiser HD 25 zapewniają większą swobodę, łatwiej je zakładać i ściągać, a dodatkowo nie obciążają szyi.

    Beyerdynamic DJ 300 Pro X są dostępne w wersji nausznej, ale w zestawie znajdują się również większe pianki, które czynią je bardziej stacjonarnymi, co może być korzystne dla użytkowników o większych uszach.

    Jakość wykonania zasługuje na uznanie – metalowy szkielet pałąka jest uzupełniony przyjemnym w dotyku tworzywem sztucznym, które nie sprawia wrażenia tandetnego i nie trzeszczy przy zginaniu. Ekoskórzane gąbki delikatnie odbijają się na boki, co ułatwia odsłuch jednego ucha – to istotne w trakcie gry na żywo. Muszle można również odchylić do wewnątrz, co ułatwia transport.

    Czytaj dalej poniżej

    Liberty Buds - półdouszne słuchawki z ANC i tłumaczem AI

    Interesującym rozwiązaniem jest obecność złącza jack 3,5 mm umieszczonego zarówno w lewej, jak i prawej muszli – to nie jest oczywiste w przypadku konkurencyjnych modeli, ani nawet u innych produktów tego producenta, co zapewnia większą swobodę w trakcie grania.

    Wersja On-Ear waży 288 gramów, natomiast z większymi gąbkami Over-Ear – 315 gramów. Słuchawki są lekkie i nie obciążają głowy, jednak nie można ich określić mianem wygodnych. Czas wytłumaczyć dlaczego.

    Wygoda użytkowania – a raczej jej brak

    Niestety, ponownie napotkałem problem związany z komfortem w słuchawkach Beyerdynamic – DJ 300 Pro X wyraźnie uciskają w okolicach skroni. Nie rozumiem, jak i dlaczego producent zdecydował się na takie rozwiązanie, ale metalowe szyny w pałąku są ostro ścięte do wewnątrz, przez co te słuchawki zbyt mocno przylegają do głowy. Posiadając 6 innych nausznych modeli – nie tylko dedykowanych DJ-om – żadne z nich nie powodują tak intensywnego ucisku. Przypuszczam, że miało to na celu poprawić pasywne wygłuszenie, ale efekt ten jest praktycznie niewyczuwalny.

    Już wcześniej zwracałem na to uwagę w recenzji modelu Beyerdynamic Aventho 100. Warto podkreślić, że sety potrafią trwać wiele godzin – nie można pozwolić sobie na taką niedogodność, zwłaszcza w przypadku grania w okularach. Przy większych gąbkach można jakoś znieść dyskomfort, jednak przy mniejszych najpierw odczuwam ból w uchu, a następnie w głowie. Z większymi gąbkami mam natomiast problem, gdyż w niekomfortowy sposób ocierają się o brodę, a dodatkowo górna część gąbki deformuje się na uchu, co jest efektem całej twardej konstrukcji. Nie wiem, dla jakiego kształtu głowy zostały zaprojektowane DJ 300 Pro X, ale z pewnością nie dla mojej.

    Przyjmijmy jednak, że DJ 300 Pro X pasują wygodnie na Twojej głowie. Czego można się spodziewać pod względem jakości dźwięku?

    Jakość dźwięku

    W słuchawkach zainstalowany jest dynamiczny przetwornik o średnicy 45 mm, co – jak zaznacza producent – jest więcej niż w standardowych modelach DJ-skich. Większa membrana oznacza więcej powietrza do przepchnięcia przy tej samej wychyłce, co ma przełożyć się na głębszy bas i mniejsze zniekształcenia przy wyższych poziomach głośności. Pasmo przenoszenia wynosi 5–35 000 Hz, co wykracza poza zakres słyszalności dla człowieka, a impedancja wynosi 48 omów. Ta wartość jest na tyle niska, że słuchawki można z powodzeniem podłączyć do każdego kontrolera, miksera czy laptopa, nie wymagając dodatkowego wzmacniacza.

    Ważniejszym parametrem jest jednak maksymalny poziom ciśnienia akustycznego, który wynosi 115 dB w wersji nausznej i 109 dB w modelu Over-Ear. W praktyce oznacza to, że są wystarczająco głośne, aby przetrwać nawet w hałaśliwym klubie. To tyle w teorii – jak brzmią w praktyce?

    Pierwszym, co rzuca się w uszy, jest intensywny, mięsisty i głęboki bas. Jest na tyle mocny, że zbliża się do granicy, która może zaburzyć równowagę brzmienia pomiędzy niskimi a wysokimi tonami – co jest kluczowe przy przygotowywaniu przejść.

    Średnie tony przy intensywnym basie bronią się nieźle. Wokale oraz werble mają swoje miejsce w miksie i nie giną w tle. Ogólny dźwięk jest ciepły, otulający i spójny. Gorzej, jeśli chciałbyś na DJ 300 Pro X posłuchać muzyki gitarowej – gęstsze aranżacje mogą zlewać się w jedną masę.

    Górne tony nie są tak wyraziste, jak w modelach studyjnych Beyerdynamic. Talerze czy hi-haty bez problemu przebijają się przez miks, nie są jednak irytujące nawet przy podkręceniu poziomu na kontrolerze. W kontekście brzmienia i grania trudno przyczepić się do tej konstrukcji.

    Podsumowanie

    Beyerdynamic DJ 300 Pro X to solidnie wykonane słuchawki, które oferują pewną elastyczność dzięki różnym rozmiarom gąbek, ale niestety są irytująco niewygodne. W mniejszym wariancie ucisk na ucho jest nie do zniesienia przy dłuższym użytkowaniu, a w większym gąbki źle leżą na szyi i deformują się. Dodatkowo, są sztywne, a regulacja pałąka jest oporna, co sprawia, że z pewnością nie byłyby moim pierwszym wyborem do grania setów. Szkoda, ponieważ jakość dźwięku w kontekście brzmień house i techno jest naprawdę świetna.