Autor: admin

  • Te słuchawki od Bose przeniosą Cię w czasie. To może być wspaniałe doświadczenie

    Te słuchawki od Bose przeniosą Cię w czasie. To może być wspaniałe doświadczenie

    Bose wraca do przeszłości? Trochę tak, a trochę nie. Przedstawiamy słuchawki, które łączą się za pomocą USB-C z… aktywną redukcją hałasu, eliminując konieczność ładowania akumulatora. Sprzęt czerpie energię z telefonu lub komputera, a obsługę zapewnia tradycyjny panel przycisków na przewodzie.

    Takie właśnie są Noise Cancelling Wired Earbuds (sugestywna nazwa, prawda?), stanowiąc spektakularny powrót do przewodowych słuchawek dokanałowych. Uwierzcie mi, poczułem się, jakbym przeniósł się do 2025 roku, lub nawet wcześniej. Ich kluczową cechą jest połączenie aktywnej redukcji hałasu (ANC) z konstrukcją nawiązującą do „starych” czasów, które obecnie powracają do łask. Ożywają trendy neo-retro, które osiągnęły także słuchawki, a Bose podąża tym szlakiem. Wysyłki pierwszych modeli mają rozpocząć się 15 października.

    Energia po USB-C

    Przewód kończy się wtykiem USB-C, który zastępuje złącze jack 3,5 mm, stające się coraz bardziej egzotycznym w telefonach. Oprócz przesyłania sygnału dźwiękowego do słuchawek, złącze będzie także zasilać układ odpowiedzialny za redukcję hałasu. Energia pochodzi bezpośrednio z podłączonego telefonu, tabletu lub komputera. To eliminuje potrzebę osobnego ładowania słuchawek, jednak w tym czasie nie możemy ładować telefonu. Istnieje możliwość zakupu kompatybilnej przejściówki, co pozwoli na jednoczesną obsługę.

    Bose zapewnia, że słuchawki obsługują bezstratny dźwięk z minimalnym opóźnieniem, co jest istotne podczas oglądania filmów i grania. Warto jednak zauważyć, że producenci słuchawek bezprzewodowych rozwiązują ten problem na różne sposoby. Oprócz tego, wyjście audio pracuje ze stałą rozdzielczością 24 bitów i częstotliwością próbkowania 48 kHz. Odsłuch powinien być szczegółowy, czysty i wierny oryginałowi, oczywiście z uwzględnieniem ograniczeń urządzenia przetwarzającego dźwięk.

    Cztery mikrofony dla ANC i osobny do rozmów

    Za aktywną redukcję hałasu odpowiada technologia QuietControl, która współpracuje z czterema mikrofonami – po dwa w każdej słuchawce. Układ zbiera dźwięki otoczenia i wykorzystuje je do ich ograniczania. Należy jednak pamiętać, że kształt słuchawek, które wkłada się do kanału słuchowego, również ma duży wpływ na efektywność izolacji. Użytkownik ma do wyboru trzy tryby: Quiet, który wycisza otoczenie, Aware, przepuszczający dźwięki, oraz ANC Off, który wyłącza aktywną redukcję, pozwalając poczuć się jak w tradycyjnych słuchawkach bez ANC.

    Czytaj dalej poniżej


    Płyty CD wracają do łask. Ten odtwarzacz podbija serca fanów

    Tryby można przełączać przyciskiem na pilocie umieszczonym na przewodzie, który pozwala również na regulację głośności, odtwarzanie oraz obsługę połączeń. W pilocie znajduje się dodatkowy mikrofon przeznaczony do rozmów, nagrywania notatek głosowych i innych zastosowań. Ma on być na tyle dobry, by zbierać głos bez konieczności podnoszenia go do ust, co było problematyczne w przypadku wielu modeli słuchawek „na kablu”.

    Dopasowanie do ucha i odporność na zachlapania

    W zestawie znajdują się silikonowe końcówki w trzech rozmiarach oraz skrzydełka stabilizujące w dwóch wariantach. To przyda się zwłaszcza w przypadku aktywności fizycznej, na przykład podczas biegania w tych słuchawkach. Do ich przechowywania służy etui zamykane na suwak. Serio, stare czasy wracają.

    Czytaj również: Oto nowe flagowe słuchawki Nothing. Pół internetu z nich się śmieje.

    Słuchawki deklarują także klasę odporności IPX4, co oznacza odporność na zachlapania: pot czy deszcz nie powinny wykluczać ich codziennego użytkowania. Lepiej jednak unikać pływania z nimi i to zrozumie każdy użytkownik tego typu sprzętu. Klienci mogą wybierać między wersją czarną, jasną White Smoke oraz limitowaną, miętową Dewdrop Mint. A ile kosztują takie „pchełki”? 99 dolarów, co w Polsce prawdopodobnie przełoży się na około 400 złotych. To kwota rozsądna, jak na słuchawki z ANC, na kablu, działające tak długo, jak długo działa telefon, oferujące dźwięk o gwarantowanej jakości – wszystko to dzięki marce Bose.

  • Apple nie wyrobi się na premierę swojego najdroższego iPhone’a? To będzie towar deficytowy

    Apple nie wyrobi się na premierę swojego najdroższego iPhone’a? To będzie towar deficytowy

    Apple zmaga się z poważnymi trudnościami w osiągnięciu odpowiednich poziomów produkcji przed planowaną premierą w październiku. Oczekiwania związane z dostępnością iPhone’a Duo mogą okazać się rozczarowujące.

    Apple zaprezentowało iPhone’a Duo 9 września, obok modelu iPhone 18 Pro. W przeciwieństwie do standardowej wersji, model Duo nie trafił do sprzedaży 18 września. Jego sprzedaż, jako najdroższego iPhone’a w historii, rozpocznie się dopiero pod koniec następnego miesiąca. Jeśli planujecie zakup, warto uzbroić się w cierpliwość, ponieważ może być trudno zaspokoić popyt na ten składany model. Apple dąży do dotrzymania terminów, jednak ich zakłady produkcyjne mają trudności.

    Wyzwania w produkcji iPhone’a Duo

    Zgodnie z doniesieniami chińskiego serwisu Jiemian News, powołującymi się na anonimowe źródła w łańcuchu dostaw Foxconna, Apple boryka się z wyzwaniami w zakresie produkcji iPhone’a Duo. Według danych z 17 września, wskaźnik końcowego montażu wynosił nieco ponad 60%. Przy obecnych standardach jakościowych Apple osiągnięcie znacznie wyższego poziomu produkcji może potrwać nawet od sześciu miesięcy do roku.

    Obecnie Foxconn regularnie modyfikuje sprzęt, proces montażu oraz ustawienia linii produkcyjnych. Wśród problemów wymienia się także kwestie z komponentami, zwłaszcza składanymi ekranami OLED oraz elementami zawiasu, które dostarcza Samsung Display. W przypadku tych ostatnich występują niskie wskaźniki uzysku, opóźnienia w dostawach oraz zmiany konstrukcyjne.

    Apple planuje zgromadzić w tym roku od 6 do 8 milionów egzemplarzy iPhone’a Duo. Dla porównania, modele Pro i Pro Max potrafią osiągnąć sprzedaż rzędu 20–30 milionów sztuk w całym cyklu. Są informacje, że jeden z producentów postawił Apple przed dylematem: zwiększyć produkcję, co wiązałoby się z wyższym odsetkiem wadliwych urządzeń, lub skupić się na poprawie jakości.

    Czytaj dalej poniżej

    Nowa funkcja w iOS. Apple kopiuje Androida?

    Mimo istniejących problemów, obowiązują początkowe daty, z przedsprzedażą rozpoczynającą się 16 października oraz regularną sprzedażą, która wystartuje 23 października.

  • Recenzja Technics A1000. Przepustka do słuchawkowej pierwszej ligi

    Recenzja Technics A1000. Przepustka do słuchawkowej pierwszej ligi

    Technics EAH-A800 zadebiutowały w 2022 roku jako ambitna próba wejścia marki do segmentu dużych, bezprzewodowych słuchawek premium z aktywną redukcją hałasu (ANC). Oferowały bardzo dobre brzmienie, długi czas pracy oraz solidne wykonanie, jednak na tle konkurencji, takiej jak Sony czy Bose, nie były oczywistym wyborem, zwłaszcza pod względem efektywności redukcji hałasu.

    Cztery lata później sytuacja na rynku stała się jeszcze bardziej konkurencyjna. Wzrosła liczba graczy, ANC zyskało status standardu, a producenci intensyfikują rywalizację nie tylko w zakresie funkcji, ale także jakości przetworników i całej konstrukcji akustycznej. W takich okolicznościach swoje przodownictwo na rynek wprowadza model Technics EAH-A1000, który stanowi znacznie poważniejszą próbę zdobycia miejsca w czołówce.

    Design i ergonomia

    Słuchawki sprzedawane są w zestawie z twardym etui. W zestawie znajdują się również dwa kable o długości 1,2 metra: USB-C – USB-C oraz USB-C – minijack. Oba kable można schować w specjalnych przegrodach etui.

    Dostępne są dwie wersje kolorystyczne – czarna i szaro-beżowa (nazywana przez producenta „greige” – od połączenia gray i beige). Osobiście testowałem model czarny. W zakresie konstrukcji nie ma rewolucji, ale można dostrzec kilka interesujących detali, takich jak finezyjnie profilowany metalowy uchwyt muszli. Całość ma wymiary 165 x 206 x 88 mm i waży 306 g.

    Aluminiowy pałąk pokryty jest z zewnątrz plastikową listwą i od wewnątrz pianką pamięciową obitą ekoskórą. Regulacja rozmiaru jest płynna, a mechanizm działa bardzo lekko – osobiście preferuję bardziej wyraźny „schodkowy” ruch.

    Muszle obracają się o około 100 stopni w poziomie i około 30-35 stopni w pionie. Na zewnątrz zastosowano metalowe dekielki efektywnie odbijające światło oraz złote logo producenta. Reszta konstrukcji oparta jest na tworzywie sztucznym. W oczy rzucają się otwory i maskownice mikrofonów – tych jest tutaj aż osiem.

    Na prawej muszli umieszczono diodę LED oraz panel sterowania składający się z dwóch klasycznych przycisków (zasilanie oraz ANC) oraz dwustronnego przełącznika. Przesuwając go w przód zwiększamy głośność, w tył ją zmniejszamy. Wciśnięcie przycisku służy z kolei do zatrzymywania/wznawiania oraz przeskakiwania utworów (dwa razy w przód, trzy razy w tył). Cieszy fakt, że cała regulacja bazuje na fizycznych przyciskach, a nie na dotykowych panelach.

    Słuchawki posiadają jedynie jeden port – USB-C, który służy zarówno do ładowania baterii, jak i do bezstratnej transmisji przewodowej za pomocą wbudowanego DAC. Warto zauważyć, że w czasie korzystania z tej formy połączenia słuchawki muszą być włączone, a co istotne – nie są równocześnie ładowane.

    Nauszniki są wymienne i wypełnione tym samym rodzajem pianki co górna część pałąka. Technics poświęcił dużo uwagi temu, jak A1000 leżą na głowie. Producent przeanalizował dane dotyczące około 500 różnych kształtów głowy i na tej podstawie dopracował położenie oraz kąt osi obrotu muszli. Celem było zapewnienie równomiernego przylegania nauszników bez zwiększania siły docisku, której nawet nieco zmniejszono – w modelu A1000 wynosi ona 420 gf, podczas gdy w A800 to 433 gf. Istotne jest, że w połączeniu ze zmienioną geometrią mocowania muszli nacisk rozkłada się bardziej równomiernie, co wpływa także na lepsze uszczelnienie i pasywną redukcję dźwięków otoczenia.

    Po kilku godzinach korzystania temperatura wewnątrz nauszników naturalnie rośnie, co jest typowe dla modeli zamkniętych. Jednak nawet po dłuższym użytkowaniu nie odczuwałem dyskomfortu ani nie miałem ochoty zdjąć słuchawek, co świadczy o wysokiej jakości użytych materiałów.

    Przetworniki, brzmienie i możliwości

    Sercem modelu A1000 jest nowy 40-milimetrowy przetwornik, w którym Technics połączył różne rozwiązania ograniczające zniekształcenia i poprawiające kontrolę nad pracą membrany. Kluczowa jest technologia Magnetic Fluid Driver, która wykorzystuje specjalny płyn wewnątrz przetwornika. Co istotne, nie jest to jedynie ewolucja technologii z dokanałowych AZ100, gdzie zadebiutowała w zeszłym roku. Konstrukcję zaprojektowano specjalnie z myślą o A1000, opracowując nową ciecz i dobierając jej właściwości i ilość z myślą o większym, 40-milimetrowym przetworniku.

    Kolejnym elementem jest SST Edge (Symmetrical Surround Technology), które odpowiada za działanie zewnętrznego zawieszenia membrany. Użyto tutaj asymetrycznej geometrii, co sprawia, że podczas wychyleń membrana przemieszcza tę samą objętość powietrza w obie strony. Membrana wykonana jest z włókna węglowego, co w połączeniu ze stożkowym kształtem zapewnia niską masę przy wysokiej sztywności, a tym samym ogranicza odkształcenia membrany podczas szybkich ruchów.

    Patrząc na przetwornik, nie kończą się zmiany. Płaska przegroda akustyczna ma zapewnić dźwiękowi niezakłóconą drogę i ograniczyć niepożądane odbicia. Z kolei umieszczona za przetwornikiem komora Acoustic Control Chamber kontroluje przepływ powietrza i głównie wpływa na niskie oraz średnie tony. Oba rozwiązania mają także przyczynić się do uzyskania bardziej naturalnej i przestrzennej sceny dźwiękowej.

    Całość dopełniają wsparcie dla popularnych kodeków (SBC, AAC, LDAC i LC3) oraz Dolby Atmos (ze śledzeniem ruchów głowy).

    Efekt jest naprawdę znakomity. Słuchawki grają klarownie i równomiernie. Tony są doskonale zbalansowane, a szczegółowość brzmienia robi duże wrażenie. Ciepły, mruczący bas nie dominuje nad resztą pasma, a wysokie tony są odpowiednio kontrolowane, nie rażą w uszy agresywnym sykiem. Szczególnie wyraźnie słychać to podczas korzystania z połączenia przewodowego, gdzie A1000 nie ustępują nawet znacznie droższym modelom, doskonale oddając scenę i głębię utworów. Należy jednak zauważyć, że nie jest to agresywna, ofensywna charakterystyka, w której gustują producenci bezprzewodowych słuchawek nausznych. Osoby szukające dominujących niskich tonów mogą poczuć się lekko rozczarowane zbalansowanym i neutralnym charakterem A1000.

    Drugim mocnym punktem jest efektywność ANC, która robi imponujące wrażenie. Technics wyraźnie chciał stanąć w szranki z najlepszymi na rynku, i w mojej opinii mu się to udało. Słuchawki skutecznie izolują od hałasu rozmów, dźwięków ruchliwej ulicy oraz sprawdzają się w samolocie. Co istotne, ANC działa w sposób adaptacyjny, automatycznie dostosowując intensywność tłumienia do otoczenia. W aplikacji dostępny jest również suwak do ręcznej regulacji oraz możliwość aktywacji trybu Ambient Mode, w którym mikrofony rejestrują dźwięki otoczenia i przepuszczają je do naszych uszu.

    Mikrofony korzystają z technologii AI Beamforming, co znacznie poprawia przetwarzanie ludzkiego głosu. Efekty są znakomite – nawet w głośnym otoczeniu nasz głos jest skutecznie odseparowywany i przekazywany dalej, zachowując naturalność i eliminując metaliczny pogłos oraz inne niepożądane efekty.

    Do zarządzania tym wszystkim służy aplikacja mobilna Technics Audio Connect. Niestety, nie mogłem jej przetestować przed premierą, ponieważ nie była jeszcze kompatybilna z nowym modelem. Miałem jednak krótki kontakt z nią podczas prezentacji produktu. Interfejs nie różni się znacząco od tego, do czego przyzwyczaił nas Panasonic. Prosto zaprojektowany EQ z presetami oraz możliwość sterowania ANC są niewątpliwymi atutami.

    Bateria, według deklaracji producenta, ma starczyć na 40 godzin pracy z aktywnym ANC, co jest fenomenalnym wynikiem. Przy bezstratnej transmisji czas ten spada do 30 godzin, a przy korzystaniu z kodeka AAC (np. z iPhonem) wzrasta do aż 45 godzin. Natomiast przy wyłączonym ANC użytkownik może cieszyć się aż 90 godzinami słuchania. Moje doświadczenia w pełni potwierdzają te deklaracje, choć nie mierzyłem czasu co do minuty. Co więcej, wydaje mi się, że czas pracy na baterii w trybie bezprzewodowym może być nawet nieco dłuższy od podanego. Bateria to zdecydowanie mocny punkt tego zestawu słuchawkowego.

    Naładowanie do pełna akumulatora o pojemności 500 mAh zajmuje około 3,5 godziny, co wydaje się dość długi czas, biorąc pod uwagę standardy obecne na rynku. Mamy co prawda opcję szybkiego ładowania w ciągu 15 minut, co pozwala na uzyskanie 4 godzin pracy, jednak całkowity czas ładowania powinien być krótszy.

    Dla kogo są Technics EAH-A1000?

    Technics dzięki A1000 wkracza do najwyższego segmentu słuchawek bezprzewodowych premium. Nowy headset dysponuje wszystkimi cechami do rywalizacji z najlepszymi modelami na rynku. Oferuje świetne brzmienie, znakomitą (i inteligentną) redukcję hałasu otoczenia oraz długi czas pracy na baterii.

    Czy są jakieś wady? Z pewnością brakuje szybszego ładowania, które w tej (i nawet w niższej) półce cenowej stało się już standardem. Muszle dość mocno odstają od głowy, co jest częściowo wynikiem powiększonej komory akustycznej wewnątrz – jak widać, coś kosztem czegoś.

    Polska cena słuchawek wynosi 1890 zł, co jest relatywnie wysoką kwotą, biorąc pod uwagę konkurencję. W tym segmencie głównymi rywalami są oczywiście Bose QuietComfort Ultra oraz Sony WH-1000XM6. W porównaniu z pierwszymi, Technics oferuje lepszy czas pracy na baterii, podczas gdy Sony przoduje pod względem technologii w przetwornikach i obsługi Bluetooth Multipoint (3 vs 2 urządzenia jednocześnie). Żaden z rywali nie dysponuje również funkcją USB Audio. Pytanie jednak, czy te atuty uzasadniają dopłatę w wysokości 200-300 zł. Nieco trudniej będzie uzasadnić tę różnicę w przypadku Bowers & Wilkins Px7 S3 czy Sennheiser Momentum 5, które również próbują łączyć audiofilskie ambicje z charakterem konsumenckim. Tutaj walka może sprowadzić się do niuansów i osobistych preferencji.

    Ostatecznie jednak Technics ma mocny argument w tym segmencie, ponieważ A1000 to całościowo doskonały i starannie dopracowany produkt. Czy obronią się na rynku? To czas pokaże.

    Technics A1000



    plusy

    • Metalowe, a przy tym lekkie i bardzo wygodne
    • Jakość brzmienia
    • Czas pracy na baterii
    • Rewelacyjny (adaptacyjny) ANC
    • USB Audio


    minusy

    • Wolne ładowanie
    • Dość mocno odstają od ucha

    Urządzenie zostało użyczone przez producenta na potrzeby recenzji. Firma nie miała wglądu ani wpływu na treść artykułu przed publikacją.

  • Gemini Skills dla każdego? Google udostępnia je użytkownikom za darmo

    Gemini Skills dla każdego? Google udostępnia je użytkownikom za darmo

    Google szykuje istotne zmiany w korzystaniu z personalizowanych funkcji Gemini. Użytkownicy, którzy do tej pory wykorzystywali Gems, zostali poinformowani o połączeniu tej funkcjonalności z Skills.


    Jeszcze kilka dni temu użytkownicy darmowego Gemini mieli powody do niepokoju. Google ogłosiło, że Gems, które stanowią personalizowane instrukcje, przez które można przesyłać zapytania, zostaną połączone z Skills do 17 listopada 2026 roku. Problemem było to, że Skills były dostępne tylko w płatnych planach Pro i Ultra. Wyglądało na to, że osoby korzystające z darmowego konta stracą swoje Gems i nie otrzymają nic w zamian. Nic więc dziwnego, że część użytkowników zaczęła poszukiwać alternatyw, jednak teraz Google uspokaja sytuację.

    Skills będą dostępne dla każdego

    Google najwyraźniej zrezygnowało z wymagania posiadania płatnego planu. Użytkownicy darmowego konta Gemini mogą już tworzyć i korzystać z własnych Skills. To istotna zmiana, szczególnie dla osób, które poświęciły ostatnie miesiące na personalizowanie swoich Gems. Były one niczym zapisane profile z instrukcjami dla Gemini. Można było na przykład stworzyć odrębnego Gema do redagowania tekstów, analizowania dokumentów, nauki języków czy pracy w określonym stylu wypowiedzi.

    Co więcej, firma zapowiada, że Gems zostaną automatycznie przekształcone w Skills. Użytkownicy nie będą musieli więc tworzyć wszystkiego od nowa po zakończeniu migracji.

    Wszystko wskazuje na to, że Skills mogą być nawet bardziej praktyczne niż Gems. Jednym z problemów starego rozwiązania była rosnąca lista własnych konfiguracji. Im więcej Gems użytkownik stworzył, tym łatwiej było się w nich zgubić.

    Czytaj dalej poniżej


    Czekaliśmy na to 5 lat. Mapy Google na Android Auto z nową funkcją

    W przypadku Skills Google stawia na prostszy sposób ich uruchamiania. W głównym oknie czatu wystarczy wpisać znak /, a następnie nazwę wybranej funkcji. Gemini może wtedy wykorzystać wcześniej przygotowane instrukcje.

    Grafika: depositphotos.com

  • Erste Bank z super funkcją. Każdy powinien z niej korzystać

    Erste Bank z super funkcją. Każdy powinien z niej korzystać

    Erste Bank wprowadza do swojej aplikacji mobilnej zabezpieczenia behawioralne, które stanowią dodatkową warstwę ochrony. Funkcja ta może pomóc w wykrywaniu prób nieautoryzowanego dostępu do naszych kont.


    W obliczu rosnącego zagrożenia ze strony cyberprzestępców, banki są zmuszone do poszukiwania metod zabezpieczeń, które wykraczają poza tradycyjne hasła, kody czy autoryzację biometryczną. Erste Bank Polska udostępnił nową funkcję ochrony behawioralnej w swojej aplikacji mobilnej, która wcześniej była wykorzystywana także w bankowości internetowej.

    Mechanizm ochrony behawioralnej opiera się na prostym założeniu. Każdy użytkownik korzysta ze smartfona w unikalny sposób, co sprawia, że system może analizować takie elementy jak sposób pisania, korzystania z ekranu dotykowego oraz ruchy urządzenia, w tym podnoszenie czy obracanie telefonu. Oprócz tego zbiera informacje o urządzeniu, systemie operacyjnym i metodzie logowania. Na podstawie tych danych powstaje indywidualny profil behawioralny użytkownika, który jest niepowtarzalny i trudny do skopiowania. W przypadku, gdy zachowanie użytkownika podczas korzystania z bankowości odbiega od wcześniej ustalonego profilu, bank jest w stanie skuteczniej wykryć próbę nieautoryzowanego dostępu. System działa w tle i nie wymaga od użytkowników zmiany sposobu korzystania z aplikacji.

    Dodatkowa ochrona w aplikacji bankowej – warto z niej korzystać


    Erste Bank podkreśla, że system ochrony behawioralnej analizuje jedynie sposób korzystania z bankowości w aplikacji, a nie treści, którymi się posługujemy. Nie monitoruje wprowadzanych haseł czy tekstów, odwiedzanych stron ani transakcji, takich jak przelewy czy zakładanie lokat. Technologia, na której oparta jest ta funkcja, jest dostarczana przez Biuro Informacji Kredytowej, używane również przez inne banki, w tym PKO, Pekao, INGO, Velo i inne. Co ważne, ochrona behawioralna jest opcjonalna. Jeśli uznasz, że to zbyt inwazyjna funkcjonalność, możesz z niej nie korzystać. System nie jest włączany automatycznie; użytkownik musi ręcznie aktywować ochronę behawioralną w aplikacji Erste, przechodząc do Menu > Ustawienia i bezpieczeństwo > Ochrona behawioralna, oraz wyrazić zgody na jej działanie. Zgoda ta może być w każdej chwili wycofana.

    Czytaj dalej poniżej

    Bank Pocztowy wykorzysta mObywatela. Duże uproszczenie dla klientów
  • Nadchodzi nowe Naruto. Zobacz, kiedy zaprezentują

    Nadchodzi nowe Naruto. Zobacz, kiedy zaprezentują

    Naruto powraca

    Twórcy kultowego anime „Naruto” ogłosili, że szykują nowy projekt związany z ulubioną serią fanów. To ekscytująca wiadomość dla wszystkich miłośników tej kultowej historii.

    Oczekiwanie na nowości

    Więcej szczegółów na temat nowego projektu zostanie ujawnionych w symboliczny dzień – w urodziny głównego bohatera, Naruto Uzumaki. Fani z niecierpliwością oczekują na nowe informacje, które mogą przynieść świeże spojrzenie na znane i lubiane postacie oraz ich przygody.

    Czekamy na rozwój wydarzeń i mamy nadzieję, że nowy projekt zaspokoi oczekiwania zarówno długoletnich fanów, jak i nowych odbiorców serii.

  • Lidl sprzedaje urządzenie, które powinno stać w każdym domu

    Lidl sprzedaje urządzenie, które powinno stać w każdym domu

    Wilgoć w łazience, pralni czy piwnicy może być poważnym problemem. Lidl oferuje kompaktowe urządzenie, które pomoże szybko się jej pozbyć.

    Jesień i zima to okresy, w których wiele gospodarstw domowych zmaga się z nadmierną wilgocią. W mieszkaniach i domach staje się ona szczególnie widoczna, ponieważ rzadziej wietrzymy, suszymy pranie w środku, a po gorącym prysznicu para wodna długo utrzymuje się w łazience. Efektem są zaparowane szyby, mokre ściany, nieprzyjemny zapach, a w skrajnych przypadkach pleśń i grzyby. Regularne wietrzenie oraz kaloryfery nie zawsze wystarczają. W łazienkach bez okien, wilgotnych piwnicach czy małych pralniach pomocny może okazać się elektryczny osuszacz powietrza. W internetowym sklepie Lidl.pl dostępny jest model marki TRONIC, stworzony z myślą o takich zastosowaniach.

    Osuszacz TRONIC sprawdzi się w różnych pomieszczeniach

    Osuszacz powietrza marki TRONIC, wyposażony w zabezpieczenie przed przepełnieniem, może usunąć z powietrza do 10 litrów wody w ciągu 24 godzin. Warto jednak pamiętać, że to wartość maksymalna; rzeczywista wydajność zależy od temperatury oraz poziomu wilgotności w pomieszczeniu. Pobór mocy wynosi około 220–245 W. Skroplona woda gromadzi się w zbiorniku o pojemności około 2,1 litra. Model ten ma również zabezpieczenie przed przepełnieniem oraz sygnał informujący o konieczności opróżnienia pojemnika. Przy dłuższym użytkowaniu można skorzystać z odpływu ciągłego. W zestawie znajduje się krótki wąż drenażowy, a urządzenie wyposażono również w adapter umożliwiający podłączenie węża ogrodowego, co z pewnością ułatwi korzystanie z niego w innych warunkach, niż domowe.

    Przydatną funkcją osuszacza TRONIC jest również jego specjalny program do suszenia prania, co jest szczególnie pomocne w okresie jesienno-zimowym, gdy rozwieszone ubrania schną dłużej, podnosząc jednocześnie poziom wilgotności w pomieszczeniu. Co więcej, sprzęt pozwala na ustalenie docelowej wilgotności w zakresie od 30 do 80 proc., co umożliwia utrzymanie jej na odpowiednim poziomie.

    Kompaktowe urządzenie, które łatwo przestawić

    Osuszacz TRONIC ma około 42 cm wysokości i waży 8,5 kg. Choć nie jest to urządzenie kieszonkowe, dzięki czterem kółkom i składanemu uchwytowi można je łatwo przenieść z łazienki do pralni czy piwnicy. Wyjmowany i zmywalny filtr ułatwia utrzymanie sprzętu w czystości. Osuszacz (szczególnie kompaktowy) nie zastąpi oczywiście sprawnej wentylacji i regularnego wietrzenia, ale z pewnością może znacząco pomóc tam, gdzie wilgoć utrzymuje się mimo tych działań. Specjaliści zalecają utrzymywanie wilgotności w pomieszczeniach domowych na poziomie 40–60 proc., ponieważ jej nadmiar sprzyja rozwojowi pleśni.

    Czytaj dalej poniżej

    Lidl przyciąga kierowców. Masa przydatnego sprzętu na promocji

    Osuszacz powietrza marki TRONIC z zabezpieczeniem przed przepełnieniem kosztuje obecnie w polskim sklepie internetowym Lidl 349 zł. Choć cena może początkowo wydawać się dość wysoka, warto dać temu urządzeniu szansę, szczególnie w zbliżających się zimnych miesiącach. Przy regularnych problemach z wilgocią może okazać się znacznie praktyczniejszym rozwiązaniem niż proste, pasywne pochłaniacze wilgoci.

  • Tak wygląda najnowocześniejsze centrum Amazon w Polsce. W środku pracuje 5000 robotów

    Tak wygląda najnowocześniejsze centrum Amazon w Polsce. W środku pracuje 5000 robotów

    Amazon uruchomił w Dobromierzu swoje najbardziej nowoczesne centrum logistyczne w Polsce. Obejmuje ono tysiące robotów, inteligentne systemy oraz automatyzację pakowania, co znacząco poprawi wydajność pracy oraz przyspieszy realizację zamówień na Amazon.pl.

    Nowe centrum logistyczne Amazona w Dobromierzu robi ogromne wrażenie. To czterokondygnacyjny budynek, który zajmuje łącznie 206 532 metry kwadratowe powierzchni użytkowej. Trzy z czterech kondygnacji są przeznaczone dla systemu Amazon Robotics, który dzięki nowatorskim rozwiązaniom wprowadza automatyzację na wyższy poziom. Wewnątrz centrum operuje ponad 5000 robotów, a cały kompleks obsługuje wszystkie etapy realizacji zamówień, począwszy od przyjmowania produktów, przez ich kompletowanie i sortowanie, aż po przygotowanie do wysyłki.

    Ponad 200 tys. metrów kwadratowych i 5000 robotów. To robi wrażenie

    Centrum w Dobromierzu jest dwunastym obiektem logistycznym Amazona w Polsce oraz czwartym, w którym wykorzystano robotykę w tak dużej skali. Jest to przede wszystkim pierwszy tego typu projekt na Dolnym Śląsku oraz najbardziej zaawansowane technologicznie centrum robotyczne Amazona nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie. W ciągu pierwszego roku działalności planuje się stworzenie ponad 1000 stałych miejsc pracy.

    Roboty w centrum są nie do przeoczenia, jednak nie oznacza to, że po obiekcie poruszają się humanoidalne maszyny zastępujące pracowników. System Amazon Robotics opiera się na automatyzacji powtarzalnych i obciążających fizycznie czynności. Maszyny transportują całe regały z setkami produktów, przemieszczając je i wspomagając w ich sortowaniu. Zamiast pracownika przemierzającego codziennie wiele kilometrów w poszukiwaniu konkretnych artykułów, odpowiednie produkty są transportowane bezpośrednio do stanowiska pracy. Zaawansowane systemy automatyzacji wskazują, gdzie dokładnie znajduje się niezbędny element do skompletowania zamówienia i wyraźnie pokazują postęp jego realizacji.

    Na tych innowacyjnych rozwiązaniach opiera się cała idea nowego obiektu. Technologia ma wspierać ludzi, a nie eliminować ich z procesu realizacji zamówień. Pracownicy wciąż są odpowiedzialni za zadania wymagające analizy sytuacji i podejmowania kluczowych decyzji, podczas gdy automatyzacja przejmuje monotonne i fizyczne czynności. Taki model tworzy nowe miejsca pracy oraz zwiększa zapotrzebowanie na wykwalifikowaną kadrę. W centrach logistycznych tego typu potrzebni są inżynierowie i technicy zajmujący się robotyką, systemami IT oraz utrzymaniem infrastruktury technologicznej.

    Czytaj dalej poniżej

    Wi-Fi 8 rozwiąże najbardziej irytujący problem z internetem
    Amazon niczym TikTok? Platforma wprowadza krótkie filmiki

    Paczka na wymiar

    Jednym z najciekawszych rozwiązań stosowanych w tym centrum jest automatyczne przygotowywanie opakowań dopasowanych do konkretnego produktu. To pierwsze takie rozwiązanie w Polsce. Zaawansowany system ciągle mierzy wymiary przedmiotów, dobiera odpowiednią wielkość opakowania, przygotowuje oraz docina materiał, a następnie tworzy karton lub papierową torbę niemal całkowicie „na miarę”.

    Dzięki temu nie ma potrzeby umieszczania małych przedmiotów w znacznie większych pudełkach, co zdarzało się w przeszłości, jedynie z powodu ograniczonego wyboru dostępnych standardowych formatów opakowań. Mniejsze opakowania oznaczają mniejsze zużycie materiału, a także bardziej efektywne wykorzystanie przestrzeni transportowej, oferując możliwość przewiezienia większej liczby przesyłek w jednym pojeździe. Dodatkowo, pakowania do wysyłki wykonane są z papieru, który nadaje się do recyklingu i nie zawiera plastikowych wypełniaczy.

    Automatyzacja w Dobromierzu to zatem nie tylko efektowne roboty poruszające się wśród pełnych regałów produktów sprzedawanych na Amazon.pl. Nowoczesne technologie są implementowane na każdym etapie drogi produktu, a systemy wizyjne oraz automatyczne rozwiązania mają dodatkowo na celu ograniczenie liczby błędów przy realizacji zamówień.

    Nowoczesność na najwyższym poziomie. I to nie tylko w postaci robotów

    Technologiczne aspekty centrum w Dobromierzu nie ograniczają się jedynie do wnętrza budynku. Na dachu zainstalowano ponad 9000 paneli fotowoltaicznych, co daje moc około 4 MWp, odpowiadającą zapotrzebowaniu na energię elektryczną około 1500 gospodarstw domowych. Parking wyposażony jest w 48 stanowisk z ładowarkami dla samochodów elektrycznych, a wewnątrz wykorzystywane są jedynie elektryczne wózki widłowe. Budynek przygotowano także z myślą o certyfikacji BREEAM, czyli globalnym systemie oceny budynków pod kątem zrównoważonego rozwoju. Amazon stawia również na wygodę pracowników, uruchamiając darmowe połączenia autobusowe z pobliskich miejscowości.

    Dobromierz to kolejny etap inwestycji Amazon w Polsce

    Nowe centrum w Dobromierzu to kolejny krok w ekspansji Amazona w Polsce. Firma rozwija swoje operacje w naszym kraju od 2012 roku, a sieć obiektów obsługujących zamówienia rozrasta się w różnych regionach. Centra logistyczne powstały m.in. w Sadach koło Poznania, Bielanach Wrocławskich, Kołbaskowie, Sosnowcu, Gliwicach, Świebodzinie oraz w okolicach Łodzi. Dobromierz stanowi kluczowy etap tej ekspansji i doskonale ilustruje, jak zmienił się charakter tego rodzaju inwestycji w ciągu ostatnich lat. Robotyka, automatyzacja oraz zaawansowane technologie odgrywają coraz większą rolę w organizacji pracy.

    Od momentu rozpoczęcia działalności w 2012 roku Amazon zainwestował w Polsce ponad 45 miliardów złotych, a na lata 2026-2028 zapowiedział kolejne inwestycje przekraczające 23 miliardy złotych. Obecnie firma zatrudnia ponad 19 tysięcy osób. Poza centrami logistycznymi, działalność obejmuje również AWS (rozwiązania chmurowe) oraz centra rozwoju technologii w Gdańsku, Warszawie i Krakowie.

    Istotne znaczenie w tej układance ma Dolny Śląsk i centrum w Dobromierzu. Amazon informuje, że w tym regionie zatrudnia ponad 6000 osób, a tylko w 2025 roku zainwestował tam ponad 2,5 miliarda złotych. Wybór lokalizacji nowego obiektu uwzględniał m.in. planowaną infrastrukturę drogową oraz możliwość dojazdu pracowników z okolicznych regionów. Dla gminy, która ma niespełna 5000 mieszkańców, taka inwestycja jest wyjątkowo istotna, ponieważ centrum ma stworzyć ponad 1000 pełnoetatowych stanowisk pracy, obejmujących zarówno kompletowanie i wysyłkę zamówień, jak i stanowiska w obszarze robotyki, IT, zarządzania, BHP, czy administracji.

    Od 1 października tego roku wynagrodzenia osób zatrudnionych w dwunastu centrach logistycznych Amazona wzrosną i będą wynosiły od 6472 do 8404 zł brutto miesięcznie, po uwzględnieniu specjalnej 15-procentowej premii za regularną obecność. Pracownicy zatrudnieni bezpośrednio przez Amazon mają zapewnione umowy o pracę oraz szeroki pakiet benefitów, obejmujący m.in. prywatną opiekę medyczną, obiady za złotówkę, ubezpieczenie na życie, a także dofinansowanie edukacji do 8200 zł rocznie w ramach programu zwiększania kompetencji “Postaw na swój rozwój”, który nie ogranicza się jedynie do umiejętności związanych z aktualnym stanowiskiem.

    Nowe centrum logistyczne w Dobromierzu podkreśla, że Amazon dąży do integracji ludzi, robotyki, systemów wizyjnych, automatycznego pakowania oraz rozwiązań zmniejszających zużycie materiałów w jeden sprawnie działający system. Wszystko po to, aby proces od regału do drzwi klienta był krótszy, dokładniejszy oraz jak najbardziej zautomatyzowany wszędzie tam, gdzie maszyna może odciążyć człowieka.

    Wpis powstał we współpracy z Amazon.

  • Starship dokonał przełomu. Zdjęcia z tej misji zapierają dech w piersi

    Starship dokonał przełomu. Zdjęcia z tej misji zapierają dech w piersi

    28 września w historii lotów kosmicznych

    28 września na zawsze zapisze się w anale historii lotów kosmicznych. To właśnie wczoraj Starship po raz pierwszy w swojej krótkiej historii osiągnął prawdziwą orbitę wokół Ziemi.

    Zapierający dech w piersiach start rakiety

    Największa rakieta w historii, stworzona przez SpaceX, wzbiła się w powietrze z bazy Starbase w Teksasie w czasie swojego czternastego lotu testowego, kilkanaście minut przed godziną 15:00 czasu polskiego. Choć misja napotkała na spore wyzwania inżynieryjne, zakończyła się pełnym sukcesem, udowadniając, że potężny system transportowy Elona Muska jest o krok od gotowości operacyjnej.

    Fazy lotu Starshipa

    Pierwsza faza lotu rozpoczęła się od aktywacji wszystkich 33 silników Raptor 3 w pierwszym stopniu Super Heavy. Podczas wznoszenia nad Zatoką Meksykańską doszło do przedwczesnego wyłączenia jednego z silników, jednak rakieta kontynuowała swoją drogę i zrealizowała udany manewr separacji od drugiego stopnia. Po odłączeniu, booster przystąpił do manewru powrotnego, uruchamiając 31 z planowanych 33 silników. Celem tej fazy było celowe wypalenie resztek ciekłego tlenu z głównego zbiornika, aby przetestować graniczne możliwości konstrukcji przed planowanym powrotem na stanowisko startowe. W trakcie procedury lądowania booster stopniowo zmniejszał liczbę aktywnych silników z 11 do 5, a ostatecznie do 3, po czym bezpiecznie opadł do wody, gdzie po wyłączeniu napędu demonstracyjnie aktywowano system destrukcji rakiety.

    Lot Starshipa do przestrzeni kosmicznej

    Tak samo emocjonujący był lot samego Starshipa, który uruchomił wszystkie sześć silników Raptor, by kontynuować podróż w kierunku przestrzeni kosmicznej. W trakcie wznoszenia doszło do przedwczesnego wyłączenia jednego z silników przystosowanych do pracy w próżni. Komputer pokładowy jednak zdołał optymalizować pracę pozostałych pięciu jednostek, co pozwoliło na bezpieczne osiągnięcie założonej trajektorii suborbitalnej. Po krótkiej analizie stanu technicznego rakiety, kontrola misji dała zielone światło na manewr wejścia na orbitę, który wykonano przez uruchomienie jednego silnika Raptor na kilka sekund. W tym momencie Starship oficjalnie znalazł się na orbicie wokół Ziemi na wysokości około 275 km, z której pomyślnie uwolnił ładunek 26 satelitów Starlink 3. generacji. Krótko potem nawiązano z nimi pełny kontakt za pośrednictwem łączy laserowych, stacji naziemnych oraz terminali użytkowników, co pozwoliło nam podziwiać niesamowite obrazy.

    Ograniczenia wynikające z awarii silnika

    W związku z awarią silnika, zespół kontroli lotów zdecydował się na ostrożne skrócenie czasu pobytu na orbicie. Zamiast planowanych 6 okrążeń Ziemi, Starship wykonał jedynie 2 „przeloty”, zanim ponownie uruchomił pojedynczy silnik w celu przeprowadzenia manewru deorbitacji, kierując się w stronę wyznaczonej strefy wodowania na północnym Pacyfiku. Po przejściu przez gęste warstwy atmosfery, statek o symbolu SN41 odpalił trzy silniki Raptor, wykonał swój charakterystyczny manewr obrócenia i bezpiecznie opadł do oceanu w dokładnie zaplanowanym miejscu. Niestety, tym razem zakończył swoje życie w wybuchu, co wyklucza możliwość jego odzyskania, w przeciwieństwie do modelu SN40.

    Przyszłość programu Starship

    Osiągnięcie orbity i pomyślne rozmieszczenie satelitów Starlink V3 na stałe zmienia układ sił w sektorze kosmicznym. Misja ta jednoznacznie dowodzi, że Starship przestaje być jedynie pojazdem eksperymentalnym, a zaczyna pełnić rolę komercyjnej platformy transportowej. Zdolność oprogramowania do elastycznego reagowania na awarie silników w trakcie lotu zapewnia wysoki poziom bezpieczeństwa i niezawodności, co będzie kluczowe w przypadku przyszłych misji. W najbliższych miesiącach należy spodziewać się znacznego zwiększenia częstotliwości startów. Głównym celem dla inżynierów SpaceX jest szybkie opanowanie procedury pełnego odzyskiwania obydwu stopni rakiety. Gdy uchwycenie pojazdów stanie się rutyną, koszty wynoszenia ładunków na orbitę spadną do niespotykanego do tej pory poziomu, co umożliwi masowe wdrażanie konstelacji Starlink nowej generacji.

    Sukces tej misji otwiera również drzwi do bardziej zaawansowanych wyzwań inżynieryjnych, takich jak testy przepompowywania paliwa na orbicie. Ta technologia stanie się fundamentem dla przyszłych misji programu Artemis, mającego na celu powrót ludzi na Księżyc, a w dłuższej perspektywie utoruje drogę do budowy stałej infrastruktury na Marsie. Niezależnie od wyzwań, które wciąż stoją przed zespołem SpaceX, komercyjna era Starshipa właśnie się rozpoczęła.

  • Gemini w Android Auto wielkim rozczarowaniem. Nie pomoże nawet w awaryjnej sytuacji

    Gemini w Android Auto wielkim rozczarowaniem. Nie pomoże nawet w awaryjnej sytuacji

    Gemini miał na celu uczynienie korzystania z Android Auto bardziej komfortowym i intuicyjnym. Kierowcy mogą wydawać polecenia głosowe bez odrywania rąk od kierownicy, a sztuczna inteligencja ma wspierać ich w takich czynnościach jak wykonywanie połączeń czy wysyłanie wiadomości. Problemy zaczęły się jednak już na samym starcie: po zamianie prostego, głosowego Asystenta na Gemini. Niestety, okazuje się, że Gemini ma trudności nawet z wykonaniem połączenia alarmowego.

    Gemini informuje o dzwonieniu, ale… to nieprawda

    Sprawa nabiera coraz większego świdra. Jedna z ostatnich informacji, która wywołała niemałe zamieszanie, pochodzi od użytkownika Reddita, który twierdzi, że dwukrotnie w ciągu tygodnia próbował kontaktować się z numerem alarmowym 911 w związku z wypadkami. Android Auto miało go poinformować o rozpoczęciu połączenia, ale ostatecznie połączenie nie zostało nawiązane. Użytkownik nie otrzymał też żadnego komunikatu o błędzie… ani jasnej informacji.

    Inni komentujący relacjonują podobne problemy. Zgodnie z ich opisami, Gemini potrafi rozpocząć procedurę wybierania numeru, po czym nic się nie dzieje, lub asystent napędzany sztuczną inteligencją informuje, że nie może wykonywać połączeń z poziomu Android Auto.


    Google zapewnia, że Gemini oferuje funkcję wykonywania połączeń

    Sytuacja jest tym bardziej zaskakująca, ponieważ dokumentacja Google mówi coś zupełnie innego. Oficjalne wytyczne platformy Android Auto sugerują, że Gemini może wykonywać połączenia głosowe, w tym za pomocą poleceń takich jak „zadzwoń do (imię kontaktu)” czy „zadzwoń pod (numer telefonu)”.

    Z drugiej strony, Google w dokumentacji Gemini wyraźnie ostrzega, że Gemini nie powinno być używane do wykonywania połączeń z numerami alarmowymi, takimi jak 911. Firma zaleca korzystanie bezpośrednio z aplikacji Telefon lub systemowej opcji połączenia alarmowego.

    Czytaj dalej poniżej


    Mapy Google mają ukrytą opcję którą pokochasz. Warto ją znać

    To interesujące rozróżnienie. Nie można zatem stwierdzić, że problemy z połączeniami alarmowymi wynikają tylko z przypadkowego błędu aplikacji. Część ograniczeń może w rzeczywistości wynikać z zasad bezpieczeństwa związanych z funkcjami sztucznej inteligencji, a dodatkowym problemem są doniesienia użytkowników o innych nieudanych połączeniach – nie dotyczy to jedynie numerów alarmowych.


    Problemy dotyczą także innych połączeń i wiadomości

    Użytkownicy Android Auto zgłaszają również inne podstawowe funkcje Gemini. Pojawiają się doniesienia o nieudanych połączeniach do zwykłych kontaktów, niewysłanych wiadomościach oraz problemach z odtwarzaniem konkretnych utworów w aplikacjach muzycznych.

    To może być bardziej frustrujące niż pojedyncza, nie działająca funkcja AI. W samochodzie najważniejsza jest bowiem przewidywalność działania. Kierowca powinien wiedzieć, czy wydane polecenie rzeczywiście zostało wykonane, a tutaj pojawiają się kolejne źródła irytacji.

    W sytuacji awaryjnej nie warto polegać na Gemini

    Na podstawie dostępnych informacji nie można jednoznacznie stwierdzić, czy wszyscy użytkownicy Android Auto borykają się z problemami podczas wykonywania połączeń alarmowych. To zgłoszenia części kierowców, a ich przyczyny nie zostały jednoznacznie potwierdzone. Google nie wydało także żadnej informacji wskazującej na konkretne poprawki w tej kwestii.

    Warto jednak w sytuacji zagrożenia zakładać, że Gemini nie będzie pomocne. Najbezpieczniej jest zatem korzystać bezpośrednio z systemowego mechanizmu połączenia alarmowego telefonu lub samochodu. To wysoce ironiczne, biorąc pod uwagę, że Gemini miało być wygodniejszym i bardziej zaawansowanym następcą Asystenta Google. Tymczasem przypadki takie jak ten wskazują, że podczas jazdy nawet najbardziej zaawansowana sztuczna inteligencja musi działać niezawodnie, zwłaszcza wtedy, gdy jest potrzebna. To jeszcze nie jest Gemini…