Autor: admin

  • Odszkodowanie za wyciek danych z MyDr: ile realnie możesz dostać i jak złożyć wniosek

    Odszkodowanie za wyciek danych z MyDr: ile realnie możesz dostać i jak złożyć wniosek

    Na początku sierpnia 2026 roku baza danych firmy MyDr wpadła w ręce przestępców, co skutkowało naruszeniem danych niemal 19 milionów Polaków.


    Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO) Mirosław Wróblewski potwierdził, że każda osoba, której dane zostały naruszone, ma prawo do dochodzenia odszkodowania. Problem polega na tym, że posiadanie prawa do roszczenia a realna wypłata to dwie zupełnie różne kwestie. Dotychczasowe orzecznictwo wskazuje na dość niskie kwoty odszkodowań, zazwyczaj wynoszące około 1,5 tysiąca złotych, a nie rzędu dziesiątek tysięcy. Prawnicy cytowani przez „Rzeczpospolitą” zauważają, że zadośćuczynienia za sam wyciek danych najczęściej mieści się w przedziale od 1 do 3 tysięcy złotych, choć w przypadku danych medycznych, jak w sprawie MyDr, mogą być one nieco wyższe.


    Wyjątkowe przypadki, w których sądy przyznają wyższe kwoty, są rzadkie. W jednym z orzeczeń sąd przyznał 40 tysięcy złotych, podkreślając masowy charakter naruszenia, ponieważ dane były udostępnione ponad 28 tysiącom instytucji. Należy również pamiętać o ryzyku finansowym związanym z procesem; w przypadku wycieku danych z serwisu MoneyMan.pl, poszkodowany domagał się 30 tysięcy złotych, a sąd przyznał mu jedynie 1,5 tysiąca, co w przypadku przegranej oznacza realne straty związane z kosztami sądowymi.

    Dlaczego kwoty są tak niskie

    Kluczowym wyrokiem w tej sprawie jest decyzja Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z grudnia 2023 roku dotycząca bułgarskiej agencji podatkowej. Trybunał uznał, że sama obawa przed potencjalnym wykorzystaniem danych przez osoby trzecie może być traktowana jako szkoda niemajątkowa, ale poszkodowany musi udowodnić, że jego obawa jest uzasadniona w konkretnych okoliczności. Innymi słowy, samo znalezienie się w wyciekłej bazie danych nie wystarcza do dochodzenia roszczenia. Wcześniejszy wyrok TSUE z maja 2023 roku (sprawa C-300/21) stwierdził, że naruszenie przepisów nie rodzi automatycznego prawa do odszkodowania, mimo braku konkretnego progu minimalnego dla poszkodowania.

    Skarga do UODO czy pozew


    Poszkodowani mają dwie niezależne ścieżki. Pierwsza to bezpłatna skarga do UODO, która kończy się nałożeniem kary na przedsiębiorstwo, a kara ta trafia do budżetu państwa, a nie na konto poszkodowanego. Druga możliwość to pozew cywilny na podstawie artykułu 82 RODO, który stanowi jedyną drogę do uzyskania realnego odszkodowania, jak wyjaśnia mecenas Karolina Pilawska dla Strefy Biznesu. Obie procedury mogą być prowadzone równolegle, lecz w przypadku, gdy przed prezesem UODO trwa postępowanie w sprawie tego samego naruszenia, sąd ma obowiązek zawiesić proces cywilny, co przy niemal tysiącu zgłoszeń do urzędu staje się realistycznym scenariuszem.

    Czytaj dalej poniżej


    Polacy masowo sprawdzają to w mObywatelu. Wynik robi wrażenie

    Skargę do UODO można złożyć elektronicznie przez skrzynkę ePUAP urzędu, pisemnie lub ustnie w siedzibie instytucji. Pozew cywilny natomiast należy skierować do właściwego sądu okręgowego, a odpowiedzialnymi mogą być zarówno MyDr, jak i konkretna przychodnia korzystająca z tego systemu; ustalenie odpowiedniego adresata wymaga sprawdzenia, kto pełnił rolę administratora danych pacjenta.

    Co zrobić najpierw


    Przed podjęciem kroków prawnych, warto sprawdzić status swojego numeru PESEL na stronie bezpiecznedane.gov.pl, logując się profilem zaufanym, mObywatelem lub bankowością elektroniczną. Pierwszym ochronnym działaniem powinno być bezpłatne zastrzeżenie numeru PESEL w aplikacji mObywatel, na stronie gov.pl lub w urzędzie gminy – zabezpieczenie to działa niezależnie od ewentualnych późniejszych roszczeń o odszkodowanie.

  • Otwórz konto w Pekao i zgarnij 5000 zł

    Otwórz konto w Pekao i zgarnij 5000 zł

    Pekao oferuje atrakcyjne nagrody za założenie konta. Można zyskać nawet 5000 zł.


    Aktualna oferta banku Pekao skierowana jest do firm, a nie klientów indywidualnych. Jeśli prowadzisz działalność gospodarczą, nawet jednoosobową, masz szansę na otrzymanie aż 5000 zł w zamian za założenie konta. Warunki są proste, a kwota naprawdę zachęcająca.



    Źródło: Depositphotos

    Zdobyj aż 5000 zł za założenie konta w Pekao

    Jeśli jesteś przedsiębiorcą, bank Pekao ma dla Ciebie znakomitą ofertę. Najnowsza promocja jest przeznaczona właśnie dla firm, a do zgarnienia jest imponująca suma – łącznie aż 5000 zł, która stanowi zestaw bonusów za spełnienie określonych warunków. Należy pamiętać, że nie jest to jednorazowa kwota za samo otwarcie konta, ale suma nagród, które można uzyskać dzięki różnym działaniom związanym z kontem. Już samo otwarcie oraz codzienne korzystanie z konta przyniesie Ci zyski. Jakie konkretne warunki stawia bank?

    Otwarcie promocyjnego konta jest dostępne dla przedsiębiorców – a konkretnie dla:

    • Osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą lub wspólników spółek cywilnych i jawnych, których przychody w ostatnim roku nie przekroczyły równowartości 2,5 mln euro
      LUB
    • Osób prowadzących spółki z o.o. z przychodami nieprzekraczającymi 5 mln zł w ubiegłym roku

    Dodatkowo, wymagane jest prowadzenie działalności w Polsce oraz brak posiadania rachunku firmowego w Banku Pekao od 1 września 2024 roku. Promocją można się cieszyć do 31 grudnia 2026 roku.

    Czytaj dalej poniżej


    Pekao odpala promocję. Masz czas do 19 sierpnia


    Jak zdobyć pieniądze?

    Łącznie można zdobyć aż 5000 zł, jednak aby uzyskać tę kwotę, należy wykonać określone działania – oto szczegółowy wykaz premii oferowanych przez Pekao:

    • do 200 zł – za otwarcie konta online i wykonanie przelewów do ZUS
    • do 2400 zł – zwrot za płatności firmowe kartą, telefonem lub zegarkiem
    • 1200 zł – za podpisanie umowy o terminal płatniczy i przyjmowanie płatności
    • 1200 zł – za zawarcie pierwszej umowy na produkt finansowy (kredyt, pożyczkę, leasing lub faktoring)

    To nie wszystkie korzyści, gdyż oprócz dodatkowej gotówki przedsiębiorcy mogą cieszyć się z kilku udogodnień, w tym:

    • 0 zł za prowadzenie Konta Biznes z Żubrem
    • 0 zł za wpłaty i wypłaty gotówki
    • 0 zł za wystawianie faktur
    • 0 zł za obsługę karty debetowej
    • 0 zł za przelewy krajowe
    • 0 zł przez 2 lata za dzierżawę terminala

    Aby przystąpić do oferty, należy w pierwszej kolejności zawrzeć umowę o Konto Biznes z Żubrem lub Konto Biznes z Żubrem Plus wraz z kartą debetową, a następnie wyrazić wymagane zgody marketingowe. Po akceptacji regulaminu promocji i złożeniu stosownego oświadczenia, pozostaje jedynie zgoda na przetwarzanie danych osobowych i można rozpocząć realizację warunków w celu zdobycia nawet 5000 zł. Oczywiście nie jest konieczne spełnienie wszystkich warunków – można skupić się tylko na tych, które są dla nas wygodne, a wciąż można otrzymać część nagrody. Nie każdy przedsiębiorca potrzebuje na przykład terminala płatniczego.

    Warto również wspomnieć, że dla klientów Pekao mogą być interesujące nowe opłaty za wypłaty i wpłaty w bankomatach, które obowiązują od 1 września i dotyczą pewnej popularnej sieci urządzeń.

  • Roboty rolnicze zamiast pomagać, stały się ciężarem

    Roboty rolnicze zamiast pomagać, stały się ciężarem

    To miała być wielka rewolucja i ogromne ułatwienie. Życie jednak pokazało, że nie jest to takie oczywiste, jak mogłoby się wydawać.


    Japonia od lat boryka się z jednym z największych wyzwań współczesnego rolnictwa: niedoborem rąk do pracy i szybko starzejącą się populacją rolników. Technologia miała stanowić rozwiązanie tego kryzysu. Władze oraz lokalne samorządy zaczęły inwestować w autonomiczne maszyny, które miały przejąć najbardziej pracochłonne zadania. Okazuje się jednak, że sam zakup zaawansowanego robota nie rozwiązuje problemu — przynajmniej nie w stopniu, którego wielu się spodziewało.

    Robot miał zastąpić człowieka, ale…

    Jednym z regionów, który próbuje wykorzystać automatyzację, jest prefektura Yamagata. W obliczu malejącej liczby pracowników rolnych zainwestowano w kosztowne maszyny oraz współpracę z uczelniami, licząc na stworzenie nowocześniejszego modelu upraw.

    Założenie wydawało się proste: jeśli ludzi do pracy jest coraz mniej, część ich obowiązków powinny przejąć roboty. Maszyny mogą pracować dłużej, nie wymagają przerw i potencjalnie pozwalają ograniczyć zależność gospodarstw od sezonowych pracowników. Problem pojawia się jednak w momencie, gdy technologia nie jest dostosowana do rzeczywistych warunków panujących na polu.

    Rolnictwo to nie fabryka; warunki tam nie są łatwe do kontrolowania

    Automatyzacja procesów przemysłowych jest stosunkowo prosta, ponieważ środowisko fabryczne można kontrolować. W rolnictwie sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Maszyna musi radzić sobie ze zmienną pogodą, nierównym terenem, błotem, różnorodnymi kształtami roślin oraz przeszkodami, których nie da się przewidzieć. Robot, który działa świetnie podczas demonstracji, może napotkać trudności w normalnych warunkach pracy, gdzie zmiennych jest znacznie więcej niż w przypadku przygotowanego pokazu.

    Czytaj dalej poniżej

    Chciał ograć sąd sztuczną inteligencją. Sąd zrobił mu psikusa i ograł jego

    Do powyższego dochodzą również koszty. Zaawansowane maszyny rolnicze są drogie, a ich zakup ma sens przede wszystkim wtedy, gdy będą rzeczywiście intensywnie wykorzystywane. Dla mniejszych gospodarstw taka inwestycja może być trudna do uzasadnienia ekonomicznego.

    Japoński przykład ujawnia również znacznie szerszy problem związany z automatyzacją. Sama obecność technologii zdolnej do realizacji określonego zadania nie oznacza jeszcze, że jej wdrożenie będzie opłacalne ani że w ogóle ma sens. Roboty mogą zmniejszyć zapotrzebowanie na pracowników, ale jednocześnie wymagają serwisowania, konserwacji, aktualizacji oprogramowania oraz odpowiednio przeszkolonych operatorów. W ten sposób człowiek znika z pola, ale niekoniecznie z całego procesu związanego z uprawą, co jest trudne do policzenia.

    Czy rolnictwo bez ludzi jest możliwe?

    Japonia może stać się jednym z najważniejszych, nomen omen, poligonów doświadczalnych dla robotyki rolniczej. Starzejące się społeczeństwo oraz kurcząca się liczba pracowników sprawiają, że automatyzacja nie jest jedynie ciekawostką technologiczną, lecz koniecznością.

    Jednocześnie bieżące doświadczenia pokazują, że roboty nie są magicznym rozwiązaniem problemu demograficznego. Największym wyzwaniem będzie stworzenie maszyn wystarczająco tanich, odpornych i uniwersalnych, aby rzeczywiście opłacało się ich używanie w codziennej pracy – zwłaszcza na większą skalę.

    Japoński eksperyment może więc okazać się cenną lekcją także dla innych krajów: przyszłość rolnictwa prawdopodobnie będzie coraz bardziej zautomatyzowana, ale droga do tego celu będzie znacznie trudniejsza, niż sugerują efektowne prezentacje robotów na targach technologicznych.

    Źródło

  • Dlaczego mózg nas oszukuje? Odkryto 150-letni sekret

    Dlaczego mózg nas oszukuje? Odkryto 150-letni sekret

    Nasz mózg działa w przedziwny sposób, czego dowodem jest postrzeganie barw. Naukowcom wreszcie udało się rozwiązać 150-letnią zagadkę.

    Wyobraźcie sobie kolor pomarańczowy – co widzicie? To z pewnością połączenie żółtego i czerwonego. A jak wygląda fiolet? W tym przypadku nasz mózg podpowiada nam, że to czerwień i błękit. Co zaś z zieloną czerwienią? To już staje się trudniejsze, ale dlaczego tak się dzieje? Naukowcy w końcu znaleźli odpowiedź na to pytanie.

    Ludzki mózg a postrzeganie kolorów

    Ludzie różnią się nawzajem na wiele sposobów, mamy własne upodobania, zdolności i wiele innych cech. Niemniej jednak, pewne aspekty łączą nas niezależnie od pochodzenia, kultury czy historii – a jednym z tych elementów jest sposób, w jaki nasz mózg postrzega kolory. Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, dlaczego wszyscy identyfikujemy kilka podstawowych barw, które pomagają nam opisywać wszystkie inne? Czerwony, żółty, niebieski i zielony to kolory, które uznajemy za podstawowe. Są one niejako „czyste” i służą nam do tworzenia kombinacji, które opisują wszystkie inne odcienie widoczne naszym okiem. Tak powstaje pomarańczowy, czyli mieszanka czerwonego i żółtego, a nie oddzielny kolor.

    Ten proces zachodzi niezależnie od płci, kultury, pochodzenia czy języka – w efekcie upraszczamy nasze postrzeganie kolorów. Dokładne przyczyny tego zjawiska były przedmiotem badań przez długi czas, a zagadka ta pozostawała nierozwiązana przez 150 lat. Jednak niedawno zaproponowano konkretne wyjaśnienie tego fenomenu, które może pomóc nam lepiej zrozumieć działanie jednego z aspektów ludzkiego mózgu.

    Badacze z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley zaprezentowali na łamach „Journal of the Optical Society of America” dowody, które mają na celu połączenie dwóch historycznych teorii dotyczących wzroku. Do tej pory teorie te uważano za sprzeczne, a ich autorzy twierdzili, że:

    • Hermann von Helmholtz – postrzeganie kolorów sprowadza się do struktury siatkówki naszego oka, która zawiera trzy rodzaje czopków reagujących na światło.
    • Ewald Hering – nasz mózg operuje czterema „czystymi” barwami, postrzegając je jako przeciwieństwa (czerwony vs zielony, żółty vs niebieski).

    Jak więc można połączyć trzy czopki w oku z psychologicznym pojmowaniem czterech podstawowych kolorów? To był kluczowy punkt sporu – aż do teraz.

    Wszystkiemu winna natura

    Badacze z Berkeley, po przeprowadzeniu serii testów i analiz naturalnego środowiska człowieka, doszli do wniosku, że za nasze postrzeganie kolorów odpowiada przede wszystkim natura, a nie mózg. Otoczenie, w którym żyjemy, jest w dużej mierze szare i jednorodne, a sam rozkład barw jest nieproporcjonalny. Oznacza to, że istnieje mnóstwo niuansów i odcieni, które musimy zakodować i zidentyfikować. W tym momencie na scenę wkracza nasz mózg – sprytny organ, który stara się optymalizować procesy i maksymalnie oszczędzać energię.

    Aby zaoszczędzić jak najwięcej neuronów, nasz mózg stwarza rodzaj „kompasu” barw, który (podobnie jak prawdziwy kompas) opiera się na przeciwieństwach. Widząc obiekt w określonym kolorze, wiemy, że nie będzie mu towarzyszyć jego całkowite przeciwieństwo:

    Pomyśl o tym jak o kompasie: północ, południe, wschód i zachód. Jeśli idziesz na północ, automatycznie nie idziesz na południe. Tak działa mózg – opisuje świat w kategoriach absolutnych przeciwieństw. Czerwień nie jest zielenią. Błękit nie jest żółcią.

    prof. Bruno Olshausen z UC Berkeley

    A jak mają się dwie teorie, które dotychczas uznawano za przeciwstawne? Naukowcy połączyli je w prosty sposób – jedna z teorii odnosiła się do aspektu sprzętowego (oka), a druga do jego funkcjonowania (oprogramowania). Ostatecznie wszystko sprowadza się do tego, że na podstawie postrzeganych barw naszego świata, mózg samodzielnie stworzył oszczędny system jego interpretacji.

  • Dramat w Windows 11 nie ma końca. To zdumiewające, co dzieje się z tym systemem

    Dramat w Windows 11 nie ma końca. To zdumiewające, co dzieje się z tym systemem

    Nie zrozumcie mnie źle: to nie tak, że po przejściu z Windows 11 na macOS, nagle zmieniam front i teraz będę bezwzględnie krytykował produkt Microsoftu, „bo tak”. Redmond, niejako, podkłada się samo, ponieważ Windows 11 po najnowszych aktualizacjach potrafi alarmować o… wyłączonym Defenderze (choć ten w rzeczywistości działa), a opcjonalny pakiet KB5120998 wprowadza zamieszanie w ustawieniach wskaźnika myszy. Czasami cieszę się, że nie muszę pływać na łajbie, której naprawa kotwicy kończy się nieoczekiwanym przebiciem kadłuba.

    Zabrzmi to być może nieco „filozoficznie”, ale gdyby zedrzeć z systemu operacyjnego techniczne aspekty, to dla mnie jest on swego rodzaju umową społeczną między producentem a użytkownikiem: „używasz mnie rozsądnie, a ja realizuję to, co chcesz zrobić i nie psuję Twojej pracy”. Kiedy więc Windows informuje o wyłączonej ochronie antywirusowej, użytkownik powinien reagować natychmiast, a nie zastanawiać się nad źródłem alarmu. Kiedy Windows generuje fałszywe alarmy, to burzy tę umowę.

    A gdy aktualizacja potrafi jednocześnie ignorować zapisane ustawienia kursora, dochodzi do wręcz ontologicznego konfliktu. Zabrzmiało to zapewne nieco dziwnie, ponieważ moi koledzy piszą o takich rzeczach inaczej. W ogóle nie pisze się o oprogramowaniu i systemach w ten sposób. A jednak wszystko sprowadza się do właśnie tego kontraktu i ostatecznie: do zaufania, które Windows w ostatnich latach podważa. Przestałem ufać Windowsowi i dlatego swoje pieniądze zainwestowałem nie znów w Lenovo kupując kolejnego ThinkPada, ale w Apple: z wiarą, że nikt nie podważy mojego zaufania. Na razie nie jestem zawiedziony.

    Spokojnie. Defender działa

    Po zainstalowaniu najnowszych aktualizacji dla Defendera, na część urządzeń pojawia się komunikat o wyłączonej ochronie antywirusowej. Ostrzeżenie to pojawia się przy uruchamianiu Windowsa, a następnie może wracać w nieregularnych odstępach. Nie znika nawet po wyłączeniu powiadomień, zaś aplikacja Zabezpieczenia Windows namawia do ponownego włączenia mechanizmu. Microsoft wskazuje, że Defender działa prawidłowo i urządzenia są zabezpieczone. Ale ile użytkowników dotrze do tych wyjaśnień Microsoftu? Głównie do tych, którzy się tym interesują. Cała reszta będzie przez jakiś czas żyć w mylnym przeświadczeniu, że ich komputer jest narażony na atak w każdej chwili.

    Skala problemu jest, niestety, szeroka, ponieważ obejmuje różne kompilacje Windows 11. Wśród „poszkodowanych” są: 23H2, 24H2, 25H2 i 26H1, a także wspierane wydania Windowsa 10 oraz systemy serwerowe od Windows Server 2012 po Windows Server 2025. Warunkiem jest korzystanie z Microsoft Defender Antivirusa z najnowszymi aktualizacjami. Gigant technologiczny pracuje nad rozwiązaniem, które ma trafić do użytkowników w przyszłej aktualizacji, ale na razie brak konkretnych terminów. Do tego czasu, system stawia użytkowników w absurdalnej sytuacji: każe ignorować ostrzeżenie dotyczące funkcji, której nie można ignorować, jeśli ma się resztki zdrowego rozsądku. Czy to nie jest jakieś nieśmieszne kuriozum?!

    Po paczce KB5120998 użytkownicy tracą ustawienia kursora

    Druga kwestia dotyczy aktualizacji KB5120998 dla Windows 11 24H2 i 25H2. Zgłoszenia opisują zmianę lub przywrócenie standardowych ustawień kursora bez zgody użytkownika. Wskaźniki, które były przygotowane na przykład dla ekranów o wysokiej gęstości pikseli, bywają zastępowane większymi, białymi wersjami, a niestandardowe animacje wracają do standardowych wariantów. Próby przywrócenia wcześniejszej konfiguracji mogą, niestety, zakończyć się niepowodzeniem. Microsoft obecnie ustala, czy aktualizacja rzeczywiście ponosi winę, ale werdykt wydaje się oczywisty.

    Wszyscy wiedzą o problemie, a Microsoft twierdzi, że problemu nie ma, a później gdzie indziej mówi coś zupełnie innego. Gdzie tu sens? Gdzie logika?

    KB5120998 jest natomiast opcjonalnym pakietem podglądowym, który nie zawiera poprawek bezpieczeństwa. Dotarł do Windows Update jako zestaw zmian między innymi dla: menu Start, paska zadań, wyszukiwarki, Eksploratora plików oraz obsługi touchpada. Absurd polega na tym, że strona samego pakietu poprawek nadal informuje o braku znanych problemów, podczas gdy panel dotyczący kondycji wydań odnotowuje już skargi na awarie kursora. (polecam zapoznać się z tym linkiem) Ci, którzy nie zainstalowali pakietu, mogą spokojnie poczekać na wynik dochodzenia, ponieważ nie jest to wydanie zawierające aktualizacje zabezpieczeń. Można również odinstalować ten pakiet lub po prostu nic nie robić. Microsoft w końcu to naprawi.

    To nawet gorsze, niż unieruchomienie Windowsa

    Microsoft w ostatnich latach znacząco obniżył standardy: cała konstrukcja Windows as a Service, moim skromnym zdaniem, zaczyna się rozpadać. Aktualizacja środowiska odzyskiwania Windows z kwietnia 2025 roku potrafiła wyświetlić błędy, chociaż instalacja WinRE po ponownym uruchomieniu zwykle kończyła się sukcesem. Z kolei czerwcowe pakiety poglądowe z 2025 roku generowały niegroźny błąd zapory systemu Windows w Podglądzie zdarzeń. Miesiąc później kolejna aktualizacja podglądowa Windows 11 24H2 zaczęła dodawać fałszywe wpisy CertificateServicesClient z identyfikatorem 57. Czujecie ten schemat, prawda?

    Czytaj również: Nowa wersja Windows 11 jest już dostępna. Oto jak ją zainstalować już teraz.

    Fałszywe komunikaty wprowadzają zamęt w systemach diagnostycznych w środowisku firmowym, ale tam jest administrator, który może sam ocenić fałszywy alarm. Użytkownik tymczasem widzi jasny komunikat o tym, że Defender nie działa. Jeżeli system operacyjny wielokrotnie ostrzega bez powodu, w końcu, gdy przyjdzie prawdziwy pożar, użytkownik może machnąć ręką i powiedzieć, że „Windows tak ma”. Przecież to przepis na katastrofę, która prędzej czy później może się wydarzyć. Dlatego nie dziwi mnie, że Linux zyskuje na popularności. Nie dziwi mnie także, że wielu moich znajomych, gdy się spotykamy, mówi mi: „kupiłem MacBooka i nie żałuję”.

    Windows ma tak fatalny czas, że jest to zarówno komiczne, jak i smutne. Choć ja więcej czuję współczucia dla tego systemu, który sam w sobie nie jest zły. Jego obecny kształt, jego jakość… nie pasują do obrazu dojrzałego i ugruntowanego na rynku systemu operacyjnego.

  • NVIDIA zmienia zasady gry. To może być początek graficznej rewolucji

    NVIDIA zmienia zasady gry. To może być początek graficznej rewolucji

    NVIDIA nie zwalnia tempa i nieustannie pracuje nad rozwojem swojej technologii DLSS. Już w tym tygodniu zaprezentuje nową wersję, która zrewolucjonizuje świat gier wideo.

    Już 4 września, według czasu polskiego, zadebiutuje DLSS 5 z technologią 3D-Guided Neural Rendering, która wykorzystuje sztuczną inteligencję nie tylko do poprawy płynności, ale także do rozwoju sposobu renderowania gier. NVIDIA zapowiada, że będzie to jedna z największych zmian w technologii DLSS od jej powstania. Dotychczas DLSS kojarzyło się przede wszystkim ze skalowaniem obrazu, generowaniem klatek czy rekonstrukcją promieni RTX. DLSS 5 idzie znacznie dalej, wykorzystując AI do wzbogacania oświetlenia i wyglądu materiałów na ostatnim etapie renderowania obrazu. Model ma otrzymywać informacje bezpośrednio z silnika gry, takie jak kolory, ruch, powierzchnie, obiekty i źródła światła.

    Gry niemal jak filmy? Czy to rzeczywiście potrzebne?

    Pierwszą produkcją, która w pełni skorzysta z nowej technologii, będzie NBA 2K27, której premiera zaplanowana jest na ten tydzień. NVIDIA twierdzi, że implementacja DLSS 5 sprawi, że efekty, takie jak przenikanie światła przez skórę i uszy zawodników, wygląd włosów czy drobne cienie na twarzach i ubraniach, staną się znacznie bardziej realistyczne. Geometria zeskanowanych postaci pozostaje niezmieniona, aczkolwiek DLSS 5 podniesie jakość obrazu na nowy poziom.



    Pierwsze demonstracje DLSS 5 spotkały się z krytyką z uwagi na to, że AI potrafiło wyraźnie zmieniać wygląd postaci. Technologia była porównywana do generatywnego filtra nakładanego na grę w czasie rzeczywistym. NVIDIA jednak zapewnia, że ostateczna wersja pozwala twórcom na szeroką kontrolę nad intensywnością zmian i umożliwia oddzielną modyfikację konkretnych elementów sceny. Istotnym zagadnieniem może być też kwestia wydajności. Zgodnie z doniesieniami The Verge, uruchomienie samego Neural Renderingu może pochłonąć około 50–60 procent wydajności, co NVIDIA rekompensuje innymi funkcjami DLSS, w tym generowaniem klatek.

    Początkowo z dobrodziejstw DLSS 5 skorzystają wyłącznie posiadacze kart GeForce RTX serii 50 oraz użytkownicy GeForce NOW. Jeżeli jednak technologia zyska uznanie w kolejnych grach, DLSS 5 może znacząco wpłynąć na sposób, w jaki w nadchodzących latach będziemy oceniali jakość grafiki.

    Czytaj dalej poniżej

    CD Projekt pokazał klasę. Udzielono pomocy okradzionemu twórcy
  • ULT TOWER 5 – Sony zrobiło głośnik, który potrafi zatrząść całym pokojem

    ULT TOWER 5 – Sony zrobiło głośnik, który potrafi zatrząść całym pokojem

    Fani domówek mają powody do radości, bowiem Sony zaprezentowało nową generację swoich imprezowych głośników. Seria ULT TOWER została wzbogacona o trzy modele: ULT TOWER 5, ULT TOWER 7 oraz ULT TOWER MAX. Do testów otrzymałem najmniejszy z nich, mimo że trudno go nazwać małym, ponieważ ten imprezowy gigant ma nieco ponad pół metra wysokości. Głośniki przeszły znaczną przebudowę, zarówno pod względem wizualnym, jak i akustycznym. Przyjrzyjmy się zatem, czego możemy się spodziewać.

    Design, wykonanie i gniazda – ULT TOWER 5 to nie zabawka

    Dotąd nie byłem wielkim fanem designu głośników z serii ULT TOWER – miały one dość jarmarczny i zabawkowy wygląd. Nowe modele rodziny imprezowej prezentują się znacznie dojrzalej i bardziej minimalistycznie, co z pewnością poszerzy grono potencjalnych odbiorców. Pojawiło się oświetlenie ramkowe zamiast pasków świetlnych na górze i dole obudowy; w przypadku ULT TOWER 5 mamy do czynienia z 56 diodami LED, które wyraźnie obrysowują cały front urządzenia.

    Nowością jest również przycisk ULT przeniesiony na panel przedni – za jego pomocą regulujemy głośność oraz przełączamy się między trybami (do tej kwestii wrócimy niebawem).

    Po bokach głośnika umieszczono cztery uchwyty, a na górnym panelu znajdziemy logotyp producenta oraz trzy kluczowe przyciski: włącz/wyłącz, Bluetooth oraz play/stop.

    Z tyłu głośnika znajduje się panel sterujący oraz pełen zestaw złączy. Górny rząd składa się z pokrętła FUNCTION do wyboru źródła, a obok rozmieszczono złącza Bluetooth, USB-C, USB-A oraz wejścia LINE 1 i LINE 2 – aktywna pozycja podświetla się na biało. Znajdziemy tam także przyciski do łączenia Party Chain, Stereo Pair oraz Stamina, który uruchamia tryb oszczędzania energii (wyłączając światła i efekty ULT), a także Light do sterowania oświetleniem. Na dolnym poziomie umieszczono ECHO i KEY CONTROL oznaczone ♭ i ♯, co umożliwia korzystanie z funkcji karaoke – do tego jednak konieczny będzie mikrofon.

    W dolnej części, za zaślepką, znajduje się właściwa sekcja gniazd. Jest tam USB-C (opisane jako wejście do komputera lub telefonu), USB-A pod pendrive’a, wejście mikrofonowe z osobnym pokrętłem głośności, LINE 1 w postaci pary złączy RCA, LINE 2 w formie zbalansowanego XLR z blokadą oraz wyjście LINE OUT, także na XLR.

    ULT TOWER 5 to więc nie byle jaka zabawka – można do niego podłączyć na przykład konsolę DJ-ską lub połączyć kilka głośników kablem w jeden system imprezowy. Choć nie zastąpi profesjonalnego systemu nagłośnienia, doskonale nada się na plenerówki czy domówki.

    Tryby, czyli co robi przycisk ULT

    Wspomniałem, że przycisk ULT na froncie nie służy wyłącznie do regulowania głośności. Jego naciśnięcie zmienia tryb odtwarzanego dźwięku, a różnica w niektórych utworach jest naprawdę wyraźna. ULT1 wzmacnia głęboki bas, zapewniając dźwięk o niskich częstotliwościach – Sony zaleca odtwarzanie w tym trybie np. utworów hiphopowych. ULT2 to jeszcze bardziej dudniący bas oraz wysokie ciśnienie akustyczne, które można naprawdę poczuć w ciele – zalecamy korzystanie z niego podczas odsłuchu techno czy dubstepu.

    Mamy również tryb FLAT, który prezentuje brzmienie zgodne z oryginalnym źródłem i wizją artysty, co oznacza, że głośnik nie wprowadza żadnych poprawek do utworu. Dzięki tym trzem wariantom ULT TOWER 5 potrafi wydobyć z odtwarzanych kawałków więcej emocji i dostosować brzmienie do atmosfery imprezy. Muszę przyznać, że największe wrażenie zrobił na mnie tryb ULT 2 – głośnik potrafi wtedy naprawdę solidnie zagrać basem.

    Ostatnim trybem jest LIVE, który nie jest domyślnie przypisany do przycisku ULT – należy go ustawić w aplikacji mobilnej. Jak działa? Sony stosuje w tym trybie trzy różne procedury. Najpierw przetwarzanie Mid/Side rozdziela sygnał na środek miksu i dźwięki boczne, co sprawia, że scena stereo jest szersza, a dźwięk bardziej pełny i otwarty. Następnie nowa technologia rozciąga brzmienie, dbając o równowagę głosu, żeby wokal nie zlewał się z resztą. Na koniec dodawane jest pogłos, co wprowadza głębię i rezonans typowy dla prawdziwej sali koncertowej.

    Dzięki temu utwór ma brzmieć jak z koncertu, na którym znajdujemy się w tłumie. Sony zaznacza, że LIVE zachowuje przy tym bas i ciśnienie akustyczne, charakterystyczne dla serii ULT, więc nie jest to tryb wygładzający wszystko na rzecz przestrzeni.

    Rozmieszczenie głośników i nowy przetwornik

    To, co wpływa na znakomitą jakość odtwarzanego dźwięku w ULT TOWER 5, to rozmieszczenie trzech głośników oraz nowy okrągły głośnik niskotonowy. Na froncie znajdują się dwa głośniki wysokotonowe oraz jeden niskotonowy o średnicy 230 mm – Sony porzuciło dotychczasowy układ X-Balanced na rzecz klasycznego okrągłego przetwornika. Przy tej samej objętości akustycznej obudowy, okrągła membrana porusza się swobodniej i schodzi z niższą minimalną częstotliwością rezonansową, co pozwala jej pracować na większych amplitudach. Efekt jest taki, że przetwornik odtwarza niższe częstotliwości przy tym samym poziomie głośności.

    Dopełnia to ULT DUCT, czyli konstrukcja tunelu basowego, oraz technologia Sound Field Optimisation w nowej wersji. We wcześniejszych generacjach dźwięk dostosowywany był jedynie do hałaśliwego otoczenia, a teraz uwzględnia również miejsce, w którym głośnik jest ustawiony. Jeśli umieścimy go w rogu pokoju lub przy ścianie, niskie częstotliwości odbiją się od niej i zostaną wzmocnione, co sprawi, że system podbije średnie i wysokie tony, aby wokal nie zatonął w basie – i naprawdę to działa. ULT TOWER 5 postawiłem pod biurkiem, ponieważ tylko tam znalazłem dla niego miejsce – i tam już pozostał. To na pozór nieodpowiednie miejsce wcale nie wpływa negatywnie na jakość odtwarzanej muzyki.

    Wręcz przeciwnie – pomimo faktu, że ULT TOWER 5 to najmniejszy głośnik z nowej serii, to mocy mu nie brakuje. Gra czysto i donośnie, z dobrą równowagą między pasmami, choć z oczywistym naciskiem na bas. Do muzyki elektronicznej – na przykład podczas plenerowego DJ-owania – wydaje się idealnym rozwiązaniem, ponieważ jego rozmiary i waga są jeszcze w granicach rozsądku. Można go łatwo przenieść, podczas gdy większe modele wymagają już zaangażowania wbudowanych kółek. Jednego niestety zabrakło – ULT TOWER 5 nie oferuje dźwięku w 360° – ten zarezerwowany jest dla modelu 7 i MAX. Jest za to IPX4 w pozycji pionowej, co zabezpiecza przed wilgocią.

    Bateria

    ULT TOWER 5 ma najmniejszą baterię ze wszystkich modeli nowej serii ULT, ale najmniejsza nie ma w tym przypadku pejoratywnego znaczenia. Oferuje bowiem 20 godzin odtwarzania muzyki przy poziomie głośności wynoszącym 80 dB i wyłączonym oświetleniu, co jest całkiem dobrym wynikiem. Można go również jeszcze mocniej podkręcić dzięki wcześniej wspomnianemu trybowi STAMINA, co wydłuża żywotność baterii kosztem oświetlenia i trybów podbicia basu.

    Aplikacja i funkcje imprezowe

    ULT TOWER 5 sam w sobie zapewnia dużo frajdy, ale po zainstalowaniu aplikacji można poczuć się jak imprezowy wodzirej. W Sound Connect, służącej do sterowania urządzeniami audio od Sony, znajdują się takie opcje jak Party Pad i Party Light. Ta pierwsza to doskonałe narzędzie dla osób, które chcą urozmaicić swoje domówki efektami dźwiękowymi, ponieważ w sekcji samplera znajdziemy łącznie 11 odgłosów, które można odtwarzać podczas grania muzyki.

    Są tam również sekcje izolatora i flanger, czyli namiastka filtrów, które DJ wykorzystuje do wzbogacania utworów – można to traktować jako średnio przydatną ciekawostkę. Przydatny jest również korektor, który umożliwia dostosowanie parametrów za pomocą wygodnych suwaków do własnych preferencji.

    Party Light, jak nazwa wskazuje, to opcja sterowania oświetleniem z imprezowym efektem dynamicznie zmieniających się kolorów lub jednej, wybranej przez użytkownika barwy. Ponadto aplikacja pozwala na kontrolowanie opcji ULT oraz podgląd stanu naładowania baterii.

    Podsumowanie i cena

    Za ULT TOWER 5 przyjdzie nam zapłacić około 2 tysięcy złotych. To dużo? Owszem, ale w zamian otrzymujemy świetnie grający głośnik do półprofesjonalnego użytku. Nada się nie tylko do domówek, ale również do plenerowych setów DJ-skich, ponieważ dzięki dużej liczbie złączy i 20 godzinom pracy na baterii przy wyłączonym oświetleniu, jest w stanie obsłużyć set bez podłączenia do prądu. Wymiary są na tyle rozsądne, że można go łatwo przenosić, więc widzę go jako plenerowego asystenta muzycznego dla twórców treści. Należy jednak pamiętać, że praca z pełną mocą, maksymalną głośnością i dynamicznym oświetleniem bez włączonego trybu Stamina wystarczy tylko na około 2,5 godziny grania.

    • Świetna jakość dźwięku
    • Dużo przydatnych wejść
    • Kilka trybów odtwarzania audio
    • Jakość wykonania
    • Imprezowe opcje w aplikacji
    • Długi czas pracy bez podświetlenia
    • IPX4 tylko w pozycji pionowej
    • Brak dźwięku 360°
    • Wysoka cena
  • TVP i Prime Video mają nowy serial. Polacy takie uwielbiają

    TVP i Prime Video mają nowy serial. Polacy takie uwielbiają

    Takiej współpracy się nie spodziewaliśmy. TVP i Prime Video pokażą wspólny serial już niedługo.

    Akcja nowego serialu TVP i Prime Video pt. „SOR” rozgrywa się w jednym z najbardziej wymagających miejsc szpitala: na oddziale ratunkowym. Jak opisywane jest w zapowiedzi serialu, to przestrzeń ciągłego ruchu, napięcia i nieprzewidywalności. Za drzwiami sal zabiegowych toczy się nie tylko walka o zdrowie pacjentów, ale również prywatne życie lekarzy, ich trudne decyzje oraz codzienne spory. Produkcja ma połączyć mocny dramat, trzymający w napięciu thriller oraz zwykłe ludzkie historie, pokazując bez upiększeń pracę medyków w miejscu, gdzie o wszystkim decydują sekundy.

    SOR – nowy medyczny serial TVP i Prime Video. Kiedy premiera?

    Według zapowiedzi, „SOR” wychodzi daleko poza ramy efektownych, widowiskowych akcji ratunkowych. Dla twórców najważniejszy jest człowiek ukryty za szpitalnymi procedurami: jego chroniczne zmęczenie, niezłomna determinacja, prawo do błędów, a także prywatne nadzieje i skomplikowane relacje. To opowieść o tych, którzy każdego dnia ratują innych, często zapominając o sobie.

    Osią fabuły staje się relacja Piotra Hajduka (w tej roli Sebastian Dela) oraz Kasi Zawadzkiej, granej przez Sonię Mietielicę. Kiedy ich drogi rozchodziły się lata temu, byli zaledwie wchodzącymi w dorosłość ludźmi z głowami pełnymi zupełnie innych planów. Dziś Piotr powraca na oddział jako dojrzały lekarz – bogatszy o trudne doświadczenia, świadomy dawnych potknięć i zdeterminowany, by odzyskać utracone szczęście. Ponowne spotkanie z dawną miłością życia nie będzie jednak proste.

    Serial powstaje pod kierunkiem dwóch reżyserów – Sary Bustamante-Drozdek oraz Sylwii Rosak. Za scenariusz odpowiadają Maciej Sobczyk i Zbigniew Zborowski. Produkcja będzie dostępna zarówno w serwisie streamingowym Prime Video, jak i na antenie TVP2 oraz w platformie TVP VOD. Premiera zaplanowana jest na jesień tego roku. To pierwsza tak duża współpraca między publiczną telewizją a globalnym gigantem streamingowym. Jeśli „SOR” odniesie sukces, może otworzyć drogę do kolejnych wspólnych projektów, co stworzy nowe możliwości dla polskich produkcji na rynkach zagranicznych.

    Czytaj dalej poniżej

    Na Netflix wraca uwielbiany serial, a Disney+ ma ekstra niespodziankę

    Co nowego na TVP i Prime Video?

    Telewizja Polska nie zwalnia tempa. Tuż po „SOR” na antenę TVP1 wejdzie „Felicità” – 26-odcinkowy polsko-włoski komediodramat, który zabierze nas do słonecznej Apulii. W rolach głównych Laura Breszka i Dawid Ogrodnik, a historia kręci się wokół rodzinnej tajemnicy. Premiera nastąpi 7 września, emisja trzy razy w tygodniu. Równolegle TVP1 przywraca drugi sezon „Gry z cieniem” – szpiegowskiego thrillera z elementami historii miłości, który zadebiutuje 6 września. To nie koniec nowości. Do jesiennej ramówki wracają sprawdzone formaty: „Rodzinka.pl”, „M jak miłość”, „Na sygnale”, „Na dobre i na złe”, „Barwy Szczęścia”, „Ojciec Mateusz”, „Klan” i „Komisarz Alex”. Po pierwszych polskich produkcjach – „Gąsce” i „Całym tym seksie” – platforma nie zapowiedziała na ten rok kolejnej rodzimej fabuły. Zamiast tego mieliśmy kolejny sezon „LOL-a”, a z gorętszych premier w najbliższym czasie warto mieć na uwadze nowy thriller „Biegaczka” z Gal Gadot oraz pierwszy sezon spin-offu „Reachera” – „Neagley”.

  • Sonos odpala jesienne premiery. Nowe urządzenia to dopiero początek zmian

    Sonos odpala jesienne premiery. Nowe urządzenia to dopiero początek zmian

    Niespodziewanie, firma Sonos zapowiedziała dwa nowe urządzenia oraz odświeżony system operacyjny, który będzie napędzał ich sprzęty muzyczne. Co ciekawego zostało zaprezentowane?

    Sonos Beam Ultra to kompaktowy soundbar wyposażony w dziewięć przetworników, w tym dwa skierowane ku górze. Jego konstrukcja ma zapewnić pełne wsparcie dla dźwięku przestrzennego Dolby Atmos 7.1.2, mocniejszy bas oraz czytelniejsze dialogi, co jest szczególnie istotne dla miłośników seriali na popularnych platformach VOD. W tym celu zastosowano czterostopniowy Wzmacniacz Mowy AI.



    Soundbar można rozbudować o subwoofer oraz tylne kanały surround. Dzięki nowym rozwiązaniom Sonos, rolę tych ostatnich będą mogły pełnić także kompatybilne głośniki przenośne. Technologia Trueplay odpowiada za dopasowanie brzmienia do konkretnego pomieszczenia. Urządzenie obsługuje Wi-Fi, Bluetooth oraz HDMI eARC, co umożliwia współpracę zarówno z telewizorem, jak i pozostałymi elementami systemu multiroom Sonos. Cena urządzenia w Polsce wynosi 3149 zł.



    Drugą premierą są nauszne słuchawki Sonos Ace Ultra, wyposażone w 40-milimetrowy przetwornik, adaptacyjne ANC wykorzystujące dziesięć mikrofonów oraz baterię zapewniającą do 35 godzin pracy z aktywną redukcją hałasu. Nowa platforma Headphone Engine 2 umożliwia bezpośrednie przenoszenie odtwarzanego dźwięku pomiędzy słuchawkami a systemem Sonos, co z pewnością przypadnie do gustu miłośnikom produktów z logo tej marki.

    Sonos z jesiennymi nowościami: Jest w czym wybierać

    Sonos Ace Ultra korzystają z technologii TrueCinema, która dostosowuje dźwięk słuchawek po przełączeniu go z kompatybilnego soundbara, uwzględniając charakterystykę pomieszczenia oraz zestawu kina domowego. Firma przewidziała także możliwość wykorzystania połączeń USB-C oraz klasycznego złącza 3,5 mm, co zwiększa zakres zastosowań, nie ograniczając się jedynie do bezprzewodowego ekosystemu marki. Słuchawki Ace Ultra wyceniono na 2079 zł.

    Czytaj dalej poniżej


    beyerdynamic pokazał nowe słuchawki. Cena może zaskoczyć

    Oba urządzenia są już dostępne w przedsprzedaży, a ich premiera zaplanowana jest na koniec tego miesiąca.

    Nowe produkty to jednak nie wszystko. Sonos prezentuje również nową wersję systemu operacyjnego o numerze 27. Otrzyma on własnego asystenta – Sonos 27voice. Dodatkowo, dzięki rozwiązaniu Sonos 27mcp, możliwe będzie podłączenie zewnętrznych agentów AI, w tym ChatGPT. W przyszłości zaplanowane są także spersonalizowane agenci z indywidualnym sposobem działania, osobowością i głosem. Nowością będzie również technologia Sonos Positioning Technology, która zidentyfikuje położenie kompatybilnego głośnika i automatycznie zmieni jego funkcję – na przykład urządzenie przenośne umieszczone za kanapą stanie się tylnym kanałem surround. 8 września zadebiutuje również nowa wersja aplikacji mobilnej, która poprawi nawigację oraz wprowadzi kilka znaczących zmian w obsłudze systemu audio.

  • Jedna komenda i posprzątane. iRobot Roomba Max 775 Combo

    Jedna komenda i posprzątane. iRobot Roomba Max 775 Combo

    Czym wyróżnia się najwyższy model iRobota? Przed Wami Roomba Max 775!

    iRobot Roomba Max 775 Combo, bo tak brzmi pełna nazwa tego modelu, oferuje moc ssania na poziomie 30 000 Pa oraz przeciwbieżne, gumowe szczotki, które zapobiegają wplątywaniu się sierści. Urządzenie wyposażono w wałek mopujący PowerSpin z mechanicznym elementem ochronnym, który automatycznie zabezpiecza dywany przed zamoczeniem podczas przejazdu.

    Za orientację w przestrzeni odpowiada zaawansowana nawigacja LiDAR połączona z sztuczną inteligencją, co pozwala na precyzyjne mapowanie oraz omijanie przeszkód, takich jak kable czy buty. Dołączona stacja AutoWash nie tylko opróżnia zbiornik na kurz, ale również samodzielnie myje i suszy wałek mopujący w temperaturze 50°C, co ogranicza konieczność ręcznej obsługi nawet do 90 dni.

    Po więcej informacji i szczegółów zapraszamy do wideo powyżej.


    Czytaj dalej poniżej


    Oto laptopy, które przyspieszą naukę i posłużą przez lata

    Materiał powstał we współpracy z marką iRobot.