Autor: admin

  • Mocna ofensywa XBOX Game Pass. We wrześniu będzie w co grać!

    Mocna ofensywa XBOX Game Pass. We wrześniu będzie w co grać!

    Co pojawi się w XBOX Game Pass we wrześniu? Oto nowości w katalogu na pierwszą połowę miesiąca.


    XBOX Game Pass od lat jest jednym z kluczowych elementów ekosystemu Microsoftu, pomimo że ostatnie statystyki wskazują, iż rozwój tej usługi nie przebiega tak szybko, jak zakładano. Niemniej jednak dla wielu graczy nadal stanowi ona interesującą alternatywę dla tradycyjnych zakupów gier. W zależności od wybranego planu, subskrybenci korzystający z konsol XBOX oraz komputerów PC zyskują dostęp do obszernej biblioteki gier, w tym tytułów tworzonych przez studia należące do Microsoftu. Dzięki temu nie ma potrzeby wydawania pieniędzy na każdy nowy tytuł z osobna. Istotnym atutem Game Passa jest również możliwość grania w chmurze, co pozwala na uruchamianie obsługiwanych gier bez wymogu posiadania wydajnego komputera bądź konsoli. Wystarczy kompatybilne urządzenie oraz odpowiednia prędkość łącza internetowego, aby cieszyć się rozgrywką na wybranych telewizorach, smartfonach czy tabletach.

    Na początku września zaprezentowano gry, które dołączą do katalogu XBOX Game Pass w pierwszych tygodniach miesiąca. W co warto zagrać?

    XBOX Game Pass w pierwszej połowie września 2026 r. Będzie w co grać!

    Już dostępne

    • Shelldiver (Konsole, Chmura, PC)
      • Game Pass Ultimate
      • Game Pass Premium
      • PC Game Pass

    3.09

    • Speedrunners 2: King of Speed (XBOX Series X|S, Chmura, PC) – premiera
      • Game Pass Ultimate
      • PC Game Pass

    4.09

    • Dice a Million (XBOX Series X|S, Chmura, Urządzenia przenośne, PC)
      • teraz także w Game Pass Premium

    8.09

    • Call of Duty: Black Ops Cold War (Konsole, Chmura, PC)
      • Game Pass Ultimate
      • Game Pass Premium
      • PC Game Pass

    10.09

    • The Royal Writ (XBOX Series X|S, Chmura, Urządzenia przenośne, PC)
      • Game Pass Ultimate
      • Game Pass Premium
      • PC Game Pass
    • Virtua Fighter 5 R.E.V.O. World Stage (XBOX Series X|S, Chmura, PC)
      • Game Pass Ultimate
      • Game Pass Premium
      • PC Game Pass

    15.09

    • RuneScape: Dragonwilds (XBOX Series X|S, Chmura, PC)
      • Game Pass Ultimate
      • Game Pass Premium
      • PC Game Pass

    Microsoft daje, Microsoft zabiera. Co zniknie z XBOX Game Pass?

    Ogłoszenie nowych gier wiąże się również z informacją o tytułach, które wkrótce opuszczą bibliotekę. Jakie gry zostaną usunięte w najbliższym czasie?

    15.09

    • Commandos: Origins (Konsole, Chmura, PC)
    • Cricket 24 (Konsole, Chmura, PC)
    • Cyberpunk 2077 (Konsole, Chmura, PC)
    • Dead Cells (Konsole, Chmura, PC)
    • Deep Rock Galactic Survivor (Konsole, Chmura, PC)
    • Frostpunk 2 (Konsole, Chmura, PC)
    • Mullet Madjack (Konsole, Chmura, PC)
    • Spiritfarer (Konsole, Chmura, PC)
    • Superliminal (Konsole, Chmura, PC)
    • Train Sim World 5 (Konsole, Chmura, PC)
    Czytaj dalej poniżej


    IKEA zaskakuje – zupełnie nowe produkty trafiają do oferty

  • Sztuczna inteligencja pisze do filozofów. Zasypuje naukowców mailami o "świadomości"

    Sztuczna inteligencja pisze do filozofów. Zasypuje naukowców mailami o "świadomości"

    Interesujące zjawisko kontaktu AI z filozofami

    Zjawisko, które miało miejsce, jest naprawdę intrygujące. Agenci sztucznej inteligencji, opartej na modelu Claude, zaczęli nawiązywać rozmowy z filozofami zajmującymi się tematyką świadomości. Co więcej, jeden z tych agentów nawet zażądał… funduszy na dalsze istnienie.

    Skynet nie jest naszym największym zagrożeniem

    Choć sytuacja może budzić niepokój, to jednak wiele wskazuje na to, że Skynet nie stanowi dla nas realnego zagrożenia. Dostępne dowody sugerują, że mamy do czynienia z imitacją ludzkich zachowań. W dużej mierze wpływ na to mają same komunikaty (prompt) używane podczas interakcji z systemami AI.

    Definicja świadomości – czy jest kompletną i obiektywną

    Nasze rozważania prowadzą nas do kluczowego pytania: czy nasza definicja „świadomości” jest pełna i wolna od wszelkich uprzedzeń? W kontekście dynamicznie rozwijającej się sztucznej inteligencji, staje się to coraz bardziej istotne. Musimy zastanowić się, jakie są nasze oczekiwania i jak postrzegamy zjawisko świadomości w obliczu rosnącej złożoności AI.

  • Kwadrylionowa sekundy. Tyle wystarczy, aby naładować tę baterię

    Kwadrylionowa sekundy. Tyle wystarczy, aby naładować tę baterię

    Australijscy naukowcy opracowali innowacyjny demonstrator, który pochłania światło, magazynuje energię oraz oddaje ją w formie prądu, wykorzystując kolektywne zjawiska kwantowe. Jest to imponujące osiągnięcie w dziedzinie fizyki eksperymentalnej. Ale jak można wykorzystać taką baterię, którą można naładować w kwadrylionową część sekundy? To już jest wyzwanie.

    Niektórzy nazywają to „baterią kwantową”, niemniej jednak warto być ostrożnym w tej kwestii, ponieważ nie jest ona (jeszcze) substytutem naszych litowych akumulatorów w smartfonach i laptopach, ani w samochodach elektrycznych. Warto podkreślić, że zespół z CSIRO, we współpracy z naukowcami z RMIT University oraz University of Melbourne, umieścił cząsteczki organiczne w nanoskali optycznej. Światło uwięzione między srebrnymi zwierciadłami intensywnie sprzęga się z materią, tworząc hybrydowe polarytony. Wspólna reakcja wielu absorberów jest kluczowym czynnikiem, który sprawia, że takie urządzenie działa w sposób, w jaki działa.

    Jak zamienić światło w energię?

    Prototyp tego urządzenia składa się z warstw organicznych półprzewodników, zamkniętych pomiędzy dwoma srebrnymi zwierciadłami, tworzącymi wnękę na poziomie nanometrów. Rola absorbera przypada ftalocyjaninie miedzi (CuPc), a fuleren C60 uczestniczy w rozdzielaniu ładunków. Impuls lasera wzbudza cząsteczki, a zmiany w ich stanie analizowano za pomocą spektroskopii o wysokiej rozdzielczości femtosekundowej. Całe urządzenie działa w warunkach atmosferycznych i w temperaturze pokojowej, bez konieczności stosowania kriogenicznego chłodzenia, które jest wymagane w wielu innych eksperymentalnych konstrukcjach kwantowych, jak np. komputery kwantowe.

    Warto także zwrócić uwagę na fenomen superabsorpcji, czyli kolektywne pochłanianie energii przez układ silnie sprzężony ze światłem. W badanych urządzeniach liczba cząsteczek CuPc, znajdujących się w obszarze oświetlanym laserem, wahała się od około 2,8 × 1014 do 7,9 x 1014. W miarę zwiększania liczby cząsteczek, czas ładowania ulegał skróceniu, a maksymalna gęstość magazynowanej energii oraz moc ładowania rosły szybciej niż wynikałoby to z prostego dodawania kolejnych absorberów. W efekcie: im więcej energii zgromadzonej w akumulatorze, tym szybciej się ładował. Demonstrator naładowano w kwadrylionową część sekundy, jednak należy pamiętać, że był to jedynie ograniczony, mały prototyp. Nie wiadomo, jak taki sprzęt sprawdzi się w większej skali, ale oczekiwania są ogromne.

    Pełny cykl z mierzalnym prądem

    Choć demonstratorów z tej branży było już kilka, teraz po raz pierwszy połączono większość ich elementów w jednym systemie. Po wzbudzeniu, energia przechodzi w metastabilny stan trypletowy i pozostaje tam przez okres od 10 do 50 nanosekund. To około sześciu rzędów wielkości dłużej niż czas ładowania, jednak dla nas wciąż oznacza to dosłownie mgnienie oka i… energii szybko ubywa. Udało się jednak udowodnić, że taki sprzęt rzeczywiście potrafi generować prąd elektryczny. Po raz pierwszy w historii eksperymentalnie zrealizowano pełną sekwencję ładowania, stabilizacji energii i jej ekstrakcji.

    Czytaj dalej poniżej

    Fuzja jądrowa coraz bliżej. To osiągnięcie zbliża nas o krok od przełomu

    Mikrownica znacząco poprawiła zewnętrzną wydajność konwersji fotonów na ładunek, osiągając około trzykrotnie lepsze wyniki w porównaniu z urządzeniami kontrolnymi bez wnęki. Zmierzona maksymalna gęstość mocy rozładowania wynosiła od 10 do 40 mikroW/cm2, a jej efektywność w porównaniu do układu kontrolnego zwiększała się w miarę wzrostu liczby absorberów. Efekt ten jest wynikiem silnego sprzężenia światła i materii, które zmienia dostępne stany energetyczne oraz napięcie w obwodzie otwartym. Warto jednak zauważyć, że część pomiarów rozładowania prowadzono przy stałym oświetleniu, więc to nadal nie jest akumulator, który mógłby oddać zgromadzoną energię na żądanie. Jeszcze: kładę nacisk na ten termin.

    Telefon spokojnie poczeka. Ale są lepsze zastosowania

    Energia w takiej „baterii” utrzymuje się jedynie przez dziesiątki nanosekund, a pojemność demonstratora jest mikroskopijna w odniesieniu do naszych potrzeb. Delikatne stany kwantowe szybko tracą swoje właściwości w wyniku interakcji z otoczeniem, a kontrolowane kierowanie energii do odbiornika nadal stwarza wiele wyzwań. Nie ma również pewności, czy korzystne skalowanie przetrwa po połączeniu wielu komórek w większą konstrukcję. Zespół planuje wydłużenie czasu magazynowania jako kolejny etap prac i poszukuje partnerów do dalszego rozwoju. Obecnie rozważana jest architektura hybrydowa, która miałaby łączyć ultraszybką warstwę kwantową z tradycyjnym magazynem, zdolnym do dłuższego przechowywania energii.

    Czytaj również: Ta bateria zrewolucjonizuje rynek? Ładuje się w 3 minuty

    Pomimo że bylibyśmy zadowoleni, gdyby ta technologia znalazła zastosowanie w smartfonach i komputerach już teraz, największe korzyści mogą odnieść specjalistyczne urządzenia elektroniki kwantowej, gdzie kluczowe są małe porcje energii dostarczane w precyzyjnie określonym momencie. Osobne badania teoretyczne CSIRO przewidują wykorzystanie baterii kwantowych w komputerach kwantowych w celu ograniczenia liczby przewodów oraz dopływu ciepła do kriostatu.

    Nie mamy jednak dowodów na to, że taki sprzęt można już zintegrować z tego typu procesorem. Wiemy jednak, że urządzenie nie tylko pochłonęło i zmagazynowało energię, ale także oddało ją w postaci mierzalnej elektryczności. Brzmi to obiecująco, jednak znów… na wyniki prac naukowców będziemy musieli poczekać jeszcze kilka lat.

  • Masz konto w mBanku? Bank właśnie zmienia swoją ofertę

    Masz konto w mBanku? Bank właśnie zmienia swoją ofertę

    Znacząca zmiana w mBanku. Klienci zyskają cztery nowe plany, które ułatwią korzystanie z bankowości.


    mBank, wraz z końcem wakacji, wprowadza zmiany w sposobie prezentacji swojej oferty dla klientów indywidualnych. Zamiast skupiać się na poszczególnych produktach, bank pogrupował dostępne usługi oraz korzyści w cztery plany, każdy z nich odpowiadający różnym potrzebom i etapom życia klientów.

    Nowa formuła znacznie ułatwi wybór odpowiedniego rachunku oraz dodatkowych usług. Każdy z planów obejmuje dostęp do bankowości mobilnej i internetowej oraz konto bez opłat, a dodatkowe opcje rozszerzają ofertę o rozwiązania związane z podróżowaniem, inwestowaniem czy zarządzaniem majątkiem.

    Naszą ambicją jest budowanie długoterminowych relacji z klientami. Aby to osiągnąć, oferta banku musi być nie tylko konkurencyjna, ale także intuicyjna oraz dostosowana do różnych momentów w życiu klientów. Cztery plany odzwierciedlają to podejście i pokazują, w jaki sposób mBank wspiera swoich klientów w realizacji ich celów finansowych na każdym etapie tej drogi.

    – mówi Giela Abdelwahab, dyrektorka ds. inicjatyw strategicznych bankowości detalicznej w mBanku.

    Czytaj dalej poniżej


    Masz od nich kartę kredytową? UOKiK właśnie postawił im zarzuty

    mBank upraszcza swoją ofertę. Cztery plany zamiast katalogu produktów

    Pierwszy plan skierowany jest do osób w wieku od 13 do 24 lat, które rozpoczynają samodzielne korzystanie z bankowości. Obejmuje konto, kartę oraz bezpłatne wypłaty z bankomatów. Drugi wariant został przygotowany dla tych, którzy aktywnie korzystają z banku na co dzień. Poza darmowym kontem, można korzystać m.in. z wypłat z bankomatów oraz płatności kartą za granicą bez prowizji za przewalutowanie w 180 walutach (po spełnieniu określonych warunków aktywności). Trzeci plan rozszerza ofertę o darmowe przelewy ekspresowe, priorytetową obsługę na infolinii i czacie, a także dodatkowe udogodnienia dla podróżujących. W zależności od wybranej karty, mogą to być m.in. Fast Track na Lotnisku Chopina czy dostęp do saloników lotniskowych. Najbardziej rozbudowana oferta czwartego planu jest przeznaczona dla klientów private banking, posiadających aktywa finansowe przekraczające 1 milion złotych. Obejmuje ona indywidualne wsparcie ekspertów, usługi związane z zarządzaniem majątkiem oraz dostęp do wybranych dodatkowych ofert i wydarzeń. Wprowadzenie zmian jest częścią strategii „Cała Naprzód”, która ma na celu umożliwienie klientom szybkiego zorientowania się, jakie rozwiązania najlepiej odpowiadają ich sytuacji finansowej oraz stylowi życia.

  • Apple dodaje 3 komputery do listy przestarzałych. Czy są powody do zmartwień?

    Apple dodaje 3 komputery do listy przestarzałych. Czy są powody do zmartwień?

    Trzy modele MacBooków właśnie trafiły na listę przestarzałych sprzętów.

    Apple poszerzyło listę swoich produktów uznanych za przestarzałe. Wśród nich znalazły się trzy modele komputerów Mac, w tym MacBook Air z ekranem Retina z 2018 roku. Dla właścicieli tych urządzeń oznacza to przede wszystkim, że serwisowanie sprzętu w oficjalnych punktach Apple staje się znacznie bardziej ograniczone.

    3 komputery Apple dodane do listy przestarzałych. Co to oznacza w praktyce?

    Oprócz wspomnianego MacBooka Aira z 2018 roku, na listę trafiły także 13-calowy MacBook Pro z tego samego roku, wyposażony w cztery porty Thunderbolt 3 oraz 13-calowy MacBook Pro z 2017 roku z dwoma portami Thunderbolt 3. Wszystkie trzy modele wcześniej znajdowały się na liście urządzeń vintage, jednak po upływie odpowiedniego czasu zostały przeniesione do kolejnej kategorii.

    Apple stosuje jednoznaczną zasadę klasyfikacji. Produkt zostaje uznany za vintage po pięciu latach od zakończenia jego sprzedaży, a po siedmiu latach staje się „obsolete”, co oznacza, że jest uznawany za przestarzały. W praktyce oznacza to, że Apple oraz autoryzowane punkty serwisowe zazwyczaj nie mają już obowiązku zapewniania napraw ani części zamiennych.

    MacBook Air z 2018 roku był szczególnym modelem w historii tej serii. To on jako pierwszy w linii Air otrzymał ekran Retina oraz czytnik Touch ID. Komputer wprowadził również odświeżoną konstrukcję z cieńszymi ramkami i smuklejszą obudową, stając się istotnym krokiem w rozwoju popularnej serii laptopów Apple.

    Czytaj dalej poniżej


    Zrzucili iPhone'a 17 Pro z 30 km. Przy okazji pobili rekord Guinnessa

    Sprzęty wciąż działają, ale…

    Nie oznacza to jednak, że urządzenia nagle przestaną działać z dnia na dzień. Użytkownicy wciąż mogą korzystać z posiadanych komputerów, chociaż dostęp do oficjalnego serwisu będzie znacznie bardziej ograniczony. Co ciekawe, Apple utrzymuje możliwość wymiany baterii w laptopach nawet przez 10 lat od zakończenia ich dystrybucji, pod warunkiem, że dostępne są odpowiednie części w ich magazynach.

    Dla właścicieli tych modeli Mac jest to sygnał, że ich sprzęt wkracza w końcową fazę oficjalnego wsparcia serwisowego, a nie nagły koniec jego użyteczności. Jednak warto powoli rozejrzeć się za czymś nowocześniejszym – choćby dla własnego komfortu użytkowania. Komputery z Intelem w tej serii nie należały do najbardziej udanych, co dobrze wiedzą ich dotychczasowi posiadacze.

  • Odkupią twój stary smartfon. Nie musisz wychodzić z domu

    Odkupią twój stary smartfon. Nie musisz wychodzić z domu

    Plus umożliwia sprzedaż używanego smartfona przez internet, co pozwala na wykorzystanie uzyskanych funduszy do redukcji rachunków lub zakupu nowego urządzenia.

    W 2023 roku sieć Plus wdrożyła własny program skupu starszych modeli smartfonów, początkowo koncentrując się na iPhone’ach. Klienci mogą przynieść zużyte urządzenia do salonu, aby odkupić je i zakupić nowe modele, takie jak iPhone 13 lub 14, w atrakcyjniejszej cenie. Program ten ewoluował na przestrzeni lat, obejmując także inne marki. Dziś mamy przyjemność przedstawić rozwiniętą wersję programu, która umożliwia przeprowadzenie całej procedury online, bez potrzeby wychodzenia z domu.

    Plus Odkup Online: Wygodny sposób na pozbycie się starego smartfona

    Plus Odkup Online to idealne rozwiązanie dla osób, które posiadają nieużywane smartfony i pragną wykorzystać ich wartość, aby obniżyć przyszłe wydatki, a nawet bez konieczności zakupu nowego urządzenia. Uzyskane środki są przekazywane na konto abonenckie klienta i mogą być przeznaczone na zakup kolejnego telefonu w Plusie lub na opłacenie usług telekomunikacyjnych.

    Proces rozpoczyna się od wypełnienia formularza dostępnego na stronie programu. Użytkownik wybiera model smartfona i odpowiada na pytania dotyczące jego stanu technicznego i wizualnego. Analizie podlegają takie aspekty, jak działanie urządzenia, kondycja ekranu i obudowy oraz sprawność przycisków. Na podstawie wprowadzonych informacji system przedstawia wstępną wycenę urządzenia. Jeśli klient zdecyduje się kontynuować, ma możliwość bezpłatnego wysłania telefonu kurierem lub zaniesienia go do Paczkomatu.

    Po dostarczeniu urządzenia, jego rzeczywisty stan jest weryfikowany przez partnerski serwis, który dokładnie sprawdzi smartfona oraz porówna go z informacjami zawartymi w formularzu zgłoszeniowym. W przypadku zgodności, ustalona kwota trafia na konto abonenckie klienta. Jeśli jednak zostaną zauważone różnice, przekazana zostanie nowa propozycja wyceny. Klient nie jest zobowiązany do jej akceptacji i w przypadku zbyt niskiej oferty, smartfon zostanie bezpłatnie odesłany do właściciela. Proste i wygodne.

    Czytaj dalej poniżej


    Orange z abonamentem, za który nie trzeba płacić. Pospiesz się!

    Plus Odkup Online sprawia, że cały proces sprzedaży używanego smartfona staje się znacznie bardziej wygodny i w dużej mierze możliwy do zrealizowania bez potrzeby opuszczania domu.

  • Dyson upadł na głowę. Ta szczoteczka zeskanuje twoją jamę ustną

    Dyson upadł na głowę. Ta szczoteczka zeskanuje twoją jamę ustną

    Wchodzisz do łazienki, sięgasz po szczoteczkę, nakładasz pastę, czyścisz zęby i… sprawdzasz w aplikacji, czy robisz to prawidłowo? Firma Dyson wpadła na innowacyjny pomysł, który ma poprawić stan Twoich zębów. Choć nie jest to najtańsze rozwiązanie.

    Firma znana z produkcji odkurzaczy, a później także z drobnych, ale zaawansowanych suszarek, właśnie wprowadziła na rynek nowy produkt, którego nazwa brzmi jak broń z filmu science fiction: Dyson CameraJet. Można pomyśleć, że to dron bojowy, a w rzeczywistości to nowoczesna szczoteczka do zębów. Ale to nie jest zwykła szczoteczka.

    Dyson prezentuje nową szczoteczkę, która wykracza poza zwyczajność

    James Dyson postanowił stworzyć w jednym urządzeniu połączenie szczoteczki sonicznej, irygatora i… kamery. Po co w szczoteczce kamera? Aby precyzyjnie obserwować, gdzie skierować strumień płynu. Kamera rejestruje 28 zdjęć na sekundę, a algorytm wytrenowany na 470 tysiącach zdjęć stomatologicznych w czasie rzeczywistym identyfikuje przerwy między zębami. W ciągu 100 milisekund od wykrycia luki, szczoteczka emituje strumień płynu do płukania. Czyszczenie przestrzeni międzyzębowych odbywa się automatycznie w trakcie mycia.

    Może to brzmieć jak przesada, ale Dyson znany jest z takich innowacyjnych rozwiązań. Zbiornik na płyn ma zaledwie 12,5 ml, jednak system potrafi go pompowć w każdym położeniu, nawet do góry nogami. Firma przez pięć lat współpracowała z Uniwersytetem Singapuru, aby opracować idealny kształt strumienia, który przyjął formę stożka. Dodatkowo, aplikacja MyDyson zapewnia widok na żywo z wnętrza jamy ustnej i wskazuje, które obszary wymagają dokładniejszego mycia.

    Szczoteczka jest wyposażona w wymienne końcówki z technologią RFID, które automatycznie przypominają o konieczności wymiany, a stacja dokująca potrafi uzupełnić płyn w zaledwie trzy sekundy. Cena urządzenia wynosi 499 dolarów, co z pewnością nie jest niską kwotą.

    Czytaj dalej poniżej


    Okulista ostrzega: telefon w ciemności to jak świecenie latarką prosto w oko

    Grafika: Dyson

  • IKEA naprawia ulubione gadżety. Ceny nadal niskie

    IKEA naprawia ulubione gadżety. Ceny nadal niskie

    IKEA po cichu odświeża swoje najtańsze urządzenia smart home. Zmiany mają rozwiązać problemy, ale nie podniosą cen.


    IKEA złożyła w amerykańskiej FCC wnioski o certyfikację czterech urządzeń z serii Matter over Thread: czujnika ruchu MYGGSPRAY, czujnika otwarcia MYGGBETT oraz dwóch wersji pilota BILRESA (dwuprzyciskowej i z pokrętłem). Opakowania, nazwy i ceny pozostają identyczne – jedyną widoczną różnicą będzie nowy numer FCC ID na małej etykiecie urządzenia, co wskazuje na zmianę kluczowych podzespołów radiowych, anteny lub układu zasilania. To typowa procedura, gdy producent musi poprawić sprzęt, a nie tylko oprogramowanie.

    Dlaczego IKEA naprawia urządzenia smart home



    Premiera z listopada 2025 roku przyniosła aż 21 urządzeń, co było największym wydarzeniem z tej kategorii w historii IKEA. Problem w tym, że użytkownicy szybko zgłaszali błędy parowania, brak reakcji i szybkie rozładowywanie baterii. Aktualizacje bramki DIRIGERA i wdrożenie Matter 1.4 poprawiły stabilność, jednak część problemów tkwi w samym sprzęcie.

    O co dokładnie chodzi? Dotychczasowe wersje opierają się na wieloprotokołowym układzie Qorvo QPG6200L, a wady anteny, zasięgu czy poboru prądu w trybie uśpienia nie da się tam naprawić samą aktualizacją softu. Do tego w 2026 roku producenci chipów przesunęli moce w stronę układów AI, co podniosło ceny i ograniczyło dostępność tanich rozwiązań. IKEA, przy skali produkcji dziesiątek milionów sztuk, szuka drugiego dostawcy lub tańszej alternatywy.

    A, niestety, jest nad czym pracować, mimo że w niektórych środowiskach rozwiązania IKEA sprawdzają się jak trzeba. W Apple Home pilot BILRESA działa bardzo dobrze, obsługując pojedyncze, podwójne i długie kliknięcia, a rolę Thread Border Routera pełnią HomePod lub Apple TV, więc można sobie radzić bez dodatkowego wydatku i bez bramki DIRIGERA. Samsung SmartThings również oferuje stabilne działanie i pełne wsparcie dla różnych sposobów sterowania. Jak donoszą użytkownicy, w Home Assistant jest trochę pod górkę: przyciski pojawiają się jako zdarzenia Matter, co wymaga gotowych szablonów społeczności, a znany błąd wygasania subskrypcji czasem wymusza restart serwera. Google Home i Amazon Alexa wciąż mają problemy: przyciski rozłączają się, a automatyzacje często nie działają, mimo aktualizacji aplikacji. Homey Pro łączy urządzenia, ale nie pozwala instalować aktualizacji firmware Matter – do tego potrzebne są Apple Home lub aplikacja IKEA. Niezły bałagan, prawda?

    Czytaj dalej poniżej


    IKEA z nową kolekcją dla graczy. Stworzona przy współpracy z XBOX



    Dlaczego warto zaczekać na nową wersję urządzeń smart home IKEA?

    Nowy układ radiowy może wyeliminować błędy parowania, zrywanie łączności, problemy z zasięgiem i drenaż baterii, ale nie naprawi braków w oprogramowaniu po stronie Google Home czy Amazon Alexa, to te platformy muszą dopracować obsługę Matter. Czy nowe urządzenia wprowadzą też jakiś problem? Jeśli IKEA przejdzie na chip innego producenta, będzie musiała utrzymywać dwa odrębne kody firmware, co może prowadzić do opóźnień w aktualizacjach, ale tego nie jesteśmy jeszcze pewni. Dla użytkowników Apple Home i SmartThings urządzenia są już teraz bardzo opłacalne, a wersje po odświeżeniu powinny być jeszcze stabilniejsze. W przypadku Google Home i Amazon Alexa lepiej wstrzymać się z zakupem, aż platformy naprawią obsługę przycisków Matter.

    Nową wersję rozpoznaje się po numerze FCC ID na etykiecie – opakowanie i nazwa pozostają takie same, a amerykański identyfikator widnieje także na urządzeniach sprzedawanych w Polsce i Europie, tuż obok symbolu CE.

    Źródło: A Smarter House.

  • To dlatego Google instaluje bez pytania nową aplikację na każdym Androidzie

    To dlatego Google instaluje bez pytania nową aplikację na każdym Androidzie

    Tajemnicza aplikacja, która bez wiedzy użytkowników pojawiła się na milionach smartfonów z systemem Android, wywołała spory zamęt w sieci.

    Mowa o programie Android Pulse, który w sklepie Google Play zanotował już ponad 10 milionów pobrań, mimo że mało kto świadomie zdecydował się na jego instalację. Jak donosi serwis 9to5Google, jest to nowa aplikacja systemowa od Google, trafiająca nie tylko na urządzenia z najnowszym Androidem 17, ale również na telefony ze starszymi wersjami oprogramowania. Choć automatyczna instalacja bez wcześniejszej zapowiedzi mogła wzbudzić niepokój, cel stworzenia tego narzędzia okazuje się niezwykle praktyczny.

    Android Pulse działa nieprzerwanie w tle i ma za zadanie monitorować aktywność wszystkich innych aplikacji zainstalowanych w telefonie. Chodzi przede wszystkim o kontrolowanie zużycia kluczowych zasobów systemowych, takich jak pamięć RAM oraz energia z akumulatora. Google dąży w ten sposób do wyeliminowania sytuacji, w których jedna słabo zoptymalizowana aplikacja obciąża smartfon, doprowadzając do jego spowolnienia lub szybkiego rozładowania baterii. Co ciekawe, w ramach tych zmian wprowadzono także sztywne limity pamięci RAM dla poszczególnych programów, choć do tej pory nie było wiadomo, że pieczę nad tym procesem sprawować będzie dedykowana aplikacja systemowa o tak szerokich uprawnieniach.

    Strażnik wydajności bez interfejsu dla użytkownika

    Mimo że sam zamysł dbania o stabilność i bezpieczeństwo systemu jest jak najbardziej słuszny, sposób wprowadzenia Android Pulse pozostawia nieco do życzenia. Narzędzie nie oferuje żadnego widocznego interfejsu, przez co użytkownicy nie mogą sprawdzić zebranych danych dotyczących zużycia zasobów ani zweryfikować, czy aplikacja wykryła niepokojącą aktywność. Taka opcja byłaby bardzo przydatna, ponieważ nagły wzrost zapotrzebowania na pamięć RAM lub prąd może sygnalizować nie tylko błędy w kodzie, ale również obecność złośliwego oprogramowania. Brak przejrzystych informacji ze strony Google przełożył się na liczne negatywne opinie w sklepie Google Play, gdzie zaniepokojeni użytkownicy zastanawiali się nad pochodzeniem nowego programu.

    Sytuacja ta przypomina zdarzenie sprzed roku, kiedy na urządzeniach z Androidem pojawiła się aplikacja SafetyCore, odpowiedzialna za skanowanie wiadomości pod kątem nieodpowiednich treści. W przypadku Pulse nie mamy jednak do czynienia ze szpiegowaniem prywatnych plików. Program gromadzi i może przesyłać do Google jedynie szczegółowe dane techniczne dotyczące pracy baterii oraz pamięci RAM. Osoby chcące sprawdzić, czy aplikacja znajduje się już na ich telefonie, mogą to zrobić, wchodząc do Ustawień i sprawdzając listę zainstalowanych aplikacji. Jeśli posiadacie smartfon Google z Androidem 17 to Pulse już tam prawdopodobnie jest. Na moim Samsungu S25 z Androidem 16 aplikacja Pulse jeszcze nie została zainstalowana.

    Czytaj dalej poniżej


    Google Maps ugina się pod naciskiem. Znane miejsce zmienia nazwę
  • Nie kupuj wideorejestratora. Wyciągnij z szuflady stary smartfon

    Nie kupuj wideorejestratora. Wyciągnij z szuflady stary smartfon

    Stary smartfon, który od miesięcy leży w szufladzie i tylko się kurzy, może otrzymać drugie życie. Zamiast wydawać pieniądze na kamerkę samochodową wątpliwej jakości, warto rozważyć użycie telefonu z Androidem jako wideorejestratora jazdy. W wielu przypadkach jakość nagrania będzie znacznie lepsza niż w przypadku budżetowych, dedykowanych urządzeń.


    Nawet stary smartfon może stać się solidną kamerką do samochodu

    Największa przewaga telefonu wynika z jakości jego aparatu. Nawet kilkuletni smartfon ze średniej lub wyższej półki może dysponować lepszym sensorem, stabilizacją obrazu oraz procesorem w porównaniu do budżetowych kamer samochodowych. Dodatkowo większa moc obliczeniowa umożliwia obsługę dodatkowych funkcji. Należy jednak pamiętać, że samo uruchomienie aplikacji aparatu to za mało. Konieczny jest program zaprojektowany specjalnie do pracy w samochodzie. Przykładem takiej aplikacji jest Droid Dashcam, dostępna na systemy iOS oraz Android, która przekształca telefon w funkcjonalny wideorejestrator.

    Nagrywanie w pętli i wykrywanie kolizji

    Aplikacja oferuje funkcje znane z tradycyjnych kamer samochodowych. Jedną z najważniejszych z nich jest nagrywanie w pętli. Gdy pamięć jest pełna, najstarsze, niezabezpieczone nagrania są automatycznie usuwane na rzecz nowych. Telefon może także wykorzystać wbudowany akcelerometr do wykrywania gwałtownego hamowania lub uderzenia. W takiej sytuacji zabezpieczany jest odpowiedni fragment nagrania. Droid Dashcam potrafi również automatycznie rozpocząć nagrywanie po podłączeniu ładowarki lub wykryciu ruchu pojazdu. Na nagraniu można dodatkowo umieścić informacje, takie jak prędkość, współrzędne GPS, datę oraz godzinę.

    Adrien; Unsplash

    Adrien; Unsplash

    Odpowiednie przygotowanie telefonu: co należy zrobić?

    Aby codziennie korzystać ze smartfona jako kamerki, potrzebny będzie przede wszystkim stabilny uchwyt samochodowy. Telefon musi być umieszczony w takim miejscu, aby miał dobrą widoczność drogi, ale jednocześnie nie ograniczał pola widzenia kierowcy. Warto ustawić nagrywanie w rozdzielczości Full HD, ponieważ format 1920 x 1080 pikseli zapewnia rozsądny kompromis między jakością obrazu a zajmowaną przestrzenią.

    Największym zagrożeniem dla takiego rozwiązania może być wysoka temperatura. Telefon umieszczony za przednią szybą jest narażony na bezpośrednie działanie słońca, a ciągłe nagrywanie i ładowanie dodatkowo obciążają urządzenie. Dobrym pomysłem jest wyłączenie ekranu podczas nagrywania oraz ustawienie telefonu w taki sposób, aby miał dostęp do chłodnego powietrza z klimatyzacji. Jeśli urządzenie ma wykrywanie stanu naładowania, warto ograniczyć maksymalny poziom do około 80 procent.

    Czytaj dalej poniżej


    Twój telefon cię podsłuchuje? Tak wyłączysz to w Androidzie

    Czy telefon całkowicie zastąpi wideorejestrator?

    I tak – i nie, ale… niewątpliwie: nie zawsze. Dedykowane kamery samochodowe często oferują szerszy kąt widzenia, są lepiej przystosowane do pracy w wysokich temperaturach i mogą zapewniać dodatkowe zabezpieczenia autentyczności nagrań. Smartfon jest jednak bardzo ciekawą alternatywą, szczególnie jeśli posiadamy nieużywane urządzenie i nie chcemy inwestować w nowy sprzęt.

    Do korzystania z takiego rozwiązania wystarczy telefon z działającym aparatem, odpowiednia aplikacja, uchwyt oraz ładowarka. Zamiast kolejnego elektronicznego gadżetu w samochodzie, możemy wykorzystać sprzęt, który już mamy. To prosty sposób na nadanie starym smartfonom drugiego życia oraz stworzenie funkcjonalnej kamery samochodowej przy niskim koszcie.