Nasz mózg działa w przedziwny sposób, czego dowodem jest postrzeganie barw. Naukowcom wreszcie udało się rozwiązać 150-letnią zagadkę.
Wyobraźcie sobie kolor pomarańczowy – co widzicie? To z pewnością połączenie żółtego i czerwonego. A jak wygląda fiolet? W tym przypadku nasz mózg podpowiada nam, że to czerwień i błękit. Co zaś z zieloną czerwienią? To już staje się trudniejsze, ale dlaczego tak się dzieje? Naukowcy w końcu znaleźli odpowiedź na to pytanie.
Ludzki mózg a postrzeganie kolorów
Ludzie różnią się nawzajem na wiele sposobów, mamy własne upodobania, zdolności i wiele innych cech. Niemniej jednak, pewne aspekty łączą nas niezależnie od pochodzenia, kultury czy historii – a jednym z tych elementów jest sposób, w jaki nasz mózg postrzega kolory. Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, dlaczego wszyscy identyfikujemy kilka podstawowych barw, które pomagają nam opisywać wszystkie inne? Czerwony, żółty, niebieski i zielony to kolory, które uznajemy za podstawowe. Są one niejako „czyste” i służą nam do tworzenia kombinacji, które opisują wszystkie inne odcienie widoczne naszym okiem. Tak powstaje pomarańczowy, czyli mieszanka czerwonego i żółtego, a nie oddzielny kolor.
Ten proces zachodzi niezależnie od płci, kultury, pochodzenia czy języka – w efekcie upraszczamy nasze postrzeganie kolorów. Dokładne przyczyny tego zjawiska były przedmiotem badań przez długi czas, a zagadka ta pozostawała nierozwiązana przez 150 lat. Jednak niedawno zaproponowano konkretne wyjaśnienie tego fenomenu, które może pomóc nam lepiej zrozumieć działanie jednego z aspektów ludzkiego mózgu.
Badacze z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley zaprezentowali na łamach „Journal of the Optical Society of America” dowody, które mają na celu połączenie dwóch historycznych teorii dotyczących wzroku. Do tej pory teorie te uważano za sprzeczne, a ich autorzy twierdzili, że:
- Hermann von Helmholtz – postrzeganie kolorów sprowadza się do struktury siatkówki naszego oka, która zawiera trzy rodzaje czopków reagujących na światło.
- Ewald Hering – nasz mózg operuje czterema „czystymi” barwami, postrzegając je jako przeciwieństwa (czerwony vs zielony, żółty vs niebieski).
Jak więc można połączyć trzy czopki w oku z psychologicznym pojmowaniem czterech podstawowych kolorów? To był kluczowy punkt sporu – aż do teraz.
Wszystkiemu winna natura
Badacze z Berkeley, po przeprowadzeniu serii testów i analiz naturalnego środowiska człowieka, doszli do wniosku, że za nasze postrzeganie kolorów odpowiada przede wszystkim natura, a nie mózg. Otoczenie, w którym żyjemy, jest w dużej mierze szare i jednorodne, a sam rozkład barw jest nieproporcjonalny. Oznacza to, że istnieje mnóstwo niuansów i odcieni, które musimy zakodować i zidentyfikować. W tym momencie na scenę wkracza nasz mózg – sprytny organ, który stara się optymalizować procesy i maksymalnie oszczędzać energię.
Aby zaoszczędzić jak najwięcej neuronów, nasz mózg stwarza rodzaj „kompasu” barw, który (podobnie jak prawdziwy kompas) opiera się na przeciwieństwach. Widząc obiekt w określonym kolorze, wiemy, że nie będzie mu towarzyszyć jego całkowite przeciwieństwo:
Pomyśl o tym jak o kompasie: północ, południe, wschód i zachód. Jeśli idziesz na północ, automatycznie nie idziesz na południe. Tak działa mózg – opisuje świat w kategoriach absolutnych przeciwieństw. Czerwień nie jest zielenią. Błękit nie jest żółcią.
A jak mają się dwie teorie, które dotychczas uznawano za przeciwstawne? Naukowcy połączyli je w prosty sposób – jedna z teorii odnosiła się do aspektu sprzętowego (oka), a druga do jego funkcjonowania (oprogramowania). Ostatecznie wszystko sprowadza się do tego, że na podstawie postrzeganych barw naszego świata, mózg samodzielnie stworzył oszczędny system jego interpretacji.
