Autor: admin

  • To będzie hit tej zimy w sklepach IKEA. Nie mogę się doczekać

    To będzie hit tej zimy w sklepach IKEA. Nie mogę się doczekać

    Nowa Era Domowej Automatyzacji

    Przełom w dziedzinie domowej automatyzacji znów nadchodzi z Północy.

    W ofercie szwedzkich sklepów sieci IKEA zagościł elektroniczny termostat grzejnikowy Liljebagge, który ma potencjał, aby stać się prawdziwym hitem nadchodzącego sezonu zimowego. Produkt został wyceniony na zaledwie 199 koron szwedzkich, co w przeliczeniu daje atrakcyjną cenę około 78 złotych. To wyjątkowa propozycja dla tych, którzy pragną usługi grzewcze uczynić bardziej inteligentnymi, nie obciążając jednocześnie domowego budżetu. Warto jednak uzbroić się w odrobinę cierpliwości, ponieważ oficjalna premiera w innych krajach, w tym na rynku europejskim, zaplanowana jest na styczeń 2027 roku.

    Inteligentna Automatyzacja Grzewcza

    IKEA Liljebagge został stworzony z myślą o zapewnieniu wygody użytkowania oraz bezproblemowej integracji. Urządzenie korzysta z najnowszego, uniwersalnego standardu łączności Matter oraz technologii Thread, co sprawia, że doskonale współpracuje z hubem DIRIGERA i aplikacją IKEA Home. Dodatkowo, termostat łatwo można połączyć z innymi popularnymi ekosystemami smart home. Kluczową zaletą tego termostatu jest możliwość zdalnego zarządzania temperaturą w mieszkaniu z dowolnego miejsca na świecie. Dzięki temu możemy na przykład zdalnie podgrzać dom przed powrotem z pracy lub ustawić automatyczne harmonogramy, które obniżają temperaturę na noc i podnoszą ją tuż przed porannym wstawaniem, co prowadzi do realnych oszczędności.

    Nowoczesne Funkcje w Przystępnej Formie

    Projektanci starannie pomyśleli o sytuacjach, w których chcemy dostosować warunki bez użycia smartfona. Głowica jest wyposażona w czytelny wyświetlacz, który pokazuje aktualną temperaturę, oraz fizyczne przyciski do ręcznej regulacji. To rozwiązanie pozwala na precyzyjne zarządzanie warunkami w poszczególnych pomieszczeniach, co umożliwia cieszenie się przyjemnym chłodem w sypialni, a zarazem komfortowym ciepłem w salonie. Montaż termostatu jest niezwykle prosty i pasuje do większości tradycyjnych grzejników wodnych. W zestawie użytkownik otrzymuje sześć adapterów, które ułatwiają instalację. Urządzenie zasilane jest dwoma standardowymi bateriami AA i steruje pracą pojedynczego kaloryfera, do którego zostało podłączone.

    Na rynku istnieje wiele podobnych rozwiązań, jednak produkt renomowanego producenta, jakim jest IKEA, z pełnym wsparciem gwarancyjnym oraz atrakcyjną ceną, z pewnością wzbudzi duże zainteresowanie. Szczególnie, że zbliżający się sezon zimowy może być trudny z powodu wysokich cen nośników energii. W takich przypadkach oszczędności jakie można uzyskać, stosując harmonogramy grzania i zdalne sterowanie poszczególnymi głowicami, mogą być znaczące. Pozostaje mieć nadzieję, że głowice Liljebagge pojawią się w polskich sklepach nieco szybciej niż w styczniu przyszłego roku.

  • Packard Bell wraca do gry. Acer ma na niego nowy pomysł

    Packard Bell wraca do gry. Acer ma na niego nowy pomysł

    Packard Bell, marka z niemal stuletnią historią, powraca na rynek w zupełnie nowej odsłonie. Należąca do Grupy Acer firma powraca w nowym wcieleniu, kierując się nową filozofią „Tech it easy”. To linia produktów skierowana do użytkowników poszukujących technologii, które pozwolą im się wyróżnić i są idealne w swojej prostocie.

    Historia Packard Bell sięga 1926 roku, kiedy to firma rozpoczęła działalność w Los Angeles od produkcji radioodbiorników. Z biegiem lat marka rozszerzyła swoją działalność na rynek telewizorów oraz komputerów. Jej wspólnym mianownikiem przez dekady była próba udostępniania nowych technologii możliwie szerokiemu gronu odbiorców.

    Packard Bell w nowym wydaniu stawia na prostotę

    Po stu latach marka wraca z podobnym założeniem, ale kieruje je do zupełnie nowego pokolenia. Hasło „Tech it easy” ma, zdaniem przedstawicieli firmy, podkreślać, że elektronika nie powinna być bardziej skomplikowana, niż wymaga tego życie. Zmiana podejścia obejmuje też odświeżoną identyfikację wizualną marki.

    Packard Bell dąży do odejścia od chłodnego języka specyfikacji technicznych. Zamiast tego stawia na wyróżniające się kolory, prostą komunikację i produkty ukazane w naturalnych sytuacjach. Pomarańczowy, fioletowy, zielony i żółty mają stać się charakterystycznymi barwami nowej generacji urządzeń Packard Bell.

    DotBook to początek większej kolekcji

    Najważniejszym produktem pierwszej fali nowego Packard Bell jest DotBook. Laptop z 14,5-calowym ekranem zaprojektowano z myślą o podstawowych zastosowaniach: pracy, przeglądaniu internetu oraz streamingu. Jego konstrukcja nawiązuje do czasów, gdy niewielkie komputery Packard Bell trafiały do coraz większej liczby domów.

    Czytaj dalej poniżej


    W tym sprzęcie baterii nie będziesz musiał ładować. Testy na świni zadziwiły świat

    Laptop jest jednak tylko jednym elementem nowej strategii. W ofercie znalazły się również urządzenia audio, mobilne oraz akcesoria. Na start dostajemy także DotLoop: gramofon winylowy w obudowie przypominającej walizkę. DotTune to kompaktowy głośnik przeznaczony do codziennego słuchania muzyki. Kolekcję uzupełniają DotBass, czyli kolorowe słuchawki.

    Miłośników bardziej klasycznych telefonów może zainteresować DotLine: urządzenie 4G stworzone z myślą o rodzinach i osobach, które chcą ograniczyć swoją zależność od smartfonów. Z kolei DotLook to okulary audio, umożliwiające słuchanie muzyki oraz prowadzenie rozmów bez słuchawek dousznych i dodatkowego ekranu.

    Nasze biurka możemy wzbogacić o DotCombo, czyli wyróżniający się zestaw klawiatury i myszy oraz DotShine: pierścieniową lampę stworzoną z myślą o streamerach.

    Acer zapewnia marce techniczne zaplecze

    Powrót Packard Bell nie ogranicza się wyłącznie do własnych produktów. Marka rozpoczyna również współpracę z partnerami. Jednym z pierwszych jest startup Steasy, z którym stworzono połączoną miniaturową parownicę do ubrań. To sygnał, że Packard Bell ma na celu stopniowe wychodzenie poza komputery i elektronikę użytkową, coraz mocniej kierując się ku lifestyle’owi.

    Pierwsze urządzenia Packard Bell mają trafić do sprzedaży w Europie w już we wrześniu. Ceny zaczynają się od 29 euro (słuchawki DotBass), DotCombo i DotShine kosztują 39 euro, natomiast komputer DotBook ma cenę 499 euro. Polskie ceny nie są na ten moment znane.

    Powrót Packard Bell pokazuje, że Acer chce wykorzystać rozpoznawalność historycznej marki do stworzenia bardziej kolorowej i lifestyle’owej linii elektroniki. „Tech it easy” nie jest więc jedynie nowym sloganem, ale próbą pozycjonowania marki jako alternatywy dla coraz bardziej skomplikowanych urządzeń: prostszej, bardziej przystępnej i mocniej nastawionej na codzienne scenariusze.

  • HUAWEI odpala jesienną ofensywę. Nowe zegarki i słuchawki wchodzą do polskich sklepów

    HUAWEI odpala jesienną ofensywę. Nowe zegarki i słuchawki wchodzą do polskich sklepów

    HUAWEI wchodzi w jesień z szeroką gamą nowych urządzeń ubieralnych, koncentrując się na dłuższym czasie pracy, bardziej zaawansowanych funkcjach zdrowotnych i sportowych oraz lepszej jakości dźwięku.

    Producent oficjalnie zaprezentował nową serię zegarków WATCH GT 7 oraz WATCH 6, a także innowacyjne słuchawki FreeBuds Neo, które przyciągają uwagę swoim designem. Zegarki przypadną do gustu entuzjastom aktywnego stylu życia. Oferują bogaty zestaw funkcji sportowych oraz zaawansowane rozwiązania do monitorowania zdrowia i snu, a wszystko to zostało wzbogacone nowoczesnym wyglądem i innowacyjnymi technologiami.

    HUAWEI WATCH GT 7. Sport ponad wszystko

    Smartwatch HUAWEI WATCH GT 7 dostępny jest w dwóch rozmiarach: 46 mm oraz 41 mm. Oba modele wyróżniają się ekranem AMOLED o przekątnej odpowiednio 1,47 i 1,32 cala, z maksymalną jasnością wynoszącą 3000 nitów, co z pewnością ułatwi odczytywanie informacji nawet w pełnym słońcu. Większy model może działać do 21 dni przy lekkim użytkowaniu oraz do 12 dni przy standardowym korzystaniu z większości funkcji, natomiast mniejszy model wytrzymuje odpowiednio do 14 i 7 dni na jednym ładowaniu.

    Ten model skierowany jest przede wszystkim do sportowców oraz miłośników aktywności fizycznych. W systemie wprowadzono wskaźnik Physical Readiness, który ocenia poziom regeneracji organizmu. Zegarek dostarcza również rozbudowane tryby narciarskie z mapami ponad 3000 ośrodków oraz dokładniejsze śledzenie tras. Dla rowerzystów przewidziano informacje o nadchodzących podjazdach oraz ostrzeżenia przed ostrymi zakrętami.

    Zegarek dostępny jest w sprzedaży już dzisiaj w specjalnej ofercie trwającej od 2 września do 18 października 2026 r. Zarówno model 46 mm, jak i 41 mm oferowane są w obniżonej cenie o 200 zł, co oznacza koszt 999 zł. Na kupujących czekają także dodatkowe atrakcje, które mogą się różnić w zależności od sklepu.

    Czytaj dalej poniżej


    Garmin ma się czego bać? Huawei ma nowy zegarek dla biegaczy

    HUAWEI WATCH GT 7 Pro dla bardziej wymagających

    Najbardziej zaawansowanym modelem w nowej serii jest HUAWEI WATCH GT 7 Pro, który dostępny jest wyłącznie w rozmiarze 46 mm. Zegarek otrzymał kopertę ze stopu tytanu klasy lotniczej, trójwymiarowy ceramiczny bezel oraz szafirowe szkło chroniące ekran. Wyświetlacz osiąga maksymalną jasność 3000 nitów, a konstrukcja spełnia normy IP69 oraz 5 ATM. Producent wprowadził również utwardzone powłoki na kopercie oraz elementach najbardziej narażonych na uszkodzenia.

    Wariant Pro mocno stawia na sporty outdoorowe. Nowa krzemowa bateria pozwala na pracę zegarka przez nawet 21 dni, a w trybach intensywnego korzystania z lokalizacji osiąga znacznie lepsze wyniki niż poprzednie modele. W trybie biegu terenowego czas działania wydłużono z 40 do 51 godzin, co umożliwia rejestrowanie tras wynoszących aż 160 km. Podczas jazdy na rowerze WATCH GT 7 Pro może pracować przez ponad 40 godzin, co według HUAWEI przekłada się na rejestrowanie aktywności na dystansie ponad 600 km.

    Zegarek już dzisiaj trafia do sprzedaży w specjalnej ofercie trwającej od 2 września do 18 października 2026 r. Wszystkie wersje kolorystyczne będą dostępne taniej o 200 zł, czyli za 1499 zł. Na kupujących czekają także dodatkowe atrakcje, które mogą różnić się w zależności od sklepu.

    HAUWEI WATCH 6 idzie w zdrowie, FreeBuds Neo w dźwięk

    Na rynku pojawi się również HUAWEI WATCH 6, dostępny w rozmiarach 42 i 46 mm, a także WATCH 6 Pro w rozmiarach 43 i 46 mm. Wszystkie modele wyposażono w szafirowe szkło, a wersje Pro charakteryzują się solidniejszą obudową oraz ekranem osiągającym jasność do 3500 nitów. Najważniejszą innowacją jest ulepszony czujnik X-TAP 2.0 z 20 poziomami czułości nacisku oraz 12-kanałowym modułem PPG. Funkcja Health Glance analizuje 11 parametrów w 60 sekund, a zegarek jest również w stanie dostarczyć poranny raport zdrowotny oraz ocenę gotowości organizmu. Seria umożliwia jednoczesne połączenie dwóch smartfonów, nawet działających na różnych systemach operacyjnych.

    Informacje o cenach i dostępności zegarków HUAWEI WATCH 6 w naszym kraju są już wkrótce planowane do ogłoszenia! Można się również spodziewać oferty specjalnej dla tego modelu.

    HUAWEI zaprezentował także swoje najnowsze słuchawki dokanałowe. FreeBuds Neo są wyraźnie mniejsze od pozostałych modeli w ofercie firmy. Ważą około 4,9 g, obsługują Bluetooth 6.0, LDAC oraz dźwięk Hi-Res. Adaptacyjne ANC osiąga średnią głębokość redukcji hałasu wynoszącą 30 dB, a trzy mikrofony z VPU poprawiają jakość rozmów. Słuchawki działają do 10 godzin bez ANC, 6,5 godziny z włączoną redukcją hałasu i do 38 godzin razem z etui. W Polsce kosztują 549 zł, ale do 18 października cena promocyjna wynosi 449 zł.

  • Zestaw Lego PlayStation już w sklepach. Mamy pierwsze zdjęcie

    Zestaw Lego PlayStation już w sklepach. Mamy pierwsze zdjęcie

    Miłośnicy retro-gamingu oraz kultowych duńskich klocków mają powody do ogromnego zachwytu.

    Do oficjalnego debiutu pozostało już niewiele czasu, premiera zaplanowana jest na 1 października 2026 roku. Jednak w sieci już pojawiły się pierwsze zdjęcia prezentujące nadchodzący, niezwykle wyczekiwany zestaw LEGO Sony PlayStation. Produkt o numerze katalogowym 72306 został niespodziewanie odkryty na półkach sklepowych przez jednego z członków znanej społeczności kolekcjonerskiej Brick Tap. Tego typu wyciek wyraźnie wskazuje, że producent rozpoczął już pierwsze wysyłki do oficjalnych sklepów oraz partnerów handlowych, aby zdążyć przed październikową premierą. Projekt ten stanowi wspaniałą odpowiedź na rosnącą popularność urządzeń z epoki 32-bitowców i dołącza do flagowej linii modeli skierowanych do dorosłych pasjonatów technologii oraz historii gier wideo.

    Specyfikacja, detale i drobna ironia losu

    Głównym elementem zestawu jest niezwykle wiernie odwzorowana bryła pierwszej generacji konsoli PlayStation, zachowana w charakterystycznej, szarej kolorystyce. Cała konstrukcja składa się z aż 1911 klocków, co zwiastuje długie godziny satysfakcjonującego budowania. Projektanci zadbali o mnóstwo mechanicznych szczegółów; konsola posiada funkcjonalny mechanizm otwierania klapy napędu optycznego CD, wsuwane karty pamięci Memory Card oraz odłączany, klasyczny przewodowy kontroler.

    Co ciekawe, dociekliwi fani retro szybko wychwycili pewien humorystyczny akcent i lekką ironię ze strony projektantów. W zestawie otrzymujemy bowiem klasyczny, pierwotny pad bez gałek analogowych. Tymczasem dołączone do zestawu dwie miniaturowe dioramy, które można wyjmować i eksponować osobno, przedstawiają sceny z kultowych gier: Gran Turismo oraz Ape Escape. Ta ostatnia była historycznie pierwszą produkcją na rynku, która do uruchomienia bezwzględnie wymagała nowszego kontrolera DualShock z drążkami analogowymi!

    Sugerowana cena katalogowa tego kolekcjonerskiego zestawu wynosić ma 160 dolarów, co w bezpośrednim przeliczeniu na rodzimą walutę daje kwotę około 600 złotych. Jako dodatkową zachętę dla najszybszych kupujących, do pierwszych egzemplarzy ma być dołączany darmowy minizestaw z wizerunkiem uwielbianego Astro Bota, współczesnej maskotki platformy Sony. Dla każdego, kto dorastał w dobie przełomu tysiącleci, ten zestaw bez wątpienia okaże się obowiązkową pozycją na półce.

    Czytaj dalej poniżej


    Nowe LEGO Star Wars to prawdziwy gigant. Cena też powala
  • MSI rozdaje darmowe gry na Gamesplanet. Oto, co zrobić, aby ją otrzymać

    MSI rozdaje darmowe gry na Gamesplanet. Oto, co zrobić, aby ją otrzymać

    Promocja MSI i Gamesplanet w Polsce

    MSI oraz Gamesplanet zapraszają do udziału w wyjątkowej promocji, skierowanej do osób, które aktualnie budują lub modernizują swoje komputery.

    Zakup i nagrody

    W ramach akcji, dokonując zakupu jednej z wybranych płyt głównych lub obudów, będzie można odebrać jedną z pięciu dostępnych gier. To doskonała okazja, aby wzbogacić swój zestaw sprzętowy, a równocześnie zyskać nową grę.

    Ograniczona liczba nagród

    Jednak warto się pospieszyć! Liczba nagród jest ograniczona, więc nie przegapcie szansy na skorzystanie z tej atrakcyjnej oferty.

  • DLSS 5 mnie przeraża. Nie chcę tak wyglądających gier

    DLSS 5 mnie przeraża. Nie chcę tak wyglądających gier

    DLSS 5 wprowadza grafikę w grach na zupełnie nowy poziom. Niestety, nie jest to odpowiedni kierunek.

    Gracze zdołali zdobyć testową wersję technologii DLSS 5 przed jej oficjalną premierą, co zaowocowało falą filmów i zrzutów ekranu ze „zaktualizowanych” gier. Jeżeli to ma być wizja grafiki przyszłości, czuję, że to nie jest dobry kierunek.

    DLSS 5 jest piękne? No, nie do końca

    DLSS 5 ma potencjał, by wprowadzić graficzną jakość gier na nowy, wyższy poziom. Jednak przyglądając się, jak ta technologia działa (na chwilę obecną), mam poważne wątpliwości co do jej przyszłości. Gdy gracze zaczęli eksperymentować z niedostępną jeszcze wersją narzędzia od Nvidii, liczba testów wzrosła, co dało wiele odpowiedzi na pytanie, do czego tak naprawdę jest zdolny nowy DLSS. Osobiście uważam, że efekty bywają alarmujące.

    Nie jestem w tej opinii odosobniony — niektóre przeprowadzone testy przez twórców modów spotkały się z falą krytyki ze strony licznych graczy. Z jednej strony, mamy do czynienia z nową jakością realizmu wizualnego, z drugiej – pojawiają się znaczne niedociągnięcia, które są moim zdaniem kluczowym problemem. Przyjrzyjmy się temu bliżej.

    Technologia DLSS 5 stara się wprowadzić „hiperrealizm” do każdej gry, korzystając z mocy generatywnego AI. Rezultatem tego są postacie z bardzo generycznymi (choć niekiedy realistycznymi) twarzami, które często nie pasują do otoczenia i sytuacji w grze. Jako przykład można podać Halo, które po zastosowaniu DLSS 5 przypomina dziwne, niskiej jakości filmy stworzone na licencji danej gry – mam na myśli te kiepskie produkcje, które nastawione są na szybkie wyciągnięcie pieniędzy od fanów danego uniwersum.

    Czytaj dalej poniżej


    Technika NVIDIA DLSS 4 i karty GeForce RTX serii 50 to nowa era płynności w grach

    Jednak to tylko Halo, stosunkowo neutralny shooter. Sytuacja staje się gorsza, gdy technologia jest implementowana w grach o unikalnej stylistyce, gdzie deweloperzy w ogóle nie dążyli do realizmu. Kiedy zderzają się ze sobą dwie zupełnie różne wizje graficzne, efekty mogą być katastrofalne, a czasem wręcz odrażające:


    Gracze na portalu X zgodnie stwierdzili, że rezultaty w takich grach jak powyżej są groteskowe, brzydkie i w żaden sposób nie stanowią poprawy wizualnej, lecz wręcz ją pogarszają. To jeden z największych problemów technologii od Nvidii. O ile w grach stawiających na realizm takie turbo doładowanie grafiki ma sens, to w przypadku wielu innych produkcji DLSS 5 de facto dewastuje artystyczną wizję twórców, co jest całkowitym zaprzeczeniem gier jako medium artystycznego. Czy można sobie wyobrazić Clair Obscure: Expedition 33 w ultra-realistycznej oprawie? Doskonale wiemy, że ta gra zbudowała część swojej tożsamości na stylu graficznym, który wcale nie dążył do odwzorowania rzeczywistego świata – wręcz przeciwnie.

    Warto również podkreślić, że DLSS 5, mimo swoich ultra-realistycznych pomysłów, nie poprawia wydajności. Wręcz przeciwnie, generatywne AI, które ma na celu tworzenie… tego „czegoś”, wcale nie jest obojętne dla naszych podzespołów i potrafi znacząco obniżyć liczbę klatek na sekundę. Na chwilę obecną technologia ta będzie zarezerwowana wyłącznie dla najpotężniejszych zestawów komputerowych, działając jak funkcja eksperymentalna. Zdecydowanie nie jestem przekonany co do osiągnięć DLSS 5 i mam poważne obawy co do kierunku, w jakim zmierza grafika w grach wideo. Cieszy jedynie fakt, że wielu graczy podziela moje zdanie, co może skłonić Nvidię i inne firmy technologiczne do przemyślenia swojego podejścia.

  • Garmin Fenix 7 Pro i 8 w rekordowo niskich cenach. Widać efekt Fenixa 9

    Garmin Fenix 7 Pro i 8 w rekordowo niskich cenach. Widać efekt Fenixa 9

    Premiera najnowszej generacji smartwatchy z serii Garmin Fenix 9 wzbudziła duże zainteresowanie wśród entuzjastów sportowych zegarków, a dla łowców okazji oznacza ona coś jeszcze lepszego – obniżki cen dotychczasowych modeli.

    Jeśli planujecie zakup zaawansowanego zegarka multisportowego, to właśnie nadszedł idealny moment. W popularnych sieciach elektromarketów wystartowały atrakcyjne promocje, dzięki którym flagowe urządzenia z serii Fenix 7 Pro oraz Fenix 8 można nabyć w znacznie niższych cenach.

    Garmin Fenix 7 Pro w atrakcyjnej cenie

    W sklepie Euro RTV AGD zegarek Garmin Fenix 7 Pro w wersji z kopertą 47 mm dostępny jest obecnie za 1799 złotych, bez potrzeby korzystania z dodatkowych kodów czy kuponów. Wybierając opcję zakupu na raty, cena spada o dodatkowe 120 złotych dzięki promocji „2 raty gratis”. Fenix 7 Pro to wciąż doskonały sprzęt, który oferuje ekran Memory-in-Pixel z ładowaniem solarnym, czytelny nawet w intensywnym słońcu. Zegarek wyposażony jest w nowoczesny optyczny czujnik tętna Elevate 5 z funkcją pomiaru EKG, wbudowaną latarkę LED, wielopasmowy GPS o niezwykłej dokładności oraz pełen zestaw map TopoActive. To sprawdzony model, który imponuje czasem pracy na baterii, sięgającym wielu tygodni.

    Garmin Fenix 8 – zaskakujące obniżki

    Interesująca oferta pojawiła się także w sieci Media Markt, gdzie można zakupić nowsze modele z rodziny Garmin Fenix 8 w obniżonych cenach. Wymaga to jednak nieco więcej zaangażowania, ponieważ aby uzyskać korzystną cenę, należy skorzystać z dwóch promocji. Pierwsza z nich to obniżka o 10% przy zakupie dwóch przedmiotów biorących udział w promocji, na przykład plakatu za 1,99 zł. Dodatkowo, rejestrując swój email w newsletterze, zyskujecie 3000 punktów, które można wymienić na kupon o wartości 30 złotych.

    Dzięki temu, wersja z kopertą 47 mm dostępna jest za niespełna 2671 złotych, natomiast większy wariant 51 mm kosztuje niecałe 3031 złotych. Ósma generacja przyniosła ogromny skok technologiczny, wprowadzając jasny ekran AMOLED, wbudowany głośnik i mikrofon do prowadzenia rozmów głosowych oraz wydawania komend, a także pełną wodoodporność oraz indukcyjne przyciski umożliwiające bezpieczne nurkowanie do głębokości 40 metrów. Model 51 mm wyróżnia się imponującym czasem pracy na jednym ładowaniu, osiągając nawet do kilkunastu dni ciągłego użytkowania pomimo zastosowania ekranu AMOLED.

    Garmin Fenix 8 Pro – najwyższa półka

    Dla osób poszukujących łączności inReach/LTE oraz obudowy z szafirowym szkłem, świetną okazją jest Garmin Fenix 8 Pro w rozmiarze 51 mm, wyceniony na niespełna 3625 złotych. Wersja Pro podnosi poprzeczkę jeszcze wyżej, dodając do doskonałych funkcji standardowej „ósemki” pełny moduł łączności satelitarnej inReach oraz technologię LTE. Rozwiązanie to pozwala na przesyłanie wiadomości tekstowych, udostępnianie pozycji w czasie rzeczywistym oraz wysyłanie sygnałów SOS do służb ratunkowych bezpośrednio z poziomu zegarka, całkowicie niezależnie od smartfona. To absolutny szczyt możliwości w kategorii zegarków wyprawowych.

    Niezależnie od tego, czy wybierzecie bardziej budżetowego Feniksa 7 Pro, nowoczesnego Feniksa 8 z wyświetlaczem AMOLED i głośnikiem, czy satelitarną wersję Pro, każdy z tych zegarków oferuje zaawansowaną analitykę treningową, status gotowości treningowej, monitoring zdrowia oraz niezrównaną trwałość. Oferowane obecnie zniżki sprawiają, że inwestycja w starsze generacje stała się opłacalna jak nigdy dotąd.

  • Stadion Legii Warszawa trafia do FC27. To pierwszy polski obiekt w tej grze

    Stadion Legii Warszawa trafia do FC27. To pierwszy polski obiekt w tej grze

    Polski moment w wirtualnej piłce nożnej

    Polscy gracze oraz miłośnicy wirtualnej piłki nożnej doczekali się momentu, na który czekali od lat.

    Pełna licencja na Stadion Miejski Legii Warszawa

    W najnowszej odsłonie popularnej gry EA Sports, FC 27, po raz pierwszy w historii serii zadebiutuje w pełni licencjonowany polski obiekt klubowy – Stadion Miejski Legii Warszawa im. Marszałka Józefa Piłsudskiego. To przełomowy krok dla krajowej społeczności gamingowej, ponieważ pomimo obecności PKO BP Ekstraklasy w grze od blisko dwóch dekad, polskie drużyny dotychczas musiały korzystać z generowanych fikcyjnych aren do rozgrywania swoich meczów domowych.

    Realizm dzięki nowoczesnym technologiom

    Przeniesienie stadionu przy ulicy Łazienkowskiej 3 do wirtualnego świata to efekt pogłębionej współpracy między warszawskim klubem a deweloperem. Aby osiągnąć najwyższy poziom realizmu, inżynierowie EA Sports zastosowali zaawansowane technologie skanowania przestrzennego 3D. Dzięki temu w grze wiernie odwzorowano nie tylko architekturę trybun i charakterystyczny dach, ale również detale otoczenia, oświetlenie meczowe oraz murawę. Dodatkowo, dopełniono warstwę wizualną dzięki dedykowanym nagraniom audio, które wprowadzają autentyczny klimat meczowy, w tym unikalne przyśpiewki kibiców i klubowy hymn.

    Immersja w grze

    Oficjalne partnerstwo to jednak nie tylko aspekt architektoniczny stadionu. Twórcy gry zadbali także o trójwymiarowe skany twarzy kluczowych zawodników stołecznej drużyny, co znacząco podnosi immersję podczas powtórek i sekwencji filmowych. Co ciekawe, FC 27 wprowadza rewolucję w całej serii, oferując udoskonalony silnik graficzny oraz zaawansowaną fizykę opartą na sztucznej inteligencji, która jeszcze dokładniej odzwierciedla zachowanie piłki oraz biomotorykę graczy. Dodatkowo, w tegorocznej edycji wprowadzono zupełnie nowy, otwarty tryb interaktywny „The Grounds”, który umożliwia swobodną eksplorację i rywalizację w przestrzeniach wokół obiektów sportowych.

    Promocja polskiej piłki nożnej

    Obecność stadionu Legii w globalnym tytule, który bawi miliony fanów na całym świecie, stanowi doskonałą promocję dla całej polskiej piłki nożnej. To także wyraźny sygnał od twórców gier, że rynek w Europie Środkowo-Wschodniej zyskuje na znaczeniu. Możliwość prowadzenia ulubionej drużyny na wiernie odwzorowanym, domowym obiekcie w trybie kariery czy rozgrywkach sieciowych to nowa jakość, która bez wątpienia przyciągnie przed ekrany tłumy krajowych kibiców.

  • Słabe WiFi? Oto, co blokuje jego sygnał

    Słabe WiFi? Oto, co blokuje jego sygnał

    Co może blokować sygnał WiFi w Twoim mieszkaniu? Mamy kilku winowajców.

    Nie zawsze niska jakość sieci WiFi w mieszkaniu jest wynikiem słabego dostawcy. Często problem leży znacznie bliżej i to my możemy samodzielnie go rozwiązać. Okazuje się, że w naszych domach znajduje się wiele urządzeń, które skutecznie blokują sygnał WiFi. Które z nich są największym problemem? Przeanalizujmy to.

    Słabe WiFi to nie zawsze wina operatora

    Zwykle gorszą jakość internetu w mieszkaniu utożsamiamy z problemami po stronie operatora lub dostawcy. Słabszy transfer, przerywany sygnał czy zła jakość połączenia – czasem faktycznie jest to wina firmy, z którą podpisaliśmy umowę, lecz nie zawsze. Okazuje się, iż problemy mogą leżeć po naszej stronie, a konkretniej w układzie naszego mieszkania. Nie chodzi jedynie o miejsce, w którym trzymamy router. Nasze domy są pełne urządzeń i sprzętów, które skutecznie blokują sygnał WiFi, co znacząco obniża komfort korzystania z internetu. Jak zatem poradzić sobie z tym problemem? Należy w pierwszej kolejności zidentyfikować, co negatywnie wpływa na jakość sieci bezprzewodowej w naszym Lokum.

    Oto lista przedmiotów i mebli, które mogą wpływać negatywnie na sygnał WiFi w naszym domu:

    Kuchenki mikrofalowe

    Popularne mikrofalówki działają na tym samym paśmie (2,4 GHz), co starsze sieci WiFi. Zazwyczaj są one dobrze ekranowane, co zapobiega wydostawaniu się fal i energii na zewnątrz, jednak w przypadku starych i zużytych modeli te mogą emitować sygnał do otoczenia. Jak można się domyślić, będzie to przeszkadzało w odpowiednim rozprzestrzenianiu się sygnału WiFi w naszym domu.

    Akwaria i gęste materiały

    Woda ma doskonałe właściwości w pochłanianiu sygnałów oraz absorbowaniu energii fal radiowych. Duże akwarium w pobliżu routera (lub na drodze jego fal) realnie zakłóca jego pracę, a urządzenia korzystające z internetu znajdujące się za zbiornikiem wody będą narażone na znacznie gorszy sygnał. Podobny efekt mają gęste materiały budowlane, takie jak beton i cegła.

    Lustra i telewizory

    To kolejna fizyczna bariera, która osłabia sygnał emitowany przez nasz router. Duże powierzchnie ze szkła czy metalu mogą odbijać fale, przez co te kierują się w inne strony i ostatecznie docierają do miejsca docelowego osłabione lub wcale tam nie docierają. Warto o tym pamiętać, planując wieszanie luster w naszym mieszkaniu.

    Inne problemy? Czynniki zewnętrzne i wewnętrzne

    Jakość naszego internetu bezprzewodowego jest uzależniona nie tylko od mebli i układu pomieszczeń, ale także od liczby podłączonych urządzeń. Im więcej sprzętów korzystających z internetu, tym większe ryzyko przeciążenia sieci. Szczególnie, gdy nasze WiFi działa na oryginalnym routerze dostarczonym przez operatora. Tego typu sprzęt, które zazwyczaj jest dołączany do umowy, z reguły nie jest najwyższej jakości i może z powodzeniem obsługiwać podstawowe zastosowania, lecz ma trudności podczas streamingu, pobierania gier i obsługi wielu urządzeń jednocześnie. Osobiście postanowiłem schować router od operatora do szafy i zainwestowałem w znacznie lepszy model. Jakość internetu natychmiast wzrosła.

    Jeśli chodzi o zewnętrzne czynniki wpływające na jakość WiFi, oznaczenie ma także pogoda. Ekstremalne upały czy mrozy mogą nie spowalniać fal w naszych mieszkaniach, ale z pewnością wpływają na infrastrukturę naszego dostawcy. Skrajne temperatury mogą prowadzić do uszkodzeń, co z kolei odczujemy podczas korzystania z internetu w domu. W takiej sytuacji ciężko więc obwiniać operatora – nie tylko jego infrastruktura jest narażona na problemy w wymagających warunkach.

  • Serial Harry Potter z pierwszym zwiastunem. Jest też data premiery

    Serial Harry Potter z pierwszym zwiastunem. Jest też data premiery

    HBO Max opublikowało pierwszy oficjalny zwiastun nadchodzącej serialowej adaptacji przygód młodego czarodzieja.

    Pierwszy sezon, zatytułowany po prostu „Harry Potter i Kamień Filozoficzny”, zadebiutuje na platformie w okresie Bożego Narodzenia, stając się bez wątpienia największym wydarzeniem popkulturowym tego roku. Nadchodząca produkcja Warner Bros. Discovery nie jest jedynie zwykłym remake’iem kultowej serii kinowej. Twórcy postawili sobie za cel stworzenie widowiska, które ma wyznaczyć nowe standardy w branży streamingu. Serial kręcony jest przy użyciu najnowocześniejszych kamer, a efekty specjalne generowane są w natywnej rozdzielczości 8K. Zastosowanie technologii Virtual Production pozwoliło na zaktualizowanie wyglądu Hogwartu i okolicznych miejsc z niemal fotorealistyczną dbałością o detale.

    W zwiastunie wyraźnie widać, jak nowoczesne technologie i systemy operowania światłem nadały magii zupełnie nowy wymiar jakościowy. Sama fabuła pierwszego sezonu ma być znacznie wierniejsza literackiemu oryginałowi J.K. Rowling niż film z 2001 roku. Dzięki formatowi wieloodcinkowemu scenarzyści zyskali przestrzeń na przedstawienie wątków, postaci oraz sekretów zamku, na które wcześniej po prostu zabrakło czasu w dwugodzinnym seansie kinowym.

    Świeże twarze i ogromne oczekiwania

    Oprócz zaplecza technicznego uwagę przykuwa obsada, która zmierzy się z legendą legendarnego trio. W role Harry’ego, Rona i Hermiony wcielą się debiutujący na tak dużą skalę młodzi aktorzy: Dominic McLaughlin, Alastair Stout oraz Arabella Stanton. Towarzyszyć im będą uznane gwiazdy światowego kina, w tym John Lithgow jako profesor Dumbledore oraz Nick Frost w roli uwielbianego przez fanów Rubeusa Hagrida.

    Decyzja o premierze w okresie świątecznym to ze strony HBO Max przemyślana strategia. Grudzień od lat sprzyja rodzinnym seansom przed ekranami telewizorów, a nowy „Harry Potter” ma stać się głównym motorem napędowym platformy, pokazując możliwości nowej generacji domowego kina.

    Czytaj dalej poniżej

    Nowe LEGO Harry Potter. Prawie 3500 elementów i opad szczęk gwarantowane