Kategoria: Wiadomości

  • Lidl kokietuje kierowców. Masa przydatnego sprzętu na promocji

    Lidl kokietuje kierowców. Masa przydatnego sprzętu na promocji

    Jesień zbliża się wielkimi krokami, co oznacza, że warunki na drogach będą coraz trudniejsze. Lidl przygotował szereg ofert, które pomogą Ci stawić czoła nawet największym wyzwaniom, w tym niskim temperaturom.


    Każdy kierowca wie, że niektóre awarie pojazdu mogą pojawić się w najmniej odpowiednim momencie. Rozładowany akumulator, niskie ciśnienie w oponach czy nagła potrzeba sprawdzenia instalacji elektrycznej potrafią skutecznie zepsuć dzień. Lidl.pl przygotował promocję na sprzęt ULTIMATE SPEED, który okaże się przydatny zarówno w garażu, jak i w trasie.

    Lidl wyprzedaje sprzęt dla kierowców

    Jednym z produktów, na który warto zwrócić uwagę, jest mobilny rozrusznik UMAP 12000 C4, który został przeceniony z 249 zł na 179 zł. To urządzenie 2 w 1, ponieważ obok funkcji awaryjnego uruchamiania samochodu, może być też używane jako powerbank. Producent deklaruje prąd impulsowy na poziomie około 500 A przy 12 V. W trybie USB dostępna pojemność wynosi 6650 mAh. Tańszą alternatywą jest prostownik ULGD 5.0 E4, którego cena spadła z 69,99 zł do 49,99 zł. Urządzenie obsługuje akumulatory 6- i 12-woltowe o pojemności od 1,2 do 120 Ah. Wyposażone jest w mikroprocesorowe sterowanie, cztery programy ładowania, tryb zimowy oraz funkcję ładowania impulsowego.

    Dla osób poszukujących bardziej rozbudowanego sprzętu, Lidl oferuje ULTIMATE SPEED ULG 17 B2 za 179 zł, zamiast 249 zł. To urządzenie nie tylko ładowarka – zawiera także tester akumulatora i alternatora oraz funkcję wspomagania rozruchu. Maksymalny prąd ładowania wynosi 6 A dla samochodów osobowych i 17 A dla dostawczych.

    W ofercie znalazła się również pompa oleju UOP 12 C1, przeceniona z 74,99 zł na 44,99 zł. Jest zasilana z instalacji 12 V samochodu i służy do wypompowywania oleju silnikowego, napędowego oraz opałowego. Producent podaje wydajność około 0,2 l/min dla oleju silnikowego oraz do 1,5 l/min w przypadku oleju napędowego.

    Czytaj dalej poniżej

    Lidl nadal świętuje. Sprzęt Parkside w obniżonych cenach

    Mini sprężarka UMK 10 E4 jest dostępna w cenie 49,99 zł zamiast 59,99 zł. Kompresor zasilany z gniazda 12 V osiąga maksymalne ciśnienie 10,3 bara i przepływ powietrza do 22 l/min. Najbardziej uniwersalnym produktem w tej ofercie jest powerbank z kompresorem UPK 10 H5, którego cena spadła z 299 zł do 249 zł. Urządzenie łączy kilka funkcji: może działać jako powerbank, kompresor, rozrusznik samochodowy oraz latarka. Wbudowany akumulator ma pojemność 44,8 Wh, a funkcja rozruchowa może dostarczyć chwilowy impuls o natężeniu do 200 A.

  • ChatGPT wybrał się na przejażdżkę autem. Egzaminu na „prawko” by jednak nie zdał

    ChatGPT wybrał się na przejażdżkę autem. Egzaminu na „prawko” by jednak nie zdał

    GPT-6 Astra stanął obok czterech testowanych na torze parkingowym modeli i jako jedyny go ukończył, kierując prawdziwym autem. Nikt nie zginął, auto nie wyrwało się z toru i nie ruszyło na ulice. Ale są pewne niuanse, na które trzeba zwrócić uwagę.

    Ludzie z projektu DrivingBench sprawdzili, czy duży model językowy (LLM), taki jak GPT-6, będzie w stanie wykorzystać swoje zdolności do kierowania rzeczywistym pojazdem. Testy polegały na przekazaniu kontroli nad Toyotą Corollą modelom i wyznaczeniu trasy za pomocą pachołków na parkingu. Najlepszym rezultatem okazał się model GPT-6 Astra, który podczas udanego przejazdu osiągnął średnią prędkość wynoszącą około 1,5 kilometra na godzinę. Może się to wydawać nieco komiczne, ale warto zauważyć, że żaden z tych LLM-ów nie był pierwotnie trenowany do prowadzenia pojazdów. Do tego celu istnieją specjalistyczne mechanizmy montowane w pojazdach, takie jak te w Tesli, a także obecne we flotach Waymo oraz Ubera.

    Model językowy wziął się za jazdę autem

    W eksperymencie model był wspierany przez dodatkowe oprogramowanie oraz sprzęt pomocniczy. Badacze wykorzystali urządzenie comma four z oprogramowaniem openpilot, komputer przenośny oraz telefon, aby zapewnić pojazdowi łączność z modelem wykonującym obliczenia w chmurze. Obrazy z kamer oraz dane o ruchu były przekazywane bezpośrednio do modelu, który wydawał polecenia dotyczące kierunku jazdy oraz otwarcia przepustnicy. System pośredniczący przekładał komendy modelu bezpośrednio na sterowanie pojazdem, komunikując się z nim przez magistralę CAN, omijając fizyczną kierownicę, manetki itp.

    Jednakże, modele napotkały trudności w odczytywaniu przebiegu trasy. Często myliły, po której stronie pachołków znajduje się ich tor jazdy, co jest dość interesujące. Większość prób kończyła się przed pierwszym zakrętem, chociaż model Fable 5.1 dotarł mniej więcej do połowy toru. Astra zakończyła swoją pierwszą próbę w okolicach połowy toru, ale za drugim razem udało jej się pokonać pełną trasę.

    Taki model nie zdałby egzaminu na prawo jazdy

    LLM-y nie są przystosowane do podejmowania szybkich decyzji w czasie rzeczywistym. Astra wywoływała obrazy z kamer co pięć lub sześć sekund. Skąd to wynika? Głównie z jej trybu myślenia, co nie jest zaskakujące. W jednej z prób model Claude poruszał się zaledwie przez 31 z 190 sekund; pozostały czas spędzał na analizowaniu sytuacji. Zdecydowanie, taki model nie nadawałby się do ruchu ulicznego: zanim zdążyłby się włączyć do ruchu, mogłoby na niego spaść noc. Nic dziwnego, że żaden z LLM-ów nie uciekł z toru parkingowego w kierunku ulicy. Po prostu nie byłby w stanie tego dokonać.

    Czytaj dalej poniżej


    Chiński elektryk za 700 tys. złotych. Osiągami zawstydza Ferrari


    Struktura eksperymentu pozwalała modelom na korzystanie z doświadczeń nabytych w poprzednich próbach. W jednym podejściu miały maksymalnie trzy próby, a po niepowodzeniu mogły przeanalizować swoje błędy. Każdy z modeli otrzymał jedynie jedną podobną serię dla wszystkich prób, co utrudnia ocenę, czy Astra zachowałaby przewagę przy kolejnych podejściach. Niezależnie od wszystkiego, obecna konfiguracja LLM-ów nie pozwala im stać się kierowcami z krwi i kości: zbyt długo analizują sytuacje i nie dostosowują się do szybko zmieniającego się „widoku drogowego”. Niemniej jednak, eksperyment jest niezwykle interesujący.

    57 dolarów za kilometr. To raczej mało opłacalna przejażdżka

    Udana próba wygenerowała 6,6 miliona tokenów i kosztowała 7,74 dolara. Kolejne wywołania często przesyłały historię rozmowy wraz z obrazami, co sprawiało, że w rzeczywistości większość z tego stanowiło po prostu powtórzony kontekst: ilekroć model musiał przeanalizować obraz z kamer. Choć system cachingowy pozwalał na nieco niższe koszty, kwota wciąż pozostaje zdumiewająca.

    Co więcej, niskie prędkości były częściowo efektem decyzji samych twórców eksperymentu. Za kierownicą cały czas siedział operator, gotowy w każdej chwili nacisnąć na hamulec. Co ciekawe, część modeli odmówiła prowadzenia pojazdu z powodów bezpieczeństwa: aktywowały się więc zabezpieczenia ze strony infrastruktury LLM-ów. W takich sytuacjach stosowano „obejścia”, sugerując w opisie środowiska symulację lub zmieniając nazwę narzędzia sterującego, aby nie informować modelu o odpowiedzialności za prowadzenie samochodu.

    Czytaj również: Oto GPT-6 Sol i Luna. OpenAI nie zwalnia tempa z premierami

    Na razie lokalne mechanizmy odpowiedzialne za autonomię w pojazdach pozostaną na czołowej pozycji. Jednak możliwe jest, że w ramach destylacji można byłoby przenieść możliwości większego modelu do mniejszego, dostosowanego do konkretnego zadania: mogłoby to działać w takim zamknięty w aucie modelu, lokalnie. Na dzień dzisiejszy wiadomo, że LLM-y „średnio” radzą sobie z obsługą pojazdów, co wynika z ich specyficznych cech oraz faktu, iż komunikacja realizowana była przez wiele pośredniczących urządzeń, korzystających z chmury. Interesujące jest, jak poradziłyby sobie np. lokalne LLM-y z podłączeniem do magistrali CAN.

  • Słonie znają sekrety lasów, które możemy wykorzystać. Praktykują to od wieków

    Słonie znają sekrety lasów, które możemy wykorzystać. Praktykują to od wieków

    Słonie są mądrzejsze, niż nam się wydawało. Wybierają rośliny pod kątem leczniczym i miksują je w celu stworzenia naturalnych medykamentów.

    Słonie są jednymi z najbardziej społecznych i rodzinnych zwierząt. Żyją w stadach złożonych głównie z spokrewnionych samic oraz ich młodych, a także przywiązują dużą wagę do przekazywania wiedzy z pokolenia na pokolenie. Dzielą się nie tylko informacjami na temat wody czy jedzenia, ale również o leczniczym zastosowaniu konkretnych roślin. Matka natura to dla nich prawdziwa aptekarka.

    Słonie mają własną apteczkę

    Od słoni moglibyśmy się wiele nauczyć w zakresie wykorzystywania naturalnych zasobów, co nie jest wcale przesadą. Najlepszym przykładem jest kenijski region Mount Elgon, gdzie żyją tzw. „słonie górnicze”. Te zwierzęta wchodzą do jaskiń, aby zdrapywać kłami skały, co pozwala im pozyskiwać minerały uzupełniające ich dietę. Sól to jednak tylko część ich naturalnej apteczki.

    W badaniach opublikowanych w Scientific Reports stwierdzono, że słonie te wykorzystują 35 gatunków roślin z 23 rodzin, a także cztery rodzaje gleb, minerałów i glinek. Aż 25 z tych roślin jest znanych i wykorzystywanych przez miejscową ludność jako rośliny lecznicze. Badacze współpracujący z organizacją Mount Elgon Foundation opierali swoje obserwacje na relacjach ośmiu lokalnych ekspertów, w tym strażników przyrody i emerytowanych rangerów. Z ich obserwacji wynika, że słonie sięgają po konkretne rośliny wtedy, gdy wydają się chore.

    Ciekawą historię stanowi roślina Angurweet, stosowana przez lokalnych mieszkańców w przypadku dolegliwości żołądkowych. Jeden ze strażników opowiadał, że samice słoni rozgryzały jej liście razem z korzeniami innych drzew, a następnie mieszały je z własnym mlekiem i podawały młodym. Te natomiast przeżuwały mieszankę i wypluwały twarde fragmenty. Wydaje się zatem, że słonie nie tylko znają właściwości roślin, ale też potrafią je skutecznie miksować.

    Czytaj dalej poniżej


    Sonda BepiColombo dociera do Merkurego. To ważny dla nauki moment

    Na twarde dowody trzeba jeszcze poczekać

    Wiedza słoni może być imponująca, ale należy podkreślić, że publikacja opiera się głównie na relacjach świadków. Rośliny uznano za lecznicze na podstawie tego, w jaki sposób stosują je ludzie, więc nikt jeszcze nie zweryfikował, czy działają równie skutecznie na słonie. Sami autorzy pracy pozostają ostrożni, wskazując w tytule, że słonie leczą się „przypuszczalnie”. Profesor Michael Huffman, prymatolog z Uniwersytetu w Nagasaki, uznał relację o Angurweet za „niezwykle intrygującą”, ale zaznaczył, że do potwierdzenia celowego leczenia młodych potrzebne są dalsze dowody.

    Lokalni eksperci otrzymali zatem kamery do dokumentowania zachowań słoni, a naukowcy analizują rośliny pod kątem substancji czynnych (związków odpowiadających za działanie leku). Celem jest sprawdzenie, czy słonie rzeczywiście dobierają rośliny do konkretnych dolegliwości.

    „Na tej planecie istnieją organizmy produkujące substancje lecznicze, które mają niezwykłe możliwości. To fabryki leków, które znajdują się wokół nas” – dr Elodie Freymann w rozmowie z BBC News.

    Nie byłoby to wcale czymś wybitnie zaskakującym, ponieważ zjawisko samoleczenia zwierząt znane jest już od czasów starożytnych. W III wieku n.e. Klaudiusz Elian opisał w dziele De Natura Animalium słonia, który po zranieniu przez włócznie i strzały zjadał kwiaty oraz oliwę z drzewa oliwnego, a następnie całkowicie wyzdrowiał. Dziś wiadomo, że potrafią się leczyć inne gatunki, takie jak komary, muszki owocówki, pszczoły i szympansy.

  • Alert RCB trafi do mObywatela: jak włączyć, co się zmienia i czy SMS-y znikną?

    Alert RCB trafi do mObywatela: jak włączyć, co się zmienia i czy SMS-y znikną?

    System ostrzegania Polaków przed zagrożeniami czeka na znaczną przebudowę – Alert RCB zostanie wprowadzony do aplikacji mObywatel, a równocześnie państwo planuje uruchomienie znacznie szybszej technologii Cell Broadcast.

    Alerty RCB przez długi czas były wykorzystywane do informowania obywateli o zmieniających się warunkach pogodowych, nadchodzących wyborach czy zrzutach szczepionek przeciwko wściekliźnie dla lisów. W obliczu agresji Rosji na Ukrainę, alerty RCB zaczęły być wysyłane w zagrożonych regionach przygranicznych. Jednakże Polacy zaczęli bagatelizować te informacje, co rodzi konieczność wprowadzenia zmian. Pytanie tylko, czy będą one korzystne…

    Nowości w aplikacji mObywatel

    Wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski ogłosił niedawno, że alerty RCB będą dostępne w aplikacji mObywatel już w przeciągu kilku tygodni. Oprócz standardowych powiadomień SMS, użytkownicy będą otrzymywać w aplikacji dodatkowe informacje dotyczące danego zagrożenia, w tym komunikat o jego ustaniu. Choć w przypadku mniej istotnych sytuacji, takich jak zmiany pogody, nie jest to aż tak kluczowe, to w przypadku dynamicznie zmieniających się okoliczności, odpowiednie informowanie może być nieocenione. We wrześniu RCB informowało o przykładach, kiedy wysyłka ostrzeżenia została wstrzymana po ustaniu zagrożenia, co sprawiło, że część odbiorców mogła otrzymać jednocześnie zarówno ostrzeżenie, jak i jego anulowanie, a inni tylko jeden z tych komunikatów.

    Jak włączyć Alert RCB w mObywatelu?

    Obecnie Alerty RCB nie są jeszcze dostępne w mObywatelu. Ministerstwo Cyfryzacji nie udostępniło szczegółowych instrukcji dotyczących ich konfiguracji ani dokładnego harmonogramu wprowadzenia tej funkcjonalności. Po premierze warto zaktualizować aplikację mObywatel oraz upewnić się, że ma ona włączoną zgodę na otrzymywanie powiadomień – komunikaty RCB będą zapewne przekazywane w ten sam sposób, jak inne alerty w aplikacji, w tym te dotyczące zagrożeń w cyberprzestrzeni.

    Co istotne, nie należy mylić powiadomień w mObywatelu z drugim elementem nowego systemu, który ma być uruchomiony w Polsce. Cell Broadcast to technologia, która nie wymaga instalacji aplikacji ani dostępu do internetu. Komunikat jest transmitowany przez stacje bazowe jednocześnie do wszystkich kompatybilnych telefonów w danym obszarze. Nie potrzeba bazy numerów, a wiadomości nie są wysyłane pojedynczo ani kolejkowane jak SMS-y.

    Wydajność i szybkość technologii Cell Broadcast

    Cell Broadcast ma funkcjonować znacznie szybciej i w skali masowej, eliminując obawy o opóźnienia. Telefony będą mogły wyświetlać specjalne komunikaty alarmowe i przyciągać uwagę użytkowników charakterystycznym sygnałem. Technologia ta jest już od lat wykorzystywana w wielu krajach na całym świecie.

    Czy SMS-y z Alertem RCB znikną?

    Zapowiedzi przedstawicieli administracji sugerują, że Cell Broadcast ma docelowo stać się głównym, błyskawicznym sposobem ostrzegania przez sieć komórkową, jednak istniejące kanały nadal będą stanowiły integralną część ogólnego systemu alarmowego. Wiceszef MSWiA Czesław Mroczek podkreśla, że SMS-y i syreny alarmowe pozostaną w użyciu i będą usprawniane. Tradycyjny Alert RCB, komunikaty w mObywatelu, Cell Broadcast oraz syreny będą działać harmonijnie. Największą innowacją ma być zwiększenie szybkości reakcji i powiadamiania o zagrożeniach. Zamiast czekać na dostarczenie ogromnej liczby SMS-ów przez operatora, ostrzeżenie trafi praktycznie jednocześnie do telefonów znajdujących się w strefie zagrożenia.

  • Apple szykuje najlepszego iPada od lat. Jest jednak jeden problem

    Apple szykuje najlepszego iPada od lat. Jest jednak jeden problem

    iPad mini może w tym roku doczekać się największej aktualizacji od kilku lat, a jeśli najnowsze informacje się potwierdzą, premiera odbędzie się już za kilkanaście dni!


    P remiera modeli iPhone 18 Pro, Pro Max, zegarków Apple Watch Series 12 i Ultra 4, oraz słuchawek AirPods 5 już za nami. W ciągu miesiąca na sklepowych półkach pojawi się pierwszy składany smartfon z logo nadgryzionego jabłka. Wygląda jednak na to, że październik przyniesie nam więcej premier, niż mogliśmy się tego spodziewać. Jednym z kluczowych elementów jesiennej oferty Apple będzie iPad mini, który wreszcie może doczekać się jednej z najważniejszych zmian w ostatnich latach.

    Obecna generacja iPada mini zadebiutowała jesienią 2024 roku i wprowadziła przede wszystkim nowy procesor A17 Pro oraz kilka mniejszych zmian, które są mało dostrzegalne na pierwszy rzut oka. Teraz amerykański gigant planuje znacznie poważniejszą modernizację tego urządzenia, której kluczowym elementem będzie nowy ekran.

    OLED, mocniejszy procesor i zupełnie nowa konstrukcja

    Od dłuższego czasu mówi się, że iPad mini 8 otrzyma w końcu wyświetlacz OLED, który zastąpi obecnie stosowany ekran LCD. Ta zmiana będzie zauważalna już od pierwszych chwil korzystania z urządzenia. OLED oznacza przede wszystkim głębszą czerń, wyższy kontrast, bardziej nasycone kolory oraz lepsze wrażenia podczas oglądania filmów, grania czy przeglądania zdjęć. Co równie ważne, nowy panel powinien pomóc Apple w rozwiązaniu problemu tzw. jelly scrollingu, czyli niepożądanego efektu falowania obrazu widocznego podczas przewijania treści. To zjawisko było jednym z najczęściej krytykowanych elementów poprzednich generacji najmniejszego iPada, które zadebiutowały z iPadem mini 6.

    Na ekranie zmiany się jednak nie kończą. Kilkanaście tygodni temu pojawiły się informacje wskazujące na przeprojektowaną obudowę, która mogłaby zapewnić iPadowi mini odporność na wodę na poziomie zbliżonym do tego, co aktualnie oferują iPhone’y. Byłaby to znacząca zmiana, ponieważ obecnie żaden iPad nie może pochwalić się wysoką klasą wodoszczelności. W tej kwestii pomocny miałby być również nietypowy system audio. Zamiast standardowych głośników z otworami w obudowie, zastosowane miałoby być rozwiązanie wykorzystujące wibracje powierzchni urządzenia do generowania dźwięku. Ograniczenie liczby otworów ułatwiłoby uszczelnienie konstrukcji. Duże zmiany można się także spodziewać pod samą obudową. Obecny procesor A17 Pro ma zostać zastąpiony przez A19 Pro lub nawet nowszy model A20 Pro. Taki skok powinien nie tylko zwiększyć wydajność w grach oraz bardziej wymagających aplikacjach, ale także przygotować urządzenie na kolejne funkcje, które będą wykorzystywać sztuczną inteligencję.

    Czytaj dalej poniżej

    Ten sam wygląd, zmienna przysłona i 2 nm. iPhone 18 Pro Max - pierwsze wrażenia

    Nowy iPad, stare problemy

    Zdjęcie: Konrad Kozłowski

    Wszystko brzmi świetnie na papierze i nie mogę się doczekać premiery tego iPada, ale mam pewne wątpliwości. Wraz z informacjami o wyświetlaczu OLED mówi się, że iPad mini będzie oferował odświeżanie ekranu jedynie w 60 Hz. Oznaczałoby to brak wsparcia dla ProMotion i wyraźnie mniejszą płynność animacji oraz przewijania w porównaniu do urządzeń z panelami 90 czy 120 Hz. Przechodzenie z iPhone’a na iPada, który będzie ustępował pod względem płynności, może być męczące zarówno dla oczu, jak i dla samej wygody użytkowania.

    Jak będzie w rzeczywistości? Wszystko wskazuje na to, że dowiemy się już niebawem. Premiera nowego iPada mini planowana jest na październik, więc musimy uzbroić się w cierpliwość i czekać kilkanaście dni na oficjalne komunikaty.

  • Microsoft po cichu zainstalował ci 3 aplikacje. Teraz sam je ubija

    Microsoft po cichu zainstalował ci 3 aplikacje. Teraz sam je ubija

    W zeszłym roku Microsoft podjął decyzję o zainstalowaniu trzech aplikacji na urządzeniach z systemem Windows 11. Eksperyment okazał się nieudany, ale firma nie zamierza usuwać tych programów z twojego komputera.

    Wyobraź sobie, że wracasz do domu po długim dniu pracy, wchodzisz do salonu, a tam stoją trzy nowe meble. Nie zamawiałeś ich, twoja żona też nie, a pies nie miałby na to siły. Nowe meble nie pasują do wystroju, więc dzwonisz do dostawcy, który twierdzi, że te dodatki uczynią cię lepszym pracownikiem, człowiekiem i mężem. Taka właśnie wydaje się sytuacja Microsoftu, który w swojej własnej mądrości postanowił zainstalować nowe aplikacje na komputerach użytkowników. Gigant z Redmond zdecydował się „wzbogacić” nasze paski zadań o trzy aplikacje: People, Files i Calendar.

    Cóż, teraz musisz je samodzielnie usunąć.

    Eksperyment Microsoftu zakończony niepowodzeniem

    Na początku 2025 roku Microsoft postanowił, że pasek zadań to idealne miejsce do zarządzania Copilotem i plikami. Zamiast zapytać użytkowników o ich zdanie, firma zdecydowała się na przekroczenie granicy. Od października 2025 roku aplikacje zaczęły się automatycznie instalować na komputerach zarówno firmowych, jak i prywatnych z licencją Enterprise. Nie musiałeś ich pobierać — po prostu pojawiały się, przypięte do paska, gotowe do użycia.

    People miało działać jako rozbudowana wizytówka, pozwalająca sprawdzić, kim jest osoba, z którą właśnie rozmawiasz na Teams. Files miało być skrótem do OneDrive i SharePoint, a Calendar… no cóż, to był po prostu kalendarz. Wszystko opierało się na technologii WebView2, co w praktyce oznaczało lekkie okna przeglądarki udające natywne aplikacje.

    Jak to zazwyczaj bywa z nietrafionymi pomysłami, rzeczywistość szybko skonfrontowała plany Microsoftu. Firma właśnie ogłosiła, że 16 grudnia 2026 roku aplikacje „Microsoft 365 companions” przechodzą do historii. A oto najzabawniejszy (lub najbardziej irytujący) zwrot akcji: Microsoft nie zamierza ich odinstalować za ciebie.

    Grafika: depositphotos.com

  • Erste Bank ostrzega klientów. To już dziś

    Erste Bank ostrzega klientów. To już dziś

    Erste Bank wydaje pilne ostrzeżenie. Rozpoczynają się prace serwisowe, co oznacza, że BLIK i przelewy przestaną działać.


    Rozpoczynający się weekend przyniesie klientom Erste Bank poważne utrudnienia w dostępie do płatności oraz bankowości mobilnej. Bank przypomniał o zbliżających się pracach serwisowych, które będą miały wpływ na funkcjonowanie BLIK-a oraz przelewów.

    Klienci Erste Banku bez BLIK-a. Utrudnienia nadchodzą

    Przerwy techniczne oraz prace serwisowe w bankach są standardową praktyką, która pozwala na utrzymanie infrastruktury w odpowiednim stanie oraz na wdrażanie niezbędnych aktualizacji. W celu minimalizacji niedogodności, instytucje finansowe często planują te przerwy w nocy, najczęściej z piątku na sobotę lub z soboty na niedzielę. Choć realizowane w ten sposób prace mają na celu ograniczenie liczby osób poszkodowanych, nie da się ukryć, że klienci, tacy jak imprezowicze czy podróżujący, mogą odczuwać dyskomfort. Już w nocy z piątku na sobotę klienci Erste Banku doświadczą dysfunkcji w dostępie do usług. Bank informuje, że prace serwisowe spowodują utrudnienia.

    Największe ograniczenia zaplanowano na noc z 25 na 26 września. W tym okresie kluczowe systemy transakcyjne zostaną wyłączone, co oznacza, że realizacja wielu płatności będzie niemożliwa:

    • BLIK i płatności internetowe: Od godziny 23:00 w piątek do 7:30 w sobotę nie będzie możliwości płatności kodem BLIK ani korzystania z szybkich płatności Przelewy24.
    • Przelewy bankowe: W tych samych godzinach (23:00–7:30) zablokowana będzie możliwość wysyłania przelewów zwykłych oraz natychmiastowych realizowanych przez usługi takie jak Express Elixir, Euro Express Elixir oraz BlueCash.
    • Bankowość elektroniczna i aplikacja: Serwis internetowy nie będzie funkcjonował od 23:00 do 7:30. Aplikacja mobilna zostanie całkowicie wyłączona od 23:00 do 1:00 w nocy. Po godzinie 1:00 dostępne będą jedynie ograniczone funkcje – będzie można sprawdzić stan konta oraz historię operacji sprzed przerw, lecz dokonanie transakcji będzie niemożliwe.
    • Wymiana walut: Kantor Erste zakończy działalność najwcześniej, bowiem już w piątek o godzinie 22:00.

    Co ciekawe, problemy związane z pracami serwisowymi w nocy z piątku na sobotę nie będą jedynymi zapowiedzianymi utrudnieniami.

    Czytaj dalej poniżej

    Erste Bank wprowadza przydatną funkcję. Wystarczy telefon z Androidem

    Utrudnienia również w niedzielę

    Utrudnienia związane z pracami serwisowymi z piątku na sobotę to nie jedyne, co czeka klientów Erste Banku w nadchodzący weekend. Zapowiedziana została także druga fala przerw, tym razem planowana na noc z soboty na niedzielę w godzinach 0:00-4:00 nad ranem. W tym czasie wszystkie bankomaty z logo Erste Banku na terenie całego kraju zostaną wyłączone. Nie będzie również możliwości korzystania z kart płatniczych przypisanych do konta w aplikacji bankowej ani przy logowaniu się przez przeglądarkę. W przypadku potrzeby wypłaty gotówki, klienci będą mogli skorzystać z bankomatów innych sieci – karty będą w pełni funkcjonalne podczas serwisu, dostęp do bankomatów Erste Banku będzie jednak zablokowany. To samo tyczy się płatności online kartą, które również pozostaną dostępne.

    W jakim celu prowadzone są prace serwisowe w bankach? Głównym powodem jest oczywiście dbałość o infrastrukturę, w tym procedury bezpieczeństwa, dlatego warto przymknąć oko na te krótkie niedogodności. Ostatecznie celem jest zapewnienie bezpieczeństwa naszych środków oraz poprawa działania aplikacji i innych systemów bankowych. To konieczność w kontekście tak zaawansowanych systemów obsługujących miliony użytkowników.

  • Zdjęcia Google odpalają petardę. Cały zestaw nowości trafia do użytkowników

    Zdjęcia Google odpalają petardę. Cały zestaw nowości trafia do użytkowników

    Google nie ustaje w działaniach, oferując użytkownikom Zdjęć kolejną serię innowacji. Czego możemy się spodziewać tym razem?

    Google Zdjęcia otrzymują nową aktualizację, w której firma koncentruje się na trzech głównych obszarach: edycji zdjęć, ochronie prywatności oraz generatywnej sztucznej inteligencji. Spośród najciekawszych innowacji warto zwrócić uwagę na narzędzie Redact, umożliwiające szybkie zamazywanie poufnych informacji, a także nowe style Moods, które nadają fotografiom unikalny, analogowy charakter. Aktualizacja jest już wdrażana dla użytkowników urządzeń z systemem Android.

    Zdjęcia Google umożliwią zamazywanie poufnych informacji

    Jedną z najbardziej praktycznych nowości jest funkcja Redact, nowoczesne narzędzie w sekcji Zaznaczanie. Zostało ono stworzone z myślą o zrzutach ekranu oraz zdjęciach, które zawierają informacje, których publikowanie chcielibyśmy uniknąć. Redact pozwala na szybkie zamazywanie lub „rozpikselowanie” wybranego fragmentu obrazu, co może obejmować numery telefonów, adresy, fragmenty wiadomości, dane rezerwacji oraz inne wrażliwe informacje. To znacznie prostsze rozwiązanie niż sięganie po zewnętrzne edytory w celu ukrycia jednego konkretnego elementu.

    Google równocześnie udoskonaliło pozostałe aspekty funkcji Zaznaczanie. Długopis zyskał precyzyjny suwak grubości, a dodatkowo funkcja dodawania tekstu została wzbogacona o nowe czcionki.

    Moods przemienią zwykłe zdjęcie w analogowy kadr

    Druga nowość skierowana jest przede wszystkim do entuzjastów stylizacji fotografii. Funkcja Moods umożliwia nadanie zdjęciu konkretnego charakteru jednym prostym ustawieniem, eliminując konieczność manualnej regulacji wielu parametrów.

    Google przygotowało szereg efektów, takich jak Crisp 35mm, inspirowany filmem 35mm, 2000’s night, nawiązujący do aparatów cyfrowych z początku XXI wieku, a także Retro contrast, Night light, Blue Haze, Any Minimalist oraz Rich textures. Każdy z efektów można dodatkowo dostosować za pomocą suwaków.

    Gigant technologiczny zapewnia, że style Moods automatycznie dostosowują się do wybranego zdjęcia, co oznacza, że ten sam efekt nie musi prezentować się identycznie na każdym ujęciu.

    15 nowych szablonów Remix

    Google rozszerza także funkcję Remix, wprowadzając 15 nowych szablonów. Wśród dostępnych propozycji znajdują się między innymi efekty inspirowane czerwonym dywanem, kartkami urodzinowymi oraz fotobudką. Funkcja jest wprowadzana na systemy Android oraz iOS, ale tylko w wybranych krajach.

    To kolejny krok w kierunku, w którym rozwijają się Zdjęcia Google: zamiast klasycznego, ręcznego montowania, użytkownicy zyskują gotowe efekty, które można zastosować niemal natychmiast.

    Google rozwija także funkcje Wardrobe i Gemini

    Google przypomniało również o rozszerzeniu funkcji Wardrobe, która automatycznie kataloguje ubrania widoczne na zdjęciach, umożliwiając tworzenie cyfrowej garderoby. Usługa jest obecnie dostępna dla wyselekcjonowanej grupy użytkowników w Stanach Zjednoczonych, Indiach oraz Brazylii, z planami na wprowadzenie jej w innych regionach.

    Dodatkowo, integracja Zdjęć Google z Gemini Spark umożliwia wykonywanie bardziej zaawansowanych operacji na bibliotece zdjęć, takich jak wyszukiwanie fotografii, tworzenie albumów, edytowanie materiałów czy przygotowywanie wybranych zdjęć do udostępnienia. Funkcja jest wdrażana dla użytkowników Google AI Pro oraz Ultra w Stanach Zjednoczonych.

    Źródło

  • Oto najtańsze komputery od Microsoftu. Co potrafią?

    Oto najtańsze komputery od Microsoftu. Co potrafią?

    Portfel produktów komputerowych firmy Microsoft został wzbogacony o dwa nowe urządzenia wyposażone w układ SoC Qualcomm Snapdragon. Choć oferowane modele są najtańsze w asortymencie tego producenta, ich cena w porównaniu do konkurencji na rynku pozostaje dość wysoka.


    Microsoft Surface Laptop 13 i Surface Pro 12 w nowych, przystępnych wersjach

    Jakie zmiany wprowadzono względem dostępnych już w polskich sklepach modeli? Z zewnątrz różnice są praktycznie nieistotne. Obudowa pozostaje taka sama, określana przez wielu jako jedna z najlepszych na rynku. Wysoka jakość wykonania, porównywalna z produktami Apple, a także niezwykle komfortowa klawiatura i doskonała płytka dotykowa to cechy, które znajdziemy również w najtańszych wariantach. Gdzie więc leży sedno różnic?

    Skoro nie dostrzegamy ich na zewnątrz, oznacza to, że kryją się one pod maską. Nowe urządzenia Microsoftu napędzane są przez układ SoC Qualcomm Snapdragon X2 Plus. Jest to zdecydowanie słabsza jednostka niż procesor X2 Elite, który jest już dostępny w innych modelach producenta. Nie oznacza to jednak, że w codziennym użytkowaniu będzie się ona sprawdzać gorzej – wręcz przeciwnie. Do typowych zastosowań biurowych wydajności jest zdecydowanie wystarczająco. A to właśnie do tego z myślą o użytkownikach stworzono podstawowe komputery Microsoftu, które jednak będą kosztować więcej niż w ubiegłym roku.

    Specyfikacja bez fajerwerków, ale cena zasługuje na uwagę

    Obok procesora Qualcomm Snapdragon X2 Plus w specyfikacji znajdziemy 16 lub 24 GB pamięci RAM, dysk o pojemności 256 lub 512 GB oraz ekran o jasności do 500 nitów. W przypadku Surface Pro odświeżane jest on z częstotliwością 90 Hz, natomiast w Surface Laptop 60 Hz. Największym atutem podstawowej specyfikacji jest czas pracy na baterii, który wynosi do 22,5 godziny w laptopie i 15,5 godziny w tablecie. Problem w tym, że za te parametry należy odpowiednio zapłacić.

    Czytaj dalej poniżej

    ASUS Zenbook A14: idealny laptop dla zabieganych?

    Z informacji udostępnionych przez Microsoft wynika, że cena Surface Pro w podstawowej specyfikacji wynosi teraz 5359 złotych. Z kolei za podstawową wersję Surface Laptopa 13 trzeba zapłacić 6259 złotych. Jak te ceny wypadają na tle konkurencji?

    Konkurencja oferuje więcej w lepszej cenie

    W polskich sklepach dostępny jest laptop ASUS VivoBook 16 w cenie 3499 złotych, co oznacza niemal dwukrotnie niższą kwotę w porównaniu do Surface Laptopa. Oczywiście, w kwestii jakości wykonania ASUS ustępuje Microsoftowi, ponieważ obudowa jest z plastiku, ale poza tym oferuje znacznie więcej. Dysk o pojemności 512 GB, czyli dwa razy więcej niż podstawowy Surface Laptop, a także matrycę z odświeżaniem 120 Hz i mocniejszy procesor Snapdragon X2 Elite czynią go lepszym rozwiązaniem w tej samej kategorii.

    Wygląda na to, że Microsoft w tym roku znacznie przesadził z cenami. Aby pozostać konkurencyjnym, musi rozważyć obniżenie cen swoich produktów.

  • Naukowcy założyli GPS srokom. To, co zrobiły, zaskoczyło wszystkich

    Naukowcy założyli GPS srokom. To, co zrobiły, zaskoczyło wszystkich

    Naukowcy są w stanie monitorować całe grupy zwierząt za pomocą nadajników GPS. Problemy pojawiły się jednak w przypadku srok, które, mimo swojego niezwykłego intelektu, pozbyły się nadajników w zaledwie dobę.

    Podczas zakupu miniaturowych nadajników GPS dla srok, naukowcy mieli nadzieję, że uzyskają dane dotyczące tras ich przelotów, miejsc żerowania oraz zachowań społecznych. Zamiast tego ptaki zaskoczyły ich swoim działaniem w sposób, którego nikt nie przewidywał, przypominając skoordynowaną akcję ratunkową.

    Sroki nie dały się śledzić – zdjęły nadajniki jeszcze przed wylotem

    Eksperyment miał miejsce w 2022 roku w Pacific Paradise na obszarze Sunshine Coast w Queensland. Zespół badawczy, w skład którego weszli Joel Crampton, Celine Frere i Dominique Potvin, wybrał pięć srok: jednego dorosłego samca, dwie dorosłe samice oraz dwa młode osobniki. Każdy z ptaków otrzymał specjalną uprząż z nadajnikiem GPS. Naukowcy pragnęli śledzić ptaki w ich naturalnym środowisku; ciężar całego urządzenia wynosił jedynie 2,7 grama.

    Okazało się, że sroki wcale nie życzyły sobie bycia obserwowanymi. Kiedy ptaki zdały sobie sprawę, że nie potrafią same pozbyć się uprzęży, zaczęły współpracować, by pomóc sobie nawzajem. Używały swoich dziobów do rozplątania i zdjęcia nadajników z ciał swoich towarzyszy. Po upływie doby od rozpoczęcia eksperymentu jedynie dwa ptaki miały na sobie urządzenia.

    To właśnie ten aspekt badania zaskoczył naukowców najbardziej. Jak przyznała Dominique Potvin z University of the Sunshine Coast, nikt nie spodziewał się, że ptaki będą w stanie współdziałać w celu pozbycia się uprzęży. Eksperyment nie pozwolił jednak odpowiedzieć na wszystkie pytania. Niewiadome pozostają, czy każdy osobnik równomiernie angażował się w pomoc, czy w grupie był jeden ptak pełniący rolę „specjalisty” w rozpinaniu uprzęży. Badacze nie byli również w stanie jednoznacznie określić, co skłoniło ptaki do takiego zachowania.

    Czytaj dalej poniżej

    "Małe czerwone kropki" w kosmosie mogły ujawnić nam swój sekret. To byłby przełom w nauce

    Jednym z możliwych wyjaśnień tego zjawiska może być dyskomfort wywołany przez nadajniki, jednak wciąż pozostaje to jedynie hipotezą. Bezpośrednia obserwacja nie dostarcza jednoznacznych odpowiedzi na pytanie, co dokładnie kierowało ptakami.

    Grafika: depositphotos.com