Kategoria: Wiadomości

  • Początek końca Anthropic? Firma odpowiedzialna za model Claude może znaleźć się na czarnej liście

    Początek końca Anthropic? Firma odpowiedzialna za model Claude może znaleźć się na czarnej liście

    Anthropic, firma odpowiedzialna za rozwój modeli Claude, znalazła się w trudnej sytuacji. Administracja prezydenta USA dąży do wpisania przedsiębiorstwa na czarną listę.


    Claude, podobnie jak inne modele językowe, zainaugurował swoje działanie od prostych zadań, takich jak pisanie e-maili, debugowanie kodu czy tworzenie planów treningowych. Była to aplikacja dedykowana do ułatwiania codziennych czynności w sytuacjach, gdy użytkownicy nie mieli ochoty na samodzielne poszukiwania. Po latach intensywnego rozwoju jej możliwości wzrosły w sposób nie do wyobrażenia. W obliczu braku jakichkolwiek ograniczeń, najnowsze wersje Claude’a byłyby w stanie przełamać zabezpieczenia nawet najbardziej chronionych stron internetowych. Dlatego Anthropic, jako odpowiedzialny twórca, wprowadza modele z ograniczonymi funkcjami. W przeciwnym razie każdy użytkownik mógłby stać się „superzłoczyńcą”, niczym z filmów o superbohaterach.

    To podejście nie spotkało się jednak z aprobatą amerykańskich władz, które argumentują, iż Departament Obrony powinien mieć dostęp do wersji nieobciążonej ograniczeniami. Anthropic konsekwentnie broni swojego stanowiska, co może przynieść poważne konsekwencje. Federalny sąd apelacyjny właśnie zatwierdził usunięcie Anthropic z listy dostawców Departamentu Obrony.

    Anthropic w tarapatach – konsekwencje mogą być poważne

    Anthropic przegrał kluczowy etap batalii sądowej z administracją Donalda Trumpa. Sąd apelacyjny w Waszyngtonie orzekł, że amerykański Departament Obrony miał prawo wykluczyć firmę odpowiedzialną za Claude’a z własnego łańcucha dostaw. Powód był nietypowy: Anthropic odmówił zniesienia ograniczeń dotyczących wykorzystywania jego modeli do w pełni autonomicznych działań wojennych i masowej inwigilacji obywateli amerykańskich.

    Wyrok zapadł 25 września stosunkiem głosów 2:1. Sąd Apelacyjny Stanów Zjednoczonych dla Dystryktu Kolumbii uznał, że władze miały wystarczające podstawy, aby uznać Anthropic za potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa łańcucha dostaw. Co istotne, większość sędziów nie stwierdziła, że firma działała w złej wierze lub z zamiarem wyrządzenia szkody. Wystarczyło, że Anthropic miał możliwość wprowadzenia ograniczeń odnoszących się do zastosowań Claude’a.

    Czytaj dalej poniżej

    Claude Opus 5.5 już jest. Anthropic wytacza ciężkie działa przeciwko ChatGPT

    Spór rozpoczął się od zasad, które Anthropic traktował jako fundament swojej działalności. Firma była skłonna na znaczną liberalizację ograniczeń dotyczących wykorzystania Claude’a przez amerykańskie służby i wojsko. Model mógł być wykorzystany m.in. do analizy zagranicznego wywiadu, projektowania bardziej efektywnych systemów uzbrojenia oraz działań w cyberprzestrzeni. Anthropic zachował jednak dwie kluczowe restrykcje i nie godził się na ich usunięcie. Dotyczyły one zakazu wykorzystywania Claude’a do masowej inwigilacji obywateli USA oraz do w pełni autonomicznego użycia śmiercionośnej siły. W kontekście tego drugiego punktu chodziło o sytuacje, w których system AI podejmuje decyzję o samodzielnym ataku na obiekt lub osobę.

    Administracja z kolei dążyła do zapisania w kontrakcie możliwości wykorzystywania AI do „wszystkich zgodnych z prawem zastosowań”. Anthropic odmówił przyjęcia takiego rozwiązania. Po załamaniu negocjacji, Departament Obrony podjął decyzję o usunięciu produktów Anthropic z własnej infrastruktury oraz zakazał kontraktorom korzystania z technologii tej firmy w ramach zamówień rządowych.

    Władze argumentowały, że ponieważ Anthropic ma wpływ na sposób zachowania Claude’a poprzez szkolenie modelu, jego zasady działania oraz dodatkowe zabezpieczenia, istnieje ryzyko, że w przyszłości model odmówi wykonywania zadań, które wojsko uznaje za legalne i niezbędne. Sąd przyjął tę interpretację większością głosów. W uzasadnieniu podano, że wcześniejsze wersje Claude’a rzeczywiście odmawiały wykonania niektórych poleceń użytkowników rządowych, a w jednym przypadku pojawiły się też wątpliwości dotyczące użycia modelu w zagranicznej operacji militarnej.

    Nie oznacza to jednak, że Anthropic całkowicie przegrał swoją batalię w sądach. Co ciekawe, zaledwie kilka tygodni temu federalna sędzia Rita Lin z Kalifornii uznała decyzję administracji o zapisaniu firmy na listę ryzyka łańcucha dostaw za niezgodną z prawem.

  • Garmin za darmo ulepsza smartwatche. Nowe funkcje zdrowia i bezpieczeństwa

    Garmin za darmo ulepsza smartwatche. Nowe funkcje zdrowia i bezpieczeństwa

    Nowe modele urządzeń ubieralnych zmieniają się w błyskawicznym tempie. Niestety, użytkownicy starszych modeli często nie mają dostępu do najnowszych rozwiązań, chyba że posiadają zegarek od danego producenta.

    Garmin po raz kolejny udowadnia, że dba o swoich klientów, oferując obszerną, bezpłatną aktualizację oprogramowania. Najnowszy stabilny firmware już trafia do nadgarstków użytkowników i stopniowo pojawia się na kolejnych modelach, wprowadzając szereg nowych funkcji, usprawnień treningowych i rozwiązań zwiększających bezpieczeństwo.

    Jedną z najważniejszych nowości jest pełne sterowanie głosowe bez użycia rąk. Użytkownicy modeli z serii Fenix 8, Forerunner 570, Forerunner 970, Venu 4 oraz Vivoactive 6 mogą teraz aktywować swoje zegarki komendą „Okay, Garmin”, co pozwala na rozpoczęcie treningu, włączenie latarki czy ustawienie stoperu. Co więcej, wypowiedzenie frazy „phone assistant” umożliwia bezpośrednie wywołanie wirtualnego asystenta z połączonego smartfona. W aspekcie bezpieczeństwa szczególnie wyróżnia się funkcja wykrywania upadków, która znalazła się w zegarkach Venu 4. W przypadku zarejestrowania groźnego upadku, urządzenie automatycznie wysyła wiadomość z lokalizacją na żywo do zdefiniowanych kontaktów alarmowych. Monitoring może działać przez całą dobę lub tylko podczas wyznaczonych aktywności. Warto jednak pamiętać, że wiadomość zostanie wysłana tylko wtedy, gdy telefon jest w zasięgu Bluetooth.

    Inteligentniejsze treningi i nowe profile aktywności

    Zmiany wprowadzone przez Garmin z pewnością zadowolą entuzjastów sportu i biegaczy. Funkcja szybkich treningów umożliwia błyskawiczne wygenerowanie sugerowanej sesji biegowej, dostosowanej do poziomu kondycji zawodnika. Użytkownik musi jedynie wskazać preferowany czas trwania oraz poziom intensywności. Zaktualizowane plany Garmin Run Coach oferują teraz poprawione harmonogramy uwzględniające treningi marszobiegu oraz mniejszą objętość, które codziennie adaptują się do stanu regeneracji oraz wskaźników zdrowotnych użytkownika. Funkcje te, w połączeniu z podglądem aktywności na żywo (Live Activity), wzbogacają modele z serii Fenix 8, Forerunner 570 i 970, Venu 4 oraz Vivoactive 6.

    Aktualizacja przynosi również nowości dla miłośników sportów zimowych oraz kolarstwa. Dodano nowy profil treningowy dla narciarstwa biegowego w pomieszczeniach (Indoor XC Ski), który współpracuje z kompatybilnymi trenażerami narciarskimi i jest dostępny w modelach Fenix 8, Forerunner 570/970, Venu 4 oraz Vivoactive 6. Z kolei komputery rowerowe z serii Edge otrzymały ulepszony profil Enduro, który płynnie i automatycznie rozpoznaje oraz przełącza tryby podjazdu i zjazdu. Nowy firmware można pobrać bezpłatnie po włączeniu automatycznych aktualizacji w zegarku i zsynchronizowaniu go z aplikacją Garmin Connect lub programem Garmin Express.

    Czytaj dalej poniżej

    Garmin zagrożony? Ten smartwatch ma działać do 180 dni bez ładowania

    Źródło: Garmin

  • LEGO z niespodzianką dla fanów PlayStation. Nie dostaniesz nigdzie indziej

    LEGO z niespodzianką dla fanów PlayStation. Nie dostaniesz nigdzie indziej

    LEGO PlayStation w sprzedaży od początku października

    Fani LEGO, którzy zdecydują się na zakup zestawu PlayStation w oficjalnym sklepie, mogą liczyć na wyjątkową niespodziankę!

    Kilka tygodni temu w sieci pojawiły się pierwsze informacje dotyczące nowego zestawu LEGO inspirowanego legendarną konsolą PlayStation. Pierwsze urządzenie Sony zadebiutowało w Japonii w 1994 roku, a zaledwie rok później trafiło również do sprzedaży w Stanach Zjednoczonych i Europie. Dziś PSX uważane jest za klasykę i symbol początku nowej ery gier komputerowych, mimo że pod względem możliwości technicznych znacznie ustępuje współczesnym urządzeniom. To właśnie na pierwszym PlayStation zadebiutowały liczne serie, które na zawsze zmieniły rynek gier wideo. Pomimo upływu ponad 30 lat, konsola wciąż ma wierne grono fanów, kolekcjonerów i miłośników retro. Już wkrótce kawałek tej nostalgicznej historii będzie można odbudować za pomocą klocków LEGO, ponieważ nowy zestaw nawiązujący do pierwszego PlayStation wkrótce trafi na rynek. Po wcześniejszych przeciekach, LEGO zaprezentowało zestaw w pełnej okazałości, a teraz wiadomo, że fani PSX, którzy zdecydują się na zakup w oficjalnym sklepie, będą mieli szansę na niespodziankę!


    Przedstawiając zestaw LEGO PlayStation, warto zwrócić uwagę, że jest on głównie kierowany do dorosłych miłośników gier oraz tych, którzy z sentymentem wspominają lata 90. Zestaw składa się z 1911 klocków i pozwala na zbudowanie dużej, bardzo szczegółowej repliki pierwszego PlayStation oraz charakterystycznego kontrolera, który podłączany jest do przedniego panelu konsoli. Konstrukcja zawiera funkcjonalne przyciski „Open” i „Power”, a także bogate detale nawiązujące do wyglądu oryginalnego urządzenia Sony. To jednak nie koniec atrakcji. W zestawie znajdują się także dwie niewielkie dioramy inspirowane jednymi z najbardziej znanych gier na pierwszym PlayStation: Gran Turismo z 1997 roku oraz Ape Escape z 1999 roku. Scenki te można ustawić niezależnie od głównego modelu, co stanowi dodatkową ozdobę kolekcji.


    Po złożeniu model konsoli ma wysokość 6 cm, szerokość 26 cm oraz głębokość 19 cm, co czyni go idealnym do wyeksponowania na półce, biurku czy w gablocie z gamingowymi pamiątkami. Zestaw LEGO PlayStation o numerze 72306 trafi do sprzedaży 4 października w cenie 689,99 zł. Uczestnicy programu LEGO Insiders będą mogli skorzystać z wcześniejszego dostępu do zakupu, zaczynając od 1 października.

    LEGO PlayStation z fenomenalnym bonusem. Tej oferty nie można przegapić


    Plotki i przecieki sugerowały, że do zestawu LEGO PlayStation dołączony będzie wyjątkowy bonus w postaci minizestawu z postacią ukochanego Astro Bota, który jest współczesną maskotką platformy Sony. Podczas oficjalnej prezentacji zestawu bonus niestety nie został zaprezentowany. Jednakże, sytuacja zmieniła się w chwili, gdy LEGO zaktualizowało swoją ofertę. Klienci, którzy zakupią LEGO PlayStation, będą mogli otrzymać dodatkowy zestaw Astro Bot składający się z 276 elementów. Pozwoli on na zbudowanie bohatera serii gier Astro Bot. Figurka wyposażona jest w pelerynę, niebieskie silniki odrzutowe oraz podstawkę do ekspozycji. Ruchome ramiona i głowa umożliwiają ustawianie postaci w różnych pozach, a wymienne oczy pozwalają na zmianę wyrazu jej twarzy.

    Czytaj dalej poniżej

    Nowe LEGO Star Wars to prawdziwy gigant. Cena też powala
  • Koniec z nauką języków? Symultaniczne tłumaczenie przełamie bariery językowe

    Koniec z nauką języków? Symultaniczne tłumaczenie przełamie bariery językowe

    Wyobraź sobie, że podróżujesz do Tokio, a pomimo braku znajomości japońskiego, potrafisz porozumieć się z każdym. To przyszłość, którą przynoszą symultaniczne tłumaczenia, zapewniające komunikację w czasie rzeczywistym.

    Od tysiącleci język stanowił jedną z najbardziej oczywistych barier dzielących ludzi. Mimo wspólnych pasji, poczucia humoru, celów czy wspólnego posiłku, różne języki potrafią budować niewidzialne ściany. Bariera językowa, choć niewidoczna, bywa równie skuteczna jak zamknięte drzwi.

    Dotychczas radziliśmy sobie z nią na różne sposoby: ucząc się języków obcych, korzystając z słowników, aplikacji i tłumaczy. Czasami wystarcza prosty gest lub kilka słów. Jednak w sytuacjach formalnych potrzebujemy odpowiedniego zaplecza: mikrofonów, słuchawek, odbiorników, nadajników oraz specjalnych kabin dla tłumaczy. Symultaniczne tłumaczenie nie jest nowinką technologiczną; teraz jednak wychodzi poza ogromne sale konferencyjne.

    Symultaniczne tłumaczenie przełamuje bariery językowe

    W najprostszej formie, symultaniczne tłumaczenie można opisać jako równoległe towarzyszenie rozmowie w różnych językach. Gdy jedna osoba mówi w swoim języku, druga niemal natychmiast słyszy treść w swoim. Wyobraźmy sobie budowę na drugiej półkuli, gdzie pracują zespoły z Polski, Irlandii i Turcji. Jeden błąd w komunikacji, błędne zrozumienie polecenia może prowadzić do dużych strat, zarówno finansowych, jak i zdrowotnych. Dzięki dostępnym niewielkim urządzeniom do symultanicznego tłumaczenia, ryzyko to zostało zminimalizowane. Kierownik budowy wydaje polecenia, a każdy pracownik odbiera je w swoim języku w czasie rzeczywistym.

    Jednak ta technologia ma znacznie więcej zastosowań. Pomyślmy o uczelni, gdzie wykład prowadzi profesor z zagranicy, a w sali są studenci z całego świata. Dzięki tłumaczeniu symultanicznemu, wiedza przestaje być zarezerwowana dla tych, którzy mieli szczęście urodzić się w krajach anglojęzycznych. Każdy, niezależnie od tego, czy mówi po mandaryńsku, suahili czy hiszpańsku, może śledzić wykład w czasie rzeczywistym, bez konieczności oczekiwania na napisy.

    Tłumaczenie, które dzieje się tu i teraz

    Przez długi czas tłumaczenie postrzegaliśmy jako proces dokonujący się po fakcie. Ktoś wypowiada słowa, inna osoba je przetłumacza. Tymczasem wprowadzenie symultaniczności zmienia zasady gry. Tłumaczenie przestaje być autonomicznym etapem komunikacji i staje się jej integralną częścią. Choć wydaje się to drobną różnicą, w rzeczywistości ma ona ogromne znaczenie. Zastanówmy się nad turystyką. Dziś podróżowanie po świecie jest prostsze niż kiedykolwiek, ale bariera językowa wciąż może być przeszkodą. W restauracji, na dworcu, w urzędzie czy podczas rozmowy z mieszkańcem danego kraju, nadal możemy napotkać sytuacje, w których trudno jest przekazać bardziej złożoną myśl.

    Tłumaczenie nie sprawi, że nagle opanujemy dany język, ale umożliwi nam porozumiewanie się z kimś, nawet jeśli nie mamy wspólnego języka.

    Dużą rolę w tłumaczeniach symultanicznych odegra sztuczna inteligencja. Oczywiście, nie oznacza to, że tłumaczenia maszynowe staną się nagle bezbłędne. Język to nie tylko słowa; zawiera idiomy, żarty, kontekst, emocje, ironię i kulturowe znaczenia, które czasami trudno jest przetłumaczyć wprost. Nawet profesjonalny tłumacz musi podejmować decyzje, które nie polegają jedynie na prostym zastępowaniu słów.

  • Zdjęcia Google z irytującym problemem. Użytkownicy masowo zgłaszają błąd

    Zdjęcia Google z irytującym problemem. Użytkownicy masowo zgłaszają błąd

    W ostatnim czasie Zdjęcia Google wzbogaciły się o szereg nowych narzędzi do edycji, jednak wraz z ich rozwojem pojawiły się także niespodziewane problemy. Użytkownicy smartfonów z serii Pixel zgłaszają błąd, który utrudnia korzystanie z edytowanych zdjęć w innych aplikacjach. Po przycięciu lub obróceniu fotografie mogą stać się niewidoczne w systemowych selektorach plików, a przyciski w samych Zdjęciach Google czasami przestają działać. Problem ten nie wydaje się być jednostkowy — wręcz przeciwnie.

    Edytowane zdjęcia znikają w innych aplikacjach

    Najbardziej frustrujący problem dotyczy udostępniania. Użytkownicy opisują sytuację, w której dokonują prostej edycji, na przykład przycinają fotografię, zapisują zmiany, a następnie przechodzą do aplikacji takich jak Messenger, Facebook, Gmail czy inna. Edytowanego zdjęcia nie można tam jednak znaleźć. Warto zaznaczyć, że grafika jest dalej widoczna w Zdjęciach Google. Problematyka ta dotyczy więc nie tyle samego pliku, co sposobu udostępniania zdjęcia po zakończeniu edycji. Platforma oficjalnie wspiera selekcję zdjęć przez systemowe narzędzie, przez co zauważalne jest to ograniczenie, zwłaszcza podczas publikowania większej liczby fotografii.

    Przyciski edycyjne mogą przestać działać

    Na tym jednak problemy się nie kończą. Kolejne zgłoszenia dotyczą dolnego paska narzędzi, gdzie znajdują się przyciski udostępniania, edytowania, dodawania do albumu czy usuwania. Po przycięciu fotografii niektóre z tych opcji mogą przestać reagować na dotyk. Taki przypadek został nawet udokumentowany na nagraniu ekranu przesłanym przez użytkownika Pixela. Zaskakujące jest to, że sama edycja działa poprawnie, jednak aplikacja przestaje właściwie obsługiwać kolejne akcje.

    Błąd występuje na różnych modelach Pixela

    Pierwsze zgłoszenie zostało złożone przez właściciela Pixela 9 Pro, który zauważył podobne problemy również na modelu Pixel 11 Pro. W komentarzach pojawiło się więcej opinii od posiadaczy innych modeli, co sugeruje, że problem nie dotyczy wyłącznie konkretnego egzemplarza czy konfiguracji. Podobne trudności były już wcześniej zgłaszane w oficjalnej społeczności Zdjęć Google przez właścicieli telefonów Pixel. Google wcześniej publikowało poprawki dotyczące narzędzi przycinania i obracania zdjęć, co pokazuje, że ten aspekt aplikacji od dłuższego czasu boryka się z problemami technicznymi.

    Google jest świadome problemu, ale jego rozwiązanie nie jest proste

    Przedstawiciele pomocy Google sugerowali standardowe działania takie jak wyczyszczenie pamięci podręcznej aplikacji, ponowne jej zainstalowanie czy uruchomienie telefonu w trybie awaryjnym. Według relacji użytkowników, żadna z tych metod nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Na chwilę obecną posiadacze modeli Pixel są w trudnej sytuacji, ponieważ platforma… po prostu przestaje działać tak, jak powinna.

    Czytaj dalej poniżej


    Zdjęcia Google odpalają petardę. Cały zestaw nowości trafia do użytkowników

    W czasach, gdy Zdjęcia Google stają się coraz bardziej zaawansowanym edytorem zdjęć… te wieści są wyjątkowo niepokojące. Aplikacja oferuje dziś znacznie więcej niż kilka lat temu — zaawansowane narzędzia do edycji, funkcje związane z usuwaniem obiektów, czy inne innowacje z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Tym bardziej problemy z podstawową funkcją, jaką jest zapisanie i późniejsze udostępnienie zdjęcia, mogą frustrować bardziej niż pojedyncze błędy związane z efektami czy filtrami. Na ten moment użytkownicy mogą jedynie korzystać z opcji udostępniania bezpośrednio w Zdjęciach lub zapisywać edytowane fotografie jako osobne kopie.

  • 4 filtry WalkingWay zapewnią fantastyczne zdjęcia bez obróbki!

    4 filtry WalkingWay zapewnią fantastyczne zdjęcia bez obróbki!

    Filtry efektowe Walkingway to interesująca propozycja dla właścicieli aparatów fotograficznych, którzy pragną odejść od sterylnej ostrości obrazu. Dzięki nim można stworzyć odpowiednią atmosferę już w momencie robienia zdjęć lub nagrywania wideo, eliminując potrzebę intensywnej postprodukcji. Filtry te oferują łagodniejsze światło, estetyczne przejścia tonalne oraz subtelną, kinową poświatę. Wiele osób może być zaskoczonych, że uzyskane zdjęcia pochodzą bezpośrednio z aparatu, bez czasochłonnej obróbki!

    Na temat filtrów do aparatów pisałem już wielokrotnie. O ile wcześniej skupiałem się na efektach specjalnych, teraz pragnę przedstawić bardziej stonowane efekty, które wprowadzają interesujący obraz bez potrzeby sięgania po aplikacje do edycji!

    Filtry do aparatu – nadaj obrazowi nowy charakter

    Największą zaletą filtrów jest to, że nie maskują one detali. Odpowiednio dobrane filtry dyfuzyjne zmiękczają ostre przejścia tonalne i rozpraszają jasne punkty w kadrze, zachowując przy tym czytelność obrazu. Twarze pozostają ostre, struktura ubrań jest wyraźna, a architektura nie zostaje zamieniona w miękką plamę – co często zdarza się przy nadmiernym przesuwaniu suwaczków w Lightroomie.

    To niezwykle istotne w czasach wysokiej rozdzielczości matryc. Aparaty bezlusterkowe, współpracujące z ostrymi obiektywami, rejestrują szczegóły obrazu, czasami przekraczając granice technicznej doskonałości. Filtry dyfuzyjne łagodzą ten efekt, wygładzając światła, redukując mikrokontrasty i nadając zdjęciom bardziej organiczny charakter. W ostatnich tygodniach testowałem kilka interesujących filtrów od Walkingway i, choć może być trudno w to uwierzyć, wszystkie zdjęcia poniżej oraz efekty pochodzą prosto z aparatu: bez manipulacji krzywymi, temperaturą czy innego oprogramowania do edycji.

    Rose Glow Soft Filter

    Rose Glow Soft Filter został zaprojektowany z myślą o zdjęciach, w których kluczową rolę odgrywa kolor, atmosfera i miękkość światła. Producent gwarantuje, że idealnie sprawdzi się w portretach, fotografii lifestyle’owej oraz podczas tzw. „złotej godziny”. Najbardziej charakterystyczną cechą tego filtra jest delikatne przesunięcie kolorystyki w stronę różowych i cieplejszych tonów. W praktyce zauważyłem, że ten filtr może niekiedy być zbyt intensywny, zamieniając biel w róż. Osobiście uznaję, że efekt ten, chociaż interesujący, bywa mało subtelny i nie sprawdzi się w każdej sytuacji.

    Czytaj dalej poniżej


    Jak nie ogłupieć w czasach AI? Naukowcy wskazują obszar, którzy trzeba trenować

    To ciekawe rozwiązanie, szczególnie dla kadrów, w których pragniemy podkreślić romantyczny charakter zdjęcia bez konieczności budowania efektu w postprodukcji. Filtr ten jest bardzo specyficzny – zależy wiele od warunków oświetleniowych i samej sceny, dlatego warto wiedzieć, na co się decydujemy. Jego największą zaletą jest połączenie dyfuzji z subtelną zmianą barwy, co skutkuje uzyskaniem nie tylko łagodniejszego obrazu, ale także rozpoznawalnego charakteru kolorystycznego.

    Multi-Coated Retro Soft Filter – cyfrowy obraz z analogową duszą

    Multi-Coated Retro Soft Filter, znany również jako Retro Gold Filter, oferuje zupełnie inną estetykę. Jego celem jest przybliżenie cyfrowego obrazu do bardziej „nostalgicznego” stylu, który jest często kojarzony z fotografią analogową, zarówno pod względem kolorystyki, jak i jakości.

    Nowoczesne obiektywy często oferują bardzo wysoką rozdzielczość, mikrokontrast oraz dużą precyzję odwzorowania szczegółów. W pewnych zastosowaniach, taka charakterystyka może powodować, że zdjęcia wyglądają zbyt sterylnie. Filtr Retro Soft łagodzi ten efekt, ograniczając subtelnie ostrość i kontrast oraz wprowadzając cieplejszy charakter. Muszę przyznać, że ten filtr zyskał moje szczególne uznanie – zdjęcia prosto z aparatu prezentują się fenomenalnie. Jeśli cenicie estetykę retro i miękkie kadry, prawdopodobnie również będziecie nim zachwyceni. Doskonale sprawdzi się zarówno w portretach, zdjęciach miejskich, krajobrazowych, jak i w typowym lifestyle’u z duszą. Należy jednak pamiętać, że filtr ten nie należy do „delikatnych” – w niektórych warunkach może wydawać się zbyt wyraźny.

    Gold Diffusion Filter 1/4 – ciepła poświata bez różowego zabarwienia

    To filtr stworzony z myślą o osobach poszukujących cieplejszego i bardziej miękkiego obrazu, ale niekoniecznie preferujących wyraźny efekt kolorystyczny. Filtr tworzy subtelną złotą poświatę, szczególnie widoczną w jasnych partiach kadru, jednocześnie delikatnie redukując kontrast i łagodząc przejścia tonalne. W rezultacie obraz uzyskuje bardziej filmowy klimat bez wrażenia nadmiernego nałożenia efektu.

    Wariant 1/4 można traktować jako rozsądny kompromis pomiędzy intensywnością działania a kontrolą nad końcowym wyglądem zdjęcia. Efekt jest dostrzegalny, ale przy odpowiednim oświetleniu nie powinien dominować kadru. Najlepiej prezentuje się w przypadku mocnych źródeł światła – takich jak słoneczne odbicia. W porównaniu z Rose Glow, efekt jest bardziej neutralny kolorystycznie. Zamiast różowego odcienia, otrzymujemy przede wszystkim ciepło i miękkie światło. Dzięki temu Gold Diffusion staje się bardziej uniwersalnym narzędziem na co dzień.

    Soft Shimmer Diffusion Filter 1/4 – filmowy blask świateł

    Soft Shimmer Diffusion 1/4 wyróżnia się odmiennym podejściem do dyfuzji. Jego głównym celem jest podkreślenie źródeł światła oraz refleksów, zachowując jednocześnie czytelność całego obrazu.

    To szczególnie interesujące rozwiązanie do fotografowania w nocy. Lampy uliczne, neony, reflektory czy punktowe źródła światła mogą zyskiwać subtelne rozświetlenie, nadając scenie bardziej filmowy charakter. W przeciwieństwie do mocniejszych filtrów dyfuzyjnych, które przesłaniają cały kadr, efekt powinien być bardziej selektywny: światła stają się miękkie, a ich poświata delikatnie rozchodzi się na sąsiednie obszary obrazu.

    Dlatego Soft Shimmer 1/4 szczególnie dobrze sprawdza się w nocnej fotografii miejskiej, zdjęciach neonów, portretach wykonanych po zmroku, fotografii beauty oraz ujęciach z biżuterią i intensywnymi refleksami. Jak pokazują załączone ilustracje, filtr ten potrafi dodać magii nawet codziennym chwilom, jak pięknym promieniom słońca odbijającym się w fontannie.

    Filtry, które nadadzą charakteru i pozwolą zaoszczędzić czas na edycji!

    Powyższe filtry mogą być doskonałym wyborem dla tych, którzy pragną rozwijać swój unikalny styl, nie spędzając jednocześnie godzin na postprodukcji. Warto zauważyć, że żaden z nich nie będzie idealny w każdej sytuacji – w przypadku fotografii produktów, reprodukcyjnej lub materiałów wymagających neutralnej kolorystyki, często lepiej pracować bez dodatkowego rozmycia. Jednak tam, gdzie liczy się klimat, emocje i estetyka, ich zastosowanie może znacząco wzbogacić styl fotografii.

    Największą wartością tych filtrów nie jest tylko złagodzenie obrazu, ale także możliwość kreowania charakteru ujęcia już w momencie fotografowania. Rose Glow pozwala na budowanie romantycznej atmosfery, Retro Soft nadaje kadrom analogową nostalgiczność, Gold Diffusion ociepla obraz bez przesady, a Soft Shimmer podkreśla światła w nocnych scenach… i nie tylko.

    Dla kreatywnych dusz, te filtry z efektami mogą być prostym sposobem na wizualną spójność. Zamiast tworzyć każdy materiał od podstaw w postprodukcji, możliwe jest uzyskanie rozpoznawalnego punktu wyjścia bezpośrednio w aparacie. To może okazać się kluczowe, zwłaszcza przy seryjnej produkcji, w podróży oraz w dynamicznych warunkach, gdzie liczy się zarówno jakość, jak i tempo realizacji.

  • Kalendarz Google z fenomenalną nowością. Już trafia do użytkowników

    Kalendarz Google z fenomenalną nowością. Już trafia do użytkowników

    Kalendarz Google stał się znacznie bardziej funkcjonalny dla osób współpracujących z zespołami rozproszonymi na całym świecie. Dzięki nowej funkcji, użytkownicy mogą teraz wyświetlać jednocześnie aż trzy strefy czasowe, co znacząco ułatwia organizację spotkań i planowanie działań w różnych strefach czasowych bez potrzeby ciągłego obliczania godzin w zewnętrznych aplikacjach.


    Koniec z ręcznym przeliczaniem godzin

    Dotychczas Kalendarz Google oferował możliwość wyświetlania dwóch stref czasowych: podstawowej oraz dodatkowej. Dla wielu użytkowników było to wystarczające, jednak przy pracy w międzynarodowych zespołach często okazywało się to niewystarczające. Po najnowszej aktualizacji, użytkownicy mogą ustawić trzy strefy czasowe – główną, drugą oraz nową trzecią, które są widoczne bezpośrednio na siatce kalendarza. Jako przykład Google podaje współpracę z osobami znajdującymi się w San Francisco, Nowym Jorku oraz Zurychu. Nie ma więc potrzeby, aby osobno sprawdzać, która godzina obowiązuje w każdej z tych lokalizacji.

    Wszystkie godziny obok siebie

    Nowo wprowadzona funkcja nie jest jedynie prostym dodatkiem. Trzy strefy czasowe są wyświetlane bezpośrednio przy głównym widoku kalendarza, zarówno w trybie dnia, tygodnia, jak i dostosowanym widoku obejmującym kilka dni. Każda strefa ma swoją kolumnę, co ułatwia sprawdzenie, czy planowane spotkanie wypada w godzinach pracy również dla drugiej strony. Jest to szczególnie pomocne podczas organizacji wideokonferencji, premier produktów, prezentacji czy rozmów z zagranicznymi klientami. Google dodało również tę funkcję do widoku „Znajdź czas”, co ułatwia ustalenie odpowiedniego terminu podczas tworzenia wydarzenia. Trzy strefy czasowe są zatem uwzględniane także w procesie planowania spotkań.



    Źródło: https://workspaceupdates.googleblog.com/2026/09/view-up-to-three-time-zones-in-google-Calendar-on-the-web.html

    Dodatkowym udogodnieniem są możliwość nadawania własnych etykiet. Zamiast zapamiętywać, która strefa odpowiada konkretnemu miastu, użytkownik może nazywać je nazwami miast lub zespołów rozproszonych na całym świecie. Choć wydaje się to drobnym szczegółem, może to znacznie ułatwić orientację w przypadku bardziej rozbudowanego kalendarza.

    Nowa funkcja wprowadzona, ale z ograniczeniami

    Choć wszystko brzmi obiecująco, należy pamiętać o pewnym ograniczeniu. Wsparcie dla trzech stref czasowych jest obecnie dostępne w Kalendarzu Google wyłącznie w wersji internetowej na komputerach. Google jeszcze nie ogłosiło wprowadzenia podobnej funkcji w aplikacjach na Androida czy iOS. Jest to zrozumiałe, ponieważ wyświetlanie takiego zestawu informacji na dużym ekranie jest znacznie prostsze, gdyż dodatkowe kolumny mają wystarczająco dużo przestrzeni, podczas gdy na ekranie smartfona byłoby to znacznie trudniejsze do wygodnego przedstawienia.

    Czytaj dalej poniżej

    Korzystasz z Map Google? Musisz wiedzieć o nowym problemie z aplikacją

    W przypadku domen korzystających z modelu Rapid Release, stopniowe wdrażanie nowej funkcji rozpoczęło się 25 września i może zająć do 15 dni. Użytkownicy korzystający z modelu Scheduled Release powinni spodziewać się pełnego wdrożenia od 12 października 2026 roku. Funkcja ta jest dostępna dla klientów Google Workspace, subskrybentów Workspace Individual oraz osób z prywatnymi kontami Google. Choć to jedna z prostszych zmian w Kalendarzu Google, dla osób pracujących w międzynarodowych zespołach, może okazać się niezwykle praktyczna. Zamiast nieustannie pytać o godziny, wystarczy spojrzeć na kalendarz. W globalnym środowisku pracy, rozciągającym się od Tokio po San Francisco, trzy kolumny mogą zaoszczędzić więcej czasu, niż można by przypuszczać.

  • Filmy AI trafią do kin. Szalony plan

    Filmy AI trafią do kin. Szalony plan

    Chiny budują potężną fabrykę filmów AI. Czy zalewają kina i smartfony tanią papką?

    Pamiętacie żenujące filmy generowane przez AI, które wywoływały jedynie uśmiech politowania? W Chinach nikt się nie śmieje. Władze postanowiły stworzyć z generowania filmów osobną gałąź przemysłu, którego produkcje mogą wkrótce zalać kina na całym świecie.

    Chiny budują potężną fabrykę filmów AI

    W Chinach wszystko przebiega w innym rytmie, często szybciej, bardziej efektywnie i na masową skalę. Przykład ten dotyczy również przemysłu filmowego opartego na sztucznej inteligencji, który otrzymał ogromne wsparcie rządowe. Efekty tego wsparcia są już widoczne, i co najważniejsze, brzmią bardzo obiecująco z perspektywy finansowej. Zgodnie z danymi państwowej telewizji CCTV przytaczanymi przez Reutersa, w pierwszej połowie 2026 roku średni koszt wyprodukowania jednej minuty krótkometrażowego serialu AI spadł z około 5000 juanów (blisko 3000 zł) do zaledwie kilkuset juanów. Skąd biorą się te oszczędności? Przykładem są ujęcia, które wcześniej wymagały zatrudnienia wielu aktorów oraz dużej przestrzeni — na przykład sceny weselne, imprezowe czy kręcone na zatłoczonych ulicach. Z dostępnych danych wynika, że ujęcie z wesela mogłoby kosztować normalnie dziesiątki tysięcy złotych, podczas gdy z użyciem AI koszt spada do zaledwie kilku stówek.

    Motorem napędowym tej filmowej rewolucji są modele generatywne rodem z Chin. Narzędzia jak Seedance 2.0 od ByteDance czy Kling od Kuaishou potrafią generować ujęcia tak fotorealistyczne, że chiński gigant streamingowy iQIYI zdecydował się na finansowanie oraz promowanie twórców, którzy pracują wyłącznie na podstawie promptów. brzmii nieco dystopijnie, ale fakty są takie, że następuje masowa produkcja treści, które szybko wypełniają serwery platform. Tylko w pierwszych sześciu miesiącach 2026 roku na platformę Douyin (chiński odpowiednik TikToka) trafiło niemal 222 tysiące nowych seriali generowanych przez AI. Jednak zaledwie 1055 tytułów zdołało osiągnąć ponad 100 milionów odtworzeń. Lwia część z nich zniknęła w odmętach internetu, tworząc rodzaj górnolotnego AI-slopu.

    Rolki to dopiero początek – celem są sale kinowe

    Krótkie filmy w sieci to jedno, ale prawdziwe ambicje wykraczają daleko poza wymiary ekranów smartfonów. Chińska Narodowa Administracja Filmowa wydała oficjalną licencję kinową dla produkcji Sanxingdui: Future Memories. To 90-minutowy film science-fiction stworzony z użyciem sztucznej inteligencji, który jako pierwszy pełnometrażowy projekt tego typu wejdzie do regularnej dystrybucji na wielkim ekranie. Od tego momentu prosta droga prowadzi do wielkiego kalendarza premier, w którym trudno będzie znaleźć tradycyjne filmy, z udziałem aktorów i zespołów produkcyjnych, jak to miało miejsce przez lata.

    Czytaj dalej poniżej

    Chiny stawiają na roboty do towarzystwa. Nowy rynek „ekonomii samotności”

    Jednakże wśród tego dziejowego zwrotu słychać głosy sprzeciwu, co jest pocieszające. Najgłośniej protestują ci, których sprawa dotyczy osobiście. Chińscy aktorzy i twórcy głośno sprzeciwiają się bezprawnemu wykorzystywaniu ich wizerunku i głosów do treningu modeli, a kwestie praw autorskich dotyczące wygenerowanych treści pozostają w prawnej próżni. Pekin wprawdzie nałożył obowiązek oznaczania treści generowanych przez AI, jednak… co to zmieni? Jasne, te „dzieła” powinny być wyraźnie oznaczone jako AI-generated, jednak nie zmienia to problemu samego w sobie masowego tworzenia filmów, które mają konkurować, a może nawet wyprzeć tradycyjne produkcje. Istnieje ryzyko, że tradycyjnych filmów może być coraz mniej, zwłaszcza z uwagi na kwestie finansowe. Bilans ekonomiczny jest bezlitosny, a konsument zawsze znajdzie coś, co go zainteresuje — to, czy będzie to film stworzony przez ludzi, czy przez sztuczną inteligencję, staje się coraz mniej istotne.

  • Mapy Google mają nowy problem. Użytkownicy zgłaszają go masowo

    Mapy Google mają nowy problem. Użytkownicy zgłaszają go masowo

    Mapy Google ponownie napotkały na trudności – co wydaje się być… trochę normą? Tym razem jednak problem dotyczy przede wszystkim wersji przeglądarkowej, a nie nawigacji czy mobilnej aplikacji. Część użytkowników zgłasza, że wyszukiwanie ogólnych kategorii, takich jak restauracje, sklepy czy bankomaty, przestało functionować. Interesujące jest to, że wyszukiwanie konkretnych miejsc po ich nazwie zdaje się działać prawidłowo.

    Mapy Google nie znajdują restauracji – co się dzieje?

    Problem jest dość nietypowy. Kiedy użytkownik wpisuje nazwę konkretnego miejsca w Mapach Google, na przykład nazwy hotelu lub budynku, wyniki wyszukiwania pojawiają się bez problemu. Kłopot zaczyna się, gdy użytkownicy próbują przeprowadzić bardziej ogólne zapytania.

    Wpisanie frazy takiej jak „restauracja”, „apteka” lub „sklep” często kończy się komunikatem informującym, że Mapy Google nie znalazły odpowiednich wyników, sugerując przy tym sprawdzenie pisowni lub dodanie lokalizacji (miasta, regionu czy kodu pocztowego). W praktyce wyszukiwarka działa tak, jakby nie rozumiała zapytania, które powinno być dla niej oczywiste.

    Problem dotyczy głównie wersji przeglądarkowej Map Google

    Na obecnym etapie wskazuje się, że aplikacja mobilna działa poprawnie. Użytkownicy zgłaszają problemy tylko z komputerową wersją Map Google, niezależnie od przeglądarki, której używają. Wiele zgłoszeń sugeruje również, że błąd może być związany z konkretnym kontem Google. W jednym z przypadków użytkownik zauważył, że wyszukiwanie działało w trybie incognito, ale przestawało funkcjonować po zalogowaniu na swoje konto. Ten sam użytkownik mógł bez problemu wyszukiwać miejsca w aplikacji Map na iPhonie, co jasno sugeruje, że przyczyn problemu nie należy szukać w konkretnej przeglądarce czy urządzeniu.

    Nie działa nawet Chrome i Safari

    Skala zgłoszeń jest interesująca, ponieważ użytkownicy próbowali już podstawowych metod naprawczych. W relacjach pojawia się m.in. czyszczenie ciasteczek i danych witryny, wyłączanie rozszerzeń, tworzenie nowych profili przeglądarki czy korzystanie z różnych połączeń internetowych. Niestety, nie zawsze przynosiło to oczekiwane rezultaty. Analogiczne problemy zauważono zarówno w Chrome, jak i Safari, co dodatkowo sugeruje, że źródło problemu leży po stronie samych Map Google, a nie konkretnego urządzenia lub oprogramowania.

    Czytaj dalej poniżej


    Tłumacz Google odpala petardę! O tej funkcji marzyliśmy od lat

    To nie pierwsze problemy Map Google w ostatnich miesiącach

    Mapy Google miały już w tym roku kilka incydentów związanych z ich funkcjami dostępnymi na różnych platformach. W lipcu użytkownicy zgłaszali znikające kolorowe oznaczenia natężenia ruchu, a w ostatnich dniach pojawiły się problemy ze wskaźnikiem prędkości oraz limitem prędkości w Android Auto. Obecna sytuacja jest szczególnie irytująca dla osób korzystających z Map w trakcie planowania wyjść czy podróży, ponieważ wyszukiwanie miejsc jest jedną z podstawowych funkcji tego serwisu.

    Google na chwilę obecną nie opublikowało żadnych informacji, które wskazywałyby na konkretną przyczynę opisanego błędu. Brak również informacji dotyczących potencjalnego terminu jego usunięcia. Zgłoszeń użytkowników przybywa, co sugeruje, że problem ma charakter masowy, a nie jest przypadkowy. Wygląda na to, że platforma będzie musiała szybko zareagować na obecną sytuację.

    Źródło

  • Google wyprzedza SpaceX. Wyśle serwer AI na orbitę już w październiku

    Google wyprzedza SpaceX. Wyśle serwer AI na orbitę już w październiku

    Wygląda na to, że współczesny wyścig kosmiczny przestał polegać wyłącznie na lądowaniach na Księżycu czy misjach na Marsa, a przenosi się w obszar cyfrowej infrastruktury.

    Chociaż pomysł budowy orbitalnych centrów danych zainicjowany został przez Elona Muska, Google zdecydowało się wyprzedzić konkurencję, przechodząc szybko z etapu teorii do praktyki. Podczas gdy SpaceX planuje pierwsze testy orbitalne na przyszły rok, gigant z Mountain View niemal niezauważalnie wyśle swój pierwszy serwer sztucznej inteligencji w przestrzeń kosmiczną już na początku października. Niewielki satelita od firmy Planet Labs poleci na pokładzie rakiety Falcon 9 w ramach misji Transporter-18, niosąc prototyp, który ma torować drogę dla przyszłych kosmicznych serwerowni.

    Inicjatywa ta jest pierwszym praktycznym krokiem w kierunku realizacji ambitnego projektu Suncatcher, zapowiedzianego przez Google jako projekt typu „moonshot”. Zamiast tradycyjnego sprzętu optycznego do obrazowania Ziemi, satelita testowy zabiera na pokład cztery autorskie układy TPU (Tensor Processing Unit), które mają służyć do trenowania modeli oraz uruchamiania wnioskowania w systemach sztucznej inteligencji. Głównym celem misji jest ocena, jak zwykły sprzęt przetwarzania danych poradzi sobie w trudnych warunkach przestrzeni kosmicznej, w tym podczas przeciążeń i drgań wywołanych startem rakiety oraz w środowisku narażonym na promieniowanie kosmiczne.

    Chłodzenie, czyli kosmiczny sprawdzian dla akceleratorów AI

    Przeniesienie infrastruktury obliczeniowej na orbitę stawia przed inżynierami wyzwania niespotykane w tradycyjnych serwerowniach. Największą przeszkodą okazuje się odprowadzanie ciepła. W próżni niemożliwe jest zastosowanie tradycyjnych metod chłodzenia cieczą czy powietrzem, dlatego jedyną metodą oddawania energii termicznej pozostaje promieniowanie. Aby schłodzić układy TPU pobierające około 1 kW mocy, zastosowano specjalny materiał termoprzewodzący połączony z miedzianymi i aluminiowymi rurkami cieplnymi, które przekazują ciepło do dedykowanych radiatorów. Z racji ograniczeń technologicznych i wielkości radiatorów, serwer nie będzie mógł pracować w trybie ciągłym. Po każdym około 15-minutowym cyklu obliczeniowym układy TPU będą wyłączane, aby umożliwić obniżenie temperatury systemu.

    Testowy satelita spędzi na orbicie zaledwie kilka miesięcy, w trakcie których na układach TPU uruchamiane będą modele Gemini. Zgromadzone dane pomogą w dopracowaniu konstrukcji kolejnych jednostek, których debiut planowany jest na 2027 rok. Choć stworzenie pełnoskalowych, połączonych laserowo konstelacji kosmicznych zajmie jeszcze wiele lat, projekt Suncatcher może stać się kluczowym krokiem na drodze do przeniesienia najbardziej zasobożernych technologii obliczeniowych poza naszą planetę.

    Czytaj dalej poniżej


    Korzystasz z Map Google? Musisz wiedzieć o nowym problemie z aplikacją