Kategoria: Wiadomości

  • Firefox zmieni się nie do poznania. To największa zmiana od lat

    Firefox zmieni się nie do poznania. To największa zmiana od lat

    W przeglądarce Firefox, już 29 września, zostaną wprowadzone zmiany dotyczące kart, menu oraz pasków narzędzi. Zmiany te, choć znaczące, nie będą na tyle rewolucyjne, aby nowi użytkownicy musieli uczyć się obsługi przeglądarki od podstaw. Projekt Nova to także powrót trybu kompaktowego, którego obecność ułatwi korzystanie z wielu otwartych stron.

    Projekt Nova został zapowiedziany w maju, a teraz już wiemy, kiedy jego innowacje trafią do stabilnej wersji Firefoksa. Już 29 września użytkownicy dokonają obserwacji zmian wizualnych, przy czym Mozilla podkreśla, że rozszerzenia, skróty i menu pozostaną tam, gdzie można ich się spodziewać. Odświeżony interfejs jest już dostępny w testowym kanale Nightly, a teraz czas na jego wdrożenie dla szerszego odbioru.

    Porządki w Firefoksie

    Mozilla podjęła się rewitalizacji wyglądu kart, które zyskają łagodniejsze kontury, a także nowe ikony i elementy sterujące. Aktywna karta będzie wyróżniona subtelnym gradientem. Pasek narzędzi zostanie uporządkowany w celu zmniejszenia liczby rozpraszających detali. Menu i panele nabiorą bardziej spójnej formy, aby całość nie wyglądała chaotycznie. Zmiany obejmą również odstępy między elementami, co umożliwi lepsze zagospodarowanie przestrzeni ekranu.

    W kontekście dostępności, Mozilla zwraca uwagę na takie aspekty jak kontrast, czytelność, rozmiar interaktywnych obszarów oraz obsługę przy pomocy klawiatury. Odświeżone ikony będą lepiej dopasowane zarówno do jasnego, jak i ciemnegotematu przeglądarki.

    Tryb kompaktowy i ułatwiona obsługa kart

    W tym kontekście nastąpi „wielki” powrót trybu kompaktowego, który zagęszcza nieco elementy interfejsu. Tryb ten będzie szczególnie przydatny na mniejszych ekranach, gdzie rozbudowane paski narzędzi ograniczają miejsce na treści. Należy jednak zauważyć, że w Firefoksie 89 usunięto tę opcję z panelu dostosowywania, mimo że zaawansowane ustawienia pozwalały na jej aktywację, chociaż oznaczone jako „niewspierane”. Powrót trybu oznacza, że zostanie on dostosowany do Projektu Nova i będzie regularnie wspierany przez Mozillę.

    Czytaj dalej poniżej

    Wielka zmiana w Mozilli. Będziesz mógł to wyłączyć w Firefoksie

    Ułatwienia obejmą także grupy kart, widok „z podziałką” oraz pionowy układ kart. Pierwsza opcja pozwala zebrać strony związane z jednym zadaniem w jedną grupę. Druga umożliwia wyświetlanie dwóch stron obok siebie, a trzecia przenosi listę kart z górnej części okna na bok, co zrewolucjonizuje sposób przeglądania otwartych stron. Projekt Nova uwzględni te elementy nie tylko w redesignie, ale także w kontekście ich usprawnienia, co jest bardzo budujące.

    Niech żyje spójność

    Nowy Firefox będzie także łatwy do personalizacji. Mozilla zapowiada nowe motywy i tapety, a w przyszłości rozważa szerszą kontrolę nad kształtem elementów interfejsu. Jednak wątpliwe jest, aby to ostatnie rozwiązanie zostało wprowadzone 29 września. Komputery będą beneficjentami najbardziej znaczących zmian, mimo że wspólny język projektowy obejmie również aplikacje mobilne.

    Czytaj również: Firefox przyspiesza. Najnowsza aktualizacja to prawdziwa bomba.

    Firefox może zyskać jeszcze jeden istotny argument, by dać mu szansę. Przeglądarka miała swoje lepsze i gorsze chwile, ale wszystko wskazuje na to, że nadchodzą dobre czasy dla użytkowników, którzy oczekują nie tylko nowoczesności w interfejsie, ale przede wszystkim uporządkowanego, funkcjonalnego designu zarówno na komputerach, jak i urządzeniach mobilnych. Możemy być spokojni o przyszłość, gdyż Mozilla od lat wykonuje znakomitą pracę, której rynek często nie docenia, ale pozostaje ona wciąż wartą uwagi.

  • Na pilocie jest przycisk, którego pewnie nigdy nie użyłeś. A ułatwia oglądanie TV

    Na pilocie jest przycisk, którego pewnie nigdy nie użyłeś. A ułatwia oglądanie TV

    Tajemniczy przycisk na pilocie do telewizora. Sprawdź funkcję „AD”, a seans stanie się prostszy.


    Mało kto zwraca uwagę na funkcje swojego pilota do telewizora. Najważniejsze wydaje się to, by działał, umożliwiał zmianę kanałów oraz regulowanie głośności czy korzystanie z serwisów VOD. Jednak po bliższym przyjrzeniu się pilotowi dostrzegamy, że skrywa on pewien bardzo przydatny przycisk. Dziś wyjaśnię, dlaczego warto go znać.

    Źródło: Depositphotos

    Przycisk na pilocie, którego nie znasz – a warto

    W gąszczu przycisków na pilocie do telewizora łatwo się zgubić, zwłaszcza w przypadku starszych modeli lub tych z dużą liczbą przycisków. Wiele z nich pozostaje nieznanych i nieużywanych, co jest dużym błędem, gdyż można znaleźć tam naprawdę ciekawe i użyteczne funkcje, które często są zapomniane. Przykładem jest klawisz oznaczony jako AD. Nie odnosi się on do ustawień czy zmiany obrazu, mimo że może znacząco wpłynąć na nasze doświadczenia, wprowadzając audiodeskrypcję, czyli tłumaczenie głosowe tego, co dzieje się na ekranie.

    Chodzi o audiodeskrypcję – dodatkową, niezależną ścieżkę dźwiękową przygotowywaną przez nadawców, która w przerwach między dialogami precyzyjnie opisuje elementy wizualne filmu lub serialu. Można to porównać do narratora, który komentuje sytuacje, gdy nie trwa żaden dialog. W scenie filmu, gdzie widzimy jedną postać wykonującą jakąś czynność, bez audiodeskrypcji słyszymy tylko tło dźwiękowe, takie jak szum otoczenia czy odgłosy działań postaci – na przykład gnieceniem kartki papieru czy szuraniem butami. Włączenie audiodeskrypcji wypełnia to tło głosem lektora, który opisuje wykonane działania, na przykład: „bohater patrzy na ścianę, a następnie wychodzi z pomieszczenia głównymi drzwiami”.

    Osobiście po raz pierwszy zetknąłem się z tą funkcją wiele lat temu podczas wizyty u mojego dziadka. Usłyszałem telewizor z włączonym znanym kanałem, ale z innym udźwiękowieniem – co chwilę odzywał się lektor komentujący wydarzenia w serialu. Dopiero po chwili zrozumiałem, że był to skutek przypadkowego naciśnięcia przycisku AD na pilocie, co wprowadziło nowy… klimat oglądania, że tak to ujmę.

    Czytaj dalej poniżej

    Wystarczy zmienić jedno ustawienie w telewizorze, aby obraz był lepszy
    Zbliżenie mężczyzny czyszczącego pilot do telewizora w celu zapobieżenia wirusowi Covid-19.

    Audiodeskrypcja jest bardzo przydatna

    Funkcja audiodeskrypcji została zaprojektowana przede wszystkim dla osób niewidomych, słabowidzących oraz seniorów, którzy mogą mieć trudności w percepcji wszystkich wydarzeń na ekranie. Głos lektora ma na celu relacjonowanie najważniejszych i kluczowych wydarzeń w danej scenie. Dla osób, które nie mogą zobaczyć tego, co dzieje się na ekranie, lektor stanowi dodatkową perspektywę na wydarzenia, obok samego udźwiękowienia filmu bądź serialu.

    Obecnie, funkcję audiodeskrypcji wykorzystują również osoby, które pragną korzystać z telewizora bez konieczności patrzenia na niego – na przykład podczas gotowania czy porządkowania w domu. Dzięki tej funkcji można być na bieżąco z wydarzeniami, jednocześnie nie odrywając wzroku od wykonywanych zadań. Zastanawiając się nad tym, można dojść do wniosku, że to ma sens. Należy jednak pamiętać, aby ograniczać liczbę bodźców, które konkurują o naszą uwagę w danym momencie; w przeciwnym razie nasz mózg może ulegać zmęczeniu, co sprawi, że podstawowe zdolności skupienia staną się wyzwaniem wymagającym znacznego wysiłku.

  • Jak projekt wspierany przez LV BET pokazuje, dlaczego branża musi odejść od „czarnych skrzynek” w AI

    Jak projekt wspierany przez LV BET pokazuje, dlaczego branża musi odejść od „czarnych skrzynek” w AI

    W obliczu wciąż rosnącego entuzjazmu dla sztucznej inteligencji, branża IT staje w obliczu poważnego wyzwania: tzw. „czarnych skrzynek”, czyli algorytmów działających na zasadzie wydawania werdyktów bez wyjaśnienia ich podstaw. Okres nieprzezroczystości w obszarze algorytmicznym powoli dobiega końca, a przejrzystość staje się kluczowym kierunkiem w rozwoju technologii informacyjnej.

    W ten nurt wpisuje się AwareGamer – innowacyjny projekt, którego celem jest wczesne wykrywanie ryzykownych zachowań wśród graczy. Inicjatywa rozwijana przez startup Incubly, we współpracy z doświadczonym operatorem rynku rozrywkowego LV BET, pokazuje, że przyszłość IT kieruje się w stronę wyjaśnialnej sztucznej inteligencji (XAI). Stanowi to jasny sygnał, że systemy podejmujące decyzje muszą być w pełni transparentne – nie tylko z uwagi na nadchodzące regulacje prawne, ale przede wszystkim dla bezpieczeństwa użytkowników.

    Czas zajrzeć pod maskę algorytmów

    Działanie systemów opartych na uczeniu maszynowym bazuje na przetwarzaniu ogromnych zbiorów danych uczących, na podstawie których generowane są końcowe wyniki. Główny problem pojawia się, gdy zadajemy kluczowe pytanie: dlaczego model podjął taką, a nie inną decyzję? W tradycyjnym podejściu do „czarnej skrzynki” odpowiedź sprowadza się do suchych werdyktów, bez możliwości wglądu w proces decyzyjny.

    O ile w przypadku algorytmów rekomendujących filmy na platformach VOD taka odpowiedź może być akceptowalna, to w sektorach, gdzie obowiązują najwyższe standardy odpowiedzialności, takie podejście jest zdecydowanie niebezpieczne. Systemy analityczne pracujące w tle, które oceniają np. bezpieczeństwo użytkowników, muszą być przejrzyste. Dlatego projekt AwareGamer, rozwijany w ramach współpracy z LV BET, od samego początku opiera się na zasadach odpowiedzialnego projektowania i wpisuje się w nurt wyjaśnialnej sztucznej inteligencji (XAI).

    Czytaj dalej poniżej


    Oto sieć WiFi rodem z przyszłości. ASUS ROG Rapture GT-BN98 wyprzedza swoje czasy

    Explainable AI, czyli algorytm musi się tłumaczyć

    Jak wygląda to w praktyce? Nowoczesny system predykcyjny nie może ograniczać się jedynie do roli alarmu, który generuje suche komunikaty o podwyższonym ryzyku. Dzięki architekturze XAI algorytm potrafi zrekonstruować swój proces decyzyjny i dostarczyć pełen kontekst. W efekcie jasno „tłumaczy”, które konkretne zachowania, parametry czy anomalie w aktywności spowodowały, że dany użytkownik został sklasyfikowany w określonej kategorii.

    Wdrożenie takiego rozwiązania wymagało synergii między zespołem technologicznym Incubly, badaczami z Uniwersytetu Łódzkiego oraz KUL, a także doświadczonym partnerem domenowym. Dzięki dostępowi do pseudonimizowanych danych z platformy LV BET, analitycy mogą trenować system w taki sposób, aby wykrywał niepokojące zmiany w nawykach użytkowników. Doskonałym przykładem takiego zjawiska jest tzw. dryf behawioralny – czyli subtelne, narastające w czasie odchylenie od typowego stylu gry danego gracza. Zamiast opierać się na sztywnych regułach, system analizuje dziesiątki zmiennych zawartych w logach. Dzięki wdrożeniu podejścia XAI nie tylko dostrzega ten dryf, ale również wyodrębnia konkretną parametry, które miały decydujący wpływ na ostateczny wynik oceny.

    Transparentność jako rynkowe być albo nie być

    Dlaczego rozwój XAI jest obecnie tak istotny z perspektywy całej branży technologicznej? Jest to w dużej mierze zdeterminowane koniecznością przygotowania się na wprowadzenie rygorystycznych ram prawnych. Wyjaśnialność decyzji podejmowanych przez sztuczną inteligencję przestaje być jedynie technologiczną nowinką, a staje się bezwzględnym wymogiem prawno-regulacyjnym, co jest określone także w unijnym rozporządzeniu AI Act. Systemy, które nie będą w stanie uzasadnić swoich działań przed audytorem, po prostu znikną z rynku.

    Zaangażowanie operatora takiego jak LV BET w weryfikację zaawansowanych mechanizmów XAI na tym wymagającym rynku dowodzi pragmatycznego podejścia do wprowadzania innowacji. Zamiast biernie oczekiwać na unijne dyrektywy i dostosowywać swoją infrastrukturę w ostatniej chwili, marka aktywnie wspiera rozwój bezpiecznych rozwiązań nowej generacji.

    Projekt AwareGamer wyznacza interesujące kierunki dla branży rozrywkowej, ale również stanowi uniwersalną lekcję dla całego rynku IT. Testowanie tych mechanizmów w złożonym ekosystemie LV BET jasno pokazuje, że największa wartość sztucznej inteligencji nie zawsze tkwi w efektownych interfejsach, lecz w głębokiej, zrozumiałej analityce danych, która potrafi realnie – i w pełni wytłumaczalny sposób – chronić użytkowników w cyfrowym środowisku.

  • Lara Croft na padach 8BitDo. Tak wyglądają kontrolery na 30-lecie Tomb Raidera

    Lara Croft na padach 8BitDo. Tak wyglądają kontrolery na 30-lecie Tomb Raidera

    Nowe Kontrolery od 8BitDo na 30. Urodziny Tomb Raidera

    8BitDo przygotowało specjalną kolekcję z okazji 30. urodzin serii Tomb Raider, składającą się z dwóch wyjątkowych kontrolerów: Ultimate 3 do Xboksa oraz Pro 3 z łącznością Bluetooth. Oba urządzenia są już dostępne w przedsprzedaży, a ich oficjalna sprzedaż rozpocznie się 24 października.

    Ultimate 3 – Inspiracja Zaginionymi Cywilizacjami

    Kontroler Ultimate 3 w edycji Tomb Raider odzwierciedla ducha ruin i zaginionych cywilizacji, które Lara Croft odkrywała przez ostatnie trzy dekady. Jego obudowa utrzymana jest w piaskowcowych i złotych odcieniach, zdobiona motywami totemów oraz fragmentami historycznych inskrypcji. Na froncie znajdują się sylwetki bohaterki w trakcie wspinaczki, biegu oraz w trakcie walki z użyciem pistoletów i łuku. Dodatkowo, wyróżnia się on zastosowanym d-padem wykonanym ze stopu cynku, pokrytym złotą powłoką.

    Wydajność na Najwyższym Poziomie

    Pod względem technicznym, Ultimate 3 to ten sam model, który zadebiutował w maju br. Wyposażony jest w analogi TMR z pierścieniami Force Ring do regulacji oporu, spusty z efektem Halla z dwoma ustawieniami skoku oraz dodatkowe bumpers L4 i R4, jak również dwa tylne przyciski. Kontroler łączy się z konsolami Xbox oraz PC za pomocą nadajnika USB 2,4 GHz lub kabla, a ze smartfonami — przez Bluetooth. Na komputerach maksymalna częstotliwość odpytywania wynosi 1000 Hz, natomiast w przypadku konsol standardowo jest to 250 Hz. W zestawie znajduje się stacja dokująca z funkcją ładowania bezprzewodowego, w której można przechowywać również dongle. Akumulator o pojemności 1000 mAh zapewnia do 20 godzin nieprzerwanego grania.

    Pro 3 – Hołd dla Zaginionej Doliny

    8BitDo Pro 3 nawiązuje do konkretnego momentu z pierwszego Tomb Raidera, w którym Lara staje twarzą w twarz z tyranozaurem w Zaginionej Dolinie. Jego piaskowcowe barwy, struktura przypominająca stare mury oraz pnącza na obudowie doskonale oddają klimat tej epickiej przygody. Przyciski ABXY, ozdobione symbolami Atlantydy, są mocowane na magnesach, co pozwala na ich łatwe przestawienie pomiędzy układami Nintendo a Xboksa. W zestawie znajdują się również dwie pary wymiennych nakładek na analogi.

    Specyfikacja i Kompatybilność

    Pozostała część specyfikacji Pro 3 jest zgodna z wersją standardową. Kontroler wyposażony jest w analogi TMR, spusty z efektem Halla z przełącznikiem trybu, bumpers L4 i R4, dwa tylne przyciski oraz stację dokującą. Pro 3 współpracuje z konsolami Nintendo Switch i Switch 2, PC, SteamOS, urządzeniami Android oraz sprzętem Apple.

    Informacje o Przedsprzedaży

    Przedsprzedaż obu kontrolerów rozpoczęła się dzisiaj, a produkty trafią na rynek 24 października. Cena Ultimate 3 w edycji Tomb Raider wynosi 119,99 USD (około 465 zł), natomiast za Pro 3 zapłacimy 79,99 USD (około 310 zł).

  • Netflix ma dwie wiadomości. Będzie taniej, ale mniej przyjemnie

    Netflix ma dwie wiadomości. Będzie taniej, ale mniej przyjemnie

    Jeśli obecny koszt subskrypcji serwisu Netflix wydaje się Państwu zbyt wysoki, mamy dobrą wiadomość. Wkrótce pojawi się tańszy plan, jednak korzystanie z niego wiązać się będzie z pewnymi niedogodnościami. Tak, dokładnie z tym, o czym Państwo myślicie.


    Tańszy plan VoD – kosztem komfortu oglądania

    Już wkrótce Netflix wprowadzi w Polsce nowy plan, który wyróżniać się będzie niższą ceną w porównaniu do obecnie dostępnych opcji. Nowa subskrypcja ma kosztować mniej niż 37 złotych, które obecnie musimy zapłacić za podstawowy wariant. Co się zmieni w porównaniu do dotychczasowych planów? Zadebiutują reklamy, które będziemy musieli oglądać, mimo że za dostęp do treści serwisu już zapłaciliśmy. Niemniej jednak, opłata za ten plan będzie niższa niż w przypadku plansz bez reklam.

    Netflix z reklamami od 2027 roku

    Amy Reinhard, prezes ds. reklam w Netflixie, poinformowała, że nowy plan zadebiutuje w Polsce 1 marca 2027 roku. Na ten moment niewiele więcej wiadomo o jego szczegółach. Brakuje również informacji na temat ceny, która zostanie ogłoszona bliżej daty uruchomienia nowego wariantu w Polsce.

    Reinhard podkreśla, że plan z reklamami cieszy się znaczną popularnością na wszystkich rynkach, gdzie jest już dostępny. Obecnie korzysta z niego aż 250 milionów aktywnych widzów miesięcznie, z czego ponad 80% korzysta z opłacanego serwisu co tydzień.

    Czytaj dalej poniżej

    Fenomenalna obsada, groźna sprawa - na ten film warto czekać

    Czy wprowadzenie nowego planu spowoduje wzrost liczby subskrybentów Netflixa? Na obecnym etapie rozwoju rynku VoD wydaje się to mało prawdopodobne. Być może nowa opcja zatrzyma odpływ subskrybentów, którym obecne ceny wydają się zbyt wysokie. Taki scenariusz wydaje się w tej chwili najbardziej realny.

  • Pierwotne czarne dziury i „piąty, ciemny wymiar”. Badacze przeanalizowali niesamowity scenariusz

    Pierwotne czarne dziury i „piąty, ciemny wymiar”. Badacze przeanalizowali niesamowity scenariusz

    Co, jeśli wokół nas istnieje mikroskopijny (ale jednak istnieje) dodatek do znanego nam wymiaru przestrzennego? W takim przypadku czarne dziury mogłyby mieć geometrię pięciowymiarową. Fizycy sugerują, że mogłoby to pozwolić im na długotrwałe istnienie, trwające przez miliardy lat, a ich parowanie mogłoby pozostawiać ślady w detektorach cząstek.

    Zespół naukowców: Luisa Anchordoquig z Lehman College, Alek Bedroya oraz Dieter Lüst przeprowadził analizę dotycząca narodzin czarnych dziur w hipotetycznym Wszechświecie, w którym istnieje dodatkowy wymiar przestrzenny. Autorzy wskazują, że w takich warunkach pierwotne czarne dziury muszą ostatecznie stać się… pięciowymiarowe. Wyjątek wymagałby fiziologicznej egzotyki i bardzo niskich energii. Praca ta wkrótce ukaże się w czasopiśmie Physical Review D.

    Piąty wymiar jako dodatkowy wymiar przestrzenny

    W naszym przypadku sprawa jest prosta: mamy trzy wymiary przestrzenne oraz czas, co daje nam razem cztery wymiary. W fizyce istnieje hipotetyczny „ciemny wymiar”, co sugeruje istnienie dodatkowego kierunku przestrzennego, zwiniętego do mikroskopijnych rozmiarów. „Nasza materia” byłaby ograniczona do czterowymiarowej struktury, zwanej braną, która znajduje się w większej przestrzeni. Grawitacja miałaby zaś możliwość rozprzestrzeniania się „poza nią”. Zwinięcie oznacza, że ten dodatkowy kierunek ma bardzo mały, skończony rozmiar, co sprawia, że jego ujawnienie jest poza naszym zasięgiem.

    Dla dużej czarnej dziury ten dodatkowy wymiar pozostawałby pomijalny (głównie ze względu na rozmiar), dlatego opis takiej czarnej dziury w czterech wymiarach byłby dla niej całkowicie wystarczający. W tym kontekście ważne jest porównanie rozmiaru dodatkowego wymiaru z promieniem horyzontu zdarzeń, za którym nie może uciec nawet światło. Jeśli horyzont zdarzeń jest znacznie mniejszy od rozmiaru dodatkowego wymiaru, opis czarnej dziury musi uwzględniać również ten „kierunek”.

    Pierwotne czarne dziury

    Pierwotne czarne dziury to obiekty o szczególnym charakterze, które są z założenia hipotetyczne i miałyby powstawać z lokalnych zagęszczeń energii we wczesnym Wszechświecie, zanim jeszcze pojawiły się pierwsze gwiazdy. Sprzeciwia to się klasycznemu mechanizmowi tworzenia typowych czarnych dziur. Są one postrzegane jako potencjalna część ciemnej materii, której obecność wiemy głównie z powodu oddziaływań grawitacyjnych. W tym kontekście koncentruje się głównie na dwóch mechanizmach tworzenia odpowiednio gęstych obszarów: przejścia fazowe podczas ochładzania się kosmosu oraz zapadanie się strun.

    Czytaj dalej poniżej

    Następne pokolenia czeka zupełnie inna Europa. Naukowcy mają złe wieści

    Przejście fazowe to zmiana stanu układu, podobnie jak zamarzanie wody, aczkolwiek w tym kontekście odnosi się do pól i materii młodego kosmosu. W analizowanych warunkach, powstałe czarne dziury byłyby zbyt małe, aby efektywnie zachować czterowymiarową formę. Istnienie w trzech wymiarach przestrzennych oraz jednym czasowym prowadziłoby do niestabilności zjawiska Gregory’ego–Laflamme’a i przekształcałoby się w pięciowymiarowe. Natomiast struny, hipotetyczne liniowe defekty powstałe we wczesnym Wszechświecie, mogłyby tworzyć kurczące się pętle. Zgodnie z analizą autorów, wskutek ich zapadania się powstawałyby obiekty pięciowymiarowe.

    Dodatkowy wymiar wydłużałby życie czarnych dziur

    Osobliwa geometria wpłynęłaby także na tempo utraty masy. Zgodnie z przewidywaniem Hawkinga, czarne dziury emitują promieniowanie i stopniowo „wyparowują”. Standardowe założenie jest takie: im mniejsza masa, tym wyższa temperatura i szybszy ubytek masy. Dla tych pięciowymiarowych obiektów proces ten przebiegałby wolniej w porównaniu do czarnych dziur czterowymiarowych o tej samej masie.



    Co więcej, niektóre czarne dziury powstałe ze strun kosmicznych mogłyby trwać nawet przez całe życie Wszechświata, czyli około 13,8 miliarda lat. Część z nich mogłaby zatem kończyć swoje parowanie właśnie w „naszej” epoce. Nie ustalono jednak jeszcze uniwersalnego czasu życia, ponieważ wyniki zależą od parametrów modelu, w tym od rodzaju cząstek dostępnych w dodatkowym wymiarze. Byłoby wspaniale móc to zaobserwować, ale na chwilę obecną wydaje się to dość nieosiągalne.

    W oparach spekulacji

    Autorzy analizy wskazują на neutrina o wyjątkowo wysokiej energii, zarejestrowanego przez obserwatorium KM3NeT. Jedna z badanych teorii sugeruje, że parująca czarna dziura mogłaby emitować cząstkę do przestrzeni poza braną. Ta z kolei mogłaby prowadzić do powstania neutrina, które byłoby wykrywalne przez dostępne obecnie detektory. Może to tłumaczyć, dlaczego z tego samego kierunku nie zaobserwowano towarzyszącego, wysokoenergetycznego fotonu.

    Czytaj również: Takiej czarnej dziury jeszcze nie złapaliśmy. „To najlepszy przykład w historii”

    Wszystko to jednak pozostaje w sferze hipotez, które nie mają jeszcze potwierdzenia. Rejestracja neutrina nie oznacza bezpośredniego zaobserwowania czarnej dziury, a tym bardziej dodatkowego wymiaru. Mimo to, analiza sugeruje taką możliwość: według jednego z dozwolonych modeli, w fizyce wiele rzeczy jest hipotetycznych, co badacze traktują jako normę. Przełomem byłoby wykrycie sygnałów, które potwierdziłyby ten stan rzeczy; niemniej jednak, to czy kiedykolwiek to się wydarzy, stanowi temat na zupełnie inny artykuł.

  • Rockstar oszalał. Kolekcjonerka GTA 6 bez gry i za 1800 zł

    Rockstar oszalał. Kolekcjonerka GTA 6 bez gry i za 1800 zł

    GTA 6 będzie miało edycję kolekcjonerską. Choć gra nie jest jej częścią, cena wynosi niemal 1800 zł.

    Rockstar usłyszał kiedyś mnie mówiącego, że „twórcom GTA jestem w stanie wiele wybaczyć”, a od tego czasu regularnie wystawia moją cierpliwość na próbę. Teraz ogłoszono, że GTA 6 otrzyma edycję kolekcjonerską z dziwnymi gadżetami, bez gry, a wszystko za jedyne 1800 zł. Szefie, jestem zmęczony…

    Rockstar chyba postradał zmysły. Kolekcjonerska edycja GTA 6 kosztuje 1800 zł…

    …a w dodatku nie znajdziemy w niej samej gry. Już nie wspominając o tym, że wersja ta będzie dostępna jedynie w dystrybucji cyfrowej, w zestawie „gadżetów” i „pamiątek” z Vice City nie ma nawet karteczki z kodem. Taki ruch zasługuje na krytykę, ale jakoś można by go przyjąć do wiadomości. Zamiast tego, Rockstar oferuje nam kolekcjonerskie pudełko z przedmiotami dla największych fanów gry – te muszą jednak dokupić osobno, co sprawia, że całe to „doświadczenie” budżetowo jest znacznie bardziej uciążliwe. Czyż nie? Możecie nabyć kolekcjonerską edycję GTA 6, która ma stanowić celebrację Vice City i pamiątek ze stanu Leonida. Cena dokładnie wynosi 1740 zł, ale razem z wysyłką do Polski przekracza 1800 zł – to już konkret. Co zatem zawiera zestaw?

    Zestaw składa się z eleganckiego pudełka z szufladkami, wypełnionymi zawartością. Całość nie zaskoczy nas jednak potężnym gabarytem, wszystkie gadżety dałoby się pewnie zmieścić w małej torebce foliowej. Kolekcjonerski zestaw „Grand Theft Auto VI: The Goodtime State – Vice City Collection” zawiera:

    • 6-calową figurkę aligatora Macca z sekretnym schowkiem w podstawie (na przechowanie resztek godności lub oszczędności);
    • Okulary Oakley Frogskins z niebieskimi szkłami Prizm Sapphire i różowym logo GTA VI (podobno blask bogactwa oślepia nawet najbogatszych);
    • Czapkę z daszkiem New Era 9FORTY;
    • Torebkę na ramię (crossbody bag) oraz zestaw emaliowanych pinów w puszce;
    • Magnetyczne lusterko, przy którym – jak ironicznie sugeruje sam opis – nabywca może „przemyśleć swoje życiowe wybory” (szczególnie ten o wydaniu 1800 zł na ten zestaw);
    • Kolekcjonerską łyżkę barmańską, pojedynczy (!) kieliszek do napojów (wiadomo jakich) z manatem oraz brelok w kształcie żyletki;
    • Dwustronny plakat z mapą stanu Leonida;
    • Pakiet naklejek;

    Niepokoi mnie dodanie do zestawu lusterka i tylko jednego kieliszka. Czy ktoś jeszcze to dostrzega i czuje się zaniepokojony? Na Boga, nie róbmy tego w samotności…

    Czytaj dalej poniżej

    Grasz w Wiedźmina 3 na XBOX? Za darmo dostaniesz też wersję na PC

    Znak czasów, czyli nawet nowe GTA nie uchroni się od krytyki

    Jako doświadczony gracz, muszę sobie ponarzekać i dodać: „kiedyś to było” – bo rzeczywiście było, a niejedną mapę świata gry mam w swojej kolekcji z premierowych wydań. Nie musiałem za nie dopłacać ani kupować ekstremalnie drogich pakietów kolekcjonerskich, które dodatkowo nie zawierały samej gry. To smutne, że dzisiaj takie dodatki są dostępne jedynie dla najbardziej zamożnych oraz, umówmy się, nieco szalonych graczy. Mając na uwadze, wydanie chociażby drugiego Wiedźmina na PC, wiem, jak twórcy potrafią docenić swoich fanów. A przynajmniej tak było, wiele lat temu.

    Sam pakiet gadżetów do GTA 6 budzi we mnie smutek, ale absolutnie nie zaskakuje. Cała maszyna marketingowa Rockstara jest dla mnie ogromnym rozczarowaniem, ponieważ regularnie dowiaduję się, jak bardzo moje oczekiwania różnią się od ich strategii. Gra dostępna tylko w formie cyfrowej (a soundtrack, owszem, na płycie), płatne dodatki i kto wie, co jeszcze może się pojawić. Wszystko to w imię zysku, aby wycisnąć z tej kury znoszącej złote jajka jak najwięcej.

  • Brad Pitt zaskakuje. Taki film z jego udziałem to perełka

    Brad Pitt zaskakuje. Taki film z jego udziałem to perełka

    Zamiast znanej gwiazdorskiej obsady, w nowym filmie Davida Ayera oglądamy sympatycznego psa i dziką przyrodę Alaski. Brad Pitt zaskakuje w „W sercu dziczy”.

    Po obejrzeniu zwiastuna lub zapoznaniu się z opisem fabuły mało kto spodziewa się tak wysokiej jakości produkcji. Twórcom „W sercu dziczy” udało się połączyć elementy, które rzadko występują razem: intensywne, pełne napięcia zmagania o przetrwanie oraz ciepłą, poruszającą historię o przyjaźni między człowiekiem a zwierzęciem. Największą siłą tego tytułu nie jest jednak sama fabuła, lecz umiejętność autorów w połączeniu silnych emocji ze spokojnymi, wzruszającymi scenami.

    W sercu dziczy – czy warto zobaczyć ten film?

    Film zaczyna się w zaskakujący sposób od ukazania skrajnie zmęczonego psa, który samotnie stara się dotrzeć do ludzi. Taki początek natychmiast budzi niepokój i rodzi pytanie o los jego właściciela, Jamesa Belmonta (Brad Pitt). Dopiero potem cofamy się w czasie, aby zobaczyć ich spokojne życie — wyprawy starym wodnosamolotem, łowienie ryb i ciche wieczory z piwem. Belmont to emerytowany komandos, a Odin to jego owczarek z czasów wojennych, obdarzony tytanowymi zębami i protezą łapy. Ta sielanka kończy się nagle, gdy podczas ucieczki przed burzą Belmont doznaje zawału serca w locie, a samolot spada w głąb dzikiego lasu, zmuszając ich oboje do walki o życie.

    Brad Pitt show? Nie do końca

    Główny ciężar odpowiedzialności za film spoczywa na Bradzie Pittcie, który przez większość seansu nie ma ludzkiego partnera do dialogu – jedynym stałym towarzyszem pozostaje pies. To właśnie w reżyserii ujawnia się klucz do sukcesu tego dzieła. David Ayer nie stara się udawać, że kolejne nieszczęścia spadające na Belmonta – złamania, ataki dzikich zwierząt, głód, wyczerpanie – są czymś nowym w kinie survivalowym. Zamiast tego koncentruje się na tempie i rytmie, przeplatając sceny czystej, fizycznej walki o przetrwanie z chwilami wytchnienia, w których liczy się tylko wymiana spojrzeń pomiędzy człowiekiem a psem. Rzadko kiedy kino przygodowe potrafi tak skutecznie trzymać w napięciu, a w tym samym czasie wzruszać.

    Pitt ilustruje swoje emocje głównie za pomocą ciała, mimiki oraz drobnych gestów. Pokazuje strach, ból i miłość do swojego towarzysza bez zbędnych słów, tworząc jedną z najbardziej stonowanych, a zarazem niezwykle interesujących ról w swojej karierze – znacznie bardziej poruszającą niż w jego wcześniejszym wspólnym dziele z Ayerem, „Furii”. Prawdziwym odkryciem jest jednak pies Uber, grający Odina. Jego zachowanie na ekranie, od skrajnego zmęczenia po absolutne oddanie, jest tak naturalne i pełne emocji, że można go porównywać z najbardziej pamiętnymi psimi bohaterami w historii kina.

    Czytaj dalej poniżej

    Wraca hit SkyShowtime - drugi sezon jest jeszcze lepszy

    Dobrze skrojony seans

    Faktem jest, że ciągłe kłopoty bohaterów z czasem stają się nieco monotonne, a sama historia czerpie z znanych schematów kina przetrwania. Przez prostą fabułę oraz ograniczoną liczbę dialogów, produkcja momentami ociera się o banał, ale wraca tu wcześniej wspomniany balans – dawkowanie akcji i dynamicznych scen, dobrze zrównoważonych z emocjonalnymi ujęciami, sprawia, że wciąż mamy ochotę śledzić tę opowieść do samego końca. Obraz nie jest przy tym zbytnio rozwlekły – trwa dokładnie tyle, ile powinien.

    Nikt nie twierdzi, że film wymyśla gatunek na nowo, ani że rola Pitta jest jednym z najlepszych występów w historii kina, a produkcja „W sercu dziczy” nie ustala nowych standardów. W istocie nie o to tu chodzi, ponieważ widać, że dla aktora to była rola, na której mu naprawdę zależało, reżyser miał spójną wizję oraz pomysł na to, jak przedstawić tę historię, a scenariusz zapewnił twórcom możliwość stworzenia opowieści, która od pierwszej do ostatniej sceny trafia do widza, angażuje go i dostarcza satysfakcji, mimo że bohaterom na ekranie coraz trudniej.

    „W sercu dziczy” od 25 września w kinach.

  • W biolaboratoriach Anthropic mówią o naukowym wstrząsie ziemi. Tego odkrycia dokonała AI wespół z ludźmi

    W biolaboratoriach Anthropic mówią o naukowym wstrząsie ziemi. Tego odkrycia dokonała AI wespół z ludźmi

    Niemal 950 agentów Claude’a przeanalizowało ponad 200 tys. odwrotnych transkryptaz, odkrywając układ ART, który wcześniej nie był dokładnie opisany. Anthropic porównuje to odkrycie do systemu CRISPR, jednak na razie nie znamy biologicznej funkcji tej struktury ani jej potencjalnych zastosowań.

    Anthropic zaprezentował światu efekt pracy swojego nowego laboratorium biologii molekularnej, nazywając to „autonomicznym odkryciem Claude’a”. Układ zwany „array-associated reverse transcriptases”, w skrócie ART, został zidentyfikowany przede wszystkim w bakteriofagach, wirusach atakujących bakterie. Warto jednak zaznaczyć, że jeden z enzymów pochodzący z tzw. jumbo fagów był już wcześniej opisany, więc model nie odkrył całkowicie nieznanego enzymu. Nowością jest natomiast informacja, że enzym ten współtworzy większy układ z dodatkowymi genami oraz regularnie powtarzającymi się fragmentami DNA.

    Jak 950 agentów Claude’a przeszukiwało kod genetyczny

    Badacze zlecili Claude’owi przeszukanie obszernej bazy sekwencji DNA w poszukiwaniu interesujących przykładów odwrotnych transkryptaz. W ciągu 21 godzin, wykorzystując 950 agentów, system przetworzył łącznie 210 mln tokenów, analizując dane oraz literaturę przedmiotu. Udało się zidentyfikować ponad 200 tys. odwrotnych transkryptaz i wskazać około 3500 nowych układów, które stanowiły bazę kandydatów. W kolejnych etapach oceny ograniczono tę pulę do 20 najbardziej obiecujących przypadków, dla których opracowano raporty, wskazujące proponowane funkcje oraz dowody na rzecz postawionych hipotez. Nie ma wątpliwości, że publikacja naukowa tego rodzaju nie podważy żaden specjalista, nawet przy użyciu AI, chyba że jest on na to uprzedzony. Ale wróćmy do samego odkrycia.

    Kluczowym momentem było zauważenie przez jednego z agentów regularnego wzoru w surowej sekwencji DNA obok nietypowej odwrotnej transkryptazy. Claude policzył powtórzenia, ocenił odstępy między nimi, porównał układ z już znanymi systemami oraz przeszukał publikacje w poszukiwaniu opisów tego zjawiska. Następnie przekazał to odkrycie do oceny specjalistów (ludzkich, nie cyfrowych), ponieważ nadal potrzebujemy nadzoru człowieka. Eksperci przeprowadzili dalszą analizę i testy laboratoryjne, ostatecznie uznając ART za osobny system. Anthropic zaznacza, że tego rodzaju przeszukiwania mogą zająć badaczom nawet wiele miesięcy – o ile wiedzą, czego tak naprawdę szukają. Zespół agentów wykonał tę pracę w mniej niż dobę.

    Co mają ze sobą wspólnego ART i CRISPR?

    Odwrotna transkryptaza to enzym, który przekształca informację z RNA na DNA, działając w kierunku przeciwnym do typowego przepływu informacji genetycznej. ART zawiera ten enzym, gen kodujący dodatkowe białko o nieznanej funkcji, a także długi szereg równomiernie rozmieszczonych powtórzeń w DNA. To właśnie te powtórzenia przyciągnęły uwagę modelu; mechanizm ten przypomina (i to w znacznym stopniu) macierz znaną z systemów CRISPR. Pierwsze eksperymenty pokazały, że macierz ART jest odczytywana w postaci zestawu różnych krótkich cząsteczek RNA. Z czym zachodzą interakcje i jaka jest rzeczywista funkcja tego mechanizmu? Tego już nie wiemy.

    Czytaj dalej poniżej


    Mars jednak nie taki czerwony. W tym miejscu dominuje inny kolor
    Właśnie te powtarzające się fragmenty przykuły uwagę modelu.

    W systemach typu CRISPR krótkie RNA potrafi naprowadzać białka na pasującą sekwencję DNA, stąd porównanie CRISPR do nożyczek lub metody „kopiuj-wklej”. W przypadku ART nie wykazano obecnie analogicznego mechanizmu naprowadzania ani zdolności do cięcia, wklejania czy modyfikowania DNA. Nie mamy żadnych informacji o potencjalnej roli tego układu w królestwie biologicznym. Similarność dotyczy głównie architektury powtórzeń i obecności krótkich RNA, ale jeśli chodzi o mechanizm działania, wciąż jesteśmy na etapie badań. Należy podkreślić, że „jeszcze”, gdyż jest prawdopodobne, że w przyszłości odpowiedzi na te pytania zostaną znalezione, niezależnie od tego, czy użyjemy LLM-ów. Świat nauki, a nawet sam Anthropic, podkreśla podobieństwa do systemu CRISPR, ale jeśli chodzi o funkcję, nadal nie wiemy, do czego ten układ służył w naturze.

    Anatomia autonomii odkrycia

    Anthropic mówi o autonomii, jednak warto zaznaczyć, gdzie kończy się ta autonomia dla Claude’a w procesie odkrycia. LLM miał swobodę w zakresie obliczeń, jednak to naukowcy wybrali problem, opracowali początkowe polecenie i monitorowali pracę modelu. Następnie ocenili wyniki i przeprowadzili wszystkie eksperymenty laboratoryjne. Claude samodzielnie doprowadził do wieloetapowego i skomplikowanego przeszukiwania danych, eliminując słabsze hipotezy oraz decydując, które nietypowe wzory powinny zostać szczegółowo opisane. Należy jasno stwierdzić, że ten proces był czysto hybrydowy; AI była odpowiedzialna za odfiltrowanie danych, ale to ludzie weryfikowali rezultaty. Nie różni się to od codziennej pracy z AI: dostarczamy problem, obserwujemy rezultaty, a potem weryfikujemy to i kontynuujemy prace. Jednakże, skala odkrycia oraz jego znaczenie dla nauki… to naprawdę wielka sprawa i zasługuje na uznanie dla Anthropica, które zaskoczyło świat.

    Opis ART jest dostępny jako preprint i czeka na niezależną weryfikację. Należy zaznaczyć, że jako preprint nie jest to dokument recenzowany. A co planuje Anthropic? Firma kontynuuje eksperymenty, mające na celu ustalenie, co ten układ rzeczywiście robi i jak można go wykorzystać poza organizmem, w którym powstał.

    Czytaj również: Claude Opus 5.5 już jest. Anthropic wytacza ciężkie działa przeciwko ChatGPT.

    Nie ma podstaw do przypisywania ART jakiejkolwiek funkcji biotechnologicznej, ani do tworzenia scenariuszy dotyczących upadku ludzkości poprzez powrót do brutalnej eugeniki, co już pojawiło się w dyskusjach. Jednak ważniejsze jest to, że AI, w połączeniu z ludźmi, dokonała znaczącego, potencjalnie przełomowego odkrycia. Można się spodziewać kolejnych podobnych wyników w nadchodzących miesiącach. Takich odkryć może być wiele, być może nawet kilkanaście lub kilkadziesiąt, ponieważ liczba odkryć rośnie wykładniczo. Świat nauki może oczekiwać na prawdziwy rozkwit odkryć, być może takich, które poprawią jakość życia wielu ludzi. W nauce zawsze warto szukać takich możliwości.

  • Zuckerberg pokazał przyszłość AI. Polska na liście

    Zuckerberg pokazał przyszłość AI. Polska na liście

    Na wydarzeniu Meta Connect 2026 zaprezentowano nowe modele okularów AI. Już w tym roku starsze urządzenia trafią do oficjalnej sprzedaży w Polsce.

    Zuckerberg nieodpowiednio ocenił rozwój Metaversum, podobnie jak Apple z goglami Vision Pro. Wydaje się, że wirtualna rzeczywistość wymaga cierpliwego podejścia i wprowadzania użytkowników krok po kroku. Zdecydowanie inaczej prezentują się okulary AI, które mają znacznie niższy próg wejścia, nie przypominają futurystycznych gadżetów i oferują wiele praktycznych funkcji na co dzień, co sprzyja ich wprowadzaniu na kolejnych rynkach. Meta właśnie ogłosiła nowe produkty, które poszerzą jej ofertę okularów AI. Firma potwierdziła również, że jeszcze w tym roku urządzenia z tej kategorii oficjalnie zadebiutują w Polsce.

    Meta podejmuje kolejny krok w stronę okularów przyszłości

    Nie jedna firma próbowała już wprowadzić czatbota poza ekrany smartfonów, jednak koncepcja ta nie zyskała powszechnego uznania. Meta dysponuje jednak ogromnym zapleczem technologicznym, dostępem do danych, potężną infrastrukturą oraz budżetem, który pozwala na rozwijanie AI na naprawdę dużą skalę. W portfolio firmy znajduje się już platforma sprzedażowa inteligentnych okularów, wprowadzanych na rynek we współpracy z takimi markami jak Oakley czy Ray-Ban.

    Źródło: Meta

    Podczas Meta Connect 2026 Mark Zuckerberg zapowiedział nowe produkty z rodziny okularów AI:

    • Ray-Ban Meta Audio
      Pierwsze okulary Meta, które nie mają aparatu, skupione na audio i AI. Ważą 43 g, działają do 12 godzin, a etui ładujące zapewnia dodatkowe 48 godzin pracy. Dostępne są w nowych stylach Clubmaster i Burbank. Przedsprzedaż ruszyła od razu, a wysyłka planowana jest na 13 października, z ceną początkową wynoszącą 349 dolarów.
    • Ray-Ban Meta (Gen 3)
      Nowa, trzecia generacja klasycznych okularów AI. Są smuklejsze, wygodniejsze, działają do 9 godzin, wyposażone w aparat 12 MP, nagrywanie w jakości 3K, sześć mikrofonów oraz nowe modele oprawek Aviator i Zena. W przeciwieństwie do innych nowości, ten model jest dostępny od razu, w cenie od 449 dolarów.
    • Meta VR Glasses
      Zupełnie nowa i interesująca kategoria – lekkie okulary VR z wyświetlaczem 5K, śledzeniem wzroku i sterowaniem gestami. Mają zadebiutować na rynku wiosną 2027 roku w cenie 1299 dolarów. Meta promuje je jako osobiste kino domowe, wirtualne biurko, a nawet jako konsolę do gier.

    Tworzymy okulary AI dla każdego. Do końca roku zaoferujemy ponad 100 wariantów okularów marek Ray-Ban, Oakley oraz Meta Glasses, w tym lżejsze oprawki zaprojektowane z myślą o całodziennym użytkowaniu, a także nowe modele o smuklejszej konstrukcji i dłuższym czasie pracy na baterii. – Meta

    Czytaj dalej poniżej

    Wielka aktualizacja Samsunga. Padły konkretne terminy
    Źródło: Meta

    Zapowiedziano także nowe warianty istniejących modeli okularów, w zaktualizowanych stylach i kolorach – m.in. specjalne wersje stworzone we współpracy z LISA oraz Kylie Jenner. Rozszerzono również dostępność Ray-Ban Meta Display, czyli zaawansowanej wersji okularów AI z wbudowanym wyświetlaczem – przedsprzedaż rozpoczęła się w Kanadzie i Wielkiej Brytanii. Oprócz okularów Meta zaprezentowano także Muse Charm, niewielki brelok z agentem Muse AI, który ma trafić do sprzedaży jeszcze tej jesieni.

    A skoro już mówimy o rozszerzaniu dostępności, przyjrzyjmy się, co Meta przygotowała dla Polski.

    Okulary Meta AI w Polsce – kiedy będą dostępne?

    Najważniejszą informacją dla polskich użytkowników jest to, że Meta wreszcie rozpocznie sprzedaż swoich okularów AI za pośrednictwem oficjalnych kanałów. Niestety, dotyczy to jedynie klasycznych modeli Ray-Ban Meta, Ray-Ban Meta Optics oraz sportowych Oakley Meta – najnowsze warianty póki co nas omijają.

    Nie oznacza to jednak, że w Polsce nie można było kupić tego sprzętu – wręcz przeciwnie, był on szeroko dostępny, często w atrakcyjnych cenach. Chodzi jednak o lokalną sprzedaż bezpośrednią prowadzoną przez Metę. Z informacji prasowych wynika, że ta ruszy jeszcze w tym roku.