Autor: admin

  • Moc nowości od Ankera. Firma pokazuje multum nowych produktów

    Moc nowości od Ankera. Firma pokazuje multum nowych produktów

    ANKER i rewolucja w elektronice użytkowej

    ANKER przygotowuje się do wprowadzenia na rynek wyjątkowo dużej gamy premier, które mogą znacząco wpłynąć na rynek elektroniki użytkowej. Wśród zaplanowanych nowości znajdują się m.in. powerbanki, ładowarki, huby USB-C, roboty sprzątające, kosiarki, a także słuchawki oraz rozwiązania do monitorowania snu. Wspólnym mianownikiem większości produktów jest zastosowanie sztucznej inteligencji, automatyzacja i inteligentne zarządzanie energią.

    MagGo Power Bank 2 Pro: przenośna ładowarka z aktywnym chłodzeniem

    Jednym z najciekawszych premier jest ANKER MagGo Power Bank 2 Pro. Magnetyczny powerbank wykorzystuje standard Qi 2.2 i oferuje bezprzewodowe ładowanie z mocą do 25 W. Producent zastosował aktywne chłodzenie, które ogranicza wzrost temperatury i zapobiega spadkom wydajności podczas intensywnego ładowania.

    Urządzenie wyposażone jest w inteligentny ekran wyświetlający poziom energii, kondycję baterii oraz aktualny tryb pracy. Moc ładowania przewodowego osiąga 45 W, a ładowanie powerbanku do 80% ma zajmować około 52 minut.

    Inteligentne ładowarki i hub USB-C dla laptopów

    MagStand Charging Station: ładowarka na biurko… i nie tylko!

    ANKER rozwija również segment stacji ładowania. MagStand Charging Station łączy Qi 2.2 o mocy 25 W z wysuwanym przewodem 60 W oraz portem USB-C 30 W. Wbudowany ekran może prezentować prędkość ładowania, pozostały czas, bieżącą godzinę oraz prognozę pogody. Użytkownicy będą mogli także wyświetlać swoje własne zdjęcia na tym ekranie.

    Laptop Charger Pro 100W

    Jeszcze bardziej interesującym rozwiązaniem jest Laptop Charger Pro. Ładowarka potrafi rozpoznać podłączony komputer i dopasować charakterystykę zasilania do konkretnego urządzenia. Specjalny tryb ochrony baterii ogranicza ładowanie do 80%, co może korzystnie wpływać na jej długoterminową trwałość.

    Dopełnieniem oferty będzie Desktop USB-C Hub 10-w-1, który obsługuje m.in. obraz 4K przy wysokiej częstotliwości odświeżania oraz standardy HDMI 2.1 i DisplayPort 1.4.

    Roboty eufy: coraz lepsze i bardziej autonomiczne

    eufy Robot Vacuum Hydrojet E35 i C30 Edge

    W segmencie inteligentnego sprzątania wyróżniają się roboty eufy Hydrojet E35 oraz C30 Edge. Pierwszy z nich oferuje moc ssania sięgającą 35 000 Pa, system ciągłego czyszczenia wałka mopującego oraz stację, która automatycznie myje mopy gorącą wodą, opróżnia kurz i uzupełnia detergent.

    C30 Edge również dysponuje mocą 35 000 Pa, ale wyróżnia się rozwiązaniami ograniczającymi plątanie włosów oraz systemem mopowania z wysuwanym elementem, który umożliwia bardziej precyzyjne czyszczenie krawędzi.

    eufy E15 Gen 2 i S2 Max: roboty koszące bez przewodów

    ANKER zamierza również zmienić sposób korzystania z robotów koszących. eufy E15 Gen 2 korzysta z systemu TrueVision, umożliwiającego nawigację bez ograniczających przewodów oraz tracera RTK. Robot będzie w stanie nawigować w czasie rzeczywistym i rozpoznawać napotkane przeszkody.

    Ale na tym nie koniec, bowiem producent wprowadza również bardziej zaawansowany model: eufy S2 Max. System SLAM, obliczenia na poziomie 48 TOPS, napęd AWD oraz zdolność do pracy na powierzchniach do 15 000 m² świadczą o tym, że producent kieruje ofertę także do bardziej wymagających użytkowników.

    Słuchawki soundcore i zastosowanie sztucznej inteligencji

    AeroClip 2, Liberty Buds 2 i Space 2 Pro

    Marka soundcore rozwija swoje urządzenia audio, wyposażając je w układy AI odpowiedzialne za oczyszczanie głosu podczas rozmów. AeroClip 2 ma oferować otwartą konstrukcję, przetworniki 12 mm, kodek LDAC oraz funkcję tłumaczenia w czasie rzeczywistym.

    Space 2 Pro łączy natomiast wielomikrofonowy system z adaptacyjnym ANC oraz technologią HearID 5.0. Liberty Buds 2 będą natomiast posiadały autorski przetwornik 9,2 mm oraz funkcje personalizacji dźwięku.

    Słuchawki do snu z AI i inteligentnym monitorowaniem aktywności

    Szczególnie interesującym produktem są soundcore Sleep Earbuds 4. Producent zapowiada skuteczniejsze ANC w zakresie częstotliwości istotnych podczas snu, a także system dynamicznego maskowania chrapania.

    Na jeszcze wyższym poziomie zaawansowania znajduje się głośnik: Sleep Speaker X10 Pro, który wykorzystuje radar 60 GHz do bezkontaktowego monitorowania snu. Urządzenie analizuje m.in. ruch, oddech i tętno, a następnie wykorzystuje te dane do generowania spersonalizowanych dźwięków i terapii światłem.

    ANKER buduje ekosystem inteligentnych urządzeń

    Zapowiadane produkty pokazują, że ANKER dąży do budowy kompleksowego ekosystemu inteligentnych urządzeń, a nie ogranicza się wyłącznie do pojedynczych akcesoriów. Powerbanki, ładowarki, roboty koszące oraz sprzątające eufy, urządzenia soundcore oraz systemy bezpieczeństwa coraz częściej wykorzystują lokalne przetwarzanie danych, AI i komunikację między urządzeniami.

    Integracja tych elementów może okazać się kluczowym atutem nowych produktów. Zamiast kolejnych osobnych gadżetów, otrzymujemy komponenty większego ekosystemu, który automatycznie dostosowuje się do potrzeb użytkownika. Jeśli zapowiedzi przerodzą się w równie dobre doświadczenia podczas codziennego użytkowania, ANKER ma szansę znacząco wzmocnić swoją pozycję na rynku smart gadżetów. Czekamy jednak na ceny i dostępność powyższych urządzeń w sklepach!

  • Play uruchomił w sierpniu 47 nowych stacji bazowych – Play

    Play uruchomił w sierpniu 47 nowych stacji bazowych – Play

    Play rozwija swoją sieć mobilną

    Play nieustannie rozbudowuje swoją infrastrukturę mobilną. W sierpniu operator uruchomił 47 nowych stacji bazowych, co stanowi drugi najlepszy miesięczny wynik w 2026 roku. Od początku roku sieć Play powiększyła się o 331 masztów, a łączna liczba stacji przekroczyła 13,5 tysiąca.

    Rozbudowa infrastruktury

    Rozbudowa infrastruktury obejmuje zarówno największe miasta, jak i miejscowości turystyczne oraz regiony, w których w okresie wakacyjnym zauważalne jest zwiększone zapotrzebowanie na usługi mobilne. Dla operatorów lato stanowi jeden z najbardziej wymagających okresów w roku, ponieważ w popularnych lokalizacjach turystycznych liczba użytkowników oraz ilość przesyłanych danych mogą wzrastać nawet kilkukrotnie.

    Nowe stacje w miastach i miejscowościach turystycznych

    W sierpniu Play uruchomił wiele nowych obiektów w południowej Polsce. Wśród lokalizacji znalazły się takie miejsca jak Zakopane, Andrychów, Myślenice i Miechów w województwie małopolskim, a także Siemianowice Śląskie, Żywiec i Sosnowiec w województwie śląskim. Operator rozwijał również swoją sieć w największych miastach, w tym w Warszawie, Łodzi, Krakowie, Wrocławiu i Zabrzu. W takich lokalizacjach rozbudowa infrastruktury ma na celu przede wszystkim zwiększenie pojemności sieci oraz poprawę obsługi rosnącego ruchu.

    130 TB danych podczas Pol’and’Rock Festival

    Play podkreśla, że wydarzenia masowe są dużym testem dla sieci. Podczas tegorocznego Pol’and’Rock Festival operator uruchomił 8 dodatkowych mobilnych stacji bazowych, aby zapewnić stabilną łączność tysiącom uczestników. W trakcie festiwalu przez stacje Play przesłano łącznie 130 TB danych, z czego znaczna część ruchu była obsługiwana przez sieć 5G, w tym 5G SA (Standalone).

    Sieć Play podczas dużych koncertów

    Innym przykładem intensywnego wykorzystania infrastruktury były dwudniowe koncerty System of a Down na PGE Narodowym w Warszawie. Z sieci Play skorzystało blisko 29 tysięcy osób, które przesłały łącznie 1,9 TB danych. Według operatora, 84% transmisji danych obsłużyła sieć 5G, a 89% połączeń głosowych zrealizowano w technologii VoLTE.

  • Ubisoft nie uczy się nawet na własnych sukcesach. Heroes III Remake to obnaża

    Ubisoft nie uczy się nawet na własnych sukcesach. Heroes III Remake to obnaża

    Nie będzie to kolejny tekst o tym, że grafika w zapowiedzianym remake’u Heroesów III jest brzydka, a samo odświeżenie gry nie ma sensu. Problem jest znacznie głębszy i dotyka samego DNA tej firmy.

    Nie ma co się oszukiwać. Ubisoft od lat nie znajduje się w łaskach fanów i mierz� się z gigantyczną krytyką. Jednak ku zdziwieniu społeczności, ostatnio pokazali, że potrafią zrobić coś dobrze. Heroes of Might and Magic: Olden Era, gra, której od zapowiedzi towarzyszyła nuta sceptycyzmu, przeszła drogę od „wygląda jak produkcja mobilna” do „to naprawdę porządny Heroes”. I nie stało się to przypadkiem. To był efekt konkretnej strategii: słuchania społeczności. A teraz, gdy ta sama firma bierze na warsztat absolutną świętość, jaką jest Heroes III, robi dokładnie odwrotnie. Bolesna konstatacja jest taka, że Ubisoft nie tylko zapomina uczyć się na własnych błędach. Oni często nie wyciągają wniosków nawet ze swoich sukcesów.

    Lekcja, której nikt nie odrobił

    Tej wiosny dostaliśmy wczesny dostęp ciepło przyjętej części Heroes of Might and Magic: Olden Era. Ale nie było to takie oczywiste, że wyjdzie z tego porządna gra i przyzwoita odsłona serii. Po początkowych zwiastunach nie oczekiwano po niej wiele. Ludzie narzekali, że wygląda, jakby była robiona na smartfony, bez pomysłu, a zamkom i jednostkom brakowało charakteru. Do premiery Early Accessu praktycznie wszystko, o co wcześniej gracze mogli się przyczepić, zostało naprawione.

    Ale nie dlatego, że otworzyły się niebiosa i natchnieni łaską deweloperzy z Unfrozen sami wpadli na to, jak naprawić grę. Po prostu spytali graczy, a następnie zastosowali się do najrozsądniejszych sugestii. Było kilka zwiastunów, demo, playtesty, a później wczesny dostęp, czyli nadal etap, w którym duże zmiany są jeszcze możliwe. Studio odpowiedzialne za Olden Erę wystawiało swoje dzieło regularnie na krytykę i wyciągało wnioski. Prosty mechanizm: pokaż, przyjmij feedback, popraw. Działa.

    Muzeum, w którym nie wolno dotykać eksponatów

    Nie można tego samego powiedzieć o remake’u trójeczki. Ubisoft przede wszystkim powinien zrozumieć, że podszedł do świętości. To tak, jakby wszedł do muzeum, wyjął starożytny eksponat z gabloty i stwierdził, że można go zastąpić rzeźbą stworzoną w zeszły piątek. Heroes of Might and Magic III to gra z być może najbardziej zaangażowaną społecznością w świecie gier wideo. Fani sami się zrzeszają i ulepszają grę poprzez tworzenie własnych map, unikatowych scenariuszy czy organizowanie turniejów. Ta gra żyje od ponad dwóch dekad nie dzięki Ubisoftowi, ale pomimo niego.

    Czytaj dalej poniżej


    Sieć 10 Gb/s w domu to już nie egzotyka. Na co komu takie prędkości?

    Jak zatem zrobić remake takiej gry? Złośliwi odpowiedzieliby lakonicznie, że wcale. Jednak wystarczyło czerpać doświadczeniem z Olden Ery i wystawić się na krytykę. Zamiast tego Ubisoft zorganizował zamkniętą imprezę dla dziennikarzy, gdzie w sterylnych warunkach przedstawiciele wybranych mediów mogli ograć specjalnie przygotowany fragment rozgrywki. Następnie wypuszczono trailer, który widzowie porównują do AI slopu. Zero playtestów, zero dem, zero kontaktu ze społecznością, która przecież doskonale wie, czego od tej gry oczekuje.

    Czy da się tę grę odratować? Może być trudno, szczególnie że premiera przewidziana jest już na 2027 rok. Ubisoft nie do końca to przemyślał i zamiast dla fanów Heroesów III robi teraz grę praktycznie dla nikogo. Ci, którzy mają ochotę zagrać w trójkę, po prostu odpalą dobrze znaną, klasyczną wersję. A ci, którzy mają ochotę na lekki powiew świeżości, mają niedawno wypuszczoną Olden Erę. Remake trafia w próżnię rynkową, którą sam sobie stworzył.

    Ubisoft miał przepis na sukces w ręce, napisany wcześniej przez Unfrozen. Szkoda, że na niego nie zerknął przed rozpoczęciem gotowania.

  • Jaka drukarka do domu w 2026 roku? Laser nie zawsze będzie najlepszym wyborem

    Jaka drukarka do domu w 2026 roku? Laser nie zawsze będzie najlepszym wyborem

    Jaką drukarkę najlepiej wybrać do domu?

    Laserowa czy atramentowa? Tradycyjne kartridże, czy może zbiorniki na dolewany tusz? Nie ma uniwersalnego rozwiązania, które sprawdzi się w każdej sytuacji. Innego urządzenia potrzebuje osoba, która sporadycznie drukuje etykiety kurierskie, innego księgowa pracująca zdalnie, wykorzystująca kilka ryz papieru rocznie, a jeszcze innego rodzina regularnie drukująca zdjęcia.

    Zamiast skupiać się na konkretnym modelu, warto najpierw zastanowić się, co, jak często i w jakich ilościach zamierzamy drukować.

    Drukujesz dużo i w kolorze? Wybierz drukarkę z dolewanym tuszem

    Jeżeli regularnie drukujesz dokumenty, materiały do szkoły, kolorowanki czy inne materiały w kolorze, dobrym wyborem będzie drukarka atramentowa ze zbiornikami na dolewany tusz.

    Do tej grupy należą m.in. Epson EcoTank, Canon MegaTank, Brother InkBenefit Plus czy HP Smart Tank. Zamiast niewielkich kartridżów wykorzystują one zbiorniki uzupełniane atramentem z butelek.

    Czytaj dalej poniżej

    Ta drukarka z Action działa bez tuszu i kosztuje grosze

    Największą zaletą tego rozwiązania jest niski koszt drukowania. Jedna butelka atramentu potrafi wystarczyć na tysiące stron, co przy intensywnym użytkowaniu sprawia, że wyższa cena samego urządzenia z czasem się zwraca.

    To szczególnie dobry wybór dla rodzin z dziećmi lub osób pracujących w domu, które regularnie potrzebują zarówno czarno-białych, jak i kolorowych wydruków.

    Drukujesz głównie dokumenty? Rozważ laser

    Jeżeli zdecydowana większość wydruków to faktury, umowy, formularze czy etykiety w czerni, monochromatyczna drukarka laserowa będzie dobrym wyborem.

    Toner ma formę proszku, co eliminuje problem zasychającego atramentu, co jest szczególnie ważne w przypadku dłuższych przerw w drukowaniu. Drukarki laserowe charakteryzują się również szybkim wydrukiem dużej liczby dokumentów.

    Choć nie zawsze eksploatacja lasera jest tańsza, warto sprawdzić ceny i wydajność tonera oraz, w niektórych modelach, koszt bębna. Jeśli potrzebujesz głównie drukowania tekstu i nie zależy Ci na kolorze, monochromatyczny laser jest jednym z najbezpieczniejszych rozwiązań do użytku domowego.

    Drukujesz bardzo rzadko? Tu laser ma jeszcze więcej sensu

    Drukarka laserowa jest również dobrym rozwiązaniem dla osób, które korzystają z urządzenia kilka razy w miesiącu.

    W przypadku dłuższych przerw w drukowaniu w niektórych modelach atramentowych mogą występować problemy z drożnością dysz głowicy, co wiąże się z dodatkowym zużyciem atramentu na czyszczenie. Jeśli sporadycznie potrzebujesz wydrukować bilet, etykietę lub kilka stron dokumentu i wystarcza Ci czarny kolor, niewielka monochromatyczna drukarka laserowa może być bardziej praktycznym rozwiązaniem niż tania drukarka atramentowa.

    A może zwykła drukarka na kartridże?

    Klasyczna drukarka atramentowa wciąż ma sens, zwłaszcza ze względu na niski koszt zakupu. Jeśli drukujesz niewiele, ale zależy Ci na kolorze, zakup droższego modelu ze zbiornikami na dolewany tusz może być nieopłacalny. W takim przypadku prosta drukarka atramentowa na kartridże może być wystarczająca.

    Należy jednak zwrócić uwagę na ceny wkładów – mały kartridż może wystarczyć na zaledwie kilkaset stron, a brak jednego koloru w niektórych modelach może uniemożliwić dalsze drukowanie. Dlatego przed zakupem należy uważnie sprawdzić ceny kompletu wkładów oraz deklarowaną wydajność. Tania drukarka może okazać się kosztowna w eksploatacji.

    Drukarka do zdjęć

    Jeżeli jednym z głównych zastosowań drukarki ma być drukowanie zdjęć, warto poszukać modelu atramentowego zaprojektowanego z myślą o takich zadaniach. Może to być zarówno urządzenie na tradycyjne wkłady, jak i drukarka fotograficzna z zbiornikami na dolewany tusz.

    Istotne są jednak aspekty techniczne, takie jak liczba atramentów, obsługiwane rodzaje i formaty papieru oraz możliwość druku bez marginesów. Jeśli zdjęcia stanowią priorytet, to te parametry powinny decydować o wyborze, a nie szybkość drukowania typowych dokumentów.

    Urządzenia 2 w 1 – skanowanie i drukowanie

    W domach często bardziej opłaca się zakup urządzenia wielofunkcyjnego niż samej drukarki. Skaner przyda się do umów, rachunków czy dokumentów szkolnych, choć w zależności od przyzwyczajeń użytkowników, wiele osób korzysta dziś ze smartfonów.

    Jeśli nadal preferujesz tradycyjne rozwiązania i regularnie skanujesz kilka lub kilkanaście kartek, szukaj modelu z automatycznym podajnikiem dokumentów (ADF). Dzięki niemu można wkładać cały plik do podajnika, zamiast umieszczać każdą stronę osobno na szybie.

    Jednak posiadanie ADF nie oznacza automatycznego skanowania obu stron. Jeśli takiej funkcji potrzebujesz, sprawdź specyfikację, aby upewnić się, że urządzenie obsługuje automatyczne skanowanie dwustronne.

    Podobna sytuacja dotyczy drukowania – jeśli często drukujesz wielostronicowe dokumenty, automatyczny druk dwustronny jest funkcją wartą dodatkowych wydatków.

    A co z kolorową drukarką laserową?

    To rozwiązanie ma sens, jeśli drukujesz dużo dokumentów, potrzebujesz koloru, ale nie zależy Ci na wydrukach zdjęć. Kolorowy laser sprawdzi się przy prezentacjach, wykresach czy materiałach edukacyjnych. Warto jednak dokładnie policzyć koszty eksploatacji. Większość kolorowych drukarek laserowych używa czterech tonerów: czarnego, błękitnego, purpurowego i żółtego, co może wpłynąć na całkowity koszt użytkowania.

    W typowym gospodarstwie domowym kolorowy laser nie zawsze będzie najtańszym rozwiązaniem. W przypadku regularnego drukowania w kolorze, drukarka ze zbiornikami na dolewany tusz często okaże się bardziej opłacalną alternatywą.

  • Kasuję Facebooka i Instagram. Powód nie jest oczywisty

    Kasuję Facebooka i Instagram. Powód nie jest oczywisty

    Mam ochotę usunąć swoje konta w mediach społecznościowych. Nie chodzi mi tu o cyfrowy detoks, lecz o przeraźliwą nudę…

    Ktoś, kto ogłasza decyzję o usunięciu swoich kont w social mediach, najczęściej kojarzy się z cyfrowym detoksem. Taka osoba pragnie ograniczyć czas spędzany na popularnych platformach, ponieważ dostrzega, że poświęca im zdecydowanie zbyt wiele czasu. Jednak w moim przypadku sytuacja wygląda inaczej – postanawiam usunąć swoje profile, ponieważ po prostu… czuję się znudzony.

    Klikaj, scrolluj, oglądaj, kupuj

    Chwytam w dłoń telefon – lepszy niż kilka lat temu, z większym ekranem, lepszą jakością wyświetlania. Naciskam ikonę popularnej platformy, czasem Facebooka, a czasem Instagrama. Wchodzę na stronę, przewijam. Przewijam, klikam. Przewijam, tym razem z dołu do góry, a później z prawej do lewej. Czekam, oglądam. Przewija się samo, albo zapętla. Mijają sekundy, znów przewijam, klikam i… wracam na ekran startowy, zablokowuję telefon, uświadamiając sobie, że zmarnowałem 15 minut, nie do końca wiedząc dlaczego. Nie dowiedziałem się niczego o życiu moich znajomych, nie przeczytałem żadnego ich wpisu ani aktualizacji – ba, nie zobaczyłem nawet nowego zdjęcia. Zamiast tego natrafiłem na niezliczone komunikaty marketingowe, nowe produkty, które MUSZĘ MIEĆ, influencerów doradzających mi, jak wybrać telefon, mimo że jeszcze tydzień temu reklamowali proszki do rozrabiania z wodą, którym z pewnością nie zaufam. Co ja właśnie najlepszego zrobiłem?

    Ocknąłem się niczym Mark Scout z serialu „Rozdzielenie”. Nie wiem, co działo się w tej „przestrzeni”, chociaż ewidentnie upłynęło sporo czasu, a ja mam dziwne wrażenie, że ktoś mnie tam wykorzystuje. To nawet nie tyle wrażenie, co pewność – jako użytkownicy platform społecznościowych korzystamy z nich za darmo, ale jednocześnie stajemy się towarem – danymi, które służą do wyświetlania reklam i raportowania zasięgów firmom płacącym za reklamy. Oczywiście, to pewne uproszczenie, ale mniej więcej tak to działa. Nie płacimy, ale ktoś płaci, aby do nas docierać, zachęcając nas do konsumpcji. Platformom takim jak Instagram opłaca się zatem pokazywać nam mniej zdjęć znajomych, a więcej filmów i reklam dużych marek – zwłaszcza tych z zasobnym budżetem marketingowym lub influencerów, którzy potrafią przyciągnąć użytkowników.

    Co to oznacza? Pod płaszczykiem rozrywki i bycia na bieżąco mamy do czynienia z platformami stawiającymi na maksymalną konsumpcję nas i przez nas. A to potwornie… nudne. Ileż można konsumować wszelkiego rodzaju virale, reklamy, triki, zestawienia, i Bóg wie co jeszcze, co ma przyciągnąć naszą uwagę?

    Poczucie wyprania z emocji i braku jakiegokolwiek sensu w spędzonym czasie to nie przypadek. Nie jestem ekspertem w dziedzinie psychologii, ale doskonale wiem, co czuję po sesji z nowoczesnymi social mediami. To pustka, uczucie zmarnowanego czasu i uwagi, bez jakiejkolwiek korzyści dla mnie. Osiągnęliśmy moment, w którym gra w gry wideo (tak, te ogłupiające i niezdrowe) jest bardziej korzystna dla naszego mózgu niż scrollowanie. Ba, granie naprawdę ma jakieś korzyści. Scrollowanie – ani jednej. Na dodatek jest potwornie nudne.

    W moim przypadku przeglądanie filmów i postów przestało dostarczać jakiejkolwiek rozrywki. To jedynie pożeracz czasu, a czasu mam zaledwie tyle, więc… po co dalej w tym tkwić? Podkreślam ponownie – nie chodzi o detoks, ale o znudzenie. Tęsknię za czasami social mediów, gdy dopiero wchodziły do polskiego mainstreamu. Gdy wpis na Facebooku miał znaczenie i mogło dotrzeć do znajomych. Kiedyś można było zadać pytanie, mając nadzieję, że jakaś znajoma osoba chętnie pomoże. Dziś mój post ginie w natłoku reklam czy wpisów z grup, do których nawet nie dołączyłem, ale są mi z jakiegoś powodu proponowane.

    Śmiejemy się z tych samych filmików, wrzucamy te same memy z identycznymi efektami dźwiękowymi, łapiemy się na te same „hooki”, znamy te same sztuczki i sprytne sposoby. Konsumujemy to samo, nie mając szansy na przebicie się z czymś bardziej autorskim i autentycznym bez dostosowywania się do reguł narzucanych przez skrupulatny algorytm. Nie ma już zaskoczeń ani oryginalnych treści jak przed laty. Brakuje miejsca na amatorskie podejście, a jakikolwiek brak profesjonalizmu u twórcy jest karany brakiem możliwości przebicia się. A wszystko, co dopracowane i zgodne z zasadami algorytmu, podawane jest nam jak na tacy, wprost do szybkiej konsumpcji.

    Brakuje mi tej dawnej autentyczności, odrobiny szaleństwa i nieprzewidywalności. Wreszcie, brakuje mi znajomych – tych, z którymi mogłem utrzymywać kontakt w social mediach, zwłaszcza gdy kontakt na żywo był utrudniony. Pragnę ich dziwnych wpisów, zabawnych zdjęć, linków do piosenek z YouTube czy pytań, na które tak czy inaczej nie znam odpowiedzi. Pragnę prawdziwego świata przeniesionego do cyfrowej przestrzeni – gdzie nawet po powrocie do domu, w zaciszu własnego pokoju, mogliśmy być blisko. Pora zatem usunąć swoje profile i wyjść na dwór. Dotknąć trawy, umówić się na grę w piłkę i zacząć wszystko od nowa.

  • WOW! Ten zwiastun jest tak dobry, że twórcy muszą udowadniać, że to nie sztuczna inteligencja

    WOW! Ten zwiastun jest tak dobry, że twórcy muszą udowadniać, że to nie sztuczna inteligencja

    Nietypowa sytuacja i… bardzo proste rozwiązanie.

    Sztuczna inteligencja staje się coraz większym zagadnieniem w branży gier, a gracze są szczególnie czujni na wszelkie oznaki jej zastosowania w produkcjach. Firmy mogą spotkać się z krytyką, jeśli otwarcie przyznają się do korzystania z technologii AI, a sytuacja staje się jeszcze bardziej skomplikowana, gdy próbują to ukrywać. Czasami jednak krytyka jest całkowicie nieuzasadniona, co doskonale ilustruje przypadek najnowszego zwiastuna gry „Humankind 2”. Został on szybko oskarżony o wykorzystanie generatywnej sztucznej inteligencji, mimo iż twórcy stanowczo temu zaprzeczali. Aby rozwiać wszelkie wątpliwości, studio postanowiło ujawnić kulisy powstawania zwiastuna.

    Zwiastun wzbudził podejrzenia graczy, jak się okazało: nie mieli racji

    https://www.youtube.com/watch?v=1LFHvSTt880

    „Humankind 2” zostało zaprezentowane podczas Gamescom Opening Night Live kilka tygodni temu. Promujący grę film miał efektowną, filmową formę i przedstawiał różne epoki historyczne. Niektórzy internauci zaczęli jednak twierdzić, że niektóre ujęcia wyglądają na stworzone przy użyciu AI. Z powodu narastającej krytyki, Amplitude Studios zdecydowało się na publikację materiału zza kulis, który pokazuje proces powstawania zwiastuna i jest odpowiedzią na zarzuty o użycie generatywnej sztucznej inteligencji.

    Twórcy wyjaśniają, że w trakcie produkcji wykorzystano wizerunki prawdziwych ludzi, zwierząt, a także scenografię, kostiumy i rekwizyty. Nagrania filmowe były realizowane na starannie przygotowanych planach, które miały odwzorowywać różne okresy historyczne. W projekcie brała udział agencja kreatywna BETC, znana z wcześniej wspierającej studio w promocji pierwszej odsłony „Humankind”. Do produkcji zaangażowano również studio LiveFX, specjalizujące się w efektach wizualnych, które dodało cyfrowe elementy, takie jak tornada czy eksplozje, w etapie postprodukcji, co jest standardową praktyką w branży.

    Warto zaznaczyć, że efekty CGI nie są tym samym co generatywna sztuczna inteligencja. Nowoczesne zwiastuny gier, które łączą techniki „live action” z efektami komputerowymi, na stałe korzystają z zaawansowanej postprodukcji. Dla przeciętnego widza granica między tradycyjnymi efektami specjalnymi a obrazem generowanym przez AI staje się coraz bardziej nieprzejrzysta.

    Czytaj dalej poniżej

    Acer Predator Atlas 7: o tym sprzęcie do grania będzie głośno!

    Branża wchodzi w nową erę podejrzliwości

    Historia związana z zwiastunem „Humankind 2” ukazuje rosnący problem, z którym zmagają się twórcy gier. W miarę że generatywna AI staje się coraz bardziej powszechna, niektórzy odbiorcy zaczynają podejrzewać jej użycie nawet w produkcjach realizowanych przy użyciu konwencjonalnych metod. To zjawisko może wprowadzić nowy standard w komunikacji branżowej, w którym twórcy będą musieli coraz częściej udowadniać, w jaki sposób zostały stworzone ich zwiastuny, grafiki i materiały promocyjne. Może okazać się, że sam efekt końcowy nie wystarczy, jeśli odbiorcy będą uznawać, że wyglądają one zbyt sztucznie.

    W przypadku „Humankind 2” twórcy postanowili zrobić coś wyjątkowego: zamiast ograniczać się do krótkiego oświadczenia w mediach społecznościowych, pokazali kulisy produkcji. Tego typu materiały mogą okazać się w przyszłości najlepszym sposobem na odbudowę zaufania graczy. Szczególnie, że ci stają się coraz bardziej czujni na zastosowanie generatywnej sztucznej inteligencji, udowadniając wielokrotnie, że nie są jej zwolennikami – wręcz przeciwnie.

  • Ta klawiatura jest wygodna i odporna na wodę. Nowy hit?

    Ta klawiatura jest wygodna i odporna na wodę. Nowy hit?

    Od kilku lat pielęgnuję w sobie niechęć do klawiatur pełnowymiarowych, dlatego tym bardziej chciałem sprawdzić, czy ta będzie trwać przy okazji testów…

    Od dłuższego czasu mam określoną niechęć do klawiatur pełnowymiarowych, dlatego z jeszcze większą ciekawością podszedłem do testowania modelu Corsair Skiff 100 Plus. To potężny gracz, dodatkowo zaopatrzony w kilka przycisków makr. Zaskoczenie było tym większe, im więcej radości czerpałem z kolejnych godzin pracy z nowym urządzeniem.

    Corsair wprowadza nową serię przystępnych klawiatur

    Latem Corsair, znany z wielu zaskakujących produktów, wprowadził na rynek dwa niemal identyczne modele klawiatur pełnowymiarowych. Corsair Skiff 100 oraz wersja Plus to tradycyjne (choć gamingowe) urządzenia, wyposażone w boczną klawiaturę numeryczną oraz pełen zestaw znanych, a czasem zapomnianych przycisków. Od lat staram się ograniczać rozmiar moich klawiatur, sięgając po te o wielkości 2/3 standardowego rozmiaru. Testując sprzęt Corsaira, podchodziłem jednak nie z uprzedzeniem, lecz z ciekawością – czy klawiatura w tradycyjnym wymiarze może mi odpowiadać, a jeśli tak, to jak daleko mogę to doświadczenie polecić?

    Otrzymałem model Skiff 100 Plus, jednak można traktować tę recenzję jako podwójną, ponieważ oba modele różnią się jedynie tym, że Plus ma 6 dodatkowych przycisków makr, a wersja podstawowa ich nie posiada. Ceny również są do siebie zbliżone:

    • Corsair Skiff 100 – 269,99 zł
    • Corsair Skiff 100 Plus – 309,99 zł

    Oznacza to dopłatę 40 zł za zasadniczo 6 programowalnych przycisków.

    Pierwsze wrażenie – solidnie, choć plastikowo

    Na pierwszy rzut oka klawiatura prezentuje się niezwykle jednolicie pod względem designu, a czerń jest jedynie przerywana małym logiem Corsair i oznaczeniami przycisków. Sprawia to dobre wrażenie, gdyż mamy do czynienia z eleganckim designem, który sprawdzi się zarówno w pokoju gracza, jak i na biurku do pracy. Urządzenie wygląda na bardzo solidne i nie powinno nas zaskoczyć niespodziewaną awarią nawet po długich sesjach w stresujących grach – nie zmienia to jednak faktu, że całość jest mocno plastikowa. Mówię tu o tworzywie, które początkowo nie budzi zaufania. Muszę jednak pamiętać o budżetowym charakterze tego produktu, co warto odnotować.

    Odnośnie budżetowego wykonania, nie można oczekiwać w wysokiej klasy mechanicznych przełączników. Corsair Skiff 100 i 100 Plus są wyposażone w membranowe switche, co przynosi zarówno pozytywy, jak i negatywy. Do pozytywów zalicza się relatywnie cicha praca (choć kliknięcie przycisku jest nadal słyszalne), natomiast negatywem jest niższa precyzja. Brakuje tu wyraźnego kliknięcia, znanego z klawiatur mechanicznych, co może być problematyczne dla niektórych użytkowników, gdyż moment wciśnięcia jest niejednoznaczny. Korzystam na co dzień z klawiatury mechanicznej i dla mnie to nie stanowiło dużego problemu – jedynie nieco irytującego spostrzeżenia.

    Większe zaskoczenie, połączone z lekką irytacją, wywołał… kabel USB. Przewód USB-A jest wykonany z tradycyjnej gumy, a nie z popularnego materiałowego oplotu, który jest znacznie bardziej elastyczny. Kabel dostarczany z modelami Skiff 100 i 100 Plus jest bardzo sztywny, co sprawia, że trudno ułożyć go na biurku, aby łatwo schował się za monitorem lub w inny sposób zarządzać przewodami. Uważam, że to właśnie ten kompromis cenowy jest najbardziej odczuwalny. Mówiąc o kompromisach, ograniczenia czuć także w podświetleniu RGB. Choć wygląda dobrze, kolory są jasne i nasycone, mamy tylko 10 trybów, co ogranicza swobodę personalizacji. To dość „tanio” rozwiązanie, które nie dostarcza pełnej funkcjonalności oferowanej w innych klawiaturach z bardziej zaawansowanym oświetleniem.

    Aby nie było, że tylko narzekam, Skiff 100 Plus (i analogicznie Skiff 100) ma też kilka mocnych zalet, jak na przykład przypinana podkładka na nadgarstek (świetnie wykonana i robi ogromną różnicę), czy wysokiej jakości pokrętło wielofunkcyjne. Domyślnie służy ono do obsługi dźwięku, ale po wciśnięciu przycisku Fn oferuje jeszcze więcej. Konfiguracja klawiatury odbywa się z poziomu przeglądarki, co pozwala uniknąć pobierania dodatkowych aplikacji.

    Skiff 100 czy Skiff 100 Plus?

    Wspominałem, że oba modele różnią się jedynie wspomnianymi 6 przyciskami w wersji Plus. Czy w takim razie dopłata 40 zł jest warta rozważenia? To zależy. Kluczowe pytanie brzmi: czy kiedykolwiek korzystaliście z makr na klawiaturze? Jeśli tak, to dodatkowe przyciski będą z pewnością użyteczne. Są umiejscowione po lewej stronie klawiatury, lecz mam pewne zastrzeżenia co do ich klikalności. Są one dość płaskie, co czasami utrudnia znalezienie właściwego przycisku. Wymaga to więcej siły w porównaniu do zwykłych przycisków klawiatury. Wiem, że w niektórych modelach dodatkowe przyciski mają tę samą formę co pozostałe klawisze, ale Corsair zdołał nie powiększać rozmiaru klawiatury, stosując dodatkowe guziki. Coś za coś.

    Jeśli jednak do tej pory nie korzystaliście z makr, nie ma sensu dopłacać 40 zł do wyższej wersji, ponieważ jedyne, co zyskacie, to przyciski, które najprawdopodobniej pozostaną nieużyte. Nie ma co się martwić, nie czeka was żadne FOMO – wszystkie pozostałe funkcje pozostają identyczne.

    Spójrzmy także na wspomnianą aplikację, dostępną w przeglądarce. Cieszę się, że Corsair nie wymaga pobierania kolejnego programu, który (umówmy się) będzie wykorzystywany stosunkowo rzadko. Wszystkie ustawienia są wprowadzane z poziomu przeglądarki:

    Czy warto? Corsair Skiff 100 Plus to dobra opcja

    Nowe klawiatury od Corsair nie konkurują z drogimi, mechanicznymi sprzętami renomowanych producentów, ale z pewnością nie będą jedynie zapchajdziurą na półkach. To bardzo przemyślany i udany sprzęt, który doskonale sprawdzi się zarówno na biurku oszczędniejszego gracza, jak i osoby potrzebującej klawiatury do codziennej pracy oraz gier w wolnym czasie. Sprzęt stylowo wkomponuje się na biurku, skutecznie udając mniej charakterystyczne urządzenie robocze. Wystarczy uruchomić podświetlenie i rozpocząć grę, a stanie się naszym wiernym towarzyszem w boju.

    Na pewno warto podkreślić wspomnianą podpórkę pod nadgarstki, ogólny komfort użytkowania przy umiarkowanym hałasie (co jest plusem w zastosowaniach roboczych), a także przydatny dodatek, jakim jest odporność na zachlapania IP53. Nowe klawiatury Corsair są przemyślane, nieco budżetowe, a jednocześnie solidnie spełniają swoje zadania. To bardzo przyzwoity sprzęt, dlatego w kategorii klawiatur do 300 zł warto sięgnąć po wersję bez Plusa – dodatkowe klawisze niestety wiążą się z dodatkowym kosztem.

    Corsair Skiff 100 Plus



    plusy

    • Świetne pokrętło wielofunkcyjne
    • Elegancki, stonowany design
    • Odporność na zachlapania i kurz IP53
    • Bardzo wygodna podpórka powodująca ogromną różnicę
    • Konfiguracja w przeglądarce, a nie aplikacji
    • Dedykowane przyciski


    minusy

    • Przełączniki membranowe nie są zbyt precyzyjne
    • Czuć, że całość to tworzywo sztuczne
    • Przewód USB jest bardzo sztywny
    • Podświetlenie RGB jest dostępne, choć ograniczone

    Klawiaturę na potrzeby recenzji udostępnił producent. Firma nie miała wglądu ani wpływu na treść artykułu przed publikacją.

  • Garmin przygotował ważną aktualizację. Lista zmian jest imponująca

    Garmin przygotował ważną aktualizację. Lista zmian jest imponująca

    Smartband Garmin CIRQA przeszedł właśnie istotną aktualizację oprogramowania.

    Przejście z wersji oprogramowania 2.50 bezpośrednio do 3.20 to znaczący krok w numeracji, który wiąże się z długą listą usprawnień, zmian funkcjonalnych oraz poprawek błędów. Decyzja inżynierów Garmina jednoznacznie pokazuje, że amerykański producent poważnie traktuje opinie użytkowników i intensywnie pracuje nad poprawą pierwszych niedociągnięć. Najważniejsze zmiany w nowej wersji oprogramowania koncentrują się na codziennej wygodzie użytkowania oraz usprawnieniu rejestracji aktywności fizycznych. Kluczową nowością jest możliwość dostosowania działania jedynego fizycznego przycisku opaski. Użytkownicy mogą teraz wybrać, czy rozpoczęcie treningu ma następować po pojedynczym kliknięciu, czy po dłuższym przytrzymaniu, co skutecznie eliminuje ryzyko przypadkowego uruchomienia rejestracji.

    Również ważną zmianą jest rekonfiguracja przeliczania dystansu na bieżni stacjonarnej po ręcznym wprowadzeniu dystansu powyżej półtora kilometra, co skutecznie rozwiązuje problem różnic pomiarowych przy regularnych treningach pod dachem. Sporo uwagi poświęcono także treningowi siłowemu oraz adaptacji sprzętu do sposobu jego noszenia. W aplikacji Garmin Connect wreszcie udostępniono opcję manualnej edycji powtórzeń i obciążeń po zakończeniu sesji siłowej, co było długo oczekiwaną funkcją. Dodatkowo, producent podjął rozsądny krok, automatycznie wyłączając funkcję zliczania powtórzeń, gdy opaska przełączana jest w tryb noszenia na ramieniu, gdzie wzorce ruchu ręki mogą przeszkadzać w precyzyjnej detekcji serii.

    Wiele istotnych poprawek

    Aktualizacja 3.20 to także szereg poprawek dotyczących bezpieczeństwa, zarządzania energią oraz codziennych powiadomień. Od teraz włączenie funkcji LiveTrack automatycznie aktywuje moduł GPS, co gwarantuje stałe śledzenie pozycji (o ile posiadamy przy sobie smartfona). Zmiany obejmują również progi ostrzeżeń o niskim stanie naładowania baterii, które zostały odpowiednio ustawione na dziesięć oraz pięć procent. Powiadomienia o rozładowaniu akumulatora są teraz wyświetlane bezpośrednio podczas aktywności, co zapobiega niespodziewanemu wyłączeniu się opaski w trakcie treningu. Dodatkowo, całe menu zarządzania baterią zostało przeniesione do ustawień systemowych, a interfejs graficzny zasilania w aplikacji mobilnej został zaktualizowany.

    Dla wielu użytkowników kluczowe będą poprawki usuniętych usterek związanych z codziennym monitorowaniem organizmu oraz powiadomieniami. Rozwiązano problem z powiadomieniami o zbliżającej się porze snu, które wcześniej potrafiły uruchamiać się w ciągu dnia, a także wyeliminowano błąd związany z niepożądanymi wibracjami inteligentnego budzika przy próbie drzemki. Naprawiono również problem na platformie Android, który uniemożliwiał uruchamianie adaptacyjnych treningów powiązanych z planami treningowymi, a także problem z zawieszaniem się opaski podczas rejestrowania rundy na ergometrze wioślarskim. Dodatkowo, w menu usunięto zbędne jednostki pomiarowe oraz dodano jasne instrukcje przy pierwszym ustawieniu alarmu. Wszystkie te zmiany świadczą o determinacji Garmina w dążeniu do stworzenia jeszcze lepszego urządzenia.

    Czytaj dalej poniżej


    Garmin Fenix 7 Pro i 8 w rekordowo niskich cenach. Widać efekt Fenixa 9

    Nowa aktualizacja jest udostępniana stopniowo i powinna dotrzeć na wszystkie urządzenia w ciągu tygodnia.

    źródło: the5krunner

  • Apple przygotowuje sprzęt dla graczy. Tego się nie spodziewaliśmy

    Apple przygotowuje sprzęt dla graczy. Tego się nie spodziewaliśmy

    Ślady w kodzie najnowszego systemu macOS 26.7 sugerują, że Apple przygotowuje produkt, który będzie zupełną nowością w ich ofercie. Mowa o kontrolerze do gier.

    Apple od lat stara się przekonywać nas, że ich urządzenia są idealnym miejscem do grania. Na wielu konferencjach firma prezentuje gamingowe możliwości swoich komputerów, smartfonów, tabletów, a nawet przystawek Apple TV, która, poza wsparciem dla aplikacji VOD, oferuje dostęp do bogatego katalogu gier, w tym tytułów dostępnych w ramach abonamentu Apple Arcade. Najnowsze informacje zawarte w kodzie systemu macOS sugerują, że firma z Cupertino szykuje interesującą niespodziankę. W oprogramowaniu odnotowano odniesienia do dwóch niezapowiedzianych kontrolerów do gier, które mogą wprowadzać zupełnie różne podejścia do rozgrywki.

    Dwa kontrolery, dwa różne pomysły, jedno Apple

    Pojawienie się nowych oznaczeń w kodzie nie oznacza, że Apple wprowadzi te urządzenia do sprzedaży. W przeszłości wielokrotnie informowaliśmy o tego typu sytuacjach, w których w kodzie systemów operacyjnych Apple pojawiały się ślady dotyczące produktów z logo nadgryzionego jabłka, które nigdy nie trafiły na półki sklepowe. Interesujący jest jednak fakt, że tym razem chodzi o dwa zupełnie różne kontrolery. Pierwszy może być klasycznym padem, przeznaczonym do współpracy z Apple TV, komputerami Mac oraz iPadem. Drugi natomiast może innowacyjnie podchodzić do sterowania, co doskonale wpisuje się w strategię Apple, polegającą na eksperymentowaniu z interfejsami.

    Skąd jednak nagle kontrolery z logo Apple? Ekosystem firmy staje się coraz bardziej atrakcyjnym miejscem dla graczy. Apple rozwija narzędzia, które ułatwiają przenoszenie dużych produkcji na platformę macOS, a jednocześnie oferuje sprzęt z układami Apple Silicon, które zapewniają wysoką wydajność. Firma oficjalnie wspiera także kontrolery innych producentów poprzez framework Game Controller. Oznacza to, że własny pad mógłby być częścią szerszej strategii związanej z grami w ich ekosystemie.

    Czy Apple stworzy własną konsolę?

    W tym miejscu zaczynają się najbardziej interesujące spekulacje. Własny kontroler może być jedynie akcesorium dla już istniejących urządzeń, ale równie dobrze może być częścią większego planu związane z rynkiem gier wideo. Nie ma co zakładać, że Apple zamierza konkurować z PlayStation, Xboxem czy sprzętem Nintendo. Od dłuższego czasu mówi się, że gigant planuje wprowadzenie nowej kategorii produktów oraz dalsze wykorzystywanie Apple TV, Maca i iPhone’a jako platform do gier wideo. Autorski kontroler miałby zapewnić spójne doświadczenie na wszystkich tych urządzeniach.

    Czytaj dalej poniżej

    Apple odświeży swój wspaniały produkt. Zmieni się nie do poznania jeszcze tej jesieni!

    Jednak poza samymi wzmianek dotyczących kontrolerów, niewiele o nich wiemy. Nie znamy ich funkcji, wyglądu ani możliwości. O dacie premiery potencjalnych akcesoriów również nie ma żadnych informacji. Jeśli Apple zdecyduje się na wprowadzenie na rynek tego typu urządzeń, może to być jeden z najbardziej intrygujących ruchów firmy w obszarze gamingu od wielu lat. Czy okaże się on na tyle mocny, aby wstrząsnąć rynkiem graczy? Szczerze wątpię, jednak biorąc pod uwagę rosnącą popularność gier w chmurze oraz coraz śmielejsze podejście Apple do rynku gier, może okazać się to bardziej istotne, niż na pierwszy rzut oka się wydaje.

  • Dzwonili do ludzi bez zgody. Skończyło się potężną karą

    Dzwonili do ludzi bez zgody. Skończyło się potężną karą

    UOKiK podejmuje działania przeciwko telemarketerom. Jeśli dzwonili do Ciebie w sprawie instalacji fotowoltaicznych, pomp ciepła, innych źródeł ciepła lub termomodernizacji, teraz będą musieli ponieść odpowiednie konsekwencje finansowe.

    Temat niechcianych telefonów od firm oferujących dofinansowania do fotowoltaiki wraca na czoło dyskusji społecznej, a przypomina on o problemach, które jeszcze kilka lat temu nękały wielu konsumentów. Już w 2023 roku UOKiK informował o zarzutach wobec różnych przedsiębiorstw oraz o trwających postępowaniach wyjaśniających. Ostatni przypadek pokazuje, że prowadzenie telemarketingu bez wcześniejszej zgody konsumentów może skutkować karami sięgającymi setek tysięcy złotych.

    Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów ogłosił zakończenie postępowania dotyczącego firmy Centrum Dotacji OZE, wcześniej działającej pod nazwą Eko Centrum. Przedsiębiorstwo prowadziło telemarketing dla Energia Plus Gaz, w ramach którego konsultanci poszukiwali potencjalnych klientów, kontaktowali się z nimi telefonicznie, a następnie próbowali umówić spotkania z przedstawicielami handlowymi.

    W trakcie tych rozmów omawiano m.in. możliwość uzyskania dofinansowania na wymianę źródła ciepła. Konsultanci zadawali pytania dotyczące sposobu ogrzewania domu, zainteresowania fotowoltaiką, magazynami energii oraz innymi rozwiązaniami związanymi z termomodernizacją.
    Problem w tym, że według UOKiK, taka rozmowa była już formą marketingu bezpośredniego. Bez znaczenia jest fakt, że szczegóły oferty czy ceny miały być przedstawione dopiero podczas późniejszego spotkania z handlowcem.

    „Przedsiębiorca nie może wprowadzać konsumentów w błąd i stwierdzać, że 'tylko umawia spotkanie’. Jeśli telefon ma na celu zainteresowanie konsumenta ofertą, rozpoznanie jego potrzeb i doprowadzenie do spotkania z handlowcem, to jest to marketing bezpośredni. Nie ma znaczenia, że cena czy pełna oferta pojawią się dopiero później. Kolejność jest prosta: najpierw zgoda konsumenta, potem telefon, nigdy odwrotnie.”

    Czytaj dalej poniżej

    Pekao wprowadza nowe opłaty. Wchodzą w życie od września

    — mówi Prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

    Dzwonili do Ciebie w sprawie fotowoltaiki? Teraz zapłacą karę

    W trakcie postępowania ustalono również, w jaki sposób firma pozyskiwała numery potencjalnych klientów. Część z nich pochodziła z baz danych zakupionych od zewnętrznych podmiotów, a niektóre informacje datowały się nawet na lata 2017–2019, czyli okres przed powstaniem spółki. Tym samym konsumenci nie mogli wówczas wyrazić zgody na kontakt marketingowy. To jednak nie koniec sprawy. Niektóre numery telefonów były generowane automatycznie przez algorytm, którego działania odpowiadały formatowi polskich numerów. W takim wypadku również trudno mówić o wcześniejszej zgodzie właściciela numeru na otrzymywanie ofert.

    UOKiK postawił sprawę jasno, a przepisy są w tym zakresie wyraźne. Posiadanie numeru telefonu, niezależnie od tego, czy pochodzi on z zakupionej bazy czy został wygenerowany automatycznie, nie oznacza zgody jego właściciela na telemarketing. Zgoda musi być udzielona przed kontaktem i musi być dobrowolna, świadoma, konkretna oraz jednoznaczna. Konsument powinien także wiedzieć, kto chce się z nim skontaktować, w jakim celu oraz za pośrednictwem jakiego kanału.

    Konsekwencje dla firmy są poważne. Na Centrum Dotacji OZE nałożono karę w wysokości 308 728 zł. To jednak nie koniec problemów. Ówczesny prezes spółki został ukarany sumą 100 tys. zł za umyślne dopuszczenie do naruszenia zbiorowych interesów konsumentów. W sumie mowa więc o kwocie przekraczającej 408 tys. zł. Decyzja ta nie jest jeszcze prawomocna, a zarówno spółka, jak i były prezes mogą odwołać się do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów w ciągu miesiąca od jej doręczenia.