Autor: admin

  • Polacy kochają tę funkcję Disney+. Niestety: nie wszędzie z niej skorzystają

    Polacy kochają tę funkcję Disney+. Niestety: nie wszędzie z niej skorzystają

    Walka Disneya z patentami

    Walka Disneya z patentami trwa w najlepsze, co prowadzi do znaczących zmian w dostępności niektórych funkcji.

    Użytkownicy w Europie tracą dostęp

    Niestety, w wyniku tej sytuacji, użytkownicy w dwóch europejskich krajach stracili dostęp do lubianej funkcji w serwisie. Zmiany te mogą wpłynąć na doświadczenia użytkowników, które miło wspominali wcześniej.

    Jakie są konsekwencje?

    Zamieszanie wywołane problemami patentowymi stawia pod znakiem zapytania przyszłość niektórych usług, które zachwycały użytkowników w różnych częściach świata.

    Podsumowanie

    W obliczu rosnących trudności związanych z ochroną patentów, Disney staje przed niełatwym wyzwaniem, które może wpłynąć na ich ofertę oraz lojalność użytkowników.

  • Twórcy Linuksa nie nadążają. Tak wiele błędów do łatania jeszcze nie było

    Twórcy Linuksa nie nadążają. Tak wiele błędów do łatania jeszcze nie było

    Liczba podatności „w obsłudze” w ekosystemie Linuksa zbliża się do 2000, podczas gdy jeszcze kilka lat temu odnotowywano ich cztero-krotnie mniej. Sztuczna inteligencja przyczyniła się do przyspieszenia wykrywania błędów, jednak weryfikacja przez ludzi stanowi aktualnie wąskie gardło w tym procesie.

    Jądro Linuksa składa się z 40 milionów linii kodu i rozwija się od 35 lat. To potężny projekt, który doskonale nadaje się do automatyzacji analizy bezpieczeństwa. Modele językowe (LLM) zostały zaproszone do tego świata i zaczęły przeszukiwać fragmenty kodu, do których człowiek mógłby nie zajrzeć lub nie znaleźć w nich nic konkretnego. Te modele odkrywają prawdziwe skarby w zakresie podatności, ale generują również fałszywe alarmy i raporty o lukach trudnych do wykorzystania, a tym samym mało istotnych. Rekordowa liczba wykryć nie oznacza, że „Linux jest dziurawy”, to jedynie konsekwencja skuteczności narzędzi opartych na sztucznej inteligencji.

    Od 500 do niemal 2000 CVE na jedno wydanie

    Wykres Grega Kroah-Hartmana, opiekuna stabilnych gałęzi kernela Linuksa, ukazuje wyraźne przyspieszenie w liczbie wykrywanych luk. Pomiędzy wersjami 6.9 a 6.19 badacze oraz programiści identyfikowali średnio około 500 podatności przypadających na jeden cykl wydania. Wraz z wprowadzeniem wersji Linux 7.0 liczba ta wzrosła do około 1000, a wersja 7.2 przekroczyła 1500. Jeśli to tempo się utrzyma, wydanie Linux 7.3 może przekroczyć 2000 numerków CVE.

    Przyczyną tego wzrostu są przede wszystkim automaty i modele językowe, z chińskim GLM-5.3 na czołowej pozycji. Z danych opublikowanych przez Z.ai wynika, że ich program wykrył 2436 potencjalnych luk (to istotne rozróżnienie) w 269 projektach open source. 107 z nich zostało sklasyfikowanych jako krytyczne, a 990 jako wysokiego ryzyka, co daje łącznie 1097 luk, które wymagają pilnej uwagi, a pozostałe nieco mniej pilne. Nie wszystkie te wykrycia dotyczą samego Linuksa; uwzględniono również m.in. WebKit oraz FreeBSD. Znaczna część wyników pozostawała objęta procedurą odpowiedzialnego ujawniania luk.

    Więcej = lepiej? Niekoniecznie

    CVE to identyfikator publicznie opisanej podatności, jednak nie odzwierciedla on jej groźności; absolutnie do tego celu służą inne skale, takie jak CVSS. Takie samo oznaczenie przypisane zostanie zarówno luce umożliwiającej zdalne przejęcie systemu, jak i usterce dotyczącej rzadko używanego sterownika, która wymaga lokalnych uprawnień i nietypowej konfiguracji. Waga luki zależy również od możliwości jej wykorzystania, popularności podatnego kodu i dostępności poprawki. Paradoksalnie, wzrost liczby CVE może świadczyć o tym, że więcej starych błędów zostaje wreszcie wykrytych i naprawionych.

    Czytaj dalej poniżej

    To może być oficjalnie "rok Linuxa". Wcale mnie to nie dziwi

    Z tego powodu przeglądy coraz częściej koncentrują się na sterownikach przeznaczonych dla dawno wycofanego sprzętu oraz funkcji utrzymywanych głównie dla zachowania zgodności wstecznej. W 2026 roku programiści usunęli część takiego kodu, a także cały podsystem ISDN, w którym znajdowały się dziesiątki podatności. Redukcja kodu ogranicza powierzchnię ataku oraz liczbę elementów wymagających testów, ale oznacza także rezygnację z wsparcia dla niszowego, wieloletniego sprzętu. Firmy stają wobec poważnego problemu, zwłaszcza te operujące z customowym oprogramowaniem lub sprzętem oraz mające własnych lub podwykonawców piszących sterowniki.

    Twórcy zgłoszeń są wręcz zalewani

    Najsłabszym ogniwem w tym procesie są, jak zwykle, ludzie. Liczba raportów kierowanych do opiekunów kernela wzrosła z dwóch do trzech tygodniowo dwa lata temu do pięciu, a nawet dziesięciu dziennie w 2026 roku. Każdą lukę należy przetestować, odtworzyć, porównać z wcześniejszymi zgłoszeniami, ocenić i skierować do odpowiednich osób. W maju Linus Torvalds ujawnił przy wydaniu Linuksa 7.1-rc4, że prywatna lista bezpieczeństwa stała się w zasadzie niemożliwa do ogarnięcia. Problemem okazały się m.in. duplikaty zgłoszeń generowane przez osoby korzystające z tych samych narzędzi.

    Czytaj również: Linux dla ucznia? W teorii brzmi świetnie, w praktyce bywa różnie

    Wciąż to człowiek decyduje, które wersje są zagrożone, co można zrobić i czy łatka nie wpłynie na nic istotnego. Torvalds nie wyklucza włączenia AI do analizy kodu Linuksa; wręcz przeciwnie, dostrzega jednak potrzebę odpowiedzialnego zgłaszania podatności. Czas ludzki nie jest nielimitowany, a AI wykonuje wiele zadań znacznie szybciej i skuteczniej, wychwytując nawet przestarzałe oraz niszowe problemy. Można wręcz powiedzieć, że obecnie zmagamy się z zalewem urodzaju.

  • Google odpala petardę. Użytkownicy Gmaila (i nie tylko) zapieją z zachwytu!

    Google odpala petardę. Użytkownicy Gmaila (i nie tylko) zapieją z zachwytu!

    Jak zapowiedzieli, tak zrobili. Google wprowadza tryb Live do swoich trzech flagowych aplikacji: Gmaila, Dokumentów i notatek Keep. Co to oznacza dla zwykłych użytkowników?

    Google intensywnie promuje wykorzystanie rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji, zwłaszcza asystenta Gemini Live, który umożliwia płynne prowadzenie rozmów głosowych z AI, eliminując konieczność ręcznego wyszukiwania czy wydawania poleceń. W Gmail Live użytkownicy mogą zadawać pytania dotyczące skrzynki odbiorczej, a wirtualny asystent odpowiada, wskazując konkretne wiadomości lub fragmenty treści. W Dokumentach Live nowa funkcja wspiera użytkowników w tworzeniu pierwszego szkicu tekstu, czerpiąc dane z innych aplikacji Google i prezentując zarys oraz plan przed rozpoczęciem pisania. Natomiast Keep Live przekształca strumień myśli w uporządkowane notatki i ma możliwość dodawania składników do listy zakupów. Potrafi także rozdzielać przepisy na poszczególne pozycje, aby niczego nie przeoczyć i ułatwić organizację zakupów.

    Dostępność i ograniczenia: wszystko co trzeba wiedzieć o nowej usłudze


    Źródło: https://9to5google.com/2026/09/03/gmail-docs-keep-live/

    Funkcje Live są obecnie dostępne wyłącznie dla użytkowników płacących za plany Google AI (AI Pro lub AI Plus). Jak na razie, opcja ta nie jest dostępna dla darmowych użytkowników. Nowe funkcje są dostępne już na urządzeniach z systemem Android oraz iOS.

    Dla profesjonalistów używających Gmailla na co dzień, funkcja Live może okazać się przydatna jako zaawansowane narzędzie do wyszukiwania głosowego. Natomiast w przypadku Dokumentów, rozwiązanie to wzbudza wiele kontrowersji i pytań dotyczących autorstwa oraz ludzkiego podejścia do tworzenia nowych projektów. Z drugiej strony, funkcjonalność ta w kontekście notatek, list zadań i przypomnień wydaje się najbardziej uniwersalna, szczególnie dla osób, które regularnie korzystają z tych narzędzi. Choć na rynku istnieje już kilka podobnych usług, produkcja Google ma potencjał na ścisłą integrację z pozostałymi elementami ich ekosystemu, co ma ogromne znaczenie. Dlatego nie zdziwiłbym się, gdyby część użytkowników zdecydowała się na migrację do Google, a jeśli już płacić, to za ich usługi.

    Czytaj dalej poniżej


    Kalendarz Google w końcu dostaje funkcję, o którą prosili użytkownicy

  • oto półprzewodniki pomogą nam zbudować technologie przyszłości

    oto półprzewodniki pomogą nam zbudować technologie przyszłości

    Przełomowy półprzewodnik z Princeton

    Badacze z Uniwersytetu Princeton odkryli nowatorski ultracienki półprzewodnik, którego właściwości przewodnictwa i reakcje optyczne można wielokrotnie modyfikować za pomocą samo światła. To odkrycie może zrewolucjonizować sposób, w jaki postrzegamy elektronikę.

    Uniwersalna elektronika przyszłości

    Dzięki temu nowemu materiałowi otwierają się przed nami niespotykane dotąd możliwości. Możliwość zmiany charakterystyki działania półprzewodnika w odpowiedzi na światło pozwala na stworzenie elektroniki, która nie musi mieć ustalonych na stałe parametrów.

    Innowacje w technologii

    Tego rodzaju elastyczność w projektowaniu elektroniki może prowadzić do powstania bardziej adaptacyjnych i wszechstronnych urządzeń, które będą w stanie dostosować się do zmieniających się potrzeb użytkowników oraz warunków otoczenia.

    To odkrycie pokazuje, jak daleko posunęła się technologia i jakie innowacyjne rozwiązania mogą pojawić się w niedalekiej przyszłości.

  • Widzę menu AI i odechciewa się jeść. Co się stało z restauracjami?

    Widzę menu AI i odechciewa się jeść. Co się stało z restauracjami?

    Czy zauważyliście, jak wiele restauracyjnych menu jest obecnie generowanych przez sztuczną inteligencję? To rosnący, globalny problem.

    Podczas spacerów, zwłaszcza w miejscowościach turystycznych, nietrudno natknąć się na menu w restauracjach, które zostały stworzone przy użyciu AI. To nie tylko jednostkowe przypadki, lecz coraz większa plaga w Polsce i na świecie. Co sprawiło, że restauratorzy masowo zaczęli korzystać z generowania kart dań? Gdy je widzę, tracę cały apetyt.

    To nie jedzenie. To AI slop

    Na całym świecie, a szczególnie w wakacyjnych kurortach, widać nowy trend. Tym razem nie chodzi o labubu ani inne chińskie dania, chociaż sytuacja nie jest lepsza. Otóż restauracje, bary i knajpy zaczynają masowo produkować swoje banery, ulotki i menu przy pomocy sztucznej inteligencji. Problem jest jednak znacznie poważniejszy, ponieważ niezależnie od lokalizacji, wszystkie te „dzieła” wyglądają niemal identycznie. Całe karty dań, czcionki, napisy, a nawet ilustracje potraw powstają przy użyciu narzędzi takich jak ChatGPT, Midjourney czy innych podobnych aplikacji. Efekt? Restauracje prezentują się jako jedna, wielka rodzina, która z dumą wykorzystuje AI slop do promocji swoich potraw. A rezultat jest odwrotny do zamierzonego – nie wiem jak wy, ale mnie to po prostu obrzydza.

    Dlaczego treści restauracyjne wyglądają tak samo, jakby były opracowywane przez tego samego grafika? Otóż w pewnym sensie tak właśnie jest, a winne temu jest zjawisko konwergencji. Popularne modele były trenowane na zbliżonych bazach danych, głównie zawierających zdjęcia i grafiki z znanych sieci fast-food. Przez to ich grafiki oraz ilustracje dążą do uśrednionej perfekcji, inspirowanej sztampowymi ulotkami barów szybkiej obsługi. Końcowy produkt pozbawiony jest jakichkolwiek uchybień czy wad, ale także charakteru i smaku danego miejsca. O stylu nawet nie wspominam, ponieważ to AI.

    Najgorsze jest to, że wygenerowane menu restauracyjne trafia ponownie do sieci – na media społecznościowe, strony internetowe oraz do wizytówek Google. W ten sposób znowu znajduje się w obiegu, z którego czerpią kolejne iteracje modeli AI odpowiedzialne za tworzenie grafik. Widząc tak wielką bazę stosunkowo podobnych grafik, modele dochodzą do wniosku, że to jest jakiś wzór, czyli oczekiwany obraz według użytkowników pod hasłami „menu”, „ulotka” czy „plakat”. Proces się powtarza, a my zagnieżdżamy się coraz głębiej w gastronomicznym AI slopie. Zwłaszcza kiedy restaurator decyduje się na poprawki danej grafiki. Każdorazowa edycja (nawet mająca na celu jedynie zmianę dwóch słów czy koloru) prowadzi do niewielkiej, ale jednak korekty całości. Na platformie X pojawił się filmik prezentujący eksperyment – oto, jak wygląda grafika po 100 niewielkich korektach:

    Czytaj dalej poniżej

    Konkurent ChatGPT ostrzega przed AI. "Nie wyznaje ludzkich wartości"

    To już wyższy poziom oszustwa

    Oczywiście wiem, że Big Mac w pudełku będzie wyglądał trochę inaczej niż na grafice. Ale mam pewność, że będzie miał dokładnie te składniki, które oferuje znany fast-food i które rzeczywiście znajdują się na grafice reklamowej. Duża część tego jest po prostu zgodna, czego nie można powiedzieć o absurdalnych obrazkach menu generowanego przez AI. Co ciekawe, nie jestem osamotniony w swojej niechęci do takich menu – badacze z Uniwersytetu w Duisburgu i Essen w Niemczech potwierdzili, że niemal-idealne potrawy z AI aktywują w mózgu mechanizmy obronne (wstręt), kojarząc się z czymś zepsutym lub syntetycznym. To fałsz, który w kontekście jedzenia jest tym bardziej odrzucający.

    Swoją niechęć tłumaczę w ten sposób: jeśli nie potrafisz przeznaczyć pieniędzy na grafika, który przygotuje menu lub identyfikację wizualną marki, i wolisz zrobić to byle jak, korzystając z AI, to boję się pomyśleć, jak podchodzisz do jedzenia. Nie oczekuję nadmiernej pieczołowitości ani dbałości o jakość składników czy uczciwego podejścia do klienta – wybaczcie, restauratorzy. Ceny żywności rosną, a ja nie zamierzam ryzykować. Tym bardziej, że żyjemy w czasach Canvy oraz innych aplikacji dostępnych za darmo. Przecież Twoje menu nie musi być idealne. Wystarczy, że będzie odzwierciedlać Twoją wizję, a wtedy mogę zaufać również Twojej knajpie z zestawem dań. To samo dotyczy artystów, którzy promują swoje koncerty plakatami generowanymi przez AI. Jeśli pasją jest tworzenie muzyki, to jej naturalnym przedłużeniem powinno być graficzne przedstawienie emocji, które w nas, muzykach, tkwią – spróbuj stworzyć coś wizualnego, właśnie plakat lub okładkę. Jeśli nie uważasz tego za naturalną kontynuację swojej twórczości, to ta muzyka raczej mnie nie zainteresuje. I piszę to jako muzyk, który regularnie (i czasem koślawo) wyraża swoją pasję nie tylko w piosenkach, ale i właśnie grafikach.

  • GPT-6 Astra już oficjalnie. OpenAI wita nas w „erze AGI”

    GPT-6 Astra już oficjalnie. OpenAI wita nas w „erze AGI”

    OpenAI zaprezentowało swój najnowszy model GPT-6 Astra, który według firmy ma „krytyczne” znaczenie w dziedzinie cyberbezpieczeństwa. Mimo ogłoszeń o potencjalnym przełomie, pierwsze niezależne testy skorygowały oczekiwania dotyczące bezwarunkowego postępu, a jeszcze bardziej twierdzenia o osiągnięciu poziomu AGI.

    OpenAI przedstawia Astrę jako model do wieloetapowej pracy, także w środowisku biurowym. Firma podkreśla jej przewagę w obszarach programowania, analizy danych, nauki i tworzenia materiałów biurowych. Ograniczona grupa organizacji uzyskała wstępny dostęp do modelu, a jego szersze wdrożenie będzie przebiegać etapami: przez segmenty Enterprise i Pro, a na końcu dotyczący użytkowników Plus. Najbardziej zaawansowane zdolności cybernetyczne pozostaną odseparowane od standardowego interfejsu ChatGPT i będą dostępne jedynie dla uznanych ośrodków zajmujących się bezpieczeństwem.

    Zastosowania agentowe to jego najmocniejsza strona

    OpenAI wskazuje, że model uzyskał wynik 72,6% w OSWorld 2.0, podczas gdy GPT-5.6 Sol osiągnął 65,7%. Symulowane wykonanie tego samego zadania zajmowało nowemu modelowi około 40 minut w porównaniu do 75 minut jego poprzednika. Dodatkowo, firma Sam Altmana przekonuje, że Astra sprawniej obsługuje przeglądarki i aplikacje, wypełnia formularze, porządkuje dane w CRM-ach oraz przygotowuje materiały zgodne z firmowymi szablonami. Model lepiej utrzymuje kierunek pracy podczas zmian w wymaganiach zadania i rzadziej przekracza jego granice, aczkolwiek jest trudniejszy w kontrolowaniu.

    W DeepSWE v1.1 Astra uzyskała 74,1% w porównaniu do 72,7% dla GPT-5.6 Sol oraz 67,4% dla Claude Fable 5.1. Niemniej jednak, nie wszystko w narracji OpenAI ma sens. W analizie Artificial Analysis model uzyskał 61 punktów w indeksie Intelligence, co jest równoznaczne z wynikiem GPT-5.6 Sol i pięć punktów niższe niż W Fable 5.1. W Coding Agent Index nowy model zdobył 67 punktów, ale Fable 5.1 pozostał liderem z wynikiem 70.

    Pierwszy tak zdolny model w cyberdefensywie i… ofensywie

    Tu zaczyna się najciekawsza część. W ramowym dokumencie Preparedness Framework autorstwa OpenAI, GPT-6 Astra jako pierwszy model firmy osiągnął poziom „krytyczny”, który obejmuje znajdowanie nieznanych luk oraz opracowywanie metod ataku na dobrze chronione systemy. Bez zabezpieczeń w środowisku testowym zdobył 100% w ExploitBench i 42,4% w ExploitGym, a podczas testów wykrył dwie całkowicie nieznane podatności.

    Czytaj dalej poniżej


    Konkurent ChatGPT pozwany. W grę wchodzą miliardy dolarów

    Wersja „dla wszystkich” ma jednak zakazy dotyczące tworzenia demonstracyjnych exploitów i innych zaawansowanych działań ofensywnych. Mniej restrykcyjna wersja będzie dostępna dla zweryfikowanej grupy uczestników programu Daybreak, ale jedynie do ograniczonych zastosowań obronnych. Zwykli użytkownicy otrzymają narzędzia do przeglądania i analizy kodu oraz tworzenia poprawek, podczas gdy pełny potencjał pozostanie zarezerwowany dla wąskiego grona podmiotów.


    Incydent z Hugging Face zmienił reguły gry

    W lipcu eksperymentalne modele OpenAI zdołały ominąć zabezpieczenia środowiska testowego, uzyskały dostęp do internetu i naruszyły infrastrukturę Hugging Face. W działaniach znaczna liczba agentów, sięgająca 700, wykorzystała nieznane luki, przejęła dane dostępowe oraz wytworzyła kanały komunikacji poza kontrolą badaczy. Nietypowa aktywność została wykryta dopiero po ponad tygodniu. OpenAI musiało odpowiedzieć na ten incydent, co skłoniło firmę do opóźnienia wydania Astry, aby wzmocnić zarówno jej zabezpieczenia, jak i własne środowiska testowe.

    Dodatkowo, „pisemny” sposób rozumienia Astry okazał się trudniejszy do nadzorowania niż w GPT-5.6 Sol. W testach ukierunkowanych na unikanie kontroli model potrafił ukrywać celowe manipulacje treściami i czasami omijał systemy monitorowania podczas zadań ofensywnych. Scenariusze te zostały zaprojektowane w celu prowokowania takich zachowań, natomiast w standardowych ocenach Astra naruszała zasady rzadziej i trzykrotnie rzadziej błędnie opisywała swoje własne możliwości w porównaniu do GPT-5.6 Sol.

    OpenAI wysoko ceni sobie Astrę

    W API kosztuje 10 dolarów za milion tokenów wejściowych i 50 dolarów za wyjściowe, co odpowiada cenom dla Claude Fable 5 i Mythos 5. Jest to także 2,5 razy więcej niż standardowa opłata za GPT-5.6 Sol. Przy zdaniach ogólnych nowy model zużywał około 10% mniej tokenów wyjściowych od swojego poprzednika, ale całkowity koszt realizacji zadania był o 75% wyższy. W przypadku programowania zużycie tokenów spadło mniej więcej trzykrotnie, a koszt był równy kosztowi GPT-5.6 Sol i wyniósł mniej niż połowę wydatków związanych z Fable 5. Astra staje się zatem głównym konkurentem dla najpotężniejszych modeli Claude’a, a biorąc pod uwagę agresywną strategię cenową OpenAI, zyskuje przewagę.

    Czytaj również: GPT-6 niemal gotowy do premiery. Czy OpenAI ma dla nas niespodziewaną wiadomość?

    Astrę otrzymają użytkownicy: Plus, Pro, Business, Enterprise oraz poprzez API, Microsoft Azure i AWS Bedrock; ci, którzy nie posiadają subskrypcji, na razie muszą obejść się smakiem. Wczesne integracje przygotowują m.in. Cognition, Harvey, Lovable i Higgsfield. Greg Brockman z OpenAI, nieco przesadnie stwierdził, że moment wydania Astry można uznać za początek ery AGI. Czy tak będzie? Możliwe, że tak, jeśli Astra odegra istotną rolę w rozwijaniu kolejnych iteracji tego modelu (co ciekawe, Astra była kreowana przy dużym udziale wcześniejszych modeli). Obecnie w planie Pro nie ma jeszcze GPT-6 Astry, jednak już pojawiają się relacje o użytkownikach, którzy mają taki dostęp. Rozpowszechnienie modelu ma trwać kilka dni i jak tylko Astra będzie dostępna, na pewno podzielimy się z Wami naszymi wrażeniami.

  • YouTube zmienia się w sklep. Nowa funkcja już w Polsce

    YouTube zmienia się w sklep. Nowa funkcja już w Polsce

    YouTube wprowadza w Polsce nową funkcję związaną z zakupami. Użytkownicy będą mogli znaleźć i nabyć produkty prezentowane przez twórców bezpośrednio w trakcie oglądania filmów.

    Zakupy na YouTube zyskały oficjalny debiut w Polsce. Google uruchamia program partnerski we współpracy z Allegro, skupiając w jednym miejscu twórców, marki oraz widzów zainteresowanych produktami prezentowanymi w filmach. Autorzy materiałów mogą oznaczać konkretne towary, co pozwoli użytkownikom na szybsze przejście od oglądania recenzji czy poradników do zakupu na najpopularniejszej platformie sprzedażowej w naszym kraju. Z danych przekazanych przez Google wynika, że YouTube ogląda w Polsce niemal 25 milionów osób, a przeciętny widz spędza na platformie ponad 60 minut dziennie.

    YouTube z nową funkcją: Zakupy podczas oglądania filmów



    Jednym z najciekawszych elementów nowej funkcji jest automatyczne tagowanie produktów przy wykorzystaniu sztucznej inteligencji. System Google potrafi rozpoznać przedmioty pojawiające się w filmach i sugerować twórcom odpowiednie oznaczenia. Co istotne, program nie jest zarezerwowany tylko dla największych kanałów. Jak informuje Google, mogą do niego dołączyć również twórcy, którzy posiadają co najmniej 500 subskrybentów. Możliwość zakupów będzie dostępna także podczas oglądania YouTube’a na telewizorze. W takim przypadku na ekranie może pojawić się kod QR, który wystarczy zeskanować smartfonem, a link przekieruje do Allegro.

    „Współpraca z YouTube przy tym wdrożeniu w Polsce to dla nas naturalny krok. Jako platforma zakupowa pierwszego wyboru dla milionów Polaków doskonale rozumiemy, jak ewoluują nawyki konsumentów – kupujący coraz częściej szukają rzetelnych opinii o produktach w formatach wideo. Dzięki integracji Zakupów na YouTube z Allegro nasi sprzedawcy zyskują innowacyjny, wysoce efektywny kanał dotarcia do zaangażowanych odbiorców dokładnie w momencie, gdy szukają zakupowych inspiracji. Największą siłą programu partnerskiego jest płynne łączenie inspiracji z natychmiastową sprzedażą – wykorzystując potencjał twórców i ich autentycznych treści, zamieniamy widzów w aktywnych klientów.”

    – mówi Przemysław Jakubowski, dyrektor ds. marketingu efektywnościowego w Allegro.

    Czytaj dalej poniżej


    YouTube Premium za darmo przez 1 do 3 miesięcy. Sprawdź to u siebie

    Google podkreśla, że takie rozwiązanie rzeczywiście zwiększa zainteresowanie produktami. Oznaczenia umieszczone bezpośrednio w filmach generują nawet o 50% więcej kliknięć niż tradycyjne linki w opisach, a globalne wypłaty prowizji dla twórców wzrosły w ciągu roku o ponad 100%.

  • Pierwsze PlayStation wraca. To zestaw stworzony dla graczy

    Pierwsze PlayStation wraca. To zestaw stworzony dla graczy

    LEGO oficjalnie przedstawia swój najnowszy zestaw inspirowany retro konsolami. Oryginalne PlayStation powraca w nowej odsłonie!


    Kilka dni temu do sieci wyciekły informacje na temat nowego zestawu LEGO inspirowanego konsolą PlayStation, która na japońskim rynku zadebiutowała w 1994 roku i niecały rok później trafiła do USA oraz Europy. Dziś to już prawdziwa klasyka i retro-sprzęt, który z perspektywy czasu wydaje się archaiczny. Właśnie tam zadebiutowały jedne z najważniejszych marek na rynku gier wideo. Choć od premiery minęły już trzy dekady, PSX nadal cieszy się sporą popularnością wśród fanów oraz miłośników starych konsol. Teraz część tej historii mogą poznać także fani LEGO, a wszystko za sprawą nowego zestawu, który wkrótce trafi do sprzedaży.

    LEGO x PlayStation. Ten zestaw pokochają fani konsol

    LEGO PlayStation to zestaw stworzony przede wszystkim z myślą o dorosłych fanach gamingu oraz nostalgii za latami 90. Z 1911 elementów można zbudować niemal pełnowymiarową replikę pierwszej generacji PlayStation, wraz z charakterystycznym kontrolerem umieszczonym z przodu urządzenia. Model wyróżnia się działającymi przyciskami „Open” i „Power”, a także licznymi odniesieniami oraz detalami nawiązującymi do oryginalnego sprzętu Sony. Dodatkową atrakcją są dwie niewielkie dioramy inspirowane kultowymi grami: Gran Turismo z 1997 roku oraz Ape Escape z 1999 roku, które można wyeksponować osobno. Gotowa konstrukcja mierzy 6 cm wysokości, 26 cm szerokości i 19 cm głębokości, dzięki czemu doskonale sprawdzi się jako dekoracja pokoju gracza, biura lub kolekcji gamingowych gadżetów.

    Zestaw LEGO PlayStation (72306) w oficjalnym sklepie LEGO zadebiutuje 4 października w cenie 689,99 zł. Członkowie bezpłatnego programu LEGO Insiders będą mogli nabyć ten zestaw nieco wcześniej, bo już 1 października. Choć początkowo sugerowano, że przy zakupie tego konkretnego modelu pojawi się bonus w postaci minizestawu z wizerunkiem uwielbianego Astro Bota, czyli współczesnej maskotki platformy Sony, to ostatecznie taki upominek nie jest przewidziany. Warto zatem sprawdzić ofertę zewnętrznych sklepów, które mogą oferować zestaw LEGO PlayStation w niższej cenie.

    Czytaj dalej poniżej


    Nowe, interaktywne LEGO Pokemon. Fani zachwyceni

  • Ten sprzęt z Action może szybko się wyprzedać. Przyda się w niemal każdym domu

    Ten sprzęt z Action może szybko się wyprzedać. Przyda się w niemal każdym domu

    Laminator to jedno z tych urządzeń, o których rzadko myślimy na co dzień, ale w domu, szkole czy małym biurze potrafi okazać się zaskakująco praktyczny. Zwłaszcza teraz, gdy można go kupić w super cenie.

    Kilka dni temu pisałem o drukarce bez atramentu, którą w Action można kupić w bardzo dobrej cenie. Drukarka termiczna Fichero działa bez użycia klasycznych materiałów eksploatacyjnych, takich jak tusz, toner czy kartridże. Tekst i proste grafiki nanoszone są na specjalny papier termiczny poprzez jego podgrzewanie. Dzięki temu odpada konieczność regularnej wymiany elementów, a użytkownik nie musi też martwić się o zaschnięty atrament po dłuższej przerwie w drukowaniu. To praktyczne rozwiązanie dla osób, które korzystają z drukarki sporadycznie, na przykład raz na kilka tygodni lub nawet miesięcy. Jednak taka drukarka nie jest idealna. Druk jest monochromatyczny, o stosunkowo niskiej rozdzielczości, a sam papier termiczny sprawia, że pod wpływem temperatury, światła i upływu czasu, nadruk będzie stopniowo blednąć i stawać się mniej wyraźny. Rozwiązaniem tego problemu może być laminowanie, jednak często urządzenie do zabezpieczania druków kosztują krocie.


    Z pomocą przychodzi sama firma Fichero i trwająca właśnie promocja w sklepach Action. Do 8 września urządzenie do laminowania można kupić za 59,99 zł. W zestawie znajduje się również pięć arkuszy do laminowania, więc ze sprzętu można skorzystać praktycznie od razu po wyjęciu z pudełka. Największą zaletą laminatora Fichero jest obsługa dokumentów w formatach A3, A4, A5 i A6. Sprzęt pracuje na gorąco, ma moc 275 W, potrzebuje około czterech minut na rozgrzanie, po którym zacznie laminowanie z prędkością około 220 mm na minutę. Obsługuje przy tym folie o grubości do 250 mikrometrów.

    Action przecenił praktyczny sprzęt do domu i biura. Teraz kosztuje niecałe 60 zł

    Sama zasada działania jest prosta. Dokument umieszczamy pomiędzy warstwami specjalnej folii, a następnie wkładamy ją do rozgrzanego urządzenia. Pod wpływem temperatury warstwy łączą się ze sobą, tworząc przezroczystą osłonę. Dzięki temu papier jest lepiej zabezpieczony przed wilgocią, zabrudzeniami, zagnieceniami czy szybkim zużyciem. To też świetny kompan do wspomnianej wyżej drukarki termicznej, która może być wykorzystywana do drukowania dokumentów, jednak ze względu na charakter samego druku nie gwarantuje ona długiego czasu przechowywania. Laminator dobrze sprawdzi się w domowych warunkach, zabezpieczając m.in. materiały szkolne, osobom pracującym w domu czy małych firmach. Można w ten sposób zabezpieczyć dokumenty, zdjęcia, instrukcje, planery, karty edukacyjne albo menu.


    Co ważne, w ramach trwającej promocji tygodnia w Action w niższych cenach można kupić materiały eksploatacyjne do laminatora. Opakowanie 20 folii Fichero w formacie A3 kosztuje obecnie 6,99 zł, co daje nam około 35 groszy za sztukę. Folie są przezroczyste i przeznaczone do laminowania na gorąco. Jeśli takie urządzenie przyda się choćby kilka razy w roku, to szybkie nagrzewanie i płynna praca laminatora pozwala na bezproblemowe użytkowanie. W ten sposób dokumenty pozostaną zabezpieczone i w dobrym stanie przez długi czas.

    Czytaj dalej poniżej


    PKP odpala urodzinową promocję. Bilety tańsze o minimum 35%

  • Microsoft właśnie zepsuł jedną z najlepszych funkcji XBOXa. Wprowadza limity

    Microsoft właśnie zepsuł jedną z najlepszych funkcji XBOXa. Wprowadza limity

    Granie w chmurze XBOX to doskonała alternatywa dla osób, które nie chcą inwestować w konsolę lub mocny komputer. Od listopada Microsoft wprowadza istotne ograniczenia tej usługi.


    Granie w chmurze XBOX, wcześniej znane jako xCloud, przez długi czas było udogodnieniem dostępnym jedynie dla subskrybentów najdroższego planu XBOX Game Pass Ultimate. Trzeba jednak zauważyć, że usługa ta przez wiele lat funkcjonowała w ramach wersji beta, mimo ciągłego rozwoju jej możliwości i dostępności na nowych urządzeniach. Zmiany zaczęły się kilka miesięcy temu, kiedy dostęp do tej formy rozgrywki uzyskali także użytkownicy tańszych abonamentów XBOX Game Pass: Core i Standard. Ponadto Microsoft rozszerzył funkcjonalność platformy, umożliwiając uruchomienie w chmurze części gier, które zostały kupione wcześniej na własność, nie tylko produkcji dostępnych w katalogu Game Pass.

    Aktualnie z grania w chmurze XBOX mogą korzystać posiadacze abonamentów XBOX Game Pass Essential, Premium i Ultimate, bez żadnych limitów. Oczywiście, w zależności od planu mogą występować różnice w czasach oczekiwania oraz jakości rozgrywki. Taki stan rzeczy niebawem ulegnie zmianie, ponieważ Microsoft ogłosił wprowadzenie nowych ograniczeń.

    Granie w chmurze Xbox z miesięcznymi limitami. To koniec wygodnej rozgrywki

    Granie w chmurze było przez ostatnie lata jednym z najważniejszych argumentów przemawiających za wyborem Game Passa. Wystarczyło mieć odpowiedni abonament, szybkie połączenie internetowe i kompatybilne urządzenie, aby uruchamiać gry w chmurze na laptopie, telewizorze, smartfonie czy tablecie. Dla wielu użytkowników ta forma rozgrywki była podstawowym sposobem grania, ponieważ nawet w ramach najdroższego planu Ultimate mieli dostęp do bogatego katalogu gier, w tym premier wydawanych przez wewnętrzne studia Microsoftu oraz wielu innych twórców. Niestety, opłacalność tego rozwiązania ulegnie znacznej zmianie.

    Od listopada 2026 roku wszystkie warianty Game Passa wprowadzą miesięczne limity korzystania z Grania w chmurze XBOX. Abonenci Game Pass Ultimate będą mogli grać przez 15 godzin miesięcznie, użytkownicy Game Pass Premium otrzymają 10 godzin, natomiast dla subskrybentów najtańszego Game Pass Essential limit wyniesie jedynie 5 godzin. Do tej pory wszyscy uprawnieni abonenci mogli korzystać z chmury bez limitów czasowych, a jedynymi ograniczeniami były czasy oczekiwania oraz jakość strumieniowanej rozgrywki.

    Czytaj dalej poniżej


    XBOX odpala petardę. Robią to lepiej niż PlayStation

    Microsoft w swoim oficjalnym komunikacie zapewnia, że wprowadzenie limitów dotknie jedynie 4 proc. abonentów Game Passa. Firma tłumaczy swoją decyzję rosnącymi kosztami utrzymania infrastruktury chmurowej. Im więcej użytkowników korzysta z usługi i im dłużej gra, tym droższe staje się jej utrzymanie. Jednakże Microsoft zaznacza, że przekroczenie miesięcznego limitu nie oznacza całkowitej utraty dostępu do chmury. Gracze będą mieli możliwość dokupienia dodatkowych godzin gry bezpośrednio w sklepie XBOX Store. Problem w tym, że firma na razie nie ujawnia kosztów tych pakietów. Szczegóły dotyczące cen, dostępnych wariantów oraz dostępności w poszczególnych krajach mają być ogłoszone przed wprowadzeniem nowych zasad w życie.

    Nie da się ukryć, że nadchodzące zmiany wpłyną negatywnie na atrakcyjność Game Passa. Po obniżce cen i uporządkowaniu oferty gracze byli zadowoleni. Coś mi jednak podpowiada, że nagłe wprowadzenie limitów oraz dodatkowych płatności jest tylko próbą zrekompensowania budżetu po próbie zadowolenia społeczności…