Kasuję Facebooka i Instagram. Powód nie jest oczywisty

Kasuję Facebooka i Instagram. Powód nie jest oczywisty

Autor:

w

Mam ochotę usunąć swoje konta w mediach społecznościowych. Nie chodzi mi tu o cyfrowy detoks, lecz o przeraźliwą nudę…

Ktoś, kto ogłasza decyzję o usunięciu swoich kont w social mediach, najczęściej kojarzy się z cyfrowym detoksem. Taka osoba pragnie ograniczyć czas spędzany na popularnych platformach, ponieważ dostrzega, że poświęca im zdecydowanie zbyt wiele czasu. Jednak w moim przypadku sytuacja wygląda inaczej – postanawiam usunąć swoje profile, ponieważ po prostu… czuję się znudzony.

Klikaj, scrolluj, oglądaj, kupuj

Chwytam w dłoń telefon – lepszy niż kilka lat temu, z większym ekranem, lepszą jakością wyświetlania. Naciskam ikonę popularnej platformy, czasem Facebooka, a czasem Instagrama. Wchodzę na stronę, przewijam. Przewijam, klikam. Przewijam, tym razem z dołu do góry, a później z prawej do lewej. Czekam, oglądam. Przewija się samo, albo zapętla. Mijają sekundy, znów przewijam, klikam i… wracam na ekran startowy, zablokowuję telefon, uświadamiając sobie, że zmarnowałem 15 minut, nie do końca wiedząc dlaczego. Nie dowiedziałem się niczego o życiu moich znajomych, nie przeczytałem żadnego ich wpisu ani aktualizacji – ba, nie zobaczyłem nawet nowego zdjęcia. Zamiast tego natrafiłem na niezliczone komunikaty marketingowe, nowe produkty, które MUSZĘ MIEĆ, influencerów doradzających mi, jak wybrać telefon, mimo że jeszcze tydzień temu reklamowali proszki do rozrabiania z wodą, którym z pewnością nie zaufam. Co ja właśnie najlepszego zrobiłem?

Ocknąłem się niczym Mark Scout z serialu „Rozdzielenie”. Nie wiem, co działo się w tej „przestrzeni”, chociaż ewidentnie upłynęło sporo czasu, a ja mam dziwne wrażenie, że ktoś mnie tam wykorzystuje. To nawet nie tyle wrażenie, co pewność – jako użytkownicy platform społecznościowych korzystamy z nich za darmo, ale jednocześnie stajemy się towarem – danymi, które służą do wyświetlania reklam i raportowania zasięgów firmom płacącym za reklamy. Oczywiście, to pewne uproszczenie, ale mniej więcej tak to działa. Nie płacimy, ale ktoś płaci, aby do nas docierać, zachęcając nas do konsumpcji. Platformom takim jak Instagram opłaca się zatem pokazywać nam mniej zdjęć znajomych, a więcej filmów i reklam dużych marek – zwłaszcza tych z zasobnym budżetem marketingowym lub influencerów, którzy potrafią przyciągnąć użytkowników.

Co to oznacza? Pod płaszczykiem rozrywki i bycia na bieżąco mamy do czynienia z platformami stawiającymi na maksymalną konsumpcję nas i przez nas. A to potwornie… nudne. Ileż można konsumować wszelkiego rodzaju virale, reklamy, triki, zestawienia, i Bóg wie co jeszcze, co ma przyciągnąć naszą uwagę?

Poczucie wyprania z emocji i braku jakiegokolwiek sensu w spędzonym czasie to nie przypadek. Nie jestem ekspertem w dziedzinie psychologii, ale doskonale wiem, co czuję po sesji z nowoczesnymi social mediami. To pustka, uczucie zmarnowanego czasu i uwagi, bez jakiejkolwiek korzyści dla mnie. Osiągnęliśmy moment, w którym gra w gry wideo (tak, te ogłupiające i niezdrowe) jest bardziej korzystna dla naszego mózgu niż scrollowanie. Ba, granie naprawdę ma jakieś korzyści. Scrollowanie – ani jednej. Na dodatek jest potwornie nudne.

W moim przypadku przeglądanie filmów i postów przestało dostarczać jakiejkolwiek rozrywki. To jedynie pożeracz czasu, a czasu mam zaledwie tyle, więc… po co dalej w tym tkwić? Podkreślam ponownie – nie chodzi o detoks, ale o znudzenie. Tęsknię za czasami social mediów, gdy dopiero wchodziły do polskiego mainstreamu. Gdy wpis na Facebooku miał znaczenie i mogło dotrzeć do znajomych. Kiedyś można było zadać pytanie, mając nadzieję, że jakaś znajoma osoba chętnie pomoże. Dziś mój post ginie w natłoku reklam czy wpisów z grup, do których nawet nie dołączyłem, ale są mi z jakiegoś powodu proponowane.

Śmiejemy się z tych samych filmików, wrzucamy te same memy z identycznymi efektami dźwiękowymi, łapiemy się na te same „hooki”, znamy te same sztuczki i sprytne sposoby. Konsumujemy to samo, nie mając szansy na przebicie się z czymś bardziej autorskim i autentycznym bez dostosowywania się do reguł narzucanych przez skrupulatny algorytm. Nie ma już zaskoczeń ani oryginalnych treści jak przed laty. Brakuje miejsca na amatorskie podejście, a jakikolwiek brak profesjonalizmu u twórcy jest karany brakiem możliwości przebicia się. A wszystko, co dopracowane i zgodne z zasadami algorytmu, podawane jest nam jak na tacy, wprost do szybkiej konsumpcji.

Brakuje mi tej dawnej autentyczności, odrobiny szaleństwa i nieprzewidywalności. Wreszcie, brakuje mi znajomych – tych, z którymi mogłem utrzymywać kontakt w social mediach, zwłaszcza gdy kontakt na żywo był utrudniony. Pragnę ich dziwnych wpisów, zabawnych zdjęć, linków do piosenek z YouTube czy pytań, na które tak czy inaczej nie znam odpowiedzi. Pragnę prawdziwego świata przeniesionego do cyfrowej przestrzeni – gdzie nawet po powrocie do domu, w zaciszu własnego pokoju, mogliśmy być blisko. Pora zatem usunąć swoje profile i wyjść na dwór. Dotknąć trawy, umówić się na grę w piłkę i zacząć wszystko od nowa.