Autor: admin

  • Poważne zarzuty wobec biedronki. UOKiK mówi o zmowie i grozi ogromną karą

    Poważne zarzuty wobec biedronki. UOKiK mówi o zmowie i grozi ogromną karą

    Kierowcy współpracujący z siecią Biedronka nie mieli możliwości swobodnego przejścia do konkurencji. UOKiK ujawnił długotrwały mechanizm zmowy, na który nałożono kary przekraczające 571 milionów złotych.

    W teorii doświadczenie i umiejętności powinny umożliwiać łatwiejszą zmianę pracy na lepiej płatną. W praktyce, w przypadku kierowców współpracujących z centrami dystrybucyjnymi Biedronki, ta zasada nie była respektowana. O decyzji o przejściu do innej firmy decydowała przeszłość zawodowa kierowcow. Bez zgody dotychczasowego pracodawcy, kierowca napotykał na kilkumiesięczną blokadę wjazdu do centrum dystrybucyjnego, co czyniło zmianę zatrudnienia nieopłacalną dla potencjalnych konkurentów. Organizatorem wspomnianej nielegalnej zmowy, uznanej przez UOKiK za naruszającą zasady uczciwej konkurencji, było Jeronimo Martins Polska.

    Zmiana pracy? Konieczna zgoda dotychczasowego pracodawcy oraz zderzenie ze zmową

    Jeronimo Martins Polska, stojące za marką Biedronka, od długiego czasu współpracuje z firmami transportowymi. W najnowszym oświadczeniu UOKiK podano, że przewoźnicy lat temu podjęli decyzję o zawarciu zmowy, ograniczając kierowcom prawo do poszukiwania lepszego zatrudnienia. Jak działała ta procedura? Kierowca, który wcześniej pracował w jednej z firm objętych zmową, musiał uzyskać zgodę swojego byłego pracodawcy na zmianę miejsca pracy. W przypadku odmowy, nakładano na niego kilkumiesięczną blokadę możliwości wjazdu do centrum dystrybucyjnego.


    Źródło: UOKiK

    Taka procedura automatycznie utrudniała kierowcy przejście do innej firmy, przez co brak możliwości pracy czynił zmianę zatrudnienia praktycznie niemożliwą. UOKiK twierdzi, że nielegalne porozumienie pozwalało przewoźnikom ograniczyć konkurencję w zakresie pozyskiwania kierowców, zmniejszając ryzyko utraty pracowników na rzecz innych firm obsługujących to samo centrum dystrybucyjne – co w efekcie spowalniało wzrost wynagrodzeń.

    „Zdrowa konkurencja na rynku pracy to dla pracowników szansa na uczciwe, rynkowe wynagrodzenia i lepsze warunki zatrudnienia, a dla ich rodzin – na wyższy poziom życia. Zmowa tę konkurencję ograniczała: utrudniała kierowcom zmianę pracodawcy, a przedsiębiorcom pozwalała zmniejszyć presję na wzrost wynagrodzeń” – Tomasz Chróstny, prezes UOKiK.

    Czytaj dalej poniżej


    Dzwonili do ludzi bez zgody. Skończyło się potężną karą

    Zmowa trwała od 2017 roku do 2024 roku, kiedy to UOKiK przeprowadził przeszukania w siedzibach podejrzanych podmiotów. Urząd, kierowany przez Tomasza Chróstnego, podkreśla, że spółka Jeronimo Martins Polska była organizatorem zmowy, egzekwując uzgodnione warunki oraz pośrednicząc w wymianie informacji, odnosząc przy tym korzyści. Co ciekawe, z wewnętrznych dokumentów wynika, że zarówno Jeronimo Martins Polska, jak i uczestniczące w zmowie firmy były świadome nielegalności działań.

    Znaczące kary dla Biedronki i firm partnerskich

    UOKiK nałożył na uczestników zmowy kary o łącznej wartości 571 960 550 zł. Zdecydowana większość tej kwoty, wynosząca 525 mln zł, obciąża właściciela Biedronki jako organizatora. Reszta kar została nałożona na współpracujących przewoźników. Sankcje objęły także osiem osób fizycznych bezpośrednio odpowiedzialnych za niedozwolone ustalenia, w tym właścicieli, wspólników oraz menedżerów firm takich jak Euro Finannce, EF Transport, Trans-GP, Rolko, Solus, P.P.H.U. „Zadroga” W. Zadroga, G. Zadroga, Rasz, Nowa Logistic oraz Sławomir Sajdak sp.j.


    Wśród uczestników zmowy wyróżnia się firma Międzynarodowy i Krajowy Przewóz Towarów Kazimierz Olszański, która złożyła wniosek o łagodzenie kar w ramach programu leniency i przekazała urzędowi kluczowe informacje o działalności zmowy. Choć nie uzyskała całkowitego zwolnienia z kary, ponieważ zgłosiła się po rozpoczęciu postępowania, karę obniżono jej o połowę, końcowo wynoszącą ponad 166,6 tys. zł. Ostateczna decyzja podlegała weryfikacji przez Komisję Europejską, która zgodziła się z argumentacją urzędu.

  • Shelly Camera – inteligentny monitoring Full HD, który zadba o dom i Twoich bliskich podczas Twojej nieobecności

    Shelly Camera – inteligentny monitoring Full HD, który zadba o dom i Twoich bliskich podczas Twojej nieobecności

    Lato to okres, kiedy nasze domy pozostają puste – czasami na weekend, czasami na dwa tygodnie wakacji, a w przypadku domów lub apartamentów wakacyjnych nawet na kilka miesięcy. W tym czasie wyjątkowo ujawniają się możliwości Shelly Camera. Kamera nie tylko umożliwia monitorowanie sytuacji w domu w czasie naszej nieobecności, ale przede wszystkim dostarcza poczucie spokoju. W każdej chwili możemy sprawdzić, czy wszystko jest w porządku, zobaczyć, co robią pozostawione w domu zwierzęta, czy zweryfikować, czy oczekiwany gość rzeczywiście dotarł na miejsce.

    W 2026 roku inteligentna kamera do monitoringu wnętrz oferuje znacznie więcej niż tradycyjny podgląd obrazu na żywo. Nowoczesne urządzenia nie tylko rejestrują obraz, ale również wykrywają zdarzenia, eliminują nadmiar powiadomień, umożliwiają komunikację dwukierunkową oraz współpracują z innymi elementami inteligentnego domu. Shelly Camera z powodzeniem pokazuje kierunek rozwoju takich rozwiązań. To kompaktowa kamera wewnętrzna, która łączy obraz w rozdzielczości Full HD, rozpoznawanie obiektów za pomocą AI działającej w chmurze, lokalne automatyzacje oraz mechanizmy zapewniające użytkownikowi większą kontrolę nad prywatnością i danymi.

    Shelly Camera przesyła obraz na żywo oraz rejestruje nagrania w rozdzielczości Full HD 1080p. Pole widzenia wynosi 110° w poziomie i 70° w pionie, co pozwala na objęcie monitoringiem dużej części salonu, korytarza, domowego biura czy strefy wejściowej. Przy słabym oświetleniu kamera korzysta z czarno-białego trybu nocnego, co umożliwia monitorowanie pomieszczenia również po zgaszeniu światła.

    Podgląd obrazu na żywo jest dostępny zdalnie za pośrednictwem aplikacji Shelly Smart Control.

    Od powiadomień na telefonie do informacji, które naprawdę mają znaczenie

    Jednym z głównych problemów starszych kamer był nie tyle brak nagrań, ile nadmiar powiadomień, które często niewiele informowały użytkowników. Poruszająca się zasłona, zmieniający się cień czy przechodzący przez pokój pupil mogły generować identyczny alert. Po kilku takich komunikatach wiele osób rezygnowało z powiadomień, rezygnując tym samym z jednej z najważniejszych funkcji kamery.

    Czytaj dalej poniżej

    HAMMER wchodzi z drzwiami. Pokazali takie nowości, że głowa mała

    Shelly Camera korzysta z działających w chmurze algorytmów AI, które pozwalają na odróżnienie ludzi, zwierząt i pojazdów. Dzięki temu kamera nie traktuje każdego ruchu w kadrze w ten sam sposób, a dostarcza użytkownikowi więcej informacji o wykrytym zdarzeniu. Gdy kamera zarejestruje zdarzenie, użytkownik otrzymuje powiadomienie w czasie rzeczywistym z podglądem obrazu. Wystarczy spojrzeć na telefon, aby sprawdzić, czy przez pokój przeszedł kot, ktoś pojawił się przy wejściu do domu lub w pobliżu posesji został wykryty pojazd.

    Podgląd obrazu na żywo jest dostępny zdalnie za pośrednictwem aplikacji Shelly Smart Control. Konfiguracja jest intuicyjna i nie wymaga dodatkowej centralki – kamera łączy się bezpośrednio z domową siecią Wi-Fi. Bluetooth ułatwia pierwsze parowanie urządzenia, natomiast zasilanie odbywa się przez port USB-C. W zestawie znajduje się przewód o długości dwóch metrów.

    Dzięki funkcji dwukierunkowej komunikacji Shelly Camera może służyć nie tylko do obserwowania wydarzeń w domu. Wbudowany mikrofon pozwala słyszeć dźwięki z monitorowanego pomieszczenia, a głośnik umożliwia rozmowę przez kamerę. Dzięki temu można skontaktować się z osobą przebywającą w domu lub natychmiast zareagować, gdy kamera wykryje niespodziewanego gościa.

    Funkcja ta może być szczególnie przydatna podczas monitorowania zwierząt. Zamiast stale obserwować transmisję na żywo, użytkownik może otrzymać powiadomienie po wykryciu ruchu, szybko sprawdzić w aplikacji, co się dzieje, a w razie potrzeby skorzystać z dwukierunkowej komunikacji.

    Strefy detekcji

    Kamera może również monitorować strefę wejściową w domu lub apartamencie wakacyjnym, a także miejsca o ograniczonym dostępie w niewielkim biurze czy lokalu handlowym. Użytkownik może samodzielnie określić, w których obszarach kadru kamera ma wykrywać ruch. Pozwala to skoncentrować monitoring na drzwiach, korytarzu lub innej istotnej części pomieszczenia, unikając reakcji na każdą zmianę obrazu w całym polu widzenia.

    Taka możliwość jest szczególnie przydatna w sytuacji, gdy w kadrze znajduje się okno, telewizor lub inne miejsca, gdzie często występuje ruch, który nie jest istotny z punktu widzenia bezpieczeństwa.

    Strefy detekcji (Detection Zones) określają obszary, w których kamera ma wykrywać ruch, a nie należy ich mylić ze strefami prywatności (Blackout Zones), które całkowicie zasłaniają wybrane fragmenty obrazu.

    Shelly Camera oferuje tryb prywatności (Privacy Mode), który pozwala użytkownikowi wyłączyć nagrywanie i transmisję obrazu.

    Większa kontrola nad obrazem, nagraniami i prywatnością

    Funkcja Privacy Mode pozwala wstrzymać nagrywanie oraz podgląd na żywo, kiedy monitoring nie jest potrzebny, a następnie włączyć je ponownie przed wyjściem z domu. Dzięki temu kamera działa tylko wtedy, gdy rzeczywiście chcemy z niej korzystać.

    Dodatkową ochronę prywatności zapewniają Blackout Zones, czyli strefy, które trwale ukrywają wybrane fragmenty kadru. Jeśli kamera obejmuje jednocześnie wejście do domu oraz miejsce, którego domownicy nie chcą rejestrować – na przykład część prywatnej przestrzeni do pracy czy okno sąsiada – odpowiedni obszar można wyłączyć z obrazu.

    Istotną zaletą jest również możliwość wyboru miejsca przechowywania nagrań. Shelly Camera obsługuje zapis lokalny na karcie microSD (sprzedawanej oddzielnie) oraz zapis w chmurze. Użytkownik ma więc możliwość wybrania rozwiązania, które najlepiej spełnia jego potrzeby pod względem dostępu do nagrań i prywatności.

    Dla bardziej zaawansowanych użytkowników Shelly Camera oferuje jeszcze jedną, rzadziej spotykaną funkcję – współpracę z lokalnymi modelami AI uruchamianymi na własnym sprzęcie użytkownika. Dzięki temu można integrować kamerę z indywidualnie tworzonymi systemami automatyki, bez konieczności korzystania z usług chmurowych. Taki system daje większą swobodę w projektowaniu własnych scenariuszy oraz większą kontrolę nad przetwarzaniem danych.

    Shelly Camera wykorzystuje działające w chmurze algorytmy AI do rozpoznawania osób, zwierząt i pojazdów.

    Gdy kamera staje się czujnikiem całego inteligentnego domu

    Największa różnica między standardową kamerą Wi-Fi a urządzeniem zintegrowanym z systemem smart home ujawnia się w momencie wykrycia zdarzenia. W pierwszym przypadku użytkownik otrzymuje obraz lub powiadomienie. W drugim – na wykryte zdarzenie może zareagować cały inteligentny dom.

    Dla osób, które już korzystają z rozwiązań smart home lub dopiero tworzą taki system, Shelly Camera współpracuje z oświetleniem, czujnikami i innymi inteligentnymi urządzeniami. Kamera obsługuje Home Assistant oraz Frigate NVR, co pozwala na jej integrację z bardziej rozbudowanymi systemami monitorowania i automatyki domowej. Obsługa MQTT, WebSocket i WebRTC dodatkowo zwiększa możliwości integracji. Urządzenie jest również kompatybilne z Amazon Alexa, Google Home oraz Samsung SmartThings.

    W praktyce oznacza to, że wykrycie ruchu przez kamerę może na przykład automatycznie włączyć światło, uruchomić wcześniej zdefiniowany scenariusz lub wywołać działanie innych urządzeń. Za pośrednictwem platform takich jak Home Assistant oraz innych kompatybilnych systemów smart home, kamera może współpracować z czujnikami, oświetleniem, inteligentnymi gniazdkami czy przekaźnikami, stając się integralną częścią złożonej automatyki domowej.

    Shelly Camera dostępna jest w kolorze czarnym i białym, co ułatwia dopasowanie jej zarówno do minimalistycznych, nowoczesnych wnętrz, jak i bardziej tradycyjnych aranżacji. Kompaktowa konstrukcja pozwala ustawić urządzenie na płaskiej powierzchni lub zamontować je na ścianie lub suficie przy użyciu dołączonego uchwytu. Kamera objęta jest dwuletnią gwarancją producenta.

    O wartości domowej kamery nie decyduje jedynie rozdzielczość czy szerokość pola widzenia. Równie istotne jest poczucie bezpieczeństwa, jakie zapewnia użytkownikowi. Powiadomienia w czasie rzeczywistym, rozpoznawanie obiektów z wykorzystaniem działającej w chmurze AI oraz dwukierunkowa komunikacja pozwalają na szybkie uzyskanie informacji o sytuacji w domu i odpowiednią reakcję w razie potrzeby. Z kolei lokalny zapis nagrań, Privacy Mode oraz Blackout Zones zapewniają większą kontrolę nad prywatnością. Integracja z Home Assistant i innymi zgodnymi platformami powoduje, że kamera staje się aktywnym elementem inteligentnego domu.

    Połączenie tych możliwości sprawia, że urządzenia takie jak Shelly Camera idealnie odpowiadają na potrzeby inteligentnego domu w 2026 roku. Naszym celem nie jest bowiem częstsze sprawdzanie, co dzieje się w domu, ale osiągnięcie stanu, w którym nie musimy tego robić – a mimo to mamy pewność, że wszystko jest pod kontrolą.

    Shelly Camera kosztuje 179 zł. Urządzenie można zamówić w oficjalnym sklepie producenta.

  • EarFun Wave Pro X – recenzja. Za tę cenę potrafią zaskakująco dużo

    EarFun Wave Pro X – recenzja. Za tę cenę potrafią zaskakująco dużo

    EarFun Wave Pro X to słuchawki, które przynoszą innowacje kojarzone z droższymi modelami do segmentu średniej klasy. Po kilkunastu dniach użytkowania łatwo dostrzec, dlaczego producent nazywa je flagowym produktem.

    Marka EarFun była mi dotychczas nieznana, jednak szybkie poszukiwania w Internecie ujawniają, że ma ona spore grono zwolenników – zarówno wśród wymagających audiofilów, jak i tych poszukujących alternatyw dla dużych marek, takich jak Sony czy Bose. Firma działa na rynku od kilku lat, a jej najnowszy model – EarFun Wave Pro X – może wprowadzić spore zamieszanie w branży.

    Model Wave Pro X zadebiutował na rynku kilka dni temu jako naturalna ewolucja dobrze przyjętego modelu Wave Pro. Na papierze zmiany względem poprzednika są znaczące. Producent zdecydował się na zastosowanie układu Qualcomm QCC3095, Bluetooth 6.0, ośmiu mikrofonów, adaptacyjny system ANC (Active Noise Cancellation), obsługę technologii Auracast oraz rozbudowany zestaw kodeków, z których najbardziej skorzystają posiadacze urządzeń z Androidem. Największą nowością jest technologia DCAA, czyli Dual-Coaxial Acoustic Architecture. To rozwiązanie wykorzystuje dwa przetworniki w każdej słuchawce ustawione współosiowo: 40-milimetrowy przetwornik DLC oraz 10-milimetrowy przetwornik LCP. Dzięki współosiowej konstrukcji i cyfrowej synchronizacji, DCAA łączy mocny i precyzyjny bas dużego przetwornika DLC z łagodną górą niewielkiego tweetera LCP, co wydatnie poprawia spójność całego pasma dźwięku. Już podczas pierwszego użycia słuchawek odczuwalna jest wyraźna różnica w jakości dźwięku.

    EarFun Wave Pro X – wygodne słuchawki

    Pierwsze wrażenie związane z wyglądem Wave Pro X jest jednak mniej spektakularne. Słuchawki prezentują się schludnie, ale ich estetyka nie przyciąga uwagi. Tworzywo sztuczne oraz srebrne elementy na zewnętrznych częściach muszli jedynie przełamują zachowawczą stylistykę, która powoduje, że Wave Pro X wygląda jak jeden z wielu modeli dostępnych na rynku. Moje największe zastrzeżenie dotyczy zawiasów oraz regulacji pałąka, która czasami sprawia wrażenie, jakoby samoistnie się „zwijała”. Choć na chwilę obecną działa poprawnie, metalowe wzmocnienia zwiększyłyby poczucie trwałości.

    Natomiast w kwestii komfortu słuchawki wypadły zdecydowanie lepiej. Ważą jedynie 259 gramów, mają miękkie poduszki z pianki, co pozwala na wygodne noszenie ich przez wiele godzin bez uczucia ucisku czy zmęczenia. Pomimo dużych wymiarów mojej głowy, mogłem korzystać z nich przez dłuższy czas. Umiarkowany docisk, który oferują słuchawki, jest korzystny podczas pracy i podróży, chociaż przy gwałtownych ruchach mogą się lekko przesunąć. Do biegania czy intensywnych treningów wybrałbym jednak inny model z obawy przed koniecznością częstego ich poprawiania. W zestawie znajduje się także sztywne etui transportowe, w którym znajdziemy dodatkowe przewody USB i minijack 3,5 mm. Muszle można obrócić, dzięki czemu można je zapakować płasko, jednak nie ma możliwości ich złożenia. Choć etui nie jest najmniejsze i zajmuje sporo miejsca, zapewnia poczucie, że sprzęt przeżyje podróż w plecaku bez problemów.

    Dwa przetworniki zmieniają grę

    Wave Pro X grają zaskakująco dobrze, nawet na iPhonie, gdzie ograniczeni jesteśmy do mniej zaawansowanych kodeków. Przy pierwszym uruchomieniu miałem wrażenie, że dźwięk nie jest najsympatyczniejszy, ale z czasem doceniłem mocny, szybki i dobrze kontrolowany bas, wyraźne średnie tony oraz szczegółową górę. Wokal nie ginie pod niskimi tonami, a instrumenty w bardziej skomplikowanych utworach pozostają dobrze rozdzielone. Choć nie jestem ekspertem, uważam, że Wave Pro X oferują lepszą precyzję gry niż moje dotychczasowe słuchawki. Aplikacja EarFun Audio pomaga również, oferując m.in. 10-pasmowy korektor oraz gotowe profile, które umożliwiają dostosowanie charakterystyki dźwięku i uzyskanie lepszego efektu.

    W zakresie obsługiwanych formatów słuchawki nie zawodzą. Są dostępne kodeki SBC, AAC, LC3, LDAC, aptX Adaptive i aptX Lossless, a także certyfikaty Hi-Res Audio oraz Hi-Res Wireless. Jak już wspomniałem, prawdziwe korzyści z ich potencjału odniosą przede wszystkim użytkownicy urządzeń z Androidem lub innych kompatybilnych sprzętów. Używając ich głównie na iPhonie, byłem ograniczony do kodeka AAC. Umożliwia to również korzystanie z trybu przewodowego USB Audio (choć w zestawie jest tylko kabel USB-A do USB-C, więc konieczne jest poszukiwanie innego) lub klasycznego przewodu 3,5 mm, z którego na nowszych iPhone’ach również nie skorzystamy. Co ważne, adaptacyjne ANC w słuchawkach EarFun Wave Pro X działa także w trybie przewodowym, co z pewnością docenią zwolennicy tego rodzaju połączenia.

    ANC – dobrą jakość

    W przypadku EarFun Wave Pro X system ANC oparty jest na ośmiu mikrofonach oraz adaptacyjnym systemie, który na bieżąco dopasowuje działanie filtrów do otoczenia. W praktyce najlepiej sprawdza się z jednostajnym, niskim hałasem, jak szum wentylacji czy hałasy komunikacji miejskiej. Podczas testów w warszawskim metrze sprawdzał się zaskakująco dobrze, ponieważ różnica z włączonym ANC była ewidentna. Niemniej jednak, przy szybko zmieniającym się hałasie tryb adaptacyjny może czasem reagować zbyt nerwowo i nieskutecznie. Choć nie jest to poziom najlepszych modeli na rynku, to w tej półce cenowej stanowi naprawdę dobry wybór.

    Do dyspozycji mamy również tryb transparentny, który wpuszcza dźwięki z otoczenia bez potrzeby zdejmowania słuchawek. Przydaje się to w trakcie rozmowy, na dworcu czy przy przechodzeniu przez ulicę. Sterowanie odbywa się za pomocą fizycznych przycisków na prawej słuchawce, co jest dla mnie wygodne, ponieważ nie trzeba trafiać w panel dotykowy ani zastanawiać się, czy gest został rozpoznany. Rozmowy telefoniczne również wypadają przyzwoicie, dzięki ośmiu mikrofonami skutecznie minimalizującym hałas tła, ale sam głos nie zawsze brzmi tak naturalnie, jak w najlepszych słuchawkach. To jest wystarczające do codziennych rozmów, lecz nie polecałbym Wave Pro X głównie do wideokonferencji.

    Aplikacja jeszcze lepsza

    Aplikacja EarFun Audio jest jednym z najmocniejszych punktów zestawu, mimo że jej tłumaczenie na język polski wymaga kilku poprawek. Oprócz zaawansowanego korektora pozwala przełączać tryby ANC i dostosować intensywność redukcji hałasu z opcjami AI, aktywować tryb niskich opóźnień do gier, zmieniać funkcje przycisków, włączać Sound Sense, który dostosowuje dźwięk do odtwarzanej muzyki, zarządzać połączeniem multipoint oraz ustawić limit głośności. Słuchawki mogą jednocześnie współpracować z dwoma urządzeniami, co umożliwia szybkie przełączanie się między laptopem a telefonem.

    Technologia Google Fast Pair dodatkowo upraszcza proces parowania na Androidzie, a Auracast przygotowuje słuchawki na rosnącą popularność transmisji audio w przestrzeni publicznej. Czas parowania na iPhonie nie jest najszybszy, ale wystarczy kilka minut, aby można było komfortowo korzystać ze słuchawek. Dostępny jest także LE Audio dla niektórych smartfonów (Samsung S25, Google Pixel 9) czy dla nadajnika Creative BT-W6, który wykorzystuje łączność Bluetooth Low Energy do przesyłania muzyki i dźwięku przy zachowaniu wysokiej jakości i zmniejszonym zużyciu energii.

    Bateria jako atut

    Deklarowany czas pracy EarFun Wave Pro X wynosi do 90 godzin odtwarzania bez ANC oraz do 50 godzin z aktywną redukcją hałasu. Pełne ładowanie trwa około dwóch godzin, a 15 minut ładowania zapewnia baterię do 10 godzin pracy. W praktyce oznacza to, że można zapomnieć o konieczności ładowania, nawet przy regularnym korzystaniu z ANC i długich podróżach samolotem. Wave Pro X oferują zasięg do około 15 metrów, co pozwala na swobodę korzystania z muzyki bez konieczności trzymania telefonu blisko siebie.

    W Polsce za słuchawki EarFun Wave Pro X zapłacimy 649,99 zł, a są one dostępne między innymi na Amazonie. To znacznie mniej niż w przypadku flagowych modeli największych marek, chociaż oszczędności są widoczne w materiałach obudowy, zawiasach i nieco słabszym ANC. Czy warto? Moim zdaniem tak, szczególnie jeśli komuś zależy na dobrej jakości dźwięku, długim czasie pracy na baterii i wsparciu dla nowoczesnych kodeków. Wave Pro X oferują również bardzo dobrą aplikację, USB Audio, multipoint, Auracast oraz znakomitą baterię. Do głównych wad zaliczyłbym plastikową konstrukcję, przeciętną stabilność przy gwałtownych ruchach głowy oraz ANC, które w sytuacjach z bardziej skomplikowanym hałasem pokazuje swoje ograniczenia. W tej cenie to jednak bardzo kompletny i dobrze brzmiący model.

    EarFun Wave Pro X



    Plusy

    • Lekka i komfortowa konstrukcja
    • Dobry dźwięk
    • Przyzwoite ANC działające także w trybie przewodowym
    • Funkcjonalna aplikacja


    Minusy

    • Głównie zoptymalizowane pod urządzenia z Androidem
    • Sporadyczne problemy z ANC
    • Wymagana dodatkowa konfiguracja dla lepszego efektu
    • Delikatny mechanizm regulacji pałąka

    Urządzenie na potrzeby recenzji udostępnił producent. Firma nie miała wglądu ani wpływu na treść artykułu przed publikacją.

  • Biedronka zagrała z grubej rury. Konkurent Parkside na mocnej obniżce

    Biedronka zagrała z grubej rury. Konkurent Parkside na mocnej obniżce

    Biedronka regularnie organizuje promocje na sprzęt warsztatowy. Tym razem obniżki dotyczą produktów marki Niteo, co stanowi doskonałą okazję do zakupu podstawowych elektronarzędzi oraz akumulatorów w atrakcyjnych cenach.


    Biedronka ponownie wprowadza promocje, tym razem koncentrując się na elektronarzędziach. Ostatnia akcja dotyczyła sprzętu marki NAC, a teraz nastał czas, aby zwrócić uwagę majsterkowiczów na ofertę Niteo. W ramach najnowszej promocji dostępnych jest wiele elektronarzędzi oraz akcesoriów z systemu 20 V, a ceny zapewniają atrakcyjne oferty. Okres trwania promocji to 14-26 września, jednak dostępność sprzętu może się różnić w zależności od konkretnego sklepu.

    Biedronka wprowadza wyprzedaż sprzętu Niteo

    Warto zwrócić uwagę na klucz udarowy Niteo Pro 20 V w cenie 299 zł. Urządzenie oferuje maksymalny moment obrotowy wynoszący 1356 Nm i jest wyposażone m.in. w przełącznik obrotów, antypoślizgową rękojeść oraz oświetlenie LED. Warto również zainwestować w podstawowe elektronarzędzia, takie jak akumulatorowa wiertarko-wkrętarka 20 V, której cena wynosi 79,90 zł, oraz akumulatorowa szlifierka kątowa 20 V, wyceniona na 119 zł. Szlifierka obsługuje tarcze o średnicy 125 mm i posiada beznarzędziowy system zabezpieczenia osłony.



    W ogrodzie przydać się może akumulatorowa pilarka łańcuchowa 20 V, dostępna za 119 zł, a do sprzątania warsztatu czy podjazdu można wykorzystać akumulatorową dmuchawę 20 V w cenie 69,90 zł. Oba te urządzenia korzystają z tego samego systemu akumulatorowego.

    Biedronka obniżyła także ceny akumulatorów. Akumulatory litowo-jonowe 20 V można nabyć już od 59,90 zł, a ładowarka 2,4 A do dwóch akumulatorów jest dostępna w cenie 29,90 zł. To doskonała okazja dla osób, które dopiero zaczynają kompletować zestawy Niteo, aby zaopatrzyć się w kilka akumulatorów.

    Czytaj dalej poniżej


    Wyprzedaż ciężkiego sprzętu Parkside. Lidl kokietuje majsterkowiczów

    Na koniec warto zwrócić uwagę na poziomicę laserową 360°, idealną dla osób przeprowadzających remonty w mieszkaniach. Jej cena wynosi 199 zł, a urządzenie oferuje zielone linie laserowe oraz pilot. W ofercie znajdują się także akumulatorowe lampy robocze i warsztatowe, których ceny zaczynają się od 19,90 zł.

  • To będzie lepsze niż nowe iPhone’y. Apple przygotowuje kolejną premierę!

    To będzie lepsze niż nowe iPhone’y. Apple przygotowuje kolejną premierę!

    Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że jeszcze tej jesieni Apple wreszcie odświeży przystawkę do telewizora: Apple TV 4K. Według najnowszych doniesień firma przez wiele miesięcy wstrzymywała premierę nowego urządzenia, ponieważ chciała połączyć jego debiut z bardziej zaawansowaną wersją Siri oraz funkcjami Apple Intelligence. Najwyraźniej okres oczekiwania dobiega końca, a nowe Apple TV może trafić na rynek jeszcze tej jesieni.


    Apple TV czekało na nową Siri – powody opóźnienia premiery

    Obecne Apple TV 4K zadebiutowało w 2022 roku i korzysta z układu A15 Bionic. Przez kilka lat urządzenie nie potrzebowało radykalnych zmian, ponieważ jego podstawowe zadania, takie jak streaming filmów czy obsługa aplikacji, nie wymagały najnowszego procesora.

    Sytuacja zmieniła się wraz z rozwojem Apple Intelligence. Apple pragnie, aby przyszłe urządzenia domowe znacznie lepiej wykorzystywały możliwości sztucznej inteligencji. Według wcześniejszych doniesień, to właśnie z tego powodu nowe Apple TV oraz inne produkty z kategorii smart home musiały poczekać na swoją premierę.

    Źródło: Unsplash

    Potężniejszy procesor otworzy drogę dla Apple Intelligence

    Najnowsze przecieki sugerują, że nowe Apple TV 4K może otrzymać układ A19 lub A19 Pro. To znaczny krok naprzód w porównaniu do A15 Bionic, który napędza aktualny model. Taki procesor powinien zapewnić nie tylko większą wydajność, ale także odpowiedni zapas mocy dla funkcji związanych z sztuczną inteligencją. Wraz z nowszym układem przewiduje się także większą ilość pamięci RAM, mowa nawet o 8 lub 12 GB, podczas gdy obecny Apple TV 4K dysponuje jedynie 6 GB. Zwiększona pamięć może okazać się kluczowa zarówno dla Apple Intelligence, jak i bardziej wymagających aplikacji oraz gier.

    Siri AI może zmienić sposób korzystania z telewizora

    Najważniejszą nowością nie będzie sama szybkość urządzenia. Apple pracuje nad wprowadzeniem Siri AI w systemie tvOS, co może znacznie rozszerzyć możliwości sterowania zarówno telewizorem, jak i innymi usługami firmy przy użyciu poleceń głosowych. W kodzie tvOS 27 już odkryto odniesienia sugerujące obsługę nowej wersji asystenta.

    Czytaj dalej poniżej

    Apple A20 Pro wytarło podłogę konkurencją. Przepaść to mało powiedziane

    W praktyce Siri może stać się znacznie bardziej przydatna przy wyszukiwaniu treści, obsłudze aplikacji czy sterowaniu urządzeniami inteligentnego domu. Apple ma na celu, aby jej nowe możliwości bazowały nie tylko na prostych komendach, ale również na lepszym rozumieniu kontekstu.

    Apple nie zapomni o graczach

    Mocniejszy procesor może uczynić Apple TV ciekawszą platformą do grania. A19 i A19 Pro oferują znacznie większe możliwości graficzne niż obecny A15, a urządzenie stale podłączone do zasilania nie musi martwić się ograniczeniami typowymi dla smartfonów. Na horyzoncie pojawia się również nowy pilot: Siri Remote. Mimo iż szczegóły dotyczące jego funkcji pozostają niepewne, sama konstrukcja ma zachować obecny kształt, a główny nacisk ma zostać położony na modernizację podzespołów.

    Premiera bliżej, niż się wydaje?

    Apple dotąd nie ogłosiło oficjalnej daty premiery nowego Apple TV 4K. Doniesienia jednak wskazują na jesień 2026 roku. Tym razem Apple TV może doczekać się czegoś więcej niż tylko kolejnego szybszego procesora. Połączenie wydajnego układu, większej ilości pamięci oraz potencjału Siri AI może sprawić, że niewielka przystawka stanie się kluczowym elementem całego ekosystemu Apple w domu. I szczerze? Czekam na tę premierę z większym niepokojem niż na nowe iPhone’y…

  • Nie lubisz etui? Samsung Galaxy S27 Ultra może być dla ciebie

    Nie lubisz etui? Samsung Galaxy S27 Ultra może być dla ciebie

    Użytkownicy smartfonów, którzy nie preferują zakupu etui na swoje urządzenia, mogą mieć silny powód, aby zainteresować się flagowcem Samsunga, który zadebiutuje w przyszłym roku.

    Użytkownicy smartfonów, którzy nie są zwolennikami etui, mogą mieć uzasadnione powody, by zainteresować się przyszłorocznym flagowcem Samsunga – Galaxy S27 Ultra. Smartfon ma lepiej leżeć w dłoni, dzięki bardziej zaokrąglonym krawędziom obudowy, co ma zapewnić większy komfort użytkowania, nawet bez dodatkowych akcesoriów. Choć to niewielka zmiana konstrukcyjna, przy dużym i stosunkowo ciężkim telefonie może ona znacząco wpłynąć na codzienne użytkowanie. Warto jednak zauważyć, że są to obecnie jedynie nieoficjalne informacje wynikające z przecieków – Samsung nie potwierdził jeszcze specyfikacji ani wyglądu urządzenia.

    Galaxy S27 Ultra – lepsza ergonomia

    Na podstawie informacji dostarczonych przez Ice Universe wynika, że ramka Galaxy S27 Ultra zostanie zaprojektowana z łagodniejszymi, mniej ostrymi przejściami, w porównaniu do obecnego modelu. Taka konstrukcja ma na celu zredukowanie punktów nacisku na dłoń oraz zwiększenie komfortu korzystania z telefonu bez dodatkowego pokrycia.

    Różnice te będą szczególnie odczuwalne, gdy telefon używany jest bez etui. Futerał często zmienia kształt krawędzi i zasłania pewne niedoskonałości ergonomiczne obudowy. W przypadku „gołego” urządzenia, nawet niewielkie zmiany mogą znacząco poprawić doświadczenie użytkownika.

    Inne istotne zmiany w Galaxy S27 Ultra

    Jednak zaokrąglone krawędzie to nie jedyna istotna zmiana, o której wspominają dotychczasowe przecieki. Wyraźnie zauważalnym elementem będzie przeprojektowany moduł aparatu. Według wcześniejszych informacji, Samsung może zrezygnować z oddzielnych pierścieni wokół obiektywów na rzecz szerokiej, poziomej wyspy fotograficznej. Taka zmiana stanowiłaby jedną z większych rewolucji w wzornictwie serii Galaxy S od dłuższego czasu.

    Czytaj dalej poniżej


    Samsung przygotowuje petardę w nowej aktualizacji!

    Pojawiają się także doniesienia o większej baterii. W ciągu kilku ostatnich generacji Samsung nie wprowadzał znaczącej zmiany pojemności akumulatora w swoim flagowym modelu, ani nie zdecydował się na zmianę technologii. W obliczu rosnącej konkurencji nadszedł czas, aby nadrobić zaległości.

    Kiedy odbędzie się premiera Galaxy S27 Ultra?

    Na premierę Galaxy S27 Ultra jeszcze przyjdzie nam poczekać. Prawdopodobnie, tak jak to ma miejsce każdego roku, seria flagowych telefonów Galaxy S zostanie zaprezentowana na początku roku – na przełomie stycznia i lutego. Samsung nie potwierdził jeszcze ani daty premiery, ani pełnej specyfikacji rodziny. W przeciekach pojawia się również wariant Pro, obok modelu podstawowego, wersji Plus i Ultra, jednak na tym etapie należy uważać na tę informację jako nieoficjalną.

    Galaxy S27 Ultra nie musi przechodzić całkowitej rewolucji, aby stać się bardziej komfortowym i po prostu lepszym smartfonem z perspektywy użytkownika. Poprawiona ergonomia, większa bateria oraz nowa konstrukcja aparatu mogą wystarczyć, by przyszłoroczny flagowiec znacząco wyróżniał się na tle swojego starszego rodzeństwa. Dla użytkowników przyzwyczajonych do korzystania z Galaxy Ultra bez etui, najbardziej interesującą może okazać się ta najmniej efektowna zmiana. Smuklejsze przejścia i bardziej zaokrąglona ramka mogą sprawić, że ten duży smartfon będzie wygodniejszy w użytkowaniu.

  • Apple A20 Pro wytarło podłogę konkurencją. Przepaść to mało powiedziane

    Apple A20 Pro wytarło podłogę konkurencją. Przepaść to mało powiedziane

    Najnowszy układ Apple A20 Pro, który znalazł się w smartfonach takich jak iPhone 18 Pro i iPhone 18 Pro Max, ponownie wyznacza nowe standardy na rynku mobilnym.

    Na podstawie wstępnych testów w Geekbench 6.7, Apple po raz kolejny pokazuje konkurencji, gdzie znajduje się ich miejsce. W A20 Pro obserwujemy ogromny wzrost wydajności. Istnieje wiele czynników, które przyczyniły się do tego stanu rzeczy, a inżynierowie z Cupertino udowodnili, że potrafią maksymalnie wykorzystać nową litografię, deklasując w wielu aspektach czołowe propozycje konkurencji.

    Potęga jednego rdzenia

    Nowy procesor wyróżnia się udoskonaloną architekturą z układem rdzeni 2+4, gdzie dwie wydajne jednostki wspierane są przez cztery rdzenie oszczędzające energię. Jak pokazuje poniższy zrzut ekranu, te najsilniejsze rdzenie mogą pracować z zegarem niemal 5 GHz (dokładnie 4,93 GHz), co bezpośrednio przekłada się na dominację na rynku w zadaniach jednowątkowych. Testowy model, znany jako iPhone19,3, z 12 GB pamięci RAM uzyskał oszałamiające 4725 punktów w teście jednego rdzenia oraz 12575 punktów w teście wielordzeniowym. W porównaniu do tego, wyniki nadchodzących flagowych układów z obozu Androida prezentują się blado. Qualcomm Snapdragon 8 Elite Extreme Gen 6, mimo taktowania sięgającego ponad 5 GHz, osiąga jedynie 3434 punkty w teście jednego rdzenia i 9334 w teście wielordzeniowym. Zbliżona sytuacja dotyczy procesora MediaTek Dimensity 9600 Pro, który uzyskuje około 3400 punktów (jeden rdzeń) i 12000 punktów (wiele rdzeni). Jedynym znaczącym przeciwnikiem w obciążeniach wielordzeniowych okazał się 10-rdzeniowy układ Xiaomi Xring O3, montowany w tabletach Xiaomi Pad 9 Pro Max, który wygrywa z Apple o 14% w teście wielowątkowym, osiągając 14350 punktów, lecz w zakresie operacji na pojedynczym rdzeniu ustępuje mu o 28% (3699 punktów).

    Aby mieć punkt odniesienia dla poprzedniego układu Apple, warto zauważyć, że A19 Pro osiągał maksymalne taktowanie na poziomie 4,26 GHz, również dla dwóch wydajnych rdzeni. Poprzedni procesor, stosowany w takich smartfonach jak iPhone 17 Pro/Pro Max, uzyskiwał wyniki w teście Geekbench 6.7 na poziomie 3850 pkt dla jednego rdzenia oraz 10000 pkt w teście wielordzeniowym. Wzrost wydajności, jaki się dokonał w ciągu jednej generacji, jest zatem ogromny, a Apple ponownie zdobywa zdecydowaną przewagę nad konkurencją.

    Znacznie szybsze GPU, także dzięki pamięci

    Gigant z Cupertino nie zapomniał również o graficznej stronie swojego układu, która notuje znaczący postęp w porównaniu do poprzednika. Rezultaty inżynieryjnych zmian uwidacznia test Geekbench 6.7 Metal, w którym GPU Apple A20 Pro uzyskało imponujące 64069 punktów. Oznacza to wynik o blisko 40% wyższy w porównaniu do 45683 punktów, które zdobywał układ A19 Pro. Znaczny wzrost mocy jest efektem obecności dodatkowego rdzenia graficznego, wyższego taktowania oraz przejścia na nowszą litografię N2 w technologii GAAFET od TSMC. Co więcej, zastosowanie szerszej szyny dla pamięci RAM, przy pojemności wynoszącej 12 GB, znacząco zwiększyło przepustowość całego systemu. Wszystkie te zmiany składają się na bezkompromisowy procesor, który w wielu zastosowaniach nie ma sobie równych i z pewnością wyznaczy cel, który pozostałe firmy będą musiały gonić przez nadchodzące generacje.

    Czytaj dalej poniżej

    Tego Apple nie powiedziało o iPhonie Duo. A warto o tym wiedzieć
  • Nie rób zwykłych zdjęć dokumentów. Sprawdź tę funkcję w iPhonie

    Nie rób zwykłych zdjęć dokumentów. Sprawdź tę funkcję w iPhonie

    iPhone dysponuje wbudowanym skanerem dokumentów, który umożliwia łatwe przekształcanie umów, faktur czy formularzy w pliki PDF. Dowiedz się, jak skanować dokumenty za pomocą aplikacji Notatki, Pliki, Podgląd oraz Poczty, a także jak poprawić skany, rozpoznać tekst oraz dodać podpis.

    Jak skanować dokumenty iPhonem? Bez potrzeby dodatkowej aplikacji

    Chcesz szybko przeskanować umowę, fakturę bądź inny dokument papierowy? Nie musisz instalować dodatkowych aplikacji ani robić standardowego zdjęcia. iPhone oferuje wbudowany skaner dokumentów, który automatycznie rozpoznaje krawędzie kartki, odpowiednio ją kadruje, a następnie pozwala na utworzenie gotowego, czarno-białego pliku PDF. Co istotne, masz do dyspozycji kilka sposobów na skanowanie.

    Jak zeskanować dokument iPhonem w aplikacji Notatki?

    Jednym z najprostszych sposobów jest skorzystanie z aplikacji Notatki. Otwórz istniejącą notatkę lub utwórz nową, stuknij ikonę załączników (symbolizującą spinacz do papieru) i wybierz „Skanuj dokumenty”.

    Skieruj aparat iPhone’a na kartkę. Telefon rozpozna jej granice i automatycznie wykona skan. Warto umieścić dokument na płaskiej powierzchni w jednolitym kolorze, aby uniknąć błędów w wykrywaniu. Zauważyłem, że iPhone może się pogubić, gdy pod dokumentem leży inny papier. Następnie wystarczy utrzymać telefon w jednej pozycji.

    Jeżeli automatyczne wykrywanie nie działa poprawnie, możesz przełączyć się na tryb ręczny i użyć przycisku migawki. Możesz też skanować za pomocą jednego z przycisków głośności, co jest przydatne, gdy korzystasz z telefonu jedną ręką. Po skanowaniu wystarczy dopasować narożniki do krawędzi dokumentu i zatwierdzić rezultat.

    Czytaj dalej poniżej

    Nie kupuj wideorejestratora. Wyciągnij z szuflady stary smartfon

    W ten sposób możesz zeskanować kilka stron jedna po drugiej. Po zakończeniu zostaną one zapisane w notatce jako jeden wielostronicowy dokument PDF, co jest znacznie bardziej praktyczne niż robienie osobnych zdjęć aparatem.

    Skan można poprawić przed zapisaniem

    Skaner w iPhone’ie nie ogranicza się jedynie do robienia zwykłych zdjęć kartki. Automatycznie wykrywa granice dokumentu i nawet jeśli zdjęcie jest wykonane pod kątem, potrafi je odpowiednio dostosować, aby wszystko układało się w prostokąt. W ten sposób uzyskujesz rezultat, który bardziej przypomina plik skanera, a nie fotografię wykonaną telefonem.

    W razie potrzeby możesz także zastosować filtry obrazu (kolor, skala szarości, czarno-białe). Podczas skanowania dostępne są ustawienia lampy błyskowej. To przydatne, szczególnie gdy dokument jest w słabo oświetlonym pomieszczeniu lub kolor papieru utrudnia uzyskanie czytelnego skanu.

    Jak zeskanować dokument od razu do aplikacji Pliki?

    Jeśli przede wszystkim zależy Ci na natychmiastowym uzyskaniu gotowego pliku, wygodniejsza może być aplikacja Pliki. Otwórz ją, stuknij przycisk z trzema kropkami i wybierz „Skanuj dokumenty”.

    Proces skanowania wygląda podobnie. iPhone wykrywa kartkę i automatycznie ją skanuje, jednak możesz także wykonać to ręcznie. Po zeskanowaniu wszystkich stron wybierz „Gotowe”, wskaź miejsce zapisu i stuknij „Zachowaj”.

    To dobre rozwiązanie, gdy dokument ma zostać zapisany bezpośrednio w określonym folderze w iCloud lub pamięci iPhone’a, a nie chcesz przechowywać go w notatkach.

    W iOS 26 dostępny jest kolejny sposób – aplikacja Podgląd

    W iOS 26 można skanować dokumenty również za pomocą aplikacji Podgląd. Po jej uruchomieniu wystarczy wybrać „Skanuj dokumenty” i skierować aparat na kolejne strony.

    Podgląd jest szczególnie przydatny, jeśli zamierzasz od razu pracować z dokumentem jako plikiem PDF. Aplikacja umożliwia później m.in. dodawanie, usuwanie, obracanie, przenoszenie oraz kadrowanie stron. Gotowy plik PDF można również zabezpieczyć hasłem.

    Dokument możesz zeskanować także bezpośrednio w Poczcie

    Jeśli skan ma od razu trafić do wiadomości e-mail, nie ma potrzeby najpierw zapisywać go w Notatkach lub Plikach. Możesz to zrobić bezpośrednio w systemowej aplikacji Poczta.

    Podczas tworzenia wiadomości dotknij miejsca, w którym chcesz umieścić załącznik, otwórz menu załączników i wybierz „Skanuj dokument”. iPhone automatycznie wykona skan, gdy cała strona znajdzie się w kadrze. Możesz także wykonać to ręcznie za pomocą przycisku migawki lub przycisku głośności – tak samo, jak opisane wcześniej sposoby.

    Po zeskanowaniu wszystkich stron wybierz „Zachowaj”. Dokument będzie dołączony do wiadomości jako plik PDF.

    Jak podpisać zeskanowany dokument na iPhonie?

    Do podpisania umowy czy formularza nie potrzebujesz dodatkowej aplikacji. Zeskanowany dokument możesz otworzyć i skorzystać z narzędzi Oznaczenia.

    W aplikacji Notatki otwórz zeskanowany dokument, wybierz Oznaczenia (ikona końcówki długopisu wpisana w kółko), a następnie skorzystaj z opcji dodania podpisu. Możesz stworzyć nowy podpis palcem lub wykorzystać jeden z wcześniej zapamiętanych. Podpis można następnie zmniejszyć, powiększyć i umieścić w odpowiednim miejscu w dokumencie.

    iPhone zapamiętuje utworzone podpisy, więc przy kolejnych dokumentach nie musisz ich ponownie składać.

    A co, jeśli potrzebujesz tekstu, a nie skanu?

    Jeśli zamiast całego dokumentu potrzebujesz tylko tekstu, w Notatkach możesz skorzystać z opcji „Skanuj tekst”. Wystarczy skierować aparat na dokument, zaznaczyć interesujący fragment i wstawić rozpoznaną treść bezpośrednio do notatki.

    Podobne możliwości oferuje funkcja Tekst na żywo, dostępna m.in. w Aparacie. Pozwala ona zaznaczać i kopiować tekst widoczny w kadrze oraz wykonywać dodatkowe czynności – np. otwieranie rozpoznanej strony internetowej, tworzenie wiadomości e-mail, dzwonienie pod wykryty numer telefonu lub tłumaczenie tekstu.

    To znacznie bardziej praktyczne rozwiązanie, jeśli zależy Ci na treści dokumentu, którą chcesz później edytować, a nie na cyfrowej kopii w formacie PDF.

    Jak uzyskać dobry skan iPhonem?

    Najważniejsze jest równomierne oświetlenie. Kartkę najlepiej położyć na płaskiej powierzchni w kolorze, który kontrastuje z dokumentem. Dzięki temu iPhone łatwiej rozpozna jego granice.

    Jeśli dokument składa się z kilku stron, nie musisz dla każdej z nich tworzyć osobnego pliku. Możesz je skanować kolejno i zapisać jako jeden plik PDF. Przed wysłaniem warto jeszcze raz sprawdzić wszystkie strony pod kątem ostrości, prawidłowego kadrowania i kompletności.

    Do okazjonalnego skanowania umów, faktur, paragonów czy formularzy wbudowane narzędzia iPhone’a są w zupełności wystarczające. W większości przypadków dodatkowa aplikacja do skanowania nie będzie potrzebna.

  • Tania drukarka może Cię słono kosztować. Sprawdź to przed zakupem

    Tania drukarka może Cię słono kosztować. Sprawdź to przed zakupem

    Kupujemy drukarkę: na co zwrócić uwagę?

    Wybór drukarki może okazać się bardziej kosztowny niż się wydaje. Model za 250 zł w dłuższej perspektywie może generować wyższe wydatki niż jego droższy odpowiednik za 700 zł. Odpowiedzialne zakupy wymagają zatem uwzględnienia nie tylko ceny samego urządzenia, ale również kosztów materiałów eksploatacyjnych, takich jak tusze lub tonery. Co jeszcze warto wziąć pod uwagę? Sprawdźmy.

    Tania drukarka nie zawsze oznacza tani wydruk

    Powszechnym błędem jest porównywanie jedynie cen drukarek. Przed dokonaniem wyboru konkretnego modelu warto sprawdzić, ile kosztują wkłady oraz jaka jest ich deklarowana wydajność. Przykładowo, wkład kosztujący 100 zł, który wystarcza na 200 stron, w praktyce będzie znacznie droższy w eksploatacji niż toner za 300 zł, pozwalający na wydruk 3000 stron.

    Najlepszym sposobem jest podzielenie ceny materiału eksploatacyjnego przez deklarowaną liczbę stron. Choć wynik ten nie oddaje idealnie rzeczywistych wydatków (wydajność zależy od wielu czynników, w tym rodzaju drukowanych dokumentów), da to lepszy obraz sytuacji.

    Sprawdź, co jeszcze wymaga wymiany

    Tusz lub toner to nie jedyne materiały eksploatacyjne, które mogą wymagać wymiany. W zależności od konstrukcji drukarki, okresowej wymianie mogą podlegać również bębny, pojemniki na zużyty toner, kasety konserwacyjne oraz inne podzespoły. Dobrym przykładem są drukarki laserowe Brother, w których toner i bęben są oddzielnymi elementami. Oznacza to, że po określonym przebiegu konieczna będzie wymiana obu części.

    W podobny sposób działają drukarki atramentowe z systemami do nalewania tuszu. Brak tradycyjnych kartridżów nie oznacza, że jedynym materiałem eksploatacyjnym jest atrament. W niektórych modelach znajduje się wymienna kaseta konserwacyjna. Zanim dokonasz zakupu, warto dokładnie sprawdzić listę materiałów eksploatacyjnych oraz ich ceny, które trzeba będzie okresowo wymieniać.

    Kartridże czy system dolewania tuszu?

    Dla osób intensywnie wykorzystujących drukarkę, tradycyjne modele korzystające z małych kartridżów mogą okazać się nieopłacalne. Warto rozważyć drukarki z uzupełnianymi zbiornikami, takie jak Epson EcoTank czy Canon MegaTank. W tych urządzeniach zamiast wymieniać nieustannie kartridże, do uzupełnienia używa się tuszu z butelek, co pozwala na osiągnięcie wydajności sięgającej tysięcy stron, a koszt pojedynczego wydruku jest zazwyczaj znacznie niższy.

    Z drugiej strony, taka drukarka często wymaga większej inwestycji początkowej. Przy sporadycznym drukowaniu oszczędności mogą się zatem długo nie zwracać.

    Drukujesz rzadko? Zwróć uwagę na tusz

    Drukarki atramentowe wyposażone są w głowice z niewielkimi dyszami, przez które podawany jest atrament. Problemy z jakością wydruku mogą wymagać czyszczenia głowicy, co z kolei powoduje zużycie tuszu. Intensywniejsze czyszczenie może strawić wielokrotnie więcej atramentu. Dlatego osoby, które rzadko korzystają z drukarki, powinny wziąć ten fakt pod uwagę przy wyborze urządzenia.

    Dla tych, którzy potrzebują głównie czarno-białych dokumentów i mogą pozostawiać sprzęt nieużywany przez długi czas, dobrym wyborem mogą być monochromatyczne drukarki laserowe. Toner w formie proszku eliminuje problem zasychającego atramentu.

    Sprawdź dostępność zamienników przed zakupem

    Nie można zakładać, że dla każdej drukarki łatwo znajdziemy tańsze zamienniki. Szczególnie istotne jest to w przypadku modeli HP, które w wielu urządzeniach korzystają z systemu Dynamic Security, co oznacza, że niektóre modele działają jedynie z wkładami z nowymi lub ponownie użytymi chipami HP. Aktualizacje oprogramowania mogą uniemożliwić działanie wkładów innych producentów.

    Chociaż korzystanie z zamienników nie jest niemożliwe, regenerowane wkłady mogą współpracować z oryginalnymi chipami HP, a niektórzy producenci oferują własne chipy zgodne z różnymi wersjami oprogramowania drukarek. Należy jednak pamiętać, że aktualizacje firmware’u mogą sprawić, że zamiennik przestanie być rozpoznawany.

    Planując korzystanie z zamienników, ważne jest, aby przed zakupem drukarki sprawdzić ich dostępność, cenę i doświadczenia innych użytkowników z danym modelem oraz informacje producentów dotyczące zgodności z aktualnym oprogramowaniem.

    Uważaj na subskrypcje

    Warto być czujnym na rynku subskrypcyjnym, gdzie producenci oferują abonamenty na drukowanie. Przykładem jest usługa HP Instant Ink, w ramach której płacimy za określoną liczbę stron miesięcznie, niezależnie od treści druku. Jednak kontrowersje wzbudza nawiązanie do wkładów; tusz uzyskany w ramach subskrypcji traci ważność po jej anulowaniu i może być wykorzystywany jedynie do końca bieżącego okresu rozliczeniowego. Po tym czasie wkład przestaje działać, mimo że nadal może zawierać atrament.

    Usługa Instant Ink może okazać się opłacalna dla osób regularnie drukujących ustaloną liczbę stron, zwłaszcza w kolorze. Natomiast przy nieregularnym drukowaniu warto dokładnie przeliczyć koszty i rozważyć, czy subskrypca jest korzystniejsza od zakupu tuszu w miarę potrzeb.

    Sprawdź jakość wkładów dołączonych do drukarki

    Nie zapominaj o materiałach eksploatacyjnych dołączonych do nowo zakupionej drukarki. Nie zawsze wkład z urządzeniem ma taką samą wydajność jak tusz czy toner, które zakupimy później. W specyfikacji drukarki warto sprawdzić informacje odnośnie wydajności wkładów startowych, ponieważ może się zdarzyć, że wkrótce po zakupie będziemy zmuszeni do ponownego wydania pieniędzy.

    Nie przepłacaj za zbędne funkcje

    Przed zakupem warto zastanowić się, czego naprawdę potrzebujesz. Czy wymagasz druku w kolorze? Czy będziesz musiał skanować wiele dokumentów? Czy interesuje Cię drukowanie bezprzewodowe z urządzeń mobilnych? A może automatyczny druk dwustronny? Należy pamiętać, że możliwość drukowania na obu stronach kartki nie zawsze oznacza automatyzację tego procesu. W przypadku takiej potrzeby warto szukać funkcji automatycznego druku dwustronnego.

    Najpierw materiały eksploatacyjne, później drukarka

    Przed dokonaniem zakupu konkretnego modelu warto przeprowadzić solidne badania. Sprawdź cenę drukarki, koszt i wydajność materiałów eksploatacyjnych, dostępność zamienników oraz listę dodatkowych elementów, które wymagają okresowej wymiany. Zobacz również wydajność tuszy lub tonerów dołączonych do urządzenia.

    Dopiero na końcu porównuj parametry takie jak szybkość drukowania, obecność ekranu, funkcje Wi-Fi czy estetykę urządzenia. W kontekście drukarek, cena na sklepowej półce to tylko początek wydatków. Często warto zainwestować więcej na etapie zakupu, aby później koszt każdego wydruku był znacznie niższy.

  • Przeprowadzka z Parkside. Te rzeczy oszczędzą Ci sporo dźwigania

    Przeprowadzka z Parkside. Te rzeczy oszczędzą Ci sporo dźwigania

    Marka Parkside oferuje wózki, platformy i akcesoria, które ułatwiają transport mebli, kartonów i ciężkiego sprzętu. Przyjrzymy się, co warto mieć pod ręką podczas przeprowadzki lub remontu wymagającego przenoszenia ciężkich przedmiotów.

    Bezpieczny transport i przeprowadzka z Parkside

    Przeprowadzka, transport nowej szafy czy wynoszenie ciężkiego sprzętu z czwartego piętra pokazuje, że sama siła rąk nie zawsze wystarcza. W takich momentach warto poszukać odpowiednich porad w internecie, a także wyposażyć się w pasy, wózki oraz kółka. Marki Parkside, dostępnej w Lidl, może być tu doskonałym wsparciem. Sprawdźmy, jakie produkty z ich oferty mogą się przydać podczas przeprowadzki, remontu lub urządzania warsztatu.

    Zestaw do transportu mebli – gdy szafa musi zmienić miejsce

    Cena: 44,99 zł

    Przesunięcie ciężkiej pralki, komody czy szafy nie wymaga już dźwigania kilku osób. 14-elementowy zestaw do transportu mebli Parkside został stworzony z myślą o takich zadaniach.

    Zasada działania jest prosta: wystarczy lekko unieść mebel specjalnym podnośnikiem, a następnie umieścić pod nim rolki i podkładki. Dzięki temu można go łatwo przesuwać, zamiast przenosić w całości. Tego rozwiązania przyda się nie tylko podczas przeprowadzki, ale także przy remoncie, malowaniu czy przemeblowaniu.

    Czytaj dalej poniżej

    Najmocniejszy Parkside z Lidla w promocji. Aż 200 zł w kieszeni

    Platformy na kółkach – kwadratowa lub okrągła

    Cena: 39,99 zł

    Kiedy do transportu są kartony, skrzynie, sprzęt AGD lub inne ciężkie przedmioty, przyda się platforma transportowa Parkside. Zamiast dźwigać ciężkie przedmioty, wystarczy umieścić je na platformie i wygodnie przetransportować do miejsca docelowego. Jednak to rozwiązanie najlepiej sprawdza się na stosunkowo równych powierzchniach.

    Zawiesie pasowe – nawet do 2000 kg

    Cena: 45,99 zł

    W ofercie Parkside dostępne są okrągłe zawiesia pasowe w długościach 2 i 4 m oraz wersjach przystosowanych do obciążeń 1000 lub 2000 kg.

    Zawiesia służą do podnoszenia i transportu odpowiednio zabezpieczonych ładunków przy wykorzystaniu właściwego sprzętu, jednak mogą być również przydatne podczas przeprowadzek.

    Wózek schodowy – gdy w budynku nie ma windy

    Cena: 239 zł

    Typowy wózek transportowy sprawdza się najlepiej na płaskich powierzchniach. W przypadku przeprowadzek schody często stają się przeszkodą. Parkside oferuje wózek schodowy o udźwigu do 150 kg, który umożliwia pokonywanie stopni, ułatwiając transport kartonów czy innych ciężkich przedmiotów między piętrami.

    Udźwig do 150 kg zapewnia znaczną rezerwę przy typowych zadaniach przeprowadzkowych.

    Kółka Parkside – ruchomą platformę można stworzyć samemu

    Cena: 24,99 zł

    Nie zawsze trzeba inwestować w gotowy wózek. Parkside oferuje kółka skrętne, meblowe i transportowe, które można wykorzystać do budowy czy modyfikacji własnych konstrukcji.

    Pomysłów na wykorzystanie jest wiele: mobilny stolik warsztatowy, szafka na narzędzia, platforma do transportu skrzynek czy mebel, który czasem trzeba przesunąć. Kluczowy jest dobór właściwego rodzaju kółek do konstrukcji, powierzchni oraz przewidywanego obciążenia. Różne warianty nie zawsze są przystosowane do tych samych obciążeń.

    Mniejszy składany wózek – obciążenie do 50 kg

    Cena: 49,99 zł

    Do transportu mniejszych ładunków nie zawsze potrzeba dużej konstrukcji. Składany wózek transportowy Parkside o udźwigu do 50 kg może być przydatny do kartonów, paczek czy skrzynek, których ręczne noszenie na dłuższym dystansie staje się męczące.

    Po zakończeniu pracy wózek można złożyć, co pozwala zaoszczędzić miejsce podczas przechowywania. To praktyczne rozwiązanie w przestrzeniach, gdzie brakuje miejsca na pełnowymiarowy wózek używany sporadycznie.

    Większy składany wózek – obciążenie do 100 kg

    Cena: 149 zł

    Jeśli 50 kg to za mało, Parkside oferuje również składany wózek transportowy o udźwigu do 100 kg. To lepszy wybór do cięższych kartonów, skrzynek i sprzętu przewożonego podczas remontu lub przeprowadzki.

    Również w tym przypadku składana konstrukcja ułatwia przechowywanie. Warto przemyśleć, jakie przedmioty będą transportowane oraz jakie jest maksymalne dopuszczalne obciążenie.

    Co wybrać do przeprowadzki?

    Nie ma jednego, uniwersalnego rozwiązania do każdej sytuacji. Jak wspomniałem wcześniej, przed zakupem wymienionych narzędzi i sprzętu warto poszukać porad w internecie dotyczących bezpiecznego transportu dużych przedmiotów. Do przesuwania ciężkich mebli w mieszkaniu najbardziej praktyczny będzie zestaw transportowy. Przy większej liczbie kartonów przyda się platforma lub składany wózek, a jeśli napotkamy schody – warto rozważyć model schodowy. Kluczowe jest, aby dostosować sprzęt do konkretnego zadania, przestrzegając maksymalnego dopuszczalnego obciążenia.