Autor: admin

  • Hubble i Webb rozwiązują zagadkę transneptunowców. Badacze wciąż trafiają na nowe odkrycia

    Hubble i Webb rozwiązują zagadkę transneptunowców. Badacze wciąż trafiają na nowe odkrycia

    Niewielkie obiekty, znajdujące się poza orbitą Neptuna, mają kolorystykę przypominającą ich większych krewniaków. Jednakże, przeszłe zderzenia mogły znacząco wpłynąć na ich powierzchnię. Obserwacje przeprowadzone przez teleskopy Hubble’a oraz Webba sugerują, że te obiekty zachowały ślady warunków, w jakich powstały. A jest ich zdecydowanie mniej, niż przewidują niektóre modele.


    Za orbitą Neptuna krążą pozostałości z czasów formowania planet, znane jako obiekty transneptunowe (TNO). Część z nich może stanowić swoiste „archiwum” etapu, w którym pył i drobne okruchy łączyły się, tworząc większe ciała, określane mianem planetozymali. Zespoły badawcze, oparte na skoordynowanych obserwacjach Hubble’a i Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba, sprawdziły, czy te najmniejsze obiekty badawcze nadal zachowują ślady tamtych wydarzeń. Wyniki tych badań zostały opublikowane w The Astronomical Journal, a temat ten został również poruszony przez NASA.

    Dwie grupy i dwie historie

    Badacze dokonują rozróżnienia na obiekty „zimne” i „gorące”, co odnosi się do charakterystyki ich orbit. Grupa „zimna” porusza się po orbitach zbliżonych do kołowych, o niewielkim nachyleniu względem głównej płaszczyzny naszego układu. Przyjmuje się, że powstały one mniej więcej w tych samych miejscach, w których obecnie się znajdują, w pasie Kuipera. Ze względu na stosunkowo „spokojną” historię orbitalną, mogą stanowić one cenne źródło informacji na temat materiałów, z których budowały się odległe rejonu dzisiejszego Układu Słonecznego.

    Natomiast w przypadku obiektów „gorących” ich historia jest zupełnie inna. Zgodnie z aktualnymi modelami, powstały one bliżej Słońca, m.in. pomiędzy orbitami Urana a Neptuna, a migracja dużych planet rozrzuciła je na zewnątrz. Obecnie wiele z tych obiektów krąży po mocno wydłużonych orbitach, wyraźnie przechylonych względem płaszczyzny planet. Porównanie obu grup pozwala zatem zweryfikować, czy różnice w ich miejscach narodzin oraz w późniejszej ewolucji wpływają również na najmniejsze obiekty.

    Różne rozmiary, ale podobna kolorystyka

    Burzliwe historie tych obiektów mogły spowodować znaczące zniekształcenia ich kształtów, usuwanie części ich powierzchni lub rozbicie większych ciał na mniejsze fragmenty. W takich scenariuszach, drobne TNO mogłyby odbijać światło w sposób odmienny niż ich więksi krewni. Astronomowie dokładnie analizują tego typu kwestie, m.in. oceniając jasność obiektów w różnych zakresach długości fal, co umożliwia określenie ich kolorów. Barwy te dostarczają wskazówek na temat składu powierzchni i jej przekształceń, chociaż do dokładnego opisu chemicznego może brakować szczegółów. Teleskop Hubble’a odpowiadał za część pomiarów w świetle widzialnym, a Webb uzupełnił je obserwacjami w bliskiej podczerwieni.

    Czytaj dalej poniżej

    Ta planeta w Układzie Słonecznym kurczy się. I to szybciej, niż zakładano


    Zespół z Northern Arizona University ocenił, że małe obiekty populacji zimnej prezentowały wąski zakres barw, zgodny z obserwacjami większych ciał. Populacja gorąca okazała się znacznie bardziej zróżnicowana, podobnie jak jej większe odpowiedniki. Nie zaobserwowano więc systematycznej zmiany kolorystyki w miarę zmniejszania się rozmiarów obiektów, co można by oczekiwać w scenariuszu dotyczących silnych zniekształceń spowodowanych zderzeniami. Możliwe, że takich „incydentów” było mniej, niż się spodziewano, bądź ich skutki nie zdołały wymazać różnic związanych z pierwotnym składem. Podobieństwo tego typu wspiera więc inną hipotezę: o zachowaniu dawnych cech, jednak nie dowodzi, że powierzchnie pozostały w zasadzie nietknięte od czasów narodzin Układu Słonecznego.

    Ile światła odbija powierzchnia? To dobre pytanie

    Warto zwrócić uwagę na analizę z University of Victoria, która dotyczyła liczebności obiektów o różnej jasności. Najsłabszy wykryty obiekt w bliskiej podczerwieni wykazał jasność równą 29,3 magnitudo, co oznacza bardzo niski poziom sygnału. Tego rodzaju obserwacje pozwalają oszacować średnice obiektów, ale wymagają uwzględnienia odległości oraz założeń dotyczących albedo – zdolności powierzchni do odbijania światła. Najsłabsze ujawnione detekcje przypisano średnicę około 10 km, przy założonym albedo 0,15.

    Czytaj również: Wyścig z 3I/ATLAS na granicy Układu Słonecznego. Co zobaczył teleskop Hubble’a?

    Rozkłady jasności populacji zimnej i gorącej okazały się podobne, co wskazuje na podobny kształt ich rozkładów rozmiarów. Należy jednak zauważyć, że najmniejszych ciał znaleziono mniej, niż wynikałoby z niektórych modeli powstawania planetozymali, co dotkliwie sprawdza hipotezę sformułowaną w poprzednich badaniach przeprowadzonych przez Northern Arizona University. W tej kwestii jednak problemem jest stosunkowo niewielka próba oraz niepewność dotycząca rzeczywistego albedo małych TNO. Dalsze obserwacje powinny dostarczyć odpowiedzi na pytania, czy zgodność ta będzie utrzymywać się dla większej liczby ciał oraz czy uda się oddzielić ślady ich narodzin od skutków późniejszych „bliskich spotkań”, mających miejsce przez miliony lat. Kosmiczna archeologia, jak można by rzec!

  • Apple wyjaśnia jak działa nowy tryb w aparacie iPhone 18 Pro. Zapowiada się znakomicie!

    Apple wyjaśnia jak działa nowy tryb w aparacie iPhone 18 Pro. Zapowiada się znakomicie!

    Nowa funkcja od pierwszych zapowiedzi budziła sporo pytań. Teraz Apple chce rozwiać wszelkie wątpliwości.

    Apple ujawniło szczegóły dotyczące działania funkcji Reference Image, nowego trybu fotograficznego dostępnego w iPhonie 18 Pro. Rozwiązanie to zostało zaprojektowane z myślą o rosnącym problemie manipulowania obrazami oraz tworzenia realistycznych zdjęć przy użyciu sztucznej inteligencji. Celem jest oddanie w ręce użytkowników narzędzi, które pozwolą na późniejsze zweryfikowanie, czy fotografia rzeczywiście została wykonana aparatem i czy nie została zmanipulowana.

    Aparat tworzy bezpieczny, cyfrowy „negatyw”

    Proces weryfikacji rozpoczyna się już na poziomie czujnika aparatu. Każdy sensor w iPhonie 18 Pro dysponuje unikalnymi mechanizmami kryptograficznymi, które umożliwiają powiązanie wykonanej fotografii z konkretnym urządzeniem. Dane o obrazie, informacje z sensora oraz podpisa metadane są przesyłane do zabezpieczonego procesu weryfikacji.

    Apple wykorzystuje również kryptograficzne znaczniki czasu. Dzięki nim możliwe jest określenie przedziału czasowego, w którym fotografię wykonano, bez polegania wyłącznie na czasie ustawionym w systemie telefonu. W tym procesie bierze udział także Secure Enclave, dedykowany bezpieczny podsystem odpowiedzialny za podpisywanie wybranych danych urządzenia.

    Weryfikacja bez ujawniania identyfikacji fotografa

    Po sprawdzeniu wszystkich elementów, dane są przetwarzane w Private Cloud Compute, gdzie powstaje finalny plik JPEG, będący obrazem referencyjnym. Apple stosuje zarówno tradycyjne metody kryptograficzne, jak i zabezpieczenia odporne na potencjalne zagrożenia związane z przyszłymi komputerami kwantowymi.

    Czytaj dalej poniżej


    Nowy iOS 27 już jest. Wielka fala aktualizacji od Apple dostępna

    Istotnym założeniem systemu jest prywatność. Osoba weryfikująca zdjęcie nie powinna na jego podstawie ustalać tożsamości fotografa, konkretnego modelu iPhone’a ani powiązywać ze sobą kilku zdjęć wykonanych tym samym urządzeniem.

    Obraz referencyjny ma stanowić odpowiedź na erę generatywnej sztucznej inteligencji, w której coraz trudniej odróżnić autentyczne zdjęcie od cyfrowej manipulacji. Apple pragnie jednocześnie umożliwić potwierdzenie pochodzenia fotografii bez rezygnacji z anonimowości autora. Jak to wykaże się w praktyce? Przekonamy się, jednak w obliczu realiów, w których weryfikacja informacji jest rzadkością, nawet jeśli jest to zadanie względnie proste, może okazać się, że zestaw narzędzi będzie niewystarczający.

    Źródło

  • To koniec SkyShowtime? Nad serwisem wisi groźba zamknięcia

    To koniec SkyShowtime? Nad serwisem wisi groźba zamknięcia

    SkyShowtime, jedna z młodszych platform na rynku streamingowym, może zostać zamknięta, zanim jeszcze rozwinie swoje skrzydła. W serwisie dostępna jest popularna seria „Yellowstone”.

    SkyShowtime to platforma, która mogła wprowadzić zamieszanie na polskim rynku. To właśnie ona dostarcza Polakom nową falę dzieł Taylora Sheridana, twórcy uznawanego za pioniera uniwersum „Yellowstone”. Produkcje z tej serii są objęte czasową wyłącznością, a pakiet SkyShowtime jest dostępny u operatorów sieciowych, co sprawia, że biblioteka serwisu nieustannie się powiększa. Nawet jeśli SkyShowtime nie miałoby bezpośrednio konkurować z największymi graczami, wydawało się, że uda mu się zająć swoją niszę, zaspokajając potrzeby kulturowe swoich oddanych widzów. Niestety, nad serwisem zaczynają zbierać się czarne chmury.

    Możliwe zakończenie działalności SkyShowtime

    O sytuacji informują m.in. Variety oraz „The Hollywood Reporter”. Zarząd SkyShowtime poinformował dyrektora generalnego Monty’ego Sarhana, że rozpoczął tzw. przegląd opcji strategicznych dotyczących przyszłości firmy. Wśród analizowanych możliwości znajduje się również zamknięcie działalności. Zarząd podkreśla, że jak dotąd żadna decyzja nie została podjęta i wszystkie warianty są rozważane. Na ten moment serwis będzie funkcjonował bez zmian.

    Cała sytuacja zbiegła się w czasie z planowaną fuzją Paramount Skydance oraz Warner Bros. Discovery. Transakcja o wartości 110 miliardów dolarów może całkowicie zmienić układ sił na rynku streamingowym. Paramount Skydance posiada platformę Paramount+, zaś Warner Bros. Discovery posiada m.in. HBO Max oraz Playera. Pojawia się więc pytanie o przyszłość SkyShowtime oraz sens utrzymywania samodzielnej platformy, gdy przyszły właściciel dysponować będzie bardziej popularnymi mediami.

    SkyShowtime jest stosunkowo nowym graczem na europejskim rynku streamingu. Platforma została uruchomiona w 2022 roku jako wspólne przedsięwzięcie Paramount Global i Comcastu. Jej oferta opiera się na katalogach kilku znanych marek, w tym Paramount+, Peacock oraz Sky. Serwis jest obecny na około 20 europejskich rynkach, w tym w Polsce.

    Czytaj dalej poniżej


    Najlepsze filmy i seriale science fiction. Subiektywna topka
  • Sony oficjalnie o dacie premiery PS6. To chcieliście usłyszeć?

    Sony oficjalnie o dacie premiery PS6. To chcieliście usłyszeć?

    Wszyscy oczekujemy na pierwsze informacje dotyczące terminu premiery PlayStation 6. Sony zaczyna uchylać rąbka tajemnicy.

    Jeśli liczyliście na konkretne informacje, to Sony ponownie studzi nadzieje dotyczące PlayStation 6 i jasno wskazuje, że na obecnym etapie nie ma jeszcze ustalonego terminu premiery nowej konsoli. Najnowsze komentarze firmy osłabiają przekonanie, że PS6 zadebiutuje w 2027 roku, mimo że ten rok od dawna przewijał się w wielu spekulacjach.

    Sony o dacie premiery PlayStation 6

    W oficjalnym oświadczeniu Sony podkreśliło, że najpierw chce ocenić warunki rynkowe, zanim zobowiąże się do konkretnego harmonogramu wydania kolejnej generacji. Hiroki Totoki zwrócił uwagę na globalny kryzys komponentów, który wpływa na decyzje związane z planowaniem przyszłego PlayStation. To istotny sygnał, ponieważ sugeruje, że firma nie traktuje roku 2027 jako pewnika. Na ten moment są to jedynie spekulowane ramy czasowe, a nie konkretne plany wprowadzenia nowego sprzętu na rynek.


    Skąd potencjalne opóźnienie premiery PlayStation 6?

    Największym wyzwaniem są ceny i dostępność pamięci, zwłaszcza DRAM, które pozostają pod presją w związku z rosnącym popytem ze strony infrastruktury AI. Sony obawia się, że przy obecnych kosztach trudno byłoby wyprodukować miliony konsol w cenie akceptowalnej dla rynku. W tle jest również doświadczenie z początku cyklu PS5, kiedy ograniczenia podażowe utrudniły start generacji. Dlatego firma woli wstrzymać się z podejmowaniem decyzji, dopóki nie zaobserwuje stabilizacji w łańcuchu dostaw.

    Na ten moment Sony nie ujawnia nazwy handlowej, specyfikacji, wyglądu ani ceny PS6. Jednocześnie spółka nie wstrzymała prac nad projektem – wręcz przeciwnie, w najnowszych wynikach finansowych zasugerowała wzrost wydatków związanych z platformą kolejnej generacji. PlayStation 6 powstaje, ale żaden oficjalny termin ani miejsce w kalendarzu nie zostały ogłoszone. To może nie całkiem to, czego oczekiwaliśmy, ale sytuacja Sony (przynajmniej w tej kwestii) wydaje się zrozumiała, zwłaszcza że PS6 prawdopodobnie nie jest jedynym nowym sprzętem, nad którym pracuje firma.

    Czytaj dalej poniżej


    Ujawniono prototyp najmniejszej PS1 w historii - działa 20 godzin na bateriach

  • SpaceX opublikował plan misji Starshipa. 6 orbit i wodowanie w Pacyfiku

    SpaceX opublikował plan misji Starshipa. 6 orbit i wodowanie w Pacyfiku

    SpaceX przez długi czas milczało, ale wreszcie, po kolejnych opóźnieniach, mamy nie tylko nową datę startu, ale przede wszystkim szczegółowy opis misji, która będzie się różniła od wszystkich poprzednich.

    Przygotowania do czternastego testowego lotu potężnej rakiety Starship przebiegają zgodnie z planem, a SpaceX oczekuje jedynie na ostateczną zgodę regulacyjną. Start misji zaplanowano na wtorek, 22 września, a okno startowe otworzy się o godzinie 14:15 czasu polskiego i potrwa 75 minut. Wszystko wskazuje na to, że firma Elona Muska stawia tym razem wszystko na jedną kartę, wprowadzając przełomowe zmiany i po raz pierwszy planując wysłanie statku na pełnoprawną orbitę okołoziemską. Relację na żywo z tego niemal dziesięciogodzinnego wydarzenia będzie można śledzić na platformie X.

    Pełna orbita i komercyjny ładunek

    W przeciwieństwie do poprzednich misji, które kończyły się na suborbitalnych trajektoriach w celu zapewnienia maksymalnego bezpieczeństwa podczas fazy uczenia się, Starship SN41 ma osiągnąć wysokość około 275 kilometrów nad powierzchnią Ziemi. Plan zakłada, że po osiągnięciu orbity, maszyna okrąży naszą planetę mniej więcej sześć razy, zanim ostatecznie wykona manewr deorbitacji i wyląduje w wodach Oceanu Spokojnego, na zachód od wybrzeży Chile. Co niezwykle istotne, lot ten będzie historyczny z jeszcze jednego powodu. Po raz pierwszy Starship wyniesie na orbitę ładunek komercyjny, którym będą 26 najnowszych satelitów Starlink V3. Sprzęt ten ma drastycznie zwiększyć przepustowość sieci Starlink, ponieważ zaledwie ta jedna misja dostarczy systemowi dziesięciokrotnie więcej mocy przerobowych w porównaniu do pojedynczego startu rakiety Falcon 9 z podobną liczbą satelitów Starlink V2. Ciekawostką jest fakt, że trzy z wyniesionych satelitów zostały specjalnie zmodyfikowane i wyposażone w zestaw kamer, które posłużą inżynierom do przeprowadzenia szczegółowej inspekcji osłony termicznej Starshipa jeszcze w trakcie trwania misji, co pozwoli na ocenę jej gotowości do przyszłych lądowań.

    Oczywiście pełny profil misji zostanie zrealizowany tylko wtedy, gdy Starship będzie w idealnym stanie. SpaceX zainstalowało w rakiecie ponad 500 różnych czujników, które monitorują każdy aspekt rakiety, od zbiorników z paliwem po stan silników. Dopiero po zakończeniu pierwszego wznoszenia podejmowana będzie decyzja, czy misja będzie miała ciąg dalszy, czy też zakończy się w Oceanie Indyjskim. Po około 25 minutach od startu Starship na 18 sekund uruchomi jeden z silników Raptor, aby wznieść się na wyższą orbitę i przygotować do rozładunku satelitów. Na każdym etapie orbita będzie zaplanowana tak, aby w razie problemów z silnikiem Starship bezpiecznie opuścił orbitę i spadł do oceanu, gdzie nikomu nie będzie zagrażał. Po niespełna 9 godzinach na orbicie, jeden z silników Raptor zostanie uruchomiony ponownie na około 11 sekund, aby rozpocząć proces deorbitacji, który potrwa godzinę. Całość powinna zakończyć się wodowaniem u wybrzeży Chile.

    Poprawki i historyczna próba ponownego użycia

    Inżynierowie SpaceX nie spoczęli na laurach i wprowadzili szereg modyfikacji sprzętowych oraz programowych w obu stopniach rakiety, aby rozwiązać problemy z poprzednich lotów oraz zwiększyć prawdopodobieństwo sukcesu. Pierwszy stopień, znany jako Super Heavy, otrzymał udoskonalone filtry paliwa oraz poprawione oprogramowanie, które mają zapobiec powtórce problemów z niedrożnością spowodowaną lodem, które utrudniły ponowny zapłon silników podczas trzynastego lotu. Dzięki tym zmianom booster powinien tym razem z powodzeniem przeprowadzić całą sekwencję powrotu i spokojnie wylądować w rejonie Zatoki Meksykańskiej. Ogromny nacisk położono również na przetestowanie nowych rozwiązań związanych z osłoną termiczną górnego stopnia, wykorzystując cenne wnioski zebrane podczas inspekcji statku SN40, kiedy ten unosił się na wodach Oceanu Indyjskiego. W modelu SN41 dodano między innymi ulepszone mechanizmy retencyjne w newralgicznych punktach oraz zastosowano innowacyjne, zakrzywione kafelki, mające na celu ograniczenie przepływu plazmy w szczelinach. Z punktu widzenia idei pełnej wielokrotności użytku, najważniejszy jest fakt, że w nadchodzącym teście po raz pierwszy wykorzystane zostaną dwa kafelki osłony termicznej odzyskane z poprzedniego lotu (ze statku nr 40), aby sprawdzić ich wytrzymałość w kolejnym ekstremalnym powrocie z orbity.

    Czytaj dalej poniżej


    Starship poleci już w tym tygodniu. W środku dnia i do tego z ładunkiem na orbitę

    Wszystko wskazuje na to, że wkraczamy w kluczowy etap prac nad Starshipem, który będzie miał ogromne znaczenie dla przyszłości tego statku oraz amerykańskich planów powrotu na Księżyc.

  • Masz Samsunga? Za kilka dni czeka Cię ogromna zmiana

    Masz Samsunga? Za kilka dni czeka Cię ogromna zmiana

    Użytkownicy smartfonów Samsung powinni przygotować się na istotną zmianę, która dla wielu może okazać się bardzo pozytywną wiadomością!

    Samsung planuje poważne zmiany w metodzie synchronizacji zdjęć na swoich urządzeniach mobilnych. Aplikacja Galeria otrzyma nową funkcjonalność związaną z integracją ze Zdjęciami Google, co zastąpi dotychczasową współpracę z OneDrive firmy Microsoft. Szczegóły dotyczące tych zmian zostały ujawnione w najnowszej aktualizacji systemowej, jednak większość użytkowników nie będzie mogła jeszcze z nich skorzystać.

    OneDrive znika z Galerii Samsunga

    Współpraca pomiędzy Samsungiem a OneDrive dobiega końca. Microsoft oraz Samsung potwierdzili, że funkcja synchronizacji zdjęć i filmów za pośrednictwem Galerii zostanie wyłączona z dniem 30 września tego roku. Co istotne: wszelkie zdjęcia i filmy, które zostały zapisane wcześniej, nie zostaną usunięte z chmury Microsoftu. Nadal będą dostępne w aplikacji OneDrive i będzie można je pobrać na urządzenie.

    Problematyczne jest to, że po zakończeniu integracji zdjęcia przechowywane wyłącznie na OneDrive nie będą automatycznie wyświetlane w Galerii. Samsung zaleca, aby użytkownicy wcześniej pobrali ważne materiały lub skorzystali z alternatywnej usługi do tworzenia kopii zapasowych.

    Źródło: https://www.sammobile.com/news/samsung-gallery-replacing-onedrive-google-photos-sync/

    Zdjęcia Google zastąpią OneDrive

    Oczekiwania rosną, ponieważ pojawiła się informacja, która wzbudza dużo ciekawości. W aktualizacji systemowej aplikacji Gallery Cloud Sync, oznaczonej numerem 1.6.09.31, dodano informację o integracji ze Zdjęciami Google. Na urządzeniach z interfejsem One UI 9 ta funkcja jest już dostępna, mimo że pozostaje ukryta dla większości użytkowników.

    Czytaj dalej poniżej


    Masz Samsunga? Musisz zareagować w ciągu kilku dni

    Niektórzy testerzy byli w stanie aktywować nową funkcję. Z przesłanych zrzutów ekranu wynika, że użytkownik będzie miał możliwość połączenia Galerii Samsunga z kontem Google, sprawdzenia dostępnego miejsca w chmurze oraz zarządzania synchronizacją i zwalnianiem przestrzeni.

    Dla użytkowników Galaxy oznacza to przede wszystkim mniejsze uzależnienie od dodatkowej aplikacji. Zdjęcia Google są jedną z najpopularniejszych platform do tworzenia kopii zapasowych zdjęć na systemie Android, a bezpośrednia integracja z systemową Galerią Samsunga może ułatwić codzienne korzystanie z obu usług.

    To także odpowiedź na zmieniający się rynek. Od lat Samsung oferował bliską integrację z OneDrive, podczas gdy użytkownicy Zdjęć Google zmuszeni byli korzystać z osobnej aplikacji. Teraz korzystanie z ulubionej platformy do przechowywania zdjęć będzie znacznie łatwiejsze.

    Nowa funkcja może pojawić się już w październiku

    Samsung nie skomentował jeszcze oficjalnie nowej usługi, z którą będzie zintegrowana ich galeria. Dlatego też trudno spodziewać się konkretnych informacji dotyczących terminów. Biorąc jednak pod uwagę, że 30 września wygasa integracja z OneDrive, można założyć, że koreański gigant nie zamierza pozostawać „bez niczego” zbyt długo – a już w październiku zaprezentuje nowego partnera. Można już jednak stwierdzić, że użytkownicy Galaxy, korzystający z OneDrive, powinni być gotowi na nadchodzące zmiany. Zdjęcia nie znikną z konta Microsoftu, ale sposób ich współpracy z systemem zostanie drastycznie zmieniony. Czy czas zainwestować w większe konto u Google?

  • Jeden ekspres, wiele kaw. Oto Krups Sensation Elite

    Jeden ekspres, wiele kaw. Oto Krups Sensation Elite

    Niezależnie od kawowej zachcianki, ten ekspres ma na to przepis.

    Ekspres KRUPS Milk Sensation Elite EA918GE0

    Ekspres KRUPS Milk Sensation Elite EA918GE0 to zaawansowany model automatycznego ekspresu do kawy, który umożliwia przygotowanie różnorodnych napojów, takich jak cappuccino, latte macchiato oraz espresso. Wyposażony jest w dotykowy ekran o przekątnej 2,8 cala, co sprawia, że jego obsługa jest niezwykle prosta i intuicyjna.

    Personalizacja napoju

    Urządzenie oferuje funkcję „Moja Kawa”, która umożliwia regulację mocy, ilości napoju oraz stopnia zmielenia ziaren, co pozwala na dopasowanie smaku do indywidualnych preferencji użytkownika. Dzięki temu każdy miłośnik kawy może cieszyć się doskonałym napojem dostosowanym do własnych upodobań.

    Innowacyjny system spieniania mleka

    Ważnym atutem tego urządzenia jest system Milk Maestro, który wyposażony jest w karafkę na mleko. Funkcja ta automatycznie spienia mleko, co znacznie ułatwia przygotowywanie kaw mlecznych. Dzięki temu każdy może stać się baristą we własnym domu.

    Film promocyjny

    Po więcej informacji oraz prezentację funkcjonalności tego niezwykłego ekspresu, zapraszamy do obejrzenia dedykowanego wideo.

    —

    Materiał powstał we współpracy z marką Krups.

    Czytaj dalej poniżej


    Obok tej oferty żaden turysta nie przejdzie obojętnie

  • ORLEN rozdaje kupony na paliwo. Nawet 45 zł oszczędności

    ORLEN rozdaje kupony na paliwo. Nawet 45 zł oszczędności

    ORLEN uruchamia nową promocję dla kierowców, w ramach której można zaoszczędzić aż 45 zł przy trzech tankowaniach.

    Wzrost kosztów utrzymania samochodu oraz niestabilne ceny paliw sprawiają, że kierowcy z dużym zainteresowaniem przyjmują wszelkie okazje do tańszego tankowania. ORLEN przygotował nową akcję promocyjną dedykowaną użytkownikom aplikacji ORLEN VITAY. Tym razem zamiast jednorazowej zniżki, klienci otrzymają możliwość skorzystania z trzech kuponów rabatowych.

    Pierwszy kupon, który można zdobyć, ma wartość 10 zł. Po jego wykorzystaniu w aplikacji pojawi się kolejny kupon, który zapewnia 15 zł rabatu. Zrealizowanie tego kuponu odblokuje trzecią zniżkę – tym razem o wartości 20 zł. W ten sposób, dokonując trzech wizyt na stacji, można zaoszczędzić łącznie 45 zł.

    ORLEN z kuponami na paliwo. Jak skorzystać?


    Promocja wymaga spełnienia kilku warunków. Każdy z kuponów można zrealizować przy zakupie minimum 30 litrów benzyny lub oleju napędowego z linii EFECTA lub VERVA. Rabat może być wykorzystany zarówno na paliwo, jak i na produkty dostępne w ofercie pozapaliwowej stacji ORLEN. Kupon należy uprzednio aktywować w aplikacji ORLEN VITAY.

    Jeżeli kierowca przy każdym z trzech tankowań kupi dokładnie 30 litrów paliwa, łączna obniżka odpowiada średnio co najmniej około 50 groszom oszczędności na litrze. Warto jednak pamiętać, że cena wyświetlana na stacji nie zostanie bezpośrednio pomniejszona o tę kwotę. Oferowane rabaty mają stałą wartość 10, 15 i 20 zł. Kupony w aplikacji będą się pojawiać w ciągu 24 godzin od skorzystania z poprzedniego oraz dokonania zakupu minimum 30 litrów paliwa.

    Czytaj dalej poniżej


    Doładuj T-Mobile i zgarnij hot-doga za darmo

    Akcja promocyjna rozpoczęła się 15 września i potrwa do 15 października 2026 roku. Kupony można wykorzystać przez cały tydzień, co oznacza, że promocja nie jest ograniczona do weekendów ani wybranych dni. Oferta skierowana jest do zarejestrowanych użytkowników aplikacji ORLEN VITAY, którzy aktywują kupon. Szczegółowe informacje dotyczące zasad promocji można znaleźć w Regulaminie oraz w dokumentach dostępnych w aplikacji w zakładce Dokumenty.

  • Darmowe skiny do CS2? Stracisz konto Steam

    Darmowe skiny do CS2? Stracisz konto Steam

    Gracze CS2 narażeni na nowy phishing. Nawet Steam Guard nie pomoże!

    Gracze CS2 stają się celem nowej kampanii phishingowej. Oszuści dążą do zdobycia nie tylko loginów i haseł do kont Steam, ale także kodów uwierzytelniających, które umożliwiają logowanie, nawet gdy włączona jest dwuetapowa weryfikacja.

    Counter-Strike 2 celem nowego phishingu

    Ekwiwalenty największych entuzjastów gry Counter-Strike 2 stanowią istotny skarb, przynajmniej pod względem wartości. Wiele osób zdaje sobie sprawę, ile mogą kosztować niektóre skórki czy specjalne naklejki na broń – mowa tu o znaczących kwotach przechowywanych bezpośrednio na kontach Steam graczy. Ci gracze stali się teraz ofiarami nowego phishingu, który ma na celu uzyskanie loginów i haseł do kont Steam, a następnie kradzież wszystkich cennych przedmiotów cyfrowych z ich ekwipunków. Jak funkcjonuje ten schemat? Wszystko zaczyna się na platformie TikTok.

    Na TikToku można zobaczyć nietypowe filmiki, w których twórca ogłasza, że kończy swoją przygodę z Counter-Strike 2, mając jednocześnie na koncie dużą liczbę godzin i rozegranych meczów, co oznacza posiadanie wielu cennych przedmiotów do rozdania. Obiecuje, że chętnie się nimi podzieli, a aby zgłosić się po odbiór, wystarczy kliknąć w link umieszczony w opisie. Link ten prowadzi do strony, która z pozoru wygląda identycznie jak platforma Steam (wymiana przedmiotów między graczami), lecz jest to fałszywa witryna, która jedynie udaje jakąkolwiek interakcję z Valve. Oszuści stworzyli stronę, która „lustrzanie” odwzorowuje prawdziwe API Steam, wyświetlając ofierze dokładnie to samo żądanie uwierzytelnienia, jakie w danym momencie generuje platforma (kod z aplikacji, e-mail, SMS, powiadomienie push lub kod QR). Nieświadoma ofiara wprowadza swoje dane logowania nie na stronie Valve, lecz na spreparowanej witrynie oszusta, co pozwala przestępcy uzyskać dostęp do konta z kodem weryfikacji dwuetapowej.

    Jak to możliwe, że w takiej sytuacji Steam Guard nie zapewnia jakiejkolwiek ochrony? Otóż użytkownik samodzielnie wpisuje kod z 2FA lub zatwierdza logowanie wywołane w tle przez przestępcę, co dla systemu autoryzacji jest traktowane jako legalna sesja właściciela konta. Mechanizm działania oszustów został szczegółowo przeanalizowany przez CERT Orange, co wskazuje na nową erę phishingu…

    Czytaj dalej poniżej

    Zrobił grę-żart na Steamie. Na jego konto wpadł ponad milion dolarów, ale...
    Źródło: Steam

    Coraz trudniej o bezpieczeństwo

    Podczas gdy „tradycyjne” strony zbierające login i hasła miały ograniczoną skuteczność (ze względu na brak obejścia dwuetapowej weryfikacji), omawiany przypadek radzi sobie znakomicie. To oznacza, że musimy zwracać jeszcze większą uwagę w sieci i być ostrożnymi wobec wszystkiego, co budzi nasze wątpliwości. Nadszedł czas, aby edukować nie tylko starszych, ale i młodszych użytkowników – zwłaszcza że ten przekręt zaczynał się na TikToku, gdzie wzbudzający zaufanie filmik już przyniósł pewne żniwa.

    Jak widać, nie można liczyć na 100% bezpieczeństwa i odporności na zagrożenia w sieci. Nie wystarczy silne hasło czy kod weryfikacyjny wysyłany na SMS lub do aplikacji mobilnej. Żyjemy w czasach, w których nawet te zabezpieczenia mogą zostać obejdzie, gdy… to my sami stajemy się najsłabszym ogniwem w systemie ochrony. Manipulacja, zachęta do działania, a nawet uśpienie czujności mogą sprawić, że zachowamy się w sposób, który mija się z zdrowym rozsądkiem. Dlatego konieczne jest nie tylko regularne zmienianie haseł, ale również zachowanie odpowiedniego dystansu wobec informacji napotykanych w sieci.

  • Użytkownicy Windows 11 nie powinni pomijać tej aktualizacji. Lepiej sprawdźcie, czy ją macie

    Użytkownicy Windows 11 nie powinni pomijać tej aktualizacji. Lepiej sprawdźcie, czy ją macie

    Microsoft najpierw psuje, a potem dzielnie naprawia. Jesteśmy już, o zgrozo, do tego „przyzwyczajeni”. Najnowszej aktualizacji więc pomijać nie warto, bowiem robi ona porządek po wrześniowych problemach z pulpitem zdalnym, maszynami wirtualnymi i dźwiękiem realizowanym po USB. Naprawa audio jest tu jednak tylko częściowa.


    Microsoft opublikował poprawki dla popsutych, w ramach ostatniego, większego pakietu poprawek, po sześciu dniach. Tego typu łatki Microsoft oznacza jako OOB (out-of-band) i niestety, ale jest ich coraz więcej. Jak podaje gigant: usuwają usterki, które na części urządzeń utrudniały korzystanie z rozwiązań zdalnych, używanie określonych aplikacji i odtwarzanie dźwięku w ramach interfejsu USB z użyciem wielu kanałów, a tu zapewne nie byli zadowoleni streamerzy. Diabeł tkwi w szczegółach i w zależności od rodzaju wydania „okienek”, instalacja łatek będzie nieco się różnić.

    Połączenia RDS i niezdatne do użytku foldery w Linuksie

    Uszkodzenie mechanizmu pulpitu zdalnego to prawdziwa zmora w środowiskach firmowych. Te albo nie działały wcale, albo zrywały się po kilku minutach, a próby logowania, dotychczas bezproblemowe, potrafiły kończyć niepowodzeniem. Microsoft, w ramach wewnętrznego „śledztwa”, przedstawił również dowody na to, iż przestawały odpowiadać również narzędzia administracyjne pokrewne dla mechanizmu, ale nie tylko. Jak dla mnie, to co dzieje się obecnie z Windows, to jakiś nieśmieszny żart.

    Niezadowoleni byli zapewne także i ci, którzy korzystają z linuksowych maszyn wirtualnych opartych na Hyper-V. Te akurat startowały poprawnie, lecz udostępniane z Windowsa foldery nie pojawiały się w Linuksie albo pozostawały dla niego „niedostępne”. Najbardziej oberwał mechanizm Plan9, który w tego typu środowiskach służy do współdzielenia plików. Wśród aplikacji, które popsuły się najmocniej, wymienia się m.in. Claude Cowork i Windows Subsystem for Linux, który jest uwielbiany m.in. w środowisku deweloperów. Pozostałe maszyny oparte na Hyper-V i w których nie używa się Plan9, działały natomiast poprawnie.

    Problemy z dźwiękiem zostały naprawione tylko po części

    Ostatniemu Patch Tuesday udało się przy okazji zepsuć obsługę urządzeń wykorzystujących USB Audio Class 1.0. Tu objawy są raczej łatwe do wyobrażenia sobie: brak dźwięku przewodzi, ale zdarza się też błąd uruchomienia sprzętu z kodem 10 i bezużyteczna regulacja głośności. Mogło być też tak, że w trybie stereo wszystko działa w porządku, lecz ostatecznie psuje się po przełączeniu na osiem kanałów lub tryb 3D. Ustawienia dźwięku także mogą przestać działać normalnie.

    Czytaj dalej poniżej


    Windows 11 z gigantyczną luką po jednym dniu od rekordowej aktualizacji. Witajcie w przyszłości



    I ta oto poprawka naprawia osiem kanałów oraz tryb 3D, jednak cała reszta może występować nadal. Firma pracuje nad ich usunięciem i trudno powiedzieć, kiedy uda się to rozwiązać. Zatem: jeżeli macie Windows 11, dźwięk u Was jest realizowany przez USB i Wasze urządzenia do obsługi audio nie działają… po zainstalowaniu interwencyjnych poprawek, może się niewiele zmienić.

    Tu instalacja poprawek ma swoje niuanse

    Istotne będą oznaczenia numerów wersji. Dla Windows 11 25H2 i 24H2 przeznaczono pakiet KB5129195, natomiast wersja 26H1 otrzymuje KB5129194. Tu, w przeważającej większości przypadków, można spodziewać się ich automatycznego wdrożenia przez Windows Update.

    Inaczej wygląda sytuacja w Windows 11 23H2 oraz Windows 10 22H2, które otrzymują poprawki w ramach programu ESU. W tym wariancie jest to poprawka opcjonalna niezwiązana z zabezpieczeniami, wymagającą manualnego wybrania pobrania i instalacji w Windows Update. Odpowiednie oznaczenia to KB5129242 dla Windows 11 23H2 i KB5129236 dla Windows 10 22H2 oraz Enterprise LTSC 2021.

    Czytaj również: Niespodzianka. Oto, jak zainstalować Windows 11 bez Internetu i konta Microsoft

    A co, jeżeli w ogóle nie pobieraliście poprawek z Patch Tuesday?

    Zapewne znajdują się wśród Was i tacy, którzy nie instalowali poprawek w ramach „łatkowego wtorku” Microsoftu. Z jednej strony rozumiem, duże uaktualnienia lubią psuć mnóstwo rzeczy w systemie. Ale z drugiej strony, najnowszy pakiet uwzględnia również wrześniowe poprawki bezpieczeństwa i wcześniejsze usprawnienia. Mimo tego, że Microsoft popsuł sporo innych kwestii w trakcie ostatnich uaktualnień, nie ociągałbym się z instalowaniem najnowszych poprawek: w środku bowiem znajduje się mnóstwo kwestii poświęconych zabezpieczeniom, a dziś jest to tym bardziej istotne, uwierzcie.