Kategoria: Wiadomości

  • Pomysł na 12 tys. opuszczonych kopalń. Przypomina scenariusz filmu science fiction

    Pomysł na 12 tys. opuszczonych kopalń. Przypomina scenariusz filmu science fiction

    Chińscy naukowcy chcą sprawdzić, czy opuszczone kopalnie można zamienić w podziemne laboratoria rolnicze, odporne na kaprysy coraz trudniejszego klimatu.


    W postapokaliptycznych filmach i grach często pojawia się motyw budowania osad w tunelach opuszczonych kopalń, z rozwiniętą infrastrukturą i własnymi uprawami roślin. Chińscy badacze pragną udowodnić, że takie projekty nie są zarezerwowane jedynie dla dystopijnych narracji w science fiction. W Chinach znajduje się ponad 12 tysięcy nieużytkowanych kopalń węgla, które naukowcy zamierzają wykorzystać w eksperymentach rolniczych. Choć w głębi ziemi trudno spodziewać się słońca czy deszczu, warunki podziemnej uprawy można w prosty sposób kontrolować za pomocą sztucznych procesów. W obliczu globalnego kryzysu klimatycznego, taka przestrzeń wydaje się doskonałym poligonem doświadczalnym dla przyszłości rolnictwa.

    Czarne chmury nad rolnictwem – upały bezlitośnie nękają glebę

    W sierpniu, podczas jednej z ostatnich fal upałów tegorocznych wakacji, pisałem o nietypowym wykorzystaniu dronów w Korei Południowej. W jednej z kluczowych dla sektora rolniczego prowincji termometry wskazały wówczas ponad 41 stopni Celsjusza. Lokalne władze stosowały drony do ostrzegania rolników przed upałami oraz zachęcania ich do skracania czasu pracy. Mimo tego zagrożenia, wielu rolników nie zmniejszało intensywności pracy, co prowadziło do 30-procentowego spadku plonów w porównaniu z poprzednim rokiem. Z podobnymi konsekwencjami upałów borykają się również inne kraje azjatyckie, w tym Chiny.



    Jako przykład można podać ubiegłoroczny kryzys w Turfanie (północno-zachodnie Chiny), gdzie temperatura powierzchni ziemi wzrosła aż do 63 stopni Celsjusza. Susza prowadzi do ogromnych strat w sektorze rolnictwa, a prognozy wskazują, że kolejne dekady będą jeszcze bardziej wymagające. Chińscy badacze chcą zatem sprawdzić, czy część rozwiązań da się zrealizować na sztucznych polach, tworzonych w opuszczonych kopalniach. Wierzą w zastosowanie sztucznych źródeł światła, energii geotermalnej oraz systemów kontroli środowiska.

    Podziemne uprawy w starych kopalniach – niektóre z nich nadają się już teraz

    Nie każda z 12 tysięcy nieużywanych kopalń nadaje się na podziemne centrum uprawy – wiele z nich, mimo zaawansowanej infrastruktury, nie spełnia norm bezpieczeństwa. Z badania opublikowanego w China Mining Magazine wynika jednak, że w przypadku kilku z nich, ich wykorzystanie nie powinno stanowić wielkiego wyzwania – wręcz przeciwnie, podziemne środowisko może również oferować pewne korzyści.

    Czytaj dalej poniżej


    Oto największa "mapa kosmosu", jaka istnieje i możesz się nią pobawić!

    Kluczową kwestią jest – paradoksalnie – niezależność od warunków atmosferycznych. Tunele pozostają odcięte od wahań temperatury, suszy i klęsk żywiołowych, a sztuczne oświetlenie wraz z systemami kontroli środowiska umożliwia regulację światła, ciepła, wody, powietrza i dwutlenku węgla. Geotermalne źródła ciepła mają ograniczyć emisję gazów cieplarnianych w porównaniu do tradycyjnych szklarni. Woda gruntowa przesiąkająca do wyrobisk – zanieczyszczona siarczanami i metalami – mogłaby być oczyszczana na miejscu i wykorzystywana do nawadniania.



    Plany badaczy obejmują stworzenie eksperymentalnej platformy dla rolnictwa, która umożliwiłaby zbieranie doświadczeń związanych z uprawą w ekstremalnych i zamkniętych środowiskach. Zdobyta wiedza miałaby posłużyć również uprawom w miejscach, które nie nadają się do tradycyjnego rolnictwa – z szeroką perspektywą sięgającą nawet poza Ziemię.

    Na razie nie przeprowadzono testów w rzeczywistych warunkach, a jako dowód wykonalności naukowcy przytaczają fiński projekt Callio, który adaptował dawną kopalnię do nowych zastosowań. Do końca dekady liczba zamkniętych kopalń w Chinach może sięgnąć 15 tysięcy, co przekłada się na około 7,2 miliarda metrów sześciennych niewykorzystanej przestrzeni, których Państwo Środka nie zamierza marnować.

  • Apple zrobiło to po raz pierwszy od 15 lat. Zaczęła się nowa era.

    Apple zrobiło to po raz pierwszy od 15 lat. Zaczęła się nowa era.

    John Ternus poprowadził swoją pierwszą konferencję Apple jako CEO, co oznacza otwarcie nowego rozdziału w historii firmy po 15 latach kadencji Tima Cooka. Wydarzenie to było nie tylko symbolicznym przekazaniem pałeczki, ale również powrotem legendarnego „one more thing”. Czy wystąpienie Ternusa może nam powiedzieć cokolwiek o przyszłości Apple?

    Pierwsza konferencja Apple z Johnem Ternusem: Nowy lider, ale stare Apple?

    Apple ma nowego CEO, jednak rewolucyjnych zmian w Cupertino nie widać. John Ternus, po 25 latach związku z firmą, poprowadził swoją pierwszą konferencję jako dyrektor generalny, nie próbując udawać Steve’a Jobsa ani odcinać się od epoki Tima Cooka. Zamiast tego zaprezentował nowy produkt, który symbolicznie rozpoczyna jego kadencję.

    Tim Cook zszedł ze sceny, ale nie zniknął

    Ternus oficjalnie objął stanowisko CEO Apple 1 września 2026 roku. Tim Cook zakończył swoje rządy po 15 latach, lecz nie odszedł całkowicie z firmy. Pełni teraz rolę przewodniczącego rady dyrektorów, co sprawia, że nie można mówić o całkowitym zerwaniu z poprzednią erą. Apple od początku traktowało sukcesję jako płynny proces.

    Na początku konferencji, po krótkim wprowadzeniu, na ekranie pojawił się Cook, który w żartobliwym tonie powiedział „No, no no. Not me. That’s your guy, that’s your opener.”, przekazując głos Ternusowi.

    Ternus nie starał się na początku budować nowej narracji ani podkreślać, jak wiele zmieni w porównaniu do swojego poprzednika. Konferencja wydawała się znajoma: efektowne materiały wideo, perfekcyjne przejścia i pracownicy firmy prezentujący konkretne rozwiązania.

    Czytaj dalej poniżej

    Czy Apple naprawdę będzie nas podsłuchiwać? Wyjaśnijmy kontrowersyjną nowość

    Ternus: Człowiek od produktów

    Wybór Ternusa na następcę Cooka wiele mówi o Apple. Jako inżynier z 23-letnim stażem w firmie, dostrzega się w nim osobę, która doskonale rozumie filozofię i potrzeby Apple. Został wiceprezesem działu Hardware Engineering w 2013 roku, a od 2021 roku był odpowiedzialny za inżynierię sprzętu jako starszy wiceprezes. Brał udział w rozwoju iPhone’ów, Maców oraz Apple Watchy, a także odegrał kluczową rolę w wprowadzeniu na rynek iPada oraz AirPods.

    Prowadząc swoją pierwszą konferencję jako CEO, Ternus sprawiał wrażenie, że czuje się najlepiej, mówiąc o produktach. Choć nie oznacza to powrotu do czasów Jobsa, jego techniczne doświadczenie może wpływać na przyszłość narracji Apple dotyczącej sprzętu.

    Ternus wchodzi do gry w dobrym momencie, prezentując iPhone Duo. To pierwszy składany model iPhone’a, wprowadzający znaczną zmianę konstrukcyjną w tej linii. Po rozłożeniu oferuje ekran o przekątnej 7,6 cala, a iOS 27 został dostosowany do nowej konstrukcji. Ternus miał również szansę użyć legendarnego „one more thing”, zapowiadając Duo, podobnie jak niegdyś robił to Steve Jobs.

    iPhone Duo: Nowa era czy nadrabianie zaległości?

    Choć składane smartfony nie są nowością, Apple dopiero teraz wchodzi na rynek tego segmentu. iPhone Duo stanowi duży krok dla firmy, ale również typowy ruch – Apple zawsze wchodzi w znane kategorie z własną interpretacją. Czas pokaże, czy po raz kolejny Apple będzie w stanie wyznaczyć trend na rynku.

    Nie ma gwarancji sukcesu. Składane urządzenia wciąż odpowiadają za niewielką część rynku smartfonów. Apple musi przekonać nie tylko użytkowników konkurencyjnych modeli, że ich produkt jest lepszy, ale również miliony posiadaczy tradycyjnych iPhone’ów, że składany telefon jest im potrzebny.

    Najważniejsze oświadczenie dotyczyło jednak AI

    Nie ukrywam, że z zainteresowaniem obserwowałem zapowiedzi Apple Intelligence, choć z góry wiadomo było, że Polacy znów obejdą się smakiem w kwestii funkcji tej technologii. Niemniej jednak, sztuczna inteligencja była istotnym tematem konferencji.

    Nowy CEO Apple zdefiniował idealne urządzenie AI jako „inteligentne osobiste centrum”. AI powinno znać kontekst użytkownika, być zawsze dostępne oraz wykorzystywać modele zarówno lokalne, jak i chmurowe. Ternus wskazał, że najlepiej te wymagania spełnia iPhone.

    Oto prawdopodobnie największe wyzwanie dla Ternusa: Apple musi pokazać, że potrafi połączyć swoje doświadczenie w projektowaniu sprzętu z oprogramowaniem wykorzystującym sztuczną inteligencję. Firma jest nieco spóźniona z wejściem na rynek AI, a konkurencja, jak Gemini czy Copilot, wyprzedziła ją w tej dziedzinie. W tej perspektywie rozwój Siri i Apple Intelligence może okazać się ważniejszy dla przyszłości firmy niż sam iPhone Duo.

    To jeszcze nie jest Apple Ternusa

    Trudno uznać urządzenia zaprezentowane podczas pierwszej konferencji Ternusa za realizację wizji nowego CEO, ponieważ ich prace rozpoczęły się, gdy kierował nimi Tim Cook. Jednak jest tu interesujący paradoks: Ternus, zanim został szefem Apple, odpowiadał za inżynierię sprzętu. Choć te produkty powstały przed jego kadencją jako CEO, trudno go uznać za kogoś, kto nie miał wpływu na ich rozwój.

    Konferencja pokazała, że zmiana na szczycie nie musi oznaczać zmiany charakteru firmy. Ternus zna Apple od 26 lat i współtworzył wiele urządzeń, które przyczyniły się do obecnej pozycji firmy. Jego wyzwanie polega na znalezieniu równowagi pomiędzy utrzymaniem rentownego modelu biznesowego stworzonego przez Cooka a przekonaniem światowej publiczności, że Apple może znowu wyznaczać kierunki rozwoju technologii, a nie tylko reinterpretować pomysły konkurencji. iPhone Duo to efektowne rozpoczęcie nowego rozdziału w historii Apple, ale nie będzie to, co jednoznacznie popchnie firmę w górę.

  • Orange bez umowy się opłaca? Sprawdzam ofertę sieci

    Orange bez umowy się opłaca? Sprawdzam ofertę sieci

    Co oferuje Orange w swojej ofercie bez umowy? Sprawdzam, czy to się opłaca.

    Orange, oprócz różnorodnych abonamentów, przygotowało również propozycję dla osób, które preferują brak zobowiązań umownych. Postanowiłem przyjrzeć się temu, jak wygodne i opłacalne mogą być takie oferty w praktyce. Okazuje się, że pomarańczowa sieć podeszła do tematu bardzo profesjonalnie.

    Oferta dla elastycznych użytkowników

    Doceniam, gdy operatorzy telekomunikacyjni tworzą przemyślane oferty, dostosowane do potrzeb różnych grup klientów. W sieci znajdziemy wiele abonamentów, jednak nie brakuje także klasycznych ofert na kartę, które stanowią idealne rozwiązanie dla tych, którzy cenią sobie elastyczność i wolą unikać podpisywania umów oraz cyklicznych płatności. W przypadku Orange mamy możliwość skorzystania z takiej opcji, przy czym regularne doładowania konta są korzystne z uwagi na bogate pakiety gigabajtów, które operator oferuje, w tym szczególnie w ramach flagowej promocji, pozwalającej na uzyskanie ponad 9000 gigabajtów transferu danych rocznie. Przejdźmy teraz do konkretów.

    Główną ofertą na kartę w Orange są odnawialne pakiety w trzech różnych wariantach cenowych. Wysokość opłat wpływa na oferowane dodatki i premie:

    • 35 zł na 30 dni – 50 GB internetu (w tym 12,03 GB w UE, Ukrainie, Norwegii, Liechtensteinie, Mołdawii i Islandii); rozmowy i SMS-y bez limitu w Polsce oraz UE; promocja 9900 GB przez rok
    • 40 zł na 30 dni – 100 GB internetu (13,75 GB w roamingu); promocja 10200 GB przez rok
    • 50 zł na 30 dni – 200 GB internetu (17,19 GB w roamingu); promocja 10800 GB przez rok

    W przypadku powyższych wariantów mamy do czynienia z cyklicznymi opłatami. Choć nie jest to umowa w tradycyjnym rozumieniu, to jednak pewien związek z operatorem jest wymuszony – z uwagi na opłacalność takiej oferty. Co jednak, jeśli zależy nam na pełnej elastyczności? Wówczas dobrym rozwiązaniem są pakiety jednorazowe, które aktywujemy na określony czas bez odnawiania. Płacimy raz i korzystamy aż do końca okresu, na jaki wykupiliśmy usługę. Możliwości są różnorodne: od 35 zł na 30 dni (50 GB), przez 10 zł na 7 dni (14 GB), aż po pakiety kwartalne, takie jak 93 zł na 93 dni (300 GB) oraz roczne – 365 zł za 365 dni (2000 GB).

    Czytaj dalej poniżej


    Orange przedłuża kultową promocję. Odbierz tysiące gigabajtów danych

    Co się więc realnie opłaca? Mamy do wyboru kilka opcji, które nie obciążą naszego portfela, a jednocześnie są w pełni uzasadnione. Pakiet cykliczny za 35 zł to naprawdę dobra oferta, zapewniająca 50 GB oraz możliwość skorzystania z promocji, która umożliwia nam przeciętną kumulację ponad 800 GB internetu miesięcznie, z dostępem do internetu w UE oraz brakiem przepadających gigabajtów. To naprawdę korzystna i bezproblemowa propozycja.

    To jednak nie wszystko, ponieważ w pakietach jednorazowych kryje się prawdziwa perełka. Chodzi tu o ofertę na cały rok, czyli 365 dni za 365 zł. Choć wydanie niemal czterystu złotych z góry może wydawać się dużym wydatkiem, warto zastanowić się nad korzyściami. W tej cenie uzyskujemy rok pełen spokoju, bez dodatkowych opłat, a w ramach jednorazowej opłaty otrzymujemy aż 2 terabajty danych. Taka oferta przeważa nad każdym standardowym abonamentem za 40 czy 50 zł, które możemy znaleźć u innych operatorów.

    Na marginesie warto również wspomnieć, że bezpośrednim konkurentem dla Orange w zakresie ofert bez umowy jest T-Mobile, które ma podobną propozycję. Również znajdziemy tam kilka pakietów (najtańszy od 30 zł), a także uruchomiono promocję z tysiącami gigabajtów do zgarnięcia w ciągu roku.

  • Słuchawki open ear to wybawienie. Przerzuciłem się pół roku temu i nie zamierzam wracać

    Słuchawki open ear to wybawienie. Przerzuciłem się pół roku temu i nie zamierzam wracać

    Niedawno zmieniłem typ słuchawek i to zmiana, która mocno wpłynęła na moje życie. Teraz nie zamierzam wracać do modeli klasycznych.

    Pół roku temu miałem przyjemność po raz pierwszy wypróbować słuchawki typu open ear, które od razu mnie zafascynowały. Nie był to zakup impulsowy ani efekt przeglądania promocji w środku nocy. Był to dobrze przemyślany eksperyment, poprzedzony tygodniami analizowania recenzji, oglądania testów i zastanawiania się, czy taka konstrukcja, która de facto nie izoluje mnie od otaczającego świata, ma sens.

    Nie mogłem się jednak przygotować na rzeczywistość, którą odkryłem, zakładając po raz pierwszy jeden z tych modeli. Od tego momentu miałem ich już kilka na uszach, od różnych marek, w różnych przedziałach cenowych i z różnymi systemami mocowania. Za każdym razem moja ocena była pozytywna. Z każdym użyciem odczuwałem, że w końcu słyszę nie tylko to, co odtwarzają słuchawki, ale także dźwięki otoczenia. Może to brzmieć paradoksalnie, zwłaszcza w kontekście działań producentów sprzętu audio, którzy starają się nas odciąć od zewnętrznego świata.

    Dotychczas korzystałem głównie z dousznych i dokanałowych modeli

    Zanim jednak podjąłem decyzję o sięgnięciu po słuchawki otwarte, przez wiele lat korzystałem z różnych modeli. Na co dzień preferowałem douszne i dokanałowe, a przy komputerze sięgałem po nauszne. Można powiedzieć, że przerobiłem niemal całe spektrum dostępnych opcji. Warto zauważyć, że przez lata rozwój słuchawek był znaczący, a nawet tanże modele oferują przyzwoitą jakość dźwięku oraz pewien poziom wygłuszania. To ostatnie jednak wpływało na mnie negatywnie. Oczywiście, w większości przypadków można wyłączyć funkcję ANC. Problem w tym, że często trzeba najpierw uświadomić sobie, że to zagadnienie w ogóle istnieje. Ja przez długi czas żyłem w błogiej nieświadomości, że skoro muzyka brzmi dobrze, a ja mam spokój, to wszystko jest w porządku.

    Moje doświadczenie zaczęło się od czegoś pozornie błahego. Podczas rozmów, zarówno telefonicznych, jak i voice-chatów w grach online, zacząłem mówić coraz głośniej. Wkrótce musiałem wręcz podnosić głos. Bezpośrednią przyczyną było to, że przez wygłuszanie otoczenia ledwo słyszałem siebie, co sprawiało, że mówiłem głośniej, aby usłyszeć własny głos. Mechanizm był właściwie banalny, ale zajęło mi sporo czasu, aby go zrozumieć. Zauważyłem, że domownicy zaczęli narzekać na hałasy dochodzące z mojego pokoju. Na początku myślałem, że przesadzają, gdyż zawsze mówiłem w ten sam sposób. Jednak po nagraniu siebie i odsłuchaniu rozmów odkryłem, że rzeczywiście mówię znacznie głośniej niż kiedykolwiek wcześniej, a jedyną zmianą były słuchawki, które stały się nadzwyczaj skuteczne w izolacji od dźwięków otoczenia.

    Czytaj dalej poniżej

    GPT-6 Astra zdiagnozowała problem z ChatGPT i wysłała maila do supportu. W moim imieniu

    Słuchawki z otwartą konstrukcją okazały się wybawieniem

    Wtedy natknąłem się na słuchawki z otwartą konstrukcją, które zakrywają uszy od góry. Nie będę zdradzał marki ani modelu, ponieważ nie jest celem tego tekstu promowanie konkretnych produktów. Ważne jest jednak, że nagle, słysząc otaczające mnie dźwięki, mój ton mówienia z powrotem wrócił do normy. Odzyskałem naturalną kontrolę nad własnym głosem, bo w końcu mogłem usłyszeć, co mówię w kontekście tego, co dzieje się wokół mnie.

    Innym ogromnym plusem jest fakt, że mogę ich używać na rowerze czy podczas biegania, nie obawiając się o bezpieczeństwo. Zdaję sobie sprawę, że słuchawki z wygłuszeniem mogą stworzyć zagrożenie na drodze. Jednak jazda bez muzyki jest znacznie mniej przyjemna, a ja cenię sobie, gdy w tle gra coś, co nadaje rytm podczas pedałowania. Teraz nie muszę już kompozycyjnie przesuwać głowy, aby dowiedzieć się, co dzieje się wokół mnie. Podczas biegania lub jazdy na rowerze słyszę nie tylko muzykę, ale także całe otoczenie: samochody, rowerzystów, pieszych, sygnały, ptaki – wszystko. Czy czasami czuję, że muzyka jest zbyt cicho? Oczywiście, ale to kompromis, na który jestem gotowy, ponieważ w zamian otrzymuję coś, czego żadne ANC nie jest w stanie mi dać: pełną świadomość sytuacyjną.

    Brak ANC mnie nie martwi, ponieważ nawet słuchawki open ear często oferują jakąś formę wygłuszania. Z powodu ich konstrukcji osiągnięcie tego efektu jest trudniejsze i mniej efektywne, ale jednak działa. Nie oczekuję ciszy w pociągu ani całkowitej izolacji podczas spacerów. Oczekuję jedynie, że będę słyszał muzykę oraz będę funkcjonował w rzeczywistości. I dokładnie to otrzymuję.

    Muszę przyznać, że teraz czuję się na tyle dobrze z tą zmianą, że nie zamierzam już wracać do klasycznych słuchawek.

  • IKEA odpala petardę. To może być twój ulubiony głośnik Bluetooth

    IKEA odpala petardę. To może być twój ulubiony głośnik Bluetooth

    IKEA od lat dostarcza nam wysokiej jakości produktów audio, a nowy głośnik BADKRUKA wydaje się idealnym rozwiązaniem, które sprawdzi się zarówno w salonie, jak i na biurku obok komputera czy monitora.

    Przypominacie sobie jeszcze produkty SYMFONISK we współpracy IKEA i Sonos? Ta kooperacja zaowocowała urządzeniami audio, które zdobyły uznanie ze względu na przystępną cenę, wygodę użytkowania oraz wysoką jakość dźwięku. Choć współpraca zakończyła się rok temu, sieć popularnych sklepów nie zrezygnowała z wprowadzania na rynek różnorodnych autorskich głośników w różnych formach. Obecnie możemy zapoznać się z najnowszą serią o wdzięcznej nazwie BADKRUKA, która może zaskoczyć swoimi możliwościami.

    BADKRUKA to kompaktowy głośnik Bluetooth o wymiarach 16 x 16 x 17,5 cm, który na pierwszy rzut oka przypomina nieco konsolę XBOX Series X (chociaż głośnik nie ma związku z serią produktów inspirowanych XBOX). W polskim sklepie IKEA jego cena wynosi 199 zł. Obudowa została wykonana z tworzywa ABS, z którego co najmniej połowa pochodzi z recyklingu, a projekt głośnika jest dziełem Oli Wihlborg. Urządzenie cechuje się prostym, dyskretnym wyglądem i łatwością w ustawieniu niemalże w każdym pomieszczeniu.

    Niewielkie wymiary, ale wiele możliwości

    BADKRUKA oferuje łączną moc wyjściową 25 W. Wewnątrz znajdziemy osobny głośnik wysokotonowy oraz woofer, a deklarowany zakres częstotliwości wynosi od 50 Hz do 20 kHz. Użytkownik ma do dyspozycji trzy ustawienia korektora EQ, co pozwala dostosować charakter brzmienia do preferencji muzycznych. Głośnik obsługuje łączność Bluetooth, a IKEA dodała również klasyczne wejście AUX oraz optyczne. Dzięki temu BADKRUKA staje się nie tylko głośnikiem umieszczonym na regale, z którego możemy słuchać muzyki z telefonu; możemy go również podłączyć przewodowo do telewizora, komputera, adaptera czy innego źródła dźwięku posiadającego odpowiednie wyjścia.

    Co więcej, istnieje możliwość sparowania dwóch egzemplarzy BADKRUKA w celu stworzenia zestawu stereo. IKEA wskazuje na możliwość ustawienia takiej pary przy monitorze, co czyni głośniki prostym systemem audio do komputera. Dodatkowo, dostępny jest tryb wielu głośników, umożliwiający połączenie BADKRUKA z innymi kompatybilnymi modelami IKEA i odtwarzanie tej samej muzyki w kilku miejscach jednocześnie.

    Czytaj dalej poniżej

    Belkin ma pierwszy powerbank z bezpiecznymi ogniwami Semi-Solid-State

    Spotify Tap oraz atrakcyjna cena

    Głośnik jest wyposażony w funkcję Spotify Tap, co ułatwia nawigację po najpopularniejszym serwisie muzycznym. Naciśnięcie odpowiedniego przycisku pozwala powrócić do wcześniej odtwarzanej muzyki, a kolejne przyciski umożliwiają uruchomienie utworu dobieranego na podstawie historii słuchania. Nie trzeba więc za każdym razem sięgać po telefon.

    Warto jednak zauważyć, że BADKRUKA nie ma wbudowanego akumulatora, co sprawia, że nie będzie idealnym rozwiązaniem na wyjazdy czy wypady za miasto z przyjaciółmi. To typowy głośnik, który najlepiej ustawić w jednym miejscu na stałe. Jego stopień ochrony IP20 potwierdza, że jest to sprzęt przeznaczony do użytku domowego, a nie na plażę czy przy basenie.

    Jednak w cenie 199 zł, wydaje się, że oferowane możliwości są naprawdę warte uwagi. Oczywiście, wszystko zależy od tego, czy niska cena nie oznacza kompromisów w jakości dźwięku. Na chwilę obecną trudno to ocenić, ponieważ w sieci nie ma jeszcze konkretnych recenzji tego urządzenia. Niemniej jednak, Bluetooth, wejścia optyczne i AUX, Spotify Tap, możliwość stworzenia pary stereo oraz systemu złożonego z kilku głośników to zestaw funkcji bardzo zachęcający do zakupu.

  • Urodzinowa wyprzedaż Garmina. Takich obniżek jeszcze nie było

    Urodzinowa wyprzedaż Garmina. Takich obniżek jeszcze nie było

    Tak duże promocje są rzadkością w ofercie Garmina, dlatego warto zwrócić uwagę na ich urodzinową wyprzedaż.

    Amerykański gigant zainaugurował na swoich oficjalnych stronach imponującą akcję urodzinową, obniżając ceny wybranych urządzeń nawet o 25%. To bezsprzecznie największa wyprzedaż od wielu lat, co stanowi doskonałą okazję dla każdego, kto planuje wejść w rozbudowany ekosystem Garmina lub wymienić swój wysłużony zegarek na jeden z nowych modeli. Promocją objęto szeroką gamę sprzętu, od bezkompromisowych zegarków z serii Fenix 8, przez zaawansowane modele biegowe Forerunner, po komputery rowerowe i czujniki tętna.

    Fenix 8 – Nowoczesność i jakość

    Seria Fenix od lat wyznacza standardy w kategorii zegarków multisportowych. W ramach obecnej promocji modele takie jak Garmin Fenix 8 AMOLED 47 mm można kupić już za 2999 złotych. Tańsze są również pozostałe rozmiary. Fenix 8 to zegarek stworzony z myślą o osobach, które nie uznają kompromisów. Oferuje jasny ekran AMOLED, który zapewnia doskonałą czytelność map TopoActive nawet w pełnym słońcu, przy zachowaniu świetnego czasu pracy na baterii. Urządzenie wyposażone jest w wbudowany głośnik i mikrofon do połączeń, posiada szczelną obudowę z przyciskami indukcyjnymi przystosowanymi do nurkowania oraz zaawansowane statystyki gotowości do treningu. Dla entuzjastów wymagających funkcji, dostępny jest model Fenix 8 Pro AMOLED 47 mm w promocyjnej cenie 4059 złotych, oferujący nie tylko bardziej wytrzymałą obudowę ze szkłem szafirowym, ale także łączność LTE/inReach, dostępną praktycznie na całym świecie.

    Pancerna wytrzymałość i biegowa precyzja

    Ciekawą propozycją dla osób poszukujących wytrzymałego sprzętu z długim czasem pracy jest seria Instinct 3. Modele w rozmiarze 45 mm, zarówno te wyposażone w kontrastowy ekran AMOLED, jak i tradycyjne wersje z ładowaniem słonecznym Solar, dostępne są w promocji w atrakcyjnej cenie 1379 złotych. Zegarki te spełniają wojskowe normy odporności na wstrząsy oraz wodę, a ich wyposażenie obejmuje wbudowaną latarkę LED i nawigację opartą na wielopasmowym GPS. Dzięki temu doskonale sprawdzą się podczas trudnych wypraw oraz biegów ultra w nieznanym terenie.

    Garmin przygotował także propozycje dla biegaczy, którzy rozpoczną nowy sezon startów. Garmin Forerunner 165, dostępny teraz za zaledwie 889 złotych, to idealny wybór dla biegaczy na każdym poziomie zaawansowania. Oferuje lekki profil, analitykę dynamiki biegu, sugerowane codzienne treningi oraz natychmiastowe wskazówki dotyczące regeneracji, wszystko to prezentowane jest na nasyconym barwami wyświetlaczu AMOLED. W ofercie wyprzedażowej nie brakuje również bardziej zaawansowanych modeli, takich jak Forerunner 970 dla triathlonistów, wszechstronny model X1, lifestylowy Vivoactive 6, elegancki Venu 4 z zaawansowanym monitorem zdrowia, a nawet smartwatch dla najmłodszych – Bounce 2.

    Czytaj dalej poniżej


    Garmin ma się czego obawiać. Ten zegarek jest tańszy i lepszy niż Forerunner

    Okazje nie kończą się jednak na zegarkach, gdyż znaczne obniżki dotyczą także segmentu akcesoriów. Kolarze mogą doposażyć swoje kierownice w nowoczesne komputery rowerowe z serii Edge 850 oraz Edge 550, które oferują zaawansowaną nawigację rowerową, analizę podjazdów ClimbPro oraz wskaźniki mocy. Dodatkowo, do precyzyjnego śledzenia tętna podczas intensywnych interwałów, dostępny jest flagowy pas na klatkę piersiową HRM 600 za 569 złotych oraz podstawowy czujnik HRM 200. Pasjonaci ciągłego monitorowania parametrów zdrowotnych z pewnością docenią niższą cenę inteligentnej wagi Index S2. Skala obniżek jest niespotykana, dlatego warto sprawdzić ofertę producenta zanim najpopularniejsze warianty znikną z magazynów.

    źródło: Garmin

  • Microsoft strzela sobie w stopę. Ich wrześniowa aktualizacja Windowsa psuje masę funkcji

    Microsoft strzela sobie w stopę. Ich wrześniowa aktualizacja Windowsa psuje masę funkcji

    Ostatnio Microsoft opublikował dużą aktualizację we wrześniu, która eliminowała wiele luk i błędów. Niestety, pojawił się problem, ponieważ firma wprowadziła nowe błędy, co stało się jej dość powszechną praktyką.

    Niedawno Microsoft niemal prosił użytkowników, aby nie zwlekali z instalacją najnowszej aktualizacji. Firma ostrzegała, że opóźnienie w zastosowaniu krytycznych poprawek bezpieczeństwa przez dwa tygodnie daje cyberprzestępcom zbyt wiele czasu na wykorzystanie znanych luk, zwłaszcza w obliczu dostępności technologii AI. W związku z tym Microsoft zalecił skrócenie okresu odroczenia aktualizacji jakościowych do mniej niż trzech dni, ustawienie terminów instalacji na zero lub jeden dzień, a okresu łaski na maksymalnie dwa dni. To brzmiało stanowczo, ale rozsądnie, mając na uwadze, że miało to naprawić wiele błędów. Niestety, tegoroczna wrześniowa aktualizacja systemu Windows 11, oznaczona kodem KB5124008, okazała się wprowadzać wiele problemów.

    Wrześniowa aktualizacja Windowsa 11 – koń trojański

    Na papierze KB5124008 wydawało się być jednym z najlepszych wydań roku. Aktualizacja, która została opublikowana 8 września jako obowiązkowa, przywracała funkcje znane z Windows 10, takie jak ruchomy pasek zadań oraz możliwość dowolnego zmieniania rozmiaru menu Start. Nie da się ukryć, że dla wielu użytkowników to była przynęta, na której nie sposób było się oprzeć, zwłaszcza że o te zmiany od lat prosili. Okazało się jednak, że wraz z powrotem starych funkcji powróciły również stare koszmary, a być może pojawiły się nawet nowe.

    Najpoważniejszy problem dotyczy procesu Explorer.exe, który nie tylko obsługuje Eksplorator plików, ale także pulpit, pasek zadań i menu Start. Kiedy to się psuje, użytkownicy zostają z czarnym ekranem i ograniczonymi możliwościami działania. Jason Parker z Microsoftu potwierdził na Reddicie, że firma bada te doniesienia i prosi o zrzuty pamięci, które mogą pomóc ustalić przyczynę. Według wstępnej analizy, problem ten szczególnie dotyka komputerów z pewnymi wirtualnymi środowiskami pulpitów, takimi jak Citrix UPM, FSLogix, Horizon i ProfileUnity ProfileDisks. Dotyczy zarówno systemów Windows 11 24H2, jak i 25H2. Microsoft na razie nie zna przyczyny, a użytkownicy mogą jedynie ręcznie zrestartować Eksploratora lub utworzyć nowy profil.

    Kolejna awaria dotyczy Historii Plików, czyli wbudowanego mechanizmu tworzenia kopii zapasowych, który automatycznie zapisuje kopie plików i utrzymuje ich wcześniejsze wersje. Użytkownicy zgłaszają, że po zainstalowaniu KB5124008, Historia Plików całkowicie przestała wykrywać zewnętrzne dyski i nośniki zapasowe. Nawet gdy dysk jest podłączony, system twierdzi, że go nie ma, co uniemożliwia tworzenie kopii zapasowych. Warto jednak zauważyć, że Microsoft jeszcze oficjalnie nie potwierdził tego błędu, a skargi pojawiają się głównie na Reddicie. Cofnięcie aktualizacji przywraca działanie Historii Plików, ale nie jest to optymalne rozwiązanie problemu.

    Czytaj dalej poniżej


    Twórca Windows 11 stworzył nowy system. Jest darmowy i... lepszy

    Do listy problemów należy także dodać poważne trudności na komputerach z kartami graficznymi AMD Radeon. Użytkownicy zgłaszają problemy z przekroczeniem czasu sterowników, czarne ekrany, całkowite zawieszanie się systemu, brakujące wyświetlacze, a w niektórych przypadkach sterownik GPU psuje się natychmiast po ponownej instalacji. Problemy te dotyczą wielu modeli, m.in. RX 6600, RX 7700 XT, RX 7800 XT, RX 7900 GRE, RX 7900 XTX, a nawet RX 9070 XT. Usunięcie wrześniowej aktualizacji przynosi ulgę, co czyni Windows Update głównym podejrzanym.

    Osobnym tematem są aplikacje korzystające z WSL i maszyn wirtualnych zarządzanych przez HCS. Microsoft przyznał w dokumentacji, że KB5124008 wprowadza problemy z udostępnianiem folderów z linuksowymi maszynami wirtualnymi przez Plan9. Doprowadza to do sytuacji, w której użytkownicy nie mogą połączyć się z dyskiem C: i uzyskać dostępu do lokalnych plików. Błąd ten został potwierdzony przez firmę Anthropic, która zaznaczyła jednocześnie, że nie są w stanie go usunąć, ponieważ nie leży on po ich stronie.

    Grafika: depositphotos.com

  • Samsung namieszał w składakach. Flip8, Fold8 i Fold8 Ultra pod lupą

    Samsung namieszał w składakach. Flip8, Fold8 i Fold8 Ultra pod lupą

    Samsung Galaxy Z Flip8, Galaxy Z Fold8 oraz Galaxy Z Fold8 Ultra to trzy różne składane smartfony, zaprojektowane z myślą o różnych użytkownikach. Przekonaj się, jakie są między nimi różnice oraz co zmieniło się w tej serii urządzeń od zeszłego roku.

    Samsung Galaxy Z Flip8, Z Fold8 i Z Fold8 Ultra – jakie są różnice?

    Samsung znacząco przebudował swoje portfolio składanych smartfonów. W serii Galaxy Z na rok 2026 znajdziemy trzy modele: Galaxy Z Flip8, Galaxy Z Fold8 i Galaxy Z Fold8 Ultra. Mimo że nazwy mogą sugerować prostą hierarchię, różnice między nimi są znacznie bardziej złożone. Flip8 to kompaktowy telefon typu clamshell, Fold8 wprowadza nowy, szerszy format, natomiast Fold8 Ultra jest bezpośrednim następcą dotychczasowych modeli Fold. Przyjrzyjmy się, jak różnią się te trzy urządzenia i do kogo są skierowane.

    Galaxy Z Flip8 – kompaktowy składak

    Samsung Galaxy Z Flip8 składa się w poprzek, podobnie jak tradycyjne telefony z klapką, co pozwala mu zajmować niewiele miejsca po zamknięciu. To zasadnicza różnica w porównaniu do modeli Fold, które otwierają się jak książka i oferują duży ekran przypominający niewielki tablet.

    Flip8 jest wyposażony w 6,9-calowy ekran główny oraz 4,1-calowy ekran zewnętrzny FlexWindow, który umożliwia korzystanie z widżetów, sprawdzanie informacji oraz obsługę wybranych funkcji bez konieczności otwierania telefonu. Urządzenie waży 180 g i po rozłożeniu ma jedynie 6,1 mm grubości. Samsung określa go jako najlżejszego i najsmuklejszego Flipa w historii.

    W środku pracuje procesor Exynos 2600, co odróżnia go od obu modeli Fold. Z tyłu znajduje się aparat szerokokątny 50 MP oraz ultraszerokokątny 12 MP. Konstrukcja telefonu umożliwia robienie selfie głównym aparatem z podglądem na ekranie zewnętrznym oraz fotografowanie bez użycia rąk po częściowym złożeniu telefonu. Akumulator ma pojemność 4300 mAh.

    Czytaj dalej poniżej

    Pojedynek składaków: porównujemy możliwości Motoroli Razr 70 Ultra i nowego Galaxy Z Flip 8

    Galaxy Z Fold8 – nowa koncepcja Folda

    Galaxy Z Fold8 to najbardziej znacząca nowość w tegorocznej linii. Nie jest to tylko kolejna generacja wcześniejszego modelu Fold. Samsung zmienił proporcje i opracował lżejszą, bardziej kompaktową wersję urządzenia otwieranego jak książka. Natomiast model Ultra stanowi kontynuację dotychczasowej linii Fold.

    Fold8 ma 5,5-calowy ekran zewnętrzny oraz 7,6-calowy ekran wewnętrzny o proporcjach 4:3. Waży zaledwie 201 g, a po rozłożeniu ma tylko 4,5 mm grubości. Jest to najlżejszy Galaxy Z Fold w historii Samsunga.

    Pod względem zastosowanego procesora Fold8 nie ustępuje modelowi Ultra, oba smartfony są wyposażone w Snapdragon 8 Elite Gen 5 for Galaxy. Akumulator Fold8 ma pojemność 4800 mAh.

    W tylnej części znajdują się dwa aparaty 50 MP – szerokokątny i ultraszerokokątny. W przeciwieństwie do modelu Ultra, Fold8 nie ma osobnego teleobiektywu.

    To propozycja dla osób, które chcą dużego ekranu po rozłożeniu, ale jednocześnie zależy im na lekkiej i kompaktowej konstrukcji.

    Galaxy Z Fold8 Ultra – bezpośredni następca Fold7

    Warto wiedzieć, że Galaxy Z Fold8 Ultra jest kontynuacją dotychczasowej linii Galaxy Z Fold. Jeżeli posiadasz Fold7 i szukasz jego następcy, model Ultra będzie właściwym wyborem.

    Oferuje większy 6,5-calowy ekran zewnętrzny oraz 8-calowy ekran główny. Smartfon waży 215 g, a po rozłożeniu ma jedynie 4,1 mm grubości. Jest więc większy i cięższy od Fold8, ale jednocześnie cieńszy po otwarciu.

    Jedną z największych różnic są aparaty. Fold8 Ultra dysponuje 200-megapikselowym aparatem głównym, 50-megapikselowym ultraszerokokątnym oraz 10-megapikselowym teleobiektywem z 3-krotnym zoomem optycznym. Dodatkowo ma największy akumulator w całej trójce – 5000 mAh.

    Mimo dużych ekranów i nacisku na funkcjonalność, ani Fold8, ani Fold8 Ultra nie obsługują rysika S Pen.

    Fold8 czy Fold8 Ultra? Wyraźne różnice

    Oba modele Fold wykorzystują procesor Snapdragon 8 Elite Gen 5 for Galaxy, dlatego nie możemy z łatwością podzielić ich na model ze słabszym i mocniejszym procesorem. Różnice dotyczą głównie rozmiaru, konstrukcji, aparatów i baterii.

    Galaxy Z Fold8 jest mniejszy i lżejszy (201 g), oferując ekrany o przekątnej 5,5 i 7,6 cala oraz akumulator o pojemności 4800 mAh. Fold8 Ultra waży 215 g, ma ekrany o przekątnej 6,5 i 8 cali oraz baterię 5000 mAh. Model Ultra wyraźnie przeważa pod względem możliwości fotograficznych dzięki głównemu aparatowi 200 MP i dodatkowemu teleobiektywowi.

    Galaxy Z Flip8, Fold8 czy Fold8 Ultra – który wybrać?

    Galaxy Z Flip8 Galaxy Z Fold8 Galaxy Z Fold8 Ultra
    Konstrukcja klapka składany jak książka składany jak książka
    Ekran główny 6,9″ 7,6″ 8″
    Ekran zewnętrzny 4,1″ 5,5″ 6,5″
    Procesor Exynos 2600 Snapdragon 8 Elite Gen 5 for Galaxy Snapdragon 8 Elite Gen 5 for Galaxy
    Aparat główny 50 MP 50 MP 200 MP
    Teleobiektyw brak brak 10 MP, zoom optyczny 3x
    Bateria 4300 mAh 4800 mAh 5000 mAh
    Waga 180 g 201 g 215 g

    Wybór można zredukować do trzech różnych zastosowań. Galaxy Z Flip8 jest dla osób, które preferują mały składany telefon i cenią formę klasycznej klapki. Posiada ekran o przekątnej 6,9 cala, a po zamknięciu staje się znacznie bardziej kompaktowy.

    Galaxy Z Fold8 łączy 7,6-calowy ekran z niezwykle lekką konstrukcją. To interesująca opcja dla osób, które potrzebują dużego wyświetlacza, ale nie właśnie najbardziej zaawansowanego zestawu aparatów.

    Galaxy Z Fold8 Ultra to najbardziej zaawansowany model i bezpośredni następca Fold7. Oferuje największe ekrany, najbardziej wszechstronny zestaw aparatów oraz największy akumulator. Jeśli Fold ma być mobilnym narzędziem do pracy i w części zastępować tablet, model Ultra ma do zaoferowania najwięcej. Natomiast dla osób, które priorytetowo traktują mniejsze rozmiary i niższą wagę, lepszym wyborem mogą być pozostałe dwa modele.

  • „Pchełki” które nie są jednorazówkami. To będą słuchawki na lata

    „Pchełki” które nie są jednorazówkami. To będą słuchawki na lata

    Fairphone w tym roku wprowadza na rynek odświeżony smartfon, a niebawem możemy spodziewać się nowej generacji ich słuchawek Bluetooth. Jakie zmiany nas czekają?


    Fairphone przygotowuje drugą generację swoich bezprzewodowych słuchawek. Fairbuds 2 mają zadebiutować jeszcze w 2026 roku. Choć na premierę musimy jeszcze poczekać, już teraz wzbudzają spore zainteresowanie – i to nie bez powodu. Producent postanowił znacząco zmienić wygląd swojego produktu, lecz kluczowe pytanie dotyczy nie samego designu, lecz tego, czy nowe słuchawki będą tak łatwe do naprawy, jak ich wcześniejszy model.

    Fairbuds 2 zmienią swój wygląd nie do poznania

    Według najnowszych doniesień, Fairbudsy 2. generacji zyskają konstrukcję z charakterystycznym pałąkiem wystającym poza ucho, zastępując bardziej zaokrąglony kształt znany z pierwszej generacji. Zmiany obejmą także etui ładujące, które będzie wyraźnie wyższe. Na zdjęciach z przecieków możemy podziwiać dwa warianty kolorystyczne: czarny i zielony, które nawiązują do nowych smartfonów z popularnej serii Fairphone.

    Choć zmiana kształtu może wydawać się kosmetyczna, dla Fairphone’a ma ona znacznie większe znaczenie. Firma od lat opiera swoją filozofię na idei sprzętu, który jest łatwy do naprawy, mając za celu przedłużenie jego żywotności. Taki model działania zmniejsza ilość elektrośmieci i sprawia, że w przypadku awarii słuchawki nie trafiają do kosza, a producent oferuje wsparcie serwisowe.

    Najważniejsze pozostają wymienne elementy

    Pierwsze Fairbudsy wyróżniały się na rynku aż siedmioma wymiennymi częściami, obejmującymi także baterie zarówno w słuchawkach, jak i w etui. Fairphone ogłosił, że Fairbuds 2 również będą miały konstrukcję modułową, jednak szczegółowa lista wymiennych elementów nie została jeszcze ujawniona.

    Czytaj dalej poniżej

    Sonos odpala jesienne premiery. Nowe urządzenia to dopiero początek zmian

    Omawiana kwestia jest niezwykle istotna, ponieważ w wielu słuchawkach dousznych baterie są fabrycznie przyklejane. Ich wymiana staje się więc nieopłacalna lub wręcz niemożliwa bez pomocy specjalistycznego serwisu. Fairphone może po raz kolejny podjąć próbę wprowadzenia innowacji, ale na szczegóły musimy jeszcze poczekać.

    Większe etui może oznaczać większą baterię

    W przeciekach znalazły się również informacje, że nowe etui będzie obsługiwało ładowanie USB-C, a także będzie posiadało trzy diody LED oraz fizyczny przycisk. Zwiększona obudowa powinna pomieścić akumulator o większej pojemności niż 500 mAh, które zastosowano w pierwszej generacji Fairbudsów. Na tym etapie brak jednak oficjalnego potwierdzenia co do pojemności oraz czasu pracy na baterii.

    Nie znamy także ceny Fairbuds 2 ani pełnej specyfikacji technicznej. Fairphone potwierdził jedynie, że premiera planowana jest na czwarty kwartał 2026 roku.

    Fairphone znów chce udowodnić, że słuchawki nie muszą być jednorazowe

    Fairbuds 2 mogą stać się interesującym testem dla całego rynku słuchawek bezprzewodowych. Producenci coraz częściej koncentrują się na miniaturyzacji, czasie pracy i funkcjonalności, podczas gdy aspekt naprawy często jest pomijany… a może nawet całkowicie ignorowany.

    Fairphone proponuje odmienną filozofię: dłuższy czas użytkowania urządzenia dzięki możliwości wymiany zużytych komponentów. Jeśli druga generacja zachowa tę cechę, mimo nowej konstrukcji, Fairbuds 2 mogą stać się jednymi z najciekawszych słuchawek dla osób, które zwracają uwagę nie tylko na jakość dźwięku, ale także na trwałość i aspekty ekologiczne.

    Źródło

  • Meblujemy warsztat z Parkside. Te rzeczy pomogą zapanować nad bałaganem

    Meblujemy warsztat z Parkside. Te rzeczy pomogą zapanować nad bałaganem

    Marka Parkside to znacznie więcej niż tylko elektronarzędzia. W jej ofercie znajdują się także regały, organizery, uchwyty oraz meble, które umożliwiają urządzenie domowego warsztatu lub garażu niemal od podstaw. Przyjrzyjmy się, od czego zacząć oraz które rozwiązania mogą skutecznie pomóc w uporządkowaniu przestrzeni.


    Regały, organizery i ścianka na narzędzia – jak zorganizować warsztat z Parkside

    Posiadanie własnego warsztatu to nie tylko kwestia elektronarzędzi. Gdy regularnie nie możesz znaleźć właściwego klucza, a drobne elementy, takie jak śruby i nakrętki, gromadzą się w jednej szufladzie, warto pomyśleć o reorganizacji przestrzeni. Produkty marki Parkside, dostępne w Lidlu, oferują ekonomiczne rozwiązania, które pozwalają urządzić przestrzeń do majsterkowania od podstaw. Przygotowaliśmy dla Ciebie przegląd wybranych produktów.

    Regał przemysłowy – kluczowy element każdej organizacji

    Cena: 179 zł

    Rozpoczynając urządzanie warsztatu, warto zainwestować w regał, który pomieści duże elektronarzędzia, skrzynki oraz materiały. Regał przemysłowy Parkside ma wysokość 180 cm, pięć półek oraz maksymalne udźwignięcie 150 kg na każdą półkę. Jego konstrukcja wykonana jest z ocynkowanej stali, a półki z płyt HDF.

    Dzięki temu regałowi można efektywnie wykorzystać przestrzeń pionową, zamiast zagracać podłogę. Co więcej, pięciopiętrową konstrukcję można przekształcić w dwa mniejsze regały, co dodatkowo zwiększa elastyczność w organizacji.

    Czytaj dalej poniżej

    Najmocniejszy Parkside z Lidla w promocji. Aż 200 zł w kieszeni

    Parkside Performance – stalowy regał na cięższy sprzęt

    Cena: 349 zł

    Jeśli szukasz solidniejszego rozwiązania, stalowy regał warsztatowy Parkside Performance może być ciekawą alternatywą. Produkty z tej linii od Lidl są zazwyczaj opcją premium, ale w przystępnej cenie. Regał oferuje cztery regulowane półki oraz udźwignięcie do 250 kg na każdą z nich.

    Możliwość regulacji wysokości półek sprawia, że łatwo dostosujesz przestrzeń do różnych rozmiarów przedmiotów. Dodatkowo konstrukcję można przekształcić w dwa mniejsze regały, co daje większą elastyczność.

    Regał narożny – maksymalne wykorzystanie przestrzeni

    Cena: 249 zł

    W małym warsztacie każdy centymetr przestrzeni ma znaczenie. Regał narożny Parkside to rozwiązanie, które pozwala zagospodarować przestrzeń, która w przypadku klasycznych regałów często pozostaje pusta. Model ma 180 cm wysokości, a każda półka wytrzymuje obciążenie do 175 kg.

    Organizer ścienny – narzędzia zawsze w zasięgu ręki

    Cena: 24,99 zł

    Po ustawieniu regałów czas na wykorzystanie ścian. Organizer ścienny Parkside to 30-elementowy zestaw, który pozwala przenieść najczęściej używane narzędzia z blatu roboczego lub szuflad na pionową powierzchnię.

    Tego rodzaju rozwiązanie szczególnie dobrze sprawdzi się nad stanowiskiem roboczym, ponieważ w łatwy sposób można zlokalizować potrzebne narzędzie oraz miejsce, w którym należy je odłożyć po zakończeniu pracy. Umożliwia to również szybkie zauważenie brakujących elementów.

    Organizer warsztatowy – porządek wśród drobiazgów

    Cena: 69,99 zł

    Śruby, nakrętki, kołki, podkładki – wszystkie te niewielkie elementy mogą wprowadzić większy bałagan niż tradycyjne narzędzia. Organizer warsztatowy Parkside składa się z paneli ściennych oraz zestawu pojemników (10 dużych i 18 małych), które ułatwiają segregację drobnych akcesoriów. W zestawie znajduje się też pakiet 30 etykietek, które pozwalają na oznaczenie zawartości pojemników.

    Uchwyt na narzędzia – idealny do dłuższych sprzętów

    Cena: 34,99 zł

    Nie wszystkie narzędzia mogą trafić do szuflady czy na półkę. Uchwyt Parkside, przeznaczony do dłuższych narzędzi, składa się z aluminiowej szyny o długości 90 cm i sześciu regulowanych uchwytów. Maksymalne obciążenie każdego z nich wynosi 1,5 kg.

    Ścianka warsztatowa – kompleksowy system przechowywania

    Cena: 109 zł

    Jeśli zamiast pojedynczych uchwytów marzysz o stworzeniu większej strefy przechowywania, Parkside oferuje zestaw do organizacji ścianki warsztatowej. Jest to doskonałe rozwiązanie, które sprawdzi się nad głównym blatem roboczym, pozwalając na maksymalne wykorzystanie przestrzeni.

    Krzesełko warsztatowe na kółkach – komfort pracy

    Cena: 99 zł

    Nie wszystkie prace można wykonywać przy stole. Przy naprawach rowerów, pracy przy samochodzie czy majsterkowaniu blisko podłogi, standardowe krzesło może okazać się zbyt niewygodne. Krzesełko warsztatowe Parkside wyposażono w cztery obrotowe kółka, co pozwala na łatwe przesuwanie, a dolna część krzesełka ma przestrzeń na narzędzia.

    Leżanka i stołek 2 w 1 – praktyczność w garażu

    Cena: 85,99 zł

    Jeżeli Twój warsztat ma również służyć do pracy przy samochodzie, interesującą opcją może być urządzenie 2 w 1. Konstrukcja Parkside pełni funkcję leżanki montażowej oraz stołka warsztatowego. Wyposażono ją w sześć obrotowych kółek, które ułatwiają przemieszczanie.