Kategoria: Wiadomości

  • Grasz w Wiedźmina 3 na XBOX? Za darmo dostaniesz też wersję na PC

    Grasz w Wiedźmina 3 na XBOX? Za darmo dostaniesz też wersję na PC

    CD PROJEKT RED przygotowało niespodziankę dla graczy. Posiadasz Wiedźmina 3 na konsoli XBOX? Wkrótce będziesz mógł zagrać w niego na PC, bez dodatkowych opłat.

    Wiedźmin 3: Dziki Gon obchodzi w tym roku 11. urodziny, a jego świętowanie zapowiada się naprawdę ciekawie. Kilka tygodni temu ujawniono, że pod koniec miesiąca CD PROJEKT RED udostępni zaktualizowaną wersję gry, oznaczoną jako Remaster. Wprowadzone zostaną usprawnienia w grafice, mechanice oraz zachowaniach przeciwników, a także setki poprawek, które powstały dzięki współpracy z czołowymi moderami, którzy od lat modyfikują trzecią część Wiedźmina.

    Jedna kopia Wiedźmina 3 na XBOX i PC



    Japoński oddział mediów społecznościowych CD PROJEKT RED potwierdził znakomitą wiadomość dla graczy, którzy odliczają dni do premiery odświeżonego Wiedźmina 3. Wersja Remaster na konsolę XBOX otrzyma wsparcie dla standardu XBOX Play Anywhere, co oznacza, że zakup pojedynczej cyfrowej kopii umożliwi dostęp do gry zarówno na konsoli, jak i na komputerze z systemem Windows. To doskonała informacja, ponieważ przez lata gracze, którzy pragnęli posiadać Wiedźmina 3 jednocześnie na konsolach XBOX i PC, musieli kupować grę osobno dla każdej z platform. Inicjatywa XBOX Play Anywhere stanowi rozwiązanie tego problemu. Kompatybilne tytuły wystarczy zakupić raz, a następnie można je pobrać na obu urządzeniach bez dodatkowych kosztów. Dodatkowo, system synchronizuje zapisy, osiągnięcia oraz zawartość dodatkową, co pozwala na rozpoczęcie rozgrywki na konsoli i kontynuację jej później na komputerze lub przenośnym urządzeniu z Windowsem.

    Wiedźmin 3: Dziki Gon – Remaster wprowadza szereg technicznych, wydajnościowych oraz jakościowych usprawnień, które pozwolą na nowo odkryć przygody Geralta w nowoczesnym wydaniu. Zmiany obejmują nie tylko wyższej jakości tekstury, lepsze oświetlenie i poprawioną płynność działania. Twórcy zapowiadają także udoskonalony system walki, dzięki któremu starcia z wrogami oraz potworami będą bardziej responsywne i satysfakcjonujące. Zostanie przebudowane drzewko umiejętności, a znaki wiedźmińskie zyskają nowe możliwości, co powinno zwiększyć swobodę rozwoju Geralta i umożliwić kreowanie własnego stylu gry.

    Dodatkowo, gracze mogą liczyć na płynniejsze poruszanie się postaci, lepsze zachowanie przeciwników oraz nowy system prowadzenia Płotki. Remaster umożliwi również międzyplatformową obsługę modów, co da społeczności większe możliwości modyfikacji gry, niezależnie od wybranej konsoli czy komputera. Pojawi się także transmogryfikacja, która pozwoli zmieniać wygląd wyposażenia bez utraty jego statystyk, a także znacznie bardziej rozbudowany tryb fotograficzny.

    Czytaj dalej poniżej

    Wiedźmin 3 dostaje drugie życie. CD Projekt szykuje wielki powrót

    Wiedźmin 3: Dziki Gon Remaster coraz bliżej. Premiera już za kilka dni!

    Wiedźmin 3: Dziki Gon Remaster zadebiutuje już 29 września jako darmowa aktualizacja dla wszystkich posiadaczy gry na GOG, Steam, Epic Games Store, PlayStation 5 oraz Xbox Series X|S. Co więcej, z darmowej aktualizacji skorzystają również posiadacze konsoli Nintendo Switch 2, którzy mają grę w wersji na poprzednią generację sprzętu Nintendo. Dodatkowo, posiadacze podstawowej, cyfrowej wersji Wiedźmin 3: Dziki Gon otrzymają oba poprzednie dodatki, Serca z Kamienia oraz Krew i Wino, zupełnie za darmo. Dodatki te powinny być dostępne do pobrania na platformie, na której dokonano zakupu gry.

  • Ten sam wygląd, zmienna przysłona i 2 nm. iPhone 18 Pro Max

    Ten sam wygląd, zmienna przysłona i 2 nm. iPhone 18 Pro Max

    Tegoroczna wrześniowa konferencja Apple skupiła się na nowym, składanym iPhone’ie Duo, który trafi do sklepów dopiero na jesieni. Z braku prezentacji standardowego modelu „osiemnastki”, iPhone 18 Pro i 18 Pro Max są obecnie jedynymi nowymi smartfonami dostępnych w sprzedaży. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że to generacja przejściowa – obudowa oraz ekran nie doczekały się praktycznie żadnych zmian, a wszystkie kluczowe nowości ukryte są wewnątrz. Czy jest ich wystarczająco dużo, aby posiadacze iPhone’a 17 zastanawiali się nad zmianą?

    Na testy otrzymałem iPhone 18 Pro Max w wersji 512 GB w eleganckiej czarnej kolorystyce. Punktem odniesienia był ubiegłoroczny model 17 Pro Max.

    Design bez zmian

    Aluminiowa obudowa unibody, szeroka wyspa z aparatami i szklany blok pod nią – iPhone 18 Pro Max wizualnie nie różni się od swojego poprzednika. W związku z tym, przesiadając się na nowszy model, nie musimy nawet wymieniać etui – poprzednie akcesoria są wciąż kompatybilne z nową generacją, co pozwala zaoszczędzić na dodatkowych wydatkach.

    Czytaj dalej poniżej

    To najgorzej zaprojektowana misja ostatnich lat. Miałem ochotę rzucić kontrolerem

    Wymiary pozostały bez zmian (163,4 x 78,0 x 8,75 mm), aczkolwiek waga wzrosła o 16 g, do 249 g. Taki wzrost może wydawać się niewielki, jednak w przypadku tak dużego smartfona każdy gram ma znaczenie, a różnicę z pewnością poczujemy w dłoni. Z przodu zastosowano powłokę Ceramic Shield 2, podczas gdy z tyłu jest to jej pierwsza generacja – jak w poprzedniej wersji.

    Nowością są kolory – do klasycznej czerni i srebra dołączyły burgund oraz błękit lodowca. Apple kontynuuje zmianę w stronę bardziej wyrazistych odcieni, które zdawały się nam znane z serii Pro. Burgund zdaje się być ciekawszym i bardziej eleganckim wyborem w porównaniu do intensywnego pomarańczowego zeszłego roku.

    Największa zmiana z przodu to pomniejszona Dynamic Island – czujnik podczerwieni odpowiedzialny za Face ID został przeniesiony do lewego narożnika i ukryty pod wyświetlaczem, co sprawiło, że czarna pastylka w środku stała się mniejsza. Co ciekawe, mimo mniejszej powierzchni nowa Dynamic Island pomieści teraz trzy jednoczesne aktywności na żywo zamiast dwóch.

    Sam wyświetlacz to 6,9-calowy OLED z ProMotion do 120 Hz, jasnością szczytową 3000 nitów i powłoką antyodblaskową – identyczny jak w ubiegłym roku.

    Zmienna przysłona aparatu

    Najbardziej promowaną przez Apple nowością w tej generacji jest zmienna przysłona w głównym aparacie. Składa się z sześciu ruchomych listków, które regulują ilość światła wpuszczanego do matrycy. Do wyboru mamy cztery wartości: f/1,48, f/1,8, f/2,8 oraz f/4,0. Aparat ma możliwość automatycznego dobierania ustawień, aczkolwiek można je również ustawić ręcznie. W aplikacji dodano nowe ustawienia Pro, które obejmują także czas otwarcia migawki, balans bieli oraz histogram.

    Pozostałe aspekty aparatu są identyczne jak w 17-tym modelu. Oprócz głównego modułu 48 Mpix dysponujemy także ultraszerokokątnym obiektywem 48 Mpix z trybem makro oraz teleobiektywem 48 Mpix z ogniskowymi 100 i 200 mm (4x oraz 8x). Podobnie jak w ubiegłym roku, z przodu znajduje się kwadratowa matryca 18 Mpix. Wideo możemy rejestrować w 4K przy 120 kl/s w Dolby Vision, obejmując ProRes RAW i Apple Log 2.

    Aparat wymaga najwięcej czasu na ocenę, więc szczegółową ocenę wstrzymam do pełnej recenzji. Producenci smartfonów z Androidem już wcześniej eksperymentowali ze zmienną przysłoną, jednak w iPhone’ach pojawia się ona po raz pierwszy. Może to być impuls dla konkurencji do ponownego przyjrzenia się temu rozwiązaniu.

    Jak dotąd dostrzegam, że główną korzyścią jest możliwość zarządzania głębią ostrości na zdjęciach. Po przymknięciu przysłony do f/4,0 całość staje się ostra, a po jej otwarciu uzyskujemy efektowny bokeh. Najjaśniejsza wartość nowego modelu to f/1,48 (w 17 Pro było f/1,78), co oznacza, że na matrycę trafia więcej światła, co powinno pomóc przy fotografowaniu w ciemności.

    A20 Pro i trzykrotnie większa komora parowa

    Wewnątrz zastosowano nowy chip A20 Pro — pierwszy układ Apple wykonany w procesie technologicznym 2 nm. Oferuje on sześciordzeniowy CPU, siedmiordzeniowy GPU (o jeden więcej niż w A19 Pro) oraz dwa 16-rdzeniowe Neural Engine. Producent deklaruje, że wydajność graficzna wzrosła o 40%, a przepustowość pamięci o 50%. Co istotne, pamięć nie leży już bezpośrednio na chipie, lecz obok niego, co ułatwia odprowadzanie ciepła.

    Mówiąc o ciepłocie, komora parowa, która zadebiutowała w modelu 17 Pro, ma teraz trzykrotnie większą powierzchnię. Producent obiecuje o 40% wyższą wydajność przy długotrwałym obciążeniu, co oznacza, że podczas długich sesji, kiedy smartfony zazwyczaj muszą obniżać taktowanie, nowy model radzi sobie lepiej. Rok temu model okazał się zadziwiająco odporny na nagrzewanie, co stawia poprzeczkę naprawdę wysoko.

    iPhone 18 Pro Max na tle tej kwestii prezentuje się lepiej, co zauważyłem już podczas migracji danych ze starszego urządzenia. W przeszłości ta operacja często wiązała się z wysokimi temperaturami – teraz smartfon był jedynie lekko ciepły. Spodziewam się, że podobnie będzie się to prezentować w grach oraz podczas rejestrowania wideo.

    Bateria i ładowanie

    Apple podaje, że akumulator w 18 Pro Max pozwala na nawet 43 godziny odtwarzania wideo oraz do 29 godzin typowego użytkowania, czyniąc najnowszy model najdłużej działającym bez ładowania iPhone’em w historii. Jeszcze większe wrażenie robi jednak czas ładowania, na które producent w końcu zwrócił uwagę. Obecnie można osiągnąć 50% naładowania w około 15 minut (oczywiście pod warunkiem użycia ładowarki o mocy co najmniej 60 W). Rok temu było to 20 minut przy 40 W. Bezprzewodowo, za pomocą MagSafe lub Qi2, maksymalna moc ładowania wynosi nadal 25 W.

    Za łączność odpowiadają autorskie układy Apple, w tym modem C2 oraz N1 obsługujący Wi-Fi 7, Bluetooth 6 i Thread. Modem C1 to nowość tego roku, ponieważ w modelu 17 Pro (i Max) mieliśmy Snapdragona X80 od Qualcomma. Co to oznacza dla polskiego użytkownika? W praktyce niewiele się zmienia – C1 jest prawdopodobnie bardziej energooszczędny i lepiej zintegrowany z systemem operacyjnym, co wynika z faktu, iż Apple samodzielnie go projektuje. Podobno wdrożono także algorytmy AI, które mają optymalizować łączność – to jednak zweryfikuję po kilku tygodniach testów.

    Na szczęście wersja sprzedawana w Polsce nadal ma gniazdo na fizyczną kartę nano-SIM. W niektórych krajach dostępne są jedynie warianty wyłącznie z eSIM.

    iOS 27 i kontrowersyjna pamięć QLC

    Nowy iPhone działa pod kontrolą iOS 27. Liquid Glass, który rok temu wzbudził moje wątpliwości, pozostaje z nami na dłużej. Apple wprowadził wiele poprawek i możliwości personalizacji, co pozwala na lepszą kontrolę nad efektem przezroczystości i poprawia czytelność interfejsu.

    Największe nowości programowe nie są dostępne w Polsce (a wiele z nich nie trafi również do krajów UE). Mowa tutaj przede wszystkim o Siri AI, asystencie, który ma zrozumieć kontekst i zawartość ekranu oraz wykonywać kilka poleceń jednocześnie. Apple tłumaczy, że wymagałoby to udostępnienia konkurencyjnym asystentom tych samych uprawnień, w tym dostępu do danych na urządzeniu, więc obecnie nawet nie rozważa wprowadzenia tych funkcji na Starym Kontynencie. Nawet gdyby to uległo zmianie, Siri AI obecnie działa tylko w języku angielskim, a kolejne języki (w tym polski) zapowiedziano na październik. Ponadto język polski nie znajduje się na liście obsługiwanych przez Apple Intelligence, więc kupując iPhone’a 18 Pro Max w Polsce, dostajemy w zasadzie zestaw funkcji AI bardzo podobny do tego z roku ubiegłego.

    Testowany wariant z 512 GB pamięci został wyceniony na 7799 zł i jest już dostępny w sprzedaży. Warto zauważyć, że wersja 1 TB, mimo wyższej ceny, niekoniecznie jest lepszym wyborem. Warianty 256 i 512 GB otrzymały pamięć TLC, natomiast wersje 1 TB i 2 TB mają wolniejsze kości QLC, które nadrabiają mocnym buforem SLC. Dopóki bufor nie jest zapełniony, różnica nie jest widoczna, jednak przy dłuższym nagrywaniu w ProRes RAW na pamięć wewnętrzną czy kopiowaniu setek gigabajtów, prędkość zapisu potrafi spaść do zaledwie kilkudziesięciu MB/s, co jest poniżej poziomu większości kart SD. Co gorsza, im bardziej zapełniony telefon, tym mniejszy bufor. Paradoksalnie więc najbardziej pojemne wersje potrafią wypadać najsłabiej w „profesjonalnych” zastosowaniach, dla których Apple je reklamuje.

    Drżyjcie, posiadacze iPhone’ów Pro 15 i 16

    Na tę chwilę największe nadzieje wiążę z zmienną przysłoną oraz komorą parową. Szybkie ładowanie w 15 minut może realnie wpłynąć na sposób codziennego korzystania ze smartfona – szczególnie, gdy mamy do dyspozycji mocny powerbank. Design i ekran to natomiast powtórka z ubiegłego roku bez znaczących ulepszeń.

    Czy to wystarczy, aby posiadacze iPhone’a 17 planowali zmianę? Nie sądzę. Nowa generacja może być jednak istotnym krokiem dla osób korzystających z modelu 15, gdzie problem temperatury był znaczący, a ładowanie powolne. Obserwując cykl życia smartfonów wynoszący obecnie 2-3 lata, łatwo zrozumieć, dlaczego Apple priorytetowo traktuje te aspekty przy premierze.

  • Ta aplikacja na Androida jest za darmo i nie ma sobie równych

    Ta aplikacja na Androida jest za darmo i nie ma sobie równych

    Android zyskał właśnie potężną aplikację do montażu wideo. Można ją pobrać całkowicie za darmo.


    Android właśnie zyskał jedną z najlepszych aplikacji do edycji wideo w swojej historii. Jeśli do tej pory korzystaliście z programów takich jak CapCut, mam dla Was świetne wieści. Już teraz możecie przenieść się do kultowego Adobe Premiere bezpośrednio na swoim smartfonie. Co najważniejsze, Adobe zdecydowało się udostępnić tę aplikację całkowicie za darmo.

    Montaż 4K i przydatne funkcje na Androidzie za darmo

    Użytkownicy Androida na swoich telefonach i tabletach nie mogli dotąd narzekać na ilość dostępnych aplikacji do edycji wideo. Zdecydowanie jednak brakuje im jakości i możliwości, ponieważ wiele programów zmusza użytkowników do opłacenia subskrypcji. Osobiście wielokrotnie korzystałem z popularnego CapCut, jednak jego darmowy plan potrafił być dość uciążliwy, z wieloma funkcjami schowanymi za płatnymi opcjami. Na szczęście te czasy powoli się kończą, ponieważ na rynku najpoważniejszy gracz, jaki tylko można sobie wyobrazić – Adobe Premiere – trafił do Google Play. Co ważne, aplikacja jest dostępna całkowicie gratis.

    Adobe Premiere to legendarne narzędzie, które od lat ma rzesze wiernych użytkowników ze względu na swoje zaawansowane i przydatne funkcje. W darmowej wersji otrzymujemy prawdziwego potwora do montażu wideo – obsługę nieograniczonej liczby ścieżek na osi czasu, precyzyjne cięcie każdej z nich, układanie ścieżek dźwiękowych, dodawanie napisów oraz możliwość eksportu materiałów w rozdzielczości 4K HDR. Edycja odbywa się na poziomie pojedynczych klatek, a program oferuje także gotowe ustawienia dostosowane do popularnych platform, takich jak TikTok czy YouTube Shorts. Dodatkowo dostępna jest opcja natychmiastowego usuwania tła, animowane napisy oraz możliwość eksportu w jednym kliknięciu z automatycznym dopasowaniem kadrowania. Cieszę się, że nie ma też natarczywych komunikatów zachęcających do zakupu płatnej wersji.

    W naszej dyspozycji oddano również zaawansowane funkcje poprawy jakości dźwięku i obrazu. Funkcja Enhance Audio pozwala na poprawienie audio za pomocą jednego dotknięcia ekranu – sztuczna inteligencja analizuje nagranie, eliminując hałas wiatru, gwar kawiarni czy szum ulicy, nadając głosowi lektora niemalże studyjne brzmienie. Dodatkowo dostępne są funkcje generatywnego AI, umożliwiające m.in. tworzenie własnych naklejek, rozszerzanie kadru wideo, zamianę statycznych grafik w ruchome ujęcia (Image-to-Video) oraz tworzenie idealnie dopasowanych efektów specjalnych. W przypadku efektów dźwiękowych także dostępne jest generowanie, o ile posiadamy odpowiednią liczbę tokenów.

    Czytaj dalej poniżej

    Adobe serwuje więcej narzędzi AI. Robi to naprawdę sprytnie

    Tokeny – choć Adobe Premiere na Androida jest dostępne za darmo, aplikacja zawiera mikropłatności. Na szczęście nie są one natarczywe i dotyczą jedynie poszerzenia miejsca w chmurze oraz zakupu tokenów do korzystania z funkcji AI. Wiele osób może w ogóle nie potrzebować tych funkcji, skupić się na edytowaniu własnych materiałów i wówczas dodatkowe koszty ich nie dotyczą. To naprawdę uczciwa oferta ze strony Adobe, w której darmowe funkcje są całkowicie wystarczające i spełniają oczekiwania użytkowników edytujących wideo.

    Wymagania sprzętowe? Urządzenie musi mieć przynajmniej 5 GB pamięci RAM oraz działać na Androidzie 13 lub nowszym. Biorąc pod uwagę dostępne funkcje i zasoby, nie zdziwię się, jeśli mobilna wersja Premiere na Androida wkrótce stanie się najpopularniejszą aplikacją do edycji wideo na urządzeniach z systemem Google.

  • YouTube zmieni się nie do poznania! Oto najważniejsze nowości

    YouTube zmieni się nie do poznania! Oto najważniejsze nowości

    YouTube zapowiedział kolejną dużą aktualizację. Oto, co się zmieni w najbliższym czasie i nie tylko.

    Zmiany i nowości obejmą nie tylko sposób oglądania filmów, lecz także tworzenie materiałów, transmisje na żywo, zakupy, podcasty oraz korzystanie z aplikacji na telewizorach. Część funkcji trafi do użytkowników w najbliższych miesiącach, a inne pojawią się dopiero w 2027 roku, co wynika z konieczności współpracy z zewnętrznymi partnerami.

    YouTube – Strona Główna Generowana na Podstawie Zapytania

    Jedną z najciekawszych nowości będą niestandardowe strumienie (Custom Feeds), co oznacza własne kanały rekomendacji tworzone za pomocą prostych zapytań. Użytkownicy będą mieli możliwość wskazania preferencji, na przykład: „chcę oglądać długie dokumenty wieczorem”, „podcasty na półgodzinną podróż” lub „materiały od nowych twórców DIY”. YouTube stworzy na tej podstawie osobną zakładkę, którą będzie można zapisać i regularnie odwiedzać.

    To krok w kierunku odejścia od jednego, uniwersalnego interfejsu. Zamiast łączyć filmy, Shorts, transmisje i rekomendacje w jednym miejscu, platforma umożliwi stworzenie kilku zestawów treści, dostosowanych do konkretnych gustów i pór dnia. Na początku niestandardowe strumienie będą dostępne w Stanach Zjednoczonych na komputerach, urządzeniach mobilnych oraz telewizorach.

    Zmiany w Wyszukiwaniu Produktów

    Właściwością ask YouTube będzie interaktywna pomoc zakupowa. Po znalezieniu recenzji określonego produktu, takiego jak telefon czy kosmetyk, użytkownicy będą mogli zadawać dodatkowe pytania, także głosowo podczas oglądania na telewizorze. W niektórych przypadkach YouTube dostarczy uporządkowane zestawienie filmów oraz tabelę z cechami produktów dostosowanymi do preferencji użytkownika.

    Shorts Coraz Bardziej Przypominają Seriale

    YouTube intensywnie promuje format krótkich, odcinkowych historii. Shorts Series umożliwi twórcom układanie materiałów w sezony i epizody, dodawanie własnych miniaturek oraz automatyczne odtwarzanie kolejnych części bez potrzeby ręcznego wyszukiwania. To odpowiedź na rosnącą popularność mikroseriali, które w pierwszej połowie 2026 roku osiągnęły na YouTube ponad 6,5 miliarda wyświetleń, a czas oglądania wzrósł o ponad 50% rok do roku. Co ciekawe, oglądalność mikrodram na telewizorach zwiększyła się w tym samym okresie o ponad 90%. YouTube nie traktuje więc Shorts jedynie jako formatu mobilnego; krótkie serie mają zyskać także miejsce na dużym ekranie, obok tradycyjnych programów oraz długich filmów.

    Sztuczna Inteligencja w YouTube Studio

    Największe zmiany dotkną twórców. YouTube Studio stanie się narzędziem obejmującym nie tylko statystyki, ale także planowanie, montaż, przygotowanie miniaturek oraz rozwój kanału. Nowe funkcje Insights i Research pomogą analizować wcześniejsze wyniki oraz wyszukiwać nietypowo skuteczne materiały, które mogą zainspirować do kolejnych publikacji. Twórcy będą mogli przesłać wersję roboczą filmu i uzyskać wskazówki dotyczące tempa, konstrukcji oraz narracji. Studio wygeneruje również miniatury dopasowane do stylu kanału. Wkrótce pojawi się także możliwość testowania do trzech różnych wersji filmu, aby sprawdzić, która z nich najbardziej przyciąga uwagę widzów.

    Google wprowadza także konwersacyjnego asystenta montażowego opartego na Gemini. W aplikacji Shorts oraz YouTube Create będzie można opisać oczekiwany efekt, a narzędzie zasugeruje między innymi skrócenie pauz, zmianę kolejności ujęć czy dopasowanie muzyki do rytmu. Możliwość ręcznej edycji osi czasu pozostaje, więc AI będzie pełnić funkcję pomocniczą, a nie zastępować montażystów.

    Transmisje, AI, Tłumaczenia

    W 2027 roku YouTube wprowadzi system doboru twórców prowadzących transmisje. Platforma umożliwi wyszukiwanie aktualnie emitujących kanałów lub automatyczne dopasowanie twórcy do wspólnego streamu. Kolejnym krokiem będą Live Showdowns, czyli rywalizacje, w których widzowie będą mogli wspierać swoich prowadzących czatami, prezentami i Super Chatami. Testowane będzie również automatyczne tłumaczenie mowy podczas transmisji, co ma na celu zmniejszenie bariery językowej. YouTube podaje, że ponad 40% czasu oglądania transmisji na żywo pochodzi spoza kraju twórcy. Funkcja ma tłumaczyć wypowiedzi na bieżąco, mając na celu zwiększenie dostępności treści. Rozszerzona zostanie również funkcja wspólnego oglądania, obejmując wszystkie materiały, w tym wideo na żądanie, a nie tylko transmisje na żywo.

    Polscy widzowie mogą spodziewać się kolejnej ważnej zmiany jeszcze w tym roku. YouTube wprowadza funkcję Hype, opartą na wirtualnej walucie Jewels, która umożliwi wyróżnianie ulubionych filmów w rankingu, co dla twórców oznaczać będzie nowe źródło przychodów (wymienialne na Rubies). Polska znajdzie się w pierwszej grupie krajów, które zyskają tę funkcję. Rozwija się również YouTube Shopping – tagi produktów będą automatycznie dostosowywać oferty do kraju, w którym znajduje się widz, umożliwiając twórcom sprzedaż transgraniczną.

    YouTube Chce Być Wszędzie

    Platforma rozwija również YouTube Music. Ask Music pozwoli na interakcję z aplikacją w kontekście muzyki i podcastów, modyfikację kolejki oraz odkrywanie ciekawostek o artystach. Katalog obejmuje ponad 300 milionów utworów, łącznie z nagraniami studyjnymi, remiksami, koncertami, coverami oraz setami DJ-skimi. Subskrybenci YouTube Music oraz Premium otrzymają również spersonalizowany, cotygodniowy przewodnik audio po podcastach, który z krótkim nagraniem przedstawi dlaczego dane programy mogą ich zainteresować, a następnie odtworzy wybrane odcinki. Zmiany dotkną również zakładki Społeczność na telewizorach, gdzie pojawi się dedykowane miejsce na posty twórców – zdjęcia zza kulis oraz aktualizacje, które dotychczas były głównie widoczne na telefonach.

    Wszystkie powyższe nowości są dowodem na to, że YouTube przestał być jedynie miejscem do oglądania filmów w sieci. Można poważnie stwierdzić, że łączy w sobie elementy internetowej wyszukiwarki, tradycyjnej telewizji, odtwarzacza muzyki, programu do edycji nagrań, a nawet sklepu oraz całego systemu monetyzacji dla twórców. Najważniejsze pytanie nie brzmi już, czy YouTube wykorzysta sztuczną inteligencję, lecz jak intensywnie pozwoli jej wpływać na to, co oglądamy i jak powstają nowe treści.

    Wkrótce planowane jest także wprowadzenie obsługi GIF-ów w komentarzach.

  • Koniec Apple Watch? Ta opaska będzie bez ekranu

    Koniec Apple Watch? Ta opaska będzie bez ekranu

    Apple Watch bez ekranu? To może być przyszłość urządzeń ubieralnych.

    Co sądzicie o zegarku od Apple, który… nie jest zegarkiem? W zasadzie jest to opaska bez ekranu, która i tak monitoruje nasze parametry. Według doniesień, gigant z Cupertino planuje stworzenie takiego urządzenia.

    Apple po cichu rozwija opaskę fitness bez ekranu

    Inteligentny zegarek to z jednej strony świetna rzecz dla naszego zdrowia, a z drugiej… katastrofa, ponieważ w naszym otoczeniu pojawia się kolejny ekran i urządzenie, które bombarduje nas powiadomieniami, odciągając naszą uwagę od najważniejszych czynności. Skupienie i spokój są raczej bardziej wartościowe niż ciągła dostępność do informacji, które często są mało istotne – jednak korzystamy z zegarka z dużym, atrakcyjnym wyświetlaczem, co staje się pretekstem do ciągłego odrywania się od innych zajęć. Coraz więcej osób zaczyna dostrzegać ten problem i poszukuje alternatywnych rozwiązań: takich, które analizują nasz wysiłek i zdrowie, ale bez ekranów i powiadomień. Co ciekawe, Apple ma pracować nad taką opaską.

    Firma zdaje sobie sprawę ze zmieniających się trendów i prawdopodobnie w niedalekiej przyszłości coraz więcej osób zechce ograniczyć „czas przed ekranem”, zamieniając inteligentne zegarki na opaski bez wyświetlaczy. Plotki sugerują, że amerykański gigant opracował już prototyp takiego urządzenia. Konstrukcja przypomina popularną opaskę Whoop i składa się z cienkiego, materiałowego paska oraz miniaturowego modułu wyposażonego w szereg czujników biometrycznych, które pozwalają na analizę snu, spacerów, stresu czy treningu. Najciekawsze jest to, że za opracowanie tego urządzenia odpowiada nie zespół zajmujący się zegarkami, ale inżynierowie z działu Apple Vision – tej samej grupy, która opracowała gogle Vision Pro. W projekt zaangażowane mają być także znaczące osobistości, w tym sam Tim Cook.

    To doskonale wpisuje się w rynkowe trendy, bowiem opaski bez ekranów posiada już m.in. Google ze swoim modelem Fitbit Air, Amazon z Helio Strap Pro oraz Garmin z modelu Cirq Smart Band. Warto również wspomnieć o charakterystycznych smart-pierścieniach, które, podobnie jak opaski, nie mają wyświetlaczy, a ich lekka i nieinwazyjna konstrukcja umożliwia ich noszenie przez całą dobę. W międzyczasie Apple wprowadza nowe funkcje w aplikacji Zdrowie, które umożliwiają mierzenie wskaźników gotowości organizmu i wieku biologicznego, zbierających dane 24 godziny na dobę. To będzie możliwe najwcześniej na mniejszych, bardziej komfortowych urządzeniach, które nie wymagają codziennego ładowania. W związku z tym opaska pozbawiona wyświetlacza idealnie wpasowuje się w ten pomysł.

    Czytaj dalej poniżej


    Irytujące problemy z iPhone'ami. Użytkownicy nie kryją rozczarowania

    Znaczną przewagą Apple nad konkurencją może być już istniejący i doskonale wyposażony ekosystem aplikacji Zdrowie, który jest w stanie zbierać, analizować i podsumowywać te dane bez dodatkowych opłat — podczas gdy u niektórych konkurentów tego typu subskrypcje są wymagane. Kiedy zatem możemy spodziewać się debiutu? Jak to zazwyczaj bywa w przypadku Apple, sprzęt ten raczej nie doczeka się szybkiej premiery. Według plotek, decyzja o masowej produkcji jeszcze nie została podjęta, więc najwcześniejszy debiut może nastąpić dopiero w 2028 roku.

    Może do tego czasu doczekamy się także polskojęzycznej wersji Siri oraz Apple Intelligence — bo właśnie w ten sposób możliwe ma być sterowanie opaską…

  • Warcraft III: Forsaken Kingdom – to już nie jest RTS

    Warcraft III: Forsaken Kingdom – to już nie jest RTS

    Problemy z Warcraft III: Reforged

    Wydany w 2020 roku remaster Warcraft III o podtytule Reforged okazał się  dużą wpadką i do dziś cieszy się fatalną opinią wśród graczy. Zaskakuje więc, że na tegorocznym Blizzconie zapowiedziano nową aktualizację oraz duży dodatek Forsaken Kingdom, który zawiera nową kampanię. Czy to wystarczający powód, aby dać kultowej strategii jeszcze jedną szansę?

    Historia Forsaken Kingdom

    Forsaken Kingdom wypełnia czteroletnią lukę fabularną pomiędzy finałem Warcraft III a początkiem World of Warcraft. Podczas rozgrywki poznajemy wydarzenia w Lordaeronie po powrocie księcia Arthasa. Kampania koncentruje się jednak w dużej mierze na frakcji tytułowych Porzuconych (Forsaken), czyli nieumarłych obdarzonych wolną wolą, z Sylvaną Windrunner na czele. Umożliwia także odkrycie początków ich podziemnej stolicy – Podmiasta.

    Struktura dodatku

    Dodatek podzielono na dwie części. Najpierw zapoznamy się z prologiem zatytułowanym „Ostatnie Dni Lordaeronu”, który obejmuje cztery misje, ukazujące upadek królestwa z perspektywy zwykłych strażników miejskich. Wcielamy się tutaj w porucznika Gareka Bandariona, patrolującego ulice stolicy, podczas gdy mieszkańcy szykują się na powitanie księcia.

    Właściwa kampania składa się z trzech aktów, w których Gareka towarzyszy mroczna łowczyni Anya. Po drodze spotkamy m.in. Sylvanę, Varimathrasa, Kel’Thuzada oraz dowódców Szkarłatnej Krucjaty.

    Aspekty narracyjne i graficzne

    Sposób prowadzenia narracji oraz fabuła zasługują na uznanie. Historia utrzymana jest w mrocznym tonie, jednocześnie odpowiadając na pytania, które fani zadawali sobie od lat. Przerywniki filmowe, choć zrealizowane jedynie na silniku gry, stoją na wysokim poziomie, charakterystycznym dla Blizzarda, a w sumie oferują blisko godzinę materiału. Polska wersja obejmuje napisy oraz interfejs, jednak głosy zostały nagrane wyłącznie po angielsku.

    RPG zamiast strategii

    Najwięcej emocji wzbudza sama rozgrywka. O ile prolog przypomina klasyczne misje Warcrafta III, o tyle właściwa kampania zmierza w zupełnie innym kierunku. Twórcy wzorowali się na kampanii Rexxara z The Frozen Throne, co oznacza, że nie budujemy bazy, nie zbieramy surowców ani nie szkolimy armii. Zamiast tego prowadzimy niewielką drużynę bohaterów po półotwartych mapach, realizując główne i poboczne zadania, walcząc z bossami i zbierając łupy.

    W grze dostępny jest rozbudowany system ekwipunku, gdzie znajdziemy osobne miejsca na broń i elementy pancerza, jak również talenty modyfikujące umiejętności postaci. Do tego dochodzą dziennik zadań oraz kupcy, u których wydajemy zdobyte złoto. W praktyce więcej w tym RPG niż strategii czasu rzeczywistego, co stanowi odważne odejście od konwencji RTS. Choć nie każdy gracz może być z tego zadowolony, z pewnością stanowi odświeżający powiew nowości – chociaż nie sądzę, aby silnik Warcrafta III był idealnym miejscem na takie eksperymenty.

    Blizzard obiecuje około 30 godzin zabawy, jednak ten czas dotyczy raczej graczy eksplorujących każdy zakątek mapy oraz realizujących wszystkie poboczne misje. Osobiście przejście wątku głównego zajęło mi od 10 do 15 godzin, w tym 3-4 godziny na prolog.

    Definitive Edition i darmowa aktualizacja

    Wraz z dodatkiem zadebiutowała darmowa aktualizacja 3.0, która trafiła do wszystkich posiadaczy Warcraft III: Reforged. Jej istotnym elementem jest Definitive Edition, czyli trzeci tryb graficzny. Twórcy przebudowali modele ponad 600 jednostek, zachowując sylwetki i czytelność oryginału z 2002 roku. Oczywiście nowa kampania dostępna jest jedynie w tym trybie.

    Oprawa robi dobre wrażenie, chociaż z bliska Definitive Edition nie prezentuje się zbyt imponująco. Z daleka gra wygląda dobrze, oddając klimat oryginału. Na razie nie możemy zagrać w klasyczne kampanie w nowej wersji, ale Blizzard obiecuje poprawić ten stan w niedalekiej przyszłości.

    Aktualizacja wprowadziła także nowego bohatera (Paladyna Porzuconych) oraz zwiększyła limit jednocześnie zaznaczonych jednostek z 12 do 24.

    Jednakże nie obyło się bez kontrowersyjnych decyzji. Warcraft III: Reforged wymaga teraz stałego połączenia z internetem, nawet podczas kampanii dla jednego gracza, co budzi wątpliwości i rozczarowanie. Z gry usunięto również tryb gry po sieci lokalnej, co pozostaje niejasne i nieuzasadnione. Często odnosi się wrażenie, że duzi wydawcy podejmują działania, które wywołują negatywne odczucia wśród graczy – nawet gdy oferują coś za darmo, wprowadzają decyzje, które psują pozytywne wrażenie.

    Dla kogo jest Forsaken Kingdom?

    Forsaken Kingdom to udany, choć odważny powrót do uniwersum Warcrafta III. Główne atuty dodatku to interesująca historia oraz sposób narracji, a także filmowe przerywniki. Kilkanaście godzin grania i oglądania emocjonujących cut-scenek mija całkiem szybko i przyjemnie.

    Niestety, nie zabrakło także wad i kontrowersyjnych decyzji. Definitive Edition nie zachwyca na bliskim planie, a zawartość niekoniecznie jest warta ceny premierowej (około 129 zł). Osobiście polecałbym poczekać na promocję. Największe rozczarowanie budzi jednak wprowadzenie wymogu stałego połączenia z siecią w trybach dla jednego gracza oraz usunięcie trybu LAN.

    Jeśli szukacie solidnego RTS-a w nowoczesnym wydaniu, możecie się rozczarować, ponieważ twórcy wybrali zupełnie inną drogę. Natomiast ci, którzy mają otwarty umysł i są gotowi na eksperymenty w klasycznej formie, mogą znaleźć w Forsaken Kingdom coś dla siebie – zwłaszcza gdy uda się go zdobyć w dobrej promocji.

  • Własny sklep w kilka dni i sprzedaż na Allegro. Jak Sky‑Shop obniża próg wejścia w dropshipping?

    Własny sklep w kilka dni i sprzedaż na Allegro. Jak Sky‑Shop obniża próg wejścia w dropshipping?

    Swoje drugie potrzeby obsługuje Sky-Shop. Oprogramowanie to umożliwia połączenie własnego sklepu z hurtowniami oraz Allegro. Dzięki niemu możesz pobierać produkty od dostawców, automatycznie aktualizować ceny i stany magazynowe, a także zarządzać sprzedażą w różnych miejscach z poziomu jednego panelu administracyjnego.

    Jak działa dropshipping i dlaczego potrzebujesz odpowiedniego oprogramowania?

    W modelu dropshipping klient składa zamówienie u ciebie, a to hurtownia wysyła zamówione produkty bezpośrednio do niego. Dzięki temu nie musisz prowadzić magazynu ani kupować towaru na zapas.

    Z perspektywy technicznej oznacza to, że musisz mieć stały dostęp do danych swojego dostawcy, aby uniknąć oferowania produktów, których już nie ma w ich magazynie. Oprogramowania do dropshippingu automatyzują synchronizację takich danych.

    Czytaj dalej poniżej


    Technologia ma napędzać wzrost. Infoshare Katowice 2026 już w listopadzie

    Możesz sprzedawać w tym modelu zarówno we własnym sklepie online, jak i na Allegro, Empik czy innej platformie typu marketplace.

    Co zyskujesz, wybierając Sky-Shop jako system do dropshippingu?

    Dostęp do wielu hurtowni działających w dropshippingu

    Sky-Shop oferuje ponad 300 gotowych integracji z hurtowniami dropshippingowymi. Możesz wybierać spośród wielu kategorii i dostosowywać asortyment do swoich potrzeb.

    Jeżeli Twojego dostawcy nie ma na liście, zespół Sky-Shop przygotuje bezpłatnie nową integrację — wystarczy, że dostarczysz plik produktowy.

    Moduł integracji z hurtowniami jest autorski

    Sky-Shop udostępnia własny, autorski moduł integracji z hurtowniami. Nie musisz korzystać z zewnętrznych integratorów tylko po to, aby synchronizować ofertę dostawcy z Twoim sklepem. Wszystko załatwiasz w obrębie jednego systemu.

    Taka konieczność występuje w przypadku wielu innych popularnych oprogramowań, szczególnie systemów działających w modelu Open Source.

    Nie musisz ręcznie dodawać setek produktów

    Jeżeli korzystasz z integracji z hurtowniami, nawet setki produktów mogą pojawić się w Twoim panelu w zaledwie kilka minut.

    Możesz pobrać ze strony dostawcy m.in.:

    • nazwy produktów,
    • parametry,
    • zdjęcia,
    • opisy,
    • ceny,
    • stany magazynowe.

    Jeżeli hurtownia udostępnia kilka tysięcy pozycji, nie musisz tworzyć każdej karty produktu od podstaw. Oczywiście pobrane dane (zwłaszcza opisy) warto edytować, aby wyróżnić swoją ofertę na tle konkurencji.

    System pilnuje cen i dostępności

    Hurtownia może w dowolnym momencie podnieść cenę lub wyprzedać produkt, który nadal widnieje w Twoim sklepie lub na Allegro. Sprzedaż takiego towaru może być problematyczna, a przy dużej ofercie ręczne śledzenie takich zmian jest praktycznie niewykonalne.

    Sky-Shop automatyzuje aktualizacje cen i stanów magazynowych. Aktualizacje, w zależności od wybranego pakietu, mogą odbywać się nawet 12 razy na dobę. Dzięki temu efektywnie ograniczasz ryzyko sprzedaży produktów, których dostawca nie ma już na magazynie.

    System może również automatycznie zamykać i wznawiać oferty w zależności od dostępności produktu, co jest przydatne, gdy sprzedajesz na Allegro.

    Sprzedajesz w sklepie, na Allegro albo i tu i tu

    Sky-Shop jest oficjalnym partnerem Allegro i daje Ci dostęp do certyfikowanej, dwukierunkowej integracji.

    Integracja umożliwia m.in.:

    • automatyczną aktualizację cen i stanów magazynowych na Allegro,
    • masowe wystawianie, zamykanie i wznawianie ofert,
    • pobieranie zamówień i wpłat z Allegro do panelu Sky-Shop,
    • generowanie etykiet kurierskich, także dla Allegro Smart,
    • automatyczne przekazywanie numerów przesyłek do Allegro,
    • obsługę kilku kont Allegro z jednego panelu.

    Nie musisz wybierać pomiędzy marketplace a własnym sklepem. Możesz sprzedawać tylko na Allegro, prowadzić tylko sklep lub rozwijać oba kanały równolegle.

    Funkcja FullDropshipping automatyzuje także realizację zamówień

    Dla wybranych hurtowni Sky-Shop oferuje funkcję FullDropshipping.

    Funkcja ta polega na tym, że system automatycznie:

    • przekazuje zamówienie do hurtowni,
    • wysyła etykietę kurierską, również dla Allegro Smart,
    • rozdziela produkty pomiędzy odpowiednich dostawców.

    Część zamówień może być realizowana bez Twojej ingerencji, co sprawia, że dropshipping staje się w pełni zautomatyzowany.

    Jak zacząć dropshipping ze Sky-Shop?

    1. Załóż sklep testowy

    Na początek załóż konto na Sky-Shop. Platformę możesz testować przez 14 dni za darmo i bez zobowiązań.

    Uruchomienie sklepu jest proste i nie wymaga programowania. Sky-Shop działa w modelu SaaS, więc nie musisz instalować systemu na własnym serwerze ani zajmować się aktualizacjami.

    Wybierasz jeden z gotowych szablonów, dostosowujesz wygląd sklepu do swoich preferencji, podpinasz domenę, konfigurujesz płatności i metody dostawy, korzystając z gotowych integracji. Dzięki połączeniu z hurtowniami, produkty można do panelu pobrać automatycznie.

    Więcej informacji na temat zakładania sklepu znajdziesz w filmie:

    2. Wybierz hurtownię dropshipping

    W pierwszej kolejności zastanów się, jaki asortyment chcesz sprzedawać. Następnie wybierz dostawcę, zwracając uwagę na:

    • ceny produktów,
    • koszty i czas wysyłki,
    • możliwość uzyskania kredytu kupieckiego i negocjowania rabatów,
    • zasady zwrotów i reklamacji,
    • jakość zdjęć i opisów,
    • warunki współpracy.

    3. Wybierz i uruchom kanały sprzedaży

    Możesz sprzedawać:

    • tylko we własnym sklepie,
    • tylko na Allegro,
    • jednocześnie w sklepie i na Allegro.

    Jeżeli planujesz sprzedawać na marketplace, połącz konto Allegro ze Sky-Shop. Dzięki dwukierunkowej integracji możesz z jednego panelu zarządzać ofertami, cenami i zamówieniami.

    Możesz także zintegrować system z Empik Place, OLX czy Morele.

    4. Wystaw produkty, dbaj o marketing i sprzedawaj!

    Przed rozpoczęciem sprzedaży:

    • ustal własne ceny i marże – uwzględniając prowizje marketplace, koszty płatności, reklamy i ewentualnych zwrotów,
    • dopracuj opisy produktów, zamiast pozostawiać identyczne treści jak u hurtowni,
    • zadbaj o zdjęcia, tytuły i parametry, szczególnie przy sprzedaży na Allegro,
    • wybierz produkty, które faktycznie chcesz promować, zamiast wystawiać tysiące przypadkowych pozycji,
    • uruchom działania marketingowe – np. Google Ads, Meta Ads, Allegro Ads czy pozycjonowanie własnego sklepu.

    Na początku warto obserwować, które produkty generują sprzedaż i jaką marżę realnie pozwalają uzyskać. Na tej podstawie możesz rozwijać wybrane kategorie, dodawać nowych dostawców i stopniowo zwiększać skalę sprzedaży.

    Czy sklep w dropshippingu da się uruchomić w kilka dni?

    Tak – od strony technicznej jest to jak najbardziej realistyczny scenariusz. Dzięki modelowi SaaS oraz gotowym integracjom z hurtowniami proces tworzenia sklepu sprowadza się do konfiguracji gotowego systemu, a nie programowania od zera.

    Najwięcej czasu zajmują tak naprawdę kwestie organizacyjne i decyzje biznesowe. Sama konfiguracja wyglądu, podpięcie bramki płatności i pobranie bazy produktów z hurtowni może zająć od kilku godzin do 2-3 dni.

    Może to wyglądać na przykład tak:

    • dzień 1 – zakładasz sklep, wybierasz szablon i konfigurujesz podstawowe ustawienia,
    • dzień 2 – łączysz sklep z hurtownią i pobierasz pierwsze produkty,
    • dzień 3 – ustalasz ceny, płatności i sposoby dostawy,
    • dzień 4 – konfigurujesz konto i oferty Allegro,
    • dzień 5 – dopracowujesz ofertę i zaczynasz sprzedawać.

    Start może zająć więcej czasu, jeżeli dopiero szukasz hurtowni, przygotowujesz regulamin i politykę prywatności albo opracowujesz ofertę.

    Ile kosztuje start w dropshippingu ze Sky-Shop?

    W dropshippingu odpada wiele kosztów. Nie musisz płacić za wynajem magazynu ani zakup towaru. Pozostają jedynie koszty oprogramowania, domeny i marketingu.

    Sky-Shop oferuje różnorodne pakiety dropshippingowe. Przy pierwszej płatności rocznej ceny promocyjne wynoszą obecnie:

    • Drop Go – 99 zł netto/mies.,
    • Drop Plus – 199 zł netto/mies.,
    • Drop Max – 299 zł netto/mies.

    Poszczególne warianty różnią się m.in. limitem produktów, liczbą obsługiwanych hurtowni, częstotliwością aktualizacji danych i zakresem integracji z Allegro.

    Czego Sky-Shop (ani żadne inne oprogramowanie) nie zrobi za Ciebie?

    Sky-Shop upraszcza przede wszystkim kwestie technologiczne i operacyjne. To Ty jednak decydujesz, co sprzedajesz, za ile i w jaki sposób docierasz do klientów.

    Dropshipping nie jest niestety metodą na osiągnięcie pasywnego dochodu. Nie wystarczy zaimportować kilku tysięcy produktów z hurtowni i czekać na zamówienia. Musisz dotrzeć do potencjalnych klientów ze swoją ofertą i przekonać ich, że warto kupować właśnie u Ciebie.

    Po Twojej stronie pozostają następujące aspekty sprzedaży:

    • wybór produktów i dostawców,
    • obliczanie marży i rentowności, a w konsekwencji – stworzenie strategii cenowej,
    • przygotowanie konkurencyjnej oferty,
    • marketing i pozyskiwanie klientów,
    • obsługa klienta (w oczach którego to Ty jesteś sprzedawcą).

    Powodzenia!

  • Disney+ będzie tańszy. Jest jednak jeden haczyk

    Disney+ będzie tańszy. Jest jednak jeden haczyk

    Disney+ oficjalnie potwierdza wprowadzenie nowego abonamentu w Polsce, który umożliwi korzystanie z tańszej opcji w zamian za oglądanie reklam. Czego możemy się spodziewać?

    Polscy subskrybenci Disney+ od listopada 2026 roku będą mieli możliwość wyboru trzeciego wariantu subskrypcji. Oprócz dotychczasowych pakietów Standard i Premium, dostępny stanie się także pakiet Standard z reklamami – tańsza opcja dla osób, które są gotowe poświęcić część czasu na reklamy w zamian za niższy miesięczny rachunek.

    Jak na razie Disney nie ujawnili najważniejszego szczegółu: cen nowego abonamentu. Aktualnie miesięczna opłata za pakiet Standard wynosi 34,99 zł, natomiast Premium to koszt 59,99 zł. Pakiet Standard oferuje materiały w jakości Full HD, dźwięk w jakości maks. 5.1, możliwość oglądania na 2 urządzeniach jednocześnie oraz pobierania na maks. 10 urządzeniach. Z kolei pakiet Premium to jakość 4K z HDR, dźwięk Dolby Atmos, możliwość oglądania na 4 urządzeniach równocześnie oraz pobierania na 10 urządzeniach. Do każdego pakietu można dodać kolejnego użytkownika, płacąc 20 zł za osobę miesięcznie. Nowy pakiet z reklamami ma być znacznie tańszy niż obecne opcje, jednak dokładna wysokość oszczędności zostanie ujawniona bliżej daty premiery.

    Nowy pakiet Disney+ z reklamami w Polsce

    Na tę chwilę nie wiadomo jeszcze, jak intensywne będą bloki reklamowe w polskiej wersji usługi. W innych krajach Disney+ stosuje dotychczas około czterech minut reklam na godzinę w pakiecie z reklamami. Nie ma jednak potwierdzenia, że taki sam model zostanie wprowadzony w Polsce. Co istotne, reklam nie będzie można przewijać, a będą się pojawiać zarówno przed rozpoczęciem filmu czy serialu, jak i w trakcie ich odtwarzania. Profile działające w trybie Junior będą wolne od reklam, co z pewnością ucieszy najmłodszych widzów oraz ich rodziców.

    Zapowiedź wprowadzenia nowego planu w Polsce zbiegła się z nagłym podwyższeniem cen abonamentów w Stanach Zjednoczonych. Amerykanie będą musieli teraz płacić o kilka dolarów więcej za dostęp do Disney+. Najtańszy plan z reklamami został wyceniony na 12,49 dolarów, co w bezpośrednim przeliczeniu daje około 48 zł miesięcznie. Pakiet premium kosztuje natomiast 21,49 dolarów, co przekłada się na około 83 zł miesięcznie. A zatem, tanio już było…

    Czytaj dalej poniżej


    Apple TV za darmo na miesiąc. Wystartowała nowa promocja
  • Fani Dragon Ball czekali na to latami. LEGO wreszcie spełnia ich marzenie

    Fani Dragon Ball czekali na to latami. LEGO wreszcie spełnia ich marzenie

    LEGO i Dragon Ball – Nowości, które zaskoczą fanów

    Mówiło się o tym od dawna, a teraz możemy to potwierdzić. LEGO wkrótce wprowadzi na rynek zestawy inspirowane legendarną serią anime. Fani powinni już zacierać ręce.

    Dragon Ball – Ikona anime

    Dragon Ball to marka, która nie potrzebuje wprowadzenia dla miłośników anime. Zarówno starsi, jak i młodsi fani doskonale znają postacie takie jak Goku, Szatan Serduszko i ich towarzysze. Chociaż niektóre imiona w polskiej wersji językowej mogą być zaskakujące, międzynarodowy sukces serii jest niezaprzeczalny. Zaskakuje, że LEGO zdecydowało się na współpracę z tą marką dopiero teraz, aby stworzyć zestawy dostosowane do różnych grup wiekowych. Jednakże, smocze kule wreszcie zostały odnalezione, a życzenia fanów spełnione. LEGO oficjalnie zapowiada rozpoczęcie pracy nad serią Dragon Ball, choć na razie brak szczegółowych informacji, a jedynie krótki zwiastun sugerujący, że prezentacja pierwszych produktów jest już blisko.

    https://www.instagram.com/p/DdkdluPDnB0/

    Przecieki i spekulacje

    Od kilku miesięcy w sieci krążą plotki oraz przecieki dotyczące nowych zestawów LEGO inspirowanych serią stworzoną przez Akirę Toriyamę. Dragon Ball to jeden z kluczowych przedstawicieli gatunku anime i mangi, który zdobył zachodnie rynki z ogromnym sukcesem (w tym w Polsce, gdzie seria cieszy się niesłabnącą popularnością). Pierwsze produkty z logo LEGO i Dragon Ball powinny zadebiutować na rynku jeszcze w tym roku – pojawiają się spekulacje o listopadzie, aczkolwiek pojawiają się również sygnały sugerujące terminy wiosenne w roku 2027. Jak będzie w rzeczywistości? Musimy uzbroić się w cierpliwość i czekać na dalsze informacje.

    Interesujące alternatywy dla fanów

    W oczekiwaniu na konkretne zapowiedzi zestawów, warto zajrzeć do Burger Kinga, gdzie dostępne są dania inspirowane serią Dragon Ball, a w szczególności serią Super. W menu znajdziemy szereg atrakcyjnych pozycji, w tym Super Saiyan Whopper, Super Saiyan Chicken, Super Fries Dragon Ball oraz Cheesy Bacon Dragon Balls. Dodatkowo, restauracja oferuje sześć kolekcjonerskich figurek przedstawiających głównych bohaterów i antagonistów Dragon Ball Super. Szczegóły oferty są dostępne w lokalu oraz na stronie internetowej urgerking.pl/pl/dragon-ball.

    Czytaj dalej poniżej


    Nowe LEGO Harry Potter. Prawie 3500 elementów i opad szczęk gwarantowane

  • Tej aktualizacji Samsunga nikt nie chciał. Pechowy update narobił sporo szkód

    Tej aktualizacji Samsunga nikt nie chciał. Pechowy update narobił sporo szkód

    Aktualizacje zazwyczaj zwiększają wydajność urządzeń i wprowadzają nowe funkcje. Jednak właściciele niektórych lodówek marki Samsung zauważyli, że nie zawsze tak się dzieje…

    Użytkownicy oczekują na aktualizację dla smartfonów Samsung Galaxy, która wprowadzi Androida 17 oraz nakładkę One UI 9, oferującą jeszcze więcej funkcji i możliwości personalizacji. Kilka dni temu aktualizację, choć nie do Androida, otrzymali także posiadacze lodówek. W Korei Południowej zgłoszono przypadki, w których lodówki Samsung przestały działać po zainstalowaniu najnowszej aktualizacji oprogramowania. Problem nie ograniczał się tylko do funkcji obsługi urządzenia przez aplikację, wbudowany ekran czy inteligentne opcje. W niektórych modelach całkowicie przestał działać system chłodzenia, co prowadziło do zepsucia przechowywanej żywności. Pojawiły się także skargi dotyczące problemów z oświetleniem wnętrza, panelem dotykowym oraz automatycznym otwieraniem drzwi.

    Aktualizacja, której zdecydowanie nie powinno być

    Samsung potwierdził, że źródłem tych problemów nie jest awaria sprzętowa ani usterka platformy SmartThings, która obsługuje inteligentne urządzenia AGD. Okazało się, że oprogramowanie, które znajdowało się na etapie wewnętrznych testów, zostało przypadkowo udostępnione użytkownikom. Po zauważeniu tego błędu producent natychmiast wstrzymał jego dystrybucję. Niestety, zaktualizowane lodówki przestały działać, co wiązało się z utratą przechowywanych produktów spożywczych. Firma obiecała wysłać techników do właścicieli uszkodzonych urządzeń. Samsung zadeklarował, że podejmie działania, aby możliwie szybko przeprowadzić naprawy, jednak w niektórych przypadkach cały proces może się wydłużyć. Pojawiają się również doniesienia o konieczności wymiany płyt głównych lodówek, ponieważ prosta aktualizacja może nie wystarczyć.

    Czy lodówki naprawdę potrzebują aktualizacji? Coraz częściej trafiam na inteligentne urządzenia AGD, które nieustannie proszą o aktualizacje. Połączenie sprzętów domowych z internetem miało zapewnić wygodę i nowoczesność. Rzeczywistość bywa jednak inna. Lodówka, która nie jest aktualizowana, może nie zyskać nowych funkcji, ale z pewnością ma większe szanse, aby nie ulec awarii z powodu błędów systemu…

    Czytaj dalej poniżej

    Masz Samsunga? Za kilka dni czeka Cię ogromna zmiana