Jeżeli myślicie, że dziwne problemy ze sklepami to domena tylko naszego rynku, to… nic z tych rzeczy. Ta historia jest tego idealnym przykładem.
W wielu krajach klienci spotykają się z nietypowymi problemami, które wpływają na ich doświadczenia związane z zakupami. Może to przybierać różne formy – od błędnych informacji o dostępności produktów po długie czasy oczekiwania na dostawy.
Wspólne Problemy
Nie tylko w Polsce, ale również w innych krajach, klienci doświadczają różnorodnych trudności związanych z obsługą klienta w sklepach stacjonarnych i internetowych. Przykładów jest wiele, a każdy z nich pokazuje, jak istotne jest zrozumienie potrzeb konsumentów.
Wnioski
Zarówno sprzedawcy, jak i klienci powinni zwracać uwagę na te kwestie, aby zminimalizować frustracje związane z zakupami. Współpraca oraz komunikacja są kluczem do poprawy jakości usług, które świadczą sklepy.
Dostosowanie się do wymagań i oczekiwań rynku jest ogromnym wyzwaniem, ale jednocześnie także szansą na rozwój i zdobycie zaufania klientów.
Wysoka temperatura może powodować, że smartfon działa wolniej, nagrzewa się bardziej i szybciej traci energię. Jeśli jesteś użytkownikiem telefonu Samsung Galaxy, warto zwrócić uwagę na kilka istotnych ustawień.
Twój Samsung mocno się nagrzewa? Sprawdź te ustawienia
Letnie upały mogą być męczące nie tylko dla ludzi, ale także dla smartfonów. Wysokie temperatury w połączeniu z intensywnym korzystaniem z nawigacji, nagrywaniem filmów czy szybkim ładowaniem mogą spowodować, że telefon zacznie się przegrzewać. W takiej sytuacji system może ograniczyć wydajność, zmniejszyć jasność ekranu lub spowolnić ładowanie, aby chronić podzespoły. Długotrwałe działanie w wysokiej temperaturze nie służy także kondycji akumulatora.
Na szczęście w telefonach Samsung Galaxy istnieje możliwość dostosowania kilku ustawień, które mogą pomóc ograniczyć zużycie energii oraz ilość generowanego ciepła. Warto pamiętać, że nazwy poszczególnych opcji mogą się nieznacznie różnić w zależności od modelu oraz wersji One UI.
Ogranicz superszybkie ładowanie
Superszybkie ładowanie to wygodna opcja, jednak przy większej mocy telefon może się nagrzewać bardziej niż podczas standardowego ładowania. Nie oznacza to, że należy zrezygnować z tej funkcji, ale w gorące dni lub kiedy urządzenie jest już rozgrzane, warto ją czasowo wyłączyć.
W zależności od modelu odpowiednią opcję znajdziesz w sekcji Ustawienia → Bateria → Ustawienia ładowania albo Więcej ustawień baterii. Mniejsza moc ładowania może ograniczyć ilość generowanego ciepła i poprawić warunki pracy akumulatora.
Czytaj dalej poniżej
Ogranicz działanie aplikacji w tle
Nawet w przypadku nieaktywnego korzystania z telefonu, wiele aplikacji nadal synchronizuje dane, sprawdza lokalizację lub pobiera powiadomienia. Im więcej procesów działa w tle, tym większe zużycie energii oraz obciążenie podzespołów.
W sekcji Ustawienia → Bateria → Limity użycia w tle możesz sprawdzić, czy automatyczne usypianie nieużywanych aplikacji jest aktywne. Programy, z których korzystasz okazjonalnie, możesz również przenieść na listę aplikacji w stanie głębokiego uśpienia.
Pamiętaj, aby nie dodawać do tej listy komunikatorów, aplikacji pocztowych, bankowych ani innych programów, od których oczekujesz natychmiastowych powiadomień.
Wybierz rozsądny profil wydajności
W niektórych smartfonach Galaxy dostępne są ustawienia umożliwiające zmianę sposobu pracy procesora. W zależności od modelu może to być Profil wydajności lub Szybkość przetwarzania.
Jeżeli Twój telefon oferuje takie opcje, najlepiej pozostawić tryb Standardowy lub Zoptymalizowany. W niektórych nowszych modelach dostępny jest także tryb Lekki, który zmniejsza zużycie energii i ilość generowanego ciepła, dbając jednocześnie o płynność działania systemu.
Przełącz ekran na 60 Hz
Wyświetlacz jest jednym z najbardziej energochłonnych elementów smartfona. Jeśli Twój model obsługuje odświeżanie 90 lub 120 Hz, w upalne dni warto rozważyć przełączenie go na standardowe 60 Hz.
Opcję tę znajdziesz zazwyczaj w menu Ustawienia → Wyświetlacz → Płynność ruchu.
Przewijanie może być wtedy nieco mniej płynne, ale telefon zużyje mniej energii. Dodatkowo warto obniżyć jasność ekranu, szczególnie podczas korzystania z urządzenia na zewnątrz. To jeden z najprostszych sposobów na ograniczenie nagrzewania.
Tryb ciemny może ograniczyć zużycie energii
Jeżeli Twój Samsung wyposażony jest w ekran AMOLED, zaleca się włączenie trybu ciemnego. W takich wyświetlaczach ciemne elementy interfejsu pobierają mniej energii niż jasne, co może nieznacznie wydłużyć czas pracy na baterii.
Należy jednak pamiętać, że tryb ciemny nie jest panaceum na problem przegrzewania. Znacznie większy wpływ na temperaturę ma jasność ekranu, obciążenie procesora oraz temperatura otoczenia.
Nagrywaj w Full HD, gdy nie potrzebujesz 4K
Nagrywanie filmów w wysokiej rozdzielczości i z dużą liczba klatek na sekundę znacząco obciąża procesor oraz układ przetwarzania obrazu. W upalne dni może to prowadzić do szybszego nagrzewania urządzenia.
Jeżeli najwyższa jakość nie jest wymagana, rozważ nagrywanie w Full HD przy 30 kl./s. Podczas dłuższych ujęć, wakacyjnych spacerów czy filmowania w pełnym słońcu telefon będzie miał do przetworzenia mniej danych, co może obniżyć jego temperaturę.
Zdejmij etui, gdy telefon jest gorący
Grube etui może utrudniać oddawanie ciepła. Jeśli telefon nagrzał się podczas ładowania, grania lub nagrywania filmów, warto na chwilę zdjąć obudowę i przenieść urządzenie w zacienione miejsce.
Nigdy nie próbuj gwałtownie schładzać smartfona w lodówce ani przykładać do niego lodu. Najbezpieczniej jest odłączyć go od ładowarki, zamknąć wymagające aplikacje i pozwolić mu stopniowo dojść do siebie.
W większości przypadków kilka prostych zmian w ustawieniach oraz unikanie intensywnego korzystania z telefonu w pełnym słońcu wystarczy, aby Samsung Galaxy działał stabilniej także podczas największych upałów.
Android pozytywnie zaskakuje. Najnowsze zmiany systemowe to znakomita nowość, którą docenią wszyscy użytkownicy.
Google wprowadza znaczące zmiany w systemie Android, które mają na celu zapewnienie użytkownikom większej kontroli nad danymi zapisanymi w zdjęciach. Nowe rozwiązanie dotyczy systemowego Selektora Zdjęć, narzędzia umożliwiającego wybór fotografii do udostępnienia innym aplikacjom. Zmiany te koncentrują się na metadanych związanych z lokalizacją, które są zapisywane w plikach.
Obecnie system Android domyślnie usuwa z udostępnianych fotografii informacje o lokalizacji zapisane w danych EXIF. Jest to korzystne z punktu widzenia prywatności, ponieważ zdjęcia wykonane smartfonem mogą zawierać dokładne współrzędne miejsc, w których zostały zrobione. Niemniej jednak, niektóre aplikacje potrzebują tych informacji do prawidłowego działania, co oznacza, że muszą mieć dostęp do tych danych, aby w pełni korzystać ze swoich funkcji.
Użytkownik zyska kontrolę nad udostępnianiem lokalizacji
Google wprowadza nowy interfejs, który pozwoli użytkownikom samodzielnie decydować o tym, co stanie się z danymi o lokalizacji. Po wybraniu zdjęć za pomocą narzędzia pojawi się komunikat: „Dołączać informacje o lokalizacji?”, który zapyta, czy do fotografii mają zostać dołączone dane o dokładnym miejscu jej wykonania. Wybór opcji „Nie dołączaj” spowoduje usunięcie informacji lokalizacyjnych, zgodnie z obecnymi standardami. Gdy użytkownik zdecyduje się dołączyć te dane, informacje EXIF będą pozostawały w pliku podczas jego udostępniania aplikacjom.
To rozwiązanie jest również interesujące, ponieważ Android nie będzie wymagał ponownego podejmowania decyzji przy każdym udostępnianiu. System zapamięta wybór dla każdej aplikacji z osobna.
Czytaj dalej poniżej
Użytkownicy zachowają pełną kontrolę. Zmiany będą dostępne w każdej chwili
Zapamiętanie preferencji nie oznacza jednak utraty kontroli. Użytkownicy będą mogli w każdej chwili cofnąć zgodę lub ponownie zezwolić aplikacji na dostęp do danych lokalizacyjnych.
Zmiana ustawienia będzie możliwa bezpośrednio w interfejsie Selektora. Wystarczy, że użytkownik kliknie ikonę informacji o lokalizacji znajdującą się w prawym dolnym rogu ekranu. To znacznie wygodniejsza opcja niż szukanie odpowiedniego ustawienia w systemowych preferencjach.
Więcej prywatności bez utrudniania korzystania z systemu
Nowa funkcja jest dowodem na to, że Google stara się znaleźć rozsądny kompromis między prywatnością a funkcjonalnością swojego systemu. Usuwanie danych EXIF może chronić użytkowników przed przypadkowym ujawnieniem lokalizacji zdjęcia, ale w niektórych przypadkach może również pozbawić aplikacje informacji, które są niezbędne do ich działania.
Nowe API Selektora Zdjęć ma pojawić się w ramach dużej aktualizacji systemu Android, planowanej na sierpień tego roku. Funkcja jeszcze nie jest powszechnie dostępna, ale jej wdrażanie powinno rozpocząć się wkrótce. Dla użytkowników najważniejsze jest to, że wkrótce to oni będą decydować, czy aplikacja otrzyma zdjęcie wraz z informacją o jego lokalizacji. Android zachowuje więc domyślne podejście nastawione na prywatność, a jednocześnie daje możliwość świadomego udostępnienia danych, gdy jest to rzeczywiście potrzebne. To przyjemne zmiany, które łączą użyteczność z troską o prywatność!
Jeszcze kilka lat temu SodaStream praktycznie nie miał konkurencji. Dziś na polskim rynku dostępne są saturatory m.in. takich marek jak: Dafi, Brita, Philips, MySoda, Aarke czy Sage. Zobacz, czym się różnią.
Urządzenia do gazowania wody w domowym zaciszu zyskują coraz większą popularność. Przyczyną jest nie tylko rosnąca oferta interesujących syropów, ale także niesatysfakcjonujący dla wielu system kaucyjny. Kilka lat temu dominującą pozycję zajmował SodaStream. Obecnie na polskim rynku znajdziemy saturatory marek takich jak Dafi, Brita, Philips, MySoda, Aarke czy Sage. Przyjrzeliśmy się, czym się wszystkie różnią.
SodaStream – wciąż lider rynku
Mimo narastającej konkurencji, SodaStream pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek w segmencie domowych saturatorów. Producent oferuje szeroką gamę urządzeń – od podstawowego modelu Terra, przez elegancki Art z charakterystyczną dźwignią, aż po designerski Enso. Dodatkowo oferuje największy wybór firmowych syropów, butelek i akcesoriów, które łatwo znajdziemy w popularnych supermarketach.
Jednym z dużych atutów SodaStream jest rozbudowany system wymiany cylindrów CO2. Punkty wymiany dostępne są w wielu sieciach handlowych, co sprawia, że uzupełnianie zapasu gazu jest zazwyczaj bezproblemowe.
SodaStream Mix – nowość, która zmienia zasady
Warto wspomnieć o intrygującej nowości. Przez długi czas obowiązywała zasada, że najpierw gazujemy wodę, a dopiero później dodajemy syrop lub inny składnik. Wynikało to z konstrukcji klasycznych saturatorów – gazowanie innych napojów mogło prowadzić do nadmiernego pienienia i uszkodzenia urządzenia.
Jednak SodaStream postanowił zrewidować ten schemat. Stosunkowo nowy model, SodaStream Mix, umożliwia gazowanie nie tylko wody, ale także soków, herbat, lemoniad, koktajli, a nawet wybranych napojów alkoholowych. Takie rozwiązanie wyraźnie odróżnia ten model od większości podobnych urządzeń dostępnych na rynku.
Dafi – polski konkurent SodaStream
Największym rywalem SodaStream w Polsce wydaje się być Dafi. Marka znana z filtracji wody zyskała uznanie także w kategorii saturatorów.
Dafi PushAir działa na podobnej zasadzie jak sprzęt SodaStream, gdzie samodzielnie regulujemy poziom nagazowania, naciskając przycisk odpowiednią liczbę razy. Polski producent oferuje również własne syropy, butelki oraz cylindry CO2. Jeśli chcesz wspierać polską markę, Dafi będzie dobrym wyborem, tym bardziej, że jego ceny są porównywalne z cenami produktów SodaStream.
Brita – doświadczony producent filtrów
Brita przez lata budowała swoją renomę jako producent dzbanków filtrujących i systemów poprawiających jakość wody. Obecnie w ich ofercie znajdują się również saturatory takie jak SodaOne i sodaTRIO.
Model sodaTRIO współpracuje z plastikową butelką, szklaną karafką, a także butelką ze stali nierdzewnej. To interesująca propozycja dla osób, które pragną ograniczyć użycie plastiku, preferując bardziej trwałe i eleganckie akcesoria.
Philips – prostota i konkurencyjna cena
Philips to kolejna marka, która nie kojarzy się wyłącznie z saturatorami, ale również postanowiła zainwestować w ten segment. Ich seria GoZero charakteryzuje się prostą obsługą i nowoczesnym wzornictwem. Pod względem cenowym saturatory Philipsa są zbliżone do tych oferowanych przez SodaStream i Dafi. Oferują w zasadzie to samo, co konkurencja, jednak ich design może być dla niektórych bardziej atrakcyjny.
MySoda – mniej znana, ale ciekawa alternatywa
Mimo że MySoda nie jest w Polsce tak popularna jak SodaStream czy Dafi, jej urządzenia można znaleźć w dużych elektromarketach oraz sklepach internetowych. Sprzęt tej marki wyróżnia się minimalistycznym wzornictwem oraz obudowami wykonanymi z kompozytu na bazie włókien drzewnych.
Cenowo saturatory MySoda plasują się nieco powyżej podstawowych modeli SodaStream, co może przyciągnąć osoby poszukujące mniej oczywistej, ale nadal przystępnej alternatywy.
Aarke i Sage – propozycje dla bardziej wymagających
Na polskim rynku dostępne są również droższe marki, takie jak Aarke i Sage.
Aarke Carbonator 3 charakteryzuje się metalową konstrukcją oraz wysoką jakością wykonania, co sprawia, że jest to model z wyższej półki w porównaniu do podstawowych saturatorów SodaStream.
Z kolei Sage InFizz Fusion wyróżnia się tym, że – podobnie jak SodaStream Mix – pozwala gazować nie tylko wodę, lecz także soki, koktajle oraz inne napoje.
Przed zakupem zwróć uwagę na rodzaj cylindra CO₂
Jednym z najważniejszych aspektów przy wyborze saturatora jest typ wykorzystywanego cylindra CO₂. Obecnie urządzenia SodaStream korzystają wyłącznie z systemu Quick Connect. W przypadku innych marek warto upewnić się, czy wymagają one korzystania z tradycyjnych, wkręcanych cylindrów o pojemności 425 g.
Przed dokonaniem zakupu warto również sprawdzić dostępność punktów wymiany nabojów. Wygoda związana z uzupełnianiem zapasu gazu w dużej mierze wpływa na komfort codziennego użytkowania.
Co jeszcze warto sprawdzić?
Wygląd saturatora to tylko jeden z wielu elementów, na które warto zwrócić uwagę. Oczywiście w przypadku omawianych modeli design jest głównym kryterium, ponieważ to on najbardziej je od siebie różni. Przed zakupem dobrze jest również sprawdzić:
jakiego typu cylindry CO₂ wykorzystuje urządzenie,
jaki jest koszt wymiany lub zakupu nowego cylindra,
jak łatwo dokupić butelki i części zamienne,
jak szeroka jest oferta firmowych syropów i akcesoriów (przy tym nie musimy trzymać się jednej marki),
czy producent zapewnia łatwy dostęp do serwisu oraz materiałów eksploatacyjnych.
W moim zestawie ten produkt sprawdził się tak dobrze, że… po kilku tygodniach dokupiłem drugą sztukę. I nie jest to przypadek: jedna lampa może pełnić rolę światła głównego, kontrującego lub efektowego, natomiast para Ace 25c umożliwia stworzenie kompletnej, mobilnej sceny do filmów, zdjęć produktowych czy portretów. To sprzęt, który można łatwo zabrać ze sobą wszędzie: zajmuje niewiele miejsca, nie jest ciężki i zachwyca swoim uniwersalnym charakterem.
Amaran Ace 25c: specyfikacja techniczna
Parametr
Specyfikacja Amaran Ace 25c
Typ lampy
Kompaktowy panel LED RGBWW
Moc znamionowa
25 W
Maksymalna moc
Do 32 W w trybie Boost
Temperatura barwowa
2300–10 000 K
Regulacja barwy
CCT, HSI, RGB
Korekta kolorystyczna
Zielony–magenta
Jakość światła
CRI ≥95, TLCI ≥95
Natężenie światła
Około 1500 luksów przy 1 m, 4300 K
Efekty świetlne
Telewizor, świeca, błyskawica, fajerwerki, policja, paparazzi, spawanie, eksplozja i inne
Zasilanie
Wbudowany akumulator litowo-jonowy
Czas pracy
Około 70 minut przy pełnej mocy
Tryb cichy
Do około 5 godzin pracy
Ładowanie
USB-C Power Delivery
Ładowanie zwrotne
Tak, funkcja powerbanku przez USB-C
Sterowanie
Przyciski, pokrętło, ekran LCD, aplikacja Sidus Link
Łączność bezprzewodowa
Bluetooth
Mocowanie
System Ace Lock, adapter zimnej stopki
Montaż magnetyczny
Tak
Wymiary
Około 11,8 × 7,7 cm
Waga
Około 325 g
Niewielka obudowa, duże możliwości
Amaran Ace 25c to kompaktowy panel LED RGBWW z wbudowanym akumulatorem. Producent kieruje go do twórców wideo, fotografów, streamerów oraz osób nagrywających smartfonem, które chcą mieć mocne, pełnokolorowe źródło światła, nie budując jednocześnie „ciężkiego” planu.
Najbardziej imponująca jest relacja wymiarów do możliwości. Panel waży około 325 g i ma wymiary 11,8 x 7,7 cm, dzięki czemu bez problemu zmieści się w kieszeni kurtki, torbie fotograficznej lub przegródce na akcesoria. Jego moc wynosi do 32 W w trybie Boost, co znacząco przewyższa możliwości typowych małych lamp RGB, które służą tylko do dekoracyjnego doświetlania tła.
Jasność i temperatura barwowa
Ace 25c oferuje szeroki zakres temperatury barwowej: od 2300 K do 10 000 K. Dzięki temu możemy uzyskać zarówno bardzo ciepłe, wieczorne światło przypominające żarówki wolframowe, jak i dopasować panel do chłodnego światła dziennego czy spełniającego wymogi biurowego oświetlenia.
W trybie CCT użytkownik kontroluje nie tylko temperaturę barwową oraz moc, ale także korekcję zielony–magenta. To istotne w sytuacjach, gdy pracujemy w przestrzeniach oświetlonych słabymi świetlówkami, mieszanymi lampami LED lub zastanym światłem o trudnym do przewidzenia zabarwieniu. Drobna korekta może znacznie uprościć późniejszy proces color gradingu oraz poprawić odcień skóry przed kamerą.
Pri temperaturze 4300 K oraz odległości około metra lampa osiąga około 1500 luksów bez dodatkowego dyfuzora. Producent podaje wyższe wartości dla bliższego dystansu oraz w trybie Boost, jednak kluczowe jest to, że Ace 25c nie ogranicza się do dekoracyjnej plamy światła. Może pełnić funkcję użytecznego światła bocznego, kontrującego, a przy pracy blisko modela – również głównego źródła oświetlenia.
Należy pamiętać, że niewielka powierzchnia świecąca daje światło dość kierunkowe i kontrastowe. Dlatego, jeśli zależy nam na miękkim, filmowym efekcie na twarzy, warto skorzystać z dyfuzora (który znajduje się w zestawie), małego softboxa lub odbić światło od białej ściany. To prosty sposób, aby zmienić charakter panelu bez utraty jego mobilności.
Poza trybem CCT dostępne są również tryby HSI oraz RGB. HSI daje pełną kontrolę nad odcieniem, nasyceniem oraz intensywnością, co pozwala na szybkie ustawienie konkretnego koloru tła. RGB zapewnia bardziej precyzyjne sterowanie składowymi czerwieni, zieleni i błękitu.
Lampa oferuje również zestaw efektów: między innymi imitację telewizora, świecy, błyskawicy, fajerwerków, światła policyjnego, paparazzi, spawania, eksplozji czy stroboskopu imprezowego. To nie są tylko funkcje do zabawy. Efekt telewizora może ożywić nocną scenę w mieszkaniu, błyskawica sprawdzi się w krótkim wideo, a tryb policyjny umożliwi szybką symulację światła radiowozu bez dodatkowych kombinacji.
Bateria i sterowanie: jak to wypada w praktyce?
Przy pełnej mocy standardowy czas działania wynosi około 70 minut. W trybie Silent Mode, gdzie ogranicza się pracę wentylatora i moc, lampa może działać nawet do 5 godzin. To bardzo dobry wynik jak na urządzenie tej wielkości, zwłaszcza gdy wykorzystuje się je jako światło akcentowe, a nie jako główne źródło światła.
Ace 25c obsługuje ładowanie za pomocą USB-C (Power Delivery). Pełne ładowanie od 0 do 90 procent trwa około 40 minut, pod warunkiem użycia odpowiednio mocnej ładowarki. Co ciekawe, lampa umożliwia także ładowanie zwrotne przez USB-C, więc w nagłej sytuacji może służyć jako mały powerbank dla telefonu lub akcesorium.
Sterowanie z poziomu obudowy… działa, ale może być niewygodne. Oprócz przycisków i pokrętła w obudowie znajduje się również kolorowy ekran, co teoretycznie pozwala szybko zmieniać parametry bez otwierania aplikacji. W praktyce jednak fizyczne sterowanie urządzeniem z poziomu obudowy bywa problematyczne, zwłaszcza gdy chcemy szybko zmienić kolor lub tryb. W takim przypadku z pomocą przychodzi dedykowana aplikacja. Po sparowaniu lamp za pośrednictwem Bluetooth możemy zdalnie regulować ustawienia z telefonu, tworzyć sceny, zapisywać presety i grupować Ace 25c z innymi lampami Amaran, co upraszcza pracę na planie do kilku kliknięć.
To szczególnie praktyczne przy większych projektach. Możemy na przykład ustawić jedną lampę jako miękkie światło na twarz, drugą jako kolorowy akcent w tle, a następnie błyskawicznie zmieniać klimat całej sceny z poziomu smartfona, nie wchodząc w kadr.
W zestawie czy „golas”? Zadecyduj sam
Lampy Amaran Ace 25c są dostępne w dwóch wersjach: podstawowej, która zawiera lampę, dyfuzor, adapter Ace Lock do zimnej stopki oraz kabel USB-C do ładowania, oraz bogatszej, w której dodatkowo znajdują się: magnetyczna siatka kontrolująca światło, mini statyw, klucz sześciokątny 5 mm oraz etui podróżne. Jak już wspomniałem, sam byłem tak zadowolony z lampy, że dokupiłem drugą, i zdecydowałem się na wersję bogatszą, kuszącą statywem. W praktyce jednak rzadko go używam, ponieważ częściej korzystam z możliwości montażu magnetycznego lampy.
Dla kogo jest Amaran Ace 25c?
Amaran Ace 25c to doskonały wybór dla twórców na YouTube, TikToku i Instagramie pracujących w terenie, ale nie tylko. Sprawdzi się również w rękach fotografów produktowych, portrecistów czy streamerów budujących atrakcyjne wizualnie stanowisko. Może być używana jako lekka lampa do aparatu, światło do vlogów, mobilne doświetlenie wywiadów lub kreatywny element planu zdjęciowego.
Jej największym atutem nie jest jedynie moc. To kombinacja dużej jasności, jakości RGBWW, magnesów, systemu Ace Lock, funkcji powerbanku oraz wygodnego sterowania przez aplikację. Dzięki temu otrzymujemy niewielki panel, który może pełnić rolę zarówno praktycznego narzędzia pracy, jak i źródła kreatywnych efektów świetlnych.
Należy tylko pamiętać o pewnych kompromisach. W trybie Boost wentylator może być (zbyt) głośny, co wymaga odpowiedniego ustawienia lampy względem mikrofonu. Maksymalna moc skraca też czas pracy na akumulatorze. Mimo to, Ace 25c pozostaje jedną z najbardziej wszechstronnych kompaktowych lamp RGBWW dla osób, które chcą rozwijać mobilny system oświetlenia bez noszenia ze sobą dużego i ciężkiego sprzętu! Używam Amaran Ace 25c od blisko roku i szczerze? Z każdym miesiącem doceniam to narzędzie coraz bardziej: naprawdę nie wiem, jak radziłem sobie bez niego!
Amaran Ace 25c
plusy
Bardzo kompaktowe wymiary i waga;
Wysoka jasność;
Szeroki zakres temperatur barwowych i naturalne kolory;
Efekty świetlne;
Magnetyczny tył obudowy;
Szybkozłączka Ace Lock;
Wszechstronne zastosowanie.
minusy
Głośny wentylator w trybie Boost;
Niewygodne sterowanie fizycznymi przyciskami;
Bogatszy zestaw nie jest tak atrakcyjny, jak się wydaje.
Naukowcy dokonali przełomu i zaprezentowali wytrzymałą baterię, która naładuje się w 3 minuty.
Często krytykujemy baterie w naszych urządzeniach, szczególnie w telefonach. Rzadko kiedy są one naprawdę trwałe, a proces ładowania – nawet przy zastosowaniu technologii szybkiego ładowania – trwa zdecydowanie za długo. A co byście powiedzieli na baterię, która w pełni naładowana będzie w zaledwie 3 minuty? Naukowcy opracowali innowację, która może zrewolucjonizować rynek elektroniki.
To koniec zwykłych baterii litowo-jonowych?
Nie można zaprzeczyć, że postęp technologiczny w dziedzinie baterii pozostaje w tyle w porównaniu z rewolucjami, jakie zachodzą w dziedzinie smartfonów. Baterie litowo-jonowe z pewnością przewyższają stare rozwiązania, jednak nadal w przypadku większości flagowych modeli użytkownicy muszą zmagać się z codziennym ładowaniem, szczególnie przy intensywnym korzystaniu z internetu i multimediów. Możliwe, że wkrótce te problemy będą przeszłością, dzięki nowemu rodzajowi baterii, nad którym pracowali naukowcy z Uniwersytetu Flindersa w Australii. Stworzyli oni ogniwo, które może być zapowiedzią przyszłości technologii baterii.
Nowo opracowane ogniwo wodno-cynkowo-jodowe ma szansę stać się realną alternatywą dla akumulatorów litowo-jonowych, wyróżniając się niezwykłą żywotnością. Naukowcy informują, że nawet po 60 000 cykli ładowania i rozładowywania, bateria zachowuje wysoką pojemność. Dodatkowo, dzięki zastosowaniu elektrolitu wodnego, ryzyko pożaru lub wybuchu to już przeszłość – co jest istotnym atutem, gdyż niektóre współczesne smartfony mogą się łatwo przegrzewać, a nawet eksplodować.
Nowy typ akumulatora można naładować do pełna po 8000 cykli w około 7 minut (przy maksymalnej pojemności wynoszącej 200mAh/g). Po 60 000 cyklach, jego pojemność spada do ok. 150mAh/g, a czas pełnego ładowania skraca się do jedynie 3 minut. Dzięki efektywności energetycznej, baterie te będą mogły mieć dużą pojemność i znajdą swoje zastosowanie w wielu dziedzinach – od urządzeń codziennego użytku (takich jak smartfony) po magazyny energii, które muszą obsługiwać znaczące przepływy energii w obie strony.
Czytaj dalej poniżej
Co ciekawe, naukowcom udało się również rozwiązać jeden z powszechnych problemów związanych z bateriami wodnymi. Chodzi o dendryty, czyli krystaliczne formacje, które mogą uszkadzać ogniwa i pogarszać ich parametry. Badacze zastosowali specjalny polimer, który ma za zadanie wychwytywać i uwalniać jony, zabezpieczając przy tym baterię przed wyciekami i niepożądanymi efektami.
A jak wygląda kwestia bezpieczeństwa? Jak już wspomniano, jest ona na znacznie wyższym poziomie niż w przypadku akumulatorów litowo-jonowych. Odpowiada za to wykorzystanie wodnego elektrolitu, zamiast łatwopalnych rozpuszczalników, co skutecznie minimalizuje ryzyko wybuchu i przegrzania.
Ma być efektywniej i taniej
Fakt, że nowy typ baterii może być niezwykle użyteczny, potwierdza także sposób pozyskiwania niezbędnych surowców do produkcji. Cynk i jod to materiały znacznie łatwiejsze i tańsze w pozyskaniu niż lit i kobalt. Zmniejszy się również konieczność składowania odpadów, których ilość będzie znacznie mniejsza niż w przypadku tradycyjnych baterii.
Jedyną wadą jest… czas. Baterie wodno-cynkowo-jodowe wciąż znajdują się na etapie testów laboratoryjnych, co oznacza, że potrzeba jeszcze dużo czasu, zanim na rynek trafią pierwsze komercyjne urządzenia korzystające z nowego rodzaju ogniw. Trwają również prace nad przygotowaniem komercyjnego prototypu, w tworzeniu którego ma pomagać zewnętrzny podmiot z rynku. Prototyp ma na celu pokazanie potencjału nowego ogniwa i, kto wie, może skłoni różne firmy do wykorzystania tej innowacyjnej technologii w swoich produktach.
Jaki telewizor wybrać: Smart TV czy Android TV? Oto kwestie, o których sprzedawcy mogą nie powiedzieć – albo zbyt mocno je uprościć.
Przed zakupem nowego telewizora warto przeprowadzić szczegółowe rozeznanie i poznać kluczowe różnice między popularnymi modelami. Zwłaszcza, że istnieją aspekty, o których sprzedawcy mogą nie informować, na przykład różnice między Smart TV a Android TV. Która opcja jest lepsza i co warto wybrać?
Telewizor Smart, czyli z aplikacjami
W dzisiejszych czasach telewizor bez popularnych aplikacji jest wręcz niepełny. Powszechnie korzystamy z Netflixa, HBO Max, Disney+ i wielu innych platform. Nic dziwnego, że decydując się na zakup nowego urządzenia, oczekujemy, że będzie mieć dostęp do tych popularnych aplikacji. Możemy wprawdzie dokupić odpowiednią przystawkę, ale kupując nowe urządzenie, mamy prawo oczekiwać, że popularne serwisy VOD będą już „wbudowane” i dostępne od razu. Dlatego inwestujemy w telewizor z systemem Smart. Pojawia się jednak pytanie – jaki rodzaj oprogramowania wybrać?
Widząc w sklepie oznaczenia Smart TV czy Android TV, możemy poczuć się zdezorientowani – która opcja jest lepsza? Pytamy sprzedawcę, a on często wskazuje, że w zasadzie to to samo, bo na obu znajdziemy Netflixa. Rzeczywistość jest jednak nieco bardziej skomplikowana, a sugestie pracowników sklepów nie zawsze przekazują pełnię prawdy. Okazuje się, że choć każdy Android TV jest telewizorem Smart, to nie każdy telewizor Smart oferuje to, co system Android. Aby uprościć sprawę, sprzedawcy często mylą te dwa pojęcia, co jest nieporozumieniem. Android TV to telewizor Smart z dostępem do m.in. sklepu z aplikacjami Google, co pozwala na korzystanie z ekosystemu Androida. To ogromne możliwości, szeroki wybór programów i nie tylko. Z kolei Smart TV bez oznaczenia Android sugeruje, że to „tylko” autorski system danego producenta.
Jak łatwo się domyślić, nie jest to tak rozbudowane środowisko jak w przypadku Androida.
Czytaj dalej poniżej
Czym jest Smart TV? Wyjaśniamy
Pamiętacie czasy, gdy telefony nie miały jeszcze Androida, iOS ani nawet Symbiana? Pomimo braku znanych systemów operacyjnych, każdy z nich miał jakiś OS – autorski, stworzony przez konkretnego producenta dla swojego sprzętu. Tak samo jest z telewizorami Smart TV, które funkcjonują na podstawie autorskich systemów firm – może to być np. system od TCL, Samsunga czy Philipsa. Dzisiejsze telewizory Smart oferują wszystkie najważniejsze aplikacje i serwisy VOD, takie jak HBO Max, Disney+ czy Netflix. Dodatkowo, znajdują się na nich przeglądarki internetowe i baza z dodatkowymi aplikacjami do pobrania.
To zazwyczaj dobrze skonfigurowane urządzenia, ponieważ producent ma pełną kontrolę nad systemem i może go dostosować do słabszych modeli w swojej ofercie. Optymalizacja jest zazwyczaj na dobrym poziomie, a interfejs jest przejrzysty i intuicyjny. Z drugiej jednak strony, telewizory te działają w ramach zamkniętego systemu, co ogranicza dostępność opcji, ciekawych aplikacji oraz wieloletniego wsparcia, które prawdopodobnie zakończy się po kilku latach.
Jak działa Android TV?
W przypadku Android TV (Google TV) mamy do czynienia z telewizorami Smart, ale już z dedykowanym, konkretnego systemem operacyjnym, kojarzonym głównie ze smartfonów. Niezależnie od producenta, telewizor z Android TV oferuje dostęp do ogromnej biblioteki aplikacji w sklepie Play. Dzięki temu możemy pobierać gry, mieć dostęp do swojego konta Google (np. biblioteki zdjęć) czy łatwo przesyłać obraz z telefonu z Androidem (funkcja Chromecast). Nie brakuje również wielu opcji personalizacji oraz Asystenta Google.
Rozbudowany interfejs może być zaletą dla jednych, a dla innych – przytłaczający. To kwestia indywidualnych preferencji, jednak Android z pewnością nie jest trudny w obsłudze – po prostu daje większą swobodę i dostęp do rozbudowanego ekosystemu. Możliwe, że w słabszych telewizorach (z mniejszą ilością pamięci RAM) Android TV może działać nieco wolniej, co może wpływać na komfort codziennego użytkowania. To jednak zależy od wybranego modelu – sam system jest jak najbardziej funkcjonalny.
Co wybrać: Smart TV czy Android TV?
Nie będę was oszukiwał – oba wybory będą dobre, jeśli celem jest nowe urządzenie z dostępem do serwisów VOD i oglądanie filmów czy seriali. W obu przypadkach mamy bowiem dostęp do wszystkich aplikacji, które są ważne dla każdego użytkownika. Warto jednak poznać kluczowe różnice, które przedstawiłem wcześniej. Smart TV zazwyczaj jest prostszym rozwiązaniem, oferującym wszystko od razu, z zainstalowanymi aplikacjami i brakiem potrzeby skomplikowanej konfiguracji. Nie znajdziemy na nim setek aplikacji, ale nie każdy ich potrzebuje.
Z drugiej strony, Android TV to uzupełnienie naszego ekosystemu Google, co sprawdzi się idealnie, jeśli chcemy mieć dostęp do naszego konta Google również na telewizorze i chętnie pobieramy nowe aplikacje, tworząc z telewizora centrum domowej rozrywki. Pamiętajmy jednak, że system telewizora nie wpływa na samą jakość obrazu – ta zależy od innych czynników, takich jak matryca czy rozdzielczość. Moja rada: przede wszystkim wybierzmy telewizor, który zapewni nam jak najlepszy obraz. Ani Smart, ani żadna aplikacja nie uratuje słabej matrycy czy kiepskiego kontrastu.
Czy kończy Ci się gaz w saturatorze SodaStream? Sprawdzamy, gdzie można wymienić cylinder CO2, ile kosztuje ta usługa, jakie są różnice między systemami Quick Connect i Twist oraz na co należy zwrócić uwagę przed wizytą w punkcie wymiany.
SodaStream – gdzie wymienić nabój z gazem? Wszystko, co warto wiedzieć
Gaz w cylindrze CO2, który bąbluje Twoją wodę w saturatorze, prędzej czy później się skończy. Na szczęście nie musisz za każdym razem kupować nowego naboju. W większości przypadków wystarczy wymienić pusty cylinder na pełny, płacąc jedynie za gaz oraz usługę wymiany. W artykule przedstawiamy, gdzie można to zrobić, ile to kosztuje i na co zwrócić uwagę.
Jak działa wymiana cylindra SodaStream?
Procedura wymiany jest niezwykle prosta. Po opróżnieniu cylindra wyjmujesz go z saturatora, zabierasz do autoryzowanego punktu wymiany i odbierasz napełniony nabój. System stworzony przez SodaStream umożliwia wymianę bez konieczności zakupu nowego cylindra – płacisz jedynie za napełnienie gazem spożywczym CO2.
Jeśli nie masz pustego cylindra, pierwszy zakup będzie droższy, ponieważ obejmuje także koszt samego pojemnika. Warto zaznaczyć, że zestawy startowe SodaStream zazwyczaj uwzględniają ten niezbędny element. Jeden cylinder SodaStream wystarcza na przygotowanie około 60 litrów wody gazowanej, choć rzeczywista wydajność zależy od wybranego stopnia nagazowania.
Gdzie można wymienić nabój SodaStream?
SodaStream posiada w Polsce rozwiniętą sieć punktów wymiany cylindrów CO2, zarówno w sklepach stacjonarnych, jak i online. Aktualną listę punktów najlepiej sprawdzić na oficjalnej mapie producenta, ponieważ dostępność usług może się zmieniać.
Czytaj dalej poniżej
Do najpopularniejszych punktów wymiany należą m.in.:
Media Expert,
MediaMarkt,
Carrefour,
Lidl,
E.Leclerc,
Shell,
Empik.
W większych miastach z pewnością znajdziesz odpowiedni punkt wymiany bez problemu.
Screenshot
Ile kosztuje wymiana naboju?
Rekomendowana cena wymiany standardowego cylindra SodaStream wynosi obecnie 29,99 zł. Ostateczna kwota może się nieznacznie różnić w zależności od sklepu i aktualnych promocji. Zakup nowego cylindra jest znacznie droższy, dlatego regularna wymiana jest zdecydowanie bardziej opłacalnym rozwiązaniem.
Czy cylinder można wymienić online?
Tak, w Polsce dostępna jest także wymiana wysyłkowa. Zamawiasz pełny cylinder, a pusty zwracasz zgodnie z zasadami określonymi przez sprzedawcę. Obecnie przy zamówieniu trzech nabojów, wysyłka jest darmowa.
Cylinder przychodzi z etykietą zwrotną. Masz 40 dni, aby spakować pusty nabój do otrzymanego opakowania i wysłać go do SodaStream na ich koszt. To wygodne rozwiązanie dla osób, które nie mają w pobliżu punktu stacjonarnego, lub dla tych, którzy wolą zrealizować wszystko bez wychodzenia z domu.
Screenshot
Quick Connect czy Twist? To bardzo ważne
Przed zakupem lub wymianą cylindra należy sprawdzić, z jakiego systemu korzysta dany saturator. W większości przypadków będzie to różowy system Quick Connect, ale warto również wyjaśnić, jakie standardy stosuje SodaStream.
Quick Connect – charakterystyczny różowy cylinder montowany na zatrzask, stosowany we wszystkich obecnie sprzedawanych modelach SodaStream, takich jak Terra, Art, Duo, Enso czy Mix.
Twist – niebieski cylinder wkręcany do urządzenia, wykorzystywany w starszych modelach SodaStream (nie da się ich już kupić w sklepach) oraz wielu inne saturatorach innych producentów.
Systemy Quick Connect i Twist nie są ze sobą kompatybilne. Przed wymianą warto zawsze sprawdzić, jaki typ cylindra obsługuje konkretny model urządzenia.
Skąd wiadomo, że gaz się skończył?
Pierwszym sygnałem jest wyraźnie słabsze nagazowanie wody. Aby uzyskać podobny efekt jak przedtem, trzeba naciskać przycisk coraz więcej razy. Z czasem saturator przestaje skutecznie wtłaczać dwutlenek węgla, a woda niemal nie ma bąbelków.
Czy cylinder można napełnić samodzielnie?
Technicznie to możliwe, jednak SodaStream zdecydowanie tego nie zaleca. Producent podkreśla, że cylindry powinny być napełniane wyłącznie w autoryzowanych punktach. Tylko wtedy przechodzą czyszczenie, kontrolę szczelności i ponowne napełnienie certyfikowanym gazem spożywczym CO2.
Na stronie SodaStream czytamy, że nieautoryzowane napełnianie może prowadzić do uszkodzenia cylindra lub saturatora oraz stwarzać zagrożenie dla użytkownika.
Co dzieje się z pustymi cylindrami?
Zwrócone cylindry nie trafiają na wysypisko. Są czyszczone, sprawdzane pod względem technicznym, ponownie napełniane gazem spożywczym i przygotowywane do kolejnego użycia. Dzięki temu jeden cylinder może krążyć w systemie wielokrotnie, co ogranicza ilość odpadów i zużycie surowców.
Screenshot
Czy warto korzystać z oficjalnej wymiany?
Jeżeli zależy Ci na bezproblemowym działaniu saturatora i łatwym dostępie do gazu, odpowiedź brzmi: tak. SodaStream dysponuje dobrze rozwiniętą siecią wymiany cylindrów CO2 w Polsce, co widać na interaktywnej mapie dostępnej na ich stronie. W większości przypadków cała procedura zajmuje zaledwie kilka minut, a koszt wymiany jest znacznie niższy niż zakup nowego cylindra.
Na pozór prozaiczny problem ze słuchawkami Bluetooth ujawnił, że AliExpress mogło stosować kontrowersyjne mechanizmy w tle.
Złote czasy AliExpress dawno minęły, jednak platforma ta nadal cieszy się dużym zainteresowaniem wśród Polaków – miesięcznie odwiedzają ją miliony użytkowników. Choć można już zapomnieć o zakupach za śmieszne ceny, dzięki ponad 1000 lokalnym sprzedawcom na AliExpress, zakupy stały się niemal tak wygodne, jak na Allegro. Odkrycie jednego z internautów może jednak znacząco wpłynąć na popularność tej platformy. Polacy cenią prywatność bardziej niż niskie ceny, a to właśnie ona, jak się okazuje, jest poważnie naruszana przez AliExpress. Chiński sklep miał stosować sprytne mechanizmy umożliwiające rozpoznawanie urządzeń użytkowników.
Słuchawki zdradziły sekrety AliExpress
Odkrycie to miało miejsce przypadkowo. Autor wpisu na blogu laserphile opisał nietypowe zachowanie słuchawek, które nie mogły przełączać się między komputerem a smartfonem. Wydawałoby się, że jest to standardowy problem techniczny, który dotyka każdego producenta. Kluczowym szczegółem było to, że problem występował jedynie wtedy, gdy w tle działała karta AliExpress.
Użytkownik postanowił zajrzeć do kodu strony i odkrył dwa podejrzane skrypty – collina.js oraz fireyejs.js, które nieprzerwanie utrzymywały aktywny system audio komputera. Słuchawki nie przełączały się między urządzeniami, ponieważ ścieżka audio pozostawała otwarta w tle, chociaż żaden dźwięk nie był odtwarzany. Co zatem było powodem tego zjawiska?
Jak AliExpress śledziło użytkowników?
Skrypty wykorzystywały Web Audio API, funkcję przeglądarek, służącą do generowania sygnału o zerowej głośności. Z punktu widzenia użytkownika nie było słychać niczego, ani nie dało się nic wyciszyć, ponieważ na stronie nie było wyraźnie widocznego odtwarzacza. Mierzono natomiast, jak konkretny komputer przetwarza ten niesłyszalny dźwięk. Każde urządzenie robi to nieco inaczej, w zależności od procesora, układu dźwiękowego i sterowników, co pozwala na stworzenie swoistego „odcisku palca” (ang. fingerprint) urządzenia.
Czytaj dalej poniżej
Chodziło zatem o identyfikację urządzeń bez użycia ciasteczek, które użytkownik mógłby łatwo usunąć. Metoda ta znana jest jako audio fingerprinting, a pomiar dźwięku był tylko jednym z wielu sygnałów – te same skrypty zbierały także dane o WebGL, specyfikacji sprzętu, WebRTC oraz ruchach myszy i palca po ekranie. Wszystkie te informacje trafiały na serwery Alibaby (właściciela AliExpress), stanowiąc element szerszego profilowania urządzenia.
Walka z oszustami? Nie do końca
Oba skrypty miały być częścią zaplecza antyfraudowego Alibaby, mającego na celu odróżnienie rzeczywistych klientów od botów oraz ocenę ryzyka transakcji. Problem leży w tym, że mechanizm uruchamiał się już na zwykłej stronie głównej, znacznie wcześniej przed logowaniem czy dokonaniem płatności, bez jakiejkolwiek informacji dla użytkownika. Wyciszenie karty, czyli jedyny odruchowy krok, który mógłby ku temu zmierzać, nie działało.
Chociaż skuteczność pomiaru dźwięku budzi obecnie wątpliwości – deweloper Firefoksa, Tom Ritter, wyliczył, że przeglądarka ujednoliciła te wartości trzy lata temu i ponad 99 procent użytkowników mieści się zaledwie w trzech kategoriach, różniących się wyłącznie architekturą procesora. Bravo natomiast twierdzi, że domyślnie zaburza takie odczyty od ponad sześciu lat, a konkretne skrypty AliExpress po prostu blokuje. Użytkownicy korzystający z przeglądarek bez takich zabezpieczeń pozostają jednak narażeni. Do tej pory AliExpress nie odniosło się do tej sprawy.
Czy przedłużacze elektryczne znikną z naszych domów? Wiele wskazuje na to, że będzie ich coraz mniej.
Większość z nas korzysta z przedłużaczy, aby podłączyć urządzenia nawet w miejscach, gdzie nie ma gniazdek elektrycznych. Te znane wszystkim akcesoria nieuchronnie odchodzą w zapomnienie, a ich utrata jest spowodowana zmianami w projektowaniu mieszkań i domów. Stają się one bowiem coraz bardziej funkcjonalne, a jednocześnie estetyczne i uporządkowane. Czy wkrótce zapomnimy o przedłużaczach? Wiele na to wskazuje.
Nadchodzi koniec przedłużaczy
Nie wiem, jak to wygląda u Was, ale siedząc przy biurku, posiadam w swoim pomieszczeniu aż trzy przedłużacze. Każdy z nich nie tylko umożliwia podłączenie większej liczby urządzeń niż pojedyncze gniazdko, ale także „przenosi” dostęp do prądu w bardziej komfortowe miejsce. Taka sytuacja występuje w większości domów, zarówno w Polsce, jak i za granicą. Nic w tym dziwnego, jedno gniazdko nie zaspokaja naszych potrzeb, kiedy jednocześnie musimy podłączyć kilka urządzeń. To właśnie w takich przypadkach przedłużacz staje się niezbędny, oferując trzy kluczowe funkcje – dogodną lokalizację, dodatkowe gniazdka i zabezpieczenie w przypadku np. zwarcia.
Coraz więcej wskazuje jednak na to, że z przedłużaczami możemy powoli żegnać się, zwłaszcza gdy planujemy zakup nowego mieszkania lub domu. W ramach licznych trendów związanych z nieruchomościami, jednym z mniej dostrzegalnych jest wzrost liczby gniazdek elektrycznych. Montuje się je coraz więcej, w praktycznych miejscach, a niektóre z nich oferują również innowacyjne rozwiązania, takie jak chowanie się do ściany.
Nie jest to jednak żadna rewolucja, lecz symptomy dbałości o nasze przyszłe potrzeby elektryczne już na etapie projektowania mieszkań. Te potrzeby znacznie się zmieniły w ostatnich latach, a jeszcze bardziej różnią się od rozwiązań oferowanych przez mieszkania z ubiegłego wieku. Kiedyś w salonie wystarczały dwa lub trzy gniazdka. Dziś taka sytuacja jest bardzo niewygodna, a my musimy korzystać z przedłużaczy, by podłączyć telewizor, konsolę, soundbar, ładowarki czy inne akcesoria – nie wspominając o lampkach.
Czytaj dalej poniżej
To zatem interesujące, bo nasz osobisty rozwój technologiczny i zapotrzebowanie na nowinki widoczne są również w projektach nowych mieszkań i domów. Te muszą oczywiście nadążać za trendami, dlatego w ofertach sklepów pojawia się coraz więcej mebli i urządzeń dostosowanych do naszych potrzeb – np. kanapa z wbudowanymi gniazdkami w oparciu nie jest już niczym zaskakującym. Komfort, jaki to zapewnia, jest naprawdę nie do opisania.
Zamiast przedłużacza – więcej smart-gniazdek
Zmienia się nie tylko rozmieszczenie i liczba gniazdek w domach, ale także ich rodzaj. Coraz częściej decydujemy się na gniazdka dedykowane do ładowania, które posiadają porty USB-A lub USB-C. Pozwalają one podłączyć telefon jedynie za pomocą kabla, bez potrzeby korzystania z kostki. To znaczące ułatwienie w codziennym życiu, ponieważ gniazdko pozostaje wolne, a my korzystamy jedynie ze złącza USB. Pojawiają się również modele gniazdek na kilka urządzeń, które chowane do ściany, nie szpecą designu danego wnętrza.
Nasza przestrzeń nie musi być już dostosowywana do gniazdek. To gniazdka, dzięki swoim funkcjonalnościom i rozmieszczeniu, dostosowują się do przestrzeni. Czy zatem przedłużacze całkowicie znikną z naszych domów? Pewnie nie w pełni, ale z pewnością w miarę upływu lat ich liczba będzie malała. Nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ dodatkowy kabel przeciągnięty między meblami często wygląda nieestetycznie, a problem ten można rozwiązać lepszym rozplanowaniem dostępnych „kontaktów”.