Lidl zainaugurował w swoim internetowym sklepie wyprzedaż kilku eletronarzędzi, które doskonale sprawdzą się w bardziej wymagających zadaniach warsztatowych. Jeżeli brakuje Ci tokarki, spawarki czy mieszadła, produkty marki Parkside mogą przykuć Twoją uwagę.
Parkside to nie tylko wkrętarki, piły oraz różnorodne akcesoria dla majsterkowiczów. W najnowszej ofercie Lidl znajdziesz również sprzęt przeznaczony do znacznie cięższych zadań. Wśród promocji można znaleźć m.in. spawarkę, wiertarkę stołową, tokarkę, przecinarkę do metalu oraz mieszadło do zapraw. Jeśli potrzebujesz bardziej zaawansowanego sprzętu, warto zapoznać się z ofertą dostępną w internetowym sklepie Lidl.pl.
Lidl wyprzedaje mocniejszy sprzęt
Na początek oferujemy mieszadło do farb i zapraw Parkside PFMR 1600 F6 w cenie 209 zł. Jak sugeruje sama nazwa, urządzenie to zostało zaprojektowane do mieszania zarówno płynnych, jak i sproszkowanych materiałów budowlanych. Silnik o mocy 1600 W umożliwia łatwe radzenie sobie z cięższymi mieszankami oraz większymi ilościami materiału.
Ciekawą propozycją jest inwerterowa spawarka Parkside PIFDS 120 B2 za 349 zł. To kompaktowe urządzenie wykorzystuje spawanie drutem rdzeniowym, dzięki czemu nie wymaga stosowania gazu osłonowego. Zakres prądu spawania wynosi od 20 do 120 A, a sprzęt nadaje się do materiałów o grubości od 0,8 do 3 mm.
Za jedyne 59,99 zł można zakupić dalmierz laserowy Parkside. Umożliwia on precyzyjne mierzenie odległości, powierzchni oraz objętości, a także dodawanie i odejmowanie wyników pomiarów. To kompaktowe urządzenie może okazać się znacznie bardziej praktyczne niż tradycyjna miarka podczas remontów czy pracy w warsztacie.
Czytaj dalej poniżej
W promocji dostępna jest również przecinarka do metalu Parkside PMTS 180 B2, która kosztuje 189 zł zamiast 259 zł. Urządzenie to dysponuje silnikiem o mocy 1280 W i zostało zaprojektowane do cięcia stali, metali nieżelaznych oraz różnych profili. Wyposażone jest w szybkomocujące urządzenie do stabilnego mocowania materiału oraz regulację kąta cięcia.
Jeszcze bardziej profesjonalnym sprzętem jest wiertarka stołowa Parkside PTBM 400 D1, której cena spadła z 479 zł do 379 zł. Model ten został stworzony do precyzyjnego wiercenia w drewnie, metalu oraz tworzywach sztucznych. Oferuje pięć regulowanych prędkości wiercenia, regulację głębokości oraz regulowany i uchylny stół wiertarski.
Za 499 zł zamiast 609 zł Lidl oferuje tokarkę Parkside PDM 600 C3, która jest idealna dla osób chcących samodzielnie obrabiać drewniane elementy. Tokarka obsługuje przedmioty o długości do 60 cm i średnicy do 25 cm, a jej silnik ma moc 550 W w trybie S1 oraz 600 W w trybie S6.
Na koniec prezentujemy ceramiczny grzejnik Parkside PKH 5000 A1 w cenie 309 zł zamiast 339 zł. Posiada on dwa poziomy grzania: 3000 i 5000 W, termostat oraz zabezpieczenie przed przegrzaniem. Może też być używany jako wentylator.
Seria GT to flagowe smartwatche Huawei, skierowane do użytkowników, którzy oczekują od swojego zewnętrznego urządzenia naprawdę sporo. Kolejne generacje może nie rewolucjonizowały technologii, ale niezmiennie zaskakiwały wyjątkowym czasem pracy na baterii oraz doskonałym wykonaniem. Strategia ta przynosi rezultaty od lat – Huawei jest obecnie w Polsce liderem w tej kategorii.
Jak można się spodziewać, tegoroczny model GT 7 Pro w kwestii baterii i wykonania nie odbiega od normy. Co jednak zmieniło się w porównaniu do wersji 6 i czy warto przejść na nowy model? Kto szczególnie powinien zwrócić uwagę na Watch GT?
Design i wykonanie
W zestawie znajduje się zegarek, magnetyczny krążek ładujący z zamocowanym kablem oraz dokumentacja. Przewód kończy się wtykiem USB-A, co w 2026 roku wydaje się już nieco przestarzałe. Zasilacza oczywiście brak.
Koperta zegarka o wymiarach 45,6 x 45,6 x 11,25 mm została wykonana ze stopu tytanu klasy lotniczej. Bez paska waży jedynie 55,5 grama. Ekran pokryto szkłem szafirowym, natomiast pierścień otaczający oraz spód koperty stworzono z nanokrystalicznej ceramiki (przyjemnej w dotyku i hipoalergicznej). Po prawej stronie znajduje się obrotowa koronka oraz dodatkowy przycisk, a po lewej ulokowany jest mikrofon. Wykonanie i spasowanie elementów nie budzą zastrzeżeń – brak wyraźnych krawędzi i nierównych szczelin. Koronka stawia wyczuwalny opór przy obracaniu i przyjemnie klika podczas wciskania.
W porównaniu z poprzednią generacją zmiany w designie są kosmetyczne. Z tarczy zniknęły kolorowe pierścienie, jednak kolorystyczne akcenty pozostały na obramowaniu i pasku. W rezultacie smartwatch zyskał bardziej stonowany wygląd, co ułatwia dobranie pasującej cyfrowej tarczy.
Nowością tej generacji jest pasek EasyCross z klasyczną klamrą. Wolny koniec wsuwamy pod spód, eliminując szlufki, a końcówka nie odstaje podczas ruchu. Rozwiązanie sprawdza się dobrze, aczkolwiek można łatwo zapiąć zegarek za ciasno. Po odpowiednim dopasowaniu pasek przylega płasko do skóry, stabilnie utrzymując zegarek oraz zapewniając dobry kontakt czujników z nadgarstkiem.
Fluoroelastomer, z którego wykonano pasek, jest odporny na pot i szybko schnie, co czyni go idealnym podczas prysznica i na basenie. Niemniej jednak, podczas całodobowego noszenia, jego przewiewność może być niewystarczająca. Do snu lepszy może być pasek nylonowy. Zegarek korzysta z klasycznego mocowania na teleskopach, umożliwiając zastosowanie pasków o szerokości 22 mm, co ułatwia ich szybką i prostą wymianę.
Warto również zaznaczyć, że zegarek posiada certyfikat EN13319, co umożliwia zanurzenie na głębokość do 40 metrów, jednak nie weryfikowałem tego podczas testów.
Wersja Pro występuje wyłącznie w rozmiarze 46 mm, co może być zbyt duże na szczuplejszym nadgarstku. Alternatywą jest tańszy Watch GT 7 w rozmiarze 41 mm, ale wybierając go, rezygnujemy z funkcji EKG, głębokościomierza oraz certyfikatu nurkowego.
Wyświetlacz i bateria
W zegarku zastosowano ekran AMOLED o średnicy 1,47 cala i rozdzielczości 466 x 466 pikseli. Deklarowana maksymalna jasność wynosi 3000 nitów.
Ekran jest z pewnością mocnym punktem tego urządzenia, co szczególnie doceniamy na zewnątrz. Nawet w pełnym słońcu możemy swobodnie odczytywać informacje bez mrużenia oczu i chronienia tarczy dłonią.
Producent obiecuje 21 dni pracy przy oszczędnym użytkowaniu, 12 dni przy typowym oraz 7 dni z włączonym trybem Always-On Display. W praktyce, przy aktywnym AOD i wszystkich pomiarach, zegarek działa około 10 dni, a po wyłączeniu tej funkcji czas pracy sięga nawet dwóch tygodni. Przy codziennym użytkowaniu poziom naładowania spada o około 10-15 procent na dobę.
Pełne ładowanie zajmuje około półtorej godziny. Magnetyczny krążek nie ma styków, co pozwala po prostu położyć zegarek na nim bez konieczności ustawiania go w określony sposób.
Możliwości i aplikacja
Huawei Watch GT 7 Pro jest zaawansowanym urządzeniem, wyposażonym w liczne czujniki. TruSense umożliwia wykonywanie EKG oraz pomiar tętna metodą optyczną, saturacji i temperatury skóry. Zegarek ma również głębokościomierz, barometr, wysokościomierz, żyroskop oraz kompas. Dodatkowo, obsługuje dwuzakresowy odbiornik nawigacji satelitarnej, działający w systemach GPS, GLONASS, BeiDou, Galileo i QZSS. Posiada również 64 GB pamięci na muzykę i mapy.
Pomiar tętna wypada dobrze, nie różniąc się znacząco od wyników uzyskiwanych za pomocą pasa piersiowego, co w tej klasie sprzętu wciąż nie jest powszechne.
Zegarek szybko ustala pozycję i precyzyjnie rejestruje trasę na otwartym terenie. Huawei twierdzi, że dokładność pomiaru poprawiła się o 20 proc. w porównaniu do poprzednika, dzięki nowym antenom oraz algorytmowi AI-XDR, który szacuje przebieg trasy na podstawie danych z żyroskopu i akcelerometru w przypadku chwilowej utraty sygnału.
Analiza snu jest szczegółowa, a wyniki przedstawione w czytelnej formie. Niemniej jednak, do ich dokładności zalecałbym podchodzić z ostrożnością. Zegarek prezentuje wykresy faz snu, oddechu oraz zmienności tętna.
GT 7 Pro (jak każdy smartwatch Huawei) najlepiej współpracuje z systemem Android, oferując pełną integrację z powiadomieniami oraz możliwości odpowiadania na wiadomości i wiele innych. Użytkownicy iPhone’ów muszą liczyć się z pewnymi ograniczeniami, ale nie są one na tyle uciążliwe. Zegarek doskonale sprawdza się jako monitor treningów oraz stanu zdrowia, integrując te dane z aplikacją Apple Health. Płatności Curve Pay również działają niezależnie od używanego smartfona.
Pod względem płynności HarmonyOS 6.1 ciężko mieć jakiekolwiek zastrzeżenia. Całość działa responsywnie i sprawnie. Jednak brakuje niektórych popularnych aplikacji, takich jak Spotify czy Google Maps, co wciąż jest wyzwaniem dla Huawei w kontekście ograniczeń narzuconych kilka lat temu.
Dla kogo?
Huawei Watch GT 7 Pro wyróżnia się tymi samymi zaletami co wcześniejsze modele tej serii. Tytan, szafir i ceramika to materiały najwyższej klasy, a ekran jest doskonale czytelny nawet pod słońcem. To wszystko w komplecie z długim czasem pracy na baterii, skutecznym EKG, głębokościomierzem oraz rozbudowanymi trybami sportowymi.
Oczywiście, nie wszystko jest tutaj idealne. Zmiany względem poprzednika są na tyle subtelne, że ekran, koperta i bateria pozostały bez zmian, a różnice ograniczają się jedynie do czujników oraz funkcji sportowych. Pasek nie jest zbyt wygodny przy całodobowym noszeniu, a dostępny jest tylko jeden rozmiar.
Jeśli korzystasz ze smartfona z systemem Android, uprawiasz bieganie, jazdę na rowerze lub narciarstwo i masz dość codziennego ładowania smartwatcha, Huawei Watch GT 7 Pro może być znakomitym wyborem. Natomiast jeśli posiadasz poprzednią generację, nie ma większego powodu do wymiany, chyba że potrzebujesz funkcji nurkowych lub EKG.
Huawei Watch GT 7 Pro
plusy
Świetne wykonanie i materiały najwyższej klasy
Ekran dobrze widoczny nawet w słońcu
Solidne EKG
Mnóstwo trybów sportowych
Długi czas pracy na baterii
minusy
Mało nowości względem szóstki
Pasek mógłby być bardziej komfortowy
Urządzenie do recenzji dostarczył producent. Firma nie miała wglądu ani wpływu na treść artykułu przed publikacją.
Nowe iPhone’y będą miały jeszcze jeden bonus – Apple zaoferuje trzy miesiące pakietu Apple One całkowicie za darmo.
Wczoraj Apple zaprezentowało nowe urządzenia, w tym długo oczekiwanego iPhone’a Duo, ale to nie wszystko, co przygotowano dla klientów. Osoby decydujące się na zakup nowego smartfona z logo nadgryzionego jabłka, otrzymają w prezencie trzy miesiące dostępu do pakietu usług Apple. Użytkownicy będą mieli możliwość przetestowania takich usług jak Apple TV, Apple Arcade czy Apple Music, bez żadnych dodatkowych opłat.
Apple One za darmo przez trzy miesiące – 4 usługi w jednym pakiecie
Apple rzadko oferuje coś za darmo; jednak w odróżnieniu od wielu poważnych konkurentów w segmencie streamingowym, wciąż daje możliwość skorzystania z bezpłatnych okresów próbnych. Te są dostępne dla nowych użytkowników oraz osób, które nabyły sprzęt w wyższej kategorii, jak iPhone czy iPad. Dotychczas każde z usług (Apple TV, Apple Music, Apple Arcade, Apple Fitness+) miało osobny, bezpłatny okres próbny. Teraz Apple postanowiło udostępnić przez trzy miesiące cały pakiet Apple One, który zawiera również 50 GB przestrzeni na iCloud (oferta indywidualna).
Zgodnie z informacjami portalu 9to5Mac, promocja dotyczy zakupów iPhone’a 18 Pro, iPhone’a Pro Max oraz iPhone’a Duo. Obecnie nowi użytkownicy mogą skorzystać z jednego miesiąca Apple One za darmo.
Indywidualny koszt pakietu wynosi 42,99 zł miesięcznie, co sprawia, że bonus od Apple jest wart niespełna 130 zł. To nie jest kwota, która znacznie obciążyłaby portfel, ale trzy miesiące darmowych usług powinny wystarczyć, aby przekonać się o ich wartości i zawartości. Przypomnijmy, że ceny nowych iPhone’ów zaczynają się od 6299 zł za podstawowy wariant iPhone’a 18 Pro, a pierwszy składany model od Apple wyceniono na 9999 zł. Więcej szczegółów na temat premier znajdziecie w naszym podsumowaniu konferencji.
W ramach tygodniowej promocji w sklepach Action majsterkowicze mogą skorzystać z wyjątkowego zestawu narzędzi. Taka okazja nie powinna umknąć żadnemu entuzjaście DIY.
Podstawowy zestaw narzędzi to element, który powinien znajdować się w każdym domu, niezależnie od poziomu zaawansowania w majsterkowaniu. Śrubokręt, młotek, kombinerki, a także zapas najpopularniejszych śrub, wkrętów i gwoździ, okazują się niezwykle przydatne podczas drobnych napraw, montażu mebli, wieszania półek czy usuwania nagłych usterek. Nie ma potrzeby od razu kompletować profesjonalnego warsztatu – w wielu sytuacjach wystarczy kilka podstawowych akcesoriów, które pozwolą zaoszczędzić czas i pieniędzy, unikając każdorazowego wzywania fachowca.
Rośnie popularność narzędzi marki Parkside, co świadczy o tym, że coraz więcej osób pragnie posiadać niedrogie wyposażenie, które umożliwia samodzielne wykonanie podstawowych prac w domu, garażu czy ogrodzie. Niemniej jednak, Parkside nie jest jedyną marką wartą rozważenia podczas kompletowania takiego zestawu – sieć sklepów Action proponuje również interesującą ofertę dla domowych majsterkowiczów. Regularnie w ich ofercie pojawiają się niedrogie narzędzia i akcesoria, z części z nich można obecnie nabyć w szczególnie atrakcyjnych cenach.
Action poleca się majsterkowiczom: Promocje na narzędzia (i nie tylko)
W ramach Promo Tygodnia w Action zaprezentowano fantastyczny zestaw, który z pewnością zadowoli każdego majsterkowicza – zarówno amatora, jak i profesjonalistę. Zestaw narzędzi Werckmann w cenie 99,90 zł, składający się z 72 elementów, to praktyczne rozwiązanie dla tych, którzy chcą mieć podstawowe wyposażenie do napraw, montażu i majsterkowania pod ręką. Zestaw ten sprawdzi się zarówno w drobnych pracach domowych, jak i w bardziej wymagających zadaniach w garażu czy na warsztacie. Wszystkie elementy są umieszczone w solidnej, zamykanej walizce, co pozwala na łatwe utrzymanie porządku oraz szybkie zlokalizowanie potrzebnych narzędzi.
W skład zestawu wchodzą między innymi: młotek, poziomica, miarka, piła do metalu, nóż tapicerski z wymiennym ostrzem, zestaw kluczy imbusowych, klucze płasko-oczkowe, różnorodne śrubokręty, szczypce uniwersalne, szczypce wydłużone, szczypce nastawne, obcinaczki, zestaw nasadek oraz komplet bitów do wkręcania. Zestaw ten doskonale nadaje się do skręcania mebli, dokręcania śrub, wieszania półek, prostych prac instalacyjnych, cięcia niewielkich elementów oraz realizacji bieżących napraw. Poręczna walizka z uchwytem ułatwia transport oraz przechowywanie całego zestawu, umożliwiając zgromadzenie najczęściej wymaganych narzędzi w jednym miejscu, zamiast kupować i przechowywać każde z nich osobno.
Czytaj dalej poniżej
Każdy majsterkowicz powinien również zadbać o odpowiedni strój i bezpieczeństwo. Action oferuje promocję na kurtkę softshell Werckmann w rozmiarach M-XXL za 59,99 zł. Kurtka ta jest wyposażona w kilka zamykanych na suwak kieszeni i zapewnia ochronę przed wiatrem oraz deszczem. Tańszą opcją są także spodnie robocze Werckmann dostępne w rozmiarach M-XXL za 39,99 zł, które posiadają wiele kieszeni z przodu, z tyłu i na nogach, gdzie można wygodnie przechowywać małe narzędzia, takie jak śrubokręt czy miarka. Uzupełnieniem zestawu będą rękawice robocze Werckmann za 3,49 zł, wykonane z lateksu, oferujące doskonałą przyczepność, idealne do wszelkich prac w domu i na podwórku.
Promocja Tygodnia w Action trwa do najbliższego wtorku, 15 września.
To coś, czego nie warto ignorować. Bo skutki mogą być opłakane.
Właściciele urządzeń Samsung powinni zwrócić szczególną uwagę na wszelkie powiadomienia o aktualizacjach, które pojawią się w najbliższych dniach. Producent przygotował wrześniowy pakiet bezpieczeństwa, który eliminuje aż 90 (!) luk wykrytych w systemie Android oraz autorskim oprogramowaniu Galaxy – One UI. Część z tych luk została uznana za krytyczne, dlatego nie warto odkładać instalacji na później – najlepiej przeprowadzić ją jak najszybciej.
Samsung przygotował dużą aktualizację bezpieczeństwa
Wrześniowa aktualizacja zabezpieczeń obejmie szeroką gamę urządzeń koreańskiego producenta. Nowy pakiet trafi między innymi na kompatybilne smartfony, tablety oraz smartwatche Galaxy. Jak to zazwyczaj bywa w przypadku aktualizacji Samsunga, dystrybucja będzie odbywać się falami. W pierwszej kolejności użytkownicy z Korei Południowej otrzymają nową wersję, a następnie cała reszta.
W sumie poprawiono 90 problemów związanych z bezpieczeństwem. Z tego aż 58 poprawek przygotowało Google w ramach aktualizacji Androida, z czego 18 luk otrzymało status krytycznych. Samsung dodał 31 kolejnych poprawek dotyczących własnego oprogramowania, z czego dwie zostały sklasyfikowane jako krytyczne, a trzy jako wysokoprrioritetowe. Dodatkowa poprawka o wysokim znaczeniu dotyczy jednego z układów firmy Samsung Semiconductor.
To wyraźnie pokazuje, że mamy do czynienia z poważną aktualizacją. Jej głównym celem jest zwiększenie bezpieczeństwa urządzenia.
Czytaj dalej poniżej
Dlaczego warto zainstalować ją jak najszybciej?
Luki bezpieczeństwa to nie tylko problem producentów. Jeśli padną ofiarą cyberprzestępców, mogą potencjalnie umożliwić dostęp do danych przechowywanych na urządzeniu. Nasze smartfony zawierają dziś ogromną ilość prywatnych informacji: od zdjęć, przez wiadomości, dokumenty, dane logowania, aż po aplikacje bankowe. Regularne aktualizacje zabezpieczeń są jednym z podstawowych sposobów na ograniczenie ryzyka. Co ciekawe, Samsung zaznacza, że 40 problemów zgłoszonych przez Google nie dotyczyło urządzeń Galaxy. Producent nie stosuje więc wszystkich poprawek automatycznie, lecz analizuje je pod kątem swojego sprzętu i oprogramowania.
Aktualizacja nie pojawi się u wszystkich jednocześnie
Nie ma powodu do niepokoju, jeśli wrześniowy pakiet nie jest jeszcze dostępny na Twoim smartfonie. Samsung zazwyczaj rozpoczyna dystrybucję od wybranych modeli oraz krajów, a następnie stopniowo rozszerza ją na kolejne urządzenia. Warto jednak samodzielnie sprawdzić dostępność aktualizacji. W tym celu należy przejść do Ustawień, a następnie do sekcji Aktualizacja oprogramowania, i kliknąć Pobierz i zainstaluj.
Jeśli pakiet jest już dostępny, najlepiej przeprowadzić instalację jak najszybciej. Telefon może wymagać ponownego uruchomienia, dlatego dobrze jest zrealizować aktualizację w dogodnym momencie.
Nie warto ignorować komunikatu
Wrześniowa aktualizacja Samsunga to kolejne przypomnienie, że bezpieczeństwo smartfona zależy od regularnego instalowania poprawek. Nawet jeśli telefon działa bez zarzutu i nie oferuje nowych funkcji, aktualizacja może eliminować problemy, których użytkownik nigdy nie zauważy. Jeśli posiadasz urządzenie z rodziny Galaxy, sprawdź dostępność wrześniowego pakietu już teraz. Kilka minut poświęconych na aktualizację to niewielka cena za lepszą ochronę danych i urządzenia.
Jeżeli korzystasz z Waze na Android Auto, możesz zauważyć, że niektóre informacje znikają z ekranu. Użytkownicy zgłaszają problemy z aplikacją, a Google dąży do rozwiązania tej kwestii.
Przykładowa sytuacja: rano wyruszasz w trasę, kawa w kubku jest nadal ciepła, a ekran Android Auto powinien prowadzić Cię prosto do celu. Korzystając z Waze, niespodziewanie staniesz w obliczu problemu — kluczowe informacje znikają, co uniemożliwia określenie, czy na następnym rondzie powinieneś skręcić w pierwszy zjazd, czy może na następnym skrzyżowaniu.
Waze z problemami. Użytkownicy zgłaszają znikające informacje
Od pewnego czasu użytkownicy Waze korzystający z Android Auto borykają się z istotnym problemem. Kluczowe dane, takie jak następny zjazd, szacowany czas przybycia oraz pozostały dystans, znikają z wyświetlacza nawigacji. Dla kierowców, niewielkie niedogodności są nieprzyjemnością, ale poważniejsze braki mogą zmusić do improwizacji, co zdecydowanie stwarza zagrożenie na drodze — kierowca, który odwraca wzrok od drogi w celu zasięgnięcia informacji, to nieuważny kierowca.
Na forum wsparcia Google pojawiło się wiele zgłoszeń dotyczących tego problemu. Początkowo dotyczył on głównie trybu pełnoekranowego, w miarę upływu czasu użytkownicy zaczęli jednak informować o tym również w kontekście widoku dzielonego, gdy Waze jest uruchomione obok innej aplikacji.
Na chwilę obecną nie jest jasne, co jest przyczyną błędu. Google potwierdziło na forum, że problem jest badany, a firma nawiązała kontakt z niektórymi użytkownikami, aby poszukać rozwiązania. Niestety, jednoznaczna przyczyna ani trwała poprawka jeszcze nie zostały ustanowione. Co interesujące, problem nie ogranicza się do jednej wersji Waze — zgłoszenia dotyczą zarówno wersji 5.22, jak i 5.23. Wydaje się, że wspólnym mianownikiem jest Android Auto 17.5, chociaż brak jest dowodów na to, że to właśnie ta aktualizacja jest źródłem usterki.
Czytaj dalej poniżej
Użytkownicy odkryli tymczasowy sposób obejścia problemu. Brakujące informacje czasami wracają, gdy w aplikacji pojawia się alert Waze, jak na przykład ostrzeżenie o zdarzeniu drogowym. Jest to jednak bardziej ciekawostka niż skuteczne rozwiązanie — zmuszanie systemu do wyświetlenia danych poprzez wywołanie alertu nie jest optymalnym sposobem na codzienne dojazdy do pracy.
Klienci mBanku (i nie tylko) muszą być czujni. Pojawił się nowy sposób oszustwa na odległość.
Cyberprzestępcy nie ustają w swoich wysiłkach, aby zdobyć dostęp do naszych kont i danych osobowych. mBank przekazał właśnie swoim klientom (i nie tylko) informacje o nowym schemacie działania oszustów, który opiera się na wykorzystaniu popularnych aplikacji do rozmów. Nasza czujność jest często usypiana, co sprawia, że oszuści mają większe szanse na sukces. Jak się przed tym bronić?
Popularna aplikacja sposobem na bankowe oszustwo
Stworzenie całościowej listy metod oszustw bankowych zajęłoby wiele czasu, a po publikacji wymagałoby regularnych aktualizacji z uwagi na nowe techniki przestępców. Tym razem mBank wydał komunikat ostrzegający o nowej strategii cyberprzestępców. Tradycyjnie informują nas, że nasze pieniądze są w niebezpieczeństwie, a w celu rozwiązania problemu sugerują spotkanie online za pośrednictwem aplikacji do rozmów, takich jak Zoom czy podobne. To innowacyjne podejście, gdyż wcześniej najczęściej wykorzystywano aplikacje umożliwiające zdalne przejęcie kontroli nad komputerem ofiary. Zoom nie oferuje takiej możliwości, co wymaga innej taktyki, ale i może usypiać naszą czujność – przecież nic złego nie może się wydarzyć, prawda?
Po zainstalowaniu aplikacji, jesteśmy zapraszani do „wirtualnego pokoju mBanku”, co sugeruje stworzenie dedykowanej i bezpiecznej przestrzeni dla klientów. Aby zdobyć nasze zaufanie, oszuści wykorzystują elementy identyfikacji wizualnej banku (np. tło podczas rozmowy), opracowują proces weryfikacji numeru pracownika i stosują odpowiednie terminologie bankowe. Wszystko to ma na celu wzbudzenie naszego zaufania oraz poczucia bezpieczeństwa, sugerując, że zajmują się naszą sprawą, o której wcześniej zostaliśmy poinformowani telefonicznie. Zdarza się również, że w trakcie takiej fałszywej rozmowy otrzymujemy od oszustów SMS, który łudząco przypomina komunikat od banku, zawierający potwierdzenie tożsamości osoby, z którą rozmawiamy. To kolejna próba uśpienia naszej czujności.
Jakie cele mają cyberprzestępcy? Głównym celem ich rozmowy jest wyciągnięcie pieniędzy, co w zasadzie nie różni się od klasycznych telefonicznych oszustw dotyczących rzekomych kradzieży na naszych kontach. Najprawdopodobniej wymuszą na nas wykonanie przelewu weryfikacyjnego lub wręcz zaciągnięcie kredytu w celu „ujawnienia oszustów”. Mogą nas również poinformować, że pracownicy banku w placówce „są w zmowie”, dlatego nie powinniśmy informować ich o działaniach podjętych na zlecenie domniemanego konsultanta banku. Takie podejście ma na celu wzbudzenie w nas stresu i poczucia pilności, a jednocześnie zaufania – wszak to sam bank się do nas odzywa, a jego „pracownik” robi wrażenie profesjonalisty, co nie budzi naszych wątpliwości.
Jak rozpoznać oszustów? mBank radzi
Warto pamiętać, że żaden SMS, przedstawianie się czy pokazywanie logotypu banku nie stanowi odpowiedniej weryfikacji osoby kontaktującej się z instytucją finansową. W przypadku rozmów z prawdziwym pracownikiem mBanku (jak i wielu innych banków) powinniśmy otrzymać komunikat w naszej aplikacji mobilnej, w którym będą podane dane osoby kontaktującej się. W przeciwnym razie powinna nam zapalić się lampka ostrzegawcza, sugerująca, że coś jest nie tak. W razie wątpliwości lepiej się rozłączyć i samodzielnie zadzwonić do banku na numer podany na jego stronie lub w aplikacji. To może nas uchronić przed problemami.
Osobiście miałem w tym roku sytuację, która mogła zakończyć się dla mnie poważnymi kłopotami. Otrzymałem telefon od osoby podającej się za pracownika mojego banku i akurat w tym momencie uwierzyłem – to był efekt zmęczenia i wielu spraw na głowie. Prowadziłem przez chwilę rozmowę, otrzymałem nawet SMS z weryfikacją, który trafił do folderu z komunikatami od banku (tymi prawdziwymi). Po chwili jednak przyszła mi do głowy myśl – dlaczego nie poinformowano mnie o możliwości weryfikacji dzwoniącego w aplikacji, skoro zawsze podczas rozmów z bankiem ją uruchamiałem? Rozłączyłem się, zadzwoniłem do banku – oczywiście nie było żadnego kontaktu z ich strony. Mało brakowało.
Waze nareszcie wprowadziło opcję, na którą kierowcy czekali od lat!
Waze od zawsze wyróżniało się na tle innych aplikacji nawigacyjnych dzięki informacji o korkach, zdarzeniach drogowych i sytuacji na trasie – wszystko to wspierane przez społeczność. Teraz aplikacja wprowadza szereg zmian, które mogą znacząco ułatwić planowanie podróży. Jedna z nich rozwiązuje problem, który przez lata wydawał się zaskakująco… oczywisty.
Wreszcie można wybrać punkt startowy!
Najważniejszą nowością jest możliwość wskazania dowolnego miejsca jako początku planowanej trasy. Do tej pory Waze zakładało, że podróż rozpoczyna się w aktualnej lokalizacji użytkownika, co mogło być frustrujące, zwłaszcza gdy ktoś chciał wcześniej sprawdzić trasę między dwoma konkretnymi miejscami. Nowa funkcja umożliwia zaplanowanie trasy bez konieczności znajdowania się w punkcie początkowym. Użytkownicy mogą teraz kontrolować przewidywany czas przejazdu oraz dostępne opcje jeszcze przed wyjściem z domu. Funkcja jest wprowadzana stopniowo na kolejnych rynkach.
Waze będzie lepiej rozumiał kierowcę – co to oznacza?
Zmiany dotyczą również sposobu wyznaczania tras. Waze zaczyna wykorzystywać historię przejazdów użytkownika, aby lepiej dostosować proponowane drogi do jego zachowań i preferencji.
Jeśli kierowca regularnie wybiera autostrady zamiast lokalnych dróg lub preferuje określony styl trasy, aplikacja uwzględni te nawyki podczas kolejnych podróży. Waze nadal będzie dostarczać alternatywy uznawane za najszybsze, co stanowi krok w stronę bardziej spersonalizowanej nawigacji, niezależnej od aktualnego natężenia ruchu.
Czytaj dalej poniżej
Wystarczy powiedzieć, co dzieje się na drodze
Interesującą nowością jest także „Map Mate”, czyli asystent, który umożliwia zgłaszanie zdarzeń za pomocą naturalnego języka. Kierowca nie musi już szukać odpowiedniej ikony na ekranie – wystarczy, że powie, co zaobserwował, a system rozpozna przekazaną informację i przypisze właściwy alert do mapy. Dodatkowo Waze rozwija ostrzeżenia dotyczące szczegółowych zagrożeń, takich jak wąskie mosty, przejścia dla pieszych w pobliżu autostrad czy nagłe zmiany liczby pasów ruchu. Dzięki temu aplikacja może informować o potencjalnych problematycznych miejscach jeszcze przed dotarciem do nich.
Mniej komunikatów i łatwiejsze planowanie
Wśród nowości znajduje się również tryb głosowych wskazówek: Mniej gadatliwy. Jego celem jest ograniczenie liczby komunikatów podczas jazdy, pozostawiając jedynie istotne informacje niezbędne do wykonania kolejnego manewru, co zapewnia bezpieczeństwo dotarcia do celu. To doskonałe rozwiązanie dla osób, które podczas podróży słuchają muzyki, radia lub podcastów.
Waze planuje również umożliwić przesyłanie lokalizacji znalezionych w innych mapach bezpośrednio do aplikacji. Wystarczy skorzystać z funkcji udostępniania, aby otworzyć wybrane miejsce w Waze i rozpocząć nawigację lub zaplanować przejazd na później.
Waze wyraźnie dąży do stworzenia inteligentniejszego i bardziej spersonalizowanego asystenta, który ma wspierać kierowcę. Najbardziej praktyczna zmiana, będąca jednocześnie najbardziej oczywistą, dotyczy możliwości zaplanowania trasy z dowolnego punktu, a nie tylko z lokalizacji, w której aktualnie znajduje się telefon. Lepiej późno, niż wcale!
Już w przyszłym tygodniu Apple zaprezentuje nową wersję swojego systemu operacyjnego – iOS 27. Co przyniesie nowego ten aktualizacja, oraz które modele iPhone’a będą mogły ją zainstalować? Przyjrzyjmy się szczegółom!
Nowości w iOS 27
Z niecierpliwością czekamy na nowości, jakie iOS 27 wniesie do naszych urządzeń. Choć oficjalne informacje są jeszcze ograniczone, krążą spekulacje dotyczące nowych funkcji, które mają poprawić komfort użytkowania oraz zwiększyć wydajność.
Kompatybilność z iPhone’ami
Ważnym aspektem aktualizacji jest również to, na których iPhone’ach będziemy mogli zainstalować iOS 27. Apple zazwyczaj stara się zapewnić wsparcie dla szerokiej gamy swoich urządzeń, jednak każdy nowy system operacyjny wprowadza pewne ograniczenia. W miarę jak szczegóły będą coraz bardziej dostępne, będziemy informować o pełnej liście wspieranych modeli.
Podsumowanie
Nadchodząca aktualizacja iOS 27 z pewnością wzbudza spore zainteresowanie wśród użytkowników Apple. W miarę jak zbliża się termin premiery, miejmy nadzieję, że nowe funkcje zaspokoją oczekiwania nawet najbardziej wymagających użytkowników. Śledźcie nasze aktualizacje, aby być na bieżąco z najnowszymi informacjami!
Jasny obiektyw o ogniskowej 50 mm to bez wątpienia pierwszy wybór dla wszystkich, którzy rozpoczynają swoją przygodę z fotografią. Tego rodzaju obiektyw jest dostępny w niemal każdym popularnym systemie i oferuje parametry, obok których trudno przejść obojętnie: wysoką jakość optyczną w połączeniu z kompaktowymi wymiarami oraz przystępną ceną. Obiektyw TTArtisan AF 50 mm f/1.8 Neo wyróżnia się w tych aspektach.
TTArtisan AF 50 mm f/1.8 Neo: Idealny obiektyw dla początkujących
To po prostu fakt
Na początek warto wyjaśnić, czym właściwie jest obiektyw TTArtisan AF 50 mm f/1.8 Neo. To prosty, ale jednocześnie lekki i kompaktowy model, który doskonale sprawdzi się jako pierwszy obiektyw dla początkującego fotografa. Jego wymiary zachęcają do sparowania go z korpusem APSC lub mniejszym aparatem pełnoklatkowym. Dodatkowo cena, która sprawia, że przy równoczesnym zakupie aparatu i obiektywu nasz budżet nie ucierpi zbytnio, jest nie do przecenienia. Ile kosztuje TTArtisan AF 50 mm f/1.8 Neo? To zaledwie 419 złotych. W tej cenie nic lepszego po prostu nie znajdziemy. Oto techniczna specyfikacja tego małego, ale niezwykle przydatnego obiektywu według producenta:
Model
TTArtisan AF 50 mm f/1.8 Neo
Bagnet
Sony E
Ogniskowa
50 mm
Przysłona
f/1.8
Autofokus
Tak, silnik krokowy (STM)
Konstrukcja optyczna
12 elementów w 8 grupach
Odległość ostrzenia
0,48 m
Średnica filtra
52 mm
Waga
ok. 156 g
Obudowa
Metalowa
Cena
419 złotych (stan na 9.09.2026 r.)
Czy można oczekiwać czegoś więcej od obiektywu w tej cenie? Absolutnie nie, zwłaszcza że producent dołącza do zestawu osłonę przeciwsłoneczną, co w tym budżecie nie jest normą. Mamy więc do czynienia z prawdziwym hitem cenowym, w dodatku w metalowej obudowie, która powinna zapewnić obiektywowi większą trwałość w nieco trudniejszych warunkach. Warto jednak pamiętać, że nie znajdziemy tu uszczelnień, dlatego nie powinno się go narażać na ekstremalne warunki atmosferyczne. Niemniej, w tej cenie to żaden problem.
Prosta konstrukcja, która nie jest wadą
O zewnętrznej konstrukcji obiektywu TTArtisan AF 50 mm f/1.8 Neo nie ma potrzeby wiele pisać, ponieważ obudowa nie oferuje niczego szczególnego. Znając jego wymiary i wagę, można jedynie wspomnieć, że po umieszczeniu go na niewielkim korpusie prezentuje się bardzo atrakcyjnie. Wygląda minimalistycznie, a żłobiona struktura znacznie poprawia chwyt i komfort użytkowania.
Czytaj dalej poniżej
TTArtisan AF 50 mm f/1.8 Neo to obiektyw przede wszystkim dla początkujących adeptów fotografii, co widoczne jest już na pierwszy rzut oka – brak ruchomych elementów na obudowie. Nie znajdziemy tu ani pierścienia do ręcznego ustawienia ostrości, ani regulacji przysłony. Z racji na brak manualnego ostrzenia nie ma też przełącznika AF/MF, co w tej cenie jest zrozumiałe. Dodatkowy przycisk do programowania? Również go brak. Tak jak w przypadku uszczelnień, nie można tego uznać za wadę. Jest bardzo prosto, lekkie i kompaktowe, a do tego solidne.
Kieszonkowy obiektyw, który po prostu działa!
Tyle teorii, czas na praktykę. Jakie zdjęcia można wykonać przy użyciu obiektywu TTArtisan AF 50 mm f/1.8 Neo? Jak przystało na uniwersalny obiektyw, pozwoli nam on na uchwycenie ponad 80% ujęć, które chcielibyśmy zarejestrować. Poza fotografią przyrody, która wymaga dłuższej ogniskowej oraz zdjęciami szerokokątnymi, TTArtisan AF 50 mm f/1.8 Neo sprawdzi się w większości codziennych sytuacji, co było jego zadaniem od samego początku.
Podczas testów sparowałem ten obiektyw z aparatem Sony ZV-E10, czyli wersją aparatu Sony A6400 przystosowaną do potrzeb współczesnych twórców internetowych. Dlaczego właśnie ten aparat? Uznaję, że tani obiektyw najlepiej sprawdzi się w połączeniu z przystępnym aparatem. W tym przypadku zestaw obiektyw + aparat kosztowałby nas mniej niż 3000 złotych. Czego możemy się spodziewać? Przekonajcie się sami.
TTArtisan AF 50 mm f/1.8 Neo: przykładowe zdjęcia
Nie ma się nad czym zastanawiać
Obiektyw TTArtisan AF 50 mm f/1.8 Neo nie wymaga szczególnej rekomendacji, ponieważ sam się obroni. Wszechstronny obiektyw z ogniskową 50 mm, światłem f/1.8, małymi gabarytami i niską wagą, w dodatku wykonany z solidnych materiałów – to wystarczająca reklama. A cena, wynosząca około 400 złotych? Cóż, niezależnie od tego, czy dopiero zaczynasz swoją przygodę z fotografią, czy też szukasz uzupełnienia do torby bardziej zaawansowanego sprzętu, ten obiektyw jest po prostu niezbędny.