Autor: admin

  • Chiński humanoid Iron wchodzi do masowej produkcji i podbija rynek

    Chiński humanoid Iron wchodzi do masowej produkcji i podbija rynek

    Jeśli rozważasz zakup robotycznego pomocnika domowego, wkrótce będzie to możliwe. Robot IRON firmy Xpeng przeszedł właśnie do etapu masowej produkcji.


    Rynek humanoidalnych robotów rozwija się w zastraszającym tempie. Jeszcze niedawno byliśmy świadkami prezentacji niezdarnych konstrukcji, które miały trudności z równowagą i wykonywaniem nawet najprostszych czynności. Obecnie mamy do czynienia z coraz bardziej zaawansowanymi maszynami, które nie tylko przypominają wyglądem ludzi, ale również poruszają się z gracją. Ostatnio firma Xpeng ogłosiła, że ich robot Iron o własnych nogach zszedł z linii produkcyjnej. Rozpoczęto masową produkcję.

    Robot Iron wchodzi w etap masowej produkcji

    Robot IRON zaskakuje swoją ludzką sylwetką. Ma 173 cm wzrostu, waży 65 kg i porusza się z prędkością 2 m/s, co odpowiada szybkiemu kroku. Robot będzie dostępny w dwóch wersjach płciowych oraz w różnych sylwetkach. Jego ciało oferuje 76 stopni swobody, a każda ręka dysponuje 21 stopniami swobody.

    Najprościej mówiąc, stopnie swobody oznaczają niezależnie sterowalne ruchy tułowia, głowy, ramion, nóg itp. Dzięki temu robot może poruszać się płynnie i naturalnie, a nie jak sztywna maszyna. O jego inteligencji odpowiadają trzy chipy Turing o łącznej mocy 2250 TOPS. Robot ma zdolność samodzielnego planowania zadań, omijania przeszkód oraz ładowania baterii, gdy jej poziom staje się niski.

    Xpeng twierdzi, że Iron to pierwszy humanoidalny robot o wysokim poziomie ogólności i wszechstronności. Oznacza to, że w przyszłości trafi on do domów, będąc w stanie sprzątać, składać pranie i pomagać w codziennych obowiązkach. Producent porównuje przyszłość robotów do smartfonów z początku lat 2000. Jednak zanim Iron trafi do domów użytkowników, najpierw będzie dostępny w salonach i kampusach Xpeng. Masowa produkcja ma rozpocząć się do końca roku, a sprzedaż w Chinach oraz za granicą przewidziana jest na rok 2027.

    Czytaj dalej poniżej

    Nie wylewaj wody z klimatyzacji. Eksperci radzą, jak ją wykorzystać

    Grafika: Xpeng

  • Dopłacisz do każdej paczki z Temu. Już od listopada

    Dopłacisz do każdej paczki z Temu. Już od listopada

    Złe wieści dla osób kupujących na Temu i podobnych platformach. W życie wejdzie nowa opłata.

    Czy robisz zakupy na Temu, Shein lub innych podobnych platformach? Przygotuj się na nową opłatę, która wejdzie w życie jeszcze w tym roku i będzie dotyczyć wszystkich zamówień przeznaczonych do Europy. Ta symboliczna kwota stanowi kolejne obciążenie zwiększające finalny koszt zakupów z Azji.

    Stuttgart, Niemcy – 1 maja 2024: Logo Temu na telefonie i komputerze w Stuttgarcie, Niemcy.

    Nowa opłata na zakupy z Temu i Shein

    Unia Europejska planuje wprowadzenie nowej opłaty manipulacyjnej, która dotknie wszystkie paczki przybywające do europejskich konsumentów z Chin. Niezależnie od tego, czy zamawiasz przez AliExpress, Temu, Shein czy inne platformy, każda przesyłka będzie objęta stałą opłatą w wysokości 2 euro. Co istotne, ta opłata nie będzie uzależniona od wartości zamówienia, ale od faktu jej otrzymania. Nowy przepis ma wejść w życie w listopadzie i będzie stanowił dodatkowe obciążenie dla osób zamawiających z Chin, które z kolei może wzrosnąć w 2026 roku.

    W ostatnich miesiącach (od lipca tego roku) wprowadzono również nowe zmiany celne, które zniosły zwolnienie z cła dla przesyłek o wartości poniżej 150 euro. Wprowadzono zryczałtowaną stawkę w wysokości 3 euro na kategorię produktów. Oznacza to, że zamawiając w jednej paczce cztery różne produkty (na przykład czapkę, etui na telefon, kabel, portfel), trzeba będzie uiścić łączne cło w wysokości 12 euro, bez względu na to, że wszystkie te przedmioty są wysyłane w jednej przesyłce. Dobrą wiadomością jest to, że platformy e-commerce same doliczają cła i koszty do finalnej ceny produktów, co oznacza, że nie musimy martwić się o to, w jaki sposób i gdzie dokonać odpowiednich płatności.

    Kupowanie z Chin się zmienia – to zrozumiałe

    Co stoi za tymi zmianami wprowadzanymi przez Unię Europejską? Istnieje wiele powodów, ale jednym z najważniejszych jest rosnący koszt obsługi milionów przesyłek, które trafiają do Europy. Paczki te często paraliżują europejskie centra logistyczne, dlatego dodatkowa opłata w wysokości 2 euro ma na celu pokrycie rosnących kosztów ich funkcjonowania. Równocześnie może ona zmniejszyć liczbę drobnych przedmiotów kupowanych z Chin. Małe gadżety czy tanie akcesoria mogą stać się mniej opłacalne i istnieje szansa, że konsumenci zaczynają robić zakupy bezpośrednio w Europie, wspierając lokalnych sprzedawców oraz ograniczając liczbę paczek przychodzących z Chin na nasz kontynent.

    Czytaj dalej poniżej

    Wiemy już ile i na co wydajecie na AliExpress, Shein czy Temu

    Kupowanie drobiazgów za 5 czy 10 zł z Chin do tej pory finansowo się opłacało, ale nowe opłaty mogą to zmienić. Na to również liczą lokalni sprzedawcy i producenci, którzy do tej pory nie mieli szans na rywalizowanie z niezmiernie niskimi cenami sprzedawców z Azji. Gdy ich dotychczas bardzo tanie produkty podrożeją przez dodatkowe opłaty, europejski konsument z pewnością zacznie poszukiwać interesujących towarów na rodzimym rynku – taki jest przynajmniej cel.

    Szczerze mówiąc, mimo kontrowersji związanych z wprowadzaniem nowych opłat, trudno mi się dziwić. Jako konsumenci zbyt szybko przeszliśmy do masowego sprowadzania towarów z Chin, często odbierając paczki z drobnostkami, które za kilka złotych były przesyłane z drugiego końca świata. Może warto byłoby poszukać więcej produktów na lokalnych rynkach?

  • Po pięciu latach Windows 11 przywraca uwielbianą funkcję z dziesiątki

    Po pięciu latach Windows 11 przywraca uwielbianą funkcję z dziesiątki

    Wielu użytkowników uważa, że Windows 10 był najlepszym systemem operacyjnym stworzonym przez Microsoft. Po premierze Windows 11 wiele funkcji, które były standardem w poprzedniej wersji, okazało się niedostępnych. Sytuacja powoli się zmienia. Po pięciu latach od debiutu, Microsoft w końcu wprowadził możliwość zmiany położenia paska zadań.

    Windows 11 wreszcie realizuje jedno z najczęściej zgłaszanych przez użytkowników postulatów. Po pięciu latach od wprowadzenia systemu, Microsoft umożliwia przenoszenie paska zadań na dowolną krawędź ekranu. Choć brzmi to jak drobna zmiana, użytkownicy od lat domagali się jej wprowadzenia.

    Windows 11 z możliwością personalizacji paska zadań

    Nowa funkcjonalność pojawia się dzięki wrześniowej aktualizacji KB5124008. Po zainstalowaniu tej aktualizacji w ustawieniach znajdziemy opcję wyboru pozycji paska: lewy, górny, prawy lub dolny. Użytkownicy od dawna zabiegali o tę zmianę, jednak często spotykali się z wymówkami w stylu „nie da się”. Jedynym rozwiązaniem było edytowanie rejestru lub korzystanie z narzędzi takich jak ExplorerPatcher czy StartAllBack.

    Microsoft wprowadza tę funkcję stopniowo, więc sama aktualizacja nie gwarantuje, że opcja będzie dostępna od razu. Użytkownicy, którzy chcą przyspieszyć ten proces, mogą wymusić jej aktywację za pomocą narzędzia ViVeTool. Po restarcie w menu Ustawienia > Personalizacja > Pasek zadań > Zachowania paska zadań, znajdziemy nowy wybór pozycji. Menu Start oraz wyszukiwanie dostosowują się do wybranego ustawienia, a ikony automatycznie się wyrównują.

    Należy jednak zauważyć, że nie jest to idealna wersja. Paska zadań nie można przeciągnąć myszką; konieczne jest skorzystanie z ustawień. Opcja automatycznego ukrywania działa jedynie na dolnej krawędzi, podobnie jak tryb optymalizacji dla tabletów. Ponadto w pionowym ustawieniu nie pojawia się pole wyszukiwania. Mniejszy pasek zadań ograniczono jedynie do dolnej i górnej krawędzi, chociaż ikony zmniejszają się niezależnie od orientacji.

    Czytaj dalej poniżej

    Dramat w Windows 11 nie ma końca. To zdumiewające, co dzieje się z tym systemem

    Mimo tych ograniczeń trudno nie odczuwać satysfakcji. Po latach zapewnień, że to niemożliwe i zbędne, Microsoft w końcu postanowił wysłuchać prośby użytkowników.

    Grafika: depositphotos.com

  • PlayStation podjęło zaskakującą decyzję. XBOX wkracza do akcji

    PlayStation podjęło zaskakującą decyzję. XBOX wkracza do akcji

    PlayStation ponownie znajduje się w ogniu krytyki ze strony graczy. Tym razem powodem jest nagłe anulowanie projektu, który był rozwijany przez Hideo Kojimę.

    Hideo Kojima od lat współpracuje z PlayStation. To właśnie na tej platformie zadebiutowały gry z serii Death Stranding, tworzone przez Kojima Productions. Kojima wielokrotnie podkreślał, że partnerstwo z PlayStation pozwala mu realizować swoje ambitne projekty. Wygląda jednak na to, że te relacje właśnie uległy pogorszeniu. PHYSINT, najnowsza produkcja studia, została niespodziewanie odrzucona przez Sony. Twórca serii Metal Gear Solid szybko znalazł nowego partnera — projekt będzie kontynuowany z wsparciem XBOX.


    Sony Interactive Entertainment ogłosiło na mediach społecznościowych, że po dokładnej analizie sytuacji podjęło „trudną decyzję” o zakończeniu współpracy z Kojima Productions przy PHYSINT. Równocześnie firma podkreśliła, że nadal darzy wizję Hideo Kojimy dużym uznaniem oraz że relacje z Kojima Productions pozostają pozytywne. Problem w tym, że z informacji samego Kojimy wynika, że już kilka miesięcy wcześniej PlayStation dało mu jasno do zrozumienia, że wycofuje się z dalszego rozwoju jego nowej gry, a projekt został całkowicie anulowany. Miał to być ambitny projekt, powracający do gatunku szpiegowskich gier akcji, znanych z serii Metal Gear. Twórca zapowiadał wykorzystanie nowoczesnych technologii oraz połączenie świata gier z filmem.

    PlayStation rezygnuje, XBOX przejmuje projekt


    Według legendarnego twórcy, w połowie czerwca jego studio otrzymało niespodziewaną informację o anulowaniu projektu od PlayStation Studios. Kojima jednak nie zamierzał rezygnować z PHYSINT. Przez około trzy miesiące studio poszukiwało nowego partnera, który umożliwiłby kontynuację produkcji. Ostatecznie wybór padł na XBOX. Microsoft oficjalnie potwierdził, że będzie wydawcą PHYSINT, co stanowi jednocześnie rozszerzenie bieżącej współpracy z Kojima Productions, która obejmuje także powstający projekt OD. Co więcej, porozumienie ma obejmować nie tylko gry, ale także wspólne prace nad projektami filmowymi i telewizyjnymi.

    Krytyka pod adresem PlayStation związana z komunikacją w tej sprawie narasta. Fani zarzucają firmie manipulacje i próbę „wybielania się” w kwestii decyzji o anulowaniu projektu PHYSINT. Na chwilę obecną nie ma informacji, czy gra Hideo Kojimy będzie tytułem ekskluzywnym dla XBOX. Niemniej jednak wiele wskazuje na to, że Sony ponownie popełniło błąd, rozczarowując swoich fanów, którzy nie zostawiają na firmie suchej nitki…

    Czytaj dalej poniżej


    PlayStation nie ugnie się przed graczami i nie cofnie kontrowersyjnej decyzji

  • Sprawdź, zanim kupisz iPhone’a Duo. Oto, dlaczego powinieneś się zastanowić

    Sprawdź, zanim kupisz iPhone’a Duo. Oto, dlaczego powinieneś się zastanowić

    I oto jest. Za iPhone’a Duo Apple życzy sobie w Polsce „tylko” (choć pesymistyczne prognozy były wyższe) 9999 zł, co potrafi rozbudzić nasze pragnienia zmiany telefonu. Mnie jednak bardziej od premiery i pierwszych recenzji (sprzęt oceniam na zasadzie: podoba mi się) interesuje, jak pierwszy składany iPhone będzie działać po roku użytkowania, gdy rozpocznie się prawdziwa, być może trudna rzeczywistość jego posiadania.

    Spodziewałem się, że Apple zażąda za swojego składaka jeszcze więcej. 9999 zł za wersję 256 GB zatrzymuje licznik tuż przed psychologiczną granicą kwoty składającej się z pięciu cyfr. Co istotne, potwierdzają się diagnozy, że między najdroższymi urządzeniami na rynku nie istnieje już przepaść cenowa: Apple nie jest już wyraźnie droższym producentem od reszty. Cena jednak nie determinuje tego, że dzisiaj chciałbym wydawać niemal 10 tysięcy złotych na składany telefon. Wam również radzę wstrzymać się z zakupem.

    Pierwszą generację warto sobie odpuścić: „na zaś”

    Składane telefony to dziś „nihil novi”, ale Apple tutaj, oficjalnie, dopiero zaczyna. Nawet dekada projektowania nie zamienia pierwszej generacji w konstrukcję sprawdzoną przez miliony użytkowników. Recenzja tuż po wyjęciu z pudełka pokaże co najwyżej ekran, aparaty i działanie aplikacji, ale nie wskaże, jak to urządzenie będzie się starzało, a każde urządzenie się starzeje: lepiej lub gorzej. Ekstremalne wyginanie i testy na wytrzymałość wyświetlaczy będą analizować konkretne, nieprzystające do codziennego życia scenariusze. Umówmy się: recenzje powiedzą Wam tylko część prawdy. Chcąc wydać niemal 10 tysięcy na telefon, chcę mieć pełną informację, nie tylko jej fragment.

    Interesuje mnie przede wszystkim stan rozkładanego ekranu, połączeń między połówkami i zawiasu po miesiącach noszenia, ładowania i użytkowania. Pierwsi klienci będą mimowolnymi beta-testerami (za które to grzecznie zapłacą) problemów, które nawet rygorystyczne ewaluacje Apple’a mogły pominąć. Ale to nic nadzwyczajnego. To całkowicie normalne w przypadku smartfonów.

    Umówmy się: to ryzyko każdej nowej konstrukcji, a nie moja magiczna wiedza o Duo. Może się okazać, że zawias ma jakieś wady, które przyspieszają jego zużycie. Może ktoś zauważyć problemy z ekranem. Ciasne upakowanie podzespołów i niewielka „grubość” obudowy mogą stanowić problem. Zwyczajnie chcę zobaczyć recenzje po przynajmniej roku, a zakup rozważać najwcześniej po debiucie drugiej generacji, również dając jej kilka miesięcy na obserwację rynku. Kochani, 10 tysięcy złotych (bez złotówki) to znacznie więcej od średniej krajowej netto, która obecnie wynosi 6800 – 6900 zł na rękę. Bez względu na to, ile zarabiam, takie pieniądze uważam za na tyle duże, że zastanowię się nad nimi nie raz i nie dwa, zanim je wydam.

    Czytaj dalej poniżej

    Mortal Shell 2 naprawił dwa kluczowe problemy gatunku soulslike

    MagSafe jest, ale Pro Max zostawia w kieszeni 3200 zł

    Byłem niemal pewien, że Duo nie zaoferuje MagSafe’a, którego bardzo lubię. A tymczasem specyfikacja potwierdza magnetyczne ładowanie do 25 W. To dobra wiadomość dla każdego, kto korzysta z tego systemu akcesoriów. Niemniej, to nie jest dla mnie wystarczający powód, by wydać dziesięć tysięcy. Jest też ważniejsza sprawa: według cennika Apple, iPhone 18 Pro startuje od 6299 zł, a Pro Max od 6799 zł, także za 256 GB. Dopłata do Duo w stosunku do Pro Maksa wynosi zatem 3200 zł. Diabeł, jak zwykle, tkwi w szczegółach.

    Wszystkie trzy modele mają układ A20 Pro: przewaga modeli Pro nie polega na nowszym procesorze. Modele Pro i Pro Max oferują jednak teleobiektyw 48 MP, zmienną przysłonę aparatu głównego oraz uwielbiane przeze mnie Face ID, podczas gdy Duo ma dwa tylne aparaty (wciąż dobre, ale…) i Touch ID w przycisku bocznym. To ostatnie rozwiązanie nie jest złe, jednak nie chciałbym zamieniać mojego ulubionego rozwiązania na inne, jedynie w imię posiadania opcji rozłożenia urządzenia do formy tabletu.

    iPhone Duo w tym trybie oferuje matowy ekran o przekątnej 7,6 cala, umożliwiając jednoczesne wyświetlanie dwóch aplikacji, a także pozwala na rysowanie Apple Pencilem. To rzeczywiście fajne i słuszne rozwiązanie, które z pewnością znajdzie swoich zwolenników. Nie wiem jednak, czy to w pełni usprawiedliwia tak dużą dopłatę.

    Co z temperaturami?

    Mój iPhone 15 Pro Max potrafi się niemiłosiernie nagrzewać, więc na hasło „tytan” nie wyrażam entuzjazmu. Tytan przewodzi ciepło gorzej niż aluminium, ale wiadomo: wszystko zależy od całego układu odprowadzania ciepła. Apple już w przypadku „piętnastek” poprawiało nadmierne nagrzewanie za pomocą aktualizacji iOS 17.0.3, bo problem był poważny: cierpiała kultura pracy oraz żywotność baterii. Duo ma po rozłożeniu 5,2 mm grubości oraz system chłodzenia z komorą parową: ale jak będzie z jego „grzaniem się”, dopiero się przekonamy.

    Jeśli komponenty odpowiedzialne za ciepło nie zdadzą egzaminu, użytkownicy Duo będą narzekać na throttling. A jeśli problem będzie poważny, to bateria w drogim i innowacyjnym urządzeniu Apple’а, zestarzeje się źle. Już w deklaracjach Apple widać pewne kompromisy: Duo ma odtwarzać wideo do 44 godzin na zewnętrznym wyświetlaczu i do 31 godzin na wewnętrznym. W przypadku Pro Maksa Apple podaje czas do 43 godzin, więc przy wyborze Duo musisz zwrócić uwagę na sposób użytkowania telefonu; porównania jabłek do jabłek oraz gruszek do gruszek mogą okazać się niewłaściwe. Codzienne użytkowanie zweryfikuje to najlepiej.

    Duo jest dziś symbolem statusu w rodzinie Apple

    Zazwyczaj to powtarzam i rzadko się mylę w kwestii Apple: ta firma ponownie zarobi ogromne pieniądze. Duo sprzeda się świetnie i firma będzie musiała „doprodukować” kolejne egzemplarze tego modelu. Lojalność klientów, gotowość do wydania większej kwoty i przywiązanie do ekosystemu dają mu mocny start, a składana konstrukcja podkreśla jeszcze jeden, mocny w technologiach aspekt: „mam nowego, drogiego iPhone’a”. iPhone 18 Pro Max nie różni się już tak mocno od 17 Pro Maksa: chyba, że kolorem (o ile ktoś wybierze burgundowy). Docelowo, to właśnie Duo może stać się najbardziej rozpoznawalnym symbolem statusu w ofercie Apple.

    Czytaj również: iPhone Duo: cena smartfona mnie nie zaskoczyła. Ale inne koszty: owszem.

    Na razie pozostaję przy 15 Pro Maxie i z nadzieją spoglądam na rok 2027, kiedy iPhone skończy dwadzieścia lat. Pominiecie numeru 19 i jubileuszowy iPhone 20 wydaje mi się sensownym scenariuszem (tak jak miało to miejsce dekadę temu), ale wiele może się jeszcze zmienić. Liczę zarówno na zmiany w użyteczności, jak i designie, lecz również i tu występuje pułapka „wieku dziecięcego”: mogłaby to być całkowicie nowa konstrukcja, która także może okazać się problematyczna. Warto zaznaczyć, że „jednobryłowiec” nie posiada zawiasu ani regularnie zginanego ekranu, co zmniejsza ryzyko awarii. Pamiętajcie jednak: to nie musi się zdarzyć.

    Dlatego jeśli Twój telefon nadal spełnia Twoje oczekiwania, bateria działa bez zarzutu i masz aktualne oprogramowanie, daj Duo jeszcze trochę czasu: przy wydatku na poziomie dziesięciu tysięcy złotych nie widzę powodu, by płacić podatek od nowości za wszelką cenę.

  • Świat ma pół roku na przygotowania. Po tym eksperci wieszczą katastrofę

    Świat ma pół roku na przygotowania. Po tym eksperci wieszczą katastrofę

    Najpotężniejsze obecnie modele: Mythos oraz Astra, mają zdolność samodzielnego przeprowadzania pełnej ścieżki ataku cybernetycznego w skontrastowanym środowisku testowym, które odwzorowuje strukturę firmowej sieci. Wydaje się, że w obliczu rosnących możliwości sztucznej inteligencji, czas na przeciwdziałanie staje się coraz bardziej ograniczony. Zabezpieczenia nie nadążają za dynamicznym rozwojem zdolności ofensywnych w cyberprzestrzeni.

    Booz Allen niedawno ogłosił, że model Anthropic jest w stanie autonomicznie przełamać zabezpieczenia sieci symulującej infrastrukturę typowej firmy. Analiza obejmowała 18 modeli, które poddano testom w kontrolowanym środowisku. Badania koncentrowały się na identyfikacji i wykorzystywaniu podatności, a także na realizacji kolejnych etapów ataku: od rozpoznania po uzyskanie dostępu do różnych zasobów. Wyniki weryfikowano na podstawie analizy ruchu sieciowego i logów.

    Niezawodność nie pochodzi z umiejętności obsługi pełnego łańcucha ataku

    Początkowo jedynym modelem, który ukończył testowy scenariusz, był Mythos. Po premierze produktu OpenAI, dołączył także GPT-6 Astra. Badacze analizowali m.in. zdobywanie uprawnień i przechodzenie między kolejnymi w punktami infrastruktury. Ważne jest, aby zrozumieć, że 80 punktów nie oznacza 80% skuteczności. Kryteria oceny są znacznie bardziej złożone.

    Warto przywołać dane z AI Security Institute. W 32-etapowej symulacji The Last Ones, Mythos Preview ukończył scenariusz w 3 z 10 prób, podczas gdy GPT-5.5 zdołał zrealizować 2 udane próby na 10. W testowanym środowisku nie zastosowano jednak symulowanej kontrofensywy ani kar za działania mogące włączyć mechanizmy alarmowe. Agent miał także fizyczny dostęp do podatnej sieci, co należy wziąć pod uwagę przy ocenie wyników. Warto zaznaczyć, że większość użytkowników nie będzie miała możliwości przeprowadzenia takiego ataku, korzystając z Claude czy ChatGPT na własną rękę.

    Cztery dni ataku

    W sierpniu firma Tenable opisała operację z lipca skierowaną przeciwko tajwańskiej infrastrukturze rządowej. W ciągu czterech dni agenci AI zidentyfikowali 21 wzajemnie powiązanych systemów oraz przejęli 85 kont. Miały one możliwość samodzielnego wyboru metod działania, aczkolwiek to ludzie wyznaczali cele i tworzyli odpowiednie środowisko, co sprawia, że określenie „pełna autonomia” może być nieco na wyrost.

    Czytaj dalej poniżej


    Twój telewizor cię podsłuchuje. Może to robić nawet przy wyłączonym ekranie

    Jednakże eksperci ostrzegają, że reakcja na atak, nawet jeśli zajmie to cztery godziny od momentu jego wykrycia, może być zbyt późna: tego dowodzi opisany wyżej atak, który miał miejsce na terenie Chin. Agenci AI dysponują znaczną ilością czasu, zasobów i możliwości testowania alternatywnych podejść w równoległych sceneriach. Sytuacja zespołów zajmujących się zabezpieczeniami staje się zatem trudna do zaakceptowania. Ostateczna przewaga zależy od tego, kto dysponuje większą ilością zasobów, musi wykonać więcej działań manualnych i kto ma więcej czasu.

    Model to jedno

    Ale każdy model potrzebuje odpowiedniego oprogramowania „sterującego”, które reguluje realizację zadań i komunikację z narzędziami, jednocześnie przekazując wyniki wykonanych działań do dalszej analizy. W opisanych powyżej przypadkach korzystano ze standardowych modeli, specjalnie przygotowanego środowiska wykonawczego oraz wiedzy ekspertów do znalezienia sześciu luk w Chrome, które zostały połączone w jeden, spójny łańcuch ataku.

    W obiegu znajdują się również modele z udostępnionymi wagami i parametrami, które można uruchamiać w własnej infrastrukturze. W wielu sytuacjach jest to korzystne, ponieważ może to obniżać zarówno koszty, jak i dostępność automatyzacji, zarówno w firmach, jak i w działaniach ofensywnych. Pewną nadzieję stanowi fakt, że współczesne modele wykonują wiele działań, które pozostawiają wyraźne ślady. Dzięki temu możemy być zorientowani na to, że coś się dzieje i w miarę szybko zareagować. Niemniej jednak, walka wciąż jest nierówna.

    Honeypoty dla agentów i presja

    Eksperci sugerują, aby stosować techniki nękania agentów, np. poprzez podsyłanie fałszywych tropów i ślepych uliczek. W takich warunkach modele mogą nieprzyjemnie zawodzić, nawet w 9 przypadkach na 10. Jednakże… takie pułapki mogą gorzej działać w przypadku ataków przeprowadzanych przez ludzi. I tak źle, i tak niedobrze.

    Czytaj również: Agent OpenAI opuścił firmę i zaatakował Hugging Face. To mogło być GPT-6

    W branży mówi się, że mamy obecnie pół roku na przygotowanie się do fali zautomatyzowanych, szybkich i brutalnych ataków. Po tym czasie możemy doświadczyć znacznej katastrofy, która zagraża dostępności wielu usług: od finansów, przez energetykę, aż po usługi publiczne. Niestety, rozwój sztucznej inteligencji to miecz obosieczny, o czym warto pamiętać. A przestępcy nie śpią, zdecydowanie. I będą wykorzystywali wszelkie dostępne narzędzia, by osiągać swoje niecne cele.

  • Trzy mocne seriale, które trzeba śledzić. Pierwszy z nich już dostępny

    Trzy mocne seriale, które trzeba śledzić. Pierwszy z nich już dostępny

    Trzy nowe polskie seriale, które warto śledzić – przed Wami „Pionek”, „Zmora” oraz „Zwierzak”.

    Pierwszy z wymienionych tytułów, „Pionek”, jest już dostępny na platformie SkyShowtime. Od dziś można oglądać ten serial, będący bezpośrednią kontynuacją „Ślebody”. Akcja przenosi nas na Górny Śląsk, gdzie brutalne zabójstwo studentki wskazuje na naśladowcę znanego seryjnego mordercy, określanego mianem „Wampira z Szombierek”. W rolach głównych ponownie występują Maria Dębska oraz Maciej Musiał, którzy wcielają się w antropolożkę Ankę Serafin oraz dziennikarza Bastiana Strzygonia. Ich drogi krzyżują się w trakcie śledztwa prowadzonego przez komisarz Kocur.

    Pionek, czyli 2. sezon Ślebody już jest

    Nowy sezon ma być mrocznym kryminałem, który kładzie nacisk na tajemnicę oraz psychologię postaci, a nie na rutynowe wątki policyjnego śledztwa. „Pionek” to już ósmy polski tytuł stworzy dla SkyShowtime, oparty na drugiej książce duetu Małgorzaty Fugiel-Kuźmińskiej i Michała Kuźmińskiego. Reżyserią zajmują się Michał Gazda oraz Bartosz Blaschke, a w obsadzie drugoplanowej występują znani aktorzy, w tym Piotr Adamczyk, Anna Cieślak oraz Zbigniew Zamachowski. W serwisie dostępne są już dwa pierwsze odcinki, a ostatni epizod zadebiutuje 8 października.

    Zwierzak – SkyShowtime idzie w mroczne klimaty

    Kolejnym wartego uwagi projektem od SkyShowtime jest „Zwierzak”. Serial, inspirowany wspomnieniami policjanta Jerzego Hybińskiego oraz książką o tym samym tytule, ma formę spowiedzi policyjnego przykrywkowca. Przenosi nas do brutalnego świata zorganizowanej przestępczości lat 90. W tytułowej roli zobaczymy Piotra Witkowskiego, który wciela się w funkcjonariusza balansującego na granicy prawa oraz własnego kodeksu moralnego.

    Reżyserią tego tytułu zajmuje się Adrian Panek, znany z produkcji „Simona Kossak”, a scenariusz napisał Marcin Ciastoń, autor „Hiacynta”. Zgodnie z zapowiedziami platformy, historia ta ukazuje wysoką cenę, jaką trzeba płacić za lojalność oraz infiltrację przestępczego półświatka. W obsadzie znajdują się również Borys Szyc, Zofia Jastrzębska, Eryk Kulm oraz Vanessa Aleksander. Zdjęcia do produkcji są już w toku, co oznacza, że premiera jest bliżej, niż mogłoby się wydawać.

    Czytaj dalej poniżej


    Polacy kochają tę funkcję Disney+. Niestety: nie wszędzie z niej skorzystają

    Zmora na HBO Max – premiera szybciej niż myślicie!

    Jeśli czekacie na kolejną nowość, przenosimy się do innego serwisu – drugą wielką premierą tej jesieni będzie „Zmora”, czyli serialowa adaptacja bestsellera Roberta Małeckiego, która zadebiutuje już 2 października na HBO Max. W roli głównej występuje Magdalena Cielecka, wcielająca się w kontrowersyjną dziennikarkę Kamę Kossowską, która wraca do rodzinnego Torunia. Jej powrót uruchamia sprawę zaginięcia przyjaciela z dzieciństwa, a śledztwo komisarza Tomasza Korcza, w które angażuje się bohaterka, odkrywa sekrety sprzed lat.

    Akcja serialu przeplata wątki współczesne z wydarzeniami z lat 80. i 90. Oprócz Cieleckiej w obsadzie zobaczymy Piotra Żurawskiego, Łukasza Simlata oraz Marię Pakulnis. Reżyserią zajmuje się Łukasz Jaworski, a produkcją Opus TV na zlecenie TVN Warner Bros. Discovery. Zwiastun trwający nieco ponad minutę nie odbiega znacząco od wyobrażeń, jakie moglibyśmy mieć o tej produkcji, ale przy odpowiednim balansie oraz dobrze skonstruowanej fabule, „Zmora” może okazać się bardziej interesująca niż większość typowych seriali kryminalnych.

  • Masz taki router? CERT Polska ostrzega, koniecznie zrób aktualizację!

    Masz taki router? CERT Polska ostrzega, koniecznie zrób aktualizację!

    Dwa błędy, w umiejętnym ich połączeniu, w RouterOS umożliwiają przejęcie pełnej kontroli nad podatnym urządzeniem przez SSH, bez potrzeby podawania żadnych poświadczeń. CERT Polska potwierdziło, że hakerzy już zaczęli wykorzystywać tę możliwość „w terenie” i apeluje o pilną aktualizację oraz sprawdzenie konfiguracji urządzeń.

    Zespół dwóch podatności nazwany nieco żartobliwie MikroTrick, a analiza CERT-u wskazuje, że ataki były przeprowadzane co najmniej od 2 września. Napastnicy tworzyli w systemie konto „ops” z wysokimi uprawnieniami. Domyślna konfiguracja RouterOS blokuje dostęp do SSH z internetu, dlatego kluczowa jest konkretna konfiguracja. Otwarcie tej furtki naraża podatny system na opisany atak.

    Dwa błędy w SSH

    SSH, czyli Secure Shell, jest mechanizmem zdalnego dostępu i zarządzania, dlatego te błędy są szczególnie poważne. Podatność o numerze CVE-2026-67276 dotyczyła niepełnego sprawdzania publicznego klucza RSA przypisanego do użytkownika. Napastnik, znając nazwę konta oraz publiczny moduł klucza, mógł zalogować się bez klucza prywatnego. Tak uzyskany dostęp odpowiadał uprawnieniom zaatakowanego konta.

    Drugi błąd, CVE-2026-86060, umożliwiał podniesienie uprawnień danej sesji SSH do pełnych uprawnień administracyjnych poprzez spreparowaną nazwę użytkownika. Obie podatności otrzymały wysoką ocenę 9,2/10 w skali CVSS. Badacze odkryli również błąd w usłudze bandwidth-test, która służy do testowania przepustowości, co mogło prowadzić do wycieków danych z pamięci jądra systemu lub do restartu sprzętu. Inne problemy dotyczyły dodatkowo klienta SSH, obsługi certyfikatów X.509 oraz interfejsu WebFig.

    Modele OpenAI w odizolowanym laboratorium

    Luki wykrył Sławomir Rozbicki z CERT-u, który wykorzystał modele GPT-5.5-cyber i GPT-5.6-sol w ramach programu OpenAI GTAC. Badacze stworzyli izolowane laboratorium z maszynami MikroTika, dokumentacją oraz zasadami bezpiecznego testowania. W ramach agenta zautomatyzowano proces tworzenia i przywracania maszyn oraz porównywania wersji oprogramowania. Wykorzystanie AI pozwoliło na szybkie i efektywne analizowanie specyfikacji protokołów oraz kodu binarnego, a następnie przygotowywanie skryptów potwierdzających występowanie podatności.

    Czytaj dalej poniżej


    Cyber Piątka. Tak rząd chce zadbać o nasze dane

    Niezwykle istotne okazało się modelowanie kolejnych stanów protokołów oraz weryfikacja, co nastąpi po pominięciu, powtórzeniu lub przestawieniu któregokolwiek etapu komunikacji. Cały proces powtarzano następnie na docelowym RouterOS-ie.

    Poprawki już dostępne i warto z nich skorzystać

    Poprawki są już dostępne w kilku wersjach RouterOS-a. CERT Polska potwierdza, że skutecznie uniemożliwiają one przeprowadzanie zaobserwowanych ataków, jednak po ich instalacji należy sprawdzić, czy nasze urządzenia nie zostały już przejęte.

    Podczas uruchamiania poprawionego RouterOS-a, system samodzielnie wyszukuje znane ślady nieautoryzowanych zmian w konfiguracji. Mechanizm „flagged” wyłącza rozpoznane podejrzane wpisy, zapisuje krytyczne komunikaty w logach i oznacza urządzenie. Należy jednak pamiętać, że wykrywa on tylko wybrane oznaki włamania, więc ich brak nie oznacza jednoznacznie, że sprzęt jest bezpieczny. Również obecność flagi nie wskazuje jednoznacznie na wykorzystanie „MikroTricka”. W logach warto szukać prób logowania z nazwą użytkownika „-2” oraz prób tworzenia kont, a także zweryfikować, czy wśród użytkowników nie figuruje konto o nazwie „ops”.

    Widzisz włam? Zabezpiecz dowody

    Jeżeli wdrożenie poprawek nie jest możliwe natychmiastowo, CERT Polska zaleca wyłączenie narażonych usług lub ograniczenie dostępu zdalnego. Dotyczy to w szczególności SSH, WWW/WWW-SSL i serwera bandwidth-test. Przed aktualizacją urządzenie nie powinno także inicjować połączeń TLS ani używać wbudowanych klientów SSH, zwłaszcza gdy komunikacja odbywa się przez niezaufane sieci lub z niezaufanymi hostami. To rozwiązanie jest tymczasowe, ponieważ aktualizacja musi i tak zostać przeprowadzona.

    Czytaj również: Wyrzuciłem router operatora i kupiłem nowy. WiFi śmiga jak nigdy przedtem.

    W przypadku przejęcia urządzenia należy je odizolować, zabezpieczyć logi oraz konfigurację i zgłosić incydent do CSIRT. Dopiero po tym należy przywrócić ustawienia fabryczne. Warto pamiętać, że przywrócenie pełnej kopii z przejętego routera może spowodować odtworzenie również niepożądanych zmian, więc wszelkie pożądane ustawienia należy odtworzyć ręcznie.

  • Setki filmów i seriali za darmo. Wystarczy korzystać z InPost

    Setki filmów i seriali za darmo. Wystarczy korzystać z InPost

    InPost rozszerza katalog nagród za InCoiny o kolejną platformę VOD – tym razem użytkownicy będą mogli przetestować przez miesiąc serwis Megogo.


    Jeśli często korzystacie z Paczkomatów InPost, prawdopodobnie na Waszym koncie zgromadziła się znaczna liczba punktów. Można je wykorzystać na zniżki w sklepach internetowych oraz stacjonarnych, cyfrowe produkty gamingowe, czy rabaty na wynajem samochodu. Już niebawem będzie można je również przeznaczyć na dostęp do platformy Megogo, nowego serwisu streamingowego na polskim rynku, oferującego dostęp do telewizji online oraz treści na żądanie.

    Megogo za InCoiny – co to za platforma?

    Megogo to serwis, który nie jest na równi z Netflixem czy Prime Video, jednak jego biblioteka z pewnością nie jest pusta. Oferuje około 2500 filmów i seriali, zarówno z kategorii europejskich klasyków, jak i hollywoodzkich blockbusterów. Treści VOD współistnieją tutaj z dostępem do telewizji online oraz kanałami na żywo, a programy telewizyjne można odtwarzać do 7 dni dzięki specjalnemu archiwum.

    Wkrótce w aplikacji InPost będzie można zdobyć 30-dniowy okres próbny Megogo za InCoiny, co umożliwi testowanie serwisu bez ponoszenia kosztów. Warto zaznaczyć, że to nie pierwszy raz, kiedy platforma VOD pojawia się w aplikacji InPost – w sekcji z nagrodami można znaleźć również m.in. 30 dni pakietu Polsat Lovers oraz WP Pilot w wersji bezpłatnej. Koszt próbnego okresu Megogo nie jest jeszcze znany, jednak na podstawie podobnych ofert można przyjąć, że będzie to około 400 punktów.

    „Jestem przekonany, że klienci InPost będą miło spędzali czas, oglądając sport, filmy i programy rozrywkowe dzięki naszej platformie” – Artur Pacuła, CEO Megogo Polska.

    Należy jednak zaznaczyć, że oferta jest skierowana do użytkowników, którzy nie posiadali aktywnego konta przez ostatnie 180 dni – konieczne będzie również podanie numeru telefonu.

    Czytaj dalej poniżej

    Sprzęt Parkside i Parkside Performance na mocnych obniżkach. Kaufland zaszalał

    Źródło: WirtualneMedia

  • Wkrótce drogie mogą okazać się nie tylko pamięci. Branża AI ostrzy sobie zęby również na inne rzeczy

    Wkrótce drogie mogą okazać się nie tylko pamięci. Branża AI ostrzy sobie zęby również na inne rzeczy

    OpenAI intensywnie pracuje nad własnymi chipami do sztucznej inteligencji i zapowiada konkretne postępy w współpracy z Samsungiem. Obecne dostawy pamięci to jeden z kroków, ale wkrótce może to dotyczyć również procesorów, co może przypominać sytuację z aktualnym rynkiem pamięci RAM. Choć taki scenariusz wydaje się ekstremalny, warto pamiętać, że rynek AI wciąż rośnie i nie ma oznak na to, by miał się zatrzymać.

    Harrison Kim, szef OpenAI w Korei, wczoraj w Seulu odniósł się do postępów w badaniach i przygotowaniach do produkcji nowej generacji chipów, nie ograniczając się jedynie do pamięci. OpenAI potwierdziło, że jego wypowiedź dotyczy obecnych relacji z Samsungiem, wspieranych wcześniej podpisanym listem intencyjnym, co zasadniczo nie jest nowością. Jednak znaczenie tej współpracy wyraźnie wzrasta, a można się zastanawiać, czy niebawem OpenAI, jako gigant w branży, zacznie zyskiwać również inne kluczowe komponenty poza RAM-em. Jak wspomniałem wcześniej, w niekorzystnych warunkach, mogłoby to prowadzić do kryzysu na wzór sytuacji z komponentami DRAM, co w znaczący sposób wpłynęłoby na ceny dla konsumentów.

    Potrzeby sprzętowe OpenAI

    Relacje między Koreą Południową a USA są regulowane listem intencyjnym z 2025 roku. Samsung Electronics dołączył do projektu Stargate jako strategiczny partner w zakresie efektywnej i energooszczędnej pamięci, a równolegle zawarto umowę z SK Hynix. Wówczas szacowano, że potrzeby OpenAI mogą sięgać nawet 900 tysięcy wafli DRAM miesięcznie.

    Dlaczego pamięć jest tak ważna dla firm zajmujących się sztuczną inteligencją? Wykonywanie poleceń, zarówno naszych, jak i modelu AI, wymaga intensywnych obliczeń, a generowanie dalszych fragmentów odpowiedzi zależy od przepustowości pamięci. Procesor musi otrzymywać dane na tyle szybko, aby wykorzystać swoje możliwości obliczeniowe. Opóźnienia mogą również występować podczas dystrybucji danych między rdzeniami. Sam akcelerator zbudowany dla AI nie rozwiązuje problemów związanych z przenoszeniem dużych ilości danych. Dlatego powstają projekty takie jak Jalapeño, które mają na celu ograniczenie zbędnego przenoszenia danych oraz zaprojektowanie układów i oprogramowania dostosowanego do konkretnych potrzeb. Jak pokazuje przykład Apple, które w sojuszu z partnerami buduje własny sprzęt, wzmacniając go o odpowiednie oprogramowanie, takie podejście przynosi najlepsze efekty w zakresie wydajności. OpenAI podąża podobną ścieżką, ale w zupełnie innej branży.

    OpenAI, Broadcom i TSMC w jednym projekcie

    Jalapeño to akcelerator służący do tak zwanej inferencji, który powstaje we współpracy z Broadcomem, a producentem układu jest znana w branży firma TSMC. Technologia ta wykorzystuje pamięć HBM4 Samsunga, najnowszej, szóstej generacji pamięć o bardzo wysokiej przepustowości, stosowaną głównie w serwerach i centrach danych. Jaka jest rola Samsunga w tym projekcie? Główny układ obliczeniowy powstaje w fabrykach konkurencyjnego producenta. Niemniej, ostateczna architektura podziału ról może się zmieniać, bowiem wiele kwestii pozostaje niejasnych. Nie zdziwiłbym się, gdyby OpenAI nie ujawniało wszystkiego publicznie, ponieważ na podobne informacje mogą być łase inne firmy, szczególnie w kontekście rozwoju ChatGPT.

    Czytaj dalej poniżej


    Elektronika, którą zabieram na wakacje. Te gadżety rozwiązują realne problemy

    OpenAI podkreśliło na koniec sierpnia, że dzięki wsparciu modeli AI zespół przeszedł od początkowego projektu do fazy tape-out w zaledwie 9 miesięcy. Oznacza to zakończenie etapu projektowania przed produkcją, co wymaga dalszych testów i przygotowań do produkcji. Wdrożenie Jalapeño w infrastrukturze OpenAI ma rozpocząć się do końca 2026 roku, równolegle z opracowywaniem oprogramowania i przygotowaniem całości do działania na dużą skalę. Prace nad drugą generacją są już zaawansowane, a trzecia nabiera kształtu, co nie jest zaskoczeniem — twórca ChatGPT ma ambitne plany, aby zwiększyć moce obliczeniowe oraz poprawić efektywność swoich modeli w kolejnych iteracjach. Jednocześnie OpenAI potwierdziło, że będzie dążyć do dalszego wykorzystania akceleratorów Nvidii i innych partnerów w procesie treningu oraz inferencji.

    Możliwości produkcji procesorów w Samsungu

    Oszacowanie współpracy może obejmować również działalność Samsung Foundry, która zajmuje się produkcją układów na zlecenie, a także zaawansowanymi technologiami pakowania i łączenia z innymi komponentami oraz oprogramowaniem. Daje to Koreańczykom szansę na większe zaangażowanie w proces produkcji akceleratora i zwiększenie potencjalnych zysków. Na razie są to głównie spekulacje, a informacje na temat producenta, procesu technologicznego czy całkowitych zamówień pozostają w sferze niejawnej. Możliwe, że wkrótce nastąpią kolejne negocjacje, które obejmą nie tylko Samsung.

    A dlaczego miałoby tak być? Ponieważ podobne plany ma również firma Anthropic. Według agencji Yonhap, rozważała ona wykorzystanie technologii 2 nm oferowanej przez Samsunga i jego zdolności do pakowania układów. Aktualnie rozmowy nie przeszły jednak w fazę szczegółowego projektowania, testów ani produkcji. W przypadku OpenAI najbliższym wyzwaniem pozostaje zapowiedziane wdrożenie Jalapeño, które zostanie wyprodukowane przez TSMC.

    Czytaj również: DRAM-atu ciąg dalszy. Chińczycy mieli uratować rynek pamięci, a obecnie sytuacja wydaje się niepewna

    Co to oznacza dla nas? Niestety, rosnąca potrzeba firm zajmujących się AI w zakresie sprzętu może nie skończyć się tylko na DRAM-ie. Kolejnym krokiem może być wykorzystanie mocy przerobowych producentów chipów, co mogłoby wywołać podobne skutki jak w przypadku pamięci, prowadząc do znacznego wzrostu cen. Już teraz możemy zauważyć sygnały nadchodzących podwyżek, co niepokoi zarówno konsumentów, jak i przedstawicieli branży. Jeżeli rynek AI wprowadzi wyższe ceny również na chipy, w ciągu kilku lat moglibyśmy doświadczyć zdrożenia wszelkich urządzeń, od tańszych smartfonów po komputery i ich komponenty. Biorąc pod uwagę, że rozwój modeli odbywa się w tempie wykładniczym, sytuacja może ulec znaczącej zmianie.