Autor: admin

  • iPhone sam wykryje kradzież. Ważna zmiana

    iPhone sam wykryje kradzież. Ważna zmiana

    Apple planuje wprowadzenie nowej funkcji, która ma chronić telefony przed kradzieżą.

    Dobre pomysły warto, a wręcz należy kopiować – zwłaszcza jeśli dotyczą bezpieczeństwa. Wiele wskazuje na to, że Apple zamierza podjąć takie kroki. Firma może wykorzystać pewną funkcję, która jest już znana użytkownikom Androida, co zdecydowanie poprawi bezpieczeństwo właścicieli iPhone’ów.

    Nowa funkcja w iOS: Ochrona Twojego telefonu

    W obliczu coraz powszechniejszych przypadków phishingu oraz różnych metod kradzieży danych i pieniędzy, producenci sprzętu i oprogramowania mają obowiązek dbać o bezpieczeństwo użytkowników. Jednym z ciekawszych rozwiązań ostatnich lat wprowadzonych przez Google jest funkcja Theft Detection Lock, która uruchamia blokadę telefonu w momencie, gdy zostanie on nagle wyrwany z ręki. Dzięki temu potencjalny złodziej nie ma możliwości przeglądania zawartości urządzenia. W zatłoczonych miejscach taka funkcja jest niezwykle przydatna, gdyż chroni użytkownika przed poważnymi konsekwencjami kradzieży. Istnieją mocne przesłanki, że podobna funkcja już wkrótce zostanie wprowadzona przez Apple dla iPhone’ów.

    Szczegóły tej funkcji zostały ujawnione dzięki kodowi odkrytemu przez serwis 9to5Mac w wersji beta systemu iOS 27.2. Inżynierowie Apple pracują nad funkcją o nazwie AutoLock, która będzie opierać się na analizie danych telemetrycznych. Celem jest umożliwienie smartfonowi podjęcia decyzji o blokadzie bez konieczności oczekiwania na zalogowanie się do aplikacji Find My i ręczne wysłanie polecenia. Cały proces odbędzie się automatycznie, dzięki czemu nasze dane będą dobrze zabezpieczone.

    Aby wykryć kradzież, akcelerometr i żyroskop telefonu rozpoznać będą specyficzny, dynamiczny impuls towarzyszący nagłemu wyrwaniu telefonu z dłoni. Tego rodzaju ruch może wskazywać, na przykład, na kradzież w trakcie ucieczki na rowerze czy biegiem, co stanowiłoby anomalię w zachowaniu użytkownika. Dodatkowym czynnikiem sygnalizującym kradzież będzie utrata połączenia z Apple Watch. Gdy zegarek przestanie komunikować się z telefonem za pośrednictwem Bluetooth, system uzna to za wskaźnik kradzieży. Dodatkowo analizowany będzie czas bez interakcji z telefonem mimo odblokowanego ekranu.

    Fałszywy alarm? Bez zbędnych kłopotów

    Zastanawiam się nad sytuacjami, w których czujniki i algorytmy mogłyby zareagować niepoprawnie. Co się stanie, jeśli nagły impuls nie będzie związany z kradzieżą telefonu? Możemy przecież nagle rzucić się do biegu z odblokowanym telefonem, aby zdążyć na odjeżdżający tramwaj, lub w panice oddalić się z niebezpiecznej sytuacji. Apple planuje wprowadzenie dodatkowego mechanizmu zabezpieczającego, który będzie opierał się na rozpoznawaniu użytkownika za pomocą Face ID. Jeśli ten czujnik potwierdzi obecność właściciela, blokada zostanie natychmiast zdjęta, pozwalając na swobodne korzystanie z urządzenia.

    Nowa funkcja jest już w systemie, chociaż nie jest aktywna. Obecnie trwa zbieranie danych, które pozwolą na odpowiednie dostosowanie funkcji wykrywających anomalie i nietypowy ruch. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, funkcja AutoLock powinna zostać wprowadzona w systemie iOS przed końcem tego roku. Warto zauważyć, że Google jako pierwszy wprowadził podobny system – to niezwykle przydatne rozwiązanie, które z pewnością powinno znaleźć się w każdym nowoczesnym telefonie. Mamy nadzieję, że nie doprowadzi to do nieuzasadnionych blokad w najmniej oczekiwanych momentach…

  • Garmin się chowa. Pierwszy smartwatch w historii ma 1800 lat

    Garmin się chowa. Pierwszy smartwatch w historii ma 1800 lat

    Choć trudno w to uwierzyć, pierwszy smartwatch powstał już w czasach starożytnego Rzymu.

    Myśląc o pierwszym smartwatchu, większość ludzi wyobraża sobie stary model Apple Watch lub jakiś egzemplarz od Samsunga. W rzeczywistości jednak, już w czasach starożytnego Rzymu skonstruowano zegarek, który pod względem pomysłowości wyprzedzał swoją epokę.



    Fot. Stowarzyszenie Muzeów KHM, heute.at

    Miał cztery centymetry. Rzymianie stworzyli własny „smartwatch”

    Co zatem definiuje dzisiaj znane nam „smartwatcha”? Jest to z grubsza urządzenie, które poza wskazywaniem czasu w klasyczny sposób, oferuje także szereg dodatkowych funkcji. Dla nas, współczesnych użytkowników, smartwatche są gadżetami umożliwiającymi śledzenie kroków, spalonych kalorii czy monitorowanie parametrów zdrowotnych, a doskonale sprawdzają się zarówno podczas snu, jak i aktywności fizycznej. Warto jednak zauważyć, że aby zegarek mógł być uznany za „smart”, musi oferować coś wyjątkowego. A już w czasach starożytnego Rzymu udało się stworzyć takie niezwykłe urządzenie. Biorąc pod uwagę podstawowe kryteria, mamy do czynienia ze smartwatchem sprzed 1800 lat, który jak najbardziej zasługuje na tę miano.

    Głównym powodem, dla którego zyskał miano „smart”, była jego zdolność do rozwiązywania ważnego problemu, który dotyczył Rzymian – polegającego na wskazywaniu prawidłowej godziny niezależnie od miejsca na Ziemi. Obywatele Rzymu, kontrolujący duże terytoria, doskonale zdawali sobie sprawę z faktu, że w różnych częściach ich imperium czas płynie inaczej. Dzień nie zaczynał się w tym samym momencie, a ich zegary słoneczne (dostosowane do stolicy) nie działały prawidłowo, gdy udawali się daleko na wschód. W tamtych czasach nie istniała możliwość synchronizacji zegarków przez GPS. Wprowadzono jednak innowacyjne rozwiązanie – kieszonkowy zegar słoneczny z wymiennymi tarczami dostosowanymi do lokalnych warunków w poszczególnych prowincjach.

    Taki mały zestaw był niezwykle praktyczny w podróży, ponieważ średnica zegarka wynosiła zaledwie 4 centymetry. Wewnątrz znajdowały się cztery tarcze, na których grawerowano nazwy konkretnych prowincji, takich jak Brytania czy Egipt. Umożliwiało to wygodną wymianę tarcz oraz łatwą obsługę zegarka w trakcie podróży. Po dotarciu do nowego miejsca wystarczyło zamontować odpowiednią tarczę, a zegarek wskazywał dokładny czas odnoszący się do danej szerokości geograficznej. Precyzyjny cień pozwalał posiadaczowi na dokładne określenie, kiedy jest „teraz” w wybranej lokalizacji na świecie.

    Czytaj dalej poniżej


    Masz Androida? To może być najlepszy smartwatch dla Ciebie


    Fot. Stowarzyszenie Muzeów KHM, heute.at

    W przeciwieństwie do dzisiejszych smartwatchy, starożytny zegar nie był jednak technologią dostępną dla każdego. Georg Plattner, dyrektor Kolekcji Starożytności Klasycznych w KHM, podkreśla, że urządzenie to stanowiło odpowiednik najdroższych szwajcarskich zegarków. Było to zarezerwowane dla najwyżej postawionych urzędników i dyplomatów, którzy często podróżowali. Jego produkcja wymagała precyzyjnej obróbki metalu oraz zaawansowanej wiedzy z zakresu trygonometrii sferycznej i astronomii, rozwijanej przez wieki – co porównywalne jest do wymagań współczesnych zegarków, lecz w tamtych czasach było zdecydowanie bardziej kosztowne.

    Faktem potwierdzającym, że te zegarki nie były powszechne, jest ich niska zachowana liczba do czasów współczesnych. Archeologom udało się zidentyfikować około 20 egzemplarzy, z czego większość jest niekompletna i zniszczona. Obecnie najlepiej zachowany egzemplarz można oglądać na żywo w muzeum w Wiedniu. Jest to namacalny dowód pomysłowości i kunsztu inżynierów sprzed niemal 2000 lat, którzy w czasach starożytnego Rzymu potrafili stworzyć tak precyzyjne, innowacyjne i użyteczne narzędzie. Ciekawe, czy mając więcej czasu na zdobycie szczytów swojego imperium, mogliby stworzyć odpowiedniki współczesnych tabletów i smartfonów…

  • Te popularne telefony Samsunga nie dostaną już aktualizacji. Sprawdź swój model

    Te popularne telefony Samsunga nie dostaną już aktualizacji. Sprawdź swój model

    Samsung zakończył wsparcie dla dwóch swoich popularnych składanych smartfonów. Galaxy Z Fold 3 oraz Galaxy Z Flip 3 nie będą już otrzymywać kolejnych aktualizacji zabezpieczeń, co oznacza koniec kilkuletniego cyklu wsparcia tych urządzeń. Oba modele zadebiutowały w 2021 roku i miały za zadanie przekonać użytkowników, że składany telefon może być pełnoprawnym smartfonem do codziennego użytku. Wygląda na to, że producent całkiem nieźle wywiązał się z tego zadania.

    Galaxy Z Fold 3 i Z Flip 3: Ostatnia aktualizacja dla popularnych składaków

    Galaxy Z Fold 3 oraz Galaxy Z Flip 3 zostały zaprezentowane w 2021 roku. Samsung objął je programem umożliwiającym cztery generacje aktualizacji systemu oraz pięć lat wsparcia związane z bezpieczeństwem. Producent oficjalnie umieścił oba modele na liście urządzeń objętych tym rozszerzonym wsparciem.

    Ostatnią dużą aktualizacją systemową dla obu smartfonów był Android 15 z One UI 7, który trafił na urządzenia w maju 2025 roku. Teraz nastąpił koniec dostarczania poprawek bezpieczeństwa.

    To jedne z ważniejszych składaków Samsunga

    Z Fold 3 i Z Flip 3 były kluczowymi etapami rozwoju składanych smartfonów w portfolio koreańskiego giganta. Producent poprawił konstrukcję w porównaniu do wcześniejszych generacji, a urządzenia zyskały między innymi ekrany o odświeżaniu 120Hz oraz zwiększoną odporność na zachlapania. Galaxy Z Fold 3 był także pierwszym składanym modelem Samsunga obsługującym rysik S Pen.

    Samsung informował, że oba modele w pierwszym miesiącu sprzedaży osiągnęły wyższą sprzedaż niż wszystkie składane telefony firmy z 2020 roku łącznie.

    Brak poprawek bezpieczeństwa to większy problem niż brak najnowszych systemowych sztuczek

    Koniec aktualizacji systemowych nie oznacza, że smartfon nagle przestanie działać. Galaxy Z Fold 3 i Z Flip 3 nadal można używać, instalować aplikacje i korzystać z podstawowych funkcji. Problemem staje się jednak brak kolejnych poprawek zabezpieczeń. Nowe luki w Androidzie czy komponentach Samsunga mogą z czasem pozostać niezałatane. Ma to szczególne znaczenie dla urządzeń używanych do bankowości mobilnej, płatności, poczty elektronicznej czy przechowywania prywatnych danych.

    Nie oznacza to automatycznie, że telefon staje się nagle „niebezpieczny”. Niemniej jednak, z każdym miesiącem bez aktualizacji rośnie liczba potencjalnych problemów, które producent nie będzie już usuwał w ramach standardowego wsparcia.

    Samsung pokazuje, jak bardzo zmieniła się polityka aktualizacji

    Ciekawie wygląda porównanie z obecnymi smartfonami producenta. Samsung znacząco wydłużył wsparcie dla nowszych modeli. Wybrane telefony Galaxy wydane w ostatnich miesiącach otrzymują już sześć, a nawet siedem lat aktualizacji, podczas gdy Z Fold 3 i Z Flip 3 objęte były wcześniejszą, pięcioletnią polityką bezpieczeństwa. W związku z tym właściciele starszych składanych modeli muszą liczyć się z końcem oficjalnego wsparcia, mimo że sam sprzęt pod względem wydajności nadal może być dla nich w pełni wystarczający.

    I oczywiście, nie ma konieczności natychmiastowego zakupu nowego telefonu – ale warto powoli myśleć o przesiadce na nowszy model, aby uniknąć nieprzyjemnych niespodzianek. Wsparcie producenta to niezwykle istotny element, zwłaszcza w świecie, w którym to właśnie na smartfonie gromadzimy wiele wrażliwych informacji i danych.

  • Często używasz Bluetooth? To musisz wiedzieć

    Często używasz Bluetooth? To musisz wiedzieć

    Bluetooth jest dzisiaj tak powszechny, że większość użytkowników przestaje na niego zwracać uwagę. Wystarczy zaledwie kilka sekund, aby połączyć smartfon z słuchawkami, zegarkiem czy głośnikiem. Kiedy jednak urządzenia zaczynają się rozłączać lub dźwięk jest przerywany, łatwo obarczyć winą sam standard. Okazuje się, że o jakości połączenia Bluetooth decyduje znacznie więcej niż tylko numer wersji.

    Bluetooth nie ma „jednego” zasięgu. Oto dlaczego

    Istnieje powszechne przekonanie, że określona wersja Bluetooth zapewnia konkretne zasięgi działania. W rzeczywistości sytuacja wygląda inaczej. Na zasięg wpływają nie tylko moc nadajnika, konstrukcja anten, czułość odbiornika, ale także zastosowana warstwa radiowa. Istotne są również warunki, w jakich korzystamy z urządzeń.

    Ten sam zestaw słuchawek może działać bezproblemowo na dużych odległościach w otwartej przestrzeni, a znacznie gorzej w pomieszczeniach pełnych ścian. Bluetooth SIG zwraca uwagę, że efektywny zasięg zależy od wielu parametrów fizycznych urządzenia oraz warunków, w jakich sygnał się propaguje.

    Ściany i metal potrafią zrobić dużą różnicę

    Sygnał Bluetooth pracuje w paśmie 2,4 GHz, które wykorzystuje również część sieci Wi-Fi. Fale radiowe mogą być osłabiane przez różnorodne przeszkody, takie jak beton, drewno, szkło czy metal. Szczególnie niekorzystne mogą być warunki, które zawierają duże metalowe powierzchnie, odbijające i rozpraszające sygnał. Dlatego słuchawki mogą zacząć przerywać, gdy telefon zostaje w innym pomieszczeniu lub jeśli zasłonimy go własnym ciałem. Takie objawy nie muszą świadczyć o awarii sprzętu.

    Wi-Fi może wpływać na stabilność połączenia

    Bluetooth korzysta z tego samego pasma 2,4 GHz co wiele routerów i innych urządzeń bezprzewodowych. Im więcej aktywnych urządzeń w tym zakresie, tym większe prawdopodobieństwo zakłóceń. Bluetooth stosuje mechanizmy mające na celu ograniczenie wpływu interferencji, jednak zatłoczone środowisko radiowe może negatywnie wpływać na stabilność transmisji. Oznacza to, że połączenie może działać różnie w pustym pokoju i w biurze pełnym routerów, komputerów, telefonów oraz innych urządzeń bezprzewodowych.

    Nowszy Bluetooth nie zawsze oznacza większy zasięg

    Bluetooth nieustannie się rozwija. Obecnie Bluetooth SIG wprowadził specyfikację Bluetooth Core 6.3, która zawiera udoskonalenia dotyczące precyzji pomiarów, raportowania parametrów oraz efektywności radiowej. Nie oznacza to jednak automatycznie, że każde urządzenie z nowszą wersją będzie działało na większym dystansie.

    Ważne są również konkretne funkcje zaimplementowane przez producenta. Przykładem jest LE Coded PHY, który stosuje dodatkowe mechanizmy korekcji błędów, mogące wspierać utrzymanie połączenia na większych odległościach lub w trudniejszych warunkach radiowych. Obydwa urządzenia muszą jednak obsługiwać odpowiednią funkcję, aby można było z niej skorzystać.

    Jak poprawić działanie Bluetooth?

    Gdy słuchawki lub głośnik zaczynają przerywać, najprostsze rozwiązania często okazują się najskuteczniejsze. Ważne jest zbliżenie urządzeń do siebie, usunięcie większych przeszkód oraz ograniczenie liczby aktywnych urządzeń korzystających z pasma 2,4 GHz. Może także pomóc rozłączenie i ponowne sparowanie urządzeń.

    Bluetooth jest znacznie bardziej zależny od fizyki niż mogłoby się wydawać. Sam symbol Bluetooth 5.x czy 6.x na opakowaniu nie mówi wszystkiego. O tym, czy słuchawki będą działały stabilnie, decyduje szereg czynników: sprzęt, anteny, moc sygnału, zastosowany tryb transmisji oraz, przede wszystkim, miejsce, w którym korzystamy z urządzeń.

  • WinRAR: 30 lat nikt nie płacił, a teraz stało się coś… niezwykłego!

    WinRAR: 30 lat nikt nie płacił, a teraz stało się coś… niezwykłego!

    Twórcy WinRAR nawiązali współpracę z marką modową. Pierwsza partia produktów – w tym designerska i dość kosztowna torba – wyprzedała się błyskawicznie!


    Przez lata WinRAR był jednym z najbardziej rozpoznawalnych programów na komputerach z systemem Windows. Charakterystyczne okno komunikatu informowało o zbliżającym się 40-dniowym okresie próbnym, ale wiele osób ignorowało tę wiadomość i korzystało z programu dalej. Teraz marka postanowiła podjąć ten internetowy żart z większym luzem. Zamiast kolejny raz prosić o zakup licencji, WinRAR sprzedaje… torbę inspirowaną własnym logo!

    WinRAR wkracza do świata mody

    Torba WinRAR Archive Messenger Bag powstała we współpracy z marką tern. Produkt odzwierciedla motyw kolorowych książek znanych z ikony programu i została zaprojektowana tak, aby przypominać fizyczne archiwum. Ma usztywnioną konstrukcję, magnetyczne zapięcie oraz odpinany i regulowany pasek. Choć nie jest zbyt duża (ma wymiary 21,4 x 14 x 7 cm), pomieści podstawowe przedmioty, takie jak smartfon, portfel czy słuchawki. Najbardziej absurdalny jest jednak sposób, w jaki WinRAR reklamuje swój produkt. Firma żartobliwie sugeruje użytkownikom, którzy nigdy nie zakupili programu, aby zamiast licencji przynajmniej kupili torbę, co jest bezpośrednim nawiązaniem do jednego z najstarszych internetowych memów.

    Cena torby wynosi 115 euro (około 500 zł). To zdecydowanie więcej niż koszt pojedynczej licencji WinRAR-a, więc trudno traktować zakup torby jako formę zapłaty za program. Producent torby oferuje pięcioletnią gwarancję, a część przychodu z każdego sprzedanego egzemplarza trafia do twórców WinRAR-a, lecz raczej nie w takiej wysokości jak przy sprzedaży licencji.

    Najlepszym dowodem na to, że internetowy żart trafił do odpowiedniej grupy odbiorców, jest ogromne zainteresowanie produktem. Torba błyskawicznie zniknęła z oferty podczas pierwszej partii, a po jej wznowieniu na rynku ponownie wywołała ogromne emocje. Oficjalny sklep tern aktualnie oferuje torbę jako dostępną i zapewnia wysyłkę na całym świecie. Oprócz torby w ofercie znajduje się również kurtka z ikoną programu, która jest jeszcze droższa: kosztuje blisko 225 euro, czyli około 985 zł.

    Czytaj dalej poniżej

    Dlaczego dysk twardy to C, a nie A? Wyjaśniamy zagadkę

    Nie można nie dostrzec w tym wszystkim ironii. Prawdopodobnie ci sami ludzie, którzy przez lata ignorowali komunikaty o konieczności zakupu aplikacji, teraz chętnie wydają znacznie więcej na modowe akcesoria związane z WinRAR-em.

    Najsłynniejszy wieczny trial wciąż robi furorę

    WinRAR od dawna jest wyjątkowym przypadkiem oprogramowania, którego wersja próbna nie przestaje działać po upływie deklarowanych 40 dni. Po tym okresie program nadal umożliwia korzystanie z podstawowych funkcji, przypominając jednocześnie o możliwości zakupu licencji. To właśnie ten mechanizm stał się jednym z najtrwalszych żartów związanych z oprogramowaniem komputerowym. Teraz WinRAR postanowił pójść o krok dalej w kierunku memów: zamiast walczyć ze swoim wizerunkiem w sieci, zdecydował się go… monetyzować. Fizyczna torba w kształcie kultowej ikony czy kurtka mogą być dla wielu osób zupełnie niepotrzebnym gadżetem, ale jako techniczny mem są niemal idealne.

  • Ta aplikacja zżera ci RAM w komputerze. Robią tryb gamingowy, ale nie pomaga

    Ta aplikacja zżera ci RAM w komputerze. Robią tryb gamingowy, ale nie pomaga

    Discord przygotowuje się do wprowadzenia trybu gamingowego w aplikacji na system Windows. Szkoda tylko, że nie rozwiązuje to największego problemu związane z tym komunikatorem.

    Discord jest nieodłącznym narzędziem dla każdego gracza. Umożliwia nie tylko komunikację tekstową, ale również audio i wideo z przyjaciółmi, dołączanie do grup oraz angażowanie się w różnorodne społeczności. Obecnie deweloperzy starają się uczynić aplikację jeszcze bardziej atrakcyjną dla graczy. Pracują nad funkcją trybu gry (Game Mode), która ma na celu ograniczenie zużycia procesora i karty graficznej w trakcie uruchamiania gier. Problemem jest jednak fakt, że największy apetyt Discorda może dotyczyć zupełnie innego zasobu — pamięci RAM, którą aplikacja potrafi wykorzystać w nadmiarze, nawet w nowym trybie.

    Tryb gry w Discordzie nie rozwiązuje kluczowego problemu

    W ostatnich latach ceny komponentów komputerowych znacznie wzrosły, przez co granie stało się mniej dostępne dla wielu osób. Złożenie średniej klasy komputera może znacząco obciążyć budżet. W związku z tym, coraz większa odpowiedzialność spoczywa na twórcach gier i oprogramowania, aby ich programy obciążały komputery jak najmniej. Twórcy Discorda ogłosili niedawno prace nad trybem gamingowym, który po wykryciu uruchomionej gry automatycznie wyłącza animacje i efekty wizualne interfejsu. Z pozoru brzmi to sensownie, zwłaszcza w kontekście słabszych komputerów. Jest jednak jeden istotny problem — w opisie tej funkcji nie wspomniano ani słowem o pamięci RAM.

    Pamięć operacyjna stała się jednym z bardziej frustrujących problemów użytkowników. Discord działa na platformie Electron, która wykorzystuje technologie znane z przeglądarek internetowych. Oznacza to, że aplikacja korzysta z procesów opartych na Chromium.

    Właściciele Discorda są świadomi tego problemu. Aplikacja potrafi „rozrosnąć się” do ponad 4 GB pamięci RAM i dotąd nie podjęto skutecznych działań w tej kwestii. Co gorsza, w wrześniu 2026 roku twórcy chwalili się, że aktualizacja Electrona zmniejszyła zużycie procesora o 17%, ale średnie zużycie pamięci wzrosło o 4%.

    Czytaj dalej poniżej

    Gigantyczny problem Windowsa 11. Najnowsza aktualizacja psuje gry

    Problem nie dotyczy jedynie Discorda. Wiele innych podstawowych aplikacji działających na systemie Windows 11 bazuje na technologii Electron lub WebView2. Zanim uruchomisz grę, w tle mogą już pracować różne programy-przeglądarki.

    Grafika: depositphotos.com

  • Action ma etui na iPhone za grosze – i to z obsługą MagSafe

    Action ma etui na iPhone za grosze – i to z obsługą MagSafe

    W sklepach Action dostępne są niedrogie etui do iPhone’ów, których cena wynosi zaledwie kilka złotych. Pomimo niskiej ceny, oferują one pełną kompatybilność z technologią MagSafe.


    Akcesoria do iPhone’ów potrafią być kosztowne, szczególnie te zgodne z technologią MagSafe. W oficjalnym sklepie Apple, zwykłe silikonowe etui może kosztować ponad 200 zł, a bardziej zaawansowane modele, takie jak etui z tkaniny TechWoven dla iPhone’a 18 Pro, osiągają cenę 319 zł. W sieci można znaleźć wiele tańszych alternatyw, jednak nie wszystkie oferują dodatkowe magnesy, które umożliwiają pełne wykorzystanie możliwości bezprzewodowego ładowania. Dlatego nowość w ofercie Action powinna zainteresować osoby poszukujące przystępnych cenowo akcesoriów do iPhone’a.

    MagSafe to nie tylko ładowanie

    Przed omówieniem oferty Action warto przypomnieć, że technologia MagSafe wykorzystuje zestaw magnesów, które precyzyjnie utrzymują iPhone’a na bezprzewodowej ładowarce, co, według zapewnień Apple, ma optymalizować proces ładowania. Głównym problemem jest to, że magnesy wbudowane w iPhone’a są skuteczne tylko przy braku etui. Gdy nałożymy tradycyjne etui, zwiększa ono grubość urządzenia, co może osłabić lub całkowicie zniwelować przyczepność magnetyczną. Aby zachować wygodę ładowania magnetycznego oraz korzystanie z dodatkowych akcesoriów MagSafe, niezbędne są dodatkowe magnesy w samym etui. Dzięki dostosowanemu etui użytkownik nie musi go ściągać za każdym razem, gdy chce skorzystać z ładowarki czy uchwytu.

    Najpopularniejszym akcesorium korzystającym z MagSafe jest oczywiście ładowarka MagSafe. Przybliżając ją do iPhone’a, jest ona automatycznie przyciągana w odpowiednie miejsce, co zwiększa komfort użytkowania i eliminuje problemy z nieprawidłowym ułożeniem telefonu na ładowarce. Apple podaje, że w zależności od modelu iPhone’a, ładowarki i użytego zasilacza MagSafe mogą zapewniać bezprzewodowe ładowanie o mocy sięgającej 25 W. Możliwości MagSafe nie kończą się jednak na ładowaniu; technologia ta wspiera także uchwyty samochodowe, podstawki, portfele, powerbanki i inne akcesoria magnetyczne. Dzięki temu telefon można szybko przymocować do uchwytu, postawić na biurku lub dołączyć dodatkową baterię bez potrzeby kombinowania z zaczepami czy demontowania etui.

    Action zaskakuje fanów tanich akcesoriów. Etui do iPhone’a może stać się hitem

    W sklepach Action dostępne są teraz etui marki LAB31, które kosztują jedynie 8,98 zł. Akcesoria te występują w różnych wariantach, dostosowanych do różnych modeli iPhone’ów, a także w kilku wersjach kolorystycznych: czarnej, różowej i czerwonej. Producent postawił na prostą konstrukcję z tworzywa sztucznego. Etui ma na celu ochronę telefonu przed zarysowaniami oraz uderzeniami w codziennym użytkowaniu, a co ważniejsze, nie rezygnuje z funkcji, która jest istotna dla wielu użytkowników iPhone’a – technologii MagSafe. Action informuje, że materiały wykorzystane do produkcji pokrowca zawierają co najmniej 50% surowców pochodzących z recyklingu, co stanowi dodatkowy atut dla osób dbających o środowisko.

    Czytaj dalej poniżej

    Lidl nokautuje konkurencję. Kultowy sprzęt w promocji

    Przy tak niskiej cenie trudno oczekiwać, że jakość wykonania czy poziom ochrony będą porównywalne z droższymi, markowymi etui. Action nie podaje informacji o certyfikowanych testach wytrzymałości ani o konkretnym poziomie zabezpieczenia telefonu, jednak dla wsparcia technologii MagSafe w cenie poniżej 10 zł takie aspekty prawdopodobnie staną się drugorzędne.

  • Recenzja Transport Fever 3. Zrób sobie miasto bez korków, gdzie pociągi są zawsze na czas

    Recenzja Transport Fever 3. Zrób sobie miasto bez korków, gdzie pociągi są zawsze na czas

    Szwajcarskie studio Urban Games rozpoczęło swoją działalność od crowdfundingu, który doprowadził do powstania gry Train Fever w 2014 roku. Dwa lata później na rynku zadebiutował Transport Fever, a w 2019 roku zespół wprowadził na rynek Transport Fever 2 – swoje największe dzieło, które do dzisiaj cieszy się dużą popularnością. Trzecia edycja jest przełomowa, ponieważ jest to najdroższy projekt w historii studia i jednocześnie pierwszy, który ukazał się pod szyldem Paradox Interactive. Nie wprowadza ona jednak rewolucyjnych zmian, a raczej rozwija i ulepsza to, co poprzednio zyskaliśmy. Czy to wystarczy?

    Od wozów konnych po helikoptery

    W Transport Fever pełnimy rolę logistyka i magnata transportowego, budując sieci połączeń drogowych, kolejowych, wodnych oraz lotniczych, które łączą miasta z zakładami przemysłowymi, innymi metropoliami czy placówkami handlowymi. Dzięki naszym staraniom surowce trafiają do fabryk, gotowe towary do sklepów, a transport publiczny się rozwija. Oczywiście, jeżeli niczego nie popsujemy po drodze. Naszą nagrodą jest widok rozwijającego się miasta. Budując infrastrukturę, nie działamy w próżni – tkanka miejska rozrasta się i ewoluuje w odpowiedzi na to, jak sprawnie funkcjonuje nasza logistyka.

    Rozgrywka obejmuje okres od 1900 do 2033 roku, a z upływem czasu odblokowujemy kolejne pojazdy. Rozpoczynamy od wozów konnych i parowozów, a kończymy na nowoczesnych pociągach elektrycznych oraz odrzutowcach. W trzeciej odsłonie po raz pierwszy mamy dostęp do helikopterów i tramwajów towarowych.

    Czytaj dalej poniżej

    The Guild 1 Remake: Europa 1410 - jest Wrocław i potencjał

    Kampania składa się z ośmiu luźno powiązanych misji, z których każda rozgrywa się w innym miejscu i czasie – począwszy od Nowego Orleanu w 1906 roku, przez Alpy, Woodstock i norweskie pola naftowe, aż po Japonię w 2033 roku. Postacie zlecające zadania mają charakter epizodyczny, a całość stanowi rozbudowany samouczek o rosnącym poziomie trudności. Twórcom nie można jednak odmówić kreatywności w projektowaniu scenariuszy. Ukończenie każdej misji nagradzane jest od jedną do trzech gwiazdek – w zależności od skuteczności działań.

    Prawdziwą gratką jest jednak tryb swobodny, w którym możemy rozgrywać kolejne partie na mapach o rozmiarach sięgających nawet 16 x 16 km (tu nie ma zmian w stosunku do poprzedniej części). Mapy generowane są w czterech strefach klimatycznych: umiarkowanej, pustynnej, tropikalnej oraz (nowość) subarktycznej. Na początku dostosowujemy poziom trudności oraz elementy gry, takie jak zagęszczenie, liczba złóż oraz struktura terenu. Później pozostaje nam tylko zrealizować nasze marzenia o transporcie.

    Pieniądze to (już) nie wszystko

    Największa zmiana dotyczy samego celu rozgrywki. Zysk nadal jest istotny, ale służy głównie rozwojowi świata. Awansujemy w rankingu w zależności od liczby mieszkańców na mapie, a każdy nowy poziom odblokowuje rozbudowę siedziby, nowe rodzaje ładunków, kampanie marketingowe i specjalne budynki, które przynoszą regionowi bonusy. Oczywiście, same miasta również mają własne poziomy rozwoju.

    Zarabianie pieniędzy nie jest już tak proste jak w drugiej części. Za ładunek otrzymujemy wynagrodzenie jedynie wtedy, gdy dotrze do odbiorcy, który go potrzebuje. Towary nie mają przypisanego celu, więc to my decydujemy, dokąd mają dotrzeć i gdzie muszą czekać w magazynach. Tak, teraz musimy również zadbać o odpowiednią infrastrukturę magazynową. Co więcej, jeżeli transport trwa zbyt długo, poniesiemy konsekwencje. Nawet pasażerowie mają określony maksymalny czas podróży, który są w stanie znieść (im wygodniej, tym czas ten staje się dłuższy).

    Warto również zwrócić uwagę na wpływ, który nasze połączenia wywierają na otoczenie. Mapa podzielona jest na tereny poszczególnych miast, a mieszkańcy mają określoną opinię na temat naszych działań. Wyburzanie domów pod nowe drogi czy wycinka lasów obniżają naszą reputację. Hałas i zanieczyszczenie powietrza utrudniają rozwój miast, dlatego mamy do dyspozycji ekrany akustyczne, tereny zielone, metro oraz oczyszczalnie. Dodatkowo, nasze pojazdy zużywają się w trakcie eksploatacji, co zmusza nas do budowy warsztatów serwisowych. Zaniedbana flota jeździ wolniej, głośniej i generuje większe zanieczyszczenia.

    W grze wprowadzono również nowe kontrakty, które mogą nam zlecić władze miasta lub przemysł. Możemy na przykład zostać poproszeni o uruchomienie połączenia między dwiema lokalizacjami. Na początek otrzymujemy premię finansową, za terminowe wykonanie dostajemy dodatkowe wynagrodzenie, a za opóźnienie lub niedotrzymanie warunków czeka nas kara. Przemysł możemy wspierać, dowożąc do niego pracowników. Nowe złoża odkrywamy za opłatą, zamiast czekać, aż gra wygeneruje je sama.

    Gra pozwala nam na głębokie zanurzenie w szczegóły budowy infrastruktury. Możemy projektować skrzyżowania pod dowolnym kątem, zastępować je rondami, przypisywać pasy ruchu, ustawiać długość faz sygnalizacji świetlnej i zakazywać manewrów, które powodują korki. Drogi i tory można prowadzić wzdłuż ukształtowania terenu lub budować tunele.

    Interfejs jest bardzo czytelny i doskonale zaprojektowany – widać, że opiera się na doświadczeniach zdobytych podczas pracy nad poprzednimi grami. Połączenia są kolorowane według efektywności, obiekty wskazują zasięg swojego działania, a pojazdy można łatwo porównywać i kupować bezpośrednio z ekranu zarządzania liniami. Brakuje jednak pewnych opcji, jak możliwość szybkiego cofania naszych działań czy anulowania budowli. Kiedy popełniłem błąd przy prowadzeniu torów kolejowych lub postawiłem budynek o kilka metrów za daleko, często wiązało się to z kosztownym wyburzaniem.

    Twórcy od samego początku stawiają także na wsparcie społeczności moderskiej. Twórcy modyfikacji zyskali dostęp do gry wcześniej, co zaowocowało ponad 100 różnych modeli, budynków, pojazdów i map już w wbudowanym instalatorze gry. W tym względzie seria zawsze wypadała świetnie, a trzeci tytuł zapowiada się na kontynuację tej tradycji.

    Grafika i udźwiękowienie

    Od strony wizualnej Transport Fever 3 przypomina niezwykle detaliczną makietę kolejową. Gra wprowadza cykl dnia i nocy, w którym stopniowo zapalają się światła w miastach i zakładach, a także dynamiczną pogodę (niestety bez wpływu na rozgrywkę – można ją również ustawiać ręcznie). Kamera pozwala na przełączanie widoków, śledząc pojazdy lub poszczególnych mieszkańców. Największe wrażenie robią detale – godziny na budynkach odzwierciedlają aktualny czas, nazwy linii wyświetlają się na autobusach, a mieszkańcy regularnie chodzą do pracy i robią zakupy.

    Ale gra niestety cierpi na brak konsekwencji w odniesieniu do niektórych budynków, które nie mają odpowiednich wariantów dopasowanych do danego okresu historycznego. Na przykład, w momencie, gdy zaczynamy zabawę od wozów konnych, tartak, z którego odbieramy deski, może być wyposażony w nowoczesną ciężarówkę oraz piły mechaniczne. Takie przypadki są częste i znacznie psują immersję. Twórcy powinni w nadchodzących aktualizacjach przygotować więcej modeli dostosowanych do różnych epok historycznych.

    W grze występuje także wiele drobnych błędów graficznych. Samochody czasami wykonują dziwne manewry, modele mieszkańców zapadają się pod ziemię (lub w schody). Nie są to poważne wpadki, ale potrafią być irytujące, więc mam nadzieję, że będą stopniowo eliminowane. Natomiast pod względem wydajności gra na mocnym sprzęcie w dalszych etapach rozgrywki, gdy symulacja stanie się bardziej złożona, doświadcza spadków płynności.

    Udźwiękowienie jest poprawne jak na ten typ produkcji. Budynki i środki transportu brzmią przekonująco i odpowiednio oddają rzeczywistość. Muzyka nie zachwyca niczym szczególnym, więc większość graczy prawdopodobnie włączy swoją własną playlistę. Warto jednak zauważyć, że twórcy zainwestowali w angielski dubbing w kampanii, co zasługuje na uwagę.

    Z punktu widzenia polskiego gracza dobrym akcentem jest dostępność polskiej wersji językowej interfejsu.

    Wciąga, a to najważniejsze

    Mam problem z grami takimi jak Transport Fever 3. Zawsze, gdy do nich siadam, odrywają mnie od nich dopiero cztery godziny później, po czym w szoku odkrywam, że jest już druga w nocy, a ja przez ten czas zapomniałem o całym świecie. To chyba dobrze świadczy o samej grze, która jest wręcz zapakowana treścią i oferuje wiele możliwości rozwijania swojego transportowego imperium.

    Transport Fever 3 ma zaskakująco mało problemów. Miejscami jest niespójny pod względem historycznym, razi nieudolnymi animacjami czy błędami graficznymi oraz brakiem opcji „cofnij”. Niemniej jednak są to jedynie drobne niedociągnięcia, które prawdopodobnie da się szybko wyeliminować. Samo symulowanie, jej głębia oraz poprawność działania wydają się być w porządku, a to z punktu widzenia fanów gatunku jest kluczowe.

    Pozostaje mieć jedynie nadzieję, że pod flagą Paradox Interactive gra będzie rozwijać się w dobrym kierunku i nie podzieli losu Cities Skylines II, która do dziś zmaga się z poważnymi problemami.

    Transport Fever 3



    plusy

    • Głęboka ekonomia z realnymi konsekwencjami decyzji
    • Rozbudowana kontrola ruchu drogowego
    • Ponad 275 pojazdów z ponad stu lat historii
    • Szeroko regulowana trudność
    • Czytelny interfejs


    minusy

    • Problematyczna wydajność
    • Brak przycisku cofania
    • Brak spójności historycznej i błędy graficzne

    Grę na potrzeby recenzji udostępnił wydawca. Firma nie miała wglądu ani wpływu na treść artykułu przed publikacją.

  • Galaxy S27 w przeciekach: nawet 1 TB pamięci i szybki RAM

    Galaxy S27 w przeciekach: nawet 1 TB pamięci i szybki RAM

    Przecieki dotyczące Galaxy S27 pojawiają się w coraz większej ilości. Czego się dowiadujemy tym razem?

    Choć do premiery serii smartfonów Samsung Galaxy S27 pozostało jeszcze sporo czasu, liczba przecieków dotyczących nadchodzących flagowców rośnie w zastraszającym tempie. Najnowsze informacje dotyczą wariantów pamięci RAM oraz dostępnej przestrzeni na dane w modelach Galaxy S27, S27+, S27 Pro oraz S27 Ultra. Największą uwagę przyciąga oczywiście model Ultra, który może zaoferować konfigurację z 16 GB RAM i 1 TB pamięci. Należy jednak pamiętać, że są to wciąż nieoficjalne informacje, które pozostaną w takiej formie aż do uroczystej premiery.

    Galaxy S27 wystartuje od 256 GB, a maksymalna pojemność to 512 GB

    Według przecieków, podstawowy model Galaxy S27 ma być dostępny w dwóch wersjach: 12 GB RAM + 256 GB oraz 12 GB RAM + 512 GB pamięci. Te same warianty mają być dostępne również dla Galaxy S27+. Oznaczałoby to istotną zmianę w porównaniu do poprzednich generacji, ponieważ standardowy model miałby już zaczynać się od 256 GB przestrzeni.

    Brak dodatkowej wersji z większą pamięcią może jednak rozczarować niektórych użytkowników. Wyciek sugeruje bowiem, że Samsung nie planuje zwiększać liczby dostępnych konfiguracji w tańszych modelach. Jeśli chodzi o ilość RAM, nie należy się spodziewać rewolucji – cała podstawowa i średnia gama serii ma pozostać przy 12 GB.

    Galaxy S27 Ultra otrzyma 16 GB RAM, ale…

    Najciekawiej przedstawia się model Galaxy S27 Ultra. Z dotychczasowych informacji wynika, że telefon ma być dostępny w wersjach 12 GB RAM + 256 GB, 12 GB + 512 GB oraz 16 GB RAM + 1 TB. To najwyższa konfiguracja może przyciągnąć uwagę najbardziej wymagających użytkowników, zwłaszcza w kontekście funkcji związanych ze sztuczną inteligencją oraz rosnącego zapotrzebowania aplikacji na pamięć operacyjną.

    Galaxy S27 Pro również otrzyma wariant 1 TB, lecz jedynie z 12 GB RAM. Oznacza to, że pod względem pamięci operacyjnej model Ultra pozostanie na najwyższym poziomie w całej rodzinie, co raczej nie powinno nikogo zaskakiwać.

    Nowe pamięci mogą być dostępne tylko w droższych wersjach

    Rozmiar pamięci to zaledwie część nowych informacji. Przecieki wskazują, że Galaxy S27 Pro oraz S27 Ultra mogą otrzymać standard LPDDR6 oraz pamięć flash UFS 5.1, podczas gdy Galaxy S27 i S27+ mają pozostać przy starszych rozwiązaniach. Co więcej, nawet w modelach Pro i Ultra nowoczesne technologie mogą być zarezerwowane wyłącznie dla wybranych konfiguracji z najwyższej półki. Jeśli te informacje się potwierdzą, Samsung zastosuje nie tylko klasyczne różnicowanie pojemności, ale także podział wydajności pamięci między poszczególne warianty.

    S27 Pro i Ultra mogą otrzymać większe baterie

    Informacjom dotyczącym pamięci towarzyszą również dane z chińskiej certyfikacji. Zgodnie z nimi, Galaxy S27 Pro ma dostać baterię o pojemności 5200 mAh, a Galaxy S27 Ultra aż 5700 mAh. Oba modele mają wspierać przewodowe ładowanie z mocą 60W. Jakie będą faktyczne parametry? Przekonamy się o tym za kilka miesięcy. Premiera nowych flagowców Samsunga przewidziana jest najwcześniej na luty przyszłego roku, ale nie wykluczone, że na kilka tygodni przed oficjalną prezentacją będziemy mieli dostęp do dodatkowych informacji.

  • Gdzie najbliższy schron? Tutaj sprawdzisz

    Gdzie najbliższy schron? Tutaj sprawdzisz

    Co zrobić, gdy o godzinie 4 nad ranem otrzymasz alert RCB o zagrożeniu? Istotne jest, aby wiedzieć, jak skorzystać z rządowej witryny, gdzie znajdziesz informacje na temat miejsc, w których można się schować.

    W ostatnich miesiącach mieszkańcy wschodniej granicy kraju mieli przynajmniej kilka powodów do zaniepokojenia. Regularnie otrzymywali wiadomości o potencjalnych zagrożeniach. Niestety, nie każdy wie, jak zareagować w takiej sytuacji. Rząd zaleca: czekajcie, słuchajcie radia, bądźcie na bieżąco z komunikatami. Problem w tym, że otrzymując alert o czwartej nad ranem, włączasz radio, a w eterze słychać tylko muzykę, na przykład utwory Wilków czy Olivii Rodrigo, zamiast rzetelnych informacji. Pozostajesz sam z uczuciem strachu, które trudno jest zignorować.

    Przygotowanie na wszelkie ewentualności

    Niestety, jako społeczeństwo nie jesteśmy wystarczająco przygotowani na sytuacje kryzysowe. Ilu z was potrafiłoby wskazać najbliższy schron lub punkt zbiórki w razie zagrożenia? Ilu z nas w ogóle wie, że taki punkt istnieje w pobliżu? Sygnały alarmowe to za mało, jeżeli nikt nie wie, co powinno się zrobić. Nie chodzi tutaj o wprowadzanie paniki, ale o posiadanie podstawowej wiedzy, która może uratować życie w momencie kryzysu.

    Warto więc zająć się przygotowaniami wcześniej. Plecak ewakuacyjny z podstawowymi potrzebami – wodą, powerbankiem, radiem na baterie, lekami i kopiami dokumentów – to zdecydowanie dobry pomysł. Zanim jednak go spakujesz, sprawdź, dokąd właściwie masz się udać. Na to pytanie odpowie rządowa strona „Gdzie się ukryć”. Po wejściu na stronę i zaznaczeniu lokalizacji otrzymasz na mapie zaznaczenia wszelkich dostępnych schronów w okolicy. Co ważne, nie wszystkie z nich to tradycyjne konstrukcje z czasów drugiej wojny światowej. Schronem może być każdy budynek spełniający określone wymagania, w tym piwnice czy parkingi podziemne.


    To istotna informacja, ponieważ wiele osób nadal kojarzy „schron” wyłącznie z betonowym bunkrem w lesie. Tymczasem najbliższy bezpieczny punkt może znajdować się tuż pod twoim blokiem lub w garażu podziemnym sąsiedniego osiedla. Ważne jest jednak, aby zwrócić uwagę na oznaczenia, ponieważ nie wszystkie schrony są ogólnodostępne. Część z nich jest otwarta wyłącznie w określonych godzinach, inne dostępne są tylko w ramach pomocy sąsiedzkiej. A to oznacza, że często znajdują się na zamkniętych osiedlach, jednak w sytuacjach kryzysowych powinieneś mieć prawo do wejścia. W praktyce warto znać swoich sąsiadów i mieć świadomość, gdzie znajdują się wejścia.

    Czytaj dalej poniżej

    Dostawca internetu z ogromną karą. Sprawdź, czy masz takie zapisy w umowie

    Brak aplikacji mobilnej i ograniczone informacje

    Minusem rządowej strony jest to, że obecnie nie ma aplikacji mobilnej. Witryna ma jednak tryb mobilny, co oznacza, że można z niej korzystać w przeglądarkach na urządzeniach mobilnych. Co istotne, użytkownicy mogą z niej korzystać również offline, pod warunkiem wcześniejszego pobrania danych i zaimportowania ich do pamięci urządzenia. Po zapisaniu podstawowe funkcje, takie jak wyszukiwanie, mapa czy nawigacja, działają także w trybie offline. Dlatego tak ważne jest, aby pobrać te materiały zanim wystąpi zagrożenie.

    Warto również zauważyć, że oznaczenia schronów na stronie nie są zbyt pomocne. Posiadamy jedynie adres, ID i koordynaty, ale brak jest dokładniejszych informacji na temat charakterystyki schronu. Byłoby znacznie łatwiej, gdyby każdy schron miał krótki opis, na przykład: „parking podziemny na osiedlu ABC, wejście od ulicy XY” czy „piwnica w budynku szkoły, wjazd od podwórka”. Taka informacja pozwoliłaby w kilka chwil rozwiać wszelkie wątpliwości.

    Baza danych obecnie obejmuje ponad 80 tysięcy obiektów, w tym przejścia podziemne, stacje metra, tunele oraz masywne garaże podziemne. Weryfikacją danych zajmuje się Państwowa Straż Pożarna oraz inne upoważnione organy ochrony ludności.

    Nie zwlekaj! Wejdź na stronę jeszcze dziś, zapisz swoją lokalizację, sprawdź najbliższy schron i zapisz trasę w notatkach. A podczas kolejnego spaceru po okolicy sprawdź dokładnie, gdzie znajduje się ten punkt oraz jak się do niego najlepiej dostać.