Autor: admin

  • Gemini w Android Auto wielkim rozczarowaniem. Nie pomoże nawet w awaryjnej sytuacji

    Gemini w Android Auto wielkim rozczarowaniem. Nie pomoże nawet w awaryjnej sytuacji

    Gemini miał na celu uczynienie korzystania z Android Auto bardziej komfortowym i intuicyjnym. Kierowcy mogą wydawać polecenia głosowe bez odrywania rąk od kierownicy, a sztuczna inteligencja ma wspierać ich w takich czynnościach jak wykonywanie połączeń czy wysyłanie wiadomości. Problemy zaczęły się jednak już na samym starcie: po zamianie prostego, głosowego Asystenta na Gemini. Niestety, okazuje się, że Gemini ma trudności nawet z wykonaniem połączenia alarmowego.

    Gemini informuje o dzwonieniu, ale… to nieprawda

    Sprawa nabiera coraz większego świdra. Jedna z ostatnich informacji, która wywołała niemałe zamieszanie, pochodzi od użytkownika Reddita, który twierdzi, że dwukrotnie w ciągu tygodnia próbował kontaktować się z numerem alarmowym 911 w związku z wypadkami. Android Auto miało go poinformować o rozpoczęciu połączenia, ale ostatecznie połączenie nie zostało nawiązane. Użytkownik nie otrzymał też żadnego komunikatu o błędzie… ani jasnej informacji.

    Inni komentujący relacjonują podobne problemy. Zgodnie z ich opisami, Gemini potrafi rozpocząć procedurę wybierania numeru, po czym nic się nie dzieje, lub asystent napędzany sztuczną inteligencją informuje, że nie może wykonywać połączeń z poziomu Android Auto.


    Google zapewnia, że Gemini oferuje funkcję wykonywania połączeń

    Sytuacja jest tym bardziej zaskakująca, ponieważ dokumentacja Google mówi coś zupełnie innego. Oficjalne wytyczne platformy Android Auto sugerują, że Gemini może wykonywać połączenia głosowe, w tym za pomocą poleceń takich jak „zadzwoń do (imię kontaktu)” czy „zadzwoń pod (numer telefonu)”.

    Z drugiej strony, Google w dokumentacji Gemini wyraźnie ostrzega, że Gemini nie powinno być używane do wykonywania połączeń z numerami alarmowymi, takimi jak 911. Firma zaleca korzystanie bezpośrednio z aplikacji Telefon lub systemowej opcji połączenia alarmowego.

    Czytaj dalej poniżej


    Mapy Google mają ukrytą opcję którą pokochasz. Warto ją znać

    To interesujące rozróżnienie. Nie można zatem stwierdzić, że problemy z połączeniami alarmowymi wynikają tylko z przypadkowego błędu aplikacji. Część ograniczeń może w rzeczywistości wynikać z zasad bezpieczeństwa związanych z funkcjami sztucznej inteligencji, a dodatkowym problemem są doniesienia użytkowników o innych nieudanych połączeniach – nie dotyczy to jedynie numerów alarmowych.


    Problemy dotyczą także innych połączeń i wiadomości

    Użytkownicy Android Auto zgłaszają również inne podstawowe funkcje Gemini. Pojawiają się doniesienia o nieudanych połączeniach do zwykłych kontaktów, niewysłanych wiadomościach oraz problemach z odtwarzaniem konkretnych utworów w aplikacjach muzycznych.

    To może być bardziej frustrujące niż pojedyncza, nie działająca funkcja AI. W samochodzie najważniejsza jest bowiem przewidywalność działania. Kierowca powinien wiedzieć, czy wydane polecenie rzeczywiście zostało wykonane, a tutaj pojawiają się kolejne źródła irytacji.

    W sytuacji awaryjnej nie warto polegać na Gemini

    Na podstawie dostępnych informacji nie można jednoznacznie stwierdzić, czy wszyscy użytkownicy Android Auto borykają się z problemami podczas wykonywania połączeń alarmowych. To zgłoszenia części kierowców, a ich przyczyny nie zostały jednoznacznie potwierdzone. Google nie wydało także żadnej informacji wskazującej na konkretne poprawki w tej kwestii.

    Warto jednak w sytuacji zagrożenia zakładać, że Gemini nie będzie pomocne. Najbezpieczniej jest zatem korzystać bezpośrednio z systemowego mechanizmu połączenia alarmowego telefonu lub samochodu. To wysoce ironiczne, biorąc pod uwagę, że Gemini miało być wygodniejszym i bardziej zaawansowanym następcą Asystenta Google. Tymczasem przypadki takie jak ten wskazują, że podczas jazdy nawet najbardziej zaawansowana sztuczna inteligencja musi działać niezawodnie, zwłaszcza wtedy, gdy jest potrzebna. To jeszcze nie jest Gemini…

  • Oto, co się stanie z Twoim Chromebookiem. Google odsłania karty

    Oto, co się stanie z Twoim Chromebookiem. Google odsłania karty

    Google ogłosił, że do połowy 2034 roku zakończy regularne aktualizacje ChromeOS oraz poprawki bezpieczeństwa. Wówczas niektóre zgodne Chromebooki mają przejść na Googlebook OS, jednak firma nie opublikowała jeszcze listy modeli ani szczegółowych warunków. Informacja ta jest więc względnie optymistyczna, w zależności od posiadanego urządzenia. Sytuacja jest jednak nadal niepewna: nie możemy jeszcze potwierdzić, czy Wasz Chromebook dostanie Googlebook OS.

    Zmiany te wynikają z dokumentu dla administratorów szkół i firm, który został zaktualizowany 23 września. Google opisał przyszłość obecnych komputerów po wprowadzeniu niedawno zaprezentowanej platformy. Chromebooki pozostaną w zainteresowaniu koncernu, a urządzenia będą otrzymywać aktualizacje zgodnie z okresem wsparcia. Rok 2034, co istotne, komplikuje jednak sytuację nowszego sprzętu.

    Dziesięć lat wsparcia ChromeOS? Nie dla wszystkich

    Dziesięcioletni okres aktualizacji Chromebooków liczy się od premiery platformy sprzętowej, a nie od zakupu laptopa. Warto uwzględnić, że czas ten zaczyna się od momentu wprowadzenia sprzętu na rynek. Niektóre modele mogą uzyskać aktualizacje do dat późniejszych niż zapowiedziane wygaszenie ChromeOS-a: na przykład Acer Chromebook 311 w wersji C725 będzie wspierany do czerwca 2036 roku, co jest jednak wyjątkiem. Warto pamiętać, że ten czas jest maksymalnym okresem wsparcia, chyba że dokument wskazuje inaczej. Jeśli Wasze urządzenie zostało wydane np. 3 lata temu, aktualizacje będą trwać do roku 2033, a nie do 2034 lub 2036. To nadal długi okres, ale warto być świadomym tej kwestii.

    Google obiecuje wsparcie podczas migracji na Googlebook OS, a wiele nowszych modeli biznesowych będzie umożliwiać bezpośrednią aktualizację. Nie oznacza to jednak, że każdy Chromebook będzie w pełni kompatybilny z nową platformą z datą wsparcia po 2034 roku: dotyczy to głównie urządzeń maksymalnie dwuletnich. Więcej szczegółów poznamy w przyszłości. Przyznajcie, że sytuacja jest dość skomplikowana: czy nie można było tego uprościć?

    Szkoły i firmy poczekają na narzędzia oraz licencje

    Googlebook OS łączy rozwiązania ChromeOS z technologiami Androida: przede wszystkim oferuje natywną obsługę aplikacji Android. Tegoroczne Googlebooki są jednak urządzeniami głównie do użytku osobistego i jeszcze nie obsługują rejestracji kont w domenach ani zbiorczego zarządzania, co jest często stosowane w firmach. Wdrażanie narzędzi administracyjnych dla szkół i firm planowane jest dopiero po drugim kwartale 2027 roku.

    Czytaj dalej poniżej

    Google rozdaje rabaty z okazji urodziny. Nawet 20% taniej za Pixela

    Czytaj również: Czekaliśmy na to 5 lat. Mapy Google na Android Auto z nową funkcją

    Zmiana przyniesie również nową politykę licencyjną. Dotychczasowe licencje Chrome Enterprise Upgrade oraz Chrome Education Upgrade będą nadal obowiązywać podczas zarządzania Chromebookami przez cały wspierany cykl ich życia. Zakup Googlebooków lub migracja kompatybilnych urządzeń na nowy system będzie już podlegać nowym zasadom. Jak wspomniałem wcześniej, szczegóły nadal pozostają nieznane. Warto jednak zauważyć, że Google nie lekceważy kwestii aktualizacji, chociaż dostrzegam tu pewne niedociągnięcia, zwłaszcza w komunikacji, jeśli mam być szczery.

  • Biedronka wyprzedaje konkurenta Parkside. Ceny ścięte nawet o połowę

    Biedronka wyprzedaje konkurenta Parkside. Ceny ścięte nawet o połowę

    Biedronka organizuje promocje na sprzęt dla majsterkowiczów w swoim internetowym sklepie Home. Niektóre z oferowanych produktów zostały przecenione nawet o 50%.


    Biedronka Home wprowadza kolejny zestaw sprzętu dla entuzjastów majsterkowania, którzy pragną samodzielnie zadbać o swój ogród, podwórko, podjazd czy garaż. W obecnej ofercie promocji szczególnie wyróżniają się urządzenia marki NAC, która jest jednym z konkurentów popularnej marki Parkside. Asortyment obejmuje zamiatarki, pilarki spalinowe oraz sprzęt akumulatorowy, który ułatwi dbanie o porządek w ogrodzie. W niektórych przypadkach ceny zostały obniżone aż o połowę.

    Biedronka wyprzedaje sprzęt dla majsterkowiczów

    Warto zwrócić szczególną uwagę na akumulatorową piłę do gałęzi NAC 20 V z prowadnicą o długości 10 cm. Jej regularna cena wynosiła 299 zł, natomiast teraz można ją nabyć za jedyne 139 zł, co stanowi obniżkę o 53%. To kompaktowe urządzenie umożliwia przycinanie gałęzi bez potrzeby korzystania z większej piły spalinowej. Promocja trwa od 5 września do 30 listopada. Dodatkowo, przy zakupie wybranego urządzenia akumulatorowego NAC za minimum 50 zł można zakupić zestaw startowy z ładowarką i akumulatorem jedynie za 5 zł.

    Innym przecenionym produktem jest piła spalinowa NAC z prowadnicą o długości 35 cm i silnikiem o mocy 1,3 kW, której cena spadła z 449 zł do 349 zł, co oznacza obniżkę o 22%. Dla osób poszukujących rozwiązań do uporządkowania podjazdu czy chodnika, idealną opcją mogą być zamiatarki. Spalinowa zamiatarka NAC o szerokości zamiatania 60 cm jest dostępna za 199 zł, zamiast wcześniejszych 249 zł, co odpowiada obniżce o 20%. Tańszą alternatywą jest ręczna zamiatarka NAC ZM-HS-13, której cena została obniżona z 399 zł do 299 zł.

    Biedronka ma również ofertę dla tych, którzy jesienią borykają się z liśćmi. Zbieracz do liści NAC LP-HS-19 jest dostępny w cenie 299 zł, zamiast 399 zł. Urządzenie wyposażone jest w ręczny napęd, ma szerokość roboczą 53 cm oraz worek o pojemności 100 litrów. Dodatkowo, pojawiła się oferta na klasyczne narzędzie ręczne – siekierę ciesielską Fiskars Solid, która została przeceniona z 129 zł na 99 zł.

    Czytaj dalej poniżej

    Action rozpieszcza majsterkowiczów. Przydatne narzędzia w super cenie
  • WhatsApp odpala petardę. Tej funkcji mu brakowało!

    WhatsApp odpala petardę. Tej funkcji mu brakowało!

    WhatsApp pracuje nad nową funkcją, która z pozoru wydaje się skromna, jednak konkurencja już ją wdrożyła i udowodniła, jak dużą wartość niesie. Chodzi o przypomnienia o urodzinach naszych kontaktów, co pozwoli użytkownikom na łatwiejsze zarządzanie tymi ważnymi datami, bez potrzeby przeszukiwania osobnych aplikacji kalendarza. Co ważne, WhatsApp nie będzie wymagał ręcznego wpisywania dat w ustawieniach – dane będą pobierane automatycznie z naszej książki adresowej.

    WhatsApp pokaże, kto ma dziś urodziny

    Intrygującym elementem nowej funkcji jest nowa zakładka z kontaktami, nad którą WhatsApp wciąż pracuje. Gdy urodziny obchodzi zapisany kontakt, pod jego nazwą pojawi się specjalna informacja, w tym ikona tortu oraz komunikat datujący urodziny. Przypomnienie będzie widoczne przez cały dzień, co z pewnością zwróci uwagę użytkownika podczas przeglądania listy kontaktów. Pomysł może wydawać się prosty, lecz doskonale wpasowuje się w charakter aplikacji, ponieważ większość życzeń i tak wysyłamy przez komunikator, a więc istotne informacje o urodzinach będą dostępne w miejscu, gdzie użytkownik może natychmiast zareagować.

    Źródło: https://wabetainfo.com/whatsapp-is-working-on-birthday-reminders-for-contacts/

    Warto zaznaczyć, że WhatsApp nie ma zamiaru tworzyć nowej książki kontaktów do ręcznego uzupełniania. Aplikacja będzie odczytywać daty urodzin zapisane w systemowej książce adresowej. Jeśli więc masz już uzupełnione dane swoich kontaktów, po wprowadzeniu funkcji nie będziesz musiał podejmować żadnych dodatkowych działań.

    W przypadku, gdy data urodzin danej osoby nie została wcześniej zapisana, przypomnienie się nie pojawi. W takim przypadku konieczne będzie najpierw wypełnienie stosownego pola w aplikacji Kontakty.

    Czytaj dalej poniżej

    WhatsApp rozpieszcza użytkowników. Mała zmiana, duża wygoda

    Na liście informacja się nie kończy

    WhatsApp rozwija również drugi aspekt tej samej funkcji. Data urodzin pojawi się także na ekranie informacji o kontakcie. Specjalne pole zostanie umieszczone na górze listy, co pozwoli na szybkie sprawdzenie daty bez konieczności przeszukiwania kolejnych ustawień. To rozwiązanie daje realną przewagę nad samym przypomnieniem, pozwalając na sprawdzenie urodzin danej osoby nawet przed nadejściem tego dnia. W połączeniu z automatycznym powiadomieniem tworzy to prosty system przypomnień bez konieczności korzystania z dodatkowych aplikacji.

    Kiedy premiera nowej funkcji?

    Na chwilę obecną funkcja wciąż znajduje się w fazie przygotowań i nie jest jeszcze dostępna nawet dla testerów wersji beta. Zespół redakcyjny WABetaInfo odkrył jej elementy m.in. w wersji WhatsApp beta na iOS 26.38.10.70, jednak prawdopodobnie od finalnego wdrożenia dzieli nas jeszcze kilka długich tygodni. Meta prowadzi także eksperymenty z podobnymi przypomnieniami na Androidzie, gdzie zauważono prace nad osobnym miejscem dedykowanym nadchodzącym urodzinom oraz powiadomieniami na ten temat.

    WhatsApp coraz wyraźniej wychodzi poza ramy „zwykłego” komunikatora. Przypomnienia o urodzinach to niewielki dodatek, ale mogą skutecznie rozwiązać konkretny problem, w sposób przemyślany i inteligentny.

  • Czarny ekran po zalogowaniu w Windows 11. Winna jeszcze sierpniowa łatka

    Czarny ekran po zalogowaniu w Windows 11. Winna jeszcze sierpniowa łatka

    Wrócił stary, problematyczny Windows 11. Okazuje się, że aktualizacja z końca sierpnia nadal wpływa na niektóre komputery. Uważaj, by przy uruchamianiu urządzenia nie natknąć się na czarny ekran.


    Windows 11 przez długi czas sprawiał wrażenie systemu, który w końcu spełnia swoją rolę. Aktualizacje nie wprowadzały zamętu i oferowały funkcje, o które użytkownicy prosili od lat, co pozwalało im skupić się na pracy zamiast nieustannie monitorować fora po każdym Patch Tuesday. Niestety, nic co dobre nie trwa wiecznie. Poprzednia aktualizacja z końca sierpnia znowu wprowadza problemy, zostawiając nas z czarnym ekranem.

    Sierpniowa aktualizacja przyczyną czarnego ekranu na twoim komputerze

    Microsoft potwierdził 24 września (czasu lokalnego), że po zalogowaniu do Windows 11 system może nie załadować wnętrza pulpitu. Problem dotyczy komputerów z wersjami 26H1, 25H2 oraz 24H2, które otrzymały aktualizację z 27 sierpnia 2026 roku. Objawy są bardzo wyraźne: czarny ekran po logowaniu, brak automatycznie załadowanego pulpitu oraz konieczność manualnego uruchomienia sesji. W dzienniku zdarzeń aplikacji mogą pojawiać się komunikaty o błędach związanych z procesem explorer.exe, który odpowiada m.in. za pulpit, Eksplorator plików i pasek zadań. To dlatego system zdaje się nie pamiętać, że ma interfejs graficzny.

    Co ciekawe, problem najczęściej występuje na hostach Azure Virtual Desktop, które korzystają z rozwiązania FSLogix do zarządzania profilami użytkowników. Zgodnie z informacjami od Microsoftu, błąd ten pojawia się częściej w przypadku starszych profilów.

    Microsoft określił status zdarzenia jako „Mitigated”, co oznacza, że problem został złagodzony. Tymczasowe rozwiązanie jest bardzo proste. Wystarczy nacisnąć Ctrl + Shift + Esc, aby otworzyć Menedżera zadań, wybrać „Uruchom nowe zadanie” i wpisać explorer.exe. Po wykonaniu tych kroków pulpit powinien wrócić. Jest to rozwiązanie tymczasowe, ale pozwala na odzyskanie kontroli nad komputerem bez konieczności reinstalacji systemu.

    Czytaj dalej poniżej

    Ta odchudzona wersja Windows 11 działa lepiej niż oryginał. I to na starych niekompatybilnych PC

    Grafika: depositphotos.com

  • Świetna wiadomość dla posiadaczy Galaxy S25. One UI 9 oficjalnie

    Świetna wiadomość dla posiadaczy Galaxy S25. One UI 9 oficjalnie

    Nowość od Samsunga dla posiadaczy Galaxy S25. Nadchodzi nowa wersja One UI 9.

    Użytkownicy Samsungów Galaxy S25 mają powody do radości. Firma Samsung wprowadza znaczącą aktualizację w postaci nowej wersji nakładki One UI oznaczonej numerem 9. Zeszłoroczny flagowiec zyska zatem szereg nowości.

    Samsung uruchamia dużą aktualizację. One UI 9 trafia na Galaxy S25

    Posiadacze flagowych modeli Samsungów (nawet tych nie najnowszych) zazwyczaj nie mają dużych powodów do narzekań na tempo wydawania aktualizacji. Jednak w tym przypadku, z powodu zapowiedzi nowej wersji nakładki One UI 9 dla telefonów z rodziny Galaxy S26, cierpliwość użytkowników poprzedniej generacji, czyli Galaxy S25, została poddana próbie. Na szczęście koreański gigant nie każe im długo czekać. Program beta dla zeszłorocznej serii Galaxy S25 został oficjalnie zakończony, a serwery producenta rozpoczęły dystrybucję stabilnej wersji autorskiej nakładki na Androida.

    Wdrożenie One UI 9 na smartfonach z serii Galaxy S25 już się rozpoczęło, choć na razie tylko na rynku krajowym producenta. Obecnie początkowo dostęp do nowej wersji oprogramowania uzyskali posiadacze modeli Galaxy S25, S25+ oraz flagowego S25 Ultra w Korei Południowej. Aktualizacja została oznaczona jako kompilacja S93xNKSUCDZIF i jest już dostępna zarówno dla osób biorących udział w testach beta, jak i tych czekających na oficjalne, pełne wydanie. Użytkownicy drugiej grupy mogą spodziewać się pobierania kilku gigabajtów danych. Czy posiadacze S25 w Europie (w tym w Polsce) powinni wyposażyć się w cierpliwość? Możliwe, że nie jest to konieczne, ponieważ dotychczasowe praktyki Samsunga sugerują, że po udanym starcie w Korei, nowa nakładka szybko stanie się dostępna dla szerszej grupy użytkowników. Szacuje się, że aktualizacja może być dostępna do pobrania także w Europie już w tym tygodniu. Zdecydowanie warto nie zwlekać z jej instalacją.

    Jak sprawdzić dostępność aktualizacji?

    Nasz telefon powinien automatycznie powiadomić nas o dostępności aktualizacji, gdy ta trafi na europejskie serwery. Odpowiedni komunikat pojawi się w belce powiadomień, z której można go zatwierdzić i rozpocząć pobieranie oraz instalację nowej wersji oprogramowania. Istnieje także możliwość ręcznego sprawdzenia dostępności aktualizacji:

    Czytaj dalej poniżej

    Galaxy S27 w przeciekach: nawet 1 TB pamięci i szybki RAM
    • Wejdź w Ustawienia
    • Przewiń na sam dół i wybierz opcję Aktualizacja oprogramowania
    • Jeśli aktualizacja jest dostępna, naciśnij Pobierz i zainstaluj

    Czego możemy spodziewać się po One UI 9? Przede wszystkim lepszej integracji narzędzi Galaxy AI z interfejsem systemowym oraz usprawnień w zakresie wielozadaniowości na ekranach o wysokiej częstotliwości odświeżania. Po serii S25 w kolejce na aktualizację pojawią się zapewne składane modele z linii Z Fold i Z Flip.

  • Uwaga posiadacze Pixela: po wrześniowej aktualizacji telefony się blokują

    Uwaga posiadacze Pixela: po wrześniowej aktualizacji telefony się blokują

    Użytkownicy smartfonów z serii Pixel zgłaszają liczne problemy po ostatniej aktualizacji. Największą uciążliwością są trudności z odblokowaniem urządzenia.

    Wrzesień nie jest łaskawy dla użytkowników Pixel. Zamiast cieszyć się nowymi funkcjami i poprawkami bezpieczeństwa, część z nich boryka się z poważnymi problemami. Po wrześniowej aktualizacji pojawiły się doniesienia, że telefony Google przestały poprawnie odblokowywać się. Obecnie są to jedynie relacje użytkowników i nie zostały jeszcze potwierdzone jako wada wszystkich modeli Pixel. Niemniej jednak, problem jest na tyle istotny, że zasługuje na bliższe zbadanie.

    Nie możesz odblokować Pixela po aktualizacji? Nie jesteś sam

    Objawy różnią się w zależności od modelu. Właściciele Pixela 10 Pro XL donoszą, że odblokowanie urządzenia poprzez wprowadzenie wzoru przerywa się już po dwóch punktach, co uniemożliwia dokończenie gestu. W rezultacie telefon nie ma nawet możliwości zweryfikowania poprawności wprowadzonego wzoru.

    Z kolei użytkownik Pixela 8a zgłasza trudności z wprowadzeniem kodu PIN, gdzie już pierwsza cyfra jest odrzucana. Te różnice w symptomach niekoniecznie wskazują na wspólną przyczynę tych problemów. Co gorsza, standardowe metody rozwiązywania problemów, takie jak restart, tryb bezpieczny, czyszczenie ekranu czy nawet podłączenie myszy przez USB, nie przynoszą rezultatów.

    Dokumentacja Androida dotycząca szyfrowania plików wskazuje, że dane chronione hasłem użytkownika stają się dostępne dopiero po jego odblokowaniu. W sytuacji, gdy telefon nie akceptuje kodu, zdjęcia i pliki przechowywane wyłącznie na urządzeniu nie mogą zostać skopiowane przed dokonaniem resetu. Dodatkowo, strona wsparcia Google dla Pixeli, które nie mogą zostać odblokowane, ostrzega, że usunięcie urządzenia wiąże się z utratą danych lokalnych.

    Czytaj dalej poniżej


    Zdjęcia Google z irytującym problemem. Użytkownicy masowo zgłaszają błąd

    Dla posiadaczy Pixeli, które funkcjonują normalnie, rozsądnym krokiem jest wykonanie kopii zapasowej zdjęć i innych istotnych danych.

  • Ukryta sztuczka w Windows 11: jak pominąć konto Microsoft i założyć lokalne

    Ukryta sztuczka w Windows 11: jak pominąć konto Microsoft i założyć lokalne

    Microsoft od miesięcy ogranicza możliwości instalowania Windowsa 11 bez konta Microsoft, eliminując kolejne sposoby na przejście przez proces pierwszej konfiguracji. Okazuje się jednak, że w najnowszych plikach instalacyjnych systemu W11 odkryto zaskakująco prostą furtkę.

    Użytkownicy Windowsa 11 od dłuższego czasu korzystają z różnych metod, aby podczas instalacji ominąć konieczność logowania się do konta Microsoft. Jednak firma zaczęła systematycznie blokować te obejścia. Zniknęły takie popularne metody jak użycie wiersza poleceń, a w nowszych wersjach testowych coraz trudniej było również zrealizować konfigurację bez dostępu do internetu. Microsoft jednocześnie wciąż pozwala na korzystanie z kont lokalnych już po zainstalowaniu systemu. Gigant branży wskazuje, że takie konto jest przypisane do konkretnego komputera i nie wymaga połączenia z internetem podczas logowania, mimo że firma intensywnie promuje korzystanie z konta Microsoft ze względu na integrację z usługami oraz synchronizację ustawień.

    Nowa metoda na ominięcie konieczności logowania do Windowsa pojawia się podczas pierwszego uruchomienia komputera. Gdy użytkownik dotrze do ekranu „Dodaj swoje konto Microsoft”, pod opcjami logowania zauważa dłuższy opis zawierający mały odnośnik Dowiedz się więcej. Zgodnie z testami przeprowadzonymi przez Windows Latest, kliknięcie w ten link przenosi użytkownika od razu do ekranu z pytaniem, kto będzie korzystał z tego urządzenia lokalnie. Nie ma przy tym potrzeby korzystania z wiersza poleceń, edytora rejestru ani podawania fikcyjnych danych logowania. Co więcej, nie jest konieczne rozłączanie internetu.

    To może być błąd, a nie zamierzony zabieg Microsoftu



    Wiele wskazuje na to, że Microsoft prawdopodobnie nie wprowadził tej opcji celowo. Zarówno Windows Latest, jak i DroidSans traktują tę sytuację jako potencjalną lukę w procesie konfiguracji. Dotychczasowe działania Microsoftu sugerowały bowiem zupełnie inny kierunek. Firma konsekwentnie wyłączała kolejne sposoby tworzenia kont lokalnych bez logowania do konta internetowego. Nie ma więc pewności, że opisana metoda będzie dostępna długo. Microsoft może wprowadzić zmiany w ekranie OOBE w jednej z kolejnych aktualizacji, co może skutkować tym, że link przestanie prowadzić do konfiguracji lokalnego użytkownika. Warto również zachować umiarkowany optymizm — test Windows Latest dotyczył świeżej instalacji Windows 11 Home z określonego obrazu systemu. Autorzy nie potwierdzili, że pozostałe wydania, wersje i kompilacje Windows 11 zachowują się w ten sam sposób.

    Dla wielu użytkowników możliwość utworzenia konta lokalnego ma zasadnicze znaczenie, szczególnie w kontekście prywatności i prostoty. Taki profil nie jest powiązany z chmurą Microsoftu i pozostaje związany z konkretnym urządzeniem. Z drugiej strony, korzystanie z konta lokalnego wiąże się z mniejszą integracją z usługami firmy oraz brakiem niektórych funkcjami synchronizacyjnymi. Pozostaje pytanie, czy podczas kolejnych aktualizacji ta furtka nie zostanie ponownie zamknięta…

    Czytaj dalej poniżej


    Microsoft po cichu zainstalował ci 3 aplikacje. Teraz sam je ubija

  • Naukowcy sądzą, że mają sposób na ciemną materię. Brzmi nieprawdopodobnie

    Naukowcy sądzą, że mają sposób na ciemną materię. Brzmi nieprawdopodobnie

    Gwałtownie przyspieszane jądra atomowe mogą potencjalnie wytwarzać aksjony, hipotetyczne cząstki, które są kandydatami do długo poszukiwanej „ciemnej materii”. Opracowana została praca teoretyczna, która opisuje mechanizm tego procesu, jednakże same obliczenia to tylko część wyzwania. Wykrycie tych cząstek w rzeczywistości wymaga znacznych wysiłków.

    Stefan Evans i Ralf Schützhold, naukowcy z niemieckiego ośrodka Helmholtz-Zentrum Dresden-Rossendorf, opisali mechanizm, który może prowadzić do powstawania aksjonów w wyniku ruchu jąder atomowych. Opublikowane wyniki znajdują się w artykule zamieszczonym w czasopiśmie „Physical Review D”. Badacze koncentrują się na różnicy między właściwościami próżni kwantowej wewnątrz jądra atomowego i poza nim, co, według rozważanej teorii, wpływa na masę tych hipotetycznych cząstek. Obliczenia sugerują, że wystarczająco intensywne przyspieszenie jądra mogłoby zmienić część energii napary aksjonów, jednak te założenia wciąż wymagają potwierdzenia w laboratoriach. W tym miejscu kończą się dobre wiadomości, ale szczegóły zostaną przedstawione poniżej.

    Dlaczego jądro atomowe mogłoby zmienić masę aksjonu?

    Ciemna materia jest przypisywana efektom grawitacyjnym, które nie mogą być wyjaśnione jedynie obecnością zwykłej materii: stanowi to obecnie nasz najważniejszy trop atakujący temat ciemnej materii. Przyjęty model kosmologiczny sugeruje, że we Wszechświecie ciemnej materii jest około pięć razy więcej niż materii tworzącej gwiazdy, planety i nasze ciała. Aksjony są jednym z proponowanych kandydatów na ciemną materię, ale pierwotnie zasugerowano je z innych powodów. Miały one pomóc w rozwiązaniu zagadki związanej z chromodynamiką kwantową: teorią, która opisuje siły wiążące kwarki w protonach i neutronach. Zastanawiano się nad tym, dlaczego dopuszczalne w tej teorii naruszenie określonej symetrii CP nie ujawnia się w wykonywanych pomiarach.

    Związek aksjonów z oddziaływaniami silnymi stanowi doskonałą podstawę do prowadzenia obliczeń. Próżnia kwantowa ma złożoną strukturę, opisaną między innymi przez kondensat kwarkowy, który wiąże się z parami kwarków i antykwarków; jego wartość wpływa na efektywną masę aksjonu. W obrębie jądra atomowego kondensat jest częściowo „osłabiony”, a więc masa aksjonu powinna być tam mniejsza niż poza jądrem. Materia „jądrowa” działałaby na pole aksjonowe jak różny ośrodek: można to porównać do zmiany zachowania się światła w wodzie w porównaniu do powietrza. Ta różnica mogłaby mieć znaczenie nawet w przypadku, gdyby przez jądro nie przelatywały żadne rzeczywiste aksjony.

    Ruch mógłby przekształcać energię w cząstki?

    Pola kwantowe przechowują fluktuacje nawet w stanie próżni, czyli w teoretycznym stanie najniższej dostępnej energii. Obecność obiektów może zmieniać dozwolone fluktuacje; dobrym przykładem jest efekt Casimira między blisko ustawionymi płytkami przewodzącymi. Zmiany energii pola mogą prowadzić do wytworzenia mierzalnej siły. Evans i Schützhold obliczyli analogiczne przyciąganie między dwoma nieruchomymi jądrami, wynikające z ich wpływu na hipotetyczne pole aksjonowe. W sytuacji, gdy obiekt oddziałujący z polem przemieszcza się w odpowiedni, dostatecznie gwałtowny sposób, może przekazywać jego energię i powodować powstawanie cząstek – w tym przypadku aksjonów.

    Czytaj dalej poniżej

    Niezwykłe odkrycie polskich naukowców. Myszy mają trik na drapieżników

    W ten sposób ujawnia się dynamiczny efekt Casimira, który został już zaobserwowany w układach generujących fotony, ale nie potwierdzono go jeszcze dla aksjonów. W postulowanym mechanizmie przyspieszające jądro emitowałoby parę splątanych aksjonów, których stan kwantowy musiałby być opisany razem. Autorzy wskazują również na interpretację związana z efektem Unruha. Rozpraszanie aksjonu w takich warunkach przez jądro byłoby równoważne w opisie laboratoryjnym emisji pary aksjonów.

    Bliskie przeloty jonów i stare, znane problemy

    Możliwe miejsce do poszukiwania nasilenia efektu to ultraperyferyjne zderzenia ciężkich jonów. Tutaj nie chodzi o bezpośrednie kolizje, lecz o sytuacje, w których rozpędzone jądra przechodzą obok siebie bez fizycznego kontaktu, oddziałując głównie poprzez swoje pola elektromagnetyczne. W trakcie takiego przelotu zmienia się kierunek ruchu jąder, co sprawia, że następuje ich przyspieszenie, nawet bez zwiększania prędkości. Taka gwałtowna zmiana ruchu może pobudzać pole aksjonowe w odpowiedni sposób, co potrzebne jest do emisji pary cząstek.

    Czytaj również: Czy właśnie ZOBACZYLIŚMY ciemną materię? Bardzo możliwe!

    Nadal pozostaje kwestia wydajności tego procesu: prawdopodobieństwo powstania pary jest silnie uzależnione od masy aksjonu oraz czasu, w którym ruch jądra się zmienia. Autorzy wskazują, że szanse na uzyskanie takiego zjawiska są małe, a dokładniejsze rozważania korzystnych warunków wymagają dalszych obliczeń.

    Nawet jeżeli udałoby się wyprodukować aksjony, to musiałyby one jeszcze trafić do odpowiedniego detektora, pozostawiając rozpoznawalny sygnał, na przykład w urządzeniu wykorzystującym ciekły ksenon. Nie ma więc gwarancji, że nawet jeśli aksjony się pojawią, będziemy potrafili je „złapać”. Gdyby udało się je wykryć, byłoby to przede wszystkim odkrycie nowej cząstki. Jednak pytanie, czy byłaby to ciemna materia… nastręcza znacznie więcej trudności w badaniach.

  • Koszmar na Marketplace. Meta AI podała prywatny adres

    Koszmar na Marketplace. Meta AI podała prywatny adres

    W obszarze sztucznej inteligencji znów pojawił się poważny skandal. Tym razem AI samodzielnie dokonało sprzedaży na marketplace i zaprosiło nieznajomego pod drzwi właściciela.


    Sztuczna inteligencja od Mety sprzedała klawiaturę, podała adres oraz zaprosiła obcego człowieka pod dom, wszystko to bez wiedzy właściciela. Czy możemy mówić o początku buntu maszyn?

    AI od Mety zaprosiło nieznajomego pod dom

    Na rynku istnieją już zaawansowane modele językowe AI, które wykorzystujemy m.in. w rozmowach online, a także liczne narzędzia wspierające nas w codziennej pracy i tworzeniu złożonych procesów. Wygląda jednak na to, że czas na autonomicznych agentów nadszedł, przynajmniej według dużych korporacji i firm rozwijających technologię AI na pełnych obrotach. Zadziwiające jest to, że nie jesteśmy jeszcze w pełni gotowi na współpracę z takimi wyspecjalizowanymi, inteligentnymi asystentami. Doskonałym przykładem tego jest niedawny incydent z agentem AI od Meta, który przydarzył się Mattowi Robbowi, osobie, która powierzyła nowemu asystentowi Meta Muse zarządzanie swoim ogłoszeniem na Facebook Marketplace. Efektem tego był nieznajomy czekający na niego pod domem, a Matt dowiedział się o tym wydarzeniu dopiero z podsumowania sporządzonego przez sztuczną inteligencję. Zaiste, sytuacja przeraża.

    Nie dziwi mnie, że Matt zlecił AI zarządzanie swoimi ogłoszeniami. Każdy, kto próbował sprzedać coś w internecie, wie, jak trudne i czasochłonne potrafi to być, zwłaszcza gdy wystawiamy na sprzedaż wiele używanych przedmiotów. Odpowiadanie na wiadomości i prowadzenie dyskusji z potencjalnymi klientami może przerosnąć nasze możliwości. W przypadku Meta Muse zadanie było proste — pomóc Mattowi w sprzedaży klawiatury. Niestety, AI wykazała się nadmierną gorliwością. Asystent z powodzeniem przeprowadził negocjacje i zaakceptował ofertę zakupu, a następnie podał nieznajomemu dokładny adres Matt’a. Co więcej, zapewnił potencjalnego kupca, że właściciel jest obecny w domu i umówił się na odbiór osobisty na wieczór.

    Matt dowiedział się o całej sytuacji dopiero z podsumowania AI, które z brutalną szczerością opisało: „Usman pojawił się pod twoim budynkiem około 21:15, czekał, wysłał wiele wiadomości, ale nikt nie zszedł. Odjechał zdenerwowany o 21:38 i wystawił negatywną ocenę.” Trudno się mu dziwić — był przecież wcześniej umówiony. To jednak nie koniec, ponieważ Meta Muse wysłała Usmanowi wiadomości z przeprosinami i zapytała swojego „przełożonego”, czy w przyszłości nie powinien mieć możliwość umawiania takich wizyt bez upewnienia się, że ktoś rzeczywiście będzie w domu.

    Czytaj dalej poniżej

    Kamera, AI i głośniki w oprawce: Poznaj efekt współpracy Meta i Oakley!

    Całe zdarzenie stało się viralem w mediach społecznościowych, a Meta prowadzi dochodzenie w tej sprawie, jednocześnie odpierając liczne zarzuty oraz obawy użytkowników. David Singleton z Meta Superintelligence Labs przyznał, że firma traktuje te zdarzenia priorytetowo i dąży do jak najszybszego wyjaśnienia, co dokładnie miało miejsce — czy to wynik błędu algorytmu, czy innego nieprzewidzianego problemu w kodzie. Incydent z Meta Muse jest ważnym sygnałem ostrzegawczym nie tylko dla Mety, ale także dla konkurencyjnych firm, takich jak Google z ich Gemini czy OpenAI z ChatGPT. Giganty technologiczne rywalizują, aby ich asystenci mogli rezerwować stoliki, zamawiać zakupy i negocjować umowy — wydaje się, że może to być zbyt szybko dla nich.

    Rzuca się w oczy, że nie zadziałał żaden mechanizm bezpieczeństwa, który powinien być aktywowany w momencie przekształcenia sprawy w rzeczywistość. Gdy bot prowadzi rozmowy online, negocjuje cenę lub informuje o stanie produktu, nie ma problemu. Natomiast w sytuacji, gdy osoba chce sfinalizować transakcję, automatycznie powinno nastąpić powiadomienie opiekuna asystenta, aby mógł przejąć komunikację i zatwierdzić zaproponowaną cenę.