I oto jest. Za iPhone’a Duo Apple życzy sobie w Polsce „tylko” (choć pesymistyczne prognozy były wyższe) 9999 zł, co potrafi rozbudzić nasze pragnienia zmiany telefonu. Mnie jednak bardziej od premiery i pierwszych recenzji (sprzęt oceniam na zasadzie: podoba mi się) interesuje, jak pierwszy składany iPhone będzie działać po roku użytkowania, gdy rozpocznie się prawdziwa, być może trudna rzeczywistość jego posiadania.
Spodziewałem się, że Apple zażąda za swojego składaka jeszcze więcej. 9999 zł za wersję 256 GB zatrzymuje licznik tuż przed psychologiczną granicą kwoty składającej się z pięciu cyfr. Co istotne, potwierdzają się diagnozy, że między najdroższymi urządzeniami na rynku nie istnieje już przepaść cenowa: Apple nie jest już wyraźnie droższym producentem od reszty. Cena jednak nie determinuje tego, że dzisiaj chciałbym wydawać niemal 10 tysięcy złotych na składany telefon. Wam również radzę wstrzymać się z zakupem.
Pierwszą generację warto sobie odpuścić: „na zaś”
Składane telefony to dziś „nihil novi”, ale Apple tutaj, oficjalnie, dopiero zaczyna. Nawet dekada projektowania nie zamienia pierwszej generacji w konstrukcję sprawdzoną przez miliony użytkowników. Recenzja tuż po wyjęciu z pudełka pokaże co najwyżej ekran, aparaty i działanie aplikacji, ale nie wskaże, jak to urządzenie będzie się starzało, a każde urządzenie się starzeje: lepiej lub gorzej. Ekstremalne wyginanie i testy na wytrzymałość wyświetlaczy będą analizować konkretne, nieprzystające do codziennego życia scenariusze. Umówmy się: recenzje powiedzą Wam tylko część prawdy. Chcąc wydać niemal 10 tysięcy na telefon, chcę mieć pełną informację, nie tylko jej fragment.
Interesuje mnie przede wszystkim stan rozkładanego ekranu, połączeń między połówkami i zawiasu po miesiącach noszenia, ładowania i użytkowania. Pierwsi klienci będą mimowolnymi beta-testerami (za które to grzecznie zapłacą) problemów, które nawet rygorystyczne ewaluacje Apple’a mogły pominąć. Ale to nic nadzwyczajnego. To całkowicie normalne w przypadku smartfonów.
Umówmy się: to ryzyko każdej nowej konstrukcji, a nie moja magiczna wiedza o Duo. Może się okazać, że zawias ma jakieś wady, które przyspieszają jego zużycie. Może ktoś zauważyć problemy z ekranem. Ciasne upakowanie podzespołów i niewielka „grubość” obudowy mogą stanowić problem. Zwyczajnie chcę zobaczyć recenzje po przynajmniej roku, a zakup rozważać najwcześniej po debiucie drugiej generacji, również dając jej kilka miesięcy na obserwację rynku. Kochani, 10 tysięcy złotych (bez złotówki) to znacznie więcej od średniej krajowej netto, która obecnie wynosi 6800 – 6900 zł na rękę. Bez względu na to, ile zarabiam, takie pieniądze uważam za na tyle duże, że zastanowię się nad nimi nie raz i nie dwa, zanim je wydam.

MagSafe jest, ale Pro Max zostawia w kieszeni 3200 zł
Byłem niemal pewien, że Duo nie zaoferuje MagSafe’a, którego bardzo lubię. A tymczasem specyfikacja potwierdza magnetyczne ładowanie do 25 W. To dobra wiadomość dla każdego, kto korzysta z tego systemu akcesoriów. Niemniej, to nie jest dla mnie wystarczający powód, by wydać dziesięć tysięcy. Jest też ważniejsza sprawa: według cennika Apple, iPhone 18 Pro startuje od 6299 zł, a Pro Max od 6799 zł, także za 256 GB. Dopłata do Duo w stosunku do Pro Maksa wynosi zatem 3200 zł. Diabeł, jak zwykle, tkwi w szczegółach.
Wszystkie trzy modele mają układ A20 Pro: przewaga modeli Pro nie polega na nowszym procesorze. Modele Pro i Pro Max oferują jednak teleobiektyw 48 MP, zmienną przysłonę aparatu głównego oraz uwielbiane przeze mnie Face ID, podczas gdy Duo ma dwa tylne aparaty (wciąż dobre, ale…) i Touch ID w przycisku bocznym. To ostatnie rozwiązanie nie jest złe, jednak nie chciałbym zamieniać mojego ulubionego rozwiązania na inne, jedynie w imię posiadania opcji rozłożenia urządzenia do formy tabletu.
iPhone Duo w tym trybie oferuje matowy ekran o przekątnej 7,6 cala, umożliwiając jednoczesne wyświetlanie dwóch aplikacji, a także pozwala na rysowanie Apple Pencilem. To rzeczywiście fajne i słuszne rozwiązanie, które z pewnością znajdzie swoich zwolenników. Nie wiem jednak, czy to w pełni usprawiedliwia tak dużą dopłatę.
Co z temperaturami?
Mój iPhone 15 Pro Max potrafi się niemiłosiernie nagrzewać, więc na hasło „tytan” nie wyrażam entuzjazmu. Tytan przewodzi ciepło gorzej niż aluminium, ale wiadomo: wszystko zależy od całego układu odprowadzania ciepła. Apple już w przypadku „piętnastek” poprawiało nadmierne nagrzewanie za pomocą aktualizacji iOS 17.0.3, bo problem był poważny: cierpiała kultura pracy oraz żywotność baterii. Duo ma po rozłożeniu 5,2 mm grubości oraz system chłodzenia z komorą parową: ale jak będzie z jego „grzaniem się”, dopiero się przekonamy.
Jeśli komponenty odpowiedzialne za ciepło nie zdadzą egzaminu, użytkownicy Duo będą narzekać na throttling. A jeśli problem będzie poważny, to bateria w drogim i innowacyjnym urządzeniu Apple’а, zestarzeje się źle. Już w deklaracjach Apple widać pewne kompromisy: Duo ma odtwarzać wideo do 44 godzin na zewnętrznym wyświetlaczu i do 31 godzin na wewnętrznym. W przypadku Pro Maksa Apple podaje czas do 43 godzin, więc przy wyborze Duo musisz zwrócić uwagę na sposób użytkowania telefonu; porównania jabłek do jabłek oraz gruszek do gruszek mogą okazać się niewłaściwe. Codzienne użytkowanie zweryfikuje to najlepiej.
Duo jest dziś symbolem statusu w rodzinie Apple
Zazwyczaj to powtarzam i rzadko się mylę w kwestii Apple: ta firma ponownie zarobi ogromne pieniądze. Duo sprzeda się świetnie i firma będzie musiała „doprodukować” kolejne egzemplarze tego modelu. Lojalność klientów, gotowość do wydania większej kwoty i przywiązanie do ekosystemu dają mu mocny start, a składana konstrukcja podkreśla jeszcze jeden, mocny w technologiach aspekt: „mam nowego, drogiego iPhone’a”. iPhone 18 Pro Max nie różni się już tak mocno od 17 Pro Maksa: chyba, że kolorem (o ile ktoś wybierze burgundowy). Docelowo, to właśnie Duo może stać się najbardziej rozpoznawalnym symbolem statusu w ofercie Apple.
Czytaj również: iPhone Duo: cena smartfona mnie nie zaskoczyła. Ale inne koszty: owszem.
Na razie pozostaję przy 15 Pro Maxie i z nadzieją spoglądam na rok 2027, kiedy iPhone skończy dwadzieścia lat. Pominiecie numeru 19 i jubileuszowy iPhone 20 wydaje mi się sensownym scenariuszem (tak jak miało to miejsce dekadę temu), ale wiele może się jeszcze zmienić. Liczę zarówno na zmiany w użyteczności, jak i designie, lecz również i tu występuje pułapka „wieku dziecięcego”: mogłaby to być całkowicie nowa konstrukcja, która także może okazać się problematyczna. Warto zaznaczyć, że „jednobryłowiec” nie posiada zawiasu ani regularnie zginanego ekranu, co zmniejsza ryzyko awarii. Pamiętajcie jednak: to nie musi się zdarzyć.
Dlatego jeśli Twój telefon nadal spełnia Twoje oczekiwania, bateria działa bez zarzutu i masz aktualne oprogramowanie, daj Duo jeszcze trochę czasu: przy wydatku na poziomie dziesięciu tysięcy złotych nie widzę powodu, by płacić podatek od nowości za wszelką cenę.
