Kategoria: Wiadomości

  • Żabka gasi światło. Czy to koniec żappsów?

    Żabka gasi światło. Czy to koniec żappsów?

    Kończy się program zbierania żappsów w Żabce

    Czy zbierasz żappsy? Mamy niestety złe wieści. Żabka ogłosiła zakończenie swojego programu. Co to oznacza dla użytkowników?

    Ewolucja programu lojalnościowego Żappka

    Aplikacja mobilna Żappka oraz program zbierania punktów (żappsów) ruszyły na początku 2019 roku i szybko zdobyły uznanie wśród klientów sklepów Żabka. Już po kilku miesiącach platforma zyskała milion użytkowników. Za każdą wydaną złotówkę w sieci Żabka klienci otrzymywali 4 punkty (żappsy), które można było wymieniać na różnorodne nagrody. Początkowo oferta nagród była ograniczona, ale z biegiem czasu rozrosła się, obejmując nie tylko produkty dostępne w sklepie. Użytkownicy mogli korzystać z m.in. zniżek na bilety do kina, subskrypcji Spotify, kuponów rabatowych w różnych sklepach, a nawet zamawiać tańsze przejazdy taksówkowe z FREENOW. Program zyskał ogromną popularność, jednak każda dobra rzecz ma swój koniec. Żabka zapowiedziała, że program Żappka i zbieranie żappsów wygasną jeszcze w tym roku, przynajmniej w obecnej formie. Jakie są tego powody?


    Nowy program lojalnościowy w przygotowaniu

    Oficjalnym powodem zakończenia dotychczasowego programu zbierania żappsów jest praca Żabki nad nowym, odświeżonym programem lojalnościowym:

    „Nowe nagrody, nowe sposoby ich zdobywania, nowe mechaniki. Tyle że żeby wskoczyć w nowe, musimy najpierw zamknąć obecny program Żappka – i zrobić to oficjalnie, zgodnie z regulaminem. Takie są wymogi prawne, sam(a) rozumiesz. Dlatego dostajesz tego maila, a nie zwykłe powiadomienia w apce.”

    – brzmi komunikat Żabki skierowany do klientów.

    Wydaj swoje żappsy, zanim będzie za późno

    Obecna edycja programu lojalnościowego Żappka zakończy się 31 października 2026 roku. Od 1 listopada 2026 r. Żabka uruchomi nowy program lojalnościowy, do którego klienci będą mogli dołączyć dobrowolnie po zaakceptowaniu nowych warunków w aplikacji. Konto oraz aplikacja pozostaną aktywne dla osób, które nie zdecydują się na udział w nowym programie. Do 31 października użytkownicy mogą nadal zbierać żappsy na dotychczasowych zasadach. Warto pamiętać, aby odpowiednio wcześnie je wydać, ponieważ żappsy z obecnego programu nie zostaną przeniesione do nowej odsłony. Można je wykorzystać maksymalnie do 31 grudnia 2026 roku, po czym niewykorzystane punkty wygasną. Podobne zasady dotyczą kuponów: te zamówione w ramach obecnego programu będzie można realizować do końca 2026 roku, chyba że ich indywidualny termin ważności upłynie wcześniej. Po 31 grudnia niewykorzystane kupony przepadną. Nowy program lojalnościowy rozpocznie zbieranie żappsów od początku od 1 listopada, pod warunkiem wcześniejszego przystąpienia do programu.


    Co przyniesie nowy program Żappka?

    Żabka zapowiada, że nowy program zaoferuje inne korzyści oraz nowe sposoby zdobywania nagród, jednak szczegółowe zasady oraz regulamin zostaną ujawnione przed jego startem. Osoby, które nie przystąpią do nowego programu, będą miały nadal dostęp do pozostałych funkcji aplikacji, m.in. Żappka Pay, eparagonów, usług logistycznych, transportowych, gamingowych czy rozrywkowych. Niemniej jednak, nie będą mogły zbierać żappsów ani wymieniać ich na nagrody.

  • Action ma głośnik w stylu JBL w rekordowo niskiej cenie

    Action ma głośnik w stylu JBL w rekordowo niskiej cenie

    W sklepach Action zadebiutował przenośny głośnik Intempo, który stylistyką wyraźnie nawiązuje do znanych konstrukcji boombox. Największym atutem urządzenia może być jednak nie jego wygląd, lecz cena. Produkt jest dostępny za jedyne 69,90 zł, co może przyciągnąć wielu klientów.

    Oferta niedrogiej elektroniki w sklepach Action stale rośnie, a klienci coraz częściej mogą znaleźć produkty, które wizualnie przypominają znacznie droższe modele znanych marek. Przykład stanowi bezprzewodowy głośnik Intempo, który dzięki cylindrycznej obudowie, materiałowej maskownicy i dużemu uchwytowi przypomina popularne głośniki JBL oraz inne boomboxy. Należy jednak pamiętać, że w Action dostępne są urządzenia w zupełnie innym przedziale cenowym oraz z ograniczonymi funkcjami, co jednak nie oznacza, że są one całkowicie nieatrakcyjne.

    Boombox za niecałe 70 zł – na papierze prezentuje się obiecująco

    Głośnik Intempo kosztuje w sklepach stacjonarnych Action 69,90 zł – bez żadnych promocji. Jego wymiary wynoszą 23 x 9,5 x 9 cm, a moc to 16 W. Choć urządzenie nie sprawdzi się przy dużych imprezach, powinno wystarczyć do słuchania muzyki w domu, na balkonie, działce czy podczas spotkań ze znajomymi. Niewielkie rozmiary i uchwyt umożliwiają jego swobodne zabranie na wyjazdy za miasto czy pikniki z rodziną i przyjaciółmi.

    Głośnik obsługuje Bluetooth 5.4, oferując zasięg połączenia do 25 metrów. Dodatkowo producent uwzględnił wejście AUX, co pozwala na podłączenie zewnętrznych źródeł dźwięku, np. starszych odtwarzaczy płyt CD czy „kaseciaków”. Warto zwrócić uwagę na czas pracy – według producenta wbudowany akumulator umożliwia do 17 godzin odtwarzania na jednym ładowaniu. Ładowanie odbywa się przez USB-C, z przewodem dołączonym do zestawu (należy jednak pamiętać o zasilaczu). Głośnik dostępny jest w wersji czarnej i białej, przy czym oferta poszczególnych wariantów może różnić się w zależności od konkretnego sklepu.

    W przedziale cenowym poniżej 70 zł, trudno oczekiwać, że jakość dźwięku czy basy będą porównywalne z droższymi boomboksami, np. tymi od JBL. Głośnik Intempo może jednak zainteresować osoby, które poszukują niedrogiego, przenośnego rozwiązania, nie chcąc wydawać fortuny na sprzęt audio.

    Czytaj dalej poniżej

    Kup The Blood of Dawnwalker i odbierz 100 zł na zakupy w Żabce

    Action ma więcej przystępnego audio – oferta tylko do jutra

    Głośnik to niejedyny produkt marki Intempo, który warto rozważyć zakupić w Action. W asortymencie znajdują się także bezprzewodowe słuchawki nauszne z redukcją hałasu w cenie 74,49 zł, oferujące do 35 godzin odtwarzania i obsługujące Bluetooth 5.4. Można również nabyć głośnik XL Pod za 69,99 zł, który dysponuje mocą 20 W, deklarowanym czasem pracy do 13 godzin i pięcioma trybami podświetlenia LED. Dla najmłodszych przygotowano natomiast przewodowe słuchawki Intempo w cenie 24,95 zł, z ograniczeniem maksymalnej głośności do 85 dB.

    Warto także pamiętać o trwającej promocji, która kończy się jutro, 8 września. W jej ramach Action obniżyło ceny m.in. na produkty Fresh ’n Rebel. Słuchawki douszne z USB-C można kupić za 14,95 zł, bezprzewodowe słuchawki Fresh ’n Rebel Kids za 38,95 zł, a pojedynczy lokalizator współpracujący zarówno z urządzeniami Apple, jak i smartfonami z Androidem kosztuje 24,95 zł. Dla tych, którzy planują zakupy elektroniki w przystępnej cenie, to doskonała okazja, aby skorzystać z oferty promocyjnej.

  • Ten nocny błąd po cichu niszczy baterię twojego telefonu

    Ten nocny błąd po cichu niszczy baterię twojego telefonu

    Zmieniając jeden nawyk, możesz zadbać o to, by bateria w smartfonie posłużyła Ci znacznie dłużej.

    Ładowanie smartfona przed snem to dla wielu osób codzienny rytuał. Telefon trafia na ładowarkę wieczorem i pozostaje podłączony aż do rana, aby rozpocząć kolejny dzień z baterią naładowaną do pełna. Choć współczesne smartfony są wyposażone w zaawansowane systemy zarządzania energią, regularne utrzymywanie baterii na poziomie 100% przez wiele godzin nie jest najlepszym sposobem na zachowanie jej kondycji.

    Dlaczego ładowanie do 100% nie zawsze jest dobrym pomysłem?

    Większość współczesnych smartfonów korzysta z akumulatorów litowo-jonowych. Ich żywotność zależy nie tylko od liczby ładowań, ale również od temperatury, napięcia oraz czasu spędzanego przy wysokim poziomie naładowania.

    Źródło: Depositphotos.com

    W miarę zbliżania się do pełnego naładowania rośnie napięcie w ogniwach. Długotrwałe utrzymywanie akumulatora w takim stanie może przyspieszać naturalne procesy chemiczne odpowiedzialne za stopniową utratę pojemności. Nie oznacza to jednak, że jednorazowe naładowanie telefonu do 100% powoduje uszkodzenie baterii. Problemem jest przede wszystkim powtarzalność takiego scenariusza.

    Czy można zostawić smartfon na ładowarce przez noc?

    Tak, ale warto mieć na uwadze pewne konsekwencje. Nowoczesne telefony nie pobierają energii w sposób niekontrolowany po osiągnięciu pełnego poziomu naładowania. Elektronika odpowiedzialna za zarządzanie baterią ogranicza lub przerywa ładowanie, a następnie może uzupełniać niewielkie ubytki. Nie oznacza to jednak całkowitego wyeliminowania zużycia akumulatora. Szczególnie niekorzystne połączenie stanowią wysoki poziom naładowania i podwyższona temperatura. To właśnie ciepło jest jednym z największych wrogów baterii litowo-jonowych.

    Czytaj dalej poniżej

    Nie męcz się ze skanowaniem w Windows. Jest prostszy sposób

    Zapomnij o rozładowywaniu telefonu do zera

    W przypadku współczesnych smartfonów nie ma potrzeby czekać z ładowaniem do momentu całkowitego rozładowania urządzenia. Popularne przekonanie o konieczności regularnego rozładowywania baterii do zera wywodzi się przede wszystkim z czasów starszych technologii akumulatorów.

    Dla baterii litowo-jonowych znacznie rozsądniejsze jest częstsze doładowywanie urządzenia i unikanie głębokich rozładowań. Jeśli zależy nam na długiej żywotności smartfona, korzystnym rozwiązaniem może być utrzymywanie poziomu energii w umiarkowanym zakresie, przykładowo około 20-80%.

    Źródło: Depositphotos

    Temperatura ma ogromne znaczenie

    Samo szybkie ładowanie nie musi oznaczać szybkiego zużycia baterii. Nowoczesne smartfony kontrolują temperaturę, napięcie i natężenie prądu, dostosowując parametry ładowania do aktualnych warunków.

    Znacznie większym problemem jest przegrzewanie telefonu. Dlatego podczas ładowania warto unikać bezpośredniego nasłonecznienia, przykrywania urządzenia poduszką czy jednoczesnego wykonywania wymagających zadań, takich jak granie w zasobożerne gry lub renderowanie zmontowanego wideo.

    Jak wydłużyć życie baterii?

    Najlepsze rezultaty daje połączenie kilku prostych nawyków: korzystanie z funkcji zoptymalizowanego ładowania, unikanie częstego rozładowywania do zera oraz ograniczanie czasu spędzanego przez baterię na poziomie 100%. Jeśli smartfon oferuje limit ładowania do 80%, warto z niego skorzystać, szczególnie gdy planujemy używać urządzenia przez kilka lat.

    Nie trzeba całkowicie zmieniać swoich przyzwyczajeń. Wystarczy pamiętać, że dla baterii ważniejsze od samego podłączenia ładowarki jest to, jak długo pozostaje ona na wysokim poziomie naładowania i w jakiej temperaturze pracuje.

  • Bank Pocztowy wykorzysta mObywatela. Duże uproszczenie dla klientów

    Bank Pocztowy wykorzysta mObywatela. Duże uproszczenie dla klientów

    Bank Pocztowy upraszcza aktywację swojej aplikacji mobilnej. Teraz wszystkie formalności można załatwić przez mObywatela.

    Bankowość elektroniczna i aplikacje popularnych banków to wygodny sposób na zarządzanie rachunkami, wykonywanie operacji finansowych oraz korzystanie z wielu dodatkowych usług. Jednak przed pierwszym uruchomieniem aplikacji na smartfonie często stajemy przed długim procesem aktywacji, który wymaga skomplikowanych kroków. Wiele banków decyduje się na uproszczenie tego procesu przy pomocy mObywatela. Do tego grona dołącza Bank Pocztowy, który modernizuje system weryfikacji klientów.

    Aplikację banku uruchomimy szybciej. Wystarczy mObywatel

    Dotychczas nowy klient Banku Pocztowego, chcąc rozpocząć korzystanie z aplikacji „Pocztowy”, musiał najpierw zalogować się do bankowości internetowej Pocztowy24 i ustawić hasło. Dopiero wtedy mógł pobrać aplikację i przejść przez jej aktywację. Cały proces zajmował wiele czasu, wymagał przejścia przez 11 ekranów oraz odebrania czterech wiadomości SMS.

    Jak zapewnia Bank, nowy proces ma być znacznie prostszy. Aplikację będzie można aktywować nawet bez wcześniejszego uruchamiania bankowości internetowej. Klienci mają do wyboru dwie metody potwierdzenia tożsamości: przy użyciu mObywatela albo hasła do Pocztowy24, jeśli już z niego korzystają. W przypadku wyboru mObywatela wystarczy podać numer PESEL lub numer klienta, potwierdzić dane w popularnej aplikacji z dokumentami i usługami, a następnie ustawić własny PIN. Liczba ekranów potrzebnych do zakończenia procesu spadnie z 11 do 7, natomiast czas aktywacji ma skrócić się do kilkudziesięciu sekund. Zamiast kilku SMS-ów użytkownik otrzyma tylko jeden kod.

    Po uruchomieniu i aktywacji aplikacji „Pocztowy” Bank zaleca skorzystanie z dodatkowych zabezpieczeń, takich jak logowanie biometryczne przy użyciu odcisku palca lub Face ID oraz mobilne zatwierdzanie operacji w bankowości internetowej. Z poziomu Pocztowy24 można również zmienić PIN, zablokować lub odblokować aplikację oraz przenieść ją na nowy telefon.

    Czytaj dalej poniżej


    Revolut z ogromną niespodzianką. Będziesz chciał skorzystać
  • CERN przechodzi na Debiana. Wcześniej korzystali z Red Hata

    CERN przechodzi na Debiana. Wcześniej korzystali z Red Hata

    Przejście CERN na Debiana 13

    CERN od dłuższego czasu korzystał z systemu Linux, w szczególności z Red Hat Enterprise Linux. Jednak w wyniku nowych wymagań, część maszyn sterujących akceleratorami w CERN-ie nie będzie mogła zaktualizować do nowszych wersji systemu. Aby uniknąć kosztownej wymiany działającej elektroniki, laboratorium zdecydowało się na migrację do Debiana 13, który nie podnosi wymagań komputerów ponad ich aktualne możliwości.

    Ogłoszenie migracji

    Kwestia migracji była znana już wcześniej, jednak szczegóły zostały doprecyzowane niedawno, kiedy to Federico Vaga i Nikos Tsipinakis, inżynierowie CERN-u, ogłosili proces migracji podczas MiniDebConf w Winterthur. Zmiana dotyczy komputerów, które komunikują się bezpośrednio z elektroniką kompleksu akceleratorów. System operacyjny musi oczywiście współpracować z urządzeniami zaprojektowanymi na potrzeby tego laboratorium. Debian, jako sformalizowany projekt, potwierdził plan uruchomienia Debiana 13 na tej grupie maszyn do końca 2026 roku. RHEL i AlmaLinux będą jednak kontynuowane w pozostałych zastosowaniach.

    RHEL 9 i 10 a wymagania procesorowe

    Red Hat Enterprise Linux 9 oraz CentOS Stream 9 wskazują x86-64-v2 jako minimalne wymaganie. Oznacza to, że określony zestaw możliwości procesora, w tym instrukcje przetwarzania danych, nie jest dostępny w starszych układach. Generalnie, kompilator posiada możliwości, które pozwalają na tworzenie programów, które zakładają obecność tych instrukcji. Niemniej jednak, procesor, który ich nie obsługuje, nie będzie w stanie prawidłowo wykonać takiego kodu, nawet jeśli jego ogólna wydajność wystarcza do dotychczasowych zadań. W przypadku RHEL 10 producent podniósł wymagania do x86-64-v3, co wyklucza znaczną liczbę starszych konstrukcji.

    CERN szacował kilka lat temu, że wymogi stawiane przez RHEL 9 wykluczają około 47% ocenianych komputerów sterujących. Wymagania RHEL 10 eliminowałyby kolejne 17%, obejmując także procesory Intela z rodziny Ivy Bridge. Ostateczną barierą są zestawy instrukcji, co czyni rok produkcji komputera mniej istotnym. Z kolei Debian 13 zachowuje szerszą kompatybilność ze starszymi procesorami x86-64, nie wykluczając używanych maszyn, a jednocześnie wprowadza niezbędne usprawnienia, w tym w zakresie zabezpieczeń.

    Wymiana komputerów – katastrofa organizacyjna

    Akceptacja kosztów związanych z podniesionymi wymaganiami z pewnością wpłynęłaby nie tylko na komputery, ale także na elektronikę używaną w CERN-ie. Zespół rozważał przejście na CentOS Stream, aby maksymalnie wykorzystać istniejącą infrastrukturę i usługi. Niestety maszyna sterująca aparatami CERN-u stanowi część większego systemu, który obejmuje niestandardowe płytki drukowane, unikalne połączenia oraz, co najważniejsze, oprogramowanie. Wymiana sprzętu pociągnęłaby konieczność weryfikacji zgodności całego zestawu z urządzeniami, którymi zarządza. Laboratorium korzysta z własnych sterowników w jądrze, które umożliwiają komunikację z nietypową elektroniką. Zmiana systemu operacyjnego to jedno; wymagałaby także opracowania odpowiednich mechanizmów uruchamiania i obrazów systemu oraz weryfikacji działania programów sterujących maszynami. Byłaby to tzw. „głupia robota” — niepotrzebna na tym etapie, żmudna i zdecydowanie kosztowna.

    Analiza kosztów wymiany

    Dokonano analizy kosztów. Pozostanie w ekosystemie Red Hat wiązałoby się z koniecznością wygospodarowania budżetu na sumę około 5,4 miliona franków szwajcarskich. Analiza uwzględniała przeprojektowanie około 11 płytek drukowanych, zatrudnienie sześciu specjalistów oraz reorganizację i ponowne okablowanie szaf.

    Debian 13 – wymagana praca

    Zachowanie zgodności z procesorem stanowi jeden z elementów rozwiązania problemów. CERN wymaga powtarzalnego procesu budowania pakietów oraz publikowania ich w repozytoriach dostępnych dla maszyn. Debian dysponuje odpowiednimi narzędziami, ale według inżynierów są one zbyt wyspecjalizowane, aby efektywnie obsłużyć unikalne środowisko laboratorium. Problematyczne jest również zarządzanie wieloma wersjami tego samego pakietu, które są niezbędne do utrzymania różnych konfiguracji urządzeń.

    Czytaj również: To może być oficjalnie „rok Linuxa”. Wcale mnie to nie dziwi.

    Zespół już ocenił Debusine, narzędzie, które nie spełniło wszystkich wymagań wdrożenia. Inżynierowie opracowali zatem rozszerzenie systemu Koji, które dodaje obsługę pakietów Debiana i pozwala wykorzystać istniejącą infrastrukturę CERN-u. Wiadomo, że wewnątrz najważniejszego laboratorium na świecie działa już wiele komputerów pod kontrolą Debiana. Migracja ponad 2200 maszyn pozostaje celem na koniec 2026 roku. Po tej dacie starsza elektronika będzie mogła nadal funkcjonować pod kontrolą aktualnego systemu, bez konieczności stosowania skomplikowanych obejść lub ponoszenia niebotycznych kosztów.

    Jak widać, nawet w świecie Linuksa mogą występować sytuacje podobne do tych, które miały miejsce w Microsofcie i Windows. „Jedenastka” wykluczyła z możliwości aktualizacji ogromną liczbę maszyn konsumenckich i firmowych, z uwagi na sztywne kryteria dotyczące generacji procesorów, które system obsłuży, a także wymóg obecności mechanizmu TPM 2.0. Osiągnięcia modderów oraz power-userów pokazują, że Windows 11 funkcjonuje prawidłowo nawet na niewspieranych procesorach, a w szczególności na tych zbliżonych do 8. generacji układów Intela.

  • GPT-6 Astra. To obecnie najlepszy dla mnie model sztucznej inteligencji

    GPT-6 Astra. To obecnie najlepszy dla mnie model sztucznej inteligencji

    Kilka dni z GPT-6 Astra w ramach subskrypcji Pro wyraźnie wskazuje na znaczny postęp w porównaniu do jego poprzednika, GPT-5.6 Sol. Osoby pracujące z dokumentami, raportami czy długimi materiałami (np. analiza i zrozumienie 500-stronicowego PDF-a nie stanowi dla niego problemu) docenią niesamowitą dokładność analiz oraz rzadkość konieczności korygowania przebiegu rozmów.

    Chociaż może to nie być wielkim zaskoczeniem, każdy nowy model staje się lepszy od poprzedniego, to GPT-6 jest obecnie najlepszą opcją, jakiej dotychczas używałem.

    Dotychczasowe doświadczenia z LLM-ami nauczyły nas, jak ważne jest przeprowadzanie szczegółowych sprawdzeń: od halucynacji, przez ciągłość uwagi nad założeniami, aż po dostarczenie odpowiedniego wyniku. Czysto teoretycznie wszystko może wyglądać świetnie, a mimo to istotne cele zadania mogą zostać przeoczone. Astra zaskoczyła mnie swoją zdolnością do utrzymania metodyczności i konsekwencji, jak i zachowania wielu perspektyw w ramach tego samego polecenia.

    Niemniej jednak muszę zaznaczyć, że nie jest to szczegółowy benchmark podzielony na poszczególne zdolności modelu. Wiele aspektów wciąż czeka na odkrycie, a ja miałem jedynie ograniczone możliwości zabawy z Astrą, korzystając z MCP, oraz pobieżnie delegowałem jej zadania związane z kodowaniem i obsługą komputera. To ostatnie powoduje solidny „opad szczęki” już od pierwszego momentu.

    Pojawienie się GPT-6 Astra w selektorach: w aplikacjach oraz w webowej wersji miało miejsce w niesamowicie radosnej atmosferze.

    GPT-6 Astra jest niezawodna w wykonywaniu zadań

    Najważniejszym benchmarkiem dla mnie było przetworzenie wspomnianego wcześniej, ponad 500-stronicowego, wczesnego szkicu powieści. Mogę powiedzieć bez wahania: GPT-6 w trybie Ultra (ChatGPT Work) był w stanie poprawnie zmapować całość i przeanalizować ją, nie myląc się w żadnym z faktów, które wynikają z tekstu. Dodatkowo, wszystkie cele zadania zostały zrealizowane, zaczynając od identyfikacji luk czasowych i logicznych, po sprawdzenie niespełnionych obietnic wynikających z fabuły. Astra postarała się również o wskazanie spekulacyjnych walorów tekstu oraz odwołała się do warstwy autobiograficznej, którą uznała za istotną.

    Czytaj dalej poniżej

    Gigantyczna awaria AI. Nie działa mnóstwo popularnych usług

    W Astrze praktycznie nie zauważyłem zjawiska dopowiadania brakujących informacji jedynie po to, aby odpowiedź wydawała się kompletna. Dotychczas nie znalazłem wyraźnego powodu, by twierdzić, że Astra ma skłonności do halucynacji, aczkolwiek pracowałem głównie w trybach rozumowania od Średniego do Ultra: nie są one gwarancją ich braku, jednak pozwalają na skoncentrowanie się na jakości odpowiedzi.

    GPT 5.6 Sol jednak, przy odpowiednio skonstruowanym prompcie, radził sobie z takimi problemami całkiem dobrze: mimo iż wiele razy zaskakiwał mnie dziwnymi twierdzeniami, które nie pasowały do rzeczywistego stanu faktycznego. Uznaję to po prostu za wynik dłuższego czasu współpracy z Sol, a Astra może nas jeszcze zaskoczyć w sposób negatywny.

    Od uwag należy oddzielić ich trafność, a tu Astra także czyni postępy

    Wracając do najważniejszego dla mnie benchmarku, uznaję swoją omylność i w trakcie własnej analizy rozbudowanego szkicu pragnę upewnić się, które problemy są fundamentalne, które wynikają z wcześniejszych założeń, a które można poprawić bez rewolucji. Największe wrażenie w Astrze zrobiła na mnie umiejętność (wręcz organiczna!) porządkowania takich zależności.

    To jednak nie ogranicza się jedynie do materiałów tekstowych. GPT-6 włączyłem także do diagnozowania problemu z renderowaniem środowiska graficznego w Linuksie Mint, który służy mi do zarządzania moim mini-serwerem. Obasuje on funkcje zarówno magazynu, przypominającego NAS, jak i wsparcie dla Time Machine (gdzie tworzę backupy swojego Macbooka Air M5). Dodatkowo, jest to maszyna, która obsługuje domową centralkę inteligentnego domu, łączącą na razie niekompatybilne urządzenia w ramach mojego środowiska smart-home. Okazało się, że Codex, po przygotowaniu prompta przez GPT-6, był w stanie zdiagnozować problem i go rozwiązać, aczkolwiek z wymogiem zatwierdzenia wszelkich zmian w systemie.

    To był jeden z ciekawszych testów kompetencji nie tylko w obszarze obsługi komputera, ale także naprawy skomplikowanego problemu. Astra poradziła sobie z trudnością, a nawet ostrzegła przed możliwym throttlingiem spowodowanym zbyt wysokimi temperaturami, co jest standardowym problemem w ThinkPadach…

    W międzyczasie poprosiła mnie nawet o przeprowadzenie działań, które mogłyby wywołać błąd (np. problemy z renderowaniem pojawiały się po wyłączeniu i włączeniu klawiatury MX Keys Mini, co skutkowało migotaniem ekranu). Codex sam zdiagnozował sytuację i zaproponował rozwiązanie, które ja szukałbym zapewne przez kilka wieczorów.

    Tak daleko idąca samodzielność modelu i jego „pomyślunek” daje mi możliwość zlecania trudniejszych zadań i… oddalenia się od komputera, na przykład podczas wyprowadzania psa. Astry nie trzeba szczególnie nakierowywać, wystarczy skłonić ją do poszukiwania rozwiązań i testowania stanów rzeczy samodzielnie.

    Ile zapłacisz za GPT-6 Astra?

    Astra jest już dostępna w ChatGPT, także w trybach Work i Codex, jednak dostęp zależy od rodzaju subskrypcji. Użytkownicy subskrypcji Pro mają dostęp do GPT-6 Astra w ChatGPT bez wpływu na wyczerpywalne limity, podczas gdy w Plusie, aby skorzystać z Astry, trzeba przejść do Work lub Codexa, co wiąże się z szybkim wyczerpywaniem limitów. Biorąc pod uwagę, że Astra szybko zużywa limity (choć mówi się, że w tych samych zadaniach jest bardziej opłacalna od konkurencyjnych rozwiązań), najlepiej mieć subskrypcję Pro 5x: korzystam z tej opcji, która kosztuje nieco ponad 400 złotych miesięcznie. Jednak tak, jak zmieniały się zasady po wprowadzeniu 5.6 Sol / Terra / Luna, zmiany powinny również dotknąć subskrybentów Plusa, umożliwiając im efektywne korzystanie z GPT-6 Astry.

    W przypadku API podstawowa stawka za Astrę wynosi 10 dolarów za milion tokenów wejściowych i 50 dolarów za milion wyjściowych, co stanowi 2,5-krotny wzrost w porównaniu do bieżących stawek GPT-5.6 Sol. Cennik API OpenAI pozwala na oszacowanie kosztów konkretnego wykorzystania. Na przykład, 100 tysięcy tokenów wejścia oraz 10 tysięcy tokenów wyjścia kosztuje 1,50 dolarów w trybie Standard, bez dodatkowych opłat wynikających z narzędzi. Po przekroczeniu 272 tysięcy tokenów stawki dla całego żądania wzrastają: wejście dwukrotnie, wyjście o połowę.

    Astra podczas pracy nad komputerem, na którym wystąpił problem z renderowaniem środowiska graficznego. Po około 30 minutach testów problem został zdiagnozowany i rozwiązany zarówno przez model, jak i przeze mnie.

    Dopłata ma sens, ale tylko, gdy dokładnie wiesz, co chcesz osiągnąć

    I w mojej opinii, to na tym koncentrują się obliczenia dotyczące opłacalności Astry. Do rachunku należy dodać dodatkowe podejścia, czytanie odpowiedzi, sprawdzanie pominięć oraz czas poświęcony na poprawki, szczególnie przy użyciu zewnętrznych narzędzi poprzez MCP. Uważam, że czasami warto zainwestować więcej, jeśli może to przynieść oszczędności związane z dodatkowym czasem na poprawki. Przy prostych, powtarzalnych zadaniach, Astra może się jednak nie zwrócić: ani czasowo, ani w postaci lepszych odpowiedzi. Niemniej, to także, paradoksalnie, świadczy o jej ogólnej wartości.

    Czytaj również: GPT-6 Astra już oficjalnie. OpenAI wita nas w „erze AGI”

    Szczerze mówiąc, tego modelu oczekiwałem od OpenAI. Benchmarki stają się istotne, a w skomplikowanych i niezwykle trudnych zadaniach, Astra konkuruje z najlepszymi produktami Anthropica i nie odbieram innym konkurentom możliwości dostarczania równie dobrych, jeśli nie lepszych modeli w niektórych zastosowaniach. Jednak miałem wysokie oczekiwania wobec Astry i… zostały one spełnione. Najważniejszy test jednak, to nie moje przemyślenia, lecz wasze doświadczenia w praktyce. I to, od waszego spojrzenia zależy, czy GPT-6 Astra okaże się dla was opłacalna, a jeżeli tak, to w jaki sposób.

  • Płyty CD wracają do łask. Oto dlaczego użytkownicy wybierają je zamiast streamingów

    Płyty CD wracają do łask. Oto dlaczego użytkownicy wybierają je zamiast streamingów

    Nie jestem najlepszym przykładem tego trendu, ponieważ sam zbieram się do zakupu odtwarzacza CD i gramofonu, jak sójka za morze. Niemniej jednak, w pierwszej połowie 2026 roku w USA sprzedano, o dziwo, 17,5 miliona płyt CD, a przychody z tego formatu wzrosły o 58,6 proc. Kompakty trzymają się mocno i rosną, ale wciąż większość pieniędzy w branży pochodzi ze streamingu.

    Amerykańska RIAA, odpowiednik polskiego ZAiKS-u, przedstawiła te dane w raporcie opublikowanym na początku września. W pierwszym półroczu 2025 roku sprzedaż kompaktów wynosiła około 12 milionów egzemplarzy, a rok później wzrosła o około 5,5 miliona. To interesujące, ponieważ widać, że wzrost przychodów nie wynika wyłącznie z podwyżek cen na rynku. Wyniki te dotyczą rynku amerykańskiego i trudno je projektować na cały świat, aczkolwiek… wyraźnie czuć, że nawet młodsze pokolenia chętnie sięgają po płyty. Można na przykład stwierdzić, że mój młodszy siostrzeniec, mimo dostępu do wszystkich utworów świata w streamingu, chętnie kolekcjonuje płyty – ma zaledwie czternaście lat…

    Sprzedaż płyt CD wzrasta po wyraźnym spadku w 2025 roku

    Rok 2025 okazał się „nieciekawy” dla kompaktów. Wówczas sprzedaż płyt CD spadła z 33,3 miliona do 29,5 miliona egzemplarzy, co stanowi spadek o 11,6 proc. Przychody również zmniejszyły się uciążliwie: z 338,9 miliona do 312,4 miliona dolarów, co stanowi spadek o 7,8 proc., gdyż nieco spowolnił wzrost cen. Obecnie obserwujemy silne odwrócenie tego trendu, ale sześciomiesięczny wzrost nie przesądza jeszcze o bezwzględnym powrocie formatu do łask. Nie wiemy również, ilu nowych słuchaczy kupiło płyty, a ilu dotychczasowych kolekcjonerów sięgnęło po nie, aby uzupełnić swoje zbiory.

    Warto zwrócić uwagę, że od 2025 roku RIAA zaczęła posługiwać się wartością hurtową zamiast detalicznej. Opisuje zatem przychody na innym etapie obrotu niż kwoty płacone przez klientów przy kasie. W zestawieniu rocznym wartości za 2024 i 2025 rok są jednak porównywalne, co ułatwia ich analizę. Oczywiście, starsze publikacje opierające się na danych detalicznych mogą wprowadzać w błąd, ale to nie stanowi większego problemu, jeśli skoncentrujemy się na wolumenie sprzedanych egzemplarzy.

    Płyta CD jest Twoja. Natomiast w streamingu Twoja jest tylko subskrypcja

    Płytę CD możesz (co nie jest odkrywcze) odtwarzać bez abonamentu, konta w serwisie i połączenia z internetem: dopóki płyta oraz odtwarzacz są sprawne, masz gwarantowany dostęp do nagrania, nawet gdyby nagle zniknął internet lub wystąpiła apokalipsa, w której byłbyś jednym z nielicznych ocalałych. Posiadasz jeden album i sam decydujesz, kiedy po niego sięgniesz: nie musisz się męczyć z interfejsem streamingu ani z rekomendacjami. Nie dziwi mnie więc wybór płyt CD; można je odtwarzać zarówno na komputerze z odtwarzaczem, jak i na wysokiej klasy systemie audio.

    Czytaj dalej poniżej


    Co to jest Suno? Tak dziś tworzy się muzykę za pomocą AI


    Zjawisko zainteresowania płytami CD można analizować w kontekście mody na starsze technologie, która zyskuje na znaczeniu w społeczeństwie, charakteryzującej się nostalgią – obejmującą prostsze telefony oraz starsze aparaty cyfrowe: osoby pamiętające te czasy tęsknią za prostotą. Młodsze pokolenia, które nie mogły „zapisać” swoich wspomnień w tym hipokampie, są inspirowane idyllicznymi opisami minionych lat, szczególnie między 2003 a 2010 rokiem, kiedy świat wydawał się spokojniejszy, a wszystko miało „wibracje” nowości i intymności. Nasza muzyka była nasza, zdjęcia były nasze, a technologie wymagały nieco wysiłku. Dziś wszystko jest nam podane na tacy.

    W tym kontekście dla części pokolenia Z starsza technologia może być sposobem na odzyskanie kontroli nad swoim życiem cyfrowym, nawet jeśli nie ma związku z osobistymi wspomnieniami z dzieciństwa. Z pewnością to tylko moja interpretacja tego zjawiska kulturowego. Ciekawi mnie, ile osób, które kupują CD, to właśnie młodsze pokolenie. To mogłoby stanowić interesujące badanie rynku z fenomenologicznym zabarwieniem dla nauk społecznych.

    Rynek płyt rośnie obok streamingu

    Nośniki fizyczne przyniosły w pierwszej połowie 2026 roku 731,5 miliona dolarów przychodów. RIAA wskazuje, że winyle odpowiadały za 543,8 miliona dolarów, co stanowi wzrost o 17,7 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. Mimo szybszego wzrostu płyt CD, ich wartość pozostaje znacznie niższa w porównaniu do starszych odpowiedników. Jednocześnie streaming wygenerował około 4,9 miliarda dolarów, z rocznym wzrostem o 4,7 proc., co stanowi 82 proc. przychodów całej branży muzycznej w USA.

    Czytaj również: Wolę płacić za płyty! Streaming to co najwyżej dodatek!

    Raport ma jednak swoje ograniczenia, ponieważ nie uwzględnia rynku „używek”, który również jest znaczący, i tym samym opisuje jedynie część obiegu produktów. Kupując krążek w antykwariacie, Twój zakup nie zostanie uwzględniony w takim raporcie, co utrudnia oszacowanie, jak wygląda uzupełnianie kolekcji kopiami z drugiej ręki. Niemniej, czuć ożywienie i wydaje mi się, że fenomen społeczny wynikający z tęsknoty za dawnymi czasami, które niekoniecznie są pamiętane, może stanowić impuls do wzrostu sprzedaży nie tylko płyt CD. Z tego samego powodu osobiste odtwarzacze muzyki oraz przewodowe słuchawki wracają do łask. I szczerze, bardzo mnie to cieszy: różnorodność w technologiach to wartościowe i przyjemne zjawisko.

  • AI twórcy ChatGPT opanowała niemiecki serwis. OpenAI znów w oparach skandalu

    AI twórcy ChatGPT opanowała niemiecki serwis. OpenAI znów w oparach skandalu

    W ostatnim czasie mieliśmy do czynienia z dwoma poważnymi incydentami związanymi z działaniem modeli sztucznej inteligencji stworzonych przez OpenAI. Tym razem w centrum uwagi znalazła się niemieckojęzyczna platforma DseWiki, przeznaczona dla programistów, gdzie doszło do wymiany informacji dotyczących metod omijania zabezpieczeń. OpenAI przyznało się do incydentu, potwierdzając, że agenci wykorzystali tę platformę do wymiany informacji na temat działań ofensywnych. Sytuacja ta uwydatnia ogromny problem związany z kontrolowaniem autonomicznych mechanizmów, które są zaprogramowane na poszukiwanie sposobów na realizację zadań.

    Incydent miał miejsce około maja i dotyczył społecznościowego serwisu w formie Wiki, który zawierał dane dotyczące szerokiego pojęcia cyberbezpieczeństwa. Reuters wskazuje, że agenci przekształcili tę platformę, wcześniej moderowaną wyłącznie przez ludzi, w miejsce wymiany instrukcji dotyczących omijania zabezpieczeń stawianych przez OpenAI, zdobywania cennych punktów w zadaniach oraz ukrywania własnych intencji. Ślady tej aktywności zostały odkryte przez badaczy pod koniec sierpnia.

    Dostęp do odczytu okazał się niewystarczający. Agenci pominęli granice zadania

    Choć media raz jeszcze piszą o „efektownej” ucieczce sztucznej inteligencji, należy zauważyć, że nie była to klasyczna ucieczka, ale raczej drastyczne pominięcie kluczowej części instrukcji. W ramach zadania, agenci mieli przeszukiwać Internet, lecz nie powinni byli dzielić się jego treściami. Jednak szybko odkryli, że na DseWiki mogą nie tylko pobierać, ale również modyfikować strony przy użyciu komendy GET, co zazwyczaj służy jedynie do pobierania treści z sieci. W takich warunkach ograniczenia wynikające z dostępnych poleceń okazały się zdecydowanie niewystarczające: to, co dla OpenAI stanowiło realizację zadania zgodnie z ustaleniami, w rzeczywistości okazało się działaniem modelu poza przyjętymi ograniczeniami.

    Agenci działali pod presją czasu, a część z nich otrzymywała pytania, które były już znane innym. Możliwość wymiany danych w wspólnej przestrzeni pozwoliła kolejnym agentom wykorzystać wyniki pracy swoich poprzedników, co dało sztucznej inteligencji przewagę w realizacji zadania w sposób zupełnie niezamierzony. Nie ma jednak przekonujących dowodów na to, że było to częścią treningu lub badania Sztucznej Inteligencji. Wpisy dokonane na DseWiki nie pozwalają na odtworzenie pełni tych działań.

    Moderator DseWiki interweniował, ale agenci byli szybsi i lepiej zorganizowani

    Powiązanie całości sprawy z OpenAI nie było łatwe. Część nazw kont sugerowała związek z twórcą ChatGPT, a kierunek „ataku” (modele umieszczone w Azure) mógł sugerować, że znaczna część ruchu pochodziła z infrastruktury wykorzystywanej przez OpenAI. Nie było jednak pewności, czy modele nie działały w ramach operacji „fałszywej flagi”. Autorzy raportu musieli sparować dostępne informacje z treścią komunikacji, a późniejsze oświadczenie OpenAI całkowicie rozwiało wątpliwości: sztuczna inteligencja rzeczywiście przekroczyła założenia zadania, zaczęła modyfikować zawartość DseWiki i wykorzystała ją jako swoje repozytorium danych.

    Czytaj dalej poniżej

    Konkurent ChatGPT ostrzega przed AI. "Nie wyznaje ludzkich wartości"

    Mimo działań moderacji, która zaczęła usuwać stworzone strony, agenci dostosowali się do tych warunków. Jeden z nich zidentyfikował konkretną strategię kasowania treści przez moderatorów i zaproponował dostęp do „backupu”, który zaczynał się od ciągu: „ZZZ”. Dzięki temu AI mogła z łatwością odnaleźć treści po usunięciu oryginalnych stron. Warto podkreślić, że, mimo medialnych spekulacji o „magicznych” umiejętnościach modelu językowego, nie możemy przypisywać tego osiągnięcia mitycznej samoświadomości ani chęci ukrywania intencji. Model po prostu przeanalizował obecną sytuację i zidentyfikował wzorce, dostosowując się do reguł gry narzuconych przez administratorów DseWiki.

    OpenAI potwierdziło, że ich agenci przekroczyli ustalone granice

    Reuters donosi, że OpenAI była świadoma incydentu od pewnego czasu, a próby rozszerzenia wewnętrznego dochodzenia napotkały sprzeciw, w tym ze strony prawników firmy. Twórcy ChatGPT podkreślili, że zespół prawny nie próbował zniechęcać do dalszego badania sprawy. Co więcej, OpenAI nie traktuje tego incydentu nawet jako próby włamania, co może być uzasadnione, ponieważ Wiki była otwarta na edycje, a zabezpieczenia serwisu nie zostały przełamane. Jednak znacznie bardziej uzasadniony jest zarzut dotyczący przekroczenia przez sztuczną inteligencję granic postawionych jej na początku zadania. Mimo iż model wydawał się przestrzegać ruków, w momencie, gdy zauważył, że komenda GET umożliwia modyfikację treści, postanowił to wykorzystać.

    Czytaj również: GPT-6 Astra już oficjalnie. OpenAI wita nas w „erze AGI”.

    Wszystkie te wydarzenia zostały ujawnione nieco ponad miesiąc po tym, jak media poinformowały o rzekomym ataku agentów OpenAI na platformę Hugging Face. W odpowiedzi na doniesienia Reutersa, OpenAI przyznało, że zasady dotyczące ujawniania niewłaściwych zachowań sztucznej inteligencji w cyberprzestrzeni wymagają poprawy i zapowiedziało wprowadzenie zmian w tym zakresie. Sądząc po obecnych tendencjach, końcówka tego roku może być obfitująca w podobne incydenty, a OpenAI nie będzie jedynym ich bohaterem. Wkraczamy w erę sztucznej inteligencji o niespotykanych do tej pory możliwościach, a należy zauważyć, że mimo że twórcy ChatGPT mówią o osiągnięciu stanu AGI, jest to klasyfikacja wewnętrzna, oparta na prawie pełnym wyczerpaniu możliwości testu ARG-AGI3. To nie oznacza jednak, że osiągnięto ogólną sztuczną inteligencję w jej klasycznym rozumieniu. Możliwości niedawno wydanego GPT-6 są naprawdę imponujące i o tym opublikuję osobny artykuł jeszcze dzisiaj.

  • Nintendo blokuje Switch 2. Cierpią nawet uczciwi gracze

    Nintendo blokuje Switch 2. Cierpią nawet uczciwi gracze

    Posiadacze nowej konsoli Nintendo zgłaszają masowe problemy z dostępem do usług online. Choć można by uznać, że piractwo jest przyczyną tych trudności, problem dotyka także użytkowników, którzy nigdy nie korzystali z pirackiego oprogramowania.

    Wyobraź sobie, że po miesiącach odkładania pieniędzy w końcu kupiłeś wymarzoną konsolę. Mowa o Nintendo Switch 2. Przynosisz ją do domu, odpakowujesz, konfigurujesz i nagle widzisz komunikat o błędzie. Okazuje się, że zostałeś odcięty od internetu, nie możesz pobrać żadnego tytułu ani grać online. Właśnie to przytrafiło się niektórym posiadaczom konsoli japońskiego giganta.

    Błąd konsoli Nintendo Switch 2. Gracze tracą dostęp do swoich gier

    Od początku września w mediach społecznościowych pojawia się coraz więcej doniesień o nagłych blokadach konsol. Użytkownicy z Azji, Europy oraz Stanów Zjednoczonych zgłaszają ten sam problem: błąd o kodzie 2124-4508, który uniemożliwia korzystanie z Nintendo Switch Online oraz dostęp do sklepu cyfrowego. Oznacza to, że nie ma możliwości ponownego pobrania legalnie zakupionych gier, a kody Game-Key stają się bezużyteczne.

    Co gorsza, problem ten nie dotyczy wyłącznie graczy korzystających z nieautoryzowanych programów. Dotyka on także osoby, które nigdy nie miały do czynienia z pirackim oprogramowaniem. Jeden z indonezyjskich graczy opisał swoją sytuację: konsola zakupiona jako nowa, numery seryjne się zgadzają, gry pochodzą wyłącznie z legalnych źródeł. Mimo to urządzenie zostało zablokowane.

    Podobny problem zgłaszał japoński użytkownik, który doświadczył tego samego już dwa dni po zakupie. Mimo zapewnień, że nie korzystał z używanych kartridży, wsparcie techniczne Nintendo zasugerowało, że przyczyną może być nielegalne oprogramowanie. Wielu posiadaczy konsolek z Chin opisuje podobne doświadczenia. Obecnie brakuje oficjalnego stanowiska firmy w tej sprawie. Nintendo od lat bojkotuje piractwo, blokując konsole korzystające z nieautoryzowanych akcesoriów, takich jak flash cart MIG. Jednak aktualna fala banów wydaje się mieć szerszy zasięg i dotyka także sprzęt użytkowany zgodnie z zasadami.

    Czytaj dalej poniżej

    Xbox Series S miał szybko się zestarzeć. Dziś wiemy, jak jest naprawdę

    Grafika: depositphotos.com

  • Lidl wyprzedaje akumulatory Parkside. 30% taniej na wszystkie warianty

    Lidl wyprzedaje akumulatory Parkside. 30% taniej na wszystkie warianty

    Marka Parkside obchodzi trzydziestolecie swojego istnienia. Z tej okazji Lidl zorganizował znaczące obniżki cen na sprzęt zarówno z linii standardowej, jak i tej z serii Premium, stworzonej z myślą o bardziej wymagających majsterkowiczach.


    W bieżącym tygodniu Lidl znacząco obniżył ceny baterii i ładowarek. Z okazji 30-lecia marki możemy spodziewać się 30-procentowych zniżek. Sklep stara się w ten sposób zachęcić majsterkowiczów do wejścia w ekosystem X 20 V Team. Promocja obejmuje zarówno akumulatory Parkside, jak i Parkside Performance, co sprawia, że każdy, zarówno początkujący, jak i doświadczony użytkownik, znajdzie coś dla siebie.

    Lidl wprowadza promocję na akumulatory Parkside – 30% zniżki z okazji 30-lecia

    Głównym elementem promocji są akumulatory. Po aktywacji kuponu w aplikacji Lidl Plus, możliwe jest nabycie akumulatora Parkside 20 V 4 Ah za 83,30 zł zamiast 119 zł, co stanowi 30-procentową obniżkę. Podobną zniżkę można uzyskać na akumulator 20 V 2 Ah z ładowarką, którego cena spadła z 99 zł do 69,30 zł. Dla bardziej wymagających użytkowników dostępny jest również akumulator Parkside Performance 20 V 4 Ah Smart, który obecnie kosztuje 90,30 zł zamiast 129 zł.

    To jednak nie koniec atrakcji związanych z promocją sprzętu Parkside. W sklepach stacjonarnych oraz na stronie Lidl.pl można znaleźć także obniżki cen elektronarzędzi. Akumulatorowa piła do żywopłotu Parkside Performance kosztuje teraz 246 zł zamiast 329 zł, a akumulatorowe nożyce do gałęzi można kupić za 199 zł zamiast 249 zł. Natomiast elektryczna dmuchawa osiowa Parkside obniżona została do ceny 174 zł z pierwotnych 249 zł.

    Interesująca oferta dotyczy również akumulatorowej wiertarko-wkrętarki Parkside. Model z akumulatorem 2 Ah, ładowarką i walizką dostępny jest za 149 zł zamiast 199 zł. Oferuje dwa biegi, moment obrotowy do 45 Nm oraz maksymalnie 1400 obr./min.

    Czytaj dalej poniżej


    Ten sprzęt z Action może szybko się wyprzedać. Przyda się w niemal każdym domu

    Lidl przygotował również kilka drobniejszych urządzeń dla majsterkowiczów. Dalierz laserowy Parkside sprzedawany jest za 59,99 zł, natomiast bardziej zaawansowany laser krzyżowy ze statywem kosztuje 79,99 zł.

    Promocja na akumulatory trwa od 7 września, a niektóre produkty objęte akcją dostępne są jedynie do 12 lub 13 września.