Kategoria: Wiadomości

  • Jeden przewód wystarczy – Jabra PanaCast U30

    Jeden przewód wystarczy – Jabra PanaCast U30

    Jednokabelowe Spotkanie Online

    Czy jeden przewód wystarczy, by szybko zorganizować spotkanie online? Okazuje się, że tak, ale wymaga to odpowiedniego przygotowania.

    Wyzwania Techniczne w Pracy Hybrydowej

    Niewielkie pokoje spotkań rzadko dysponują dedykowaną zaawansowaną infrastrukturą audiowizualną (AV), co w kontekście pracy hybrydowej stwarza liczne wyzwania techniczne. Jabra PanaCast U30 wypełnia tę lukę jako zintegrowany wideobar all-in-one, zaprojektowany z myślą o bezpośrednim podłączeniu własnego komputera przez pojedynczy port USB-C.

    Łatwość Użytkowania

    Urządzenie eliminuje konieczność używania zewnętrznych przejściówek czy skomplikowanego parowania sprzętu – natychmiast synchronizuje się z aplikacjami takimi jak Zoom czy Microsoft Teams. Zintegrowana grafika startowa, wyświetlana na ekranie głównym, dostarcza użytkownikom szybkich wskazówek, jak rozpocząć sesję bez pomocy techników.

    Zaawansowane Rozwiązania Optyczne

    Pod względem optyki, urządzenie wykorzystuje obiektyw o 120-stopniowym polu widzenia, co eliminuje martwe strefy przy krawędziach stołu w małych pomieszczeniach. Procesor obrazu przetwarza strumień wideo w czasie rzeczywistym, korzystając z technologii Intelligent Zoom, Dynamic Composition oraz Virtual Director do precyzyjnego wyodrębniania i wyostrzania sylwetki osoby aktualnie zabierającej głos.

    Akustyka Dopasowana do Warunków

    Moduł audio oparty jest na matrycy sześciu mikrofonów kierunkowych, sparowanych z dedykowanym głośnikiem. Taki układ pozwala skutecznie odfiltrować pogłos małego pokoju, zapewniając jednocześnie pełną czytelność pasma mowy. Konstrukcja wideobara umożliwia uniwersalny montaż – na ścianie, biurku lub bezpośrednio na ramionach VESA, oferując dodatkowo system dyskretnego maskowania okablowania.

    Czytaj dalej poniżej

    Czy Leapmotor B05 zdefiniuje na nowo polski rynek EV?

    Po więcej informacji zapraszamy do materiału wideo powyżej.

  • mObywatel zachwycił kierowców. Te liczby nie kłamią!

    mObywatel zachwycił kierowców. Te liczby nie kłamią!

    mStłuczka w aplikacji mObywatel miała na celu uproszczenie formalności związanych z drobnymi kolizjami drogowymi. Po roku funkcjonowania widać, że kierowcy chętnie korzystają z tego innowacyjnego rozwiązania.

    Funkcja mStłuczka została wprowadzona do aplikacji mObywatel 1 września 2025 roku, co oznacza, że zaledwie minął pierwszy rok jej działalności. Usługa ta umożliwia uczestnikom kolizji sporządzenie cyfrowego oświadczenia dotyczącego zdarzenia drogowego, eliminując potrzebę poszukiwania papierowego formularza. Ponadto, poszkodowany ma możliwość złożenia zgłoszenia szkody bezpośrednio do swojego ubezpieczyciela. Uruchomienie tej usługi zajęło więcej czasu niż początkowo planowano. Pierwsze zapowiedzi pojawiły się w 2024 roku, jednak rozwiązanie wymagało wprowadzenia odpowiednich zmian prawnych, co nastąpiło z opóźnieniem. Ostatecznie funkcja mStłuczka została wprowadzona jako wspólny projekt Ministerstwa Cyfryzacji oraz Centralnego Ośrodka Informatyki, we współpracy z Ubezpieczeniowym Funduszem Gwarancyjnym, Polską Izbą Ubezpieczeń oraz ubezpieczycielami.

    Po roku funkcjonowania usługi, Ministerstwo Cyfryzacji podsumowało jej popularność. W tym czasie za pomocą mStłuczki sporządzono 25,63 tys. oświadczeń. Również 24,84 tys. z tych dokumentów zostało wzbogaconych o zdjęcia wykonane na miejscu zdarzenia, a 21,09 tys. spraw zakończyło się zgłoszeniem szkody do ubezpieczyciela bezpośrednio z aplikacji. Z kolei ponad 4,5 tys. cyfrowych oświadczeń nie było związanych ze zgłoszeniem szkody.

    mStłuczka hitem mObywatela. Tak wygodnie jeszcze nie było

    Kolizja zawsze niesie za sobą stres, a ostatnią rzeczą, jakiej wtedy potrzebujemy, jest szukanie papierowego formularza. mStłuczka wykazała, że przeniesienie takich spraw do telefonu może realnie odciążyć ludzi w trudnych momentach. Pracujemy nad rozwojem podobnych usług oraz promowaniem rozwiązań, które zminimalizują stres i formalności.

    – mówi wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski.

    Czytaj dalej poniżej

    Odszkodowanie za wyciek danych z MyDr: ile realnie możesz dostać i jak złożyć wniosek

    Popularność usługi nie powinna nikogo dziwić. Kolizja drogowa generuje sporo stresu i obowiązków po obu stronach: dbanie o bezpieczeństwo, ustalenie przebiegu zdarzenia oraz zebranie danych potrzebnych dla ubezpieczyciela. W wielu przypadkach nie ma potrzeby wzywania Policji. Dotychczas wszystkie procedury wymagały ręcznego spisywania informacji o uczestnikach, pojazdach, polisach i okolicznościach zdarzenia. mStłuczka w dużej mierze przenosi ten proces do telefonu.

    mObywatel prowadzi kierowców krok po kroku przez wszystkie etapy przygotowania cyfrowego oświadczenia. Część danych, takich jak informacje o pojazdach, ich właścicielach czy numery polis, pobierana jest automatycznie z państwowych rejestrów, co praktycznie eliminuję pomyłki. Uczestnicy wskazując sprawcę i poszkodowanego, opisują przebieg kolizji i mają możliwość dołączenia zdjęć uszkodzeń. Informacje są wymieniane między telefonami za pomocą kodu QR. Co najważniejsze, cyfrowe oświadczenie sporządzone w ten sposób ma taką samą moc prawną jak jego papierowy odpowiednik.

    Nie w każdej sytuacji mStłuczka zastępuje tradycyjne procedury. Można z niej skorzystać jedynie wtedy, gdy w kolizji uczestniczą dwa pojazdy zarejestrowane w Polsce, nikt nie odniósł obrażeń, a obie strony zgadzają się co do przebiegu zdarzenia. Obaj kierowcy muszą również korzystać z aplikacji mObywatel. Jeśli ktoś odniósł obrażenia lub uczestnicy nie są w stanie ustalić wspólnej wersji wydarzeń, konieczne jest wezwanie odpowiednich służb.

    Nie ulega wątpliwości, że mStłuczka jest wygodnym i bezpiecznym narzędziem. Chociaż większość osób będzie korzystać z tej funkcji rzadko, w sytuacjach stresujących, związanych z kolizją, może ona ograniczyć liczbę formalności oraz przyspieszyć proces likwidacji szkody.

  • ChatGPT będzie się od ciebie uczył. Ułatwi ci to pracę

    ChatGPT będzie się od ciebie uczył. Ułatwi ci to pracę

    Czy pragniesz, aby ChatGPT pisał w Twoim stylu, ale dotychczas musiałeś ręcznie wprowadzać swoje stare maile i rozmowy? OpenAI potwierdziło, że wkrótce będzie to realizowane automatycznie.

    Jeśli przez lata dostarczałeś ChatGPT starych maili, by nauczył się pisania w Twoim stylu, mam dla Ciebie świetną wiadomość. Model wkrótce otrzyma funkcjonalność, która pozwoli mu samodzielnie uczyć się Twojego stylu, aby jeszcze lepiej wspierać Cię w codziennej pracy. OpenAI testuje obecnie nową funkcję o nazwie „Writing Style”. Już niedługo nie będziesz musiał tworzyć obszernej instrukcji, aby precyzyjnie wyjaśnić sztucznej inteligencji swój styl pisania. Dzięki nowemu narzędziu, ChatGPT przeanalizuje, jak piszesz na co dzień, i zacznie Cię naśladować.

    Koniec z pisaniem obszernych instrukcji

    Z informacji, które wyciekły do sieci, wynika, że ChatGPT pobierze próbki Twojego stylu z trzech obszarów: komunikatorów, dokumentów oraz poczty elektronicznej. Wystarczy, że połączysz swoje konta na Slacku, Google Drive lub Notion oraz Gmailu. Po zatwierdzeniu przycisku „Użyj stylu pisania”, model przestanie opierać się na ogólnych komendach, takich jak „napisz to swobodnym tonem”. Zamiast tego, samodzielnie przeanalizuje Twoje wiadomości i wyciągnie odpowiednie wnioski.

    To znaczna przewaga nad konkurencją. Firma Anthropic próbowała już wprowadzić podobne rozwiązanie w swoim modelu Claude, ale użytkownicy musieli ręcznie wprowadzać próbki tekstu. ChatGPT sprawia, że proces ten jest znacznie bardziej płynny: czerpie dane bezpośrednio z narzędzi, z których korzystasz na co dzień. Dzięki temu próbka Twojego stylu będzie szersza, a styl generowany przez sztuczną inteligencję jeszcze bardziej zbliżony do Twojego.

    OpenAI potwierdziło, że rzeczywiście pracuje nad tą funkcją, jednak nie ujawniono jeszcze, kiedy możemy spodziewać się jej oficjalnego wprowadzenia.

    Zobacz także

    GPT-6 Astra już oficjalnie. OpenAI wita nas w 'erze AGI'

    Grafika: depositphotos.com

  • Naklejasz i 10-letnie auto wygląda jak nowe. Ten gadżet to hit

    Naklejasz i 10-letnie auto wygląda jak nowe. Ten gadżet to hit

    Ten gadżet sprawi, że Twoje auto będzie niczym 10 lat młodsze.

    Jak znacząco odmłodzić swoje auto? Doskonałym rozwiązaniem jest montaż nowoczesnego ekranu lub wyświetlacza HUD. Na rynku pojawił się produkt stworzony przez byłego inżyniera LG, który szybko zyskał uznanie. Co ciekawe, największym zainteresowaniem cieszy się nie tylko wśród właścicieli starszych modeli, ale również… Tesli.

    Twoje stare auto jak nowe dzięki jednemu gadżetowi

    W przypadku starszych samochodów istnieje wiele sposobów na podniesienie komfortu jazdy oraz „unowocześnienie” doświadczeń z nimi związanych. Pierwsze, co przychodzi na myśl, to różnorodne akcesoria elektroniczne montowane w okolicach deski rozdzielczej. Dodatkowe wskaźniki, ekrany multimedialne, czy nowoczesne wyświetlacze HUD to elementy, które mogą sprawić, że poczujemy się jak w nieco młodszym pojeździe, chociaż jakość niektórych akcesoriów bywa niezadowalająca. Na szczęście, z tym problemem nie będziemy mieli do czynienia w przypadku nowego, innowacyjnego HUD-u o nazwie Movision HUD. Za jego stworzenie odpowiedzialny jest koreański start-up Dream Car, założony przez byłego inżyniera LG. Yuk In-soo przez lata odpowiadał w koreańskiej firmie za linię telefonów, a następnie zajął się sprzedażą samochodów. W swoim start-upie skupił się na nowoczesnych akcesoriach do aut, a jego HUD stał się hitem, choć niekoniecznie tylko wśród posiadaczy starszych modeli.

    Okazuje się, że gadżet mający odmłodzić wnętrze samochodu wprowadza również element, o którym producent najwyraźniej zapomniał. Ten nowoczesny HUD zyskał uznanie wśród właścicieli Tesli (modeli 3 oraz Y). Dlaczego? Spowodowane jest to brakiem oryginalnych zegarów umieszczonych za kierownicą, co było kłopotliwe dla niektórych użytkowników. Movision HUD niemal idealnie zastępuje te zegary, oferując okrągły ekran AMOLED o średnicy 54 mm. Urządzenie jest również bardzo lekkie (waży około 40 gramów) i montowane w sposób nieinwazyjny za pomocą magnetycznego uchwytu, z dyskretnie ukrytym kablem zasilającym. Oferuje również 5 trybów automatycznego dostosowywania jasności, dzięki czemu zachowuje odpowiednie parametry zarówno w ciemności, jak i przy różnych kątach padania światła. To coś, z czym wiele HUD-ów projektujących obraz na szybę ma spore trudności.

    Użytkownicy Tesli wykorzystują dodatkowy HUD jako prędkościomierz umieszczony za kierownicą, który jest łatwo dostępny wzrokowo podczas jazdy. Urządzenie ma jednak inne zastosowania, działając domyślnie jako wyświetlacz nawigacji. Z uwagi na swoje pochodzenie, wykorzystuje koreańską aplikację z mapami, w której znajdują się informacje o fotoradarach i innych lokalizacjach. Łączy się z telefonem za pośrednictwem Bluetooth, a dodatkowo może wyświetlać tak prozaiczne rzeczy jak godzina. Start-up dynamicznie rozwija się na rodzinnym rynku, współpracując z wieloma warsztatami specjalizującymi się w montażu takich akcesoriów. Instalacja HUD z ukrytymi kablami i bez naruszania oryginalnej instalacji elektrycznej kosztuje w przeliczeniu mniej niż 200 złotych.

    Czytaj dalej poniżej


    Tesla chce to sprzedawać za ponad 800 zł. Czy oni oszaleli?

    Niesamowite wrażenie zrobiło na mnie podejście autora gadżetu do wykorzystanej technologii. Tworząc swój HUD, mógł skorzystać z gotowych i dostępnych modułów o średnicy 45 mm, jednak nie spełniały one jego wizji, były bowiem za małe i zbyt ciężkie. Postanowił więc zainwestować znaczne środki w opracowanie ekranu, który miał spełniać jego wymagania, i osiągnął sukces. Ostatecznie udało się stworzyć ekran o grubości zaledwie 7 mm, co sprawia, że jest niezwykle elegancki i harmonijnie wkomponowuje się w wnętrze zarówno starszego, prostszego samochodu, jak i Tesli z dużym ekranem, która jednak, co ciekawe, nie oferuje komfortowego zegara dla kierowcy.

  • Wyłączyłem 4 ustawienia i mój telewizor działa jak nowy

    Wyłączyłem 4 ustawienia i mój telewizor działa jak nowy

    Nowoczesne telewizory oferują znakomitą jakość obrazu, jednak ich fabryczne ustawienia nie zawsze pozwalają na pełne wykorzystanie potencjału ekranu. Producenci domyślnie aktywują funkcje, które są odpowiedzialne za takie aspekty jak oszczędzanie energii, płynność ruchu czy personalizację treści. W praktyce niektóre z tych opcji mogą okazać się bardziej przeszkodą niż wsparciem w uzyskaniu lepszego obrazu.

    Aby znacząco poprawić komfort oglądania, wystarczy spędzić kilka minut w menu ustawień. Co istotne, nie ma potrzeby zakupu nowego telewizora ani dodatkowych akcesoriów.

    Wyłącz tryby oszczędzania energii

    Pierwszym krokiem powinno być sprawdzenie ustawień związanych z poborem energii. Telewizory często automatycznie ograniczają jasność ekranu, co jest korzystne z perspektywy rachunków za prąd, ale może negatywnie wpłynąć na jakość obrazu.

    W telewizorach LG podobne efekty mogą być spowodowane przez funkcje takie jak automatyczny tryb oszczędzania energii czy specjalne ustawienia redukujące pobór mocy. Dezaktywacja tych opcji może skutkować znacznie jaśniejszym i bardziej dynamicznym obrazem. W przypadku innych marek poszukuj podobnych opcji pod nazwami Eco, Tryb ekonomiczny czy Oszczędzanie energii.

    Wyłącz ACR i ogranicz śledzenie oglądanych treści

    Drugą istotną funkcją jest ACR, czyli automatyczne rozpoznawanie treści. Technologia ta analizuje to, co użytkownik ogląda, także w przypadku urządzeń podłączonych przez HDMI. Zbierane dane mogą być wykorzystane do personalizacji rekomendacji oraz reklam. Jeśli prywatność jest dla nas priorytetem, warto wyłączyć tę funkcję. W telewizorach różnych producentów może ona mieć różne nazwy, dlatego najlepiej zajrzeć do sekcji dotyczącej prywatności lub rekomendacji.

    Czytaj dalej poniżej


    Nadchodzi najlepszy OLED? LG ma coś, czego potrzebujecie

    Wyłącz upłynniacz ruchu

    To ustawienie często odpowiedzialne jest za efekt potocznie określany jako efekt opery mydlanej. Telewizor analizuje poszczególne klatki obrazu, generując dodatkowe, co sprawia, że ruch wydaje się płynniejszy. Problem polega na tym, że filmy i seriale mogą stracić swój kinowy charakter. Ruch staje się nienaturalnie gładki, a produkcje wyglądają bardziej jak programy telewizyjne nagrywane na żywo, co zaburza wizję twórców.

    Funkcję tę można spotkać pod nazwami TruMotion, Auto Motion Plus, Picture Clarity – jednak nie jest wykluczone, że w Twoim telewizorze będzie ona nazwana inaczej. Dobrym rozwiązaniem może być aktywacja trybu Filmmaker Mode, który zazwyczaj ogranicza takie przetwarzanie.

    Wyłącz Wi-Fi, jeśli go nie potrzebujesz

    Ostatnia sugestia może być najbardziej kontrowersyjna. Jeżeli telewizor jest wykorzystywany wyłącznie jako ekran dla konsoli, dekodera czy przystawki smart TV, jego połączenie Wi-Fi może być zbędne.

    Dezaktywacja Wi-Fi sprawi, że znikną niektóre internetowe rekomendacje i reklamy wyświetlane na ekranie głównym. Jeśli jednak korzystasz z aplikacji takich jak Netflix, YouTube czy Disney+ bezpośrednio w telewizorze, konieczne będzie pozostawienie połączenia z internetem.

    Te cztery zmiany nie zwiększą fizycznych możliwości telewizora, ale mogą sprawić, że obraz stanie się jaśniejszy, ruch bardziej naturalny, a interfejs mniej chaotyczny. Dlatego warto najpierw przyjrzeć się ustawieniom, zanim zdecydujemy, że potrzebujemy nowego ekranu.

  • Zdjęcia Google z ważną zmianą. Trzeba o niej wiedzieć

    Zdjęcia Google z ważną zmianą. Trzeba o niej wiedzieć

    Google Zdjęcia wprowadza zmianę, która może wydawać się nieistotna, jednak każdy użytkownik tej platformy powinien być jej świadomy.

    Google Zdjęcia ogłosiły zmianę, która, choć na pierwszy rzut oka może wydawać się kosmetyczna, dla niektórych użytkowników będzie miała ogromne znaczenie. Google skraca czas przechowywania usuniętych zdjęć i filmów w koszu, co oznacza, że odzyskanie przypadkowo skasowanych materiałów będzie możliwe przez znacznie krótszy okres.

    Krótszy czas na odzyskanie zdjęć – kluczowe informacje

    Dotychczas usunięte elementy mogły pozostawać w koszu Google Zdjęć przez dłuższy czas, co dawało użytkownikom szansę na ich przywrócenie. Po wprowadzeniu nowej zmiany, czas ten zostanie skrócony. W praktyce oznacza to, że osoby, które przypadkowo usuną istotne fotografie lub nagrania, będą miały mniej czasu na reakcję i potencjalne odzyskanie tych multimediów.

    Co równie istotne – zmiana dotyczy zarówno zdjęć, jak i filmów, dlatego warto zachować większą ostrożność podczas porządkowania biblioteki. Szczególnej uwagi wymagają sytuacje, w których użytkownik masowo zaznacza materiały i usuwa je jednym poleceniem.

    Google Zdjęcia stawiają na szybsze porządki w bibliotece

    Z perspektywy Google, krótsze przechowywanie usuniętych plików może przyczynić się do ograniczenia niepotrzebnego zajmowania przestrzeni oraz uproszczenia zarządzania biblioteką. Dla użytkowników oznacza to jednak konieczność szybszego podejmowania decyzji.

    Czytaj dalej poniżej


    Nietrafiona prognoza pogody to już przeszłość? Przełomowa technologia od Google

    Jeżeli korzystasz ze Zdjęć Google jako głównego archiwum zdjęć, zaleca się regularne sprawdzanie zawartości kosza i nie traktowanie go jako długoterminowej kopii zapasowej. Usunięcie zdjęcia nie powinno zastępować właściwego backupu, szczególnie w przypadku fotografii, których utrata byłaby trudna do odtworzenia.

    Choć to niewielka zmiana w działaniu platformy, może mieć znaczący wpływ na osoby przechowujące w chmurze tysiące zdjęć i filmów, a także przyzwyczajone do pewnego rodzaju działań i terminów. To jedna z tych pozornie nieistotnych zmian, które w praktyce mogą okazać się kluczowe dla bezpieczeństwa naszych danych, skłaniając nas do szczególnej ostrożności.

  • Windows 11 to przeżytek? Ten system jest darmowy i lepszy

    Windows 11 to przeżytek? Ten system jest darmowy i lepszy

    Windows 11 to przeżytek. Ten system jest darmowy i lepszy.

    Windows 11 nie jest systemem idealnym. Kto mógłby wiedzieć o tym lepiej niż jeden z jego twórców? Irytacja wśród użytkowników osiągnęła tak wysoki poziom, że były inżynier Microsoftu postanowił stworzyć własny system operacyjny. Nowa propozycja jest przede wszystkim darmowa, ale również pod wieloma względami przewyższa dzieło amerykańskiej korporacji.

    Windows 11 nie jest idealny. Jego twórca ma nowy system

    Nie ma sensu udawać, że Windows 11 to system operacyjny pozbawiony wad. Osobiście korzystam z niego regularnie, ale nie mam zbyt wielu alternatyw – wiele aplikacji i gier dostępnych jest jedynie na tym systemie. Muszę więc przymykać oko na pewne niedociągnięcia. Gdybym jednak miał większe umiejętności techniczne oraz możliwości, być może pokusiłbym się o stworzenie własnego systemu? Tak postąpił Sam Xue, były inżynier Microsoftu, który stracił pracę podczas jednej z fal zwolnień w tej firmie. Xue miał wpływ na rozwój Windows 11 i doskonale zdawał sobie sprawę z jego mankamentów. Rozczarowany, postanowił działać.

    Po utracie pracy nie mógł wprowadzać usprawnień w systemie Microsoftu, ale wiedział, jak unikać błędów przy tworzeniu nowego oprogramowania. Zdecydował się na stworzenie własnego, autorskiego i darmowego systemu operacyjnego. Tak powstał AnduinOS 2.0, oparty na Linuksie (Ubuntu 26.04 LTS oraz zmodyfikowane środowisko GNOME), który będzie wspierany aż do kwietnia 2031 roku. System obsługuje procesory x86-64 oraz ARM64 (np. nowe laptopy z procesorami Snapdragon X), a jego obraz ISO zajmuje około 2,5 gigabajta. Co ważne, AnduinOS 2.0 to nie jedynie nakładka graficzna, lecz złożony proces kompilacji z własnym instalatorem graficznym oraz zestawem aplikacji do instalacji.

    Ciekawostką jest to, że AnduinOS 2.0 potrafi uruchamiać niektóre programy z Windows. Użytkownicy będą mogli korzystać z prostych aplikacji, narzędzi oraz plików .exe i .msi. Jednak nie działać będą mogły tzw. sterowniki jądra oraz aplikacje wymagające integracji z chmurą Microsoftu, co oznacza na przykład brak wsparcia dla nowoczesnych systemów antycheaterskich w niektórych grach wideo. Autorowi systemu udało się ominąć wiele problemów, które dręczą aktualną wersję Windows.

    Czytaj dalej poniżej


    Microsoft pompuje zabezpieczenia w Windows 11. To największa zmiana od lat

    Pojawiły się również sugestie, że inżynier Sam Xue miał dość kierunku, w którym zmierza Microsoft. Mówi się o coraz większej ilości reklam oraz drastycznym odcinaniu wielu urządzeń od wsparcia systemowego ze względu na rosnące wymagania. Sztuczne wymogi (TPM 2.0 czy Secure Boot) spowodowały, że mnóstwo działających komputerów przestało być „wystarczających”. Inżynier uznał to za niesprawiedliwe, a jego autorski system ma być odpowiedzią na te problemy. AnduinOS nie wymaga wygórowanych parametrów – wystarczy zwykły BIOS/UEFI, 4 GB RAM i tylko 20 GB miejsca na dysku. W dobie wysokich wymagań technicznych to naprawdę niewiele.

    Nie zdziwiłbym się, gdyby w miarę narastających problemów na rynku sprzętu oraz oprogramowania, wzrosła liczba niezależnych twórców, którzy pragną stworzyć coś przede wszystkim dla użytkowników, a nie dla akcjonariuszy i rosnących zysków. Coraz bardziej zapominamy o końcowym użytkowniku, który cierpi z powodu rosnących cen pamięci RAM czy konieczności zaspokajania oczekiwań inwestorów. A przecież mówimy o elektronice użytkowej i konsumenckiej.

  • Niska cena i brak długiej umowy: Ty też możesz płacić mniej za telefon

    Niska cena i brak długiej umowy: Ty też możesz płacić mniej za telefon

    Usługi telekomunikacyjne to jedna z niewielu kategorii wydatków, które wciąż bronią się przed powszechnym wzrostem cen. Czy mogą być jeszcze tańsze? Oczywiście, nie tylko tańsze, ale również bardziej wygodne. PremiumMobile oferuje usługi, które są przyjazne zarówno dla abonentów, jak i ich portfeli.

    Wybierając operatora, możemy przeoczyć wiele interesujących ofert. Większość klientów nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, ile tak naprawdę płaci miesięcznie za swoje usługi telefoniczne. Mają umowę, którą regularnie spłacają i to wszystko. Czasami dla porównania spoglądają na oferty konkurencji. Tymczasem propozycje operatorów wirtualnych, takich jak PremiumMobile, nieustannie się rozwijają. W ich cennikach można znaleźć szczególnie korzystne opcje, które pozwalają realnie płacić mniej. A ponieważ zasięg jest taki sam, nie ma sensu przepłacać i wiązać się wieloletnim kontraktem. W PremiumMobile okres wypowiedzenia wynosi zaledwie 1 miesiąc.

    Nowa oferta abonamentowa PremiumMobile składa się z trzech pakietów, w których każdy oferuje nielimitowane rozmowy, SMS-y i MMS-y w Polsce. Czym zatem różnią się od siebie te pakiety?

    Oferty Freedom od PremiumMobile: bez zobowiązań, bez limitów, z dużymi paczkami gigabajtów za staż

    Rozpocznijmy od wariantu Freedom L, dedykowanego najbardziej wymagającym użytkownikom. Oprócz nielimitowanych połączeń, SMS-ów i MMS-ów w Polsce otrzymujemy aż 150 GB transferu danych. Co istotne, można szybko i bezkosztowo zwiększyć ten transfer. Poniżej opisujemy, jak to zrobić. Cena? Po uwzględnieniu rabatów zaledwie 39,70 zł miesięcznie (wszystkie ceny podane w niniejszym materiale są cenami brutto).

    Co z internetem? W zależności od długości korzystania z PremiumMobile oraz przeniesienia numeru od innego operatora, sytuacja przedstawia się następująco:

    Czytaj dalej poniżej

    Czy Leapmotor B05 zdefiniuje na nowo polski rynek EV?
    • 150 GB transferu danych na start,
    • 200 GB transferu danych, gdy przeniesiemy numer od innego operatora,
    • 250 GB internetu po 6 miesiącach,
    • 400 GB internetu po 12 miesiącach.

    Mniej wymagający użytkownicy mogą wybrać wariant Freedom M, w którym na start otrzymamy 90 GB transferu danych (105 GB dla przenoszących numer, 145 GB po uwzględnieniu bonusów za staż). Kosztuje to tylko 29,70 zł miesięcznie, a da się jeszcze taniej.

    Jak? Korzystając z oferty Freedom S. Jeśli wystarczający limit transferu to 55 GB (65 GB dla przenoszących numer, 85 GB za staż), opłata wynosi 25,70 zł miesięcznie. To naprawdę bardzo atrakcyjna oferta, a to dopiero początek korzyści. Jeszcze większe oszczędności zaczynają się, gdy do wybranej oferty dołączymy kolejne karty SIM, na przykład dla członków rodziny.

    Tanio? Za każdy kolejny numer zapłacisz zawsze mniej!

    Największym atutem ofert Freedom od PremiumMobile jest możliwość dołączenia kolejnych numerów w jeszcze niższej cenie. Za kolejny numer w tej samej taryfie zapłacimy jedynie 20,70 zł miesięcznie, niezależnie od planu taryfowego. Dzięki temu oferty Freedom stają się najlepszym wyborem dla par, rodzin czy małych firm. Ile można zaoszczędzić? Policzmy to.

    Dla przykładu, decydując się na ofertę Freedom L, zapłacimy 39,70 zł miesięcznie za pierwszy numer. Za dwie karty SIM zapłacimy 60,40 zł miesięcznie, a trzy to koszt 81,10 zł. Cztery? 101,80 zł. Łatwo policzyć, że w przypadku posiadania czterech numerów w PremiumMobile, za każdy z nich zapłacimy jedynie 25,45 zł miesięcznie. W wariancie, w którym docelowo będziemy mieli do dyspozycji aż 400 GB na każdym numerze! Oto szczegóły:

    • Freedom L z jednym numerem: 37,90 zł miesięcznie za numer,
    • Freedom L z dwoma numerami: 30,20 zł miesięcznie za numer,
    • Freedom L z trzema numerami: 27,03 zł miesięcznie za numer,
    • Freedom L z czterema numerami: 25,45 zł miesięcznie za numer.

    Analogicznie obliczmy to dla podstawowego wariantu Freedom S. Za dwa numery zapłacimy 46,40 zł miesięcznie, a za trzy 67,10 zł. Przy trzech numerach rzeczywisty koszt jednego to 22,37 zł miesięcznie. Warto? Jak najbardziej! Szczególnie że w niskich cenach atuty PremiumMobile wcale się nie kończą.

    Jakie wydatki poniesiemy w zależności od wybranej oferty? Przyjrzyjmy się tabeli:

    Abonament Freedom S Freedom M Freedom L
    Internet na start (każdy numer) 55 GB 90 GB 150 GB
    Internet z maksymalnym bonusem za staż (każdy numer) 85 GB 145 GB 400 GB
    Cena za jeden numer 25,70 zł 29,70 zł 39,70 zł
    Cena za dwa numery 46,40 zł 50,40 zł 60,40 zł
    Cena za trzy numery 67,10 zł 71,10 zł 81,10 zł
    Cena za cztery numery 87,80 zł 91,80 zł 101,80 zł

    10 lat doświadczenia i niezawodna obsługa

    Dlaczego warto wybrać PremiumMobile? Oprócz oszczędności jest jeszcze kilka argumentów. Po pierwsze, jest to operator z dziesięcioletnim doświadczeniem, co pozwala mu świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Doświadczenie przekłada się na zaufanie klientów: PremiumMobile regularnie zajmuje wysokie miejsca w rankingach UKE dotyczących przenoszenia numerów (MNP), w tym wielokrotnie zajmował pierwsze miejsce wśród wszystkich operatorów. Co ważne, operator skupia się na jakości obsługi klienta podczas rozmów z infolinią. Zamiast nieprzyjaznych formularzy i zawodnych chatbotów, w PremiumMobile po drugiej stronie słuchawki czeka prawdziwy człowiek, co znacznie ułatwia początek rozmowy.

    Wybierając ofertę PremiumMobile, warto zwrócić uwagę na brak długoterminowej umowy oraz na to, że nie ma żadnych kar za wcześniejsze rozwiązanie kontraktu. Abonament w PremiumMobile przewiduje możliwość zakończenia umowy z miesiąca na miesiąc bez żadnych konsekwencji finansowych, co zachęca, by spróbować oferty tego operatora. A warto, ponieważ znajdziemy w niej również wirtualne karty eSIM czy dostęp do szybkiej sieci 5G.

    Co z zasięgiem? PremiumMobile to operator wirtualny, który działa w oparciu o infrastrukturę sieci Plus. Oznacza to, że wszędzie tam, gdzie zasięg ma Plus, tam również ma go PremiumMobile.

    Jak rozpocząć przygodę z PremiumMobile? To bardzo proste!

    Jak możemy sprawdzić, czy oferta PremiumMobile jest tym, czego szukamy? Najlepiej rozpocząć od przeniesienia numeru. To prosty proces, w którym większość formalności załatwia przyszły operator. Nasze działanie sprowadza się de facto do wypełnienia krótkiego, przyjaznego formularza dostępnego na stronie PremiumMobile. W odpowiedzi skontaktuje się z nami konsultant, aby potwierdzić poprawność danych i upewnić się, że proces przeniesienia numeru przebiegnie bezproblemowo. Po tym pozostaje tylko oczekiwać na kuriera z nową kartą SIM.

    Szczegóły oferty możesz sprawdzić na premiummobile.pl.

    Materiał opracowany we współpracy z operatorem PremiumMobile

  • Tyle kosztuje dziś PS5 w Polsce!

    Tyle kosztuje dziś PS5 w Polsce!

    Co się dzieje z cenami konsol PlayStation 5?

    Czynnikiem wpływającym na aktualne ceny konsol PlayStation 5 są przede wszystkim podwyżki cen komponentów, w tym pamięci RAM. Jednakże najważniejszym powodem wzrostu cen jest zbliżająca się premiera GTA VI, co zauważają ci, którzy planowali zakup PS5 Pro.

    Stan rynku konsol PlayStation 5

    PlayStation 5 zostało wprowadzone na rynek pod koniec 2020 roku i już wkrótce obchodzić będzie swoje szóstą rocznicę. Dla wielu graczy pamięć o wcześniejszych generacjach, których ceny malały z biegiem lat, pozostaje świeża w pamięci. Jednak w przypadku PS5 sytuacja jest zupełnie inna. Koszt podstawowej wersji konsoli Sony wciąż jest wyższy niż w dniu premiery. Główna przyczyna tego stanu rzeczy to problemy na rynku komponentów elektronicznych, w tym znaczące podwyżki cen pamięci RAM spowodowane rosnącym zapotrzebowaniem generowanym przez firmy rozwijające technologie Sztucznej Inteligencji. Skutkuje to wzrostem cen smartfonów, komputerów, tabletów oraz konsol. Także firmy Sony, Microsoft oraz Nintendo ogłosiły podwyżki cen. Obecnie, rekomendowane ceny sprzętu PlayStation w euro są następujące:

    • PS5 – 649,99 euro
    • PS5 Digital Edition – 599,99 euro
    • PS5 Pro – 899,99 euro
    • PS Portal – 249,99 euro

    Przeliczając na złotówki, ceny te wynoszą mniej więcej:

    • PS5 – 2811 zł
    • PS5 Digital Edition – 2595 zł
    • PS5 Pro – 3893 zł
    • PS Portal – 1081 zł

    Ceny PS5 w górę: Koszt modelu Pro a dostępność

    Nieco lepsza sytuacja dotyczy jedynie podstawowych wersji PS5. Na przykład PlayStation 5 Digital Slim 825 GB (model bez napędu) w sklepie Media Expert kosztuje 2499 zł, co jest niższe niż przeliczone na złotówki, rekomendowane ceny w euro. Podstawowa konsola z napędem w tym samym sklepie jest dostępna za 2769 zł, co również pozostaje poniżej europejskiej rekomendacji.

    Gorzej prezentuje się jednak sytuacja z modelem PlayStation 5 Pro, który w Polsce jest obecnie dostępny w popularnych sklepach w cenie od 5399 zł. To oznacza ponad 1500 zł więcej niż sugerowana cena. Dlaczego ta różnica jest tak znaczna? Ostatnie tygodnie przyniosły skoki cenowe PS5 Pro, które osiągnęły absurdalne poziomy. Na tę sytuację złożyły się trzy czynniki: wzrost kosztów produkcji, ograniczona dostępność modelu PS5 Pro oraz gwałtowny wzrost zainteresowania po pokazie GTA VI, który miał miejsce 27 sierpnia. Premiera gry planowana jest na 19 listopada 2026 roku, a Rockstar Games prowadzi intensywną kampanię promocyjną współpracując z Sony, podkreślając, że gra „najlepiej działa na PlayStation 5”.

    Dostępność konsol PS5 Pro na rynku

    Mimo że twórcy gry nie ujawniają szczegółów, informacja mówiąca, że gra posiada opcję „PS5 Pro Enhanced”, sugeruje, iż na mocniejszym wariancie konsoli ma działać lepiej. Wzmożona wydajność dla tego modelu rodzi spekulacje, że oczekiwanym standardem będą 60 klatek na sekundę. W obliczu rosnącego zainteresowania, pojawiły się osoby, które dostrzegły w tym okazję do zarobku, nabywając konsolę w rozsądnych cenach, a następnie sprzedając je po zawyżonych kwotach, i to nie tylko w Polsce.

    Po premierze materiałów związanych z GTA VI dostępność PS5 Pro w największych sklepach amerykańskich, takich jak Best Buy, Target czy Amazon, zmalała. Choć te sklepy informują o brakach, z drugiej strony na alternatywnych platformach sprzedażowych ceny modeli wynoszą od 1200 do 1300 dolarów, podczas gdy oficjalna amerykańska cena to 899,99 dolarów. Podobne problemy z dostępnością występują także w wielu krajach europejskich, gdzie niemieckie sklepy zmagają się z brakiem towaru, a francuskie media informują o cenach przekraczających poziom 1000 euro.

    Jak wygląda przyszłość dostępności konsol?

    Co przyniesie przyszłość dla dostępności konsol PS5 Pro zarówno na rynkach międzynarodowych, jak i na polskim rynku? Obecnie trudno to przewidzieć. Polski dystrybutor, firma Plaion, nie komentuje eskalacji cen w naszym kraju. Popularne sklepy, widząc szansę, systematycznie podnoszą ceny, a konsumenci, czując presję, często decydują się na zakup, nawet jeśli wiąże się to z nadmiernymi wydatkami. Czy ten trend się zmieni? Wydaje się mało prawdopodobne, że sytuacja ulegnie poprawie w najbliższym czasie. Już teraz niektórzy sprzedawcy, jak firma x-kom, podnoszą ceny do astronomicznych poziomów. Czy ktoś zdecyduje się na zakup PS5 Pro za niemal 6000 zł? Oferta, w której model nie ma napędu, jest już dostępna. Życzymy powodzenia w poszukiwaniach!

  • Biedronka wyprzedaje konkurenta Parkside’a. Zestaw startowy za grosze

    Biedronka wyprzedaje konkurenta Parkside’a. Zestaw startowy za grosze

    Biedronka przygotowała wyjątkową promocję dla majsterkowiczów, umożliwiając im łatwe wejście w świat elektronarzędzi NAC. Przy dokonaniu zakupów za określoną kwotę, zestaw startowy w postaci ładowarki i akumulatora można nabyć za zaledwie kilka złotych.


    Biedronka po raz kolejny zwróciła uwagę na warsztaty i garaże majsterkowiczów, zauważając niedobór sprzętu NAC. W związku z tym w sklepie internetowym Biedronka Home zainaugurowano promocję związana z zestawem startowym. Jeśli dokonasz zakupu elektronarzędzi NAC na kwotę minimum 50 zł, będziesz miał możliwość zakupu ładowarki oraz akumulatora 20 V za jedyne 5 zł.

    Promocja trwa od 5 września do 31 października 2026 roku, lub do wyczerpania zapasów.

    Biedronka wyprzedaje systemy NAC

    W ramach obniżek cenowych dostępnych jest kilka urządzeń z akumulatorowego systemu NAC 20 V. Najtańszą propozycją jest pompka NAC CAI-LI-20V, której cena wynosi 39,99 zł zamiast 49,99 zł. Waży zaledwie 0,55 kg bez akumulatora, zapewnia przepływ powietrza na poziomie 45 m³/h i jest wyposażona w trzy dysze.

    Majsterkowicze mogą również zainteresować się szlifierką kątową NAC AGE-125-LI-20V w cenie 159 zł zamiast 199 zł. Urządzenie obsługuje tarcze o średnicy 125 mm i osiąga prędkość do 10 tys. obrotów na minutę. W ofercie znajduje się także akumulatorowa grzechotka 20 V za 139 zł zamiast 199 zł, oferująca maksymalny moment obrotowy wynoszący 60 Nm, a głowica wykorzystująca popularny rozmiar 3/8 cala.

    Czytaj dalej poniżej


    MSI rozdaje darmowe gry na Gamesplanet. Oto, co zrobić, aby ją otrzymać

    Do bardziej uniwersalnych zastosowań dedykowana jest piła szablastą NAC RS-20-LI-20V, która kosztuje teraz 139 zł zamiast 159 zł. Oferuje prędkość do 3000 obrotów na minutę oraz umożliwia cięcie drewna na głębokość do 115 mm.

    W ofercie znajduje się także akumulatorowy odkurzacz ręczny NAC VC-LI-20V za 119 zł zamiast 149 zł oraz kompresor NAC CO-LI-20V za 109 zł zamiast 129 zł. Kompresor ten osiąga ciśnienie do 7 barów oraz przepływ na poziomie 30 l/min.

    Nie zabrakło również bardziej wszechstronnego sprzętu. Akumulatorowa wiertarka NAC CDB1-LI-20V z akumulatorem 2 Ah kosztuje obecnie 239 zł, podczas gdy standardowa cena wynosi 299 zł. Wkrętarka oferuje maksymalny moment obrotowy wynoszący 35 Nm oraz dwa zakresy pracy – pierwszy pozwala na osiągnięcie od 0 do 400 obrotów na minutę, co ułatwia precyzyjne wkręcanie, natomiast drugi umożliwia rozpędzenie jej do 1400 obrotów na minutę.

    Jeszcze bardziej uniwersalnym narzędziem jest akumulatorowe urządzenie wielofunkcyjne NAC MT-LI-20V. W Biedronka Home kosztuje ono 169 zł zamiast 199 zł. Prędkość oscylacyjna w tym modelu wynosi od 5000 do 20 000 obrotów na minutę i można ją regulować w sześciu stopniach.

    Grafika: Kamil Świtalski/ Antyweb