Kategoria: Wiadomości

  • Klienci mBanku na celowniku. Uważaj na tę apkę

    Klienci mBanku na celowniku. Uważaj na tę apkę

    Klienci mBanku (i nie tylko) muszą być czujni. Pojawił się nowy sposób oszustwa na odległość.

    Cyberprzestępcy nie ustają w swoich wysiłkach, aby zdobyć dostęp do naszych kont i danych osobowych. mBank przekazał właśnie swoim klientom (i nie tylko) informacje o nowym schemacie działania oszustów, który opiera się na wykorzystaniu popularnych aplikacji do rozmów. Nasza czujność jest często usypiana, co sprawia, że oszuści mają większe szanse na sukces. Jak się przed tym bronić?

    Popularna aplikacja sposobem na bankowe oszustwo

    Stworzenie całościowej listy metod oszustw bankowych zajęłoby wiele czasu, a po publikacji wymagałoby regularnych aktualizacji z uwagi na nowe techniki przestępców. Tym razem mBank wydał komunikat ostrzegający o nowej strategii cyberprzestępców. Tradycyjnie informują nas, że nasze pieniądze są w niebezpieczeństwie, a w celu rozwiązania problemu sugerują spotkanie online za pośrednictwem aplikacji do rozmów, takich jak Zoom czy podobne. To innowacyjne podejście, gdyż wcześniej najczęściej wykorzystywano aplikacje umożliwiające zdalne przejęcie kontroli nad komputerem ofiary. Zoom nie oferuje takiej możliwości, co wymaga innej taktyki, ale i może usypiać naszą czujność – przecież nic złego nie może się wydarzyć, prawda?

    Po zainstalowaniu aplikacji, jesteśmy zapraszani do „wirtualnego pokoju mBanku”, co sugeruje stworzenie dedykowanej i bezpiecznej przestrzeni dla klientów. Aby zdobyć nasze zaufanie, oszuści wykorzystują elementy identyfikacji wizualnej banku (np. tło podczas rozmowy), opracowują proces weryfikacji numeru pracownika i stosują odpowiednie terminologie bankowe. Wszystko to ma na celu wzbudzenie naszego zaufania oraz poczucia bezpieczeństwa, sugerując, że zajmują się naszą sprawą, o której wcześniej zostaliśmy poinformowani telefonicznie. Zdarza się również, że w trakcie takiej fałszywej rozmowy otrzymujemy od oszustów SMS, który łudząco przypomina komunikat od banku, zawierający potwierdzenie tożsamości osoby, z którą rozmawiamy. To kolejna próba uśpienia naszej czujności.

    Jakie cele mają cyberprzestępcy? Głównym celem ich rozmowy jest wyciągnięcie pieniędzy, co w zasadzie nie różni się od klasycznych telefonicznych oszustw dotyczących rzekomych kradzieży na naszych kontach. Najprawdopodobniej wymuszą na nas wykonanie przelewu weryfikacyjnego lub wręcz zaciągnięcie kredytu w celu „ujawnienia oszustów”. Mogą nas również poinformować, że pracownicy banku w placówce „są w zmowie”, dlatego nie powinniśmy informować ich o działaniach podjętych na zlecenie domniemanego konsultanta banku. Takie podejście ma na celu wzbudzenie w nas stresu i poczucia pilności, a jednocześnie zaufania – wszak to sam bank się do nas odzywa, a jego „pracownik” robi wrażenie profesjonalisty, co nie budzi naszych wątpliwości.

    Jak rozpoznać oszustów? mBank radzi

    Warto pamiętać, że żaden SMS, przedstawianie się czy pokazywanie logotypu banku nie stanowi odpowiedniej weryfikacji osoby kontaktującej się z instytucją finansową. W przypadku rozmów z prawdziwym pracownikiem mBanku (jak i wielu innych banków) powinniśmy otrzymać komunikat w naszej aplikacji mobilnej, w którym będą podane dane osoby kontaktującej się. W przeciwnym razie powinna nam zapalić się lampka ostrzegawcza, sugerująca, że coś jest nie tak. W razie wątpliwości lepiej się rozłączyć i samodzielnie zadzwonić do banku na numer podany na jego stronie lub w aplikacji. To może nas uchronić przed problemami.

    Osobiście miałem w tym roku sytuację, która mogła zakończyć się dla mnie poważnymi kłopotami. Otrzymałem telefon od osoby podającej się za pracownika mojego banku i akurat w tym momencie uwierzyłem – to był efekt zmęczenia i wielu spraw na głowie. Prowadziłem przez chwilę rozmowę, otrzymałem nawet SMS z weryfikacją, który trafił do folderu z komunikatami od banku (tymi prawdziwymi). Po chwili jednak przyszła mi do głowy myśl – dlaczego nie poinformowano mnie o możliwości weryfikacji dzwoniącego w aplikacji, skoro zawsze podczas rozmów z bankiem ją uruchamiałem? Rozłączyłem się, zadzwoniłem do banku – oczywiście nie było żadnego kontaktu z ich strony. Mało brakowało.

  • Nawigacja Google wprowadza wyczekiwaną funkcję. Kierowcy będą zachwyceni

    Nawigacja Google wprowadza wyczekiwaną funkcję. Kierowcy będą zachwyceni

    Waze nareszcie wprowadziło opcję, na którą kierowcy czekali od lat!


    Waze od zawsze wyróżniało się na tle innych aplikacji nawigacyjnych dzięki informacji o korkach, zdarzeniach drogowych i sytuacji na trasie – wszystko to wspierane przez społeczność. Teraz aplikacja wprowadza szereg zmian, które mogą znacząco ułatwić planowanie podróży. Jedna z nich rozwiązuje problem, który przez lata wydawał się zaskakująco… oczywisty.

    Wreszcie można wybrać punkt startowy!

    Najważniejszą nowością jest możliwość wskazania dowolnego miejsca jako początku planowanej trasy. Do tej pory Waze zakładało, że podróż rozpoczyna się w aktualnej lokalizacji użytkownika, co mogło być frustrujące, zwłaszcza gdy ktoś chciał wcześniej sprawdzić trasę między dwoma konkretnymi miejscami. Nowa funkcja umożliwia zaplanowanie trasy bez konieczności znajdowania się w punkcie początkowym. Użytkownicy mogą teraz kontrolować przewidywany czas przejazdu oraz dostępne opcje jeszcze przed wyjściem z domu. Funkcja jest wprowadzana stopniowo na kolejnych rynkach.

    Waze będzie lepiej rozumiał kierowcę – co to oznacza?

    Zmiany dotyczą również sposobu wyznaczania tras. Waze zaczyna wykorzystywać historię przejazdów użytkownika, aby lepiej dostosować proponowane drogi do jego zachowań i preferencji.

    Jeśli kierowca regularnie wybiera autostrady zamiast lokalnych dróg lub preferuje określony styl trasy, aplikacja uwzględni te nawyki podczas kolejnych podróży. Waze nadal będzie dostarczać alternatywy uznawane za najszybsze, co stanowi krok w stronę bardziej spersonalizowanej nawigacji, niezależnej od aktualnego natężenia ruchu.

    Czytaj dalej poniżej

    Zdjęcia Google z ważną zmianą. Trzeba o niej wiedzieć

    Wystarczy powiedzieć, co dzieje się na drodze

    Interesującą nowością jest także „Map Mate”, czyli asystent, który umożliwia zgłaszanie zdarzeń za pomocą naturalnego języka. Kierowca nie musi już szukać odpowiedniej ikony na ekranie – wystarczy, że powie, co zaobserwował, a system rozpozna przekazaną informację i przypisze właściwy alert do mapy. Dodatkowo Waze rozwija ostrzeżenia dotyczące szczegółowych zagrożeń, takich jak wąskie mosty, przejścia dla pieszych w pobliżu autostrad czy nagłe zmiany liczby pasów ruchu. Dzięki temu aplikacja może informować o potencjalnych problematycznych miejscach jeszcze przed dotarciem do nich.

    Mniej komunikatów i łatwiejsze planowanie

    Wśród nowości znajduje się również tryb głosowych wskazówek: Mniej gadatliwy. Jego celem jest ograniczenie liczby komunikatów podczas jazdy, pozostawiając jedynie istotne informacje niezbędne do wykonania kolejnego manewru, co zapewnia bezpieczeństwo dotarcia do celu. To doskonałe rozwiązanie dla osób, które podczas podróży słuchają muzyki, radia lub podcastów.

    Waze planuje również umożliwić przesyłanie lokalizacji znalezionych w innych mapach bezpośrednio do aplikacji. Wystarczy skorzystać z funkcji udostępniania, aby otworzyć wybrane miejsce w Waze i rozpocząć nawigację lub zaplanować przejazd na później.

    Waze wyraźnie dąży do stworzenia inteligentniejszego i bardziej spersonalizowanego asystenta, który ma wspierać kierowcę. Najbardziej praktyczna zmiana, będąca jednocześnie najbardziej oczywistą, dotyczy możliwości zaplanowania trasy z dowolnego punktu, a nie tylko z lokalizacji, w której aktualnie znajduje się telefon. Lepiej późno, niż wcale!

  • iOS 27 z datą premiery. Wiemy, kiedy

    iOS 27 z datą premiery. Wiemy, kiedy

    Apple wprowadza iOS 27

    Już w przyszłym tygodniu Apple zaprezentuje nową wersję swojego systemu operacyjnego – iOS 27. Co przyniesie nowego ten aktualizacja, oraz które modele iPhone’a będą mogły ją zainstalować? Przyjrzyjmy się szczegółom!

    Nowości w iOS 27

    Z niecierpliwością czekamy na nowości, jakie iOS 27 wniesie do naszych urządzeń. Choć oficjalne informacje są jeszcze ograniczone, krążą spekulacje dotyczące nowych funkcji, które mają poprawić komfort użytkowania oraz zwiększyć wydajność.

    Kompatybilność z iPhone’ami

    Ważnym aspektem aktualizacji jest również to, na których iPhone’ach będziemy mogli zainstalować iOS 27. Apple zazwyczaj stara się zapewnić wsparcie dla szerokiej gamy swoich urządzeń, jednak każdy nowy system operacyjny wprowadza pewne ograniczenia. W miarę jak szczegóły będą coraz bardziej dostępne, będziemy informować o pełnej liście wspieranych modeli.

    Podsumowanie

    Nadchodząca aktualizacja iOS 27 z pewnością wzbudza spore zainteresowanie wśród użytkowników Apple. W miarę jak zbliża się termin premiery, miejmy nadzieję, że nowe funkcje zaspokoją oczekiwania nawet najbardziej wymagających użytkowników. Śledźcie nasze aktualizacje, aby być na bieżąco z najnowszymi informacjami!

  • TTArtisan AF 50 mm f/1.8 Neo: nie ma powodów, by go nie kupić

    TTArtisan AF 50 mm f/1.8 Neo: nie ma powodów, by go nie kupić

    Jasny obiektyw o ogniskowej 50 mm to bez wątpienia pierwszy wybór dla wszystkich, którzy rozpoczynają swoją przygodę z fotografią. Tego rodzaju obiektyw jest dostępny w niemal każdym popularnym systemie i oferuje parametry, obok których trudno przejść obojętnie: wysoką jakość optyczną w połączeniu z kompaktowymi wymiarami oraz przystępną ceną. Obiektyw TTArtisan AF 50 mm f/1.8 Neo wyróżnia się w tych aspektach.

    TTArtisan AF 50 mm f/1.8 Neo: Idealny obiektyw dla początkujących

    To po prostu fakt

    Na początek warto wyjaśnić, czym właściwie jest obiektyw TTArtisan AF 50 mm f/1.8 Neo. To prosty, ale jednocześnie lekki i kompaktowy model, który doskonale sprawdzi się jako pierwszy obiektyw dla początkującego fotografa. Jego wymiary zachęcają do sparowania go z korpusem APSC lub mniejszym aparatem pełnoklatkowym. Dodatkowo cena, która sprawia, że przy równoczesnym zakupie aparatu i obiektywu nasz budżet nie ucierpi zbytnio, jest nie do przecenienia. Ile kosztuje TTArtisan AF 50 mm f/1.8 Neo? To zaledwie 419 złotych. W tej cenie nic lepszego po prostu nie znajdziemy. Oto techniczna specyfikacja tego małego, ale niezwykle przydatnego obiektywu według producenta:

    Model TTArtisan AF 50 mm f/1.8 Neo
    Bagnet Sony E
    Ogniskowa 50 mm
    Przysłona f/1.8
    Autofokus Tak, silnik krokowy (STM)
    Konstrukcja optyczna 12 elementów w 8 grupach
    Odległość ostrzenia 0,48 m
    Średnica filtra 52 mm
    Waga ok. 156 g
    Obudowa Metalowa
    Cena 419 złotych (stan na 9.09.2026 r.)

    Czy można oczekiwać czegoś więcej od obiektywu w tej cenie? Absolutnie nie, zwłaszcza że producent dołącza do zestawu osłonę przeciwsłoneczną, co w tym budżecie nie jest normą. Mamy więc do czynienia z prawdziwym hitem cenowym, w dodatku w metalowej obudowie, która powinna zapewnić obiektywowi większą trwałość w nieco trudniejszych warunkach. Warto jednak pamiętać, że nie znajdziemy tu uszczelnień, dlatego nie powinno się go narażać na ekstremalne warunki atmosferyczne. Niemniej, w tej cenie to żaden problem.

    Prosta konstrukcja, która nie jest wadą

    O zewnętrznej konstrukcji obiektywu TTArtisan AF 50 mm f/1.8 Neo nie ma potrzeby wiele pisać, ponieważ obudowa nie oferuje niczego szczególnego. Znając jego wymiary i wagę, można jedynie wspomnieć, że po umieszczeniu go na niewielkim korpusie prezentuje się bardzo atrakcyjnie. Wygląda minimalistycznie, a żłobiona struktura znacznie poprawia chwyt i komfort użytkowania.

    Czytaj dalej poniżej

    Sony RX10 V: przekonaj wszystkich, którzy wybrali smartfony

    TTArtisan AF 50 mm f/1.8 Neo to obiektyw przede wszystkim dla początkujących adeptów fotografii, co widoczne jest już na pierwszy rzut oka – brak ruchomych elementów na obudowie. Nie znajdziemy tu ani pierścienia do ręcznego ustawienia ostrości, ani regulacji przysłony. Z racji na brak manualnego ostrzenia nie ma też przełącznika AF/MF, co w tej cenie jest zrozumiałe. Dodatkowy przycisk do programowania? Również go brak. Tak jak w przypadku uszczelnień, nie można tego uznać za wadę. Jest bardzo prosto, lekkie i kompaktowe, a do tego solidne.

    Kieszonkowy obiektyw, który po prostu działa!

    Tyle teorii, czas na praktykę. Jakie zdjęcia można wykonać przy użyciu obiektywu TTArtisan AF 50 mm f/1.8 Neo? Jak przystało na uniwersalny obiektyw, pozwoli nam on na uchwycenie ponad 80% ujęć, które chcielibyśmy zarejestrować. Poza fotografią przyrody, która wymaga dłuższej ogniskowej oraz zdjęciami szerokokątnymi, TTArtisan AF 50 mm f/1.8 Neo sprawdzi się w większości codziennych sytuacji, co było jego zadaniem od samego początku.

    Podczas testów sparowałem ten obiektyw z aparatem Sony ZV-E10, czyli wersją aparatu Sony A6400 przystosowaną do potrzeb współczesnych twórców internetowych. Dlaczego właśnie ten aparat? Uznaję, że tani obiektyw najlepiej sprawdzi się w połączeniu z przystępnym aparatem. W tym przypadku zestaw obiektyw + aparat kosztowałby nas mniej niż 3000 złotych. Czego możemy się spodziewać? Przekonajcie się sami.

    TTArtisan AF 50 mm f/1.8 Neo: przykładowe zdjęcia

    Nie ma się nad czym zastanawiać

    Obiektyw TTArtisan AF 50 mm f/1.8 Neo nie wymaga szczególnej rekomendacji, ponieważ sam się obroni. Wszechstronny obiektyw z ogniskową 50 mm, światłem f/1.8, małymi gabarytami i niską wagą, w dodatku wykonany z solidnych materiałów – to wystarczająca reklama. A cena, wynosząca około 400 złotych? Cóż, niezależnie od tego, czy dopiero zaczynasz swoją przygodę z fotografią, czy też szukasz uzupełnienia do torby bardziej zaawansowanego sprzętu, ten obiektyw jest po prostu niezbędny.

  • Sprzęt Parkside i Parkside Performance na mocnych obniżkach. Kaufland zaszalał

    Sprzęt Parkside i Parkside Performance na mocnych obniżkach. Kaufland zaszalał

    Kaufland rozpieszcza majsterkowiczów. Z okazji 30-lecia marki Parkside, elektronarzędzia z linii zielonej oraz Performance dostępne są w specjalnych niższych cenach.


    Kaufland przygotował dla majsterkowiczów prawdziwą gratkę. Sieć uruchomiła szeroką promocję na elektronarzędzia z serii Parkside i Parkside Performance, a ceny niektórych modeli spadły do poziomu, który zainteresuje nawet wytrawnych łowców okazji.

    Kaufland wyprzedaje sprzęt Parkside

    Flagowe oferty to modele z linii Performance. Akumulatorowa wiertarko-wkrętarka Performance X 20 V Team, wyposażona w dwa akumulatory 2,0 Ah, ładowarkę oraz walizkę, jest dostępna za 249 zł zamiast 349 zł. Tą samą cenę, czyli 249 zł, ma również wiertarka udarowa z czarnej linii. Dla osób poszukujących lżejszego wariantu, standardowa wiertarko-wkrętarka 20 V kosztuje 129 zł.



    Szeroki wybór obejmuje całą gamę narzędzi 20 V. Wiertarka udarowa dostępna jest w cenie 99,99 zł, szlifierka kątowa kosztuje 99 zł, a wyrzynarka 129 zł. Do bardziej wymagających prac przyda się akumulatorowa piła łańcuchowa lub młot udarowy, oba dostępne za 199 zł. W ofercie znajduje się również kompresor za 119 zł oraz wiertarka stołowa za 199 zł. Jesień zbliża się wielkimi krokami, więc warto zaopatrzyć się w odkurzacz do liści w cenie 149 zł.

    Dla mniejszych prac Kaufland proponuje kompaktową serię 12 V. Prawdziwym hitem w tej linii jest wiertarka w cenie jedynie 59,99 zł. Śrubokręt oraz wkrętak kątowy kosztują po 99 zł. Z dodatkowych akcesoriów dostępna jest akumulatorowa lampa LED za 79 zł oraz latarka LED za 49,99 zł. Całość dopełniają akcesoria: zestaw bitów i wierteł za 29,99 zł oraz akumulatory 2,0 Ah za 79,99 zł i 4,0 Ah za 119 zł.

    Czytaj dalej poniżej


    Biedronka wyprzedaje konkurenta Parkside'a. Zestaw startowy za grosze

    Promocje w Kauflandzie rozpoczną się 10 września i potrwają do 16 września.

  • Microsoft chce, żebyś potężną sztuczną inteligencję miał w domu. Oto, jak chce to zrobić

    Microsoft chce, żebyś potężną sztuczną inteligencję miał w domu. Oto, jak chce to zrobić

    Microsoft pragnie, aby komputery osobiste mogły realizować codzienne zadania związane ze sztuczną inteligencją lokalnie, bez konieczności nieustannego korzystania z mocy obliczeniowej chmur podłączonych do centrów danych. Strategia Microsoftu opiera się na lokalnych modelach, nowoczesnym sprzęcie oraz mechanizmach kontrolnych dla agentów, które są obecnie w fazie rozwoju. Ale co to właściwie oznacza?


    Na targach IFA 2026 Mark Linton, wiceprezes Microsoftu odpowiedzialny za sprzedaż systemu Windows, nawiązał do wizji Billa Gatesa dotyczącej komputerów w każdym domu i na każdym biurku. Dziś komputery obecne są nie tylko na biurkach, ale także w kieszeniach, torebkach, w konsolach oraz telewizorach. Dziś ta sama idea dotyczy lokalnej sztucznej inteligencji. Ambicją Lintona jest zapewnienie, aby każdy użytkownik technologii miał nieograniczony dostęp do sztucznej inteligencji.

    Korzyści z lokalnej sztucznej inteligencji

    Obecnie, aby posiadać zaawansowany lokalny model sztucznej inteligencji w domu – nawet taki, który odpowiada możliwościom zeszłorocznych lub dwuletnich modeli – użytkownik musi zainwestować w potężny sprzęt, co jest dostępne tylko dla nielicznych entuzjastów. Linton wskazuje, że najtrudniejsze problemy będą rozwiązywane przez największe modele w chmurze, podczas gdy reszta obliczeń będzie realizowana na osobistych urządzeniach. Walutą w kontekście dostępu do sztucznej inteligencji są tokeny, które stanowią fragmenty przetwarzanego i generowanego tekstu. Agent realizujący dane zadanie może wielokrotnie odwoływać się do modelu w chmurze, co zwiększa koszty związane z wykorzystaniem tokenów. Przeniesienie części obliczeń na lokalny komputer ma na celu zmniejszenie finalnych kosztów lub ograniczenie wykorzystania limitów zawartych w subskrypcjach.

    Tego typu strategia może również zredukować opóźnienia związane z przesyłaniem zapytań do serwera, jednak ostateczny czas oczekiwania zależy od możliwości sprzętowych. Co więcej, wiadomo, że dane, które nie opuszczają lokalnej sieci, są bezpieczne, co z pewnością usatysfakcjonuje zwolenników prywatności. Użytkownik powinien martwić się jedynie o trzy aspekty: zakup odpowiedniego komputera, wykupienie licencji na oprogramowanie oraz zużycie energii. Tak. Co jednak zrobić, aby lokalny model wystarczył do codziennej pracy?

    Project Zenith: 64 GB pamięci RAM to minimum

    W kontekście tej wizji warto zwrócić uwagę na Project Zenith, zaprezentowany przez Microsoft kilka dni temu. Ten projekt zakłada, że do efektywnego korzystania ze sztucznej inteligencji potrzebny będzie komputer wyposażony w co najmniej 64 GB pamięci współdzielonej między procesor i kartę graficzną oraz przepustowość pamięci na poziomie 250 GB/s lub wyższej. Tego typu urządzenie, przy odpowiednich działaniach, może uruchamiać modele z ponad 30 miliardami parametrów. Nie jest to wizja odległej przyszłości, ponieważ Zenith zadebiutuje na platformie AMD Ryzen AI Halo.

    Czytaj dalej poniżej


    Microsoft tnie Xboxa do kości! Cztery studia na sprzedaż, tysiące osób bez pracy


    NVIDIA z kolei rozwija RTX Spark, którego najpotężniejsza konfiguracja łączy 20-rdzeniowy procesor Grace, układ graficzny Blackwell z 6144 rdzeniami i do 128 GB pamięci współdzielonej. Wydajność wynosi blisko jednego petaflopa i dotyczy obliczeń AI w formacie FP4, przy bardzo niskiej precyzji zapisu liczb. Pierwsze komputery z tym układem mają trafić na rynek w październiku 2026 roku.

    Windows stawia na sztuczną inteligencję

    W tej wizji warstwa programowa będzie zapewniana przez Microsoft Foundry on Windows, czyli narzędzie do integracji lokalnej sztucznej inteligencji z aplikacjami. Programiści będą mogli korzystać z gotowych modeli lub uruchamiać własne za pośrednictwem mechanizmu Windows ML. Wydajność oraz zgodność zależą od specyfikacji konkretnego komputera, co jest typowe dla sytuacji w systemie operacyjnym Windows, związanej z kompatybilnością środowisk. Jednak jednolita infrastruktura Zenith ma ułatwić tworzenie i korzystanie z codziennych funkcji, takich jak rozpoznawanie mowy, praca z obrazami czy przeszukiwanie treści według kontekstu.

    Agent oparty na sztucznej inteligencji może prowadzić autonomiczne działania w programach i plikach, co z kolei wymaga odpowiednich uprawnień. Microsoft rozwija w tym kontekście Microsoft Execution Containers, które zawierają zasady dostępu do plików i sieci oraz mechanizmy rejestrowania działań. Warto jednak zauważyć, że repozytorium projektu na GitHubie zawiera istotne zastrzeżenie: to wczesna wersja, a niektóre regulacje mocno obciążają uprawnienia. Microsoft jasno podkreśla, że obecne profile MXC nie powinny być traktowane jako nieprzenikliwe zabezpieczenia.

    Od 8 GB RAM do osobistej infrastruktury AI

    Linton zapowiedział również optymalizacje Windowsa dla komputerów z 8 GB RAM. Choć to pozytywna wiadomość, to opóźniona reakcja na fakt, że gigant tak mocno wierzył, iż można na takiej konfiguracji zainstalować „jedenastkę” i korzystać z niej, że wydał nową wersję Surface Laptopa opartą na tej skandalicznej specyfikacji. Prawdopodobnie Microsoft odczuwa presję ze strony Apple’a w tej dziedzinie, dlatego rozwija zarówno lokalną AI na komputerach osobistych, jak i dba o sprawność systemu operacyjnego na urządzeniach, które użytkownicy już posiadają, a które często nie wykorzystują nawet połowy zainstalowanej pamięci RAM w Zenithach.

    Czytaj również: Microsoft właśnie chwilowo zniekształcił jedną z najlepszych funkcji XBOXa. Wprowadza limity.

    Pierwszymi beneficjentami tego projektu będą programiści, co przywołuje echa ikonicznych słów Ballmera: „Developerzy, Developerzy, Developerzy, Developerzy!”. Szersze grono odbiorców będzie jednak bardziej wymagające, skupiając się na cenach i dostępności różnorodnych zastosowań. A jak będzie w rzeczywistości? Trudno to przewidzieć, ale wyczuwalnie widać, że Microsoft w zakresie sztucznej inteligencji nie zajmuje pierwszej pozycji. Starają się nadążyć, jak tylko potrafią.

  • Wielki powrót hitu Sony. Te słuchawki znów trafią do sprzedaży

    Wielki powrót hitu Sony. Te słuchawki znów trafią do sprzedaży

    Sony odświeża swoją ofertę słuchawek bezprzewodowych, a wśród nowości znajdziemy niespodziankę, bowiem do sprzedaży wraca jeden z największych hitów ostatnich lat w nowej odsłonie.

    Sony WH-1000XM4 przez wiele lat były jednymi z najpopularniejszych słuchawek z aktywną redukcją hałasu w portfolio firmy. Choć producent już wprowadził kolejne generacje tej flagowej serii, zainteresowanie starszym modelem wciąż się utrzymuje. Fani od dłuższego czasu oczekiwali na nową wersję, efektem czego jest premiera Sony WH-1000XM4C, która bazuje na uznanej konstrukcji XM4.

    Nowa wersja popularnych słuchawek bezprzewodowych zachowuje ceniony system redukcji hałasu z rodziny 1000X, lekką, składaną konstrukcję oraz wokółuszną budowę. Sony zmieniło jednak strojenie dźwięku, aby dostosować je do współczesnych preferencji słuchaczy. Użytkownicy otrzymają także 10-pasmowy korektor, który umożliwia personalizację dźwięku według własnych potrzeb. Model WH-1000XM4C będzie dostępny w trzech kolorach: czarnym, platynowo-srebrnym i lawendowym, a sugerowana cena detaliczna wynosi 1099 zł.

    Nowe modele Sony WH-CH730N i WH-CH530 z wieloma zmianami

    Sony aktualizuje również tańsze modele swoich słuchawek. WH-CH730N za 399 zł oferują aktywną redukcję hałasu dzięki zastosowanej technologii Dual Noise Sensor, składaną konstrukcję oraz możliwość pracy nawet do 50 godzin z włączonym ANC. Zaledwie trzy minuty ładowania wystarczą na około godzinę słuchania. Ponadto, producent poprawił jakość rozmów, wykorzystując kierunkowe mikrofony oraz redukcję szumów wspieraną przez sztuczną inteligencję. Nie zabrakło także funkcji Multipoint, LE Audio, Fast Pair oraz Swift Pair. Model ten będzie dostępny w wielu wariantach kolorystycznych, w tym białym, różowym, niebieskim, czarnym oraz beżowym.

    Najtańszy model słuchawek Sony WH-CH530 skupia się przede wszystkim na prostocie i długim czasie pracy. Akumulator ma wystarczyć na nawet 55 godzin, a zaledwie trzy minuty ładowania zapewniają do 1,5 godziny odtwarzania. Słuchawki obsługują funkcję Multipoint oraz LE Audio, a także oferują regulowane ograniczenie maksymalnej głośności. Sony WH-CH530 będą dostępne w polskich sklepach w cenie 219 zł, w wielu kolorach, w tym niebieskim, czerwonym, zielonym, różowym, białym i czarnym.

    Czytaj dalej poniżej

    Słuchawki z niezwykłym dodatkiem. Czy tak właśnie będzie wyglądać przyszłość?

    Wszystkie trzy modele mają trafić do sprzedaży we wrześniu 2026 roku.

  • iPhone 18 Pro i 18 Pro Max oficjalnie. Zmiany są większe, niż się wydaje

    iPhone 18 Pro i 18 Pro Max oficjalnie. Zmiany są większe, niż się wydaje

    Apple zaprezentowało iPhone’a 18 Pro i iPhone’a 18 Pro Max – swoje flagowce na 2026 rok, które przynoszą zmiany przede wszystkim w wydajności i możliwościach fotograficznych.

    Podczas dzisiejszej konferencji Apple oficjalnie przedstawiło kolejną generację swoich flagowych smartfonów. iPhone 18 Pro oraz iPhone 18 Pro Max skierowane są do najbardziej wymagających użytkowników i po raz kolejny dzielą większość kluczowych rozwiązań technologicznych. Główna różnica pomiędzy nimi dotyczy przede wszystkim rozmiaru urządzenia, przekątnej ekranu oraz czasu pracy na baterii.

    iPhone 18 Pro wyposażony jest w ekran o przekątnej 6,3-cala, natomiast większy iPhone 18 Pro Max korzysta z 6,9-calowego panelu. Oba wyświetlacze wykorzystują technologie znane z poprzednich generacji. Zmiany obejmują również Dynamic Island, czyli wycięcie w ekranie, które w tegorocznych modelach jest znacznie mniejsze, co pozwala na efektywniejsze zagospodarowanie przestrzeni. iOS 27 umożliwia wyświetlenie trzech aktywności na żywo zamiast dwóch, jak miało to miejsce do tej pory.

    iPhone 18 Pro i Pro Max – Największe zmiany są w środku

    Sercem obu urządzeń jest nowy procesor A20 Pro, wykonany w technologii 2-nanometrów, wyposażony w 6-rdzeniowe CPU oraz 7-rdzeniowe GPU, oferujące aż 40% wyższą wydajność graficzną. To rozwiązanie zwiększa nie tylko wydajność, ale także obsługę coraz bardziej wymagających funkcji opartych na sztucznej inteligencji. Drugi Neural Engine, odpowiedzialny za przetwarzanie algorytmów AI na urządzeniu, znacznie poszerza możliwości Apple Intelligence. Choć rozwiązania sztucznej inteligencji od Apple wciąż są w tyle za konkurencją, firma z Cupertino nie ustępuje i z każdą aktualizacją iOS prezentuje użytkownikom coraz bardziej zaawansowane narzędzia. Niestety, wraz z premierą iPhone’a 18 Pro, 18 Pro Max oraz iOS 27, funkcje takie jak Apple Intelligence czy Siri AI nie będą dostępne w Polsce, co oznacza, że nowa wersja asystenta nie zadebiutuje w całej Unii Europejskiej.

    Nowa Siri AI w iPhone’ach ma oferować jeszcze więcej, dzięki możliwościom iOS 27 oraz nowego asystenta, dostępnego również na starszych modelach. Ważnym elementem wydajności jest nowy system odprowadzania ciepła. iPhone 18 Pro i 18 Pro Max dysponują nową komorą parową, która zapewnia komfort korzystania z urządzeń, a także pozwala na utrzymanie wysokiej wydajności przy dużym obciążeniu.

    Czytaj dalej poniżej


    Apple ulepsza zegarki. Przełomowa zmiana w Apple Watch

    Ogromne zmiany wprowadzono również w systemie aparatów. iPhone 18 Pro oraz Pro Max zostały wyposażone w aparat Fusion Camera o rozdzielczości 48 pikseli. Szczególnie interesującą innowacją jest zmienna przysłona, która z pewnością przypadnie do gustu entuzjastom zaawansowanej fotografii. To rozwiązanie pozwala na fizyczną zmianę wielkości otworu przepuszczającego światło do matrycy, co umożliwia precyzyjniejszą kontrolę nad ilością światła, bardziej zaawansowane ustawienia głębi ostrości oraz generuje lepsze zdjęcia zarówno w ciągu dnia, w nocy, jak i w ciemnych pomieszczeniach. Wprowadzono również bardziej zaawansowany tryb poklatkowy, który obsługuje teraz rozdzielczość 4K w formacie Dolby Vision HDR, a także Apple Reference Image – rozwiązanie, które ma pełnić rolę „cyfrowego negatywu” każdego zrobionego zdjęcia.

    Większy model, iPhone 18 Pro Max, ponownie powinien być preferowany przez osoby oczekujące na największy ekran oraz najdłuższy czas pracy. Apple deklaruje 30 godzin pracy na jednym naładowaniu przy standardowym użytkowaniu, podczas gdy iPhone 18 Pro oferuje 24 godziny. Czas pracy podczas oglądania wideo jest jeszcze dłuższy – iPhone 18 Pro zapewnia 36 godzin, a iPhone 18 Pro Max aż 45 godzin na jednym ładowaniu. Prędkość ładowania również się zwiększyła, zapewniając 50% naładowania w ciągu 15 minut. Podobnie jak w zeszłym roku, większe baterie dostępne są w modelach wyposażonych w eSIM.

    iPhone 18 Pro i iPhone 18 Pro Max – ceny i dostępność

    iPhone 18 Pro będzie dostępny w kilku wariantach pojemnościowych (256 GB, 512 GB, 1 TB i 2 TB) oraz w kolorach czarnym, srebrnym, niebieskim lodowca i burgundowym. W Polsce ceny zaczynają się od 6299 zł za model 18 Pro z 256 GB pamięci na dane. Najdroższy iPhone 18 Pro Max z 2 TB będzie kosztował w naszym kraju 12799 zł.

    Przedsprzedaż nowych modeli iPhone’ów rozpocznie się 12 września, a urządzenia trafią do regularnej sprzedaży 18 września. Polska znajduje się w pierwszej grupie krajów, w których nowe smartfony Apple będą dostępne od dnia premiery. Oferty najpopularniejszych platform oraz sklepów z elektroniką powinny być dostępne już wkrótce.

  • Nowa generacja AirPods już jest. Znamy ceny

    Nowa generacja AirPods już jest. Znamy ceny

    Apple zaprezentowało swoje nowe słuchawki AirPods 5.

    Nie tylko nowe smartfony zostały wprowadzone przez Apple podczas corocznego wydarzenia. Również nowe słuchawki, będące kolejnym wcieleniem kultowych AirPods, zdobyły chwilę uwagi na scenie. Firma zaprezentowała piątą generację AirPods.

    Nowe słuchawki AirPods oficjalnie. Apple przedstawia 5. generację

    Tegoroczna prezentacja Apple była wyczekiwana głównie ze względu na zapowiadane zmiany w ofercie produktowej firmy, za które w pierwszej kolejności odpowiada nowy iPhone. Nie był on jednak jedyną „gwiazdą” pokazów amerykańskiego giganta. Obok nowości w sferze smartfonów, poświęcono odpowiednią ilość czasu na urządzenia audio, a konkretniej na słuchawki douszne Apple AirPods. Tym razem na rynek trafiła 5. generacja słuchawek.

    Co wiemy o nowych słuchawkach od Apple? Oto kluczowe informacje:

    • Układ audio: nowa, wieloportowa konstrukcja akustyczna oraz adaptacyjna korekcja (EQ) nowej generacji; zapewnia pełniejszy, głębszy dźwięk
    • ANC: Aż o 50% lepsza redukcja szumów w porównaniu do poprzedniej generacji, z dodatkową możliwością redukcji hałasu otoczenia oraz wzmacniania istotnych komunikatów (np. komunikaty na dworcu)
    • Siri AI w słuchawkach – możliwość prowadzenia rozmów bez konieczności dotykania telefonu
    • Warianty: AirPods 5 oraz AirPods 5 z bezprzewodowo ładowanym etui
    • Bateria: 4 godziny pracy z ANC, 20 godzin z etui ładującym (5 godzin pracy z ANC w droższym wariancie)

    Co istotne, w obu przypadkach mamy do czynienia z słuchawkami z funkcją ANC, a Apple nie zdecydowało się wprowadzić wersji bez redukcji szumów. Co więcej, najdroższy wariant jest tańszy o 30 dolarów w porównaniu z jego ubiegłorocznym odpowiednikiem. To zdecydowanie krok w dobrym kierunku. W komentarzach w mediach społecznościowych nie brakuje pozytywnych reakcji ze strony miłośników sprzętu Apple.

    Czytaj dalej poniżej


    AirPods Max 2 – recenzja. Najlepsze ANC na rynku w najcięższych słuchawkach świata

    Poznaliśmy również oficjalne ceny słuchawek w Polsce:

    • AirPods 5 (wersja podstawowa): 599 zł
    • AirPods 5 (wersja z etui ładowanym bezprzewodowo): 699 zł

    Co ciekawsze, droższy wariant słuchawek jest wyposażony w dotykowy pasek na trzonku, który umożliwia regulację głośności.

    Ogromnie nas cieszy, że dzięki AirPods 5 możemy udostępnić Aktywną redukcję hałasu – jedną z naszych najbardziej lubianych funkcji – w najbardziej przystępnych cenowo słuchawkach. Nowa wieloportowa konstrukcja akustyczna i adaptacyjna korekcja (EQ) nowej generacji w obu modelach AirPods 5 zapewniają niezrównane brzmienie, które pochłania bez reszty.

    Dave Pakula, wiceprezes Apple w pionie Hardware Engineering

    Już dziś można składać zamówienia przedpremierowe na nowe AirPods 5. Zawitały one na rynek już w najbliższy piątek, 18 września.

  • Podsumowanie konferencji Apple. Najważniejsze informacje

    Podsumowanie konferencji Apple. Najważniejsze informacje

    Wrześniowa konferencja Apple, podczas której gigant ogłasza nowe smartfony, to prawdopodobnie najważniejsze wydarzenie w kalendarzu firmy… można wręcz powiedzieć, że w skali całej branży technologicznej. Czym Apple zaskoczyło nas tym razem?

    Jak zawsze, liczba napływających plotek i przecieków osłabiła element niespodzianki dla giganta z Cupertino. Niemniej jednak, nadchodzące tygodnie przyniosą co najmniej kilka interesujących premier, obok których żaden miłośnik technologii nie przejdzie obojętnie!

    Nowe iPhone’y – podsumowanie konferencji Apple

    • iPhone 18 Pro / iPhone 18 Pro Max – Po ubiegłorocznych, niezwykle udanych modelach, Apple ma przed sobą wyjątkowo trudne zadanie związane z nową serią Pro. Nikogo nie zdziwi, że firma chwali się nowymi funkcjami Apple Intelligence (w tym bardziej zaawansowaną Siri) – jednak pozostaje pytanie, czy trafią one do Polski? Tego jeszcze nie wiadomo. Nie powinno nikogo dziwić, że jak co roku otrzymujemy jeszcze lepszy, szybszy i bardziej energooszczędny układ Apple Bionic A20 Pro wykonany w technologii 2nm, który poradzi sobie z najbardziej zaawansowanymi zadaniami, które mu zlecimy. Zmniejszone Dynamic Island będzie teraz w stanie wyświetlić nawet trzy powiadomienia jednocześnie. Zgodnie z przeciekami, aparaty fotograficzne doczekają się serii usprawnień, w tym zmiennej przysłony. Potwierdzone zostały również tegoroczne doniesienia dotyczące kolorów – smartfony będą dostępne w czerni, srebrze, błękicie oraz bordo.
    • iPhone Duo – Na pierwszego składanego smartfona od Apple czekaliśmy od wielu lat i w końcu jest! Przecieki do tej pory nie potwierdziły się w związku z nazwą – nowy model nosi nazwę iPhone Duo. Jest to składak typu „fold”, a co ciekawe: niezależnie od tego, czy jest zamknięty czy otwarty, ekrany mają to samo proporcje. Sercem urządzenia będzie układ Apple Bionic A20 Pro, identyczny jak w modelu 18 Pro. Smartfon ma czytnik linii papilarnych umieszczony w przycisku na ramce, a także kamerkę do selfie, która jest ukryta pod ekranem po otwarciu. Urządzenie będzie również wspierać Apple Pencil (ładowany przez USB-C). Cena startowa wynosi 9999 złotych, a smartfon trafi do sklepów 23 października.
    • Apple Watch Series 12 i Apple Watch Ultra 4 – Zegarki również będą miały swoje odświeżenie. Będą działały na jeszcze szybszym układzie S11 i zyskają nowe funkcje związane z Audio Intelligence. Przygotowano również nowe warianty kolorystyczne oraz nowe tarcze i akcesoria. Na pierwszy rzut oka nie zmienia się wiele – prawdopodobnie więcej, lepiej, szybciej z delikatnymi usprawnieniami, ale raczej nie takimi, które skłoniłyby użytkowników do przesiadki z zeszłorocznych modeli.
    • AirPods 5 – Nowe AirPods są jeszcze lepsze, bardziej zaawansowane i oferują wyższą jakość dźwięku niż poprzednie wersje. Oferują jeszcze lepsze ANC oraz odporność na kurz i pot – wszystko w tej samej cenie. Aby jednak nie było zbyt łatwo, dostępny jest również wariant premium, z kontrolkami na pałąku, dłuższym czasem pracy na jednym ładowaniu oraz bezprzewodowym ładowaniem.