Kategoria: Wiadomości

  • Trzy mocne seriale, które trzeba śledzić. Pierwszy z nich już dostępny

    Trzy mocne seriale, które trzeba śledzić. Pierwszy z nich już dostępny

    Trzy nowe polskie seriale, które warto śledzić – przed Wami „Pionek”, „Zmora” oraz „Zwierzak”.

    Pierwszy z wymienionych tytułów, „Pionek”, jest już dostępny na platformie SkyShowtime. Od dziś można oglądać ten serial, będący bezpośrednią kontynuacją „Ślebody”. Akcja przenosi nas na Górny Śląsk, gdzie brutalne zabójstwo studentki wskazuje na naśladowcę znanego seryjnego mordercy, określanego mianem „Wampira z Szombierek”. W rolach głównych ponownie występują Maria Dębska oraz Maciej Musiał, którzy wcielają się w antropolożkę Ankę Serafin oraz dziennikarza Bastiana Strzygonia. Ich drogi krzyżują się w trakcie śledztwa prowadzonego przez komisarz Kocur.

    Pionek, czyli 2. sezon Ślebody już jest

    Nowy sezon ma być mrocznym kryminałem, który kładzie nacisk na tajemnicę oraz psychologię postaci, a nie na rutynowe wątki policyjnego śledztwa. „Pionek” to już ósmy polski tytuł stworzy dla SkyShowtime, oparty na drugiej książce duetu Małgorzaty Fugiel-Kuźmińskiej i Michała Kuźmińskiego. Reżyserią zajmują się Michał Gazda oraz Bartosz Blaschke, a w obsadzie drugoplanowej występują znani aktorzy, w tym Piotr Adamczyk, Anna Cieślak oraz Zbigniew Zamachowski. W serwisie dostępne są już dwa pierwsze odcinki, a ostatni epizod zadebiutuje 8 października.

    Zwierzak – SkyShowtime idzie w mroczne klimaty

    Kolejnym wartego uwagi projektem od SkyShowtime jest „Zwierzak”. Serial, inspirowany wspomnieniami policjanta Jerzego Hybińskiego oraz książką o tym samym tytule, ma formę spowiedzi policyjnego przykrywkowca. Przenosi nas do brutalnego świata zorganizowanej przestępczości lat 90. W tytułowej roli zobaczymy Piotra Witkowskiego, który wciela się w funkcjonariusza balansującego na granicy prawa oraz własnego kodeksu moralnego.

    Reżyserią tego tytułu zajmuje się Adrian Panek, znany z produkcji „Simona Kossak”, a scenariusz napisał Marcin Ciastoń, autor „Hiacynta”. Zgodnie z zapowiedziami platformy, historia ta ukazuje wysoką cenę, jaką trzeba płacić za lojalność oraz infiltrację przestępczego półświatka. W obsadzie znajdują się również Borys Szyc, Zofia Jastrzębska, Eryk Kulm oraz Vanessa Aleksander. Zdjęcia do produkcji są już w toku, co oznacza, że premiera jest bliżej, niż mogłoby się wydawać.

    Czytaj dalej poniżej


    Polacy kochają tę funkcję Disney+. Niestety: nie wszędzie z niej skorzystają

    Zmora na HBO Max – premiera szybciej niż myślicie!

    Jeśli czekacie na kolejną nowość, przenosimy się do innego serwisu – drugą wielką premierą tej jesieni będzie „Zmora”, czyli serialowa adaptacja bestsellera Roberta Małeckiego, która zadebiutuje już 2 października na HBO Max. W roli głównej występuje Magdalena Cielecka, wcielająca się w kontrowersyjną dziennikarkę Kamę Kossowską, która wraca do rodzinnego Torunia. Jej powrót uruchamia sprawę zaginięcia przyjaciela z dzieciństwa, a śledztwo komisarza Tomasza Korcza, w które angażuje się bohaterka, odkrywa sekrety sprzed lat.

    Akcja serialu przeplata wątki współczesne z wydarzeniami z lat 80. i 90. Oprócz Cieleckiej w obsadzie zobaczymy Piotra Żurawskiego, Łukasza Simlata oraz Marię Pakulnis. Reżyserią zajmuje się Łukasz Jaworski, a produkcją Opus TV na zlecenie TVN Warner Bros. Discovery. Zwiastun trwający nieco ponad minutę nie odbiega znacząco od wyobrażeń, jakie moglibyśmy mieć o tej produkcji, ale przy odpowiednim balansie oraz dobrze skonstruowanej fabule, „Zmora” może okazać się bardziej interesująca niż większość typowych seriali kryminalnych.

  • Masz taki router? CERT Polska ostrzega, koniecznie zrób aktualizację!

    Masz taki router? CERT Polska ostrzega, koniecznie zrób aktualizację!

    Dwa błędy, w umiejętnym ich połączeniu, w RouterOS umożliwiają przejęcie pełnej kontroli nad podatnym urządzeniem przez SSH, bez potrzeby podawania żadnych poświadczeń. CERT Polska potwierdziło, że hakerzy już zaczęli wykorzystywać tę możliwość „w terenie” i apeluje o pilną aktualizację oraz sprawdzenie konfiguracji urządzeń.

    Zespół dwóch podatności nazwany nieco żartobliwie MikroTrick, a analiza CERT-u wskazuje, że ataki były przeprowadzane co najmniej od 2 września. Napastnicy tworzyli w systemie konto „ops” z wysokimi uprawnieniami. Domyślna konfiguracja RouterOS blokuje dostęp do SSH z internetu, dlatego kluczowa jest konkretna konfiguracja. Otwarcie tej furtki naraża podatny system na opisany atak.

    Dwa błędy w SSH

    SSH, czyli Secure Shell, jest mechanizmem zdalnego dostępu i zarządzania, dlatego te błędy są szczególnie poważne. Podatność o numerze CVE-2026-67276 dotyczyła niepełnego sprawdzania publicznego klucza RSA przypisanego do użytkownika. Napastnik, znając nazwę konta oraz publiczny moduł klucza, mógł zalogować się bez klucza prywatnego. Tak uzyskany dostęp odpowiadał uprawnieniom zaatakowanego konta.

    Drugi błąd, CVE-2026-86060, umożliwiał podniesienie uprawnień danej sesji SSH do pełnych uprawnień administracyjnych poprzez spreparowaną nazwę użytkownika. Obie podatności otrzymały wysoką ocenę 9,2/10 w skali CVSS. Badacze odkryli również błąd w usłudze bandwidth-test, która służy do testowania przepustowości, co mogło prowadzić do wycieków danych z pamięci jądra systemu lub do restartu sprzętu. Inne problemy dotyczyły dodatkowo klienta SSH, obsługi certyfikatów X.509 oraz interfejsu WebFig.

    Modele OpenAI w odizolowanym laboratorium

    Luki wykrył Sławomir Rozbicki z CERT-u, który wykorzystał modele GPT-5.5-cyber i GPT-5.6-sol w ramach programu OpenAI GTAC. Badacze stworzyli izolowane laboratorium z maszynami MikroTika, dokumentacją oraz zasadami bezpiecznego testowania. W ramach agenta zautomatyzowano proces tworzenia i przywracania maszyn oraz porównywania wersji oprogramowania. Wykorzystanie AI pozwoliło na szybkie i efektywne analizowanie specyfikacji protokołów oraz kodu binarnego, a następnie przygotowywanie skryptów potwierdzających występowanie podatności.

    Czytaj dalej poniżej


    Cyber Piątka. Tak rząd chce zadbać o nasze dane

    Niezwykle istotne okazało się modelowanie kolejnych stanów protokołów oraz weryfikacja, co nastąpi po pominięciu, powtórzeniu lub przestawieniu któregokolwiek etapu komunikacji. Cały proces powtarzano następnie na docelowym RouterOS-ie.

    Poprawki już dostępne i warto z nich skorzystać

    Poprawki są już dostępne w kilku wersjach RouterOS-a. CERT Polska potwierdza, że skutecznie uniemożliwiają one przeprowadzanie zaobserwowanych ataków, jednak po ich instalacji należy sprawdzić, czy nasze urządzenia nie zostały już przejęte.

    Podczas uruchamiania poprawionego RouterOS-a, system samodzielnie wyszukuje znane ślady nieautoryzowanych zmian w konfiguracji. Mechanizm „flagged” wyłącza rozpoznane podejrzane wpisy, zapisuje krytyczne komunikaty w logach i oznacza urządzenie. Należy jednak pamiętać, że wykrywa on tylko wybrane oznaki włamania, więc ich brak nie oznacza jednoznacznie, że sprzęt jest bezpieczny. Również obecność flagi nie wskazuje jednoznacznie na wykorzystanie „MikroTricka”. W logach warto szukać prób logowania z nazwą użytkownika „-2” oraz prób tworzenia kont, a także zweryfikować, czy wśród użytkowników nie figuruje konto o nazwie „ops”.

    Widzisz włam? Zabezpiecz dowody

    Jeżeli wdrożenie poprawek nie jest możliwe natychmiastowo, CERT Polska zaleca wyłączenie narażonych usług lub ograniczenie dostępu zdalnego. Dotyczy to w szczególności SSH, WWW/WWW-SSL i serwera bandwidth-test. Przed aktualizacją urządzenie nie powinno także inicjować połączeń TLS ani używać wbudowanych klientów SSH, zwłaszcza gdy komunikacja odbywa się przez niezaufane sieci lub z niezaufanymi hostami. To rozwiązanie jest tymczasowe, ponieważ aktualizacja musi i tak zostać przeprowadzona.

    Czytaj również: Wyrzuciłem router operatora i kupiłem nowy. WiFi śmiga jak nigdy przedtem.

    W przypadku przejęcia urządzenia należy je odizolować, zabezpieczyć logi oraz konfigurację i zgłosić incydent do CSIRT. Dopiero po tym należy przywrócić ustawienia fabryczne. Warto pamiętać, że przywrócenie pełnej kopii z przejętego routera może spowodować odtworzenie również niepożądanych zmian, więc wszelkie pożądane ustawienia należy odtworzyć ręcznie.

  • Setki filmów i seriali za darmo. Wystarczy korzystać z InPost

    Setki filmów i seriali za darmo. Wystarczy korzystać z InPost

    InPost rozszerza katalog nagród za InCoiny o kolejną platformę VOD – tym razem użytkownicy będą mogli przetestować przez miesiąc serwis Megogo.


    Jeśli często korzystacie z Paczkomatów InPost, prawdopodobnie na Waszym koncie zgromadziła się znaczna liczba punktów. Można je wykorzystać na zniżki w sklepach internetowych oraz stacjonarnych, cyfrowe produkty gamingowe, czy rabaty na wynajem samochodu. Już niebawem będzie można je również przeznaczyć na dostęp do platformy Megogo, nowego serwisu streamingowego na polskim rynku, oferującego dostęp do telewizji online oraz treści na żądanie.

    Megogo za InCoiny – co to za platforma?

    Megogo to serwis, który nie jest na równi z Netflixem czy Prime Video, jednak jego biblioteka z pewnością nie jest pusta. Oferuje około 2500 filmów i seriali, zarówno z kategorii europejskich klasyków, jak i hollywoodzkich blockbusterów. Treści VOD współistnieją tutaj z dostępem do telewizji online oraz kanałami na żywo, a programy telewizyjne można odtwarzać do 7 dni dzięki specjalnemu archiwum.

    Wkrótce w aplikacji InPost będzie można zdobyć 30-dniowy okres próbny Megogo za InCoiny, co umożliwi testowanie serwisu bez ponoszenia kosztów. Warto zaznaczyć, że to nie pierwszy raz, kiedy platforma VOD pojawia się w aplikacji InPost – w sekcji z nagrodami można znaleźć również m.in. 30 dni pakietu Polsat Lovers oraz WP Pilot w wersji bezpłatnej. Koszt próbnego okresu Megogo nie jest jeszcze znany, jednak na podstawie podobnych ofert można przyjąć, że będzie to około 400 punktów.

    „Jestem przekonany, że klienci InPost będą miło spędzali czas, oglądając sport, filmy i programy rozrywkowe dzięki naszej platformie” – Artur Pacuła, CEO Megogo Polska.

    Należy jednak zaznaczyć, że oferta jest skierowana do użytkowników, którzy nie posiadali aktywnego konta przez ostatnie 180 dni – konieczne będzie również podanie numeru telefonu.

    Czytaj dalej poniżej

    Sprzęt Parkside i Parkside Performance na mocnych obniżkach. Kaufland zaszalał

    Źródło: WirtualneMedia

  • Wkrótce drogie mogą okazać się nie tylko pamięci. Branża AI ostrzy sobie zęby również na inne rzeczy

    Wkrótce drogie mogą okazać się nie tylko pamięci. Branża AI ostrzy sobie zęby również na inne rzeczy

    OpenAI intensywnie pracuje nad własnymi chipami do sztucznej inteligencji i zapowiada konkretne postępy w współpracy z Samsungiem. Obecne dostawy pamięci to jeden z kroków, ale wkrótce może to dotyczyć również procesorów, co może przypominać sytuację z aktualnym rynkiem pamięci RAM. Choć taki scenariusz wydaje się ekstremalny, warto pamiętać, że rynek AI wciąż rośnie i nie ma oznak na to, by miał się zatrzymać.

    Harrison Kim, szef OpenAI w Korei, wczoraj w Seulu odniósł się do postępów w badaniach i przygotowaniach do produkcji nowej generacji chipów, nie ograniczając się jedynie do pamięci. OpenAI potwierdziło, że jego wypowiedź dotyczy obecnych relacji z Samsungiem, wspieranych wcześniej podpisanym listem intencyjnym, co zasadniczo nie jest nowością. Jednak znaczenie tej współpracy wyraźnie wzrasta, a można się zastanawiać, czy niebawem OpenAI, jako gigant w branży, zacznie zyskiwać również inne kluczowe komponenty poza RAM-em. Jak wspomniałem wcześniej, w niekorzystnych warunkach, mogłoby to prowadzić do kryzysu na wzór sytuacji z komponentami DRAM, co w znaczący sposób wpłynęłoby na ceny dla konsumentów.

    Potrzeby sprzętowe OpenAI

    Relacje między Koreą Południową a USA są regulowane listem intencyjnym z 2025 roku. Samsung Electronics dołączył do projektu Stargate jako strategiczny partner w zakresie efektywnej i energooszczędnej pamięci, a równolegle zawarto umowę z SK Hynix. Wówczas szacowano, że potrzeby OpenAI mogą sięgać nawet 900 tysięcy wafli DRAM miesięcznie.

    Dlaczego pamięć jest tak ważna dla firm zajmujących się sztuczną inteligencją? Wykonywanie poleceń, zarówno naszych, jak i modelu AI, wymaga intensywnych obliczeń, a generowanie dalszych fragmentów odpowiedzi zależy od przepustowości pamięci. Procesor musi otrzymywać dane na tyle szybko, aby wykorzystać swoje możliwości obliczeniowe. Opóźnienia mogą również występować podczas dystrybucji danych między rdzeniami. Sam akcelerator zbudowany dla AI nie rozwiązuje problemów związanych z przenoszeniem dużych ilości danych. Dlatego powstają projekty takie jak Jalapeño, które mają na celu ograniczenie zbędnego przenoszenia danych oraz zaprojektowanie układów i oprogramowania dostosowanego do konkretnych potrzeb. Jak pokazuje przykład Apple, które w sojuszu z partnerami buduje własny sprzęt, wzmacniając go o odpowiednie oprogramowanie, takie podejście przynosi najlepsze efekty w zakresie wydajności. OpenAI podąża podobną ścieżką, ale w zupełnie innej branży.

    OpenAI, Broadcom i TSMC w jednym projekcie

    Jalapeño to akcelerator służący do tak zwanej inferencji, który powstaje we współpracy z Broadcomem, a producentem układu jest znana w branży firma TSMC. Technologia ta wykorzystuje pamięć HBM4 Samsunga, najnowszej, szóstej generacji pamięć o bardzo wysokiej przepustowości, stosowaną głównie w serwerach i centrach danych. Jaka jest rola Samsunga w tym projekcie? Główny układ obliczeniowy powstaje w fabrykach konkurencyjnego producenta. Niemniej, ostateczna architektura podziału ról może się zmieniać, bowiem wiele kwestii pozostaje niejasnych. Nie zdziwiłbym się, gdyby OpenAI nie ujawniało wszystkiego publicznie, ponieważ na podobne informacje mogą być łase inne firmy, szczególnie w kontekście rozwoju ChatGPT.

    Czytaj dalej poniżej


    Elektronika, którą zabieram na wakacje. Te gadżety rozwiązują realne problemy

    OpenAI podkreśliło na koniec sierpnia, że dzięki wsparciu modeli AI zespół przeszedł od początkowego projektu do fazy tape-out w zaledwie 9 miesięcy. Oznacza to zakończenie etapu projektowania przed produkcją, co wymaga dalszych testów i przygotowań do produkcji. Wdrożenie Jalapeño w infrastrukturze OpenAI ma rozpocząć się do końca 2026 roku, równolegle z opracowywaniem oprogramowania i przygotowaniem całości do działania na dużą skalę. Prace nad drugą generacją są już zaawansowane, a trzecia nabiera kształtu, co nie jest zaskoczeniem — twórca ChatGPT ma ambitne plany, aby zwiększyć moce obliczeniowe oraz poprawić efektywność swoich modeli w kolejnych iteracjach. Jednocześnie OpenAI potwierdziło, że będzie dążyć do dalszego wykorzystania akceleratorów Nvidii i innych partnerów w procesie treningu oraz inferencji.

    Możliwości produkcji procesorów w Samsungu

    Oszacowanie współpracy może obejmować również działalność Samsung Foundry, która zajmuje się produkcją układów na zlecenie, a także zaawansowanymi technologiami pakowania i łączenia z innymi komponentami oraz oprogramowaniem. Daje to Koreańczykom szansę na większe zaangażowanie w proces produkcji akceleratora i zwiększenie potencjalnych zysków. Na razie są to głównie spekulacje, a informacje na temat producenta, procesu technologicznego czy całkowitych zamówień pozostają w sferze niejawnej. Możliwe, że wkrótce nastąpią kolejne negocjacje, które obejmą nie tylko Samsung.

    A dlaczego miałoby tak być? Ponieważ podobne plany ma również firma Anthropic. Według agencji Yonhap, rozważała ona wykorzystanie technologii 2 nm oferowanej przez Samsunga i jego zdolności do pakowania układów. Aktualnie rozmowy nie przeszły jednak w fazę szczegółowego projektowania, testów ani produkcji. W przypadku OpenAI najbliższym wyzwaniem pozostaje zapowiedziane wdrożenie Jalapeño, które zostanie wyprodukowane przez TSMC.

    Czytaj również: DRAM-atu ciąg dalszy. Chińczycy mieli uratować rynek pamięci, a obecnie sytuacja wydaje się niepewna

    Co to oznacza dla nas? Niestety, rosnąca potrzeba firm zajmujących się AI w zakresie sprzętu może nie skończyć się tylko na DRAM-ie. Kolejnym krokiem może być wykorzystanie mocy przerobowych producentów chipów, co mogłoby wywołać podobne skutki jak w przypadku pamięci, prowadząc do znacznego wzrostu cen. Już teraz możemy zauważyć sygnały nadchodzących podwyżek, co niepokoi zarówno konsumentów, jak i przedstawicieli branży. Jeżeli rynek AI wprowadzi wyższe ceny również na chipy, w ciągu kilku lat moglibyśmy doświadczyć zdrożenia wszelkich urządzeń, od tańszych smartfonów po komputery i ich komponenty. Biorąc pod uwagę, że rozwój modeli odbywa się w tempie wykładniczym, sytuacja może ulec znaczącej zmianie.

  • Wyprzedaż ciężkiego sprzętu Parkside. Lidl kokietuje majsterkowiczów

    Wyprzedaż ciężkiego sprzętu Parkside. Lidl kokietuje majsterkowiczów

    Lidl zainaugurował w swoim internetowym sklepie wyprzedaż kilku eletronarzędzi, które doskonale sprawdzą się w bardziej wymagających zadaniach warsztatowych. Jeżeli brakuje Ci tokarki, spawarki czy mieszadła, produkty marki Parkside mogą przykuć Twoją uwagę.


    Parkside to nie tylko wkrętarki, piły oraz różnorodne akcesoria dla majsterkowiczów. W najnowszej ofercie Lidl znajdziesz również sprzęt przeznaczony do znacznie cięższych zadań. Wśród promocji można znaleźć m.in. spawarkę, wiertarkę stołową, tokarkę, przecinarkę do metalu oraz mieszadło do zapraw. Jeśli potrzebujesz bardziej zaawansowanego sprzętu, warto zapoznać się z ofertą dostępną w internetowym sklepie Lidl.pl.

    Lidl wyprzedaje mocniejszy sprzęt

    Na początek oferujemy mieszadło do farb i zapraw Parkside PFMR 1600 F6 w cenie 209 zł. Jak sugeruje sama nazwa, urządzenie to zostało zaprojektowane do mieszania zarówno płynnych, jak i sproszkowanych materiałów budowlanych. Silnik o mocy 1600 W umożliwia łatwe radzenie sobie z cięższymi mieszankami oraz większymi ilościami materiału.

    Ciekawą propozycją jest inwerterowa spawarka Parkside PIFDS 120 B2 za 349 zł. To kompaktowe urządzenie wykorzystuje spawanie drutem rdzeniowym, dzięki czemu nie wymaga stosowania gazu osłonowego. Zakres prądu spawania wynosi od 20 do 120 A, a sprzęt nadaje się do materiałów o grubości od 0,8 do 3 mm.

    Za jedyne 59,99 zł można zakupić dalmierz laserowy Parkside. Umożliwia on precyzyjne mierzenie odległości, powierzchni oraz objętości, a także dodawanie i odejmowanie wyników pomiarów. To kompaktowe urządzenie może okazać się znacznie bardziej praktyczne niż tradycyjna miarka podczas remontów czy pracy w warsztacie.

    Czytaj dalej poniżej


    Castorama rozpieszcza majsterkowiczów. Mac Allister, Bosch i Erbauer w promocji

    W promocji dostępna jest również przecinarka do metalu Parkside PMTS 180 B2, która kosztuje 189 zł zamiast 259 zł. Urządzenie to dysponuje silnikiem o mocy 1280 W i zostało zaprojektowane do cięcia stali, metali nieżelaznych oraz różnych profili. Wyposażone jest w szybkomocujące urządzenie do stabilnego mocowania materiału oraz regulację kąta cięcia.

    Jeszcze bardziej profesjonalnym sprzętem jest wiertarka stołowa Parkside PTBM 400 D1, której cena spadła z 479 zł do 379 zł. Model ten został stworzony do precyzyjnego wiercenia w drewnie, metalu oraz tworzywach sztucznych. Oferuje pięć regulowanych prędkości wiercenia, regulację głębokości oraz regulowany i uchylny stół wiertarski.

    Za 499 zł zamiast 609 zł Lidl oferuje tokarkę Parkside PDM 600 C3, która jest idealna dla osób chcących samodzielnie obrabiać drewniane elementy. Tokarka obsługuje przedmioty o długości do 60 cm i średnicy do 25 cm, a jej silnik ma moc 550 W w trybie S1 oraz 600 W w trybie S6.

    Na koniec prezentujemy ceramiczny grzejnik Parkside PKH 5000 A1 w cenie 309 zł zamiast 339 zł. Posiada on dwa poziomy grzania: 3000 i 5000 W, termostat oraz zabezpieczenie przed przegrzaniem. Może też być używany jako wentylator.

  • Huawei Watch GT 7 Pro

    Huawei Watch GT 7 Pro

    Seria GT to flagowe smartwatche Huawei, skierowane do użytkowników, którzy oczekują od swojego zewnętrznego urządzenia naprawdę sporo. Kolejne generacje może nie rewolucjonizowały technologii, ale niezmiennie zaskakiwały wyjątkowym czasem pracy na baterii oraz doskonałym wykonaniem. Strategia ta przynosi rezultaty od lat – Huawei jest obecnie w Polsce liderem w tej kategorii.

    Jak można się spodziewać, tegoroczny model GT 7 Pro w kwestii baterii i wykonania nie odbiega od normy. Co jednak zmieniło się w porównaniu do wersji 6 i czy warto przejść na nowy model? Kto szczególnie powinien zwrócić uwagę na Watch GT?

    Design i wykonanie

    W zestawie znajduje się zegarek, magnetyczny krążek ładujący z zamocowanym kablem oraz dokumentacja. Przewód kończy się wtykiem USB-A, co w 2026 roku wydaje się już nieco przestarzałe. Zasilacza oczywiście brak.

    Koperta zegarka o wymiarach 45,6 x 45,6 x 11,25 mm została wykonana ze stopu tytanu klasy lotniczej. Bez paska waży jedynie 55,5 grama. Ekran pokryto szkłem szafirowym, natomiast pierścień otaczający oraz spód koperty stworzono z nanokrystalicznej ceramiki (przyjemnej w dotyku i hipoalergicznej). Po prawej stronie znajduje się obrotowa koronka oraz dodatkowy przycisk, a po lewej ulokowany jest mikrofon. Wykonanie i spasowanie elementów nie budzą zastrzeżeń – brak wyraźnych krawędzi i nierównych szczelin. Koronka stawia wyczuwalny opór przy obracaniu i przyjemnie klika podczas wciskania.

    W porównaniu z poprzednią generacją zmiany w designie są kosmetyczne. Z tarczy zniknęły kolorowe pierścienie, jednak kolorystyczne akcenty pozostały na obramowaniu i pasku. W rezultacie smartwatch zyskał bardziej stonowany wygląd, co ułatwia dobranie pasującej cyfrowej tarczy.

    Nowością tej generacji jest pasek EasyCross z klasyczną klamrą. Wolny koniec wsuwamy pod spód, eliminując szlufki, a końcówka nie odstaje podczas ruchu. Rozwiązanie sprawdza się dobrze, aczkolwiek można łatwo zapiąć zegarek za ciasno. Po odpowiednim dopasowaniu pasek przylega płasko do skóry, stabilnie utrzymując zegarek oraz zapewniając dobry kontakt czujników z nadgarstkiem.

    Fluoroelastomer, z którego wykonano pasek, jest odporny na pot i szybko schnie, co czyni go idealnym podczas prysznica i na basenie. Niemniej jednak, podczas całodobowego noszenia, jego przewiewność może być niewystarczająca. Do snu lepszy może być pasek nylonowy. Zegarek korzysta z klasycznego mocowania na teleskopach, umożliwiając zastosowanie pasków o szerokości 22 mm, co ułatwia ich szybką i prostą wymianę.

    Warto również zaznaczyć, że zegarek posiada certyfikat EN13319, co umożliwia zanurzenie na głębokość do 40 metrów, jednak nie weryfikowałem tego podczas testów.

    Wersja Pro występuje wyłącznie w rozmiarze 46 mm, co może być zbyt duże na szczuplejszym nadgarstku. Alternatywą jest tańszy Watch GT 7 w rozmiarze 41 mm, ale wybierając go, rezygnujemy z funkcji EKG, głębokościomierza oraz certyfikatu nurkowego.

    Wyświetlacz i bateria

    W zegarku zastosowano ekran AMOLED o średnicy 1,47 cala i rozdzielczości 466 x 466 pikseli. Deklarowana maksymalna jasność wynosi 3000 nitów.

    Ekran jest z pewnością mocnym punktem tego urządzenia, co szczególnie doceniamy na zewnątrz. Nawet w pełnym słońcu możemy swobodnie odczytywać informacje bez mrużenia oczu i chronienia tarczy dłonią.

    Producent obiecuje 21 dni pracy przy oszczędnym użytkowaniu, 12 dni przy typowym oraz 7 dni z włączonym trybem Always-On Display. W praktyce, przy aktywnym AOD i wszystkich pomiarach, zegarek działa około 10 dni, a po wyłączeniu tej funkcji czas pracy sięga nawet dwóch tygodni. Przy codziennym użytkowaniu poziom naładowania spada o około 10-15 procent na dobę.

    Pełne ładowanie zajmuje około półtorej godziny. Magnetyczny krążek nie ma styków, co pozwala po prostu położyć zegarek na nim bez konieczności ustawiania go w określony sposób.

    Możliwości i aplikacja

    Huawei Watch GT 7 Pro jest zaawansowanym urządzeniem, wyposażonym w liczne czujniki. TruSense umożliwia wykonywanie EKG oraz pomiar tętna metodą optyczną, saturacji i temperatury skóry. Zegarek ma również głębokościomierz, barometr, wysokościomierz, żyroskop oraz kompas. Dodatkowo, obsługuje dwuzakresowy odbiornik nawigacji satelitarnej, działający w systemach GPS, GLONASS, BeiDou, Galileo i QZSS. Posiada również 64 GB pamięci na muzykę i mapy.

    Pomiar tętna wypada dobrze, nie różniąc się znacząco od wyników uzyskiwanych za pomocą pasa piersiowego, co w tej klasie sprzętu wciąż nie jest powszechne.

    Zegarek szybko ustala pozycję i precyzyjnie rejestruje trasę na otwartym terenie. Huawei twierdzi, że dokładność pomiaru poprawiła się o 20 proc. w porównaniu do poprzednika, dzięki nowym antenom oraz algorytmowi AI-XDR, który szacuje przebieg trasy na podstawie danych z żyroskopu i akcelerometru w przypadku chwilowej utraty sygnału.

    Analiza snu jest szczegółowa, a wyniki przedstawione w czytelnej formie. Niemniej jednak, do ich dokładności zalecałbym podchodzić z ostrożnością. Zegarek prezentuje wykresy faz snu, oddechu oraz zmienności tętna.

    GT 7 Pro (jak każdy smartwatch Huawei) najlepiej współpracuje z systemem Android, oferując pełną integrację z powiadomieniami oraz możliwości odpowiadania na wiadomości i wiele innych. Użytkownicy iPhone’ów muszą liczyć się z pewnymi ograniczeniami, ale nie są one na tyle uciążliwe. Zegarek doskonale sprawdza się jako monitor treningów oraz stanu zdrowia, integrując te dane z aplikacją Apple Health. Płatności Curve Pay również działają niezależnie od używanego smartfona.

    Pod względem płynności HarmonyOS 6.1 ciężko mieć jakiekolwiek zastrzeżenia. Całość działa responsywnie i sprawnie. Jednak brakuje niektórych popularnych aplikacji, takich jak Spotify czy Google Maps, co wciąż jest wyzwaniem dla Huawei w kontekście ograniczeń narzuconych kilka lat temu.

    Dla kogo?

    Huawei Watch GT 7 Pro wyróżnia się tymi samymi zaletami co wcześniejsze modele tej serii. Tytan, szafir i ceramika to materiały najwyższej klasy, a ekran jest doskonale czytelny nawet pod słońcem. To wszystko w komplecie z długim czasem pracy na baterii, skutecznym EKG, głębokościomierzem oraz rozbudowanymi trybami sportowymi.

    Oczywiście, nie wszystko jest tutaj idealne. Zmiany względem poprzednika są na tyle subtelne, że ekran, koperta i bateria pozostały bez zmian, a różnice ograniczają się jedynie do czujników oraz funkcji sportowych. Pasek nie jest zbyt wygodny przy całodobowym noszeniu, a dostępny jest tylko jeden rozmiar.

    Jeśli korzystasz ze smartfona z systemem Android, uprawiasz bieganie, jazdę na rowerze lub narciarstwo i masz dość codziennego ładowania smartwatcha, Huawei Watch GT 7 Pro może być znakomitym wyborem. Natomiast jeśli posiadasz poprzednią generację, nie ma większego powodu do wymiany, chyba że potrzebujesz funkcji nurkowych lub EKG.

    Huawei Watch GT 7 Pro



    plusy

    • Świetne wykonanie i materiały najwyższej klasy
    • Ekran dobrze widoczny nawet w słońcu
    • Solidne EKG
    • Mnóstwo trybów sportowych
    • Długi czas pracy na baterii


    minusy

    • Mało nowości względem szóstki
    • Pasek mógłby być bardziej komfortowy

    Urządzenie do recenzji dostarczył producent. Firma nie miała wglądu ani wpływu na treść artykułu przed publikacją.

  • Darmowy prezent od Apple. Wystarczy kupić nowego iPhone’a

    Darmowy prezent od Apple. Wystarczy kupić nowego iPhone’a

    Nowe iPhone’y będą miały jeszcze jeden bonus – Apple zaoferuje trzy miesiące pakietu Apple One całkowicie za darmo.

    Wczoraj Apple zaprezentowało nowe urządzenia, w tym długo oczekiwanego iPhone’a Duo, ale to nie wszystko, co przygotowano dla klientów. Osoby decydujące się na zakup nowego smartfona z logo nadgryzionego jabłka, otrzymają w prezencie trzy miesiące dostępu do pakietu usług Apple. Użytkownicy będą mieli możliwość przetestowania takich usług jak Apple TV, Apple Arcade czy Apple Music, bez żadnych dodatkowych opłat.

    Apple One za darmo przez trzy miesiące – 4 usługi w jednym pakiecie

    Apple rzadko oferuje coś za darmo; jednak w odróżnieniu od wielu poważnych konkurentów w segmencie streamingowym, wciąż daje możliwość skorzystania z bezpłatnych okresów próbnych. Te są dostępne dla nowych użytkowników oraz osób, które nabyły sprzęt w wyższej kategorii, jak iPhone czy iPad. Dotychczas każde z usług (Apple TV, Apple Music, Apple Arcade, Apple Fitness+) miało osobny, bezpłatny okres próbny. Teraz Apple postanowiło udostępnić przez trzy miesiące cały pakiet Apple One, który zawiera również 50 GB przestrzeni na iCloud (oferta indywidualna).

    Zgodnie z informacjami portalu 9to5Mac, promocja dotyczy zakupów iPhone’a 18 Pro, iPhone’a Pro Max oraz iPhone’a Duo. Obecnie nowi użytkownicy mogą skorzystać z jednego miesiąca Apple One za darmo.

    Indywidualny koszt pakietu wynosi 42,99 zł miesięcznie, co sprawia, że bonus od Apple jest wart niespełna 130 zł. To nie jest kwota, która znacznie obciążyłaby portfel, ale trzy miesiące darmowych usług powinny wystarczyć, aby przekonać się o ich wartości i zawartości. Przypomnijmy, że ceny nowych iPhone’ów zaczynają się od 6299 zł za podstawowy wariant iPhone’a 18 Pro, a pierwszy składany model od Apple wyceniono na 9999 zł. Więcej szczegółów na temat premier znajdziecie w naszym podsumowaniu konferencji.

    Czytaj dalej poniżej

    Nowa generacja AirPods już jest. Znamy ceny
  • Action kusi majsterkowiczów. Ten zestaw warto mieć

    Action kusi majsterkowiczów. Ten zestaw warto mieć

    W ramach tygodniowej promocji w sklepach Action majsterkowicze mogą skorzystać z wyjątkowego zestawu narzędzi. Taka okazja nie powinna umknąć żadnemu entuzjaście DIY.

    Podstawowy zestaw narzędzi to element, który powinien znajdować się w każdym domu, niezależnie od poziomu zaawansowania w majsterkowaniu. Śrubokręt, młotek, kombinerki, a także zapas najpopularniejszych śrub, wkrętów i gwoździ, okazują się niezwykle przydatne podczas drobnych napraw, montażu mebli, wieszania półek czy usuwania nagłych usterek. Nie ma potrzeby od razu kompletować profesjonalnego warsztatu – w wielu sytuacjach wystarczy kilka podstawowych akcesoriów, które pozwolą zaoszczędzić czas i pieniędzy, unikając każdorazowego wzywania fachowca.

    Rośnie popularność narzędzi marki Parkside, co świadczy o tym, że coraz więcej osób pragnie posiadać niedrogie wyposażenie, które umożliwia samodzielne wykonanie podstawowych prac w domu, garażu czy ogrodzie. Niemniej jednak, Parkside nie jest jedyną marką wartą rozważenia podczas kompletowania takiego zestawu – sieć sklepów Action proponuje również interesującą ofertę dla domowych majsterkowiczów. Regularnie w ich ofercie pojawiają się niedrogie narzędzia i akcesoria, z części z nich można obecnie nabyć w szczególnie atrakcyjnych cenach.

    Action poleca się majsterkowiczom: Promocje na narzędzia (i nie tylko)

    W ramach Promo Tygodnia w Action zaprezentowano fantastyczny zestaw, który z pewnością zadowoli każdego majsterkowicza – zarówno amatora, jak i profesjonalistę. Zestaw narzędzi Werckmann w cenie 99,90 zł, składający się z 72 elementów, to praktyczne rozwiązanie dla tych, którzy chcą mieć podstawowe wyposażenie do napraw, montażu i majsterkowania pod ręką. Zestaw ten sprawdzi się zarówno w drobnych pracach domowych, jak i w bardziej wymagających zadaniach w garażu czy na warsztacie. Wszystkie elementy są umieszczone w solidnej, zamykanej walizce, co pozwala na łatwe utrzymanie porządku oraz szybkie zlokalizowanie potrzebnych narzędzi.

    W skład zestawu wchodzą między innymi: młotek, poziomica, miarka, piła do metalu, nóż tapicerski z wymiennym ostrzem, zestaw kluczy imbusowych, klucze płasko-oczkowe, różnorodne śrubokręty, szczypce uniwersalne, szczypce wydłużone, szczypce nastawne, obcinaczki, zestaw nasadek oraz komplet bitów do wkręcania. Zestaw ten doskonale nadaje się do skręcania mebli, dokręcania śrub, wieszania półek, prostych prac instalacyjnych, cięcia niewielkich elementów oraz realizacji bieżących napraw. Poręczna walizka z uchwytem ułatwia transport oraz przechowywanie całego zestawu, umożliwiając zgromadzenie najczęściej wymaganych narzędzi w jednym miejscu, zamiast kupować i przechowywać każde z nich osobno.

    Czytaj dalej poniżej

    Lidl wyprzedaje akumulatory Parkside. 30% taniej na wszystkie warianty

    Każdy majsterkowicz powinien również zadbać o odpowiedni strój i bezpieczeństwo. Action oferuje promocję na kurtkę softshell Werckmann w rozmiarach M-XXL za 59,99 zł. Kurtka ta jest wyposażona w kilka zamykanych na suwak kieszeni i zapewnia ochronę przed wiatrem oraz deszczem. Tańszą opcją są także spodnie robocze Werckmann dostępne w rozmiarach M-XXL za 39,99 zł, które posiadają wiele kieszeni z przodu, z tyłu i na nogach, gdzie można wygodnie przechowywać małe narzędzia, takie jak śrubokręt czy miarka. Uzupełnieniem zestawu będą rękawice robocze Werckmann za 3,49 zł, wykonane z lateksu, oferujące doskonałą przyczepność, idealne do wszelkich prac w domu i na podwórku.

    Promocja Tygodnia w Action trwa do najbliższego wtorku, 15 września.

  • Masz Samsunga? Musisz zareagować w ciągu kilku dni

    Masz Samsunga? Musisz zareagować w ciągu kilku dni

    To coś, czego nie warto ignorować. Bo skutki mogą być opłakane.

    Właściciele urządzeń Samsung powinni zwrócić szczególną uwagę na wszelkie powiadomienia o aktualizacjach, które pojawią się w najbliższych dniach. Producent przygotował wrześniowy pakiet bezpieczeństwa, który eliminuje aż 90 (!) luk wykrytych w systemie Android oraz autorskim oprogramowaniu Galaxy – One UI. Część z tych luk została uznana za krytyczne, dlatego nie warto odkładać instalacji na później – najlepiej przeprowadzić ją jak najszybciej.

    Samsung przygotował dużą aktualizację bezpieczeństwa

    Wrześniowa aktualizacja zabezpieczeń obejmie szeroką gamę urządzeń koreańskiego producenta. Nowy pakiet trafi między innymi na kompatybilne smartfony, tablety oraz smartwatche Galaxy. Jak to zazwyczaj bywa w przypadku aktualizacji Samsunga, dystrybucja będzie odbywać się falami. W pierwszej kolejności użytkownicy z Korei Południowej otrzymają nową wersję, a następnie cała reszta.

    W sumie poprawiono 90 problemów związanych z bezpieczeństwem. Z tego aż 58 poprawek przygotowało Google w ramach aktualizacji Androida, z czego 18 luk otrzymało status krytycznych. Samsung dodał 31 kolejnych poprawek dotyczących własnego oprogramowania, z czego dwie zostały sklasyfikowane jako krytyczne, a trzy jako wysokoprrioritetowe. Dodatkowa poprawka o wysokim znaczeniu dotyczy jednego z układów firmy Samsung Semiconductor.

    To wyraźnie pokazuje, że mamy do czynienia z poważną aktualizacją. Jej głównym celem jest zwiększenie bezpieczeństwa urządzenia.

    Czytaj dalej poniżej


    Ukryte menu w Galerii Samsunga odblokowuje przydatne funkcje. Warto je znać


    Dlaczego warto zainstalować ją jak najszybciej?

    Luki bezpieczeństwa to nie tylko problem producentów. Jeśli padną ofiarą cyberprzestępców, mogą potencjalnie umożliwić dostęp do danych przechowywanych na urządzeniu. Nasze smartfony zawierają dziś ogromną ilość prywatnych informacji: od zdjęć, przez wiadomości, dokumenty, dane logowania, aż po aplikacje bankowe. Regularne aktualizacje zabezpieczeń są jednym z podstawowych sposobów na ograniczenie ryzyka. Co ciekawe, Samsung zaznacza, że 40 problemów zgłoszonych przez Google nie dotyczyło urządzeń Galaxy. Producent nie stosuje więc wszystkich poprawek automatycznie, lecz analizuje je pod kątem swojego sprzętu i oprogramowania.

    Aktualizacja nie pojawi się u wszystkich jednocześnie

    Nie ma powodu do niepokoju, jeśli wrześniowy pakiet nie jest jeszcze dostępny na Twoim smartfonie. Samsung zazwyczaj rozpoczyna dystrybucję od wybranych modeli oraz krajów, a następnie stopniowo rozszerza ją na kolejne urządzenia. Warto jednak samodzielnie sprawdzić dostępność aktualizacji. W tym celu należy przejść do Ustawień, a następnie do sekcji Aktualizacja oprogramowania, i kliknąć Pobierz i zainstaluj.

    Jeśli pakiet jest już dostępny, najlepiej przeprowadzić instalację jak najszybciej. Telefon może wymagać ponownego uruchomienia, dlatego dobrze jest zrealizować aktualizację w dogodnym momencie.



    Nie warto ignorować komunikatu

    Wrześniowa aktualizacja Samsunga to kolejne przypomnienie, że bezpieczeństwo smartfona zależy od regularnego instalowania poprawek. Nawet jeśli telefon działa bez zarzutu i nie oferuje nowych funkcji, aktualizacja może eliminować problemy, których użytkownik nigdy nie zauważy. Jeśli posiadasz urządzenie z rodziny Galaxy, sprawdź dostępność wrześniowego pakietu już teraz. Kilka minut poświęconych na aktualizację to niewielka cena za lepszą ochronę danych i urządzenia.

  • Waze nagle gubi nawigację w Android Auto. Duży problem dla kierowców

    Waze nagle gubi nawigację w Android Auto. Duży problem dla kierowców

    Jeżeli korzystasz z Waze na Android Auto, możesz zauważyć, że niektóre informacje znikają z ekranu. Użytkownicy zgłaszają problemy z aplikacją, a Google dąży do rozwiązania tej kwestii.

    Przykładowa sytuacja: rano wyruszasz w trasę, kawa w kubku jest nadal ciepła, a ekran Android Auto powinien prowadzić Cię prosto do celu. Korzystając z Waze, niespodziewanie staniesz w obliczu problemu — kluczowe informacje znikają, co uniemożliwia określenie, czy na następnym rondzie powinieneś skręcić w pierwszy zjazd, czy może na następnym skrzyżowaniu.

    Waze z problemami. Użytkownicy zgłaszają znikające informacje

    Od pewnego czasu użytkownicy Waze korzystający z Android Auto borykają się z istotnym problemem. Kluczowe dane, takie jak następny zjazd, szacowany czas przybycia oraz pozostały dystans, znikają z wyświetlacza nawigacji. Dla kierowców, niewielkie niedogodności są nieprzyjemnością, ale poważniejsze braki mogą zmusić do improwizacji, co zdecydowanie stwarza zagrożenie na drodze — kierowca, który odwraca wzrok od drogi w celu zasięgnięcia informacji, to nieuważny kierowca.

    Na forum wsparcia Google pojawiło się wiele zgłoszeń dotyczących tego problemu. Początkowo dotyczył on głównie trybu pełnoekranowego, w miarę upływu czasu użytkownicy zaczęli jednak informować o tym również w kontekście widoku dzielonego, gdy Waze jest uruchomione obok innej aplikacji.

    Na chwilę obecną nie jest jasne, co jest przyczyną błędu. Google potwierdziło na forum, że problem jest badany, a firma nawiązała kontakt z niektórymi użytkownikami, aby poszukać rozwiązania. Niestety, jednoznaczna przyczyna ani trwała poprawka jeszcze nie zostały ustanowione. Co interesujące, problem nie ogranicza się do jednej wersji Waze — zgłoszenia dotyczą zarówno wersji 5.22, jak i 5.23. Wydaje się, że wspólnym mianownikiem jest Android Auto 17.5, chociaż brak jest dowodów na to, że to właśnie ta aktualizacja jest źródłem usterki.

    Czytaj dalej poniżej

    To dlatego Google instaluje bez pytania nową aplikację na każdym Androidzie

    Użytkownicy odkryli tymczasowy sposób obejścia problemu. Brakujące informacje czasami wracają, gdy w aplikacji pojawia się alert Waze, jak na przykład ostrzeżenie o zdarzeniu drogowym. Jest to jednak bardziej ciekawostka niż skuteczne rozwiązanie — zmuszanie systemu do wyświetlenia danych poprzez wywołanie alertu nie jest optymalnym sposobem na codzienne dojazdy do pracy.