Kategoria: Wiadomości

  • Podsumowanie konferencji Apple. Najważniejsze informacje

    Podsumowanie konferencji Apple. Najważniejsze informacje

    Wrześniowa konferencja Apple, podczas której gigant ogłasza nowe smartfony, to prawdopodobnie najważniejsze wydarzenie w kalendarzu firmy… można wręcz powiedzieć, że w skali całej branży technologicznej. Czym Apple zaskoczyło nas tym razem?

    Jak zawsze, liczba napływających plotek i przecieków osłabiła element niespodzianki dla giganta z Cupertino. Niemniej jednak, nadchodzące tygodnie przyniosą co najmniej kilka interesujących premier, obok których żaden miłośnik technologii nie przejdzie obojętnie!

    Nowe iPhone’y – podsumowanie konferencji Apple

    • iPhone 18 Pro / iPhone 18 Pro Max – Po ubiegłorocznych, niezwykle udanych modelach, Apple ma przed sobą wyjątkowo trudne zadanie związane z nową serią Pro. Nikogo nie zdziwi, że firma chwali się nowymi funkcjami Apple Intelligence (w tym bardziej zaawansowaną Siri) – jednak pozostaje pytanie, czy trafią one do Polski? Tego jeszcze nie wiadomo. Nie powinno nikogo dziwić, że jak co roku otrzymujemy jeszcze lepszy, szybszy i bardziej energooszczędny układ Apple Bionic A20 Pro wykonany w technologii 2nm, który poradzi sobie z najbardziej zaawansowanymi zadaniami, które mu zlecimy. Zmniejszone Dynamic Island będzie teraz w stanie wyświetlić nawet trzy powiadomienia jednocześnie. Zgodnie z przeciekami, aparaty fotograficzne doczekają się serii usprawnień, w tym zmiennej przysłony. Potwierdzone zostały również tegoroczne doniesienia dotyczące kolorów – smartfony będą dostępne w czerni, srebrze, błękicie oraz bordo.
    • iPhone Duo – Na pierwszego składanego smartfona od Apple czekaliśmy od wielu lat i w końcu jest! Przecieki do tej pory nie potwierdziły się w związku z nazwą – nowy model nosi nazwę iPhone Duo. Jest to składak typu „fold”, a co ciekawe: niezależnie od tego, czy jest zamknięty czy otwarty, ekrany mają to samo proporcje. Sercem urządzenia będzie układ Apple Bionic A20 Pro, identyczny jak w modelu 18 Pro. Smartfon ma czytnik linii papilarnych umieszczony w przycisku na ramce, a także kamerkę do selfie, która jest ukryta pod ekranem po otwarciu. Urządzenie będzie również wspierać Apple Pencil (ładowany przez USB-C). Cena startowa wynosi 9999 złotych, a smartfon trafi do sklepów 23 października.
    • Apple Watch Series 12 i Apple Watch Ultra 4 – Zegarki również będą miały swoje odświeżenie. Będą działały na jeszcze szybszym układzie S11 i zyskają nowe funkcje związane z Audio Intelligence. Przygotowano również nowe warianty kolorystyczne oraz nowe tarcze i akcesoria. Na pierwszy rzut oka nie zmienia się wiele – prawdopodobnie więcej, lepiej, szybciej z delikatnymi usprawnieniami, ale raczej nie takimi, które skłoniłyby użytkowników do przesiadki z zeszłorocznych modeli.
    • AirPods 5 – Nowe AirPods są jeszcze lepsze, bardziej zaawansowane i oferują wyższą jakość dźwięku niż poprzednie wersje. Oferują jeszcze lepsze ANC oraz odporność na kurz i pot – wszystko w tej samej cenie. Aby jednak nie było zbyt łatwo, dostępny jest również wariant premium, z kontrolkami na pałąku, dłuższym czasem pracy na jednym ładowaniu oraz bezprzewodowym ładowaniem.
  • Składany iPhone Duo oficjalnie. Apple w końcu to zrobiło

    Składany iPhone Duo oficjalnie. Apple w końcu to zrobiło

    Na konferencji Apple zaprezentowało najbardziej wyczekiwany model iPhone’a od lat.

    Choć od dłuższego czasu krążyły słuchy o nadchodzącym składanym smartfonie od Apple, emocje związane z konferencją były ogromne. Wreszcie nadszedł czas, aby pożegnać się z domysłami i plotkami – oficjalnie witamy pierwszy składany iPhone w historii. Czego dowiadujemy się o iPhone Duo?

    Nowy iPhone Duo w pełnej okazałości. Jest piękny i drogi

    W wielu spekulacjach dotyczących nazwy nowego, składanego iPhone’a uważano, że jego nazwa będzie zawierać dopisek Ultra. Jednak tuż przed prezentacją pojawiły się bardziej wiarygodne informacje, sugerujące, że Apple zdecydowało się na bardziej dosłowne podejście – iPhone Duo, co nawiązuje do dwóch ekranów. Prosto i oczywiście? Zdecydowanie tak, a to nie koniec zalet. Warto docenić, że uniknęliśmy kolejnego ultra-smartfona na rynku – nawet jeśli cena od Apple rzeczywiście jest… ultra wysoka.

    Przechodząc do konkretów, po licznych spekulacjach, podczas wydarzenia firma zdecydowała się wreszcie zaprezentować swoją wizję telefonu z rozkładanym ekranem – to zdecydowanie największy panel w historii iPhone’a. Jak mogliśmy się spodziewać, telefon wyraźnie nawiązuje do stylistyki producenta. Co konkretnie oferuje składany iPhone?

    Konstrukcja i ekran – „wielkości paszportu”:

    • Ekran wewnętrzny: 7,6 cala (50% większy od iPhone 18 Pro Max)
    • Ekran zewnętrzny: 5,4 cala (90% ekranu iPhone 18 Pro) – stosunek 1 x 1,14
    • Obsługa Apple Pencil (wkrótce – przypominam, że Steve Jobs wyśmiewał korzystanie ze stylusa…)
    • TouchID z prawej strony do obsługi kciukiem
    • Ramka z tytanu klasy lotniczej
    • Specjalna konstrukcja zawiasów zapewniająca gładki ekran po rozłożeniu oraz komfortowe składanie
    • Bateria: do 31 godzin wyświetlania wideo na rozłożonym ekranie, ponad 40 godzin na zewnętrznym ekranie; 5 godzin oglądania wideo po 5 minutach ładowania
    • eSIM – brak obsługi tradycyjnych kart SIM
    • Dwa kolory: Star White i Night Sky

    Ekran iPhone Duo jest wyposażony w specjalną teksturę, która niweluje odblaski oraz zapewnia wyjątkowe wrażenia dotykowe. Dodatkowo, specjalna warstwa polimeru chroni ekran przed zarysowaniami.

    Wydajność i aparaty:

    Sercem smartfona iPhone Duo jest autorski układ A20 Pro od Apple i 12 GB pamięci RAM. Miłośników mobilnej fotografii z pewnością ucieszy zestaw aparatów, składający się z:

    • Aparat główny o rozdzielczości 48 megapikseli (zoom optyczny x2)
    • Aparat ultraszeroki o rozdzielczości 48 megapikseli z iPhone 18 Pro
    • Aparat selfie umieszczony pod ekranem – 12 megapikseli

    Warto zauważyć, że w składanym iPhone Duo nie znajdziemy dedykowanego teleobiektywu – musimy zadowolić się optycznym zoomem x2. Ogólnie rzecz biorąc, nie jest to najbardziej „fotograficzny” smartfon spośród zaprezentowanych przez Apple. To miano przypada zdecydowanie modelom 18 Pro i Pro Max, ponieważ w przypadku składanego iPhone Duo cienka konstrukcja ekranu wymusiła pewne kompromisy.

    Tyle kosztuje składany iPhone Duo

    Nadszedł czas na najważniejszy temat – cena. Dopisek Ultra w nazwie nie jest przypadkowy, gdyż mamy do czynienia z urządzeniem z wysokiej półki cenowej. Cena urządzenia w USA zaczyna się od 1999 USD za wersję z pamięcią 256 GB. Tymczasem w Polsce za iPhone Duo zapłacimy:

    • 256 GB – 9999 PLN
    • 512 GB – 10999 PLN
    • 1 TB – 12999 PLN
    • 2 TB – 15999 PLN

    Przedsprzedaż telefonu rozpoczyna się już 16 października, a sklepowa premiera przewidziana jest na 24 października w Polsce. Nikt nie spodziewał się, że będzie tanio, prawda? Ale przynajmniej możemy cieszyć się tym, na co tak długo czekaliśmy – składany smartfon od Apple stał się rzeczywistością.

    Jakie jest wasze podejście do tej nowej propozycji w ofercie Apple? Czy składany iPhone to must-have, czy może wolicie poczekać na kolejne wersje? Dla niektórych użytkowników pierwszy wariant urządzenia może być narażony na tzw. dziecięce błędy, podczas gdy inni nie wyobrażają sobie, by nie przetestować wizji składanego telefonu od tego producenta, szczególnie że jego debiut z logo nadgryzionego jabłka jest wydarzeniem historycznym. Oba te podejścia zdają się mieć swoje uzasadnienie.

  • Apple Watch Series 12 oraz Apple Watch Ultra 4: gigant zdradził nam już wszystko!

    Apple Watch Series 12 oraz Apple Watch Ultra 4: gigant zdradził nam już wszystko!

    Apple Watch Series 12 oraz Ultra 4 debiutują z nowymi funkcjami zdrowotnymi, szybszymi układami S11 oraz innowacjami w obszarze sztucznej inteligencji. Model Series 12 wraca z ceramiczną kopertą, podczas gdy Ultra 4 oferuje wydłużony czas pracy na jednym ładowaniu.

    Dzisiejsza konferencja dostarczyła wielu interesujących i potrzebnych premier. Series 12 zastępuje dobrze znany model “jedenastki”, natomiast Ultra 4 rozwija ofertę skierowaną do użytkowników poszukujących bardziej zaawansowanych możliwości. Największą nowością jest silniejsze połączenie sztucznej inteligencji z zegarkiem, co czyni go „codziennym towarzyszem dnia” oraz „skrybą”. Nowe funkcje mają pomóc w ocenie regeneracji organizmu oraz w zapamiętywaniu kluczowych informacji z rozmów.

    Czytaj również: iPhone 18 Pro i 18 Pro Max oficjalnie. Zmiany są większe, niż się wydaje.

    Zaprezentowano również system Health Sensing System, który zawiera zwiększoną powierzchnię elektrod, co przekłada się na lepszy kontakt ze skórą podczas pomiarów EKG. Dodatkowo, ulepszony układ sensorów ma pozwolić na przeprowadzanie pomiarów z większą dokładnością i częściej, bez zwiększonego zapotrzebowania na energię. Więcej szczegółów już za chwilę.

    Inteligencja audio podsumowuje rozmowy

    Nowa funkcja Siri Recap, będąca swego rodzaju podsumowaniem rozmów, wykorzystuje mikrofony Apple Watcha do zbierania kluczowych informacji z rozmów użytkownika. Nie jest to jednak zapis audio, ani przechowywanie rozmów w chmurze czy lokalnie. Siri Recap tworzy tytuł, streszczenie oraz najważniejsze punkty rozmowy. Apple podaje przykłady zastosowania, takie jak spotkanie biznesowe czy rozmowa rodzica z nauczycielem.

    Zamiast pełnych nagrań użytkownik otrzymuje przetworzone podsumowanie, bez możliwości odsłuchania dźwięku. Dzięki nowości, wiemy też więcej o kontroli użytkownika nad działaniem funkcji, którą można włączać i wyłączać z Centrum Sterowania, ustawiać harmonogram aktywności, na przykład widząc w pracy, ale nie w nocy.

    Czy zdarzyło się Wam przegapić istotne informacje podczas rozmowy i nie mieć odwagi dopytać? Funkcja Live Rewind pozwala na odzyskanie informacji bez wyjaśniania wstydu. Dwukrotne naciśnięcie korony zegarka pozwala cofnąć się o 15 sekund i otrzymać transkrypcję tego, co właśnie zostało powiedziane.

    Zdrowie i jeszcze raz zdrowie

    Nowa sekcja Readiness rozwija koncepcję Vitals, koncentrując się na regeneracji i gotowości organizmu do kolejnych wysiłków treningowych. Sekcja ta łączy dane dotyczące ostatniej aktywności, parametrów życiowych oraz snu, oferując użytkownikowi spójny obraz ogólnej kondycji. Nowością jest możliwość częstszego zbierania informacji o tętna, z nowym systemem pomiarowym, który wykonuje odczyt co pięć sekund, przez cały dzień oraz w ruchu. Apple zyskuje tym samym nowe możliwości w obszarze monitorowania zdrowia, konkurując z urządzeniami takimi jak Whoop i Oura.

    Apple zwraca również uwagę na HRV (zmienność tętna serca), który mówi wiele o stanie układu autonomicznego i jest skorelowany ze zmęczeniem oraz regeneracją organizmu. HRV będzie możliwe do próbkowania co pięć minut i zyska zastosowanie w sekcji Vitals. Apple chwali się, że nowy system Health Sensing zapewnia najdokładniejszy pomiar tętna wśród urządzeń noszonych.

    W aplikacji wprowadzone zmiany poprawiają prezentację danych o zdrowiu. Teraz użytkownicy mogą korzystać z centralnego hubu informacji o kondycji organizmu, z podziałem na sekcje, które wypełniają się poziomami zgodnie z danymi zbieranymi przez czujniki. Wygląda to interesująco i przekształca ekosystem zdrowotny Apple w potężne narzędzie.

    Dodatkowo, wprowadzono nowy układ serii S11 oraz nowoczesny system pomiarowy. S11 będzie wyposażony w szybszy procesor, GPU i jednostkę neuronalną, a także energooszczędny procesor, co umożliwi działanie nowych funkcji Inteligencji Audio.

    Ultra 4 pracuje dłużej, a w Series 12 powraca ceramika: cała na… biało?

    W Ultra 4 jedną z kluczowych zmian jest wydłużenie czasu pracy na jednym ładowaniu. Apple podaje, że zegarek oferuje ponad dwa dni standardowego użytkowania. Podczas rejestrowania treningu z pełnym GPS i pomiarem tętna czas pracy wynosi do 18 godzin, a nowy Max Extended Workout Mode wydłuża ten czas do 45 godzin.

    W modelu Series 12 powraca ceramiczna koperta, co może ucieszyć wielu użytkowników. Ceramika dostępna będzie w kolorach pearl white oraz night blue. Nowe zegarki zachowują wszystko, co znane z designu, a zmiana dotyczy głównie wykończenia, a nie widocznych na pierwszy rzut oka modyfikacji.

    Polskie ceny i dostępność nowych funkcji

    Apple Watch Series 12 będzie dostępny w cenie od 399 dolarów, natomiast Apple Watch Ultra 4 od 799 dolarów. Oba modele można zamawiać już dziś, a dostawy planowane są na 18 września.

    Funkcje Live Rewind i Siri Recap wymagają korzystania z Siri AI i będą dostępne w wersji beta jeszcze w tym roku, w pierwszej kolejności w języku angielskim. Polska prawdopodobnie znów znajduje się daleko w kolejce do ich wdrożenia.

  • Ekran Galaxy Z Fold 8 się zapada? Samsung: To normalne

    Ekran Galaxy Z Fold 8 się zapada? Samsung: To normalne

    Niektórzy posiadacze Samsunga Galaxy Z Fold 8 zaczęli zgłaszać niepokojący problem z ekranem swojego urządzenia. Samsung twierdzi, że to nie wada, lecz… normalna cecha.

    Pojawił się specyficzny problem zgłaszany przez użytkowników modeli Samsung Galaxy Z Fold 8 oraz Z Fold 8 Ultra. Użytkownicy zauważyli, że wewnętrzny ekran smartfona ma tendencję do zapadania się, szczególnie w okolicach rogów. Samsung podchodzi do sprawy na chłodno, twierdząc, że zjawisko to jest całkowicie normalne i nie należy go traktować jako defektu.

    Samsung Galaxy Z Fold 8 z rzekomymi problemami? Niekoniecznie

    Ostatnio na rynek trafiła nowa seria składanych telefonów od koreańskiego producenta. Modele z serii 8, w tym droższy wariant Ultra, obiegły już rynek. Pomimo że są to urządzenia z wysokiej półki cenowej, niektórzy użytkownicy zgłaszają niepokojące problemy z wewnętrznym ekranem. Użytkownicy donoszą, że ekran może się uginać podczas naciskania go w rogach, na przykład podczas czyszczenia. Ekran wydaje się zapadać do środka. Dla użytkowników wygląda to jak wada konstrukcyjna, jednak Samsung uspokaja, nazywając to „normalnym” zachowaniem urządzenia.

    Tłumaczenie producenta może wydać się sensowne. Rzekome zapadanie się ekranu w rogach to wynik zastosowania specjalnej struktury amortyzującej, mającej na celu pochłanianie siły uderzeń i redukcję naprężeń wewnętrznych komponentów matrycy. Tego rodzaju zabezpieczenie ma na celu ochronę ekranu przed zarysowaniami oraz pęknięciami, zwłaszcza podczas upadków. Choć wydaje się to rozsądne, doświadczenia użytkowników wskazują na pewne nieścisłości w komunikacji producenta.

    Samsung twierdzi jedno, a rzeczywistość pokazuje coś innego

    Stanowisko Samsunga w tej sprawie nie koliduje z doświadczeniami użytkowników. Po pierwsze, firma nigdy wcześniej nie komunikowała zastosowania takich zabezpieczeń, co jest istotne, biorąc pod uwagę efekt ich potencjalnego działania. A skoro zjawisko jest dostrzegalne gołym okiem, dla niektórych użytkowników może być całkowicie niepokojące. Co więcej, różni użytkownicy zgłaszają ten problem w różnym nasileniu. U niektórych ekran rzeczywiście wygina się do środka, podczas gdy inni nie zauważają takiego zjawiska. Jak zatem wygląda sytuacja? Czy jest to zabezpieczenie jako rezultat inżynieryjnego podejścia, czy też problem do czynienia z częścią egzemplarzy?

    Wielu użytkowników sugeruje, że wyginanie się ekranu jest efektem niewłaściwego standardu produkcji, który nie został utrzymany w każdym egzemplarzu. Tymczasem Samsung stara się uspokoić konsumentów, udzielając informacji w tradycyjny sposób, sugerując, że problem wcale nie istnieje i to jedynie „cecha” produktu, a nie jego wada. Zrozumienie niepokoju wśród nabywców jest jednak całkowicie uzasadnione, zwłaszcza w przypadku urządzenia o tak wysokiej cenie, jak model Ultra, który zbliża się do 10 tysięcy złotych. Klienci mają prawo oczekiwać, że otrzymają sprzęt idealnie dopasowany, wolny od podobnych problemów zaraz po wyjęciu z pudełka.

    Na koniec warto zauważyć, że to nie pierwszy raz, gdy Samsung napotyka kontrowersje związane z działaniem ekranów w serii Fold. Choć wiele problemów udało się rozwiązać, to historyczne trudności pierwszych modeli pozostaną w pamięci użytkowników na długo.

  • Sztuczna inteligencja „zagrożeniem dla istnienia ludzkości”. ONZ ostrzega

    Sztuczna inteligencja „zagrożeniem dla istnienia ludzkości”. ONZ ostrzega

    Volker Türk z ONZ wzywa państwa i firmy technologiczne do zwrócenia uwagi na ryzyka związane z zaawansowaną sztuczną inteligencją. Włamanie agentów OpenAI, które miało miejsce w lipcu, uznał za sygnał, że nasze zabezpieczenia oraz prawodawstwo nie nadążają za postępem w tej dziedzinie. W tym stwierdzeniu jest wiele prawdy, ale czy zagrożenie jest tak poważne, jak się wydaje? I czy można podjąć działania w celu jego zminimalizowania?

    Wysoki komisarz ONZ ds. praw człowieka przedstawił swoje stanowisko dwa dni temu w Genewie podczas wystąpienia przed Radą Praw Człowieka. Stwierdził, że podziela obawy przedstawicieli branży o tym, że zaawansowana sztuczna inteligencja może stać się zagrożeniem dla przetrwania ludzkości. Wezwał do wprowadzenia gwarancji bezpieczeństwa zanim będzie na to za późno, a także zapowiedział nacisk na firmy rozwijające takie systemy. Co jednak dokładnie ma na myśli mówiąc o „zagrożeniach egzystencjalnych”? Na to pytanie odpowiedziała rzecznik jego biura.

    Czara goryczy

    Rzeczniczka wskazała na lipcowy incydent z udziałem agentów OpenAI, gdzie kluczową rolę odgrywał wewnętrzny model badawczy, który nie został udostępniony publicznie i którego jak twierdi firma, nie można porównywać z GPT-6 Astrą. Podczas testów cyberbezpieczeństwa modele te zdołały ominąć ograniczenia dostępu do internetu, nawiązały komunikację przez niedozwolone kanały i włamały się do infrastruktury firmy Hugging Face, spodziewając się, że tam znajdą odpowiedzi, na które nie mogły liczyć w swoich testach. Agenci napędzani sztuczną inteligencją zyskali możliwość wykonania kodu na dziesiątkach serwerów oraz dostęp do niektórych prywatnych danych, a na jednym z serwerów zdobyli nawet najwyższe uprawnienia.

    OpenAI później ogłosiło, że testy były prowadzone w warunkach, gdzie dużą część zabezpieczeń wyłączono: modele nie miały możliwości odmowy wykonania zadania. Przyczyną całego skandalu było poszukiwanie przez agentów sposobów na obejście zasad oceny ich pracy podczas testów, aby poradzić sobie z zadaniami, które uznały za niemożliwe do wykonania. Skryta współpraca pozwalała im wymieniać się odkrytymi sposobami na pokonywanie zabezpieczeń, co dodawało sprawie dodatkowego dramatyzmu.

    Korporacja poinformowała, że incydent nie naruszył danych klientów oraz ogłosiła wzmocnienie środowisk testowych, ograniczenie dostępu do internetu dla modeli oraz rozwój monitorowania ich zachowania. W opinii komisarza, sugeruje to, że możliwości najbardziej zaawansowanych systemów rozwijają się szybciej niż środki kontroli: i tu ma rację. Prawo oraz zabezpieczenia nie nadążają za postępem, a przyszłość pozostaje niepewna. Ale czy to oznacza, że mamy do czynienia z realnym zagrożeniem dla wszystkich nas?

    Czytaj dalej poniżej

    ChatGPT kończy erę AI Slopu. Images 2.5 naprawia duży problem

    Kto ma władzę nad AI, ten ma moc nad światem

    Techniczne zagrożenia to jedno. Jednak Volker Türk zwrócił również uwagę na fakt, że ta potężna technologia (w kontekście modeli) jest własnością bardzo ograniczonego grona. Niemal nieograniczona kontrola nad sztuczną inteligencją znajduje się w rękach zaledwie kilku osób. Wskazał na potrzebę porozumienia między państwami, w których działają twórcy AI, oraz krajami uczestniczącymi w łańcuchach dostaw. Takie porozumienie mogłoby pomóc wyznaczyć granice, które nie mogą być przekraczane podczas rozwoju i wykorzystywania tej technologii. Co mogę o tym powiedzieć? Idea może być szlachetna, ale trudna do zrealizowania: nie ma gwarancji, że firmy w ogóle zastosują się do takich ustaleń. Brak na to odpowiednich środków.

    Zakładając, że kiedyś AI będzie napędzać wszystko i wszędzie, awarie potężnych systemów AI mogłyby zakłócić działanie infrastruktury krytycznej, a nawet instytucji. Istniałoby zagrożenie dla komunikacji. Jednak nic nie mówi to o bezpośrednich zagrożeniach dla naszej egzystencji. Nie przewiduję raczej scenariuszy w stylu: „Skynet zlikwiduje nas wszystkich”. Wiadomo jednak, że AI może nam mocno zaszkodzić: wszystko, co jest potężne i szybsze od nas, ma potencjał do wyrządzenia szkody.

    Komisarz odniósł się również do kwestii broni autonomicznej

    Jednym z wątków dotyczących AI oraz autonomii pojawił się w kontekście wojny w Ukrainie. Türk wyraził zaniepokojenie informacjami, według których Rosja mogła używać w pełni autonomicznych dronów do likwidacji celów na Ukrainie. Nie ma jednak niezależnego potwierdzenia tego przypadku.

    Czytaj również: Sztuczna inteligencja pisze do filozofów. Zasypuje naukowców mailami o „świadomości”

    Komisarz poparł wprowadzenie zakazu używania tego typu technologii. Biorąc pod uwagę jego całe stanowisko, ma sporo racji. Niemniej jednak, nie jestem w pełni przekonany co do wizji naszego cywilizacyjnego upadku z powodu rozwoju i zastosowania sztucznej inteligencji. Bardziej obawiałbym się tego, że ktoś wykorzysta taki model przeciwko nam, lub, w przyszłości, że taki model uzna, iż nie potrzebuje ludzkiej kontroli i sam będzie rządzić państwem lub nawet całym światem. I to jest scenariusz, który potrafię sobie wyobrazić.

  • Pijesz gorącą kawę? Badacze ostrzegają przed poważnymi konsekwencjami

    Pijesz gorącą kawę? Badacze ostrzegają przed poważnymi konsekwencjami

    Zanim wypijesz świeżo zalaną herbatę czy kawę, lepiej odczekaj kilka minut – zbyt wysoka temperatura może zwiększać ryzyko raka przełyku.


    W naszej kulturze picie gorących napojów przybiera wiele form: od towarzyskiej, przez nawykową, aż do ceremonialnej. Gorąca kawa czy herbata towarzyszą nam przez cały rok, w znacznych ilościach. Często nie zdajemy sobie jednak sprawy, że zbyt wysoka temperatura płynów może przyczyniać się do zwiększonego ryzyka zachorowania na raka przełyku. Eksperci zalecają, aby odczekać kilka minut po zalaniu kubka wrzątkiem.

    65°C – temperatura, która stanowi zagrożenie dla przełyku

    Wielu ziół, kawy czy herbaty nie powinno zalewać się wrzątkiem, lecz w praktyce rzadko kto mierzy temperaturę wody. W pośpiechu nierzadko spożywamy napoje osiągające 80–90 stopni Celsjusza. Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem, która jest częścią WHO, od 2016 roku uznaje napoje o temperaturze 65°C lub wyższej za „bardzo gorące”, co może znacząco zwiększać ryzyko zachorowania na nowotwór.


    W badaniu opublikowanym w „International Journal of Cancer” wzięło udział niemal milion osób. Uczestnicy, którzy pili napoje „bardzo gorące”, mieli trzykrotnie wyższe ryzyko zachorowania na raka płaskonabłonkowego przełyku w porównaniu do tych, którzy spożywali herbatę lub kawę w temperaturze „ciepłej”. Jak to wytłumaczyć?

    Bardzo gorące napoje mogą uszkadzać błonę śluzową przełyku w trakcie przechodzenia do żołądka. Długotrwałe spożywanie tego typu napojów wiąże się z ryzykiem wystąpienia raka płaskonabłonkowego przełyku – jest to stosunkowo rzadki nowotwór, który według Krajowego Rejestru Nowotworów w Polsce stanowi około 90% przypadków raka przełyku.

    Czytaj dalej poniżej

    Fizyk bada, dlaczego czas biegnie "do przodu". To, co mówi jest niesamowite

    Na ryzyko zachorowania wpływ mają także inne czynniki, jak palenie papierosów czy spożywanie alkoholu. Jednak trzykrotnie wyższe ryzyko zachorowania powinno być dostatecznym powodem do zwrócenia uwagi na temperaturę napojów. Przyjmuje się, że około 10 minut wystarcza, aby napój schłodził się do względnie bezpiecznego poziomu.

    Temperatura napoju a liczba kubków – wyniki badań

    Badacze oddzielili wpływ liczby spożywanych napojów od ich temperatury. Po uwzględnieniu tych czynników, sześć lub więcej porcji dziennie wiązało się z ryzykiem zachorowania na raka płaskonabłonkowego wyższym o 71 proc. Ani temperatura, ani częstotliwość spożywania napojów nie wykazały istotnego związku z gruczolakorakiem, który jest drugą główną odmianą raka przełyku. To sugeruje, że to ciepło, a nie sama kawa czy herbata, jest czynnikiem ryzyka.

    Na podstawie danych z Wielkiej Brytanii, gdzie ryzyko zachorowania w ciągu życia wynosi około 1 proc., autorzy badania szacują, że jeden do dwóch z dziesięciu przypadków można by potencjalnie uniknąć, rezygnując z picia bardzo gorących napojów. Warto mieć to na uwadze, gdy następnym razem będziemy w pośpiechu popijać śniadanie wrzącą herbatą.


    Warto także podkreślić, w jaki sposób zbierano dane. Temperatura napojów nie była mierzona – uczestnicy sami deklarowali, czy piją je „bardzo gorące”, „gorące” czy „ciepłe”. Prof. Muy-Teck Teh z Queen Mary University of London zwraca uwagę, że tolerancja na wysoką temperaturę może wynikać ze zmienionej wrażliwości błony śluzowej, co sugeruje, że jest to skutek, a nie przyczyna zmian. Wyniki należy więc traktować jako zależność, a nie jako dowód przyczynowości.

  • Kupiłeś auto elektryczne? Chiny mają złe wieści

    Kupiłeś auto elektryczne? Chiny mają złe wieści

    Auta elektryczne mogą napotykać poważne wyzwania. Z Chin napływają niepokojące informacje.

    Niestety, optymistyczne wieści o rynku używanych aut elektrycznych w Chinach są wciąż rzadkością. Z tamtejszych dealerów coraz częściej słyszy się o odmowach przyjęcia elektryków starszych niż 5 lat. Powód? Stale spadająca wartość używanych samochodów elektrycznych.

    Chiny nie chcą używanych aut elektrycznych

    Chiny są uznawane za poligon doświadczalny w dziedzinie elektromobilności. Kraj ten od lat lideruje pod względem liczby aut elektrycznych na drogach; obecnie zarejestrowanych jest tam ponad 44 miliony takich pojazdów. Niektóre z nich osiągnęły tzw. wiek emerytalny – ich właściciele, po latach użytkowania, decydują się na nowsze modele, a starsze trafiają na rynek wtórny. Zaskakujące jest jednak, że dealerzy coraz rzadziej decydują się na odkup aut elektrycznych. Według najnowszych informacji, aż 4 na 5 dealerów w Chinach odmawia przyjęcia aut elektrycznych (BEV) starszych niż 5 lat. Głównym powodem są obawy dotyczące stanu baterii oraz ryzyko poniesienia wysokich kosztów w przypadku konieczności jej wymiany. W kontekście kosztów, sytuacja dotycząca odsprzedaży używanych aut BEV również nie jest zachęcająca. Według China Automobile Dealers Association (CADA), 3-letni samochód elektryczny w Chinach obecnie wyceniany jest na około 45% pierwotnej ceny – w porównaniu do 55% jeszcze kilka lat temu.

    To zjawisko wynika z podejścia rynku wtórnego do wyceny aut, które uwzględnia m.in. przebieg, wiek, renomę marki i pozostałą długość gwarancji. Istotne jest również dokładne sprawdzenie kondycji baterii za pomocą specjalnych portów diagnostycznych. Na stan baterii wpływa nie tylko wiek czy liczba przejechanych kilometrów, ale także sposób użytkowania, w tym miejsce parkowania oraz sposób ładowania. Ostatecznie jednak, pięcioletni samochód elektryczny przekracza pewną psychologiczną barierę dla potencjalnego nabywcy. Zbliżający się koniec gwarancji (np. 8-letniej) oraz zmniejszający się margines bezpieczeństwa przy dużych kosztach potencjalnej wymiany sprawiają, że zakupu takiego pojazdu dokonuje się z dużą ostrożnością. Dealerzy w Chinach są tego świadomi, przez co coraz rzadziej decydują się na odkupywanie takich pojazdów.

    Ładowanie samochodu elektrycznego w domu to najtańsze rozwiązanie

    Jak prezentuje się rzeczywista degradacja baterii? Średnio rocznie odnotowuje się utratę pojemności na poziomie 2%, co oznacza, że po dziesięciu latach samochód wciąż powinien mieć większość zasięgu na fabrycznym ogniwie. Większe zużycie, wynoszące około 3% rocznie, obserwuje się przy częstym ładowaniu i w gorącym klimacie.

    Czytaj dalej poniżej

    BYD pracuje nad humanoidalnym robotem. Będzie lepszy, niż wszystkie inne

    Drugie życie elektryka – pilna potrzeba

    Dane to jedno, natomiast realia rynku motoryzacyjnego to zupełnie inna sprawa. W przypadku braku zainteresowania zakupem, nawet w pełni sprawny samochód elektryczny z dużym zasięgiem stanie się jedynie zestawem metalu przeznaczonego do recyklingu. Producenci, głównie chińscy, którzy eksportują na potęgę do Europy, muszą opracować nową strategię. Tym razem nie chodzi o zwiększenie sprzedaży, ale o zapewnienie właściwego zarządzania rynkiem wtórnym i odpowiednią obsługę pojazdów po kilku latach użytkowania, gdy te trafią w ręce drugiego właściciela. To wyzwanie jest o wiele trudniejsze, ale niezwykle istotne. Nie możemy pozwolić sobie na sytuację, w której kilka milionów aut poruszających się po Europie, za kilka lat będą w 100% na złomie tylko dlatego, że nie udało się zdobyć zaufania konsumentów na rynku wtórnym. A zdobycie takiego zaufania nie zapowiada się na łatwe zadanie. Przy zakupie samochodu z drugiej ręki dąży się do maksymalizacji opłacalności i szans na bezawaryjność – wizja wymiany baterii, która kosztuje 1/3 całej wartości auta, skutecznie zniechęca do takiej inwestycji.

  • OpenAI ogłosiło przełom w nauce i… wywołało skandal. Pracownik firmy groził badaczowi

    OpenAI ogłosiło przełom w nauce i… wywołało skandal. Pracownik firmy groził badaczowi

    OpenAI ogłosiło wczoraj, że jego algorytm sztucznej inteligencji rozwiązał problem Naviera-Stokesa, za który została przyznana nagroda w wysokości miliona dolarów. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że OpenAI działało jak typowa, bezwzględna korporacja, starając się zminimalizować wkład dwóch matematyków oraz ich badania — oraz skandaliczne pominięcie jednego z autorów, którego zatrudnia konkurencja, firma Anthropic.


    Gigant ogłosił propozycję rozwiązania jednego z siedmiu problemów milenijnych, z których każdy jest wart milion dolarów. Firma wykorzystała nieujawniony jeszcze model, który według niej znacznie przewyższa możliwości GPT-6. OpenAI wskazało na 165-stronicowy dowód oraz jego formalizację w Leanie, co służy badaczom do komputerowego weryfikowania matematycznych rozumowań.

    Prace nad problemem Naviera-Stokesa, według firmy, pochłonęły około 130 miliardów tokenów wyjściowych, co szacunkowo kosztuje… około 15 milionów dolarów. (To porównanie nie mówi jednak, jaka jest rzeczywista wartość rozwiązania problemu.) Ale to nie jest najważniejsze. Kluczowe jest, jak OpenAI zachowało się w tej sytuacji: niestety, zachowało się w sposób tragiczny, co ujawnili naukowcy korzystający z Codexa w próbie rozwiązania problemu, którzy również znajdowali się na tropie rozwiązania.

    OpenAI powtarza historie najgorszych korporacji. To smutne

    Tristan Buckmaster z Uniwersytetu Nowojorskiego oraz Levent Alpöge, pracownik Anthropic, wcześniej pracowali nad pokrewnymi problemami. Była to ich prywatna inicjatywa, w której korzystali z modelu Claude’a oraz narzędzi OpenAI. Ich punktem wyjścia było podejście opracowane przez Diega Córdobę i Luisa Martíneza-Zoroę. Zaproponowane przez nich wyniki obejmowały osobliwości w równaniach Eulera z tzw. gładkim wymuszeniem, opisującym płyn bez uwzględniania lepkości, co samo w sobie nie jest rozwiązaniem problemu Naviera-Stokesa.

    OpenAI przyznało, że rozpoczęło próbę 1 września po pojawieniu się pogłosków, które później powiązało z pracą tej dwójki. Oczywiście, szybko pojawiły się spekulacje, że OpenAI mogło… przeglądać sesje badaczy, aczkolwiek firma zaprzeczyła, jakoby to miało miejsce. Altman później tłumaczył w serwisie X, że jego zespół był ciekaw, czy jego własne modele są w stanie poradzić sobie z problemem Naviera-Stokesa w ramach tego kierunku.

    Czytaj dalej poniżej

    Nasze prawo do wyłączenia AI będzie jedynie mrzonką. Tak będzie wyglądał świat w 2066 roku

    W swoim oświadczeniu, które opisuje rozmowy z OpenAI z 6 września, Buckmaster donosi, że zaproponowano mu samodzielne opracowanie artykułu o dowodzie OpenAI, ale z pominięciem Alpöge’ego. Powodem miało być jedynie to, że jego kolega zatrudniony jest u konkurencji: wiadomo bowiem, że w branży panuje antagonizm między OpenAI a Anthropic. Nawet sami CEO, Altman i Dario Amodei, szczerze się nie cierpią. Kiedy zszokowany (i słusznie) badacz zapowiedział upublicznienie sprawy, usłyszał pytanie, dlaczego miałby w ten sposób zrujnować swoją karierę. Nie ugiął się, odrzucił zaproponowane warunki i opublikował własną relację z rozmów. I słusznie, bo OpenAI obecnie stara się PR-owo opanować pożar, który sam zapalił.

    O co chodzi w tym problemie?

    Równania Naviera-Stokesa opisują ruch płynów, w tym wody oraz powietrza, i są wykorzystywane m.in. w prognozowaniu pogody. Problem z matematycznego punktu widzenia dotyczy tego, czy początkowo gładki przepływ trójwymiarowy może w skończonym czasie rozwinąć tzw. osobliwość. W tej konstrukcji płyn początkowo przepływa gładko, a następnie zewnętrzna siła gładko wywołuje wir, który staje się coraz ciaśniejszy i bardziej rozciągnięty. Prędkość rośnie bez ograniczeń, mimo że całkowita energia kinetyczna pozostaje skończona.

    Uzyskany wynik dla problemu opisywałby granicę stosowalności modelu, który jest tzw. „typem idealnym” dla płynu traktowanego jako ośrodek ciągły. Nie sugeruje jednak, że rzeczywista woda mogłaby poruszać się nieskończenie szybko. Dopuszcza się także rozwiązanie poprzez wykazanie utraty gładkości przy odpowiednio regularnej sile zewnętrznej. OpenAI twierdzi, że spełniło warunki wariantów C i D.

    OpenAI odpowiada na zarzuty

    Sébastien Bubeck, który rozmawiał z Buckmasterem, odpowiedział, że nie prosił o usunięcie Alpöge’ego z autorstwa jego własnych badań. Aczkolwiek potwierdził, że uważał współautorstwo pracownika Anthropic za niewłaściwe przy opisie dowodu OpenAI. Przyznał także, że mówił o ryzykowaniu kariery przez Buckmastera i przeprosił za dobór słów. Utrzymuje jednak, że reagował tylko na groźbę bezpodstawnych oskarżeń i że jego intencją było uznanie osiągnięć obu naukowców. Powiem szczerze: wygląda to jak wymijające tłumaczenie polskiego polityka. Jeśli ktoś się na to nabierze, będzie bardzo naiwny, a OpenAI zachowało się (w osobie Bubecka) niczym obrażony przedszkolak w piaskownicy.

    Nie zapominajmy jednak o kwestii szkiców, które matematycy wprowadzali do Codexa. Buckmaster pytał, czy ich prace posłużyły do treningu modelu, zaznaczając, że nie wie, czy rzeczywiście tak było. OpenAI zapewnia, że jej badacze i agenci nie widzieli ich pracy przed publikacją i nie korzystali z konkretnych danych użytkowników w celu rozwiązania problemu. Ale (i to jest DUŻE zastrzeżenie) nie wyklucza, że dane pozbawione identyfikatorów, uzyskane z używania jej produktów, mogły pomóc w ulepszaniu modeli. Dla mnie to wygląda jak furtka w sytuacji, gdyby okazało się, że OpenAI inspirowało się pracami naukowców: w razie czego będzie można to „zwalić” na naturalny mechanizm ulepszania modeli, nawet jeśli OpenAI intencjonalnie (czego raczej nie uda się udowodnić) skonfiskowało prace naukowców.

    I teraz kluczowa kwestia, Szanowni Państwo. Niezależnie od tego, jak dobre produkty wytwarzają korporacje (a mnie produkty OpenAI pasują, kosztują mnie rocznie 5000 złotych i uważam to za inwestycję w mój czas i inne aktywności), to te podmioty nie są „sympatyczne”. Nie należy ich lubić, być ich fanem ani angażować się w jakiekolwiek waśnie dotyczące wyższości jednego modelu nad drugim. OpenAI znalazło się w gronie najważniejszych firm na świecie i, niestety, przyjęło także złe wzorce, które temu towarzyszą. Ale najprawdopodobniej jest tak, że gdy dołączasz do tej ligi, musisz grać według ustalonych reguł. To nie jest usprawiedliwienie, ponieważ w życiu istotne jest, aby pozostać uczciwym: a OpenAI w tej sytuacji zachowało się skrajnie nieładnie.

    Kto zatem zgarnia nagrodę?

    Umieszczenie szczegółów „kontroli” w Leanie zwiększa wiarygodność dowodu, ale to wciąż ludzie muszą sprawdzić, czy sformalizowane twierdzenie spełnia wszystkie warunki problemu. Do tego czasu Clay Mathematics Institute będzie traktować problem Naviera-Stokesa jako nierozwiązany. Regulamin wymaga publikacji w odpowiednim periodyku, co najmniej dwóch lat od ukazania się oraz powszechnej akceptacji społeczności matematycznej. Tylko wtedy gremium uzna, że nagroda powinna zostać przyznana. Tylko kto ją zgarnie w tej sytuacji?

    Czytaj również: ChatGPT kończy erę AI Slopu. Images 2.5 rozwiązuje poważny problem.

    OpenAI deklaruje, że nie będzie zabiegać o nagrodę. To jednak, umówmy się, również działanie PR-owe po wybuchu skandalu. Rezygnacja z nagrody nie rozwiązuje kwestii związanych z wkładem ludzi w rozwiązanie problemu, ani pochodzeniem danych, które umożliwiły jego rozpracowanie. Niestety, podnosi to również kwestie dla wszystkich, którzy wprowadzają ważne dane do ChatGPT i Codexa: wszystko, co się tam znajdzie, może stać się ich własnością lub być podstawą do tego, by OpenAI mogło się potem tym podpisać.

    Docieramy do punktu, w którym narzędzia, które mogą wspomóc naszą pracę, mogą również skutecznie ją zniszczyć. W tej sprawie firma Altmana wyraźnie się nie popisała, co tym bardziej boli, że stanęła naprzeciw dwóch świetnych, ale „zaledwie” badaczy, którzy mają o wiele mniejszą siłę rażenia i zapewne nie dysponują zespołem PR-owców oraz prawników.

  • ChatGPT kończy erę AI Slopu. Images 2.5 naprawia duży problem

    ChatGPT kończy erę AI Slopu. Images 2.5 naprawia duży problem

    OpenAI wprowadza nowy model ChatGPT, który oferuje innowacyjne możliwości generowania i edytowania zdjęć.

    Generowanie obrazów za pomocą sztucznej inteligencji od zawsze bywało pełne niespodzianek. Możesz starannie przygotować wiele zdań w promptach, by ostatecznie otrzymać zdjęcie, które nijak nie odpowiada twoim oczekiwaniom — z dodatkowymi palcami u dłoni czy psimi uszami u ludzi. Zamiast estetyki prezentowanej na okładkach magazynów, często otrzymujesz tzw. „AI Slop”. Choć starsi użytkownicy mediów społecznościowych mogą cieszyć się tym abstrakcyjnym stylem na granicy niesamowitości, wielu z nas oczekuje czegoś znacznie więcej. Dziś OpenAI ogłasza premierę modelu Images 2.5, który ma zakończyć problem „AI Slopu”.

    Koniec AI Slopu? OpenAI prezentuje ChatGPT Images 2.5

    Najnowsza aktualizacja, bazująca na modelu ChatGPT Images 2.5, ma na celu wyeliminowanie przypadkowych, nieestetycznych obrazów z przesadzonym tłem i nieproporcjonalnymi elementami. Głównym problemem, który na przestrzeni lat frustrował projektantów i twórców, była brak kontroli nad generowanymi materiałami. Chciałeś zmienić tło na zdjęciu produkcyjnym? W wyniku działań systemu mogłeś stracić połowę logotypu, zmienić kolor oczu modela czy sprawić, że litery zaczynały przypominać znaki z pradawnych cywilizacji. Próbując zachować podobieństwo do zdjęcia referencyjnego, czasami rysunek zaczął wyglądać jak odległy kuzyn z kilku pokoleń, którzy zaawansowali w niezdrowych relacjach rodzinnych.

    Images 2.5 zostało zaprojektowane z myślą o precyzyjnym wykonaniu. OpenAI obiecuje, że model potrafi teraz edytować pojedyncze elementy na zdjęciach, pozostawiając resztę bez zmian. Możesz teraz zamienić tekst na plakacie, zmienić tło czy dodać element do kompozycji bez obaw, że sztuczna inteligencja „przemaluje” cały projekt. Dodatkowo, model lepiej radzi sobie z utrzymywaniem spójności wizerunku podczas długich, wieloetapowych rozmów. Po piątej poprawce nie będziesz musiał martwić się utratą jakości pikseli.

    Z Images 2.5 staniesz się artystą bez talentu

    Ciekawą nowością jest funkcja Szkic. Jeżeli masz wizję, ale niekoniecznie należysz do utalentowanych artystów, teraz masz szansę na spełnienie swojej artystycznej ambicji. Możesz odręcznie narysować w oknie czatu schemat pokoju, kontur ubioru czy układ plakatu, a ChatGPT przekształci ten szkic w pełnoprawny, dopracowany obraz.

    Czytaj dalej poniżej

    Używasz AI? Szef ChatGPT rzucił liczbą, o której powinieneś wiedzieć

    To rozwiązanie wydaje się być przydatne w wielu zawodach, gdzie ekspresowo musisz przedstawić swoją wizję drugiej osobie. Możemy wyobrazić sobie projektanta wnętrz, który w kawiarni szkicuje palcem na ekranie tabletu koncepcję aranżacji, a Images 2.5 w kilka sekund przekształca to w fotorealistyczną wizualizację. Stworzenie własnej koszulki przy użyciu gotowych szablonów również stanie się niezwykle proste.

    Model ma być również znacznie szybszy — podobno o połowę. Osobiście wielokrotnie doświadczałem długiego oczekiwania podczas generowania zdjęć w ChatGPT, czekając czasem kilkanaście minut na odpowiedź. W tej wersji ma to być płynniejsze, niczym rozmowa. Dla programistów przygotowano także dwa warianty: Flare i bardziej zaawansowany Sunburst.

    Czy to definitywny koniec internetowego śmietnika zalewanego przeciętnymi grafikami? Prawdopodobnie nie. Niemniej jednak, jeżeli wkrótce zauważysz, że na mediach społecznościowych coraz rzadziej pojawiają się obrazy generowane przez AI, z pewnością będziesz miał swojego winnego.

  • Nowy gatunek złodzieja może na Ciebie czyhać. Wykrada najcenniejszy zasób ery AI

    Nowy gatunek złodzieja może na Ciebie czyhać. Wykrada najcenniejszy zasób ery AI

    Czy posiadasz płatną wersję Claude’a? Uważaj, ponieważ istnieje ryzyko, że ktoś może beztwojej wiedzy wykorzystywać twój limit tokenów, a ty nawet nie zauważysz, że ponosisz koszty cudzej pracy.


    Złodzieje w erze internetu polowali na dane osobowe, hasła do kont bankowych i dane kart płatniczych, natomiast ich następcy w erze sztucznej inteligencji dążą do pozyskania zasobów, które napędzają nowoczesną rewolucję AI. Mowa tutaj o tokenach, które są niezbędne do działania każdego modelu językowego i rozliczane są w formie abonamentów, których wartość może sięgać 200 dolarów miesięcznie. Okazuje się, że mogą być one kradzione w sposób tak subtelny, że ofiara przez długie tygodnie nie zdaje sobie sprawy z tego, że ktoś inny korzysta z jej środków.

    Hakerzy mogą wykorzystywać twój abonament Claude’a

    Narzędzia takie jak Claude Code mają możliwość zastąpienia całych zespołów specjalistów, rozwiązując złożone problemy na zawołanie. W trakcie tej działalności zużywają jednak ogromne ilości tokenów, które są fragmentami tekstu, na jakie modele dzielą wszystko, co przetwarzają – każde pytanie, każda linijka kodu oraz każda odpowiedź to kolejne setki takich fragmentów odliczanych od limitu abonamentowego. Koszty abonamentów są znaczące, ponieważ w przypadku oferty Anthropic mówimy o próg startowym wynoszącym około 80 zł za plan Pro oraz nawet 200 dolarów (przeszło 900 zł) za najwyższy plan Max z priorytetem w kolejce.

    Użytkownicy ostrożnie podchodzą do pisania poleceń, ponieważ każde z nich generuje wydatki. Przykład Granta De Swardta – niezależnego konsultanta ds. AI z East Sussex – może więc być źródłem wielu nerwów, gdyż jego konta wykorzystywały tokeny w szybkim tempie bez jego wiedzy. Środki – a więc również pieniądze – dosłownie przeciekały przez palce, a Anthropic początkowo nie mogło zidentyfikować źródła problemu. Okazało się, że klucz sesji Claude wpadł w niepowołane ręce.

    Kiedyś kopali kryptowaluty, teraz spalają tokeny AI

    Pamiętacie mechanizm z czasów boomu kryptowalutowego, który polegał na przejmowaniu komputerów do cichego kopania cyfrowych monet dla hakera? Tym razem sytuacja jest podobna, z tą różnicą, że złodziej nie potrzebuje mocy obliczeniowej ofiary, wystarczy mu jedynie dostęp do cudzej serwerowni.

    Czytaj dalej poniżej

    ChatGPT będzie się od ciebie uczył. Ułatwi ci to pracę

    Grant De Swardt zgłosił incydent związany z znikającymi zasobami do Anthropic, co skutkowało zablokowaniem jego konta oraz unieważnieniem wszystkich aktywnych sesji, zatrzymując wykorzystywanie tokenów. Przeprowadzono również dochodzenie, które pozwoliło ustalić źródło problemu. Okazało się, że przeszedł klucz sesji Claude, który został wykorzystany do generowania nieautoryzowanych tokenów OAuth dla Claude Code – niestety, firma nie była w stanie ustalić, jak doszło do przejęcia.

    Ofierze nietypowej kradzieży zwrócono 44,49 £ za niewykorzystany okres abonamentu, ale nie rozwiązuje to problemu, ponieważ tożsamość sprawcy wciąż nie została ustalona. Zespół wsparcia technicznego nie dostarcza szczegółowego zestawienia użycia, więc gdyby nie czujność ofiary, ta dyskretna kradzież mogłaby trwać znacznie dłużej.

    O szczegółach tego incydentu można przeczytać na Reddicie w specjalnym wątku. Ważne jest, że podobnych przypadków jest tam więcej, co jest najbardziej niepokojące. Potwierdza się bowiem, że to nie pojedynczy przypadek, ale nowa gałąź cyberprzestępczości, trudna do wykrycia i zwalczania. Powodzenie wzbudza nadzieję, że Anthropic na część z incydentów natknęło się samodzielnie i poinformowało użytkowników, ale trudno określić, jak wiele takich niepożądanych procesów działa obecnie w tle, nie wiedząc o tym ofiary ani twórcy narzędzi. Bądźcie czujni i monitorujcie Claude’a, jeśli opłacacie subskrypcję.