Kategoria: Wiadomości

  • Jeden ekspres, wiele kaw. Oto Krups Sensation Elite

    Jeden ekspres, wiele kaw. Oto Krups Sensation Elite

    Niezależnie od kawowej zachcianki, ten ekspres ma na to przepis.

    Ekspres KRUPS Milk Sensation Elite EA918GE0

    Ekspres KRUPS Milk Sensation Elite EA918GE0 to zaawansowany model automatycznego ekspresu do kawy, który umożliwia przygotowanie różnorodnych napojów, takich jak cappuccino, latte macchiato oraz espresso. Wyposażony jest w dotykowy ekran o przekątnej 2,8 cala, co sprawia, że jego obsługa jest niezwykle prosta i intuicyjna.

    Personalizacja napoju

    Urządzenie oferuje funkcję „Moja Kawa”, która umożliwia regulację mocy, ilości napoju oraz stopnia zmielenia ziaren, co pozwala na dopasowanie smaku do indywidualnych preferencji użytkownika. Dzięki temu każdy miłośnik kawy może cieszyć się doskonałym napojem dostosowanym do własnych upodobań.

    Innowacyjny system spieniania mleka

    Ważnym atutem tego urządzenia jest system Milk Maestro, który wyposażony jest w karafkę na mleko. Funkcja ta automatycznie spienia mleko, co znacznie ułatwia przygotowywanie kaw mlecznych. Dzięki temu każdy może stać się baristą we własnym domu.

    Film promocyjny

    Po więcej informacji oraz prezentację funkcjonalności tego niezwykłego ekspresu, zapraszamy do obejrzenia dedykowanego wideo.

    —

    Materiał powstał we współpracy z marką Krups.

    Czytaj dalej poniżej


    Obok tej oferty żaden turysta nie przejdzie obojętnie

  • ORLEN rozdaje kupony na paliwo. Nawet 45 zł oszczędności

    ORLEN rozdaje kupony na paliwo. Nawet 45 zł oszczędności

    ORLEN uruchamia nową promocję dla kierowców, w ramach której można zaoszczędzić aż 45 zł przy trzech tankowaniach.

    Wzrost kosztów utrzymania samochodu oraz niestabilne ceny paliw sprawiają, że kierowcy z dużym zainteresowaniem przyjmują wszelkie okazje do tańszego tankowania. ORLEN przygotował nową akcję promocyjną dedykowaną użytkownikom aplikacji ORLEN VITAY. Tym razem zamiast jednorazowej zniżki, klienci otrzymają możliwość skorzystania z trzech kuponów rabatowych.

    Pierwszy kupon, który można zdobyć, ma wartość 10 zł. Po jego wykorzystaniu w aplikacji pojawi się kolejny kupon, który zapewnia 15 zł rabatu. Zrealizowanie tego kuponu odblokuje trzecią zniżkę – tym razem o wartości 20 zł. W ten sposób, dokonując trzech wizyt na stacji, można zaoszczędzić łącznie 45 zł.

    ORLEN z kuponami na paliwo. Jak skorzystać?


    Promocja wymaga spełnienia kilku warunków. Każdy z kuponów można zrealizować przy zakupie minimum 30 litrów benzyny lub oleju napędowego z linii EFECTA lub VERVA. Rabat może być wykorzystany zarówno na paliwo, jak i na produkty dostępne w ofercie pozapaliwowej stacji ORLEN. Kupon należy uprzednio aktywować w aplikacji ORLEN VITAY.

    Jeżeli kierowca przy każdym z trzech tankowań kupi dokładnie 30 litrów paliwa, łączna obniżka odpowiada średnio co najmniej około 50 groszom oszczędności na litrze. Warto jednak pamiętać, że cena wyświetlana na stacji nie zostanie bezpośrednio pomniejszona o tę kwotę. Oferowane rabaty mają stałą wartość 10, 15 i 20 zł. Kupony w aplikacji będą się pojawiać w ciągu 24 godzin od skorzystania z poprzedniego oraz dokonania zakupu minimum 30 litrów paliwa.

    Czytaj dalej poniżej


    Doładuj T-Mobile i zgarnij hot-doga za darmo

    Akcja promocyjna rozpoczęła się 15 września i potrwa do 15 października 2026 roku. Kupony można wykorzystać przez cały tydzień, co oznacza, że promocja nie jest ograniczona do weekendów ani wybranych dni. Oferta skierowana jest do zarejestrowanych użytkowników aplikacji ORLEN VITAY, którzy aktywują kupon. Szczegółowe informacje dotyczące zasad promocji można znaleźć w Regulaminie oraz w dokumentach dostępnych w aplikacji w zakładce Dokumenty.

  • Darmowe skiny do CS2? Stracisz konto Steam

    Darmowe skiny do CS2? Stracisz konto Steam

    Gracze CS2 narażeni na nowy phishing. Nawet Steam Guard nie pomoże!

    Gracze CS2 stają się celem nowej kampanii phishingowej. Oszuści dążą do zdobycia nie tylko loginów i haseł do kont Steam, ale także kodów uwierzytelniających, które umożliwiają logowanie, nawet gdy włączona jest dwuetapowa weryfikacja.

    Counter-Strike 2 celem nowego phishingu

    Ekwiwalenty największych entuzjastów gry Counter-Strike 2 stanowią istotny skarb, przynajmniej pod względem wartości. Wiele osób zdaje sobie sprawę, ile mogą kosztować niektóre skórki czy specjalne naklejki na broń – mowa tu o znaczących kwotach przechowywanych bezpośrednio na kontach Steam graczy. Ci gracze stali się teraz ofiarami nowego phishingu, który ma na celu uzyskanie loginów i haseł do kont Steam, a następnie kradzież wszystkich cennych przedmiotów cyfrowych z ich ekwipunków. Jak funkcjonuje ten schemat? Wszystko zaczyna się na platformie TikTok.

    Na TikToku można zobaczyć nietypowe filmiki, w których twórca ogłasza, że kończy swoją przygodę z Counter-Strike 2, mając jednocześnie na koncie dużą liczbę godzin i rozegranych meczów, co oznacza posiadanie wielu cennych przedmiotów do rozdania. Obiecuje, że chętnie się nimi podzieli, a aby zgłosić się po odbiór, wystarczy kliknąć w link umieszczony w opisie. Link ten prowadzi do strony, która z pozoru wygląda identycznie jak platforma Steam (wymiana przedmiotów między graczami), lecz jest to fałszywa witryna, która jedynie udaje jakąkolwiek interakcję z Valve. Oszuści stworzyli stronę, która „lustrzanie” odwzorowuje prawdziwe API Steam, wyświetlając ofierze dokładnie to samo żądanie uwierzytelnienia, jakie w danym momencie generuje platforma (kod z aplikacji, e-mail, SMS, powiadomienie push lub kod QR). Nieświadoma ofiara wprowadza swoje dane logowania nie na stronie Valve, lecz na spreparowanej witrynie oszusta, co pozwala przestępcy uzyskać dostęp do konta z kodem weryfikacji dwuetapowej.

    Jak to możliwe, że w takiej sytuacji Steam Guard nie zapewnia jakiejkolwiek ochrony? Otóż użytkownik samodzielnie wpisuje kod z 2FA lub zatwierdza logowanie wywołane w tle przez przestępcę, co dla systemu autoryzacji jest traktowane jako legalna sesja właściciela konta. Mechanizm działania oszustów został szczegółowo przeanalizowany przez CERT Orange, co wskazuje na nową erę phishingu…

    Czytaj dalej poniżej

    Zrobił grę-żart na Steamie. Na jego konto wpadł ponad milion dolarów, ale...
    Źródło: Steam

    Coraz trudniej o bezpieczeństwo

    Podczas gdy „tradycyjne” strony zbierające login i hasła miały ograniczoną skuteczność (ze względu na brak obejścia dwuetapowej weryfikacji), omawiany przypadek radzi sobie znakomicie. To oznacza, że musimy zwracać jeszcze większą uwagę w sieci i być ostrożnymi wobec wszystkiego, co budzi nasze wątpliwości. Nadszedł czas, aby edukować nie tylko starszych, ale i młodszych użytkowników – zwłaszcza że ten przekręt zaczynał się na TikToku, gdzie wzbudzający zaufanie filmik już przyniósł pewne żniwa.

    Jak widać, nie można liczyć na 100% bezpieczeństwa i odporności na zagrożenia w sieci. Nie wystarczy silne hasło czy kod weryfikacyjny wysyłany na SMS lub do aplikacji mobilnej. Żyjemy w czasach, w których nawet te zabezpieczenia mogą zostać obejdzie, gdy… to my sami stajemy się najsłabszym ogniwem w systemie ochrony. Manipulacja, zachęta do działania, a nawet uśpienie czujności mogą sprawić, że zachowamy się w sposób, który mija się z zdrowym rozsądkiem. Dlatego konieczne jest nie tylko regularne zmienianie haseł, ale również zachowanie odpowiedniego dystansu wobec informacji napotykanych w sieci.

  • Użytkownicy Windows 11 nie powinni pomijać tej aktualizacji. Lepiej sprawdźcie, czy ją macie

    Użytkownicy Windows 11 nie powinni pomijać tej aktualizacji. Lepiej sprawdźcie, czy ją macie

    Microsoft najpierw psuje, a potem dzielnie naprawia. Jesteśmy już, o zgrozo, do tego „przyzwyczajeni”. Najnowszej aktualizacji więc pomijać nie warto, bowiem robi ona porządek po wrześniowych problemach z pulpitem zdalnym, maszynami wirtualnymi i dźwiękiem realizowanym po USB. Naprawa audio jest tu jednak tylko częściowa.


    Microsoft opublikował poprawki dla popsutych, w ramach ostatniego, większego pakietu poprawek, po sześciu dniach. Tego typu łatki Microsoft oznacza jako OOB (out-of-band) i niestety, ale jest ich coraz więcej. Jak podaje gigant: usuwają usterki, które na części urządzeń utrudniały korzystanie z rozwiązań zdalnych, używanie określonych aplikacji i odtwarzanie dźwięku w ramach interfejsu USB z użyciem wielu kanałów, a tu zapewne nie byli zadowoleni streamerzy. Diabeł tkwi w szczegółach i w zależności od rodzaju wydania „okienek”, instalacja łatek będzie nieco się różnić.

    Połączenia RDS i niezdatne do użytku foldery w Linuksie

    Uszkodzenie mechanizmu pulpitu zdalnego to prawdziwa zmora w środowiskach firmowych. Te albo nie działały wcale, albo zrywały się po kilku minutach, a próby logowania, dotychczas bezproblemowe, potrafiły kończyć niepowodzeniem. Microsoft, w ramach wewnętrznego „śledztwa”, przedstawił również dowody na to, iż przestawały odpowiadać również narzędzia administracyjne pokrewne dla mechanizmu, ale nie tylko. Jak dla mnie, to co dzieje się obecnie z Windows, to jakiś nieśmieszny żart.

    Niezadowoleni byli zapewne także i ci, którzy korzystają z linuksowych maszyn wirtualnych opartych na Hyper-V. Te akurat startowały poprawnie, lecz udostępniane z Windowsa foldery nie pojawiały się w Linuksie albo pozostawały dla niego „niedostępne”. Najbardziej oberwał mechanizm Plan9, który w tego typu środowiskach służy do współdzielenia plików. Wśród aplikacji, które popsuły się najmocniej, wymienia się m.in. Claude Cowork i Windows Subsystem for Linux, który jest uwielbiany m.in. w środowisku deweloperów. Pozostałe maszyny oparte na Hyper-V i w których nie używa się Plan9, działały natomiast poprawnie.

    Problemy z dźwiękiem zostały naprawione tylko po części

    Ostatniemu Patch Tuesday udało się przy okazji zepsuć obsługę urządzeń wykorzystujących USB Audio Class 1.0. Tu objawy są raczej łatwe do wyobrażenia sobie: brak dźwięku przewodzi, ale zdarza się też błąd uruchomienia sprzętu z kodem 10 i bezużyteczna regulacja głośności. Mogło być też tak, że w trybie stereo wszystko działa w porządku, lecz ostatecznie psuje się po przełączeniu na osiem kanałów lub tryb 3D. Ustawienia dźwięku także mogą przestać działać normalnie.

    Czytaj dalej poniżej


    Windows 11 z gigantyczną luką po jednym dniu od rekordowej aktualizacji. Witajcie w przyszłości



    I ta oto poprawka naprawia osiem kanałów oraz tryb 3D, jednak cała reszta może występować nadal. Firma pracuje nad ich usunięciem i trudno powiedzieć, kiedy uda się to rozwiązać. Zatem: jeżeli macie Windows 11, dźwięk u Was jest realizowany przez USB i Wasze urządzenia do obsługi audio nie działają… po zainstalowaniu interwencyjnych poprawek, może się niewiele zmienić.

    Tu instalacja poprawek ma swoje niuanse

    Istotne będą oznaczenia numerów wersji. Dla Windows 11 25H2 i 24H2 przeznaczono pakiet KB5129195, natomiast wersja 26H1 otrzymuje KB5129194. Tu, w przeważającej większości przypadków, można spodziewać się ich automatycznego wdrożenia przez Windows Update.

    Inaczej wygląda sytuacja w Windows 11 23H2 oraz Windows 10 22H2, które otrzymują poprawki w ramach programu ESU. W tym wariancie jest to poprawka opcjonalna niezwiązana z zabezpieczeniami, wymagającą manualnego wybrania pobrania i instalacji w Windows Update. Odpowiednie oznaczenia to KB5129242 dla Windows 11 23H2 i KB5129236 dla Windows 10 22H2 oraz Enterprise LTSC 2021.

    Czytaj również: Niespodzianka. Oto, jak zainstalować Windows 11 bez Internetu i konta Microsoft

    A co, jeżeli w ogóle nie pobieraliście poprawek z Patch Tuesday?

    Zapewne znajdują się wśród Was i tacy, którzy nie instalowali poprawek w ramach „łatkowego wtorku” Microsoftu. Z jednej strony rozumiem, duże uaktualnienia lubią psuć mnóstwo rzeczy w systemie. Ale z drugiej strony, najnowszy pakiet uwzględnia również wrześniowe poprawki bezpieczeństwa i wcześniejsze usprawnienia. Mimo tego, że Microsoft popsuł sporo innych kwestii w trakcie ostatnich uaktualnień, nie ociągałbym się z instalowaniem najnowszych poprawek: w środku bowiem znajduje się mnóstwo kwestii poświęconych zabezpieczeniom, a dziś jest to tym bardziej istotne, uwierzcie.

  • Kup iPhone 18 Pro za ułamek ceny. Promocja w Plusie

    Kup iPhone 18 Pro za ułamek ceny. Promocja w Plusie

    Nowy iPhone 18 Pro za 170 zł? Ciekawa promocja pojawiła się w Plusie.

    Nowy smartfon z logo Apple to nie tylko symbolem nowoczesności, ale także gwarancją wysokiej ceny — szczególnie gdy mówimy o modelach Pro czy Pro Max. Na szczęście, zakup można zredukować do akceptowalnego poziomu, korzystając z interesujących promocji. Taką ofertę przygotowała sieć Plus, która rozpoczęła przedsprzedaż nowej serii smartfonów tej marki.

    Nowy iPhone 18 Pro w atrakcyjniejszej cenie

    iPhone 18 Pro to doskonały przykład telefonu z wyższej półki, nawet w podstawowej wersji z 256 GB pamięci. Producent wycenił ten model na 6299 zł, co dla wielu osób może być zbyt dużą przeszkodą finansową. Istnieją jednak opcje promocji, dzięki którym ostateczny koszt staje się bardziej przystępny. Jedną z takich promocji przygotowała sieć Plus, która oferuje możliwość przedsprzedaży nowych urządzeń Apple.

    Flagową ofertą Plusa jest system wymiany, który może przypominać długoterminowy wynajem samochodu. Zasada jest prosta: płacimy opłatę wstępną i podpisujemy umowę na określoną liczbę rat. W przypadku Plusa umowa dotyczy 36 miesięcy, ale po 24 miesiącach możemy zdecydować się na wymianę telefonu na nowy model, co wiąże się z anulowaniem ostatnich 12 rat. Ostatecznie, w takiej sytuacji płacimy jedynie 24 raty, ciesząc się nowym iPhone’em, a następnie zyskując dostęp do aktualnego modelu.

    Brzmi interesująco? Aby dowiedzieć się, ile rzeczywiście nas to będzie kosztować, przyjrzyjmy się kosztom zakupu iPhone’a 18 Pro 256 GB, czyli „najtańszego” sprzętu z niedawno ogłoszonej serii. Apple wyceniło go na 6299 zł, natomiast oferta Plusa przedstawia się następująco: opłata aktywacyjna wynosi 649 zł płatne z góry, plus 24 raty po 170,82 zł, co w sumie daje 4 748,68 zł. To o półtora tysiąca mniej niż cena sugerowana przez producenta, chociaż warto pamiętać, że telefon nie staje się naszą własnością — nie możemy go odsprzedać.

    Czytaj dalej poniżej


    Apple zrobiło to po raz pierwszy od 15 lat. Zaczęła się nowa era.

    A jak przedstawia się sytuacja w przypadku najlepiej wyposażonego modelu iPhone Pro Max? Wersja 2 TB kosztuje 12 799 zł, jednak oferta Plusa przy dwóch latach użytkowania prezentuje się korzystniej — 1349 zł opłaty startowej oraz 24 raty po 345,83 zł, co łącznie daje 9648,92 zł.

    Czy wynajem iPhone’a 18 to dobra decyzja?

    Propozycja Plusa jest dedykowana osobom, które nie chcą na dłużej posiadać telefonu i nie interesuje ich jego późniejsza odsprzedaż. Ekonomicznie może to nie być najkorzystniejsze rozwiązanie, ale daje możliwość korzystania z nowego urządzenia bez wydawania z góry ponad 6000 zł i konieczności sprzedawania go samodzielnie. Jeżeli preferujecie posiadanie urządzenia na własność, istnieją także opcje ratalne — na przykład za 0% na 12 miesięcy. W takiej sytuacji ceny są zbliżone do tych oferowanych przez producenta, a iPhone 18 Pro z 256 GB pamięci kosztuje 12 x 470,82 zł. To bezpieczniejszy wybór, jeśli planujemy korzystać z modelu przez dłużej niż dwa lata i nie zamierzamy go wymieniać w tym czasie. Choć sam trzymam się jeszcze szesnastki w wersji Pro i nie odczuwam potrzeby wymiany na 18, to muszę przyznać, że nowy aparat i dodatkowe funkcje są bardzo kuszące…

  • Orange potwierdza ważną nowość. Skorzystasz na iPhonie

    Orange potwierdza ważną nowość. Skorzystasz na iPhonie

    Orange wprowadza znaczące zmiany w obszarze obsługi wiadomości RCS. Na początku z nowej usługi skorzystają jedynie właściciele smartfonów z systemem Android, podczas gdy użytkownicy iPhone’ów będą musieli jeszcze poczekać.


    W połowie sierpnia tego roku ogłoszono, że od 5 października 2026 roku Orange rozpocznie stopniowe wdrażanie nowej usługi RCS, opartej na własnym rozwiązaniu operatora, rezygnując równocześnie z dotychczasowych zasad. Proces ten nie obejmie od razu wszystkich klientów, a jego zakończenie zaplanowano najpóźniej na 30 czerwca 2027 roku. Użytkownicy będą mieli przed sobą długą drogę do pełnego korzystania z nowoczesnych wiadomości, takich jak SMS i MMS, choć nie wszyscy skorzystają z tej innowacji od razu.

    RCS w Orange to SMS 2.0 – wszystko, co znasz z tradycyjnego SMS-a, lecz w dużo bardziej zaawansowanej formie. Możesz wysyłać zdjęcia i filmy w wysokiej jakości, sprawdzać, czy Twoja wiadomość została przeczytana oraz czy rozmówca aktualnie na nią odpowiada. Wszystko z pełnym szyfrowaniem end-to-end i bez potrzeby instalacji dodatkowych aplikacji.

    Orange przechodzi na własne rozwiązanie RCS

    Użytkownicy korzystający z RCS będą mieli możliwość przesyłania zdjęć i filmów w wysokiej jakości, sprawdzania potwierdzeń odczytu, a także informacji o tym, że rozmówca pisze. Dodatkowo dostępne będą rozmowy grupowe oraz możliwość przesyłania plików o wielkości do 100 MB. Aby skorzystać z tych funkcji, wymagana jest aktywna łączność z internetem mobilnym lub Wi-Fi. Należy jednak zwrócić uwagę na istotne ograniczenie – jak wcześniej informował Orange, wsparcie będzie dostępne wyłącznie dla urządzeń z systemem Android (wersja 10 lub nowsza). Na razie iPhone’y nie znajdują się na liście zgodnych urządzeń, co rodzi pytania wśród użytkowników o ewentualne zmiany w tej kwestii.

    Z najnowszych informacji udzielonych przez rzecznika Orange na platformie X (dawniej Twitter) wynika, że obsługa RCS na iPhone’ach jest również planowana. To odpowiedź na wpis wiceministra cyfryzacji Michała Gramatyki, który na mediach społecznościowych poinformował, że Orange jako pierwszy operator w Polsce włączy RCS na iPhone’ach:

    Czytaj dalej poniżej

    Doładuj T-Mobile i zgarnij hot-doga za darmo

    Kiedy dokładnie RCS z Orange będzie dostępny na iPhone’ach, na razie pozostaje nieznane. Wojtek Jabłczyński przyznał, że firma pracuje nad obsługą RCS dla tych urządzeń, jednak na ten moment nie może podać żadnych konkretnych szczegółów.

  • Mam dość TikToka, Amazon nie. Kolejna platforma go kopiuje

    Mam dość TikToka, Amazon nie. Kolejna platforma go kopiuje

    Amazon Prime wprowadza swoje własne TikToki, czyli krótkie treści wideo. Dlaczego? Nie jestem pewien…


    Jeżeli nie jesteście fanami formatu treści z TikToka, mam raczej niepokojące wieści. Krótkie filmiki zadebiutują na Amazonie – platforma zamierza bowiem starać się o uwagę młodszej części widowni, czerpiąc inspiracje z popularnych formatów na Instagramie, YouTube i TikToku. Cóż, chyba naprawdę się na to starzeję…

    Źródło: Depositphotos

    Wiadomości na wzór TikToka w Amazon Prime Video

    Po co tracić czas na pełnoformatowe programy informacyjne, podcasty czy dokumenty, gdy można skompresować najważniejsze informacje w krótkim klipie? Kilkadziesiąt sekund materiału z wiadomością to nowa propozycja Amazon Prime, która ma przyciągnąć młodszych widzów. To również próba zdobycia użytkowników zakochanych w krótkich filmikach, które dominują na TikToku, Instagramie i innych platformach społecznościowych. Nowa funkcja zadebiutuje przede wszystkim na telewizorach, urządzeniach stacjonarnych oraz w przeglądarkowej wersji VOD Amazona. Czy Amazon Prime to rzeczywiście odpowiednie miejsce na tego typu treści?

    Klipy będą umieszczane w dedykowanych karuzelach: Trending Topics (tematy na czasie) oraz Local News (wiadomości lokalne) i będą dostępne niezależnie od aktywnej subskrypcji. To odpowiedź na zmieniające się preferencje młodszej publiczności, która rzadko spędza czas na tradycyjnym przeglądaniu wiadomości. Informacje podawane są przez media społecznościowe, w prostych, dynamicznych formach, które nie zawsze wymagają głębokiego zaangażowania. Amazon stara się wpisać w ten trend, proponując swoją wersję informacyjnego dziennikarstwa w stylu TikToka, Instagrama i innych platform.

    Choć pomysł wydaje się odpowiedzią na aktualne trendy, mam wobec niego wiele zastrzeżeń.

    Czytaj dalej poniżej

    Masz Amazon Prime? Tej oferty nie możesz przegapić

    Oscar Nord; Unsplash

    Oscar Nord; Unsplash

    Podstawowym problemem, jaki dostrzegam, jest sam fakt wprowadzania krótkich treści wideo. Wiem, że są one niezwykle popularne i cieszą się dużym zainteresowaniem, lecz to nie oznacza, że są one dobre dla nas i że powinniśmy zmierzać w tym kierunku. Wydaje się, że zdrowy rozsądek ustępuje miejsca wielkim pieniądzom, gdyż w krótkich filmikach kryje się potencjał komercyjny – można je zignorować lub spróbować wykorzystać, co zamierza zrobić Amazon. Czy jednak rzeczywiście czekają tam na niego jakiekolwiek zyski?

    Osobiście w to wątpię – uważam, że ruch Amazona jest naiwnością. To tak, jakby firma była przekonana, że format wideo i jego długość są jedynymi elementami, które przyczyniły się do sukcesu krótkich filmików. Tymczasem młodsi odbiorcy przede wszystkim pragną „ludzkiego oblicza” w treściach, autentyczności oraz odarcia z profesjonalizmu, z jakim kojarzona jest telewizja oraz inne media obwarowane rygorystycznymi zasadami. Obawiam się, że Amazon nie zaoferuje niczego na tyle autentycznego, by młodsze pokolenia zechciały spędzać czas przy tych krótkich materiałach. Naturalnie nie podważam ich merytoryczności ani rzetelności – po prostu podejrzewam, że ten format (nawet jeśli trwa kilkadziesiąt sekund) nie trafi w gusta tzw. Generacji Z, ze względu na brak dostosowania do ich oczekiwań oraz preferencji.

    Na marginesie, Amazon nie jest pionierem w tej dziedzinie – jeszcze w lipcu swoje „tiktoki” wprowadziły HBO Max, Peacock, Netflix oraz Disney.

  • ENDORFY znowu pozamiatało. Na takie słuchawki czekałem!

    ENDORFY znowu pozamiatało. Na takie słuchawki czekałem!

    ENDORFY: Siła polskiego rynku gamingowego

    Każde wspomnienie o marce ENDORFY napełnia mnie radością, ponieważ świadczy o tym, że w Polsce mamy producenta, który skutecznie konkuruje z zagranicznymi markami. I radzi sobie naprawdę świetnie! Nadszedł czas, aby podjąć wyzwanie w kolejnej kategorii produktowej: słuchawkach bezprzewodowych dedykowanych graczom. Wszystko wskazuje na to, że debiut będzie naprawdę udany.

    Rekomendacje dla wirtualnych graczy

    Jako osoba, która codziennie przegląda wiele elektronicznych akcesoriów, regularnie otrzymuję prośby o rekomendacje dotyczące zakupu produktów z różnych kategorii. W szczególności dotyczą one słuchawek do komputerów oraz konsol, które mogą znacznie poprawić jakość gry. Wiele osób poszukuje uniwersalnych słuchawek, które sprawdzą się nie tylko podczas grania, ale również podczas oglądania filmów, słuchania muzyki oraz prowadzenia rozmów online.

    Moja rekomendacja w najniższej półce cenowej to model ENDORFY Viro Infra. To prosty, ale niezwykle skuteczny wybór, który spełnia oczekiwania wielu graczy. Jak dotąd nie słyszałem żadnych głosów niezadowolenia, a wręcz przeciwnie.

    Jeżeli dysponujesz nieco większym budżetem, warto rozważyć słuchawki ENDORFY Viro – to niezawodny wybór, który nie tylko nie zawodzi, ale również spełnia wszelkie oczekiwania. A co z bezprzewodowymi rozwiązaniami? Do tej pory polegałem na produktach rywalizujących marek zagranicznych. Zastanawiałem się, kiedy ENDORFY zdecyduje się na rywalizację w tym segmencie rynku. Odpowiedź na to pytanie została właśnie udzielona. Słuchawki ENDORFY Viro Wireless oraz Viro Infra Wireless trafiły na moje biurko, a ja z radością korzystam z nich od kilku dni.

    ENDORFY Viro Wireless: zapomnij o kablu

    Jedną z największych wad słuchawek bezprzewodowych jest konieczność ich regularnego ładowania. Nic nie irytuje tak jak sytuacja, gdy chcemy zagrać, a słuchawki zasugerują, że potrzebują jeszcze chwili, ponieważ zapomnieliśmy je naładować. W modelu ENDORFY Viro Wireless ten problem praktycznie nie istnieje, a jeśli już, zdarza się niezwykle rzadko. Dlaczego? Producent zadbał o to, aby słuchawki mogły pracować na baterii nawet przez miesiąc typowego użytkowania. Tak, dobrze przeczytaliście – cały miesiąc. Według oficjalnych specyfikacji, ENDORFY Viro Wireless mogą pracować nawet przez 240 godzin w trybie Bluetooth lub 130 godzin w trybie 2.4 GHz, co jest zasługą dużej baterii w ich wnętrzu.

    To dopiero początek ich długo oczekiwanej listy zalet. Słuchawki mogą łączyć się z urządzeniami dźwiękowymi na trzy sposoby: Bluetooth, 2.4 GHz (odbiornik USB w zestawie) oraz przewodowo (mini jack). Co więcej, ENDORFY Viro Wireless potrafią pracować w trybie hybrydowym: gdy są połączone z komputerem za pomocą odbiornika 2.4 GHz, mogą jednocześnie odbierać połączenia z telefonu podłączonego przez Bluetooth, co czyni je wyjątkowo uniwersalnym rozwiązaniem. Dodatkowo, dedykowane oprogramowanie pozwala na personalizację dźwięku.

    Oferują także mikrofon z funkcją eliminacji hałasu otoczenia (ENC), co zapewnia niezakłóconą komunikację, nawet w głośnym środowisku. Dodatkowo metalowa konstrukcja z możliwością wymiany nausznic z serii ENDORFY EARPADS podnosi komfort użytkowania.

    Słuchawki dostępne są w trzech wersjach kolorystycznych: czarnej, szarej Alt Gray i białej Onyx White. Wszystkie mają nausznice z przyjemnego w dotyku, oddychającego materiału, co zapewnia wysoki komfort użytkowania, nawet podczas długich godzin pracy.

    Na liście zalet warto również wymienić wirtualny tryb dźwięku 7.1, wygodne sterowanie odtwarzaniem multimediów przy pomocy przycisków na słuchawkach oraz szybkie ładowanie, dzięki któremu są niemal ciągle gotowe do używania.

    ENDORFY Viro Infra Wireless: jakość na pierwszym miejscu

    Rozpocznijmy od ceny. 249 złotych to kwota, jaką musimy zapłacić, aby stać się posiadaczami słuchawek ENDORFY Viro Infra Wireless. Co otrzymujemy w zamian? Bardzo funkcjonalny sprzęt, który zachwyca prostą funkcjonalnością, doskonały dla osób szukających wygodnych, lekkich słuchawek o przyzwoitej jakości dźwięku. Bateria w tym modelu wystarcza na 40 godzin słuchania w trybie Bluetooth i 24 godziny w trybie 2.4 GHz. Dzięki temu udało się osiągnąć niską wagę słuchawek — tylko 280 gramów, co czyni je idealnym rozwiązaniem nawet podczas długich dni pracy przy komputerze.

    ENDORFY Viro Infra Wireless łączą się z urządzeniami zgodnymi na cztery sposoby: 2.4 GHz, Bluetooth, USB-C lub mini jack 3,5 mm, co umożliwia podłączenie ich do praktycznie wszystkiego. Możemy również wymieniać nausznice z serii ENDORFY EARPADS, co zwiększa komfort i personalizację. Dodatkowo model ten posiada dwa tryby pracy: Gaming Mode, zwiększający wrażenia podczas grania, oraz Vocal Mode, wzmacniający dźwięk ludzkiego głosu, co jest szczególnie przydatne podczas rozmów.

    Wszechstronność w ofercie ENDORFY

    Omówione słuchawki wzbogacają portfolio audio marki ENDORFY. Bez względu na nasze potrzeby, oferta obejmuje szereg modeli przewodowych, a teraz również dwa bezprzewodowe. Choć wyglądają podobnie, są dedykowane różnym grupom użytkowników. Niezależnie od tego, jak istotny jest dla nas czas pracy na baterii, możliwość korzystania z dwóch urządzeń jednocześnie czy waga słuchawek, z pewnością znajdziemy model, który spełnia nasze oczekiwania.

    Które z tych słuchawek wybrałbym dla siebie? Na to pytanie odpowiem jednoznacznie: obie pary! Bez wątpienia znajdą zastosowanie w moim codziennym użytkowaniu.

    Materiał opracowany we współpracy z właścicielem marki ENDORFY

  • Instagram, Facebook i WhatsApp z nową subskrypcją. Meta One oficjalnie

    Instagram, Facebook i WhatsApp z nową subskrypcją. Meta One oficjalnie

    Meta wprowadza nową usługę abonamentową Meta One, oferującą zaawansowane funkcje dla popularnych aplikacji społecznościowych i komunikatorów.

    Meta One poszerza możliwości dostępne w Instagramie, Facebooku, WhatsAppie oraz Meta AI, dodając nowe funkcje związane z sztuczną inteligencją, personalizacją oraz narzędziami dla twórców i firm. Podstawowe wersje tych aplikacji pozostaną bezpłatne, jednak nowy abonament pozwoli na uzyskanie jeszcze większych korzyści. Jak zapewnia firma, płatne funkcje są skierowane do osób, które oczekują szerszych możliwości w zakresie wykorzystania AI, indywidualizacji doświadczeń oraz bardziej zaawansowanych narzędzi do zarządzania obecnością w mediach społecznościowych. Meta One ma oferować ponad 50 nowych funkcji.

    Meta One rozszerzy możliwości aplikacji Mety

    Użytkownicy indywidualni mogą skorzystać z różnych planów: Instagram Plus (12,99 zł miesięcznie), Facebook Plus (12,99 zł) oraz WhatsApp Plus (10,49 zł). W ofercie znajdą się również niestandardowe czcionki, motywy, ikony aplikacji, rozbudowane statystyki oraz dodatkowe możliwości organizacji rozmów. Dla bardziej wymagających użytkowników przygotowano pakiety Core (29,99 zł miesięcznie) i Premium (89,99 zł), które oferują wyższe limity generowania i edytowania treści w Meta AI przy użyciu modeli Muse oraz częstsze korzystanie z funkcji, takich jak Restyle na Instagramie. Oba warianty obejmują wszystkie aplikacje obsługiwane przez Meta One: Instagram, Facebook i WhatsApp.

    Oferta skierowana do twórców internetowych i firm obejmuje pakiet Essential (od 73,99 zł miesięcznie), Advanced (od 239 zł), Expert (od 699 zł) oraz Max (od 2399 zł). W zależności od wybranego wariantu, użytkownicy zyskają weryfikację konta, ochronę przed phishingiem, zaawansowaną analitykę, możliwość planowania publikacji oraz zwiększony dostęp do Agenta Biznesowego Meta, który jest dostępny przez całą dobę, aby odpowiadać klientom.

    To zaledwie początek, ponieważ Meta zapewnia ponadto, że w przyszłości pojawią się dodatkowe funkcje powiązane z abonamentem Meta One, w tym nowe narzędzia związane z aplikacją Edits oraz bardziej zaawansowane funkcjonalności AI dla twórców i firm.

    Czytaj dalej poniżej


    Social media nie chcą już naszych danych. Chodzi im o coś innego

    Obraz stockowy z Depositphotos

  • Jeżeli używasz tej usługi, to mogłeś zostać ofiarą przestępców. Koniecznie sprawdź

    Jeżeli używasz tej usługi, to mogłeś zostać ofiarą przestępców. Koniecznie sprawdź

    Jeśli korzystasz z Twitcha, warto zwrócić uwagę na używane rozszerzenia przeglądarki. Jak pokazuje raport od Socket, dodatki takie jak Twitch Enhanced Viewer czy JeetBot, które obiecywały oglądanie transmisji bez reklam i w wysokiej jakości, okazują się problematyczne. Wersje tych rozszerzeń przekazywały zewnętrznym serwerom tokeny, które umożliwiały dostęp do kont użytkowników.

    Raport Socketa dotyczy narzędzi omijających reklamy, ograniczenia regionalne i umożliwiających odblokowanie jakości 1080p, a także zbierających punkty na określonych kanałach. Co gorsza, okazało się, że te rozszerzenia zbierały także poświadczenia użytkowników i przekazywały je, przypuszczalnie, w ręce przestępców. Sesyjne tokeny były przesyłane do podmiotów spoza Twitcha podczas oglądania materiałów.

    Problemy z rozszerzeniami dla Chrome i Firefoksa

    Dodatki dla przeglądarek miały dostęp do nagłówka Authorization, który jest używany przez klienta Twitcha w trakcie komunikacji z usługą. Dzięki temu mogły wydobyć token OAuth i dołączyć go jako parametr auth do adresu przekierowywanego żądania dotyczącego listy odtwarzania. Żądania te trafiały na serwer proxy, a więc pośrednika kontrolowanego przez JeetBota, komercyjną, rosyjskojęzyczną usługę obsługującą Twitcha, Kicka i VK Live. Umieszczenie poświadczenia w adresie stwarza również ryzyko jego zarejestrowania w logach serwera, co pozwala każdemu, kto ma do nich dostęp, na jego odczytanie. Już samo odebranie takiego żądania sprawia, że pośrednik uzyskuje dostęp do tokenu, niezależnie od tego, czy adres zostanie zapisany w logach.

    Warto podkreślić, że token OAuth pozwala oprogramowaniu na wykonywanie określonych operacji w imieniu użytkownika. Dokumentacja Twitcha wyjaśnia, że zakres tych działań zależy od uprawnień przypisanych do tokena, dlatego samo jego posiadanie nie oznacza automatycznie pełnej kontroli nad kontem. Socket wskazuje na dostęp do czatu, prywatnych wiadomości oraz punktów. Nie podano jednak informacji, ile kont mogło zostać objętych tymi działaniami.

    Sprzeczne deklaracje w sklepach

    W kodzie rozszerzeń odnaleziono listę dziesięciu rosyjskojęzycznych kanałów, które były na stałe wpisane do aplikacji. Podczas ich oglądania token nie był dołączany do przekierowywanego żądania, podczas gdy w przypadku pozostałych kanałów domyślnie trafiał do pośrednika. W starszych wersjach wtyczek zauważono jeszcze „bardziej agresywny” sposób przekazywania danych, gdzie tokeny były przesyłane osobnymi żądaniami do przygotowanego do tego celu „punktu zbiorczego” na serwerze obsługującym rozszerzenia.

    Czytaj dalej poniżej

    Masz taki router? CERT Polska ostrzega, koniecznie zrób aktualizację!

    Rozgorzała kontrowersja. Autor wtyczki dla Firefoksa przyznał, że wcześniejsze wersje przesyłały token OAuth na jego serwer, argumentując to koniecznością zapewnienia obrazu w jakości 1080p lub 1440p. Z kolei w Chrome Web Store nadal widnieje oświadczenie, że twórca nie zbiera ani nie wykorzystuje danych użytkowników w żaden sposób. Każdy może samodzielnie ocenić te sprzeczności. Jednak wyniki badania przeprowadzone przez Socket wyraźnie obrazują mechanizm działania tych wtyczek oraz potencjalne zagrożenia, jakie niosą.

    Usuwanie dodatków – ale to nie wszystko

    Na szczęście liczba zainstalowanych wtyczek jest ograniczona: w Chrome Web Store jest ich około 30 tysięcy, a w sklepie Firefoksa nieco ponad 600. Co ciekawe, autorzy wtyczek już je zaktualizowali, trudno jednak powiedzieć, czy w nowych wersjach nie zawierają nadal podejrzanego kodu. Zarówno Google, jak i Mozilla jak dotąd nie podjęły żadnych działań w tej sprawie, a moim zdaniem powinny to zrobić: deweloper ten raczej nie ma dobrych zamiarów.

    Rekomenduje się usunięcie Twitch Enhanced Viewer oraz JeetBot z przeglądarki, a następnie zakończenie wszystkich sesji w ustawieniach konta Twitch, wylogowanie się i ponowne zalogowanie. Taka sekwencja ma na celu „unieważnienie” starego, najprawdopodobniej przekazanego deweloperowi tokenu. Działania te powinny zredukować dwa źródła ryzyka: dalsze przechwytywanie poświadczeń oraz wykorzystanie tych już przesłanych. Twitch zaleca w takich przypadkach zmianę hasła, co również jest dobrą praktyką. Należy zachować ostrożność wobec tego rodzaju dodatków: zazwyczaj obiecują one przydatne funkcje, a kończą na przechwytywaniu naszych danych. Przypominam sobie sytuację sprzed ponad 5 lat, kiedy jedna „uzłośliwiona” wtyczka niemal przejęła wszystkie moje ważne konta w różnych usługach: po aktualizacji zyskała złośliwe mechanizmy, a przez długi czas służyła mi głównie do wykonywania zrzutów ekranowych. Udało mi się uniknąć utraty danych tylko dzięki ustawieniu dwuskładnikowego logowania wszędzie tam, gdzie to możliwe.