Pixel 11 Pro (XL) nie jest dla każdego. Ten aparat mnie zadziwia

Pixel 11 Pro (XL) nie jest dla każdego. Ten aparat mnie zadziwia

Autor:

w

Rok temu Pixel 10 Pro zaskoczył raczej negatywnie, jeśli chodzi o fotografię mobilną. Pod obudową kryły się praktycznie te same sensory co w Pixel 9 Pro, a nowości sprowadzały się do algorytmów, mocniejszego chipu i dużej ilości generowanej treści. Pixel 11 Pro i większy Pro XL, na szczęście, nie kroczą tą samą ścieżką. Google faktycznie zaktualizowało podzespoły, a nie tylko oprogramowanie, a w samym sofcie pojawiły się pewne rozwiązania, które naprawdę ucieszą dużo osób. Jest też coś, co na początku może wydawać się zbędnym bajerem, ale nie będę w ogóle zdziwiony, jeśli ta funkcja rzeczywiście okaże się przydatna, jak jedna z wcześniejszych nowości.

Co naprawdę zmieniło się w aparatach

Główny obiektyw pozostał przy tym samym sensorze, 50 MP i z przysłoną f/1.68, a jego jakość jest bardzo zbliżona do zeszłorocznej, choć nowy układ i poprawki w oprogramowaniu sprawiają, że kamera jest teraz o wiele szybsza. Ultraszeroki kąt także wraca w niezmienionej formie: 48 megapikseli i przysłona f/1.7. Selfie również pozostało bez zmian – to wciąż 42-megapikselowy obiektyw f/2.2. Prawdziwą zmianą jest teleobiektyw – wzrost matrycy z 1/2.51 cala do 1/1.95 może wydawać się nieduży, ale przekłada się to na więcej wpadającego światła. Przysłona to wciąż f/2.8, ale zauważyłem lepszą stabilizację. Jeśli do tej pory uważaliście teleobiektyw za zbyt ciemny, to pewna poprawa jest widoczna; widać więcej detali i wcale nie wynika to z efektu trybu nocnego i rozjaśniania zdjęcia przez algorytmy Google.

Czytaj dalej poniżej


Ceny YouTube Premium w górę. Robi się coraz drożej

Cyfrowy Pro Res Zoom podskoczył z zasięgu 100x do 120x, jednak to wciąż jest technologia generatywna, która „dodaje”, chociaż jak ja wolę mówić, zmyśla dodatkowe szczegóły w kadrze o rozdzielczości zbyt niskiej, by cokolwiek z niej odczytać. Działa nieźle na obiektach nieożywionych, krajobrazach, budynkach i tłach, ale każdy tekst czy osoba w takim kadrze zostaje zastąpiony bezsensownymi, wygenerowanymi kształtami.

Jednym z najczęściej zadawanych mi pytań jest to o zoom 10x będący hybrydą optyki i algorytmów – w niektórych sytuacjach rzeczywiście oprogramowanie Google radzi sobie lepiej niż wcześniej i może zastąpić optyczny obiektyw 10x z kilku innych smartfonów, ale to dość konkretne okoliczności. Ponownie, głównie chodzi o krajobrazy, budynki, oddalone („znane”) obiekty, jak samolot na niebie. Wtedy AI i efekty poprawiające są w stanie wycisnąć maksa z przechwyconego kadru i poprawić go na tyle, że fotka na ekranie telefonu wygląda super. Portrety z takim powiększeniem będą mieć pewne znamiona działania algorytmów, ale w dobrym oświetleniu też będą użyteczne.

Magiczne ujęcie – bajer czy genialny dodatek?

Na wstępie wspominałem o “bajerze”, który został dodany w tym roku, a mowa o funkcji “Magic Capture”. Na czym to polega? Pozwala nagrać krótki filmik z (ważnego) momentu, a telefon sam wybiera z niego kadry warte zapisania jako zdjęcia w rozdzielczości 12 megapikseli, opierając się na uśmiechach, ciekawym tle i momentach akcji. Materiał wideo zapisuje się w 1080p i nie jest w pełni stabilizowany, choć można go później wysłać na serwery Google w celu podniesienia jakości.

Efekty? Rzeczywiście wykrywane są przede wszystkim uśmiechy na twarzach osób, nagłe odwrócenia się/pojawienia się w kadrze oraz dobrze oświetlone widoki. Co ciekawe, lokalnie (offline) z kilkudziesięciosekundowego klipu telefon wyciągnął tylko jedną fotkę – na resztę musiałem zaczekać, gdy podczas spaceru w górach wrócił mi zasięg. Tak jak się spodziewałem: wyłapał opisane sytuacje i jak na niepozowane fotki są to całkiem fajne zdjęcia. Czy funkcja okaże się równie użyteczna, co “Dodaj mnie”, która ratuje zdjęcia grupowe (osoba X robi zdjęcie i wraca do grupy, przekazuje telefon osobie Y, która jest na pierwszym zdjęciu i robi drugie zdjęcie, a Pixel złącza fotki w jedną)? Chciałbym, żeby tak było, bo “Dodaj mnie” kilkukrotnie uratowało sytuację i tegorocznej nowości też postaram się zaufać w przyszłości.

Style i filtry, czyli ratunek dla zdjęć

Jeden z największych (moich) zarzutów wobec Pixela 10 Pro to zbyt agresywna automatyczna edycja zdjęć i nadawanie im sztucznego wyglądu: bez cieni, z podkręconym kontrastem, zwiększonym nasyceniem oraz potężnym wyostrzaniem. Owszem, to czasami najlepsze rozwiązanie, gdy fotka ma być jak najlepsza (to znaczy jak najczytelniejsza), bo to zdjęcie paragonu, produktu, przedmiotu, obiektu i wygrywa praktyczność. Ale zdjęcia z wyjazdów, wydarzeń, spotkań nie powinny takie być, bo są po prostu nienaturalne. Dlatego Google wprowadza style i filtry. Z góry przyrządzono ich w sumie kilkanaście, a zmiany wprowadzone w nich są zapamiętywane przez urządzenie – ponowne uruchomienie aparatu przywraca nasze ustawienia, byśmy mogli dalej robić fotki wedle swojej wizji.

To bardzo ważna i duża nowość, pozwalająca dostosować wygląd zdjęć do naszych predyspozycji albo po prostu pobawić się ustawieniami i porobić inne, ciekawsze, lepsze (?) zdjęcia niż zazwyczaj. Ale nawet pliki RAW zapisują te zmiany na trwałe, co oznacza, że utrudniony jest powrót do domyślnego trybu – bardzo mi tego brakuje, ponieważ iPhone 16 i nowsze trzymają sporo dodatkowych danych, by przefiltrowane zdjęcia można było “uratować”, np. gdy po fakcie zorientujemy się, że robiliśmy fotki z użyciem niepożądanego stylu i cała sesja ze spotkania do niczego się nie nadaje. Wystarczy aktualizacja softu i bardzo na nią liczę ze strony Google.

Ciekawy kierunek nowości w wideo

W kontekście wideo nowości i zmiany są raczej marginalne. Maksymalne parametry wideo pozostają niezmienione (do 4K przy 60 fps), ale pojawia się aktywna stabilizacja. Wymuszona ona zmniejszenie jakości do 1080p i 30 fps, ale jest zdecydowanie tego warta, jeśli nie musicie mieć pliku 4K. Są też rozwiązania dla twórców, jak teleprompter, siatka podpowiadająca kompozycję kadru pod sociale czy redukcja szumów. Dla nagrywających storki i rolki to naprawdę duże ułatwienia, bo pliki są niemal od razu gotowe do publikacji, ale kompletnie nie rozumiem, dlaczego teleprompter не wspiera języka polskiego w wykrywaniu tempa mówienia, by przewijać treść na ekranie podczas nagrywania przednią kamerką – przedziwne ograniczenie, skoro rozpoznawanie mowy po polsku Google ma już na wielu platformach i w wielu produktach bardzo dobrze opanowane.

Czy Pixel 11 Pro (XL) ma argumenty, by przekonać kogokolwiek do przesiadki z 10 Pro lub 9 Pro? I tak, i nie. Jeśli liczą się dla Was nawet najmniejsze detale czy większa swoboda, to najnowszy model ma ważne nowości, ale okazjonalne fotografowanie może być równie satysfakcjonujące starszymi modelami.