Kategoria: Wiadomości

  • Naprawa Steam Machine to koszmar. 49 kroków w instrukcji

    Naprawa Steam Machine to koszmar. 49 kroków w instrukcji

    Naprawa Steam Machine – droga przez mękę. Opublikowane instrukcje szokują graczy!

    Valve od lat wspiera prawo graczy do samodzielnej naprawy i edycji swojego sprzętu. Doskonałym przykładem jest Steam Deck, w którym bez problemu można wymienić pamięć na większą, bez konieczności zakupu nowej wersji urządzenia. W przypadku Steam Machine również opublikowano szereg instrukcji, jednak wnętrze urządzenia ujawnia inżynieryjny koszmar, z jakim spotkają się gracze planujący samodzielną modernizację.

    Chcesz wymienić RAM w Steam Machine? Uważaj

    W przypadku Steam Machine, gracze mają możliwość samodzielnego dostosowywania swojego sprzętu, na przykład poprzez wymianę pamięci RAM. Zespół iFixit opublikował 18 oficjalnych poradników serwisowych dla tego urządzenia od Valve. Mimo iż jest to pozytywny krok w stronę graczy, ujawniono wiele szczegółów dotyczących trudnego procesu, jakim jest modernizacja sprzętu. Niestety, entuzjaści, którzy pragną „grzebać” w maszynce od Valve, muszą stawić czoła skomplikowanym procedurom.

    Jednym z najbardziej znaczących przykładów jest wymiana pamięci operacyjnej. Domyślne 16 GB RAM nie jest zbyt wiele, co sprawia, że wielu graczy prędko zdecyduje się na upgrade. Problem jednak polega na tym, że dodanie lub wymiana kości RAM nie jest prostą operacją – wręcz przeciwnie. Aby rozbudować pamięć RAM w Steam Machine, należy przejść przez 49 precyzyjnych kroków, a następnie powtórzyć je w odwrotnej kolejności, montując poszczególne elementy z powrotem. Proces wymaga demontażu układu chłodzenia oraz płyty głównej, co może zniechęcić do jakichkolwiek zmian.

    Kontrowersje dotyczące demontażu wentylatora

    Sporo kontrowersji wzbudza również instrukcja dotycząca demontażu wentylatora oraz związanych z nim podzespołów. Aby bezpiecznie odłączyć delikatne przewody anten Wi-Fi, instrukcja zaleca – uwaga – zmiękczenie kleju za pomocą ciepła, na przykład przy użyciu suszarki do włosów. Przypominam, że mówimy o małym urządzeniu napakowanym elektroniką, wartym ponad 4000 zł. Wystarczy chwila nieuwagi, by nieodwracalnie uszkodzić moduł łączności bezprzewodowej. To procedura, która wymaga dużych umiejętności i doświadczenia, a nie jest prostym zadaniem dla przeciętnego gracza.

    Idea cieszy, wykonanie zupełnie nie

    Niewątpliwie cieszy możliwość udostępnienia graczom opcji samodzielnego wdrażania zmian w sprzęcie, co pozwala na większą elastyczność. Niestety, proces inżynieryjny sprawił, że wiele takich modyfikacji jest mocno utrudnionych, a dla większości graczy – praktycznie nieosiągalnych. O ile wymiana dysku SSD czy czyszczenie podzespołów z kurzu są stosunkowo łatwe i intuicyjne, to wymiana pamięci RAM przypomina prawdziwą udrękę. Wystarczy jedno potknięcie w skomplikowanym procesie, żeby narazić swoje urządzenie na poważne kłopoty. Dziwi, że inżynierowie Valve zdecydowali się na tak niewygodne umiejscowienie pamięci RAM, mając na uwadze, że to jeden z pierwszych elementów, którego wymiana będzie interesować wielu graczy.

    Jeżeli rozbudowane instrukcje nie przerażają, to wkrótce na stronie iFixit pojawią się oficjalne zestawy naprawcze dla Steam Machine z częściami zamiennymi. Jeśli jednak nie chcecie na nie czekać, to już teraz warto zaopatrzyć się w tradycyjne narzędzia (najlepiej precyzyjne i w różnych rozmiarach), suszarkę do włosów (na wszelki wypadek) oraz anielską cierpliwość – tej nigdy za wiele.

  • Interfejs mózg-komputer przestaje być ciekawostką. To szansa na godne życie

    Interfejs mózg-komputer przestaje być ciekawostką. To szansa na godne życie

    Interfejs mózg-komputer przestaje być jedynie gadżetem z futurystycznych opowieści. Obecnie kilka osób żyje z czipem w głowie, co otwiera nowe horyzonty w medycynie. Na razie jednak nie ma powodu do obaw, bowiem celem naukowców jest poprawa jakości życia osób borykających się z poważnymi problemami zdrowotnymi.

    Kiedy Elon Musk po raz pierwszy zaprezentował projekt Neuralink, wielu z nas miało w głowach obrazy rodem z „Cyberpunka 2077”. Testy na ludziach były zapowiadane przez lata, ale konkretne dowody były dotąd nieuchwytne. Dopiero w 2023 roku wydano pierwsze pozwolenia na przeprowadzenie testów. To rodzi istotne pytanie: czy naprawdę chcemy, aby ktoś inny grzebał w naszej głowie? Odpowiedź nie jest wcale prosta. Wiele osób z pewnością odpowie „nie”, jednak nasze pierwsze myśli dotyczą nas samych, zdrowych. Sytuacja zmienia się diametralnie, gdy do dyskusji wprowadzone zostają osoby, które nie mogą żyć pełnią życia.

    Dla takich ludzi interfejs mózg-komputer może stanowić prawdziwe wybawienie.

    Najcenniejszą funkcją interfejsu mózg-komputer może być zwyczajna rozmowa

    Łatwo zapomnieć, ile informacji przekazujemy podczas zwykłej rozmowy. Nie tylko poprzez słowa, ale także przez ton głosu, mimikę, gesty, kiwanie głową czy podnoszenie kciuka. Czasami wystarczy spojrzenie lub drobny gest, aby całkowicie zmienić znaczenie wypowiadanego zdania.

    Dla osoby z poważnym paraliżem te wszystkie niuanse mogą zniknąć niemal jednocześnie.

    Czytaj dalej poniżej


    Castorama wyprzedaje sprzęt warsztatowy Mac Allister i Erbauer

    Stąd wyniki badań naukowców z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco są niezwykle obiecujące. Opracowany przez nich system BCI nie ogranicza się do odtwarzania mowy. Naukowcy dążą do rekonstrukcji komunikacji bardziej zbliżonej do tej, której używamy na co dzień. Ich rozwiązanie potrafi jednocześnie odczytywać sygnały związane z mową i gestami, a następnie przekładać je na ruchy cyfrowego awatara. Zakładają, co uważam za trafne, że sama syntetyczna mowa nie przywraca naturalnej komunikacji. Człowiek nie rozmawia jak komputerowy terminal, a ekspresja jest kluczowa.

    Naukowcy odkryli także, że podczas jednoczesnego mówienia i gestykulowania, aktywność mózgu jest znacznie bardziej złożona, niż suma dwóch oddzielnych wzorców. Postawienie tylko na mowę, bez gestów, może prowadzić do utraty istotnych informacji.

    Interfejs mózg-komputer przywraca godność

    Niemniej jednak, to, co dzieje się w laboratorium, nie zawsze oddaje rzeczywistość użytkowania tej technologii. W czerwcu głośno było o Casey’u Harrellu, 47-letnim mężczyźnie z Kalifornii, który zmagał się z stwardnieniem zanikowym bocznym. Przez niemal dwa lata korzystał z wszczepionego interfejsu mózg-komputer, aby komunikować się z żoną, pisać e-maile i pracować – a więc nie tylko w laboratorium podczas krótkich eksperymentów, ale w zaciszu własnego domu.

    System pozwalał na odczytywanie wypowiedzi i zamianę ich na tekst oraz mowę syntetyczną. Harrell miał również możliwość sterowania kursorem, przeglądania internetu, wysyłania wiadomości, korzystania z poczty e-mail oraz uczestniczenia w wideorozmowach. Technologia współpracowała ponadto z systemem śledzenia ruchów gałek ocznych.

    Ważyć należy, aby nie postrzegać interfejsu mózg-komputer wyłącznie jako maszyny. Znajduje się za tym coś o wiele bardziej ludzkiego – niezależność.

    Oczywiście nie oznacza to, że obecnie każdy może po prostu udać się do sklepu i nabyć taki implant. Dostęp do tej technologii jest wciąż ograniczony i jedynie nieliczni są wybierani do testów. Warto jednak zauważyć istotną różnicę pomiędzy projektem działającym przez kilka minut w laboratorium a pacjentem, który korzysta z tego rozwiązania codziennie w swoim domu, co ma fundamentalne znaczenie dla dalszego rozwoju tej technologii.

  • Apple nie ma litości. Nowa fala podwyżek: tego się nie spodziewałeś!

    Apple nie ma litości. Nowa fala podwyżek: tego się nie spodziewałeś!

    Serwisowanie nowych iPhone’ów będzie droższe niż w przypadku poprzednich modeli. Ceny właściwie wszystkich usług wzrosły, a chociaż koszty związane z wymianą szyby od zawsze były astronomiczne i mało kto się na nie decydował, niestety, teraz droższa będzie również wymiana akumulatora.

    Apple zaktualizowało cennik napraw dla najnowszych smartfonów i… jak można się domyślić, nie są to dobre wieści dla użytkowników. Wymiana baterii w iPhonie 18 Pro i iPhonie 18 Pro Max będzie kosztować więcej niż w poprzednich generacjach. Choć różnica nie jest ogromna, użytkownicy, którzy zdecydują się na ten krok, zapłacą więcej… no cóż: tanio już było.

    Za nową baterię trzeba zapłacić 629 złotych

    Apple, wprowadzając nowe modele iPhone’ów, ogłosiło nową cenę wymiany baterii dla obu modeli iPhone’a 18 Pro – w Polsce wynosi ona 629 zł. To o 50 zł więcej niż w przypadku dwóch poprzednich generacji. Niby nie jest to ogromna różnica, ale jednak jest to podwyżka, obok której trudno przejść obojętnie. Nowa cena dotyczy napraw poza gwarancją. Apple zastrzega również, że przed wykonaniem usługi urządzenie zostanie sprawdzone przez technika, a ostateczny koszt zależy od stanu sprzętu – jak wiadomo, w przypadku „uszkodzonych” iPhone’ów firma nie oferuje takich usług.

    Większe baterie, wyższa cena naprawy?

    Podwyżka może być związana z zastosowaniem większych akumulatorów. Jak poinformowało Apple, iPhone 18 Pro otrzymał baterię o pojemności 4056 mAh, podczas gdy w iPhonie 17 Pro była to 3988 mAh. Jeszcze większą zmianę widać w modelu Pro Max, którego bateria ma 5391 mAh w porównaniu do 4823 mAh w poprzedniku.

    Apple ustaliło także ceny innych napraw. W przypadku iPhone’a 18 Pro Max wymiana tylnego szkła kosztuje 729 zł, wymiana aparatu: 1299 zł, a ekranu aż 2149 zł. Naprawa określona jako „inne uszkodzenie” to aż 4729 zł – to ceny obowiązujące dla iPhone’a 18 Pro Max, ponieważ część usług serwisowych dla mniejszego wariantu jest nieco tańsza, ale nie jest to istotna różnica.


    Czytaj dalej poniżej


    Premium bez przesady. Takie etui lubię najbardziej

  • Masz Samsunga? Ta kombinacja klawiszy uruchamia menu awaryjne

    Masz Samsunga? Ta kombinacja klawiszy uruchamia menu awaryjne

    Smartfony Samsunga posiadają menu, o którym niewielu użytkowników wie. I może to być lepsze, gdyż menu to ma charakter awaryjny…

    Zapomniany PIN do smartfona Samsung może szybko stać się poważnym problemem. Kiedy standardowe metody odblokowania urządzenia zawodzą, jedynym rozwiązaniem jest przywrócenie telefonu do ustawień fabrycznych. Istnieje jednak specjalna kombinacja przycisków, która umożliwia dostęp do menu odzyskiwania systemu – może się ona okazać nieoceniona, zwłaszcza gdy nie da się normalnie wyłączyć zablokowanego urządzenia. Należy jednak pamiętać, że korzystając z tej opcji, na stałe utracimy wszystkie dane zapisane w pamięci telefonu.

    Najpierw całkowicie wyłącz telefon

    W przypadku zablokowanego Samsunga samo wyświetlenie menu zasilania może być niewystarczające. Zgodnie z instrukcjami dla najnowszych modeli z rodziny Galaxy, należy jednocześnie przytrzymać przycisk zmniejszania głośności oraz przycisk zasilania przez około 7–10 sekund. Ważne jest, aby nie puszczać przycisków od razu po wygaszeniu ekranu, ponieważ może to spowodować ponowne uruchomienie telefonu. Niekiedy należy powtórzyć tę kombinację, aż urządzenie rzeczywiście się wyłączy.

    Kabel USB: kluczowy element procesu

    Następny krok może wielu zaskoczyć. Telefon należy podłączyć kablem USB do aktywnego komputera. Samo podłączenie do ładowarki sieciowej nie zawsze wystarczy do uruchomienia odpowiedniego trybu odzyskiwania. W niektórych sytuacjach analogicznie może zadziałać inne aktywne urządzenie USB. Po podłączeniu telefonu należy przytrzymać przycisk zwiększania głośności i przycisk zasilania. Gdy na ekranie pojawi się logo Samsung, należy zwolnić przycisk zasilania, ale wciąż trzymać przycisk zwiększania głośności, aż ukaże się napis „Android Recovery”.

    Menu Recovery umożliwia wymazywanie danych telefonu

    W menu odzyskiwania poruszamy się za pomocą przycisków głośności. Należy znaleźć opcję Wipe data / factory reset, a następnie potwierdzić wybór przyciskiem zasilania. Kolejne potwierdzenie rozpocznie proces przywracania urządzenia do ustawień fabrycznych.

    Czytaj dalej poniżej

    Nie lubisz etui? Samsung Galaxy S27 Ultra może być dla ciebie

    To jest kluczowy moment całej operacji. Resetowanie usuwa dane z pamięci telefonu, dlatego nie powinno się traktować tej metody jako jednego ze sposobów na zmianę kodu PIN. Samsung również wskazuje, że funkcja resetowania może prowadzić do utraty danych, ponieważ w efekcie „czyścimy” całego smartfona do zera.

    Po resecie telefon uruchomi się jak nowy

    Proces może zająć kilka minut. Po jego zakończeniu w menu Recovery należy wybrać polecenie Reboot system now. Smartfon uruchomi się ponownie i należy postępować według instrukcji konfiguracji, tak jak po wyjęciu urządzenia z pudełka. Wówczas można ustawić nowy PIN oraz ponownie skonfigurować konto i aplikacje.

    Warto pamiętać, że reset fabryczny nie jest mechanizmem do odzyskiwania zapomnianego PIN-u bez konsekwencji. To rozwiązanie awaryjne, które stosuje się w sytuacji, gdy nie ma już możliwości normalnego dostępu do urządzenia. Dlatego przed jego wykonaniem warto upewnić się, że wszystkie najważniejsze zdjęcia, dokumenty i inne dane zostały wcześniej zsynchronizowane lub zapisane w kopii zapasowej, ponieważ w przeciwnym razie zostaną one bezpowrotnie utracone.

  • PKO odcina klientów od aplikacji mobilnej. Bank wydał pilny komunikat

    PKO odcina klientów od aplikacji mobilnej. Bank wydał pilny komunikat

    Klienci PKO Banku Polskiego powinni szczególnie zwrócić uwagę na nadchodzący niedzielny poranek. Bank ogłosił prace techniczne, podczas których przez kilkanaście godzin użytkownicy nie będą mieli dostępu do aplikacji mobilnych oraz serwisów internetowych.

    Wyobraź sobie niedzielny poranek, budzisz się i planujesz wykonać kilka szybkich przelewów. Niestety, w PKO BP w najbliższą niedzielę, 20 września, nie będzie to możliwe. Przyczyną są zaplanowane prace techniczne. Bank wydał specjalny komunikat wyjaśniający okoliczności oraz przewidywane utrudnienia.

    Przerwa techniczna w PKO BP

    PKO Bank Polski poinformował, że w niedzielę, 20 września, od godziny 00:01 do 12:30 jego serwisy internetowe oraz aplikacje mobilne będą niedostępne. W tym czasie nie będzie również funkcjonować serwis telefoniczny banku, co oznacza 12,5 godziny przerwy w dostępności usług. Choć prace zaczynają się w nocy, tym razem ich trwanie będzie obejmować poranek aż do południa.

    Bank podkreśla, że w trakcie prac technicznych użytkownicy będą mogli korzystać z kart płatniczych, z wyjątkiem funkcji wielowalutowej. Klienci będą mogli dokonywać płatności za zakupy w sklepach stacjonarnych oraz wypłacać gotówkę z bankomatów. Dodatkowo, transakcje z wykorzystaniem kodu BLIK również będą możliwe.

    Do zmian dojdzie również w sposobie autoryzacji niektórych operacji. PKO zapowiada, że w trakcie prac, mobilna autoryzacja zostanie zastąpiona kodami SMS. Osoby, które zazwyczaj zatwierdzają operacje w aplikacji, powinny być świadome, że procedura będzie różnić się od standardowej.

    Czytaj dalej poniżej


    Pekao gasi światło. Masz czas do 1 lipca albo pożegnaj się z aplikacją

    Grafika: Kamil Świtalski / Antyweb

  • Zapomnij o ołówkach z Ikei. Zobacz, co ma Parkside!

    Zapomnij o ołówkach z Ikei. Zobacz, co ma Parkside!

    Parkside: Praktyczne Narzędzia dla Majsterkowiczów

    Parkside pokazuje, że nawet zwykły ołówek można zastąpić czymś bardziej funkcjonalnym. W dzisiejszym artykule przedstawiamy cztery produkty, które powinien posiadać każdy majsterkowicz.

    Zastosowanie Nowoczesnych Narzędzi

    W świecie majsterkowania, precyzja i praktyczność są kluczowe. Dzięki innowacyjnym rozwiązaniom oferowanym przez Parkside, możliwe jest skuteczne i wygodne oznaczanie oraz trasowanie. Tradycyjny ołówek, choć nadal użyteczny, ustępuje miejsca narzędziom, które znacznie ułatwiają pracę.

    Produkty Niezbędne w Warsztacie

    1. Elektroniczny Marker
      Zamiast tradycyjnego ołówka, skorzystaj z elektronicznego markera, który umożliwia precyzyjne oznaczanie różnych powierzchni. Jego zastosowanie sprawia, że prace są szybkie i dokładne.

    2. Laserowy Wszechstronny Poziomica
      Odkryj zalety laserowego poziomica, który pozwala na precyzyjne trasowanie poziomów i kątów. Ten produkt przyspiesza proces pracy, a jego efekty są nie do przecenienia.

    3. Szablon do Oznaczania
      Wykorzystaj szablon, który ułatwia oznaczanie skomplikowanych kształtów. To narzędzie jest idealne do precyzyjnego odwzorowania wzorów oraz projektów.

    4. Narzędzie do Wycinania
      Zainwestuj w nowoczesne narzędzie do wycinania, które zapewnia perfekcyjne krawędzie i wykończenia. To nieoceniona pomoc przy wszelkich pracach montażowych i dekoracyjnych.

    Podsumowanie

    Podsumowując, Parkside oferuje szereg narzędzi, które skutecznie zastępują tradycyjne metody, takie jak pisanie ołówkiem. Inwestując w te cztery produkty, każdy majsterkowicz zyska nową jakość pracy oraz zwiększy swoją efektywność. Nie ma wątpliwości, że nowoczesne podejście do trasowania i oznaczania zmienia sposób, w jaki realizujemy projekty DIY.

  • Naukowiec: jeden prosty trik znacznie skróci czas na telefonie

    Naukowiec: jeden prosty trik znacznie skróci czas na telefonie

    Interesujące wyniki badania i zaskakujące wnioski.

    Jeśli pragniesz ograniczyć czas spędzany ze smartfonem, ale tradycyjne metody, takie jak limity i blokady aplikacji, nie przynoszą rezultatów, może warto zastanowić się nad tym, kto ustala cel. Nowe badanie wykazuje, że kluczem do sukcesu może być nie tylko metoda, ale również samodzielne podejmowanie decyzji. Uczestnicy, którzy osobiście wyznaczyli swoje cele dotyczące ograniczenia korzystania z telefonu, osiągali znacznie lepsze rezultaty niż ci, którzy byli poddani z góry ustalonym normom.

    Własny cel okazał się skuteczniejszy od tego narzuconego

    Badanie przeprowadzono w formie 12-tygodniowego eksperymentu z udziałem 149 osób. Uczestników podzielono na trzy grupy. Pierwsza z nich mogła samodzielnie wybrać cel redukcji korzystania ze smartfona: 10, 20 lub 30 procent. Druga grupa otrzymała ustalony z góry cel na poziomie 14 procent, natomiast trzecia nie miała wyznaczonego celu.

    Badacze zadbali o uczciwość porównania, przyznając uczestnikom w każdej z grup te same zachęty finansowe oraz zapewniając porównywalny poziom trudności dla wybranych celów, co pozwoliło ocenić, czy możliwość podejmowania decyzji miała znaczenie.

    Wyniki były zaskakujące. Osoby, które samodzielnie ustaliły swój cel, ograniczyły korzystanie z telefonu średnio o 26 minut dziennie więcej niż uczestnicy z narzuconym celem. To oznaczało redukcję na poziomie około 73 procent. Dodatkowo, ci, którzy wybierali swoje cele, osiągali je częściej, co skutkowało różnicą wynoszącą 11 punktów procentowych. Rezultat ten jest szczególnie interesujący, ponieważ w pierwszej chwili można by sądzić, że ustalony przez specjalistę limit będzie skuteczniejszy. Okazuje się jednak, że poczucie kontroli nad decyzją może zwiększać zaangażowanie i ułatwiać zmianę nawyków.

    Czytaj dalej poniżej

    Dom 120 m2 w 48 godzin. Nowa technologia budowy bez cegły

    Nie chodzi o całkowite odcięcie od smartfona

    Wyniki badania jednoznacznie pokazują, że najlepszym rozwiązaniem nie jest całkowite odcięcie od telefonu ani zablokowanie wszystkich aplikacji. Kluczowe jest wyznaczenie realistycznego, osobistego celu, do którego dążymy.

    Można rozpocząć od analizy statystyk czasu ekranowego i zdecydować, że w nadchodzącym tygodniu zredukujemy czas korzystania z telefonu o 10 procent. Taki cel może być dla niektórych osób zbyt łatwy, a dla innych zbyt ambitny. Wyniki badania wskazują, że możliwość dostosowania wyzwania do własnych potrzeb ma istotne znaczenie.

    Smartfon może zajmować nam mniej czasu – i nie trzeba do tego zmieniać całego życia

    W trakcie badania zauważono, że ograniczenie korzystania z telefonu wiązało się z pozytywnymi zmianami w zakresie ocen dotyczących uzależnienia od smartfona oraz objawów depresji i lęku. Naukowcy jednak podkreślają, że te wyniki miały charakter drugorzędny, a różnice między grupami w tych aspektach nie były statystycznie istotne, co sprawia, że nie można traktować eksperymentu jako dowodu na bezpośrednią poprawę zdrowia.

    Najważniejszy wniosek jest prosty: zamiast zastanawiać się, ile czasu powinieneś spędzać ze smartfonem, sam zdecyduj, o ile chcesz go ograniczyć. Taki mały element wyboru może sprawić, że postanowienie przestanie być kolejnym narzuconym zakazem, a stanie się konkretnym celem, którego naprawdę pragniesz się trzymać.

  • Yongnuo YN6C-360IV – test. Jak wypada w praktyce?

    Yongnuo YN6C-360IV – test. Jak wypada w praktyce?

    Rynek niedrogiego oświetlenia LED rozwija się w niezwykle szybkim tempie. Jeszcze kilka lat temu lampa oferująca regulowaną temperaturę barwową, tryb RGB i możliwość pracy bez stałego podłączenia do gniazdka była kosztownym dodatkiem do profesjonalnego zestawu. Obecnie takie funkcje są dostępne w znacznie tańszych modelach. Doskonałym przykładem jest Yongnuo YN6C-360IV RGB Light Wand, czyli podłużna lampa LED o mocy 24 W, zaprojektowana z myślą o fotografach, filmowcach oraz szeroko pojętych twórcach.

    Czy niska cena wiąże się z poważnymi kompromisami? Przy bliższym przyjrzeniu się specyfikacji okazuje się, że YN6C-360IV ma kilka argumentów, które mogą zaskoczyć w tym segmencie cenowym.

    Konstrukcja i ergonomia: mobilność przede wszystkim

    Yongnuo postawiło na klasyczną formę lampy typu „light wand”. Urządzenie ma około 57 cm długości i waży około 670 g. Mimo że nie jest ultralekkie, nadal pozostaje wystarczająco poręczne, aby można było wygodnie operować nim jedną ręką czy zamontować na mniej masywnych statywach. Taka konstrukcja zapewnia dużą swobodę podczas fotografowania. Lampę można ustawić pionowo, skierować pod kątem na fotografowaną osobę lub wykorzystać jako element scenografii. Tylny uchwyt ułatwia kontrolowanie kierunku emisji światła, co jest szczególnie istotne podczas pracy bez statywu.

    To sprzęt, który doskonale wpasowuje się w mobilne workflow. Można go zabrać na plener, wykorzystać do nagrywek w mieszkaniu, backstage’u czy podczas sesji produktowej. I to bez konieczności transportowania dużego zestawu oświetleniowego: choć producent oferuje kilka dodatkowych akcesoriów, które pozwalają na szersze zastosowanie lampy.

    Czytaj dalej poniżej


    Amazon niczym TikTok? Platforma wprowadza krótkie filmiki

    Specyfikacja techniczna

    Parametr
    Model Yongnuo YN6C-360IV
    Typ RGB Light Wand / Tube Light
    Moc 24W
    Zakres temperatury barwowej 2700K – 6500K
    Tryby kolorystyczne CCT, RGB
    Dokładność temperatury +/-200K
    Waga 670 g.
    Długość ok. 57 cm
    Zasilanie USB-C (w tym powerbank), zasilacz 12V/2A, bateria NP-F970
    Mocowanie Gwint 1/4″
    Wyświetlacz Wbudowany LCD
    Tryby specjalne RGB pełne spektrum, efekty świetlne
    Zastosowanie Fotografia portretowa, wideo, fotografia produktowa
    Cena orientacyjna ok. 400 zł

    24 W mocy i szeroki zakres temperatury barwowej

    Jednym z kluczowych parametrów lampy Yongnuo YN6C-360IV jest moc wynosząca 24 W. W połączeniu z kompaktową konstrukcją tworzy to uniwersalne narzędzie do pracy.

    Lampa pozwala na regulację temperatury barwowej w zakresie 2700-6500 K, co umożliwia przejście od ciepłego, przytulnego światła do chłodniejszej, dziennej charakterystyki. Takie możliwości znacznie ułatwiają dopasowanie lampy do zastanego oświetlenia oraz tworzenie określonego klimatu sceny.

    Również opcja wykorzystania światła RGB jest istotna. Zamiast ograniczać się do bieli w różnych barwach, można eksperymentować z kolorami i budować kontrastowe tła, akcenty na sylwetce czy bardziej filmową atmosferę.

    Tryb RGB to jeden z powodów, dla których YN6C-360IV wyróżnia się w swojej klasie cenowej. Kolorowe światło pozwala na osiągnięcie efektów, które wcześniej często wymagały dodatkowych filtrów, żeli lub kilku osobnych źródeł światła – zwłaszcza w tej kategorii cenowej.

    Dla twórców może to oznaczać szybkie wprowadzenie kolorowego akcentu do tła. Fotografowie mogą wykorzystać lampę do podkreślenia konturów modela, natomiast filmowcy do stworzenia określonego nastroju w kadrze.

    Należy jednak pamiętać o podstawowej zasadzie: maksymalna moc światła białego nie przekłada się automatycznie na identyczną jasność w każdym kolorze RGB. To naturalna konsekwencja sposobu generowania światła, a nie wada charakterystyczna wyłącznie dla Yongnuo.

    Zasilanie: tutaj zaczyna się prawdziwa dowolność!

    Wielką zaletą YN6C-360IV są różnorodne metody zasilania. Lampę można podłączyć przez USB-C (można korzystać z power banku), użyć zasilacza 12 V/2 A albo zastosować popularny akumulator NP-F970 (niestety, nie jest on częścią zestawu).

    Dzięki temu urządzenie sprawdza się zarówno w studio, jak i w terenie. Powerbank może pełnić funkcję mobilnego źródła energii, natomiast akumulator NP-F umożliwia stworzenie klasycznego zestawu do pracy w plenerze.

    Niestety, akumulator nie jest częścią zestawu, a ja nie miałem żadnego w zapasie, aby sprawdzić, na ile wystarcza on w praktyce. W przypadku power banku wszystko zależy od używanego sprzętu oraz mocy lampy. Jedno jest pewne: możliwości są liczne i warto docenić, że producent oferuje wybór pomiędzy trzema popularnymi standardami. Jednak szkoda, że akumulator nie znajduje się w zestawie.

    Co z jakością lampy? Trudno się do czegokolwiek przyczepić

    W przypadku lamp LED sama moc wyrażona w watach niewiele mówi o rzeczywistej jakości. Wartościowe są stabilność parametrów oraz przewidywalność rezultatów. YN6C-360IV oferuje regulację temperatury barwowej i jest przeznaczona do zastosowań, gdzie użytkownik potrzebuje szybkiej zmiany charakterystyki światła. Deklarowana tolerancja temperatury barwowej pozwala oczekiwać stabilnej pracy podczas jednej sesji.

    To szczególnie istotne w fotografii portretowej. Jeśli temperatura światła pozostaje przewidywalna, późniejsza korekcja materiału staje się prostsza, a kolor skóry nie zmienia się przypadkowo pomiędzy kolejnymi ujęciami.

    Lampa YN6C-360IV: gdzie sprawdzi się najlepiej?

    To przede wszystkim lampa do małych i średnich planów, w których istotne są elastyczność, mobilność oraz możliwość szybkiej zmiany kolorystyki. Akcesorium sprawdzi się w portretach, fotografii produktowej, nagrywaniu filmów na YouTube, streamingu, sesjach kreatywnych czy jako światło kontrowe. Może również pełnić funkcję dodatkowego źródła światła w większym zestawie.

    Szczególnie interesująca jest dla początkujących twórców. Zamiast kupować kilka specjalistycznych urządzeń, można rozpocząć pracę z jednym uniwersalnym źródłem i stopniowo rozwijać cały system.

    Nie należy jednak oczekiwać cudów. YN6C-360IV nie jest zamiennikiem mocnego reflektora LED przeznaczonego do profesjonalnego planu filmowego. W intensywnym świetle słonecznym jego 24 W mogą okazać się niewystarczające jako główne źródło. Podobnie będzie podczas oświetlania dużych pomieszczeń, grup osób czy planów wymagających dużej ilości światła.

    W takich sytuacjach lepiej zastosować mocniejszy panel, a Yongnuo potraktować jako światło dodatkowe. W tej roli konstrukcja tego typu ma najwięcej sensu. Jednak do pracy z jednym, góra dwoma modelami czy niewielkimi produktami – będzie więcej niż wystarczające.

    Czy warto kupić Yongnuo YN6C-360IV?

    Największą zaletą YN6C-360IV jest połączenie mobilności, RGB, regulowanej temperatury barwowej i różnych metod zasilania – wszystko to w prostym w obsłudze pakiecie. To funkcjonalny zestaw cech, który czyni lampę interesującą propozycją dla osób rozpoczynających przygodę z profesjonalnym oświetleniem.

    Nie jest to sprzęt wolny od ograniczeń. Moc 24 W wyraźnie definiuje jego zastosowanie, a konstrukcja (choć solidna, to wciąż dostępna w wersji budżetowej) nie powinna być zestawiana z profesjonalnymi lampami przeznaczonymi do wymagających produkcji komercyjnych.

    Jeżeli jednak potrzebujesz niewielkiego, kolorowego źródła światła do fotografii, wideo, streamingu lub kreatywnych projektów, Yongnuo YN6C-360IV RGB Light Wand jest jednym z najbardziej interesujących wyborów w swojej klasie cenowej. Oferuje wszechstronność i funkcjonalność, które można mieć zawsze pod ręką.

    Yongnuo YN6C-360IV



    plusy

    • Niska cena (względem konkurencji)
    • Elastyczne opcje zasilania (USB-C, NP-F970)
    • Dobre odwzorowanie kolorów
    • Lekka i poręczna konstrukcja
    • Pełne spektrum RGB z precyzyjnym dostrojeniem


    minusy

    • Za słaba do ostrego słońca
    • Spadek jasności w trybie RGB
    • Nie oświetli dużych przestrzeni samodzielnie

    –

    Akcesorium do testów udostępnił producent

  • Dlaczego na studia potrzebujesz dziś tylko jednego (tego) komputera?

    Dlaczego na studia potrzebujesz dziś tylko jednego (tego) komputera?

    A co, jeśli czasy bezpowrotnie minęły? Przez ostatnie dni moim głównym narzędziem pracy, nauki i rozrywki był laptop HyperX OMEN 16, którego sercem jest układ graficzny NVIDIA GeForce RTX 5070. Ten sprzęt udowadnia, że nowoczesna inżynieria pozwala zamknąć mocną stację roboczą, centrum multimedialne, osobistego asystenta AI oraz platformę gamingową w jednej obudowie. Zapomnij o żonglowaniu urządzeniami – ten jeden, odpowiednio wyposażony sprzęt to dziś najbardziej sensowny wybór na studia.

    Ekran, który dba o wzrok i wielozadaniowość bez limitów

    Zacznijmy od tego, co student najdłużej eksploatuje – od ekranu i pracy z tekstem. Zbieranie materiałów do pracy zaliczeniowej czy analizowanie setek stron dokumentacji to zadania, które potrafią być fizycznie wyczerpujące. HyperX OMEN 16 podchodzi do tego tematu wzorowo, oferując 16-calową matrycę OLED o rozdzielczości 2,5K (2560 × 1600 pikseli).

    To, co w kontekście edukacyjnym ma największe znaczenie, to proporcje wyświetlacza wynoszące 16:10. W porównaniu do tradycyjnych ekranów panoramicznych zyskujemy więcej przestrzeni w pionie. W praktyce oznacza to, że czytając obszerny dokument PDF, arkusz kalkulacyjny czy pisząc kod, widzisz na ekranie znacznie więcej treści. Rzadsze przewijanie strony przekłada się na lepsze skupienie i szybszą pracę.

    Co jednak z wielogodzinnymi sesjami przed monitorem? Producenci rzadko eksponują technologie dbające o wzrok, a te decydują o komforcie na koniec dnia. Ekran w tym modelu posiada certyfikat Low Blue Light (redukujący szkodliwe światło niebieskie) oraz technologię DC Dimming. Ta druga jest kluczowa, całkowicie eliminuje efekt migotania podświetlenia, który w wielu innych ekranach (choć niewidoczny gołym okiem) powoduje bóle głowy i pieczenie oczu.

    Moc obliczeniowa na wyciągnięcie ręki

    Oczywiście samo wyświetlanie to nie wszystko. Kiedy masz otwarte dwadzieścia kart w przeglądarce, aplikację do notowania, komunikator oraz uruchomiony w tle program analityczny, potrzebujesz znacznej mocy obliczeniowej. Zapewnia ją 16-rdzeniowy i 32-wątkowy procesor AMD Ryzen 9 8940HX wspierany przez 24 GB pamięci RAM DDR5. Taki zapas mocy gwarantuje, że niezależnie od tego, jak bardzo obciążasz system, nie doświadczysz irytujących przycięć.

    Warto uspokoić także obawy o kulturę pracy. Ktoś mógłby pomyśleć, że tak potężne podzespoły generują hałas podczas zwykłego przeglądania internetu. Nic bardziej mylnego. Dzięki technologii Max-Q od firmy NVIDIA, laptop działa niezwykle inteligentnie. Układ na bieżąco analizuje, co robisz, i odpowiednio rozdziela dostępną energię między procesor a kartę graficzną. Podzespoły, które w danej chwili nie są potrzebne, zostają wygaszone, a taktowanie dostosowywane do aktualnego obciążenia. Efekt? Podczas pisania referatu laptop pozostaje cichszy i chłodniejszy, a bateria wystarcza na dłużej. Pełna moc jest uwalniana dopiero wtedy, gdy sprzęt otrzyma zadanie, które tego wymaga.

    Prywatna sztuczna inteligencja

    Tu dochodzimy do punktu, który stanowi największą rewolucję technologiczną ostatnich lat i absolutny wyróżnik testowanego sprzętu. Mowa o sztucznej inteligencji, ale w wydaniu, którego większość laptopów „do szkoły” po prostu nie jest w stanie zaoferować.

    Zazwyczaj korzystanie z modeli językowych wiąże się z koniecznością dostępu do internetu, opłacania subskrypcji oraz wysyłania zapytań na zewnętrzne serwery. HyperX OMEN 16, wyposażony w kartę NVIDIA GeForce z serii RTX 50, opartą na nowej architekturze Blackwell, zmienia te zasady. To fundament zaprojektowany specjalnie pod natywne przyspieszanie zadań AI, przy zachowaniu znakomitej efektywności energetycznej.

    Dzięki zintegrowanym rdzeniom Tensor karta graficzna obsługuje technologię NVIDIA RTX AI. Oznacza to, że zaawansowane modele sztucznej inteligencji pracują na biurku, a nie na cudzym serwerze. Możesz korzystać z nich bez opłacania abonamentu, bez obaw o przekroczenie limitów zapytań i bez konieczności łączenia się z internetem, korzystając z narzędzi takich jak LM Studio, które oferuje dostęp do popularnych modeli, takich jak Gemma4 czy Qwen 3.5, które można uruchomić na wbudowanej karcie graficznej, zyskując całkowicie lokalny dostęp, bez żadnych ograniczeń.

    To nie tylko kwestia wygody, ale przede wszystkim bezpieczeństwa. Jeśli studiujesz prawo, medycynę, analitykę lub prowadzisz badania naukowe, poufność informacji to absolutny priorytet. Dzięki lokalnemu AI Twoje notatki, teksty źródłowe i wyniki badań nigdy nie opuszczają urządzenia. Możesz streszczać wielostronicowe dokumenty medyczne lub analizować akta bez najmniejszego ryzyka, że wrażliwe dane trafią do chmury.

    Niezawodność dla walczących z deadline’ami

    Studia to często także praca twórcza – zarówno podczas tłumaczenia się w dziekanacie, jak i w sytuacjach, gdy trzeba zmontować wideo na zaliczenie, stworzyć animację 3D czy obrobić fotografię. W takich scenariuszach HyperX OMEN 16 staje się profesjonalnym narzędziem pracy.

    Wielką zaletą dla twórców jest wspomniany już ekran OLED, charakteryzujący się 100-procentowym pokryciem profesjonalnej przestrzeni barw DCI-P3. Kolory, które nadasz swojemu projektowi na ekranie laptopa, będą dokładnie tymi samymi kolorami, które finalnie zobaczy odbiorca.

    Kluczem do spokoju ducha twórcy jest również oprogramowanie. Na sprzęcie można zainstalować sterowniki NVIDIA Studio. To osobna gałąź oprogramowania, certyfikowana przez producentów najważniejszych aplikacji kreatywnych. Zostały one stworzone z myślą o wydajności pracy, a ich nadrzędnym celem jest stabilność. Minimalizują one ryzyko, że Twój program zamknie się z błędem na dwie godziny przed oddaniem ostatecznej wersji projektu.

    Dodatkowo, dzięki potężnemu przyspieszeniu sprzętowemu układu NVIDIA GeForce RTX 5070, eksport wideo trwa znacznie krócej, a podgląd w programie montażowym działa płynnie nawet bez renderowania tła. Osoby, które myślą o tworzeniu treści do sieci, docenią także enkoder NVENC z obsługą AV1. To tak, jakby w laptopie pracował osobny, wyspecjalizowany układ dedykowany wyłącznie nagrywaniu i streamowaniu wideo, co sprawia, że proces ten nie zabiera cennej mocy procesora, niezbędnej do obsługi samej aplikacji czy gry.

    Nie zapominajmy również o codziennej komunikacji. Jeśli uczestniczysz w zdalnych ćwiczeniach lub nagrywasz własne materiały, pokochasz aplikację NVIDIA Broadcast. Wykorzystuje ona sztuczną inteligencję, aby w czasie rzeczywistym odfiltrować hałas z otoczenia (np. hałasującego współlokatora) oraz nałożyć precyzyjne, wirtualne tło, które ukryje nieporządek w pokoju.

    Rozrywka z najwyższej półki (graficznej)

    Po godzinach intensywnej pracy intelektualnej przychodzi czas na zasłużony relaks. To właśnie w grach wideo HyperX OMEN 16 pokazuje, że mocny układ graficzny to inwestycja w spektakularne doświadczenia wizualne. Ekran OLED z obsługą HDR (szczytowa jasność na poziomie 1100 nitów) gwarantuje prawdziwą, głęboką czerń, co w połączeniu z nowymi technologiami renderowania obrazu po prostu zachwyca.

    Uruchamiając oszałamiające 007 First Light lub bardzo oczekiwany Control Resonant, doświadczasz, czym jest path tracing. To technologia, która sprawia, że wirtualne światło nie zatrzymuje się na pierwszej powierzchni, lecz odbija się wielokrotnie, tworząc pełną, globalną iluminację. Światło zachowuje się dokładnie tak, jak w rzeczywistości – czerwona ściana delikatnie zabarwi na różowo sąsiednią białą powierzchnię, a pojedyncze źródło światła realistycznie wypełni całe pomieszczenie. W grach stawiających na dynamiczną akcję zobaczysz, jak doskonale sprawdza się ray tracing, gdzie światło i cienie zachowują się w 100% naturalnie, dokładnie odwzorowując otoczenie bez stosowania sztucznych „wklejek”.

    Możesz zadać sobie pytanie – czy laptop to udźwignie bez utraty płynności? Oczywiście. Odpowiada za to NVIDIA DLSS 4.5. W dużym uproszczeniu: laptop rysuje mniej, a Ty i tak widzisz więcej. Zamiast generować każdy piksel od zera, inteligentny algorytm rekonstruuje brakujące szczegóły z niższej rozdzielczości bazowej. Co więcej, funkcja Dynamic Multi Frame Generation potrafi automatycznie wygenerować do pięciu dodatkowych klatek obrazu pomiędzy tymi rzeczywiście wyrenderowanymi przez grę. Algorytm sam dopasowuje ich liczbę do odświeżania monitora (w tym modelu aż 165 Hz), co podnosi płynność do ekstremalnych wartości bez konieczności ręcznego konfigurowania wielu opcji.

    Dla fanów szybkich gier turniejowych (e-sportu) przygotowano technologię NVIDIA Reflex. Dba ona o to, by komputer nie gromadził „zaległości” w kolejkowaniu zadań. W efekcie kliknięcie przycisku na myszce skutkuje natychmiastową reakcją na ekranie, co skraca czas opóźnienia do niezbędnego minimum.

    Wszystkim tym zarządza OMEN Gaming Hub ze wsparciem oprogramowania OMEN AI, które optymalizuje system pod konkretny tytuł jednym kliknięciem. To idealne rozwiązanie dla osób, które nie chcą spędzać godzin na ustawieniach. Gdy zajdzie potrzeba, Tryb Unleashed bezpiecznie podbije wydajność sprzętu ponad fabryczne limity, a potężna architektura chłodzenia OMEN Tempest Cooling efektywnie odprowadzi z obudowy nagromadzone ciepło.

    Wybór, który ma sens

    Trzeba to powiedzieć wprost: ważący 2,47 kg komputer z 280-watowym zasilaczem to sprzęt, którego z pewnością poczujesz w torbie. To mocna baza, zaprojektowana, aby służyć jako główne centrum dowodzenia w domu lub w akademiku, z możliwością łatwego spakowania i przeniesienia, gdy zajdzie taka potrzeba. Dzięki błyskawicznemu Wi-Fi 7 oraz portowi LAN 2,5 GbE masz pewność, że łączność z siecią nigdy Cię nie zawiedzie.

    Kupując HyperX OMEN 16 wyposażony w NVIDIA GeForce RTX 5070, inwestujesz w spokój na całe lata studiów. Otrzymujesz sprzęt, który udźwignie dziesiątki dokumentów, płynnie wyrenderuje najbardziej skomplikowane projekty, zadba o prywatność dzięki lokalnym modelom AI, a na koniec dnia pozwoli uruchomić najbardziej wymagające gry w najwyższej jakości. To koniec kompromisów.

    HyperX OMEN 16 w opisywanej konfiguracji jest dostępny w Polsce w sklepach RTV Euro AGD.

    Artykuł powstał przy współpracy z markami HP i NVIDIA.

  • Robot sam zszedł z linii produkcyjnej. Nagranie robi wrażenie

    Robot sam zszedł z linii produkcyjnej. Nagranie robi wrażenie

    Humanoidalne roboty są coraz bliżej tego, by trafić do domu zwykłego człowieka. Chińska firma właśnie rozpoczęła produkcję autonomicznej maszyny do zadań wszelakich.


    W ostatnich latach w sieci pojawia się zatrważająca liczba filmików z humanoidalnymi robotami. Mimo to, większość z nich nie opuściła jeszcze linii produkcyjnej i można je zobaczyć co najwyżej na targach technologicznych, wraz z obietnicą zmienienia Twojego życia raz na zawsze. Tymczasem chińska firma XPeng staje na czołowej pozycji, przekształcając te obietnice w rzeczywistość. W Guangzhou ruszyła specjalna linia produkcyjna poświęcona robotowi IRON, który jest humanoidalnym robotem ogólnego przeznaczenia.

    Interesująco prezentuje się nagranie, na którym robot przechodzi przez kolejne etapy montażu, aby na koniec samodzielnie zejść z linii produkcyjnej.

    Robot IRON opuszcza linię produkcyjną

    XPeng nie jest typowym producentem robotów; to w rzeczywistości producent samochodów, który wykorzystuje swoje zaawansowane zaplecze i doświadczenie w automatyce do masowej produkcji. Ta przewaga pozwala firmie być o krok przed konkurencją, co potwierdza fakt, że ponad 80% podstawowych procedur nowej linii produkcyjnej jest zautomatyzowanych.

    Sam robot imponuje również swoimi parametrami. Posiada 76 stopni swobody, a każda dłoń ma aż 21 stopni swobody. Dzięki temu jest w stanie wykonywać subtelne manipulacje i ruchy, które wydają się zaskakująco ludzkie. Konstrukcja robota opiera się na zamkniętej, elastycznej strukturze siatkowej, zaprojektowanej z myślą o połączeniu zwinności oraz bezpieczeństwa.

    Czytaj dalej poniżej


    Te półprzewodniki pomogą nam zbudować technologie przyszłości

    Sercem systemu są trzy chipy Turing AI, oferujące łącznie do 2250 TOPS. Co istotne, model AI XPeng działa bezpośrednio na robocie, eliminując potrzebę przesyłania danych do chmury. Lokalne przetwarzanie danych skraca czas reakcji oraz poprawia percepcję otoczenia. Robot IRON ma być nie tylko ciekawostką, lecz uniwersalną platformą do różnorodnych zadań. Prezes i CEO, He Xiaopeng, podkreśla szerokie możliwości adaptacyjne tego rozwiązania. Firma planuje najpierw wykorzystać robota w swoich sklepach i obiektach, a szersze wprowadzenie na rynek chiński i międzynarodowy zapowiada na 2027 rok.