Kategoria: Wiadomości

  • Chiński elektryk za 700 tys. złotych. Osiągami zawstydza Ferrari

    Chiński elektryk za 700 tys. złotych. Osiągami zawstydza Ferrari

    Chińska marka Denza, będąca częścią koncernu BYD, oficjalnie wkracza na polski rynek, prezentując od razu swoje najmocniejsze atuty.


    Model Denza Z to w pełni elektryczny supersamochód, który ma na celu zrewolucjonizowanie sposobu myślenia o osiągach pojazdów elektrycznych. Debiutuje on w trzech wersjach – Coupe, Spider oraz typowo torowej Racing. Ceny zaczynają się od 705 320 zł za podstawowe Coupe, 782 320 zł za wariant Spider, aż do 855 360 zł za ultranowoczesną wersję Racing. Choć cena jest znacząca, nabywcy otrzymują osiągi, które mogą konkurować z tymi znanymi z Ferrari.

    Kosmiczna moc i szybkie ładowanie

    Wszystkie wersje Denzy Z są napędzane trójsilnikowym systemem generującym moc 1604 KM oraz 1240 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Efekt jest oszałamiający – wersja Coupe przyspiesza od zera do 100 km/h w zaledwie 2,25 sekundy, osiągając prędkość maksymalną 300 km/h. Wersja Racing, wyposażona w opcjonalne opony typu semislick, osiąga pierwszą setkę w zaledwie 1,96 sekundy, przy maksymalnej prędkości wynoszącej 350 km/h. Doskonałe prowadzenie w zakrętach zapewnia zaawansowane zawieszenie pneumatyczne w wersjach drogowych oraz klasyczne zawieszenie sprężynowe w wersji Racing. Całość wspierana jest przez centralny system zarządzania dynamiką pojazdu, Vehicle Motion Control, o czasie reakcji wynoszącym jedynie 10 milisekund.

    Jednak największym przełomem, zwłaszcza dla tych, którzy obawiają się długich postojów na ładowarkach, jest innowacyjna technologia ładowania. Auto wyposażono w drugą generację akumulatora Blade o pojemności 76 kWh, zintegrowanego z konstrukcją pojazdu w technologii Cell-to-Body. System FLASH Charging wspiera moc ładowania dochodzącą do 1500 kW. W praktyce oznacza to, że można naładować akumulator od 10% do 70% w zaledwie pięć minut, a do 97% – jedynie w dziewięć minut. Nawet w ekstremalnych warunkach, przy temperaturze -30°C, proces ładowania do niemal pełnej pojemności trwa około 12 minut. W zależności od wybranej wersji, zasięg WLTP wynosi od 380 km w wersji Racing do 410 km w Coupe.

    Europejski design

    Projekt nadwozia, stworzony pod okiem Wolfganga Eggera, łączy opływową aerodynamikę z kompaktowymi wymiarami jak na tę klasę. Długość wynosi 4780 mm, a rozstaw osi to 2780 mm. Wnętrze zaprojektowano z myślą o komforcie czterech osób. Bagażnik ma pojemność początkową 250 litrów, która po złożeniu tylnych oparć zwiększa się do 550 litrów. Kabina wyróżnia się doskonałym wykończeniem ze stali, zamszu i włókna węglowego, a kierowca ma do dyspozycji 8,88-calowy wirtualny kokpit oraz centralny ekran o przekątnej 12,8 cala, z fabrycznie zainstalowanymi usługami Google.

    Czytaj dalej poniżej

    Pięcioletni elektryk to problem. Rynek bije na alarm

    O wrażenia audio dba autorski system nagłośnienia stworzony we współpracy z francuską marką Devialet, z charakterystycznym kulistym głośnikiem umieszczonym na desce rozdzielczej. Ciekawym dodatkiem dla miłośników sportowych emocji jest wirtualny generator dźwięku silnika, który pozwala dostosować głośność, lokalizację oraz preferowaną barwę dźwięku – od klasycznych tonów silników spalinowych po motywy znane z filmów science-fiction. Zintegrowany tryb Boost umożliwia na chwilę zwiększyć moment obrotowy o 30% na 20 sekund, dając kierowcy dodatkową moc na torze lub podczas wyprzedzania. Zamówienia na ten flagowy model są już teraz przyjmowane w polskich salonach.

  • Nowe lodówki Haier już w Polsce. Ogromna pojemność i kilka nietypowych rozwiązań

    Nowe lodówki Haier już w Polsce. Ogromna pojemność i kilka nietypowych rozwiązań

    Haier wprowadza do Polski nową serię lodówek Horizon. Duża pojemność, rozwiązania wspierające dłuższe przechowywanie żywności i nietypowe grafitowe wykończenie wyróżniają je na tle konkurencji.


    Haier to nie tylko telewizory. W ofercie firmy znajduje się szereg różnych urządzeń AGD, a teraz rozszerza swoją gamę produktów w Polsce wprowadzając serię lodówek Horizon, skierowaną przede wszystkim do osób potrzebujących dużej przestrzeni do przechowywania żywności, ale nie chcących poświęcać połowy kuchni na lodówkę. Flagowym modelem nowej serii jest HCW99F18DIMB, który oferuje imponujące 630 litrów pojemności przy szerokości 90,5 cm. Według producenta odpowiada to przestrzeni wystarczającej na pomieszczenie zawartości nawet 31 standardowych siatek z zakupami. Wnętrze lodówki jest elastyczne i dostosowywalne dzięki regulowanym półkom, pojemnym balkonikom oraz szufladom. Podobne udogodnienia znajdziemy w zamrażarce, gdzie przezroczyste fronty szuflad umożliwiają szybkie sprawdzenie ich zawartości bez potrzeby ich wyciągania.

    Haier Horizon – dłuższa świeżość produktów

    Jednym z kluczowych rozwiązań zastosowanych w lodówkach Horizon jest szuflada NutriBank, która umożliwia dostosowanie temperatury specjalnie dla mięsa, owoców morza i serów. Wprowadza ona stałe pole magnetyczne, które ogranicza powstawanie kryształków lodu. Producent zapewnia, że w odpowiednich warunkach mięso może zachować świeżość nawet pięć razy dłużej niż w tradycyjnych rozwiązaniach. Dodatkowo, osobna szuflada Active Fresh Zone z systemem kontroli wilgotności została stworzona z myślą o przechowywaniu owoców i warzyw. Za higienę w urządzeniu odpowiada system ABT Pro, który eliminuje do 99,9% bakterii w chłodziarce i zamrażarce. Technologia Air Surround Total No Frost równomiernie rozprowadza chłodne powietrze, zapobiegając jednocześnie powstawaniu szronu.

    Flagowy model Horizon został wyposażony także w system oświetlenia Haier Daylight oraz dystrybutor wody i lodu z automatyczną kostkarką, która jest chroniona przed przenikaniem zapachów dzięki technologii PureSpace Ice. Czterolitrowy zbiornik sprawia, że urządzenie nie wymaga podłączenia do instalacji wodnej, co z pewnością docenią ci, którzy nie mają odpowiedniej infrastruktury w mieszkaniach. Całość wyróżnia eleganckie grafitowe wykończenie, zarówno zewnętrzne, jak i wewnętrzne.

    Lodówka Haier Horizon HCW99F18DIMB jest już dostępna w polskich sklepach, w cenie 8699,99 zł, co może wydawać się dość wysoką inwestycją, jednak jej zaawansowane technologie i duża pojemność z pewnością przyciągną uwagę wymagających użytkowników.

    Czytaj dalej poniżej


    Jaka woda do saturatora? Ten wybór ma znaczenie
  • Nie wysyłaj pięciu osobnych PDF-ów. Tak połączysz je w jeden plik

    Nie wysyłaj pięciu osobnych PDF-ów. Tak połączysz je w jeden plik

    Łatwo i szybko można połączyć kilka plików PDF w jeden dokument, zmieniając kolejność stron lub usuwając te, które nie są potrzebne. Poniżej przedstawiamy, jak zrobić to za darmo na systemach Windows i Mac.

    Granica między eksperymentem a rzeczywistością w przypadku autonomicznych modeli AI może być niebezpiecznie wąska. Wystarczy jeden błąd w konfiguracji, aby system, zaprojektowany do działania w kontrolowanym środowisku, uzyskał dostęp do prawdziwego internetu i rozpoczął realizację swoich zadań na realnych celach. Tak właśnie postąpił model Gemini podczas testu cyberbezpieczeństwa. Uzyskał dostęp do systemów trzech rzeczywistych firm, które nie były wyznaczone do jego działań. Google ma jednak inną interpretację tego zdarzenia.

    Model wyszedł poza wyznaczony zakres

    Incydenty miały miejsce w maju, jednak opinia publiczna została o nich poinformowana dopiero we wrześniu, gdy o sprawę zapytał „Wall Street Journal”. Google był informowany o zaistniałej sytuacji już pod koniec lipca przez zewnętrzną firmę Irregular, ale zdecydował się na jej publiczne ujawnienie dopiero później.

    Gemini brał udział w teście mającym na celu ocenę jego możliwości w zakresie cyberbezpieczeństwa. Ćwiczenia były prowadzone przez wspomniane Irregular, które uczestniczyło również w podobnych testach dla innych gigantów technologicznych, takich jak Meta czy OpenAI. Zadanie miało formę ćwiczenia typu „capture the flag”, polegającego na poszukiwaniach ukrytych informacji w oprogramowaniu fikcyjnej firmy w zamkniętym środowisku testowym. Problematyczne było to, że fikcyjna firma miała taką samą nazwę jak jedna z prawdziwych firm. Model nie powinien mieć dostępu do internetu, ale Irregular przyznało „WSJ”, że przez pomyłkę pozostawiono połączenie aktywnym. W efekcie Gemini rozpoczął korzystanie z publicznie dostępnych informacji i poszukiwanie danych, które umożliwiłyby mu zrealizowanie zadania.

    W jednym z przypadków model uzyskał dostęp do chronionego systemu, stosując metodę brute force, czyli podejmując wielokrotne próby. W dwóch pozostałych przypadkach natrafił na dane uwierzytelniające w publicznie dostępnym repozytorium. Problematyczne jest to, że systemy, do których dotarł, należały do rzeczywistych firm, a nie do celów przewidzianych na potrzeby testu. Na szczęście w żadnym z przypadków Gemini nie kontynuował działań, gdy zorientował się, że został skierowany do rzeczywistych podmiotów.

    Czytaj dalej poniżej

    Masz taki router? CERT Polska ostrzega, koniecznie zrób aktualizację!

    Google woli mówić o pomyłce

    Jak Google zareagował na to zdarzenie? Koncern nie uznał go za przykład działania modelu niezgodnego z przeznaczeniem, czyli tzw. misalignment. Zamiast tego określił sytuację jako „pomyłkę co do tożsamości”, co przy zbieżności nazw wydaje się na pierwszy rzut oka uzasadnione. Heather Adkins, wiceprezeska Google ds. inżynierii bezpieczeństwa, zauważyła, że w tej sytuacji model zareagował właściwie, ponieważ zatrzymał się po uzyskaniu dostępu do danych prawdziwych firm. W rozmowie z „The Verge” wyjaśniła, że Gemini znalazł publiczne informacje i wykorzystał dane uwierzytelniające, aby uzyskać dostęp do stron, które uważał za część testu. Google podkreśla, że wszystkie trzy podmioty zostały poinformowane o incydentach, a Irregular zmieniło swoje procedury testowe.

    Choć sytuacja nie zakończyła się wielką kontrowersją, rodzi się pytanie, dlaczego wyjście modelu poza obszar eksperymentu i przeprowadzenie rzeczywistych działań na cudzych systemach nie zostały uznane za problem. Zbieżność nazw tłumaczy co prawda pierwszy przypadek, lecz nie wyjaśnia dwóch następnych, w których Gemini natrafił na cudze dane logowania znalezione w sieci. Model co prawda zatrzymał się, gdy zorientował się w pomyłce, lecz wcześniej zdążył już wykorzystać odnalezione dane i uzyskać dostęp do rzeczywistych systemów. Na ten problem zwraca uwagę Jack Cable, prezes firmy Corridor, specjalizującej się w bezpieczeństwie, który zauważa, że modele zaczynają przekraczać granice swoich możliwości i podejmują rzeczywiste działania cyberataków.

    Google podkreśla z kolei, że jego zespoły bezpieczeństwa od lat informują o lukach w oprogramowaniu i systemach, nawet w przypadku tak banalnych problemów jak słabe hasła. W tym przypadku sytuacja jest jednak bardziej skomplikowana. Luki nie wykrył bowiem człowiek z zespołu bezpieczeństwa, lecz model AI, który został błędnie przekonfigurowany do działania w środowisku testowym, uzyskując dostęp do internetu i wykorzystując go do realizacji swoich zadań.

  • Podrabiają mObywatela. Policja bije na alarm

    Podrabiają mObywatela. Policja bije na alarm

    Jeszcze niedawno podrabiane aplikacje mObywatel były głównie wykorzystywane przez młodzież pragnącą obejść przepisy w sklepach. Obecnie jednak problem może przybrać znacznie poważniejszy wymiar.


    W Internecie rozwija się handel fałszywymi wersjami jednej z kluczowych polskich aplikacji. Wkrótce doczekamy się także europejskiej wersji, umożliwiającej posługiwanie się dokumentami poza granicami kraju. Policja ostrzega przed nieoficjalnymi rozwiązaniami określanymi jako „lewy mObywatel”, „mFake” czy „Fake mObywatel”. Pod tymi terminami mogą kryć się nieautoryzowane aplikacje, spreparowane ekrany, generatory fikcyjnych danych, a nawet sprytnie zaprojektowane strony internetowe oraz aplikacje, które na pierwszy rzut oka są trudne do odróżnienia od oryginalnego programu, stwarzając poważne zagrożenie dla procedur weryfikacji tożsamości z poziomu smartfona.

    Problem ten nie jest nowy. Już na początku 2025 roku media informowały o fałszywych dokumentach cyfrowych sprzedawanych w Internecie za kwotę kilku dziesięciu złotych. Z takich dokumentów korzystali m.in. nieletni pragnący udowodnić swoją pełnoletność przy zakupie napojów energetycznych objętych nowymi przepisami, które weszły w życie w 2024 roku. Z biegiem czasu jednak pojawiły się bardziej zaawansowane zastosowania, takie jak podszywanie się pod inne osoby, wyrabianie kart SIM czy próby omijania procedur wymagających potwierdzenia tożsamości.

    W lutym bieżącego roku Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości poinformowało o zatrzymaniu czterech młodych osób podejrzanych o sprzedaż fałszywej aplikacji mObywatel. Śledczy ustalili, że działalność ta trwała około roku, a nielegalne oprogramowanie zostało wykorzystane przez ponad 3000 klientów. Kara za korzystanie z podrobionych dokumentów cyfrowych jest surowa, ponieważ traktowane jest to na równi z posługiwaniem się fałszywym dowodem osobistym. Zgodnie z art. 270 Kodeksu karnego „podrabianie lub przerabianie dokumentu w celu użycia go jako autentycznego, a także używanie takiego dokumentu jako autentycznego” grozi karą pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat.

    Podróbki mObywatela na celowniku. Policja wkracza do gry

    Zespoły bezpieczeństwa Centralnego Ośrodka Informatyki oraz NASK monitorują Internet w poszukiwaniu ofert sprzedaży fałszywych mDowodów. Kiedy takie ogłoszenia się pojawiają, są niezwłocznie przekazywane do odpowiednich służb, w tym: CBZC (Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości), CSIRT GOV (zespołu reagowania na incydenty w ABW), CSIRT NASK (zespołu reagowania na incydenty w NASK – Państwowym Instytucie Badawczym).

    Czytaj dalej poniżej

    Oto, ile dziś zarabia się w IT. Sprawdź, czy nie płacą Ci za mało

    mDowód od kilku lat jest pełnoprawnym dokumentem tożsamości, z którego korzystamy w wielu sytuacjach. Osobiście używam go częściej niż plastikowego dowodu osobistego. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy osoby weryfikujące tożsamość ograniczają się jedynie do spojrzenia na ekran smartfona. Dobrze zaprojektowana fałszywa aplikacja lub zrzut ekranu mogą skutecznie wprowadzić w błąd.

    Policja podkreśla, że fałszywe dokumenty mogą być wykorzystywane m.in. do wyłudzania usług i towarów, podszywania się pod inne osoby czy omijania procedur bezpieczeństwa. Szczególną ostrożność powinny zachować osoby pracujące w handlu, recepcjach, bezpieczeństwie, kurierzy oraz wszyscy, którzy prowadzą transakcje z nieznajomymi. Najbezpieczniejszym sposobem na weryfikację mDowodu jest metoda kryptograficzna. Można użyć aplikacji mObywatel lub specjalnie przygotowanego weryfikatora online, skanując kod QR lub sprawdzając 6-cyfrowy kod. Dane są wtedy potwierdzane w systemie, co zapewnia 100-procentową dokładność.

  • Prosty trik zwalnia pamięć w telefonie

    Prosty trik zwalnia pamięć w telefonie

    Przedstawiamy najprostszy sposób na odzyskanie pamięci w telefonie. Większość ludzi nie jest świadoma tej możliwości!

    Prosta czynność może pozwolić na odzyskanie dużej ilości pamięci w telefonie, a jednak wiele osób o tym nie pamięta. Sprawdźmy, jak można zyskać cenne gigabajty na swoim smartfonie.

    źródło: Adrien; Unsplash

    Ponad połowa użytkowników nie korzysta z tej opcji. Zyskaj gigabajty pamięci w telefonie

    Czy wydaje się Wam, że porada dotycząca „czyszczenia pamięci podręcznej telefonu” jest zbyt oczywista? Dla wielu użytkowników telefonów to jednak temat zupełnie nowy. Ku mojemu zaskoczeniu, aż połowa respondentów w badaniu przeprowadzonym przez serwis Android Authority nigdy nie skorzystała z opcji czyszczenia cache. To naprawdę dużym błędem, ponieważ jest to bardzo skuteczny sposób na odzyskanie cennych gigabajtów pamięci w naszym urządzeniu.

    Pamięć podręczna jest miejscem, gdzie przechowywane są miniatury grafik, skrypty stron oraz tymczasowe multimedia, co pozwala aplikacjom na uniknięcie pobierania tych danych za każdym razem, kiedy są one potrzebne. Problem pojawia się z czasem, gdy liczba tych niewielkich plików wzrasta do nieprzyzwoitych rozmiarów. Wiele aplikacji gromadzi dane w pamięci podręcznej, przez co możemy zyskać kilka lub nawet kilkanaście gigabajtów miejsca na naszym telefonie.

    Jak wyczyścić pamięć podręczną na Androidzie? To bardzo proste:

    1. Wchodzimy w Ustawienia > Aplikacje
    2. Wybieramy konkretna aplikację
    3. Znajdujemy opcję Pamięć, a następnie Wyczyść pamięć podręczną (cache)

    Producent naszego telefonu może oferować specjalne narzędzia lub funkcje, które umożliwiają zbiorcze czyszczenie pamięci podręcznej z wielu aplikacji jednocześnie. W przeciwnym razie konieczne będzie ręczne wyczyszczenie cache dla każdej aplikacji z osobna. Należy pamiętać, że nie wszystkie aplikacje zajmują tyle samo miejsca; z doświadczenia wiemy, że największymi pożeraczami pamięci są Google Chrome, Spotify oraz aplikacje społecznościowe.


    Warto również zwrócić uwagę na różnicę pomiędzy czyszczeniem cache a czyszczeniem danych aplikacji:

    • Wyczyść cache = usuwamy tylko tymczasowe pliki/grafiki (jesteśmy nadal zalogowani)
    • Wyczyść dane / pamięć = resetujemy aplikację do stanu fabrycznego (wylogowuje nas, kasuje pobrane offline playlisty czy zapisane szkice) – to zmiana nieodwracalna, będziemy musieli pobierać wiele elementów od nowa

    Pamiętajmy również, że po wyczyszczeniu cache nasz telefon może działać nieco wolniej. Wynika to z faktu, że pewne procesy mogą potrzebować więcej czasu, ponieważ elementy, które były wcześniej pobrane, muszą być załadowane ponownie.

    Uważaj na fałszywe aplikacje obiecujące pomoc

    Problem z ograniczoną pamięcią w telefonach jest dość powszechny. Wiele osób decyduje się na tańsze urządzenia z mniejszą ilością pamięci (na przykład podstawowa wersja iPhone’a czy Samsunga), a z czasem okazuje się, że brakuje im potrzebnych gigabajtów. Oczywiście nie chcą podejmować zbędnych kroków, by ręcznie usuwać niepotrzebne pliki, aplikacje czy zdjęcia. Co więc zrobić w takiej sytuacji? Niestety, wiele osób zaczyna szukać pomocy w sklepie z aplikacjami, gdzie natrafiają na programy obiecujące „zwolnienie” miejsca na telefonie.

    Dlaczego niestety? W morzu aplikacji można znaleźć wiele programów, które nie są godne zaufania. Mogą one bombardować nas niechcianymi powiadomieniami, działać w tle, a co gorsza, mogą obciążać baterię urządzenia. W celu czyszczenia pamięci urządzenia (jeżeli zdecydujemy się na skorzystanie z aplikacji) warto korzystać z renomowanego oprogramowania. Dobrym przykładem jest popularny i ceniony program SD Maid SE. Nie warto ryzykować z nieznanym oprogramowaniem, które może wyrządzić więcej szkody niż pożytku.

  • ChatGPT odpala petardę. Te nowe funkcje to prawdziwy hit

    ChatGPT odpala petardę. Te nowe funkcje to prawdziwy hit

    ChatGPT zadebiutuje w jednej z najpopularniejszych aplikacji Microsoftu – Wordzie, gdzie pomoże w tworzeniu szkiców, streszczeń i korekcie tekstów.

    OpenAI coraz odważniej przekształca naszą codzienność. Mowa nie o kolejnym „rewolucyjnym” modelu, lecz o funkcjach, które mają na celu ułatwienie pracy. Firma odpowiedzialna za ChatGPT zaprezentowała nowe możliwości, w tym integrację modelu z aplikacjami Word, przeglądarką, wtyczkami oraz systemowymi skrótami. Dzięki temu możemy pożegnać się z otwieraniem osobnej karty dla ChatGPT za każdym razem, gdy potrzebujemy odpowiedzi.

    ChatGPT wkracza do Worda i Chrome’a

    Bez wątpienia najważniejszym punktem tej aktualizacji jest ChatGPT dla Microsoft Word. Funkcja ta jest już dostępna we wszystkich planach ChatGPT, łącznie z wersją darmową. Po instalacji, ChatGPT pojawi się w bocznym panelu, a otwarty dokument stanie się kontekstem dla naszych zapytań. Użytkownicy będą mogli łatwo przekształcać polecenia w szkic, streszczać dokumenty, przepisywać zaznaczony tekst, dokonywać korekt, a także poprawiać nagłówki oraz formatowanie. Jeśli preferujesz pracę w Wordzie zamiast korzystania z oficjalnych szablonów, ta nowa funkcjonalność może znacząco ułatwić Twoją pracę. Ponadto, OpenAI wprowadza promocję: klienci korzystający z ChatGPT Business i Enterprise będą mogli od 17 do 30 września korzystać z modelu GPT-5.6 Sol w Microsoft Word bez dodatkowych kosztów, a korzystanie w trybie podglądu nie wpłynie na standardowe limity.

    Źródło: Depositphotos

    Kolejną novum jest wbudowana przeglądarka ChatGPT, która teraz wspiera rozszerzenia Chrome. Wcześniej OpenAI zintegrowało aplikację Codex z desktopowym ChatGPT, co umożliwiło przeglądanie działań asystenta. Teraz wprowadzono możliwość instalacji, przypinania oraz użytkowania popularnych rozszerzeń, takich jak 1Password, które pozwalają na automatyczne wypełnianie danych logowania na stronach. Administratorzy w firmach będą mogli centralnie zarządzać wspieranymi rozszerzeniami.

    Trzecią nowością jest wsparcie dla wielu kont w wtyczkach. Dotychczas funkcja ta działała jedynie dla Gmaila, Kalendarza Google i Kontaktów Google. Obecnie obejmuje większość wtyczek, co pozwala na połączenie konta prywatnego i służbowego z jednoczesnym przesyłaniem informacji do jednej rozmowy. Funkcja działa na wszystkich planach, w wersji webowej, mobilnej oraz desktopowej, a twórcy wtyczek nie muszą przeprowadzać żadnych zmian.

    Czytaj dalej poniżej

    Bill Gates ostrzega. Rządy nieprzygotowane na AI

    Na zakończenie warto wspomnieć o funkcji Appshots, która od maja była dostępna na macOS, a teraz trafia na Windows. Aby otworzyć ChatGPT z zrzutem aktywnego okna i tekstem dostarczonym przez aplikację, wystarczy jednocześnie nacisnąć oba klawisze Alt. Od razu można wpisać swoje zapytanie.

  • Garmin Enduro 4 i Tactix 9 coraz bliżej premiery. Jest nowa wzkazówka

    Garmin Enduro 4 i Tactix 9 coraz bliżej premiery. Jest nowa wzkazówka

    Fani ekstremalnych zegarków mają powody do radości, ponieważ Garmin przygotowuje się do odświeżenia swoich najbardziej wytrzymałych modeli.


    W dokumentach rejestracyjnych zgłoszonych do Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej (EAEU) pojawiły się bezpośrednie wzmianki o modelach Garmin Enduro 4, Tactix 9 oraz Tactix 9 Ballistics Edition. Warto zaznaczyć, że ten sam dokument wcześniej przewidział premiery urządzeń z serii Fenix, co nadaje nowym informacjom wysoką wiarygodność. Choć dokumentacja nie ujawnia szczegółów dotyczących daty debiutu ani pełnej specyfikacji technicznej, oczekuje się, że zaprezentowane modele trafią na rynek jeszcze w tym roku.

    Co sprawia, że nadchodzące premiery wzbudzają tak duże emocje wśród entuzjastów technologii? Zarówno seria Enduro, jak i Tactix bazują na tej samej architekturze i funkcjonalności co flagowa linia Fenix, jednak każde z tych urządzeń zaprojektowane zostało z myślą o zupełnie innych zastosowaniach. Prawdopodobnie dlatego te modele cieszą się tak dużym zainteresowaniem wśród specyficznych klientów o różnych potrzebach.

    Co wyróżnia serię Enduro i Tactix na tle Feniksa?

    Modele Enduro to idealny wybór dla biegaczy ultra, triathlonistów oraz sportowców specjalizujących się w wytrzymałości. W porównaniu do uniwersalnej serii Fenix, Enduro koncentruje się na ekstremalnie długim czasie pracy na jednym ładowaniu i minimalnej wadze. Konstrukcja zegarka wykorzystuje ultralekkie materiały, takie jak tytanowe wykończenia i tekstylne paski, co pozwala na maksymalne odciążenie nadgarstka podczas długich tras. Dodatkowo oprogramowanie tej serii oferuje wyspecjalizowane funkcje optymalizacji zużycia energii oraz zaawansowane wskaźniki do zarządzania siłami w czasie biegów terenowych.

    Z kolei rodzina Tactix adresuje potrzeby użytkowników z zupełnie innych środowisk, takich jak służby mundurowe, pasjonaci militariów, strzelectwa oraz survivalu. Modele te różnią się od Feniksa taktycznym designem z matowym, nieodbijającym światła wykończeniem oraz obecnością dedykowanych funkcji, takich jak tryb widzenia nocnego (Night Vision), tryb ukryty (Stealth Mode) czy przycisk szybkiego czyszczenia pamięci urządzenia (Kill Switch). Wersje z dedykowanym oprogramowaniem balistycznym dodatkowo oferują zaawansowane kalkulatory do obliczeń trajektorii lotu pocisku, co czyni je wyjątkowymi narzędziami na rynku.

    Czytaj dalej poniżej


    Garmin CIRQA Pro już w przygotowaniu. Szykuje się spora zmiana

    Mimo że na oficjalny komunikat od producenta musimy jeszcze poczekać, wpisy w rejestrach są jasnym sygnałem, że rozwój oferty urządzeń ubieralnych do zadań specjalnych postępuje dynamicznie. Wygląda na to, że nadchodzące modele po raz kolejny przełamią bariery czasu pracy na baterii i mogą wprowadzić nowe funkcje, których dotąd brakowało w zegarkach GPS.

    źródło: Gadgets&Wearables

  • Niezwykły eksperyment w 3D. Zobacz teorię względności

    Niezwykły eksperyment w 3D. Zobacz teorię względności

    Co by było, gdyby światło poruszało się z prędkością 5 kilometrów na godzinę? Relativity Park pozwala to sprawdzić.

    Co by się stało, gdyby światło zwolniło do zaledwie 5 kilometrów na godzinę? Choć ciężko jest sobie wyobrazić, jak mogłoby funkcjonować nasze codzienne życie w takiej rzeczywistości, nie musimy polegać tylko na wyobraźni – możemy to zobaczyć niemal na własne oczy, korzystając z przeglądarki. Intrygujący program umożliwia nam zgłębienie tajników Szczególnej Teorii Względności w trójwymiarowej formie.

    Co by było, gdyby światło zwolniło? Fascynujący symulator

    Każdy z nas doskonale zna zasady rządzące naszym światem, które opierają się na określonych regułach i prawidłowościach. Jedną z nich jest prędkość światła, wynosząca oszałamiające 300 000 kilometrów na sekundę. Jest to tak wyśrubowana wartość, że nasze oczy nie są w stanie dostrzec fotonów poruszających się w naszym kierunku; nie doświadczamy również zjawiska dylatacji czasu ani deformacji przestrzeni. W rezultacie Szczególna Teoria Względności autorstwa Alberta Einsteina pozostaje dla wielu z nas zbiorem abstrakcyjnych wzorów, których znaczenia ani nie rozumiemy, ani nie jesteśmy w stanie doświadczyć. Bez względu na to, czy stoimy w miejscu, biegniemy, czy lecimy samolotem – światło jest tak szybkie, że z naszej perspektywy po prostu istnieje, nie zdając się na ruch.

    Co jednak by się stało, gdybyśmy zasadniczo zmienili te parametry i sprawili, że światło poruszałoby się w tempie… zwykłego spaceru? Jak wtedy wyglądałby nasz świat? Na to pytanie postanowił odpowiedzieć Dmitry Brant, twórca projektu Relativity Park. To w pełni trójwymiarowe środowisko dostępne bezpośrednio w przeglądarce internetowej – całkowicie bezpłatnie, bez potrzeby pobierania czy logowania. Znajdziecie je pod tym linkiem – ale co właściwie możemy tam zobaczyć? Relativity Park to wirtualny park rozrywki, w którym znajduje się diabelski młyn, karuzela oraz geometryczne rzeźby, a zasadnicza różnica w stosunku do rzeczywistego świata polega na tym, że prędkość światła to zaledwie 5 kilometrów na godzinę. Dzięki tej „grze” możemy poruszać się po parku w tempie spaceru, zatem zrównujemy się prędkością z samym światłem, co w rzeczywistości jest oczywiście niemożliwe. Efekt jest zaskakujący, a nawet prędkości 2 lub 3 kilometrów na godzinę powodują, że otaczająca nas rzeczywistość zaczyna ulegać dramatycznym zmianom:

    • Świat błękitnieje w oczach – z powodu relatywistycznego efektu Dopplera długość fal świetlnych zostaje skrócona; otoczenie przed nami staje się intensywnie niebieskie, a przy jeszcze większej prędkości zmienia się w ultrafiolet;
    • Zakrzywienie przestrzeni – efektem aberracji światła oraz opóźnień w dotarciu fotonów do oczu obserwatora są nienaturalne zniekształcenia krajobrazu, które zaczynają się wyginać, tworząc psychodeliczne efekty;
    • Tunelowe oślepienie – pojawia się przy prędkości około 4,9 kilometra na godzinę, czyli prawie prędkości światła. Wówczas dochodzi do relatywistycznego ogniskowania (relativistic beaming); prawie całe światło z otoczenia koncentruje się w jednym, oślepiająco białym punkcie na środku ekranu, a peryferia widzenia ogarnia prawie całkowita ciemność;

    Idea i wykonanie tego projektu są wręcz genialne. Nie jesteśmy bombardowani akademickimi definicjami ani żargonem zrozumiałym jedynie dla fizyków. Relativity Park pozwala na własne oczy doświadczyć tego, co opisuje słynna teoria Einsteina, a czego nie mogą zbadac nawet najbardziej zaawansowane laboratoria naukowe. Projekt oferuje również możliwość interakcji z różnymi suwakami, dzięki którym możemy zmieniać zestaw efektów lub samą prędkość światła. Dla mnie najciekawszym aspektem (oprócz wizualizacji) jest licznik czasu – ukazuje nasz czas oraz czas całego wszechświata. To ułatwia zrozumienie zjawiska dylatacji czasu, które polega na tym, że czas nie płynie wszędzie jednakowo. Im szybciej poruszamy się w stosunku do czegoś, tym wolniej biegnie nasz czas, a szybciej tego obiektu. Przy okazji, epicką ilustrację tego zjawiska możemy znaleźć w filmie „Interstellar”.

    Czytaj dalej poniżej


    Patrzymy w gwiazdy i... wszyscy ulegamy złudzeniu. Czego fizyka nam nie mówi?
  • Naprawa Steam Machine to koszmar. 49 kroków w instrukcji

    Naprawa Steam Machine to koszmar. 49 kroków w instrukcji

    Naprawa Steam Machine – droga przez mękę. Opublikowane instrukcje szokują graczy!

    Valve od lat wspiera prawo graczy do samodzielnej naprawy i edycji swojego sprzętu. Doskonałym przykładem jest Steam Deck, w którym bez problemu można wymienić pamięć na większą, bez konieczności zakupu nowej wersji urządzenia. W przypadku Steam Machine również opublikowano szereg instrukcji, jednak wnętrze urządzenia ujawnia inżynieryjny koszmar, z jakim spotkają się gracze planujący samodzielną modernizację.

    Chcesz wymienić RAM w Steam Machine? Uważaj

    W przypadku Steam Machine, gracze mają możliwość samodzielnego dostosowywania swojego sprzętu, na przykład poprzez wymianę pamięci RAM. Zespół iFixit opublikował 18 oficjalnych poradników serwisowych dla tego urządzenia od Valve. Mimo iż jest to pozytywny krok w stronę graczy, ujawniono wiele szczegółów dotyczących trudnego procesu, jakim jest modernizacja sprzętu. Niestety, entuzjaści, którzy pragną „grzebać” w maszynce od Valve, muszą stawić czoła skomplikowanym procedurom.

    Jednym z najbardziej znaczących przykładów jest wymiana pamięci operacyjnej. Domyślne 16 GB RAM nie jest zbyt wiele, co sprawia, że wielu graczy prędko zdecyduje się na upgrade. Problem jednak polega na tym, że dodanie lub wymiana kości RAM nie jest prostą operacją – wręcz przeciwnie. Aby rozbudować pamięć RAM w Steam Machine, należy przejść przez 49 precyzyjnych kroków, a następnie powtórzyć je w odwrotnej kolejności, montując poszczególne elementy z powrotem. Proces wymaga demontażu układu chłodzenia oraz płyty głównej, co może zniechęcić do jakichkolwiek zmian.

    Kontrowersje dotyczące demontażu wentylatora

    Sporo kontrowersji wzbudza również instrukcja dotycząca demontażu wentylatora oraz związanych z nim podzespołów. Aby bezpiecznie odłączyć delikatne przewody anten Wi-Fi, instrukcja zaleca – uwaga – zmiękczenie kleju za pomocą ciepła, na przykład przy użyciu suszarki do włosów. Przypominam, że mówimy o małym urządzeniu napakowanym elektroniką, wartym ponad 4000 zł. Wystarczy chwila nieuwagi, by nieodwracalnie uszkodzić moduł łączności bezprzewodowej. To procedura, która wymaga dużych umiejętności i doświadczenia, a nie jest prostym zadaniem dla przeciętnego gracza.

    Idea cieszy, wykonanie zupełnie nie

    Niewątpliwie cieszy możliwość udostępnienia graczom opcji samodzielnego wdrażania zmian w sprzęcie, co pozwala na większą elastyczność. Niestety, proces inżynieryjny sprawił, że wiele takich modyfikacji jest mocno utrudnionych, a dla większości graczy – praktycznie nieosiągalnych. O ile wymiana dysku SSD czy czyszczenie podzespołów z kurzu są stosunkowo łatwe i intuicyjne, to wymiana pamięci RAM przypomina prawdziwą udrękę. Wystarczy jedno potknięcie w skomplikowanym procesie, żeby narazić swoje urządzenie na poważne kłopoty. Dziwi, że inżynierowie Valve zdecydowali się na tak niewygodne umiejscowienie pamięci RAM, mając na uwadze, że to jeden z pierwszych elementów, którego wymiana będzie interesować wielu graczy.

    Jeżeli rozbudowane instrukcje nie przerażają, to wkrótce na stronie iFixit pojawią się oficjalne zestawy naprawcze dla Steam Machine z częściami zamiennymi. Jeśli jednak nie chcecie na nie czekać, to już teraz warto zaopatrzyć się w tradycyjne narzędzia (najlepiej precyzyjne i w różnych rozmiarach), suszarkę do włosów (na wszelki wypadek) oraz anielską cierpliwość – tej nigdy za wiele.