Posiadam w domu dwa iPhone’y 15 Pro Max: swój oraz mojej partnerki. Zakupiliśmy je w jednym momencie, podejmując decyzję o połączeniu naszych ekosystemów. Moja druga połówka przesiadała się z ostatniego flagowego modelu Huaweia, z czasów, gdy te telefony miały jeszcze dostęp do usług Google’a. Ja natomiast przesiadałem się z iPhone’a 12. W obu przypadkach różnicę poczułem natychmiast. Tego samego (przynajmniej ja), oczekuję od następcy „piętnastki”.
Po trzech latach nadal jesteśmy zadowoleni. To nie tak, że nie odczuwamy upływu czasu. Kondycja baterii spadła do około 87-89 proc., obudowy potrafią się lekko nagrzewać, a pod większym obciążeniem iOS nie działa już tak płynnie jak kiedyś. To jednak nie jest poziom, który skłoniłby mnie do natychmiastowej wymiany.
Dlatego we wrześniu nie zamierzam kupić iPhone’a 18 Pro Max. To z pewnością nie będzie zły telefon; wręcz przeciwnie. Będzie zapewne bardzo dobry, dopracowany i przewidywalny. Nie chcę jednak wydawać kilkunastu tysięcy złotych na dwa urządzenia, w których różnice będą praktycznie niezauważalne. Tym bardziej, że za rok szykujemy się na premierę, która może zrewolucjonizować rynek telefonów Apple.
Czytaj także: iPhone 18 doczeka się ważnego upgrade’u. Wszyscy to odczują
iPhone 18 Pro Max: zmiany, które wstrząsną i… niewiele
Na kilka tygodni przed premierą, już niemal wszystkiego o modelach 18 Pro i 18 Pro Max możemy się dowiedzieć. Apple ma zaprezentować te modele jesienią, natomiast standardowy iPhone 18 najprawdopodobniej zadebiutuje dopiero wiosną 2027 roku. Flagowcom towarzyszyć będzie także prawdopodobnie pierwszy składany iPhone, znany przez większość jako iPhone Ultra.

W 18 Pro Max oczekujemy układu A20 Pro wykonanego w technologii 2 nm, autorskiego modemu C2, mniejszej wysepki na górze, 48-megapikselowego aparatu głównego ze zmienną przysłoną oraz akumulatora większego o niemal 10 proc. w porównaniu do tego w iPhone’ie 17 Pro Max. Tył ma być bardziej zwięzły, ale ogólny kształt pozostanie rozwinięciem konstrukcji wprowadzonej rok wcześniej. Lista przewidywanych zmian jest długa. Która z nich będzie jednak na tyle rewolucyjna, aby już teraz zachwycać się naszymi obecnymi urządzeniami? Odpowiedź jest prosta: takich nie dostrzegam.
Pewnie: zyskałbym szybszy układ, lepszy aparat, dłuższy czas pracy baterii oraz skuteczniejsze chłodzenie (ech, ten tytan w 15-tkach…). Po kilku dniach pewnie zapomniałbym, że kupiłem nowy telefon i… byłbym lżej o ponad „dychę”. Pracowałbym na nim niemal tak samo, zdjęcia Yody (dla niezorientowanych: mojego chihuahua) nadal byłyby dobre (oczywiście lepsze, ale czy rewolucyjnie lepsze?), a spędzanie czasu na TikToku wieczorami wyglądałoby dokładnie tak samo.
Ale przejdźmy do najważniejszego. Czym jest dla mnie „dobra przesiadka”? To nie polega na tym, że nowy telefon wykonuje stare zadania o kilka procent szybciej. Musi dostarczyć wyraźne poczucie zmiany także wtedy, gdy nie zajmuję się porównywaniem starych i nowych modeli. iPhone 18 Pro Max prawdopodobnie tego warunku nie spełni. A przynajmniej takie mam wrażenie. Jest również silny argument za tym, by poczekać rok. Tylko rok: w branży technologicznej to czasami przedsionek do nowej epoki… ale, Moi Drodzy, smartfony rozwijają się dzisiaj wolniej. Mogę sobie na to pozwolić.
Nie zamierzam płacić za betatesty iPhone’a Ultra
Składany iPhone jest znacznie ciekawszy, to fakt. Ma otrzymać zewnętrzny ekran o przekątnej około 5,5 cala i wewnętrzny wyświetlacz o wymiarach około 7,8 cala. Po rozłożeniu stworzy więc coś w rodzaju kieszonkowego iPada mini. Cena może jednak przekroczyć 2000 dolarów, a ograniczona produkcja może sprawić, że w Polsce nie dostaniemy go w pierwszym rzucie.
Pierwszą generację chętnie obejrzę, ale niekoniecznie zakupuję. Składany ekran, zawias, różne aparaty działające w różnych trybach oraz iOS przeskakujący między dwoma formatami wyświetlacza to mieszanka, w której dostrzegam pewne ryzyko: tzw. „problemy wieku dziecięcego”. Choć Apple długo czekało na decyzję o wejściu w tę niszę, nie wierzę, że unikną wszelkich kłopotów przy wprowadzeniu pierwszej generacji „składaka”.
Niech więc ktoś zrecenzuje ten telefon za mnie: w kolejce są z pewnością Tomek Popielarczyk, Kamil, Grzesiek Marczak, Tomek Szwast, Konrad… a może ktoś z niewymienionych. Z zainteresowaniem obejrzę ich pierwsze wrażenia, a jeśli się uda, to także sam przyjrzę się temu urządzeniu. Niech pierwsi nabywcy sprawdzą trwałość ekranu, baterię, temperatury i działanie aplikacji w momentach przejścia między interfejsem kieszonkowym a „iPad-owym”, po rozłożeniu. Jeżeli Ultra okaże się świetny, jego druga generacja będzie jeszcze lepsza. Jeśli okaże się jedynie ładnym prototypem sprzedawanym w cenie laptopa, to będę szczęśliwy, że nie wydałem fortuny na eksperyment.
Czekam więc na iPhone’a 20
W 2027 roku minie 20 lat od premiery pierwszego iPhone’a. Dziesięć lat wcześniej Apple postanowiło pominąć numer 9 i po iPhone’ach 8 zaprezentowało jubileuszowego iPhone’a X. Nie jest to informacja potwierdzona, ale wręcz „oczekiwana”, ponieważ nie wyobrażam sobie, by Apple świętowało 20-lecie swojego produktu, wprowadzając nazwę, która nie pasuje do skali osiągnięcia polegającego na utrzymaniu swojego flagowego sprzętu przez dwie dekady.
Apple pracuje nad telefonem z zakrzywionym szkłem, ekranem pozbawionym widocznych „dziurek” i konstrukcją znacznie bliższą jednolitej tafli niż obecne modele. To mogłoby być największe wizualne odejście od czasów iPhone’a X. Nie brakuje głosów spośród analityków, że radykalny projekt został skasowany z powodu niskich wskaźników produkcyjnych, natomiast Mark Gurman z Bloomberga utrzymuje, że jubileuszowy, szklany iPhone nadal znajduje się w zaawansowanych testach. Na dwoje babka wróżyła… ale nie zakładam, że Apple nas rozczaruje.
Rok to dużo, a ja chciałbym ten czas „kupić”. Jesienią 2027 roku nasze iPhone’y 15 Pro Max będą miały cztery lata, jeszcze słabsze baterie i cztery generacje dystansu od nowego układu. Wówczas wymiana będzie wymuszona różnicą: uzasadnioną, niewymuszoną i nienaznaczoną pierwiastkiem gadżetów, którym od czasu do czasu staję się. Lubię mieć ładne, dobre i nowe rzeczy, ale tylko pod warunkiem, że są one wyraźnie lepsze od tego, co mam teraz. Gdybym kupił iPhone’a 18 teraz, a za rok pojawił się rewolucyjny iPhone 20… miałbym powody do żalu za wydanymi pieniędzmi. Po prostu.
Czytaj także: iPhone 20 będzie wyjątkowy. Tak Apple będzie świętowało okrągłą rocznicę
Spójrzcie zresztą na to z tej perspektywy: jeśli jubileuszowy model rzeczywiście przyniesie rewolucję, dostanę dokładnie to, na co czekam. Jeśli nie, iPhone 18 Pro Max cały czas będzie czekał na mnie na rynku: tańszy, gruntownie przetestowany i być może po jednej rewizji. Wygram w każdym przypadku.
Dlatego w tym roku zostaję przy iPhonie 15 Pro Max. Działa, spełnia swoje zadania, nie wymaga dodatkowych wydatków. Zalecam Wam to samo, ponieważ teraz możecie mieć lub nowy telefon z bólem głowy za rok, że jest tak wyraźnie lepszy i ładniejszy, lub możliwość zakupu poprzedniego modelu w lepszej cenie, niż ta wskazywana przez media jako premierowa. Tak, czy siak, macie szansę zyskać razem ze mną. Co o tym myślicie?
