Na swoje 25-lecie, firma SteelSeries wprowadza innowacyjne zmiany w swoich produktach. Nowa seria Pro obejmuje myszkę profilowaną pod prawą rękę – Rival, oraz symetryczny model – Sensei, oba dostępne w mniejszych wersjach Mini. Mimo różnic w kształcie, obydwa modele mają tę samą elektronikę, łączność Ultra-Wideband, częstotliwość próbkowania 8000 Hz i… wymienne akumulatory.
Konstrukcja i ergonomia
W pudełku, oprócz samej myszy, znajdujemy stację bazową, dwa akumulatory, przewód USB-C – USB-A, zapasowy komplet ślizgaczy z PTFE oraz naklejki antypoślizgowe.
Model Rival Pro ma wymiary 125,7 x 68,2 x 42,2 mm, co czyni go podobnym do Prime Wireless sprzed kilku lat. Asymetryczny grzbiet wygodnie podpiera prawą dłoń, a cała mysz waży jedynie 53 gramy (białą wersję waży o gram więcej). Co ważne, mimo niewielkiej wagi, obudowa jest gładka, bez żadnych otworów czy dziwactw. Niestety, matowe, czarne tworzywo szybko zbiera odciski palców oraz ślady tłuszczu, co sprawia, że myszka po kilku dniach zaczyna wyglądać mało estetycznie.
SteelSeries zrezygnował z podświetlenia RGB, pozostawiając jedynie małą diodę informacyjną na lewym boku (przy spodzie, co jest praktycznym rozwiązaniem). Dioda informuje o ustawieniu DPI oraz niskim stanie akumulatora.
Co ciekawe, różnica w wadze w porównaniu z 61-gramowym Logitech G Pro X2 Superstrike, którego używam na co dzień, jest ledwo zauważalna. Znacznie ważniejszy jest kształt – Rival Pro najlepiej sprawdza się, gdy opieramy na nim całą dłoń. Przy chwycie typu „claw”, z mocno zgiętymi palcami, również jest akceptowalny, ale nieidealny.
Układ przycisków jest klasyczny: mamy dwa główne, rolkę pomiędzy nimi oraz dwa dodatkowe guziczki na lewym boku. Pod głównymi zastosowano przełączniki optyczne o deklarowanej wytrzymałości 100 mln kliknięć. Działają one bez zastrzeżeń, jednak boczne przyciski wypadają zdecydowanie gorzej – są głośniejsze i mają dłuższy skok.
Najslabszym elementem konstrukcji pozostaje pomarańczowa rolka pokryta szarą gumą, przy przewijaniu słabo czujemy jej poszczególne przeskoki. Po przesiadce z Superstrike’a różnica jest szczególnie odczuwalna.
Na spodzie umieszczono przycisk zmiany DPI, który pełni również funkcję włącznika. Należy jednak podnieść mysz, co podczas gry nie jest zbyt wygodne. Na szczęście, profile możemy również przełączać przyciskiem na stacji bazowej.
Ultra-Wideband i wymienne akumulatory
Rival Pro nie korzysta z pasma 2,4 GHz, w którym pracuje większość myszy bezprzewodowych. SteelSeries postawiło na Ultra-Wideband, czyli łączność w paśmie od około 6,4 do 9 GHz. Producent zapewnia, że jest ona znacznie mniej podatna na zakłócenia, stabilna i niezawodna. Stacja bazowa, działająca jako odbiornik, jest podłączana kablem do komputera. Przez ponad dwa tygodnie testów, Rival Pro była moją podstawową myszką do pracy i grania, a przez ten czas nie doświadczyłem żadnych problemów z łącznością. Warto jednak zaznaczyć, że dystans pomiędzy stacją bazową a myszą wynosił jedynie kilkanaście centymetrów, bez przeszkód na drodze.
Maksymalna dostępna częstotliwość odpytywania wynosi 8000 Hz. Sam sensor działa jednak z częstotliwością 9000 Hz, a co osiem standardowych pakietów danych mysz wysyła jeden dodatkowy, co ma zapewnić stabilne 8000 Hz po stronie komputera. Brzmi imponująco i z pewnością będzie miało znaczenie w profesjonalnym użytkowaniu. Jako amator, grając w Battlefielda i Call of Duty, nie czułem różnicy między 1000 a 2000 Hz. Producent sam przyznaje, że tak częste odpytywanie zwiększa obciążenie procesora oraz zużycie energii, a korzyści w grach mogą być ograniczone.
Dzięki funkcji SuperSync, możemy osobno ustawić częstotliwość odpytywania sensora na 1000, 2000 lub 4000 Hz. Kliknięcia pozostają nadal przesyłane z częstotliwością 8000 Hz, co pozwala ograniczyć obciążenie procesora oraz zużycie energii, przy zachowaniu niskich opóźnień przycisków. To rozsądny kompromis.
Znacznie bardziej praktyczną nowością jest system wymiennych akumulatorów, nazwany przez producenta Infinite Power System. W zestawie otrzymujemy dwa niewielkie krążki, każdy o pojemności 310 mAh. Jedna bateria zasila mysz, a druga ładuje się w stacji bazowej. Gdy pierwszy akumulator się rozładowuje, wystarczy go obrócić i wymienić na naładowany. Cała operacja zajmuje dosłownie kilka sekund, a mysz automatycznie się uruchamia i łączy ze stacją.
Producent deklaruje do 16 godzin pracy przy 8000 Hz i do 60 godzin przy 1000 Hz na jednym akumulatorze. W trakcie moich testów, akumulator wystarczał na kilka dni, a wymiany nie sprawiały żadnych problemów.
Rival Pro nie ma jednak złącza USB, co oznacza, że nie możemy ani naładować akumulatora w myszy, ani korzystać z niej przewodowo. Na co dzień nie stanowi to problemu, o ile zapasowy akumulator jest gotowy w stacji. W przypadku awarii stacji bazowej lub problemów po aktualizacji oprogramowania, nie ma możliwości podłączenia myszy kablem. Poza domem musimy być przygotowani na zabranie stacji lub zakupienie podróżnego odbiornika USB-C za 25 euro.
Sensor i oprogramowanie
W modelu Rival Pro zastosowano sensor TrueMove 42K Pro, czyli zmodyfikowany PixArt PAW3955 o maksymalnej czułości 42 000 DPI z regulacją co 1 DPI, prędkości śledzenia 800 IPS i przyspieszeniu 70 G. Parametry te są nieco niższe od najnowszych sensorów Razera i Logitecha, ale trudno uznać to za wadę. Samo 42 000 DPI znacznie przekracza potrzeby domowego grania. Sensor precyzyjnie śledzi ruchy myszy, a ślizgacze z czystego PTFE dobrze sprawują się na podkładce.
Do konfiguracji myszy służy aplikacja SteelSeries GG, w której można ustawić osobne DPI dla osi X i Y oraz wysokość, na której sensor przestaje śledzić ruch po uniesieniu myszy. Oferuje również korekcję kąta prowadzenia i funkcję zapobiegającą przypadkowym skokom rolki. Ponadto, istnieją narzędzia pomagające dobierać czułość i konwertować ją między grami. Ustawienia można zapisać w jednym z pięciu profili w pamięci myszy.
Problem w tym, że aplikacja GG jest dość ociężała, a wraz z nią instalujemy szereg modułów, które są zbędne do obsługi myszy. Na szczęście SteelSeries wprowadziło GG Web – wersję przeglądarkową, co pozwala na konfigurację myszy bez potrzeby instalowania całego pakietu. To coraz bardziej popularne rozwiązanie wśród producentów peryferiów gamingowych, co zasługuje na uznanie.
„Nieskończony” czas pracy na baterii ma swoją cenę
Unijne wymogi dotyczące wymiennych baterii w elektronice mogą być przykrą koniecznością dla producentów, ale w przypadku SteelSeries stały się największą przewagą. Tak postrzegam rozwiązanie wymiennych akumulatorów w myszach Rival i Sensei Pro. Choć same ogniwa nie imponują czasem pracy, całkowicie eliminują potrzebę podłączania kabla (czego zresztą tu nie ma). W rezultacie, wymiana akumulatorów w myszy i stacji zajmuje kilka sekund, a gra może trwać dalej. Jestem tym zakupem bardzo zadowolony.
Ogólnie, Rival Pro to doskonała mysz. Łączność Ultra-Wideband działa bez zarzutu, sensor jest precyzyjny, a ergonomiczna obudowa wygodnie podpiera dłoń. Mysz jest również bardzo lekka.
Żałuję jednak, że rolka i przyciski boczne nie są dopracowane. Czarna obudowa łatwo się brudzi, a oprogramowanie GG mogłoby działać sprawniej. Mam również wątpliwości co do braku złącza USB. Dziś nie jest to duży problem, ale możliwość pracy po kablu byłaby wartościowa w przypadku problemów z łącznością lub zasilaniem.
Cena SteelSeries Rival Pro (a także jej symetrycznego wariantu Sensei Pro) wynosi około 800 zł, co czyni ją jedną z droższych myszy na rynku. Może być jednak warta tej kwoty, jeśli zależy Państwu na wygodzie związanej z wymiennymi akumulatorami i praktycznie „nieskończonym” czasie pracy.
plusy
- Stabilna łączność Ultra-Wideband
- Wymienne akumulatory ładowane w stacji
- Niska waga
- Precyzyjny sensor i dobry poślizg
- Odseparowanie odpytywania sensora i kliknięć (SuperSync)
minusy
- Brak złącza USB
- Rolka przewijania
- Głośniejsze przyciski boczne z dłuższym skokiem
- Czarna obudowa zbiera odciski palców
- Wysoka cena
Urządzenie na potrzeby recenzji udostępnił producent. Firma nie miała wglądu ani wpływu na treść artykułu przed publikacją.
