Ace Combat 8: Wings of Theve koncentruje się na spektakularnych walkach powietrznych oraz znacznie bardziej rozwiniętej fabule. To tytuł, który powinien zadowolić nie tylko miłośników „siódemki”, choć niesie ze sobą także pewne słabsze momenty.
Seria Ace Combat zadebiutowała w 1995 roku na konsoli PlayStation i od tego czasu doczekała się wielu odsłon. Ostatnia istotna część, Skies Unknown, miała premierę w styczniu 2019 roku i odniosła spory sukces. Na kontynuację czekaliśmy ponad siedem lat. Czy w końcu spełni oczekiwania głodnych fanów?
Fabuła i bohaterowie
W Ace Combat 8 wracamy do znanego z poprzednich części fikcyjnego uniwersum Strangereal. Akcja toczy się około dekadę po wydarzeniach z poprzedniej odsłony, gdy Republika Sotoa atakuje Federację Centralnej Usei i zajmuje jej stolicę, Theve. Resztki armii i uchodźcy ukrywają się na pokładzie starego lotniskowca Endurance. My wcielamy się w rolę uratowanego na morzu „milczącego” pilota Rexa, który szybko zostaje wykorzystany przez machinę propagandową, przedstawiającą nas jako legendarnego asa lotnictwa znanego pod przydomkiem „Wings of Theve”. Dołączamy do eskadry Joker, w której służą m.in. były wykładowca akademicki, cywilna pilotka akrobatyczna oraz zapalony fan rocka.
Po raz pierwszy w serii przerywniki filmowe oglądamy z perspektywy pierwszej osoby – na odprawach, w stołówce czy na pokładzie lotniskowca. Narracja w grze została znacznie rozwinięta, a w trakcie misji jesteśmy świadkami licznych dialogów przez radio, w których możemy również brać udział, podejmując proste decyzje wpływające na przebieg zadań.

Fabuła jest z pewnością ambitniejsza niż w poprzednich częściach. Twórcy poruszają temat propagandy oraz manipulacji w mediach społecznościowych, nadając całości wyraźny antywojenny kontekst. Niestety, sposób narracji bywa czasami męczący. Liczne przerywniki filmowe, melodramatyczne dialogi, jak w anime, oraz dłuższy czas oczekiwania na pierwszą misję mogą zniechęcić nowych graczy, którzy mogą być niecierpliwi.
Chociaż na pierwszy rzut oka Ace Combat 8 może wydawać się „Call of Duty z odrzutowcami”, w rzeczywistości jest znacznie bliżej jRPG w konwencji militarnej. Osoby, które mają uczulenie na „japońszczyznę”, powinny trzymać się z daleka, ponieważ w tej grze znajdą jej pod dostatkiem. Realizm również nie jest mocną stroną tej produkcji.
Kampania składa się z prologu oraz 30 misji, a jej ukończenie zajmuje około 20-25 godzin. Schemat rozgrywki pozostaje znajomy. Po odprawie wybieramy w hangarze samolot oraz uzbrojenie, a potem udajemy się do walki. Po wykonaniu zadania otrzymujemy ocenę oraz walutę, którą możemy przeznaczyć na nowe maszyny i ulepszenia. Tym razem mamy również możliwość decydowania o wyposażeniu naszych trzech skrzydłowych.
Kampania i skrzydłowi
Misje są dość zróżnicowane. Oferują klasyczne pojedynki myśliwców, ataki na cele naziemne i morskie, eskorty, przeloty poniżej zasięgu radaru oraz zadania na czas, w których musimy zdobyć określoną liczbę punktów. Nie zabrakło także starć z gigantycznymi superbroniami, które od lat są znakiem rozpoznawczym serii. Niestety, w drugiej połowie kampanii pewne zadania mogą się powtarzać, co sprawia, że gra wydaje się nieco dłużąca.
W Ace Combat 8 po raz kolejny wracają rozkazy dla skrzydłowych (które były nieobecne od czasów Ace Combat 6). Używając krzyżaka na padzie, możemy zlecać eskadrze ataki na konkretne cele, pozwolić jej działać samodzielnie, wezwać do ochrony lub zezwolić na użycie broni specjalnej. Istotną rolę w grze odgrywają teraz chmury. Wchodząc w nie, możemy zgubić naprowadzane rakiety, ale musimy się liczyć z turbulencjami, utratą widoczności i oblodzeniem. Kiedy przeciwnik zakłóca radar, pozostaje nam wypatrywać smug kondensacyjnych.
Model lotu pozostaje zręcznościowy. Mamy do wyboru uproszczone sterowanie Standard oraz bardziej wymagające Expert, w którym samodzielnie kontrolujemy przechylenie maszyny. Zalecam od razu wybrać te drugie, ponieważ wbrew nazwie nie wymaga dużego doświadczenia i jest bardzo dostępne, a jednocześnie zapewnia znacznie lepsze wrażenia z zabawy.
Kampania uzupełnia tryb wieloosobowy Ace Combat Online. Miejscem spotkań graczy jest baza lotnicza, która pomieści do 100 osób, z automatami z klasycznymi grami Namco. Zapowiedziano misje kooperacyjne przeciwko komputerowym wrogom, starcia dwóch czteroosobowych drużyn z dodatkowymi przeciwnikami sterowanymi przez komputer, klasyczną rywalizację między graczami oraz tryby okresowe. Serwery wystartują na dobre dopiero po premierze, więc nie mogę ocenić tego aspektu gry.
Znamy jednak zasady dodatkowych opłat. Sezony mają trwać około dwóch miesięcy, a każdy z nich otrzyma przepustkę Ace Pass, z darmową oraz płatną ścieżką nagród. Wariant Premium Plus umożliwia od razu odblokowanie 30 poziomów, a samoloty z przepustki mają później trafić do sprzedaży jako DLC. Kupon na Premium Plus znajdziemy w edycji Deluxe. Taki model w grze sprzedawanej za pełną cenę budzi mieszane uczucia. Pytanie brzmi, czy elementy pay-to-win będą znaczące i jak mocno wpłyną na balans rozgrywki.
Chmury i muzyka
Ace Combat 8 działa na Unreal Engine 5, wzbogaconym o autorską technologię Cloudly, odpowiedzialną za chmury i warunki atmosferyczne. Efekty robią wrażenie, szczególnie w powietrzu. Chmury są zaskakująco naturalne, na osłonie kabiny naszego odrzutowca osiadają krople i szron, a wszystkie modele 3D są bardzo szczegółowe. Niestety, teren z bliska wypada gorzej – podczas lotu na małej wysokości widać, że budynki i tekstury podłoża są pozbawione detali.
Wszystko to wiąże się z dość wysokimi wymaganiami sprzętowymi na PC – aby grać w 1080p, twórcy zalecają aż 32 GB pamięci RAM i kartę GeForce 3070. To spore wymaganie.
Muzyka stanowi jeden z najmocniejszych punktów gry. Za ścieżkę dźwiękową po raz kolejny odpowiadają Keiki Kobayashi, Ryo Watanabe i Mitsuhiro Kitadani. Partie orkiestrowe i chóralne przeplatają się z rockowymi motywami, co znakomicie buduje klimat i pozwala poczuć się jak Tom Cruise w Top Gunie.
Dubbing przygotowano w języku angielskim, japońskim i chińskim, a polska wersja obejmuje jedynie napisy i interfejs. Brak rodzimych głosów ma znaczenie, ponieważ podczas misji radio praktycznie nie milknie. W ten sposób otrzymujemy część poleceń, w tym informacje o zmianie celów misji. Czytanie napisów podczas gwałtownych manewrów jest problematyczne i mocno wybija z rytmu, a w trakcie samej transmisji dzieje się tak dużo, że trudno się w tym połapać.
Dla kogo jest Ace Combat 8?
Ace Combat 8: Wings of Theve rozwija znaną formułę. Oferuje najdłuższą kampanię w historii serii, ambitniejszą fabułę oraz fantastycznie wyglądające niebo. Powrót do wydawania rozkazów dla skrzydłowych oraz większe możliwości stosowania broni specjalnej urozmaicają rozgrywkę, ale podstawy pozostają bliskie temu, co oferowały poprzednie odsłony serii.
Nie wszystkie zmiany są jednak korzystne. Rozbudowana fabuła oznacza powolny i przegadany początek, a w dalszej części kampanii – powtarzalność zadań.
Jeżeli lubiliście Ace Combat 7 lub tęskniliście za zręcznościowymi grami lotniczymi z wysokim budżetem, nowy Ace Combat z pewnością Was zadowoli. Gra ma potencjał, aby być świetna w trybie multiplayer, pod warunkiem, że twórcy nie przekształcą jej w skarbonkę po premierze. W każdym razie, w kategorii widowiskowych zręcznościówek tego typu, seria aktualnie przeżywa swój złoty okres i zdaje się być całkowicie poza konkurencją.
plusy
- Długa, rozbudowana kampania z przekonującą historią
- Zróżnicowane misje i starcia z superbroniami
- Powrót rozkazów dla skrzydłowych
- Chmury wpływające na przebieg walki
- Znakomicie wyglądające niebo i samoloty
minusy
- Powolny, przegadany początek kampanii
- Brak polskiego dubbingu
- Przepustka sezonowa w grze za pełną cenę
Grę do recenzji udostępnił wydawca. Firma nie miała wpływu na treść artykułu przed publikacją.
