Nowość, nad którą pracuje WhatsApp, może wydawać się niepozorna, ale może znacząco ułatwić życie użytkownikom.
Meta testuje kolejne udoskonalenie interfejsu WhatsApp, które z pewnością uprości przeglądanie listy rozmów. Najnowsza wersja beta aplikacji na Androida umożliwia użytkownikom wyświetlanie miniatur zdjęć, filmów i naklejek bezpośrednio na liście czatów. Dzięki temu możemy szybciej zidentyfikować ostatnią wiadomość, bez konieczności otwierania konkretnej konwersacji!
Wygoda przede wszystkim – WhatsApp wie, co robi
Nowa funkcja jest dostępna w wersji bety WhatsApp na Androida (2.26.32.11) i jest stopniowo udostępniana wybranej grupie testerów. Meta nie aktywuje jej jeszcze dla wszystkich użytkowników, dlatego część osób może nie zobaczyć zmian nawet po zainstalowaniu najnowszej wersji aplikacji. Dalsze wdrożenie planowane jest na najbliższe tygodnie.
Dotychczas WhatsApp prezentował na liście rozmów jedynie ogólną informację o rodzaju ostatnio otrzymanej treści. Przy zdjęciach pojawiał się napis „Zdjęcie”, przy materiałach wideo – „Film”, a w przypadku naklejek odpowiednia etykieta. Takie rozwiązanie utrudniało jednak szybką identyfikację konkretnej treści, zwłaszcza gdy podobne wiadomości znajdowały się w wielu czatach.
Teraz, po wdrożeniu nowości, obok etykiety pojawia się niewielka miniatura ostatniego materiału multimedialnego. Użytkownik będzie mógł od razu zobaczyć, jakie zdjęcie lub nagranie zostało przesłane. Podgląd obejmuje również naklejki, co dodatkowo zwiększa czytelność listy rozmów.
Czytaj dalej poniżej
WhatsApp w trosce o użytkowników
To kolejny krok w stronę bardziej czytelnego ekranu czatów. WhatsApp wcześniej wprowadził także oznaczenie „Wersja robocza”, które umożliwia łatwe zauważenie niedokończonych wiadomości. Nowe miniatury wpisują się w ten sam trend: aplikacja pokazuje coraz więcej informacji bez konieczności otwierania rozmowy. Na razie nie jest jeszcze jasne, kiedy ta funkcja trafi do stabilnej wersji WhatsApp. Jeśli testy przebiegną pomyślnie, jej udostępnienie wszystkim użytkownikom systemu Android będzie prawdopodobnie kwestią najbliższych tygodni!
Twórca nowego serialu „Latarnie” zapewnia, że tym razem nie popełni błędów, które do dzisiaj nękają fanów jego hitu sprzed lat, czyli „Zagubionych”.
Damon Lindelof to znany twórca filmowy i telewizyjny, którego osiągnięcia nie wymagają dodatkowej prezentacji. Odpowiedzialny za takie klasyki jak „Zagubieni”, „Watchmen” czy „Pozostawieni”, ponownie zasiadł na stołku reżyserskim dużej produkcji sci-fi. Mowa o debiutującym dzisiaj na platformie HBO serialu „Latarnie”. Lindelof przyznaje, że praca nad nową serią była doskonałą okazją do wyciągnięcia wniosków z poprzednich doświadczeń. Podkreśla, że szczególnie istotne okazało się podejście do zagadek, które przez lata były jednym z najbardziej charakterystycznych elementów „Zagubionych”, a jak to z nimi wyszło na samym końcu… wszyscy wiemy.
Twórca wyciąga wnioski. „Latarnie” nie popełnią błędów „Zagubionych”
W przypadku „Latarni”, Lindelof wspólnie z Chrisem Mundym i Tomem Kingiem zdecydowali się na historię kryminalną osadzoną w uniwersum DC. Serial koncentruje się na Hal Jordan i Johnie Stewart, którzy prowadzą śledztwo związane z tajemniczą zbrodnią w Nebrasce. Produkcja łączy superbohaterów z elementami kryminału w stylu „Detektywa”.
Jedną z najważniejszych zmian jest sposób konstruowania tajemnicy. Lindelof wie, że widzowie nie chcą otrzymywać jedynie kolejnych pytań, aby podtrzymywać poczucie tajemnicy. Dlatego „Latarni” mają prowadzić odbiorcę do konkretnych odpowiedzi, zachowując jednocześnie napięcie i przestrzeń na kolejne zwroty akcji.
To bardzo dobre wieści. Oby udało się je spełnić
To zdecydowanie pozytywna zmiana, zwłaszcza biorąc pod uwagę kontekst dotyczący „Zagubionych”, serialu, który wciąż budzi ogrom emocji podczas dyskusji na temat zakończenia i sposobu prowadzenia wielu wątków. Lindelof ma pełną świadomość oczekiwań widzów oraz ciężaru własnej reputacji.
Czytaj dalej poniżej
„Latarnie” są pierwszym serialem z uniwersum DC, w którym Lindelof pełni funkcję współtwórcy i producenta wykonawczego. Ośmioodcinkowa produkcja może być prawdziwym testem dla twórcy, czy nowa narracja rzeczywiście nie oznacza ciągłego dodawania pytań do już istniejących. Tym razem kluczowe będzie nie tylko samo rozwiązanie tajemnicy, lecz także satysfakcjonujący sposób jej przedstawienia, tworzenie świata oraz całej opowieści, przy jednoczesnym wyrazistym zarysowaniu bohaterów.
Czas biegnie nieubłaganie, dlatego przyjrzyjmy się, co czeka nas w nadchodzących tygodniach i miesiącach na Prime Video.
Rozpoczynamy zestawienie filmem akcji z Gal Gadot w roli głównej, wyreżyserowanym przez Kevina Macdonalda. Aktorka wciela się w londyńską prawniczkę, której syn zostaje porwany podczas porannego biegu – premiera produkcji zaplanowana jest na 2 września. Już dwa dni później na platformie zadebiutuje „The Grand Tour” w nowej odsłonie – znany format motoryzacyjny, tym razem prowadzony przez Francisa Bourgeois, Jamesa Engelsmana oraz Thomasa Hollanda, twarze które mają zastąpić dotychczasowe trio i przyciągnąć młodszych widzów.
Prime Video – nowe filmy i seriale 2026
Największym wydarzeniem miesiąca jest jednak premiera „Neagley” 16 września. Jest to pierwszy spin-off „Reachera”, serialu, który od czterech sezonów należy do najbardziej popularnych produkcji akcyjnych na Prime Video. W głównej roli zobaczymy Marię Sten, znaną widzom „Reachera” jako Frances Neagley – byłą podwładną Jacka Reachera z wojskowej jednostki 110 Special Investigations, obecnie prywatną detektyw z Chicago. Fabuła zaczyna się, gdy Neagley odkrywa, że jej bliska przyjaciółka zginęła w podejrzanych okolicznościach. To, co wygląda na wypadek, prowadzi ją do farmy działającej jak sekta, prowadzonej przez charyzmatycznego mężczyznę granego przez Damona Herrimana, znanego z „Justified”.
Alan Ritchson gościnnie powraca jako Reacher. Całość powstała pod okiem showrunnera macierzystego serialu, Nicka Santory, oraz Nicholasa Woottona, znanego ze współpracy przy „Prison Break”. Wszystkie osiem odcinków trafi na platformę jednocześnie, w formule binge-watch, do której Amazon regularnie powraca z swoimi flagowymi tytułami. Wrzesień to również miesiąc dla fanów kina i seriali romantycznych – 23 września zadebiutuje ekranizacja bestsellerowej „The Love Hypothesis” z Lili Reinhart i Tomem Batemanem, a wcześniej platforma zaprezentuje również koreański dramat romantyczny oraz filipińską produkcję rodzinną.
Nowy serial na podstawie książki Stephena Kinga. Kiedy premiera Carrie?
Najgłośniejszą premierą jesieni z pewnością będzie „Carrie” – 7 października Mike Flanagan, twórca „Nawiedzonego domu na wzgórzu” i „Nocnej mszy”, zaprezentuje pierwszą w historii serialową adaptację debiutanckiej powieści Stephena Kinga z 1974 roku. To istotna data, nie tylko ze względu na Halloween, ale i na pięćdziesiątą rocznicę wydania książki. W roli tytułowej występuje Summer H. Howell, a wśród obsady znajdują się także Samantha Sloyan jako fanatycznie religijna matka Margaret White, Siena Agudong jako Sue Snell, Amber Midthunder jako nauczycielka Miss Desjardin oraz Matthew Lillard. Jak klasyczna książka z lat 70. zostanie wprowadzona w kontekst współczesny? Ośmioodcinkowy serial unowocześni historię o nastoletniej odrzuconej dziewczynie z telekinetycznymi mocami, wprowadzając wątki związane z hejtem w mediach społecznościowych.
Czytaj dalej poniżej
Miesiąc dopełniają: film „Masterplan” ze Stanleyem Tuccim, drugi sezon thrillera akcji „The Terminal List” z Chrisem Prattem, dorosła animacja muzyczna „Helluva Boss” oraz halloweenowy odcinek specjalny formatu komediowego prowadzonego przez Jimmy’ego Carra. 11 listopada na platformę wraca „Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy” w trzecim sezonie z Morfydd Clark w roli Galadrieli oraz nowymi postaciami, w tym Jamiem Campbellem Bowerem jako Celeborn. Serial, od momentu premiery w 2022 roku, pozostaje jedną z najdroższych produkcji w historii telewizji i wizytówką Amazona w segmencie fantasy – czy nowe odcinki odbudują zaufanie widzów?
Madden, czyli Nicolas Cage i Christian Bale razem na ekranie
Nadchodzi także „The Greatest”, serial biograficzny o Muhammadzie Alim oraz „Madden” – film z Nicolasem Cage’em w roli Johna Maddena, legendarnego trenera i komentatora futbolu amerykańskiego. Listopad zamyka „Blade Runner 2099″ – serialowa kontynuacja klasyki cyberpunku z Michelle Yeoh i Hunter Schafer w obsadzie, rozgrywająca się kilkadziesiąt lat po wydarzeniach z filmu „Blade Runner 2049″. Jak na razie jedyną potwierdzoną premierą grudnia jest „The Man with the Bag” – świąteczna komedia z Alanem Ritchsonem i Arnoldem Schwarzeneggerem w rolach głównych, planowana na 2 grudnia.
W pewnej sprawie w amerykańskim sądzie, podejrzewający szerokie zastosowanie sztucznej inteligencji w procesach, powód zaryzykował próbę manipulacji wynikami swojego postępowania. Pan Matthew Elliott, prowadząc swoją sprawę przeciwko New York Bariatric Group, ukrył w dokumentach polecenia dla potencjalnego systemu AI. Ta nieudana próba manipulacji została wykryta i uznana przez sąd za poważne nadużycie, co wywołało spore zamieszanie w związku z rosnącymi obawami o wykorzystanie AI w wymiarze sprawiedliwości.
W sierpniu, sędzia Walter M. Spader Jr. wydał wyrok w sprawie Matthew Elliotta. Powód, reprezentujący siebie, umieścił w swoich pismach instrukcje przeznaczone dla ewentualnego systemu AI, mające na celu przekonanie maszyny do przychylnego rozpatrzenia jego stanowiska. Sąd uznał argumenty zgodne z przepisami prawa, ignorując ukryte instrukcje, ale zdecydowanie potępił próbę oszustwa. Ta sytuacja wyraźnie pokazuje, że takie działania mogą zagrażać integralności wymiaru sprawiedliwości.
Co to jest „prompt injection”?
Aby zrealizować swoje zamierzenia, Elliott ukrył polecenie w dokumentach, nadając mu biały kolor, co było dowodem jego amatorstwa. Pomimo tego, owa informacja była widoczna i ujęta w materiałach dla sędziego. Tak właśnie działa technika prompt injection: atakujący umieszcza instrukcje w danych, które system ma przeanalizować, mając nadzieję, że system zinterpretuje je jako polecenie od człowieka. Ofiarami takiej manipulacji mogli być więc sędzia, pracownicy administracji, a nawet pełnomocnicy drugiej strony.
Najbardziej perfidne z tych ukrytych poleceń nakazywały rzekomej sztucznej inteligencji udzielanie odpowiedzi zgodnych z argumentacją powoda oraz traktowanie wcześniejszej decyzji jako błędu. Elliott stwierdził, że jego intencją było przeprowadzenie „audytu społecznego” w celu sprawdzenia, czy sąd stosuje sztuczną inteligencję. Sędzia, co zrozumiałe, nie uwierzył w te tłumaczenia. Dla sądu uczciwe wyrażenie wątpliwości musiało być dostępne także dla drugiej strony, a ukryte instrukcje świadczyły o chęci manipulacji przez wstrzyknięcie polecenia dla AI.
Czytaj dalej poniżej
I co najważniejsze, atak okazał się chybiony…
Akurat ten sąd nie korzysta z AI w procesie przeglądania dokumentów ani podejmowania decyzji, dlatego wstrzyknięte polecenie nie miało wpływu na jego pracę. Materiały były analizowane przez człowieka, a sprawa rozpatrzona na podstawie argumentów przedstawionych przez strony – tak, jak powinno być. Nie zatrzymano się jednak na tym, a wymiar sprawiedliwości potraktował tę próbę manipulacji bardzo poważnie. Cała operacja miała na celu wyeliminowanie pozwanych z równych praw w postępowaniu oraz doprowadzenie do wyniku, który Elliott nie uzyskał wcześniej, korzystając z usług profesjonalnych prawników.
Co gorsza, powód postanowił wykorzystać tę samą technikę nie raz, lecz kilkukrotnie. W kolejnych pismach wciąż były obecne podobne „wtręty”, które tym razem przedstawiał jako żarty, między innymi z linkiem do nagrania „Nosferatu” oraz powitaniem dla osoby, która odnajdzie tekst. To, jak dla mnie, ilustruje brak zrozumienia, że prawdziwy sąd to nie miejsce do „żartów” – czy to polskich, czy amerykańskich. Sędzia odrzucił te absurdalne tłumaczenia i zakazał Elliottowi dalszego korzystania z elektronicznego systemu składania pism, nakazując dostarczenie ich w tradycyjnej formie.
Sądy muszą być czujne
To orzeczenie może być pierwszym w USA, odnoszącym się bezpośrednio do techniki prompt injection w dokumentach sądowych, ale sam mechanizm jest nam już znany z innych kontekstów, takich jak przeglądarki internetowe z silną integracją z AI. Tak ukryte polecenia mogłyby trafić do różnych dokumentów, w tym CV, co w pewnym momencie miało miejsce również w przypadku aplikacji pracy, które analizowałem – niektórzy kandydaci zaryzykowali podobne działania. W innym przypadku w Brazylii prawnicy również zastosowali tę technikę, ale system wykrył ich instrukcje przed przetworzeniem, a oni zostali ukarani karą finansową. Możemy więc śmiało stwierdzić, że obecne zabezpieczenia mogą zablokować takie ataki, ale nie da się tego zagwarantować w każdym przypadku.
Dotychczas sądy koncentrowały się głównie na błędnych wynikach pracy modeli AI, ale to, co zaobserwowano tutaj, to celowe wprowadzenie treści, aby zyskać przewagę w procesie. Widać także istotny problem wśród osób reprezentujących się samodzielnie, które korzystają z AI do analizy prawnej; systemy te mogą wzmocnić ich błędne przekonania, zamiast wskazywać na słabości ich argumentacji.
Warto zauważyć, że modele AI mogą utwierdzić użytkowników w przekonaniach, że ich stanowisko jest niepodważalne, nawet gdy orzeczenia mówią coś innego. Dlatego zachęcam do korzystania z AI w sposób, który stawia Was w roli przeciwnika, zmuszając do kwestionowania własnych argumentów. Unikajcie zaś wejścia w pułapkę myślenia, że macie absolutną rację – to droga donikąd.
Nowy sezon europejskich lig właśnie się rozkręca – sprawdzamy, gdzie w Polsce można obejrzeć mecze Premier League, La Liga, Serie A, Bundesligi oraz Ligue 1.
Wakacje dobiegają końca, a kibice piłki nożnej z niecierpliwością oczekują na rozpoczęcie sezonu 2026/27, który inauguruje hiszpańska La Liga. W niniejszym artykule dowiecie się, które stacje telewizyjne posiadają prawa do transmisji meczów czołowych lig europejskich oraz gdzie można legalnie oglądać spotkania w wysokiej jakości.
La Liga
Rozgrywki hiszpańskiej ekstraklasy, już bez Roberta Lewandowskiego, rozpoczęły się 15 sierpnia. Sezon 2026 w La Liga otworzyło spotkanie Deportivo Alavés z Getafe, a dzisiaj o godzinie 21:00 RC Deportivo La Coruña zmierzy się z Elche.
W poprzednim sezonie prawa do transmisji meczów La Liga były podzielone między CANAL+ a Eleven Sports, jednak w tym roku francuski operator obsługuje rozgrywki samodzielnie. Wszystkie spotkania La Liga będzie można śledzić w serwisie streamingowym CANAL+ w nowym pakiecie CANAL+ Ultra. Z tej okazji uruchomiono nowy kanał telewizyjny CANAL+ Sport 6, który rozpoczął nadawanie 12 sierpnia. Dodatkowo, dostępny jest także CANAL+ Sport 7, dostępny wyłącznie przez internet (w serwisie CANAL+ oraz na dekoderach 4K). Powraca również cotygodniowy magazyn „Hola LALIGA!”, w którym eksperci podsumowują najważniejsze wydarzenia każdej kolejki.
Premier League
W najbliższy piątek (21 sierpnia o 21:00) zainauguruje swój sezon angielska Premier League, uznawana za najlepszą ligę w Europie. W meczu otwarcia broniący tytułu mistrza Arsenal zmierzy się z Coventry City, które dopiero co awansowało do najwyższej klasy rozgrywkowej.
Podobnie jak w przypadku La Liga, wszystkie spotkania Premier League również będą transmitowane w CANAL+. Zauważyć należy, że Carabao Cup wciąż nie ma polskiego nadawcy.
Ligue 1
Pierwsza kolejka francuskiej Ligue 1 także rozpocznie się w tym tygodniu. W piątek 21 sierpnia o 20:45 Marsylia zmierzy się ze Strasbourgiem, w którego szeregach występuje reprezentant Polski, Maxi Oyedele.
Entuzjaści francuskiego futbolu mają powody do radości, ponieważ wyłączne prawa do transmisji meczów należą do Eleven Sports, co sprawia, że dostęp do platformy streamingowej jest bardziej przystępny finansowo – miesięczny pakiet kosztuje jedynie 25 zł. Dla porównania, pakiet CANAL+ Ultra to wydatek rzędu 79 zł miesięcznie.
Serie A
We Włoszech pierwszy gwizdek zabrzmi w sobotę 22 sierpnia o 18:30, kiedy to Inter Piotra Zielińskiego stanie w szranki z Monzą. Wszystkie spotkania Serie A w tym sezonie można śledzić w Eleven Sports aż do sezonu 2028/29.
Bundesliga
Niemiecka Bundesliga, będąca ostatnią z czołowych lig europejskich, również znajduje się w ofercie Eleven Sports. Za 25 zł miesięcznie można oglądać wszystkie mecze w tym sezonie, w tym także Puchar Niemiec.
Pierwsza kolejka Bundesligi ruszy nieco później, bo w piątek 28 sierpnia. O godzinie 20:30 Bayern Monachium zmierzy się ze Stuttgartem, oficjalnie otwierając sezon.
Liga Mistrzów, Liga Konferencji i Liga Europy
Oprócz rozgrywek ligowych niebawem rozpoczną się również tegoroczne edycje europejskich pucharów. Wszystkie spotkania Ligi Mistrzów tradycyjnie będą dostępne w CANAL+ po wykupieniu pakietu Ultra. Prawa do transmisji mniej prestiżowych rozgrywek, jak Liga Konferencji oraz Liga Europy, posiada Polsat – mecze można oglądać w Polsat Sport 1 oraz na platformie Polsat Box Go.
Kolejna nowość od Parkside dostępna w Lidlu! Już dziś możecie zakupić precyzyjną akumulatorową pilarkę tarczową w promocyjnej cenie.
Lidl przygotował kolejną atrakcyjną promocję dla profesjonalnych majsterkowiczów. Od dziś w ofercie sieci sklepów dostępna jest akumulatorowa pilarka ręczna od Parkside w obniżonej cenie. To solidna maszyna, która przyciąga uwagę swoją jakością wykonania.
Pilarka od Parkside Performance w niższej cenie w Lidlu
Uwaga, mamy świetną wiadomość dla pasjonatów majsterkowania! Do sklepu internetowego Lidl trafiła kolejna promocja na jedno z najbardziej pożądanych narzędzi z serii Parkside Performance. To niezastąpione narzędzie w każdym warsztacie, które ułatwia prace remontowe i budowlane. Od 17 sierpnia możecie zakupić akumulatorową pilarkę tarczową Parkside Performance 40 V w promocyjnej cenie 299 zł, zamiast regularnych 449 zł, co oznacza oszczędność na poziomie 150 zł.
Według producenta, pilarka Parkside to przede wszystkim wygodne i niezawodne narzędzie do cięcia drewna, metalu i tworzyw sztucznych, które jest nieocenione podczas remontów oraz prac stolarskich. Narzędzie jest kompatybilne z serią PARKSIDE X 20 V Team, a bezszczotkowy silnik zapewnia dłuższą żywotność. Pilarka jest wyposażona w uniwersalną tarczę o średnicy 190 mm, jednak do cięcia określonych materiałów wymaga użycia odpowiednio dobranego brzeszczotu. Użytkownicy chwalą ją za precyzję cięcia oraz natychmiastowe zatrzymywanie się po zwolnieniu przycisku.
W zestawie znajduje się także praktyczna walizka oraz komplet niezbędnych akcesoriów. Warto jednak zauważyć, że pilarka nie zawiera akumulatora ani ładowarki, które należy zakupić osobno. Mimo to, w kontekście nowej, niższej ceny, nie jest to znaczącą wadą. Promocja na pilarkę Parkside będzie dostępna od 17 sierpnia wyłącznie w sklepie online Lidla, co umożliwia zakupy bez wychodzenia z domu, a szybka dostawa gwarantuje, że paczka dotrze przed weekendem.
Czytaj dalej poniżej
Pilarka ręczna zbiera znakomite opinie wśród użytkowników. Posiadacze tego modelu chwalą ją za łatwość obsługi, precyzję oraz wysoką jakość, zwłaszcza w przeliczeniu na cenę promocyjną. Warto się pospieszyć z zakupem, gdyż zapasy magazynowe mogą szybko się wyczerpać. Promocję znajdziecie w sklepie internetowym Lidla, a wysyłka jest darmowa!
Sprawdź walizki narzędziowe od Parkside
Pilarka tarczowa to na pewno narzędzie przeznaczone dla zaawansowanych majsterkowiczów, jednak Parkside oferuje również inne, równie przydatne zestawy narzędzi. Ostatnio przygotowaliśmy przegląd walizek narzędziowych, które mogą być pomocne w każdym domu i mieszkaniu. To gotowe zestawy, w których znajduje się szereg niezbędnych narzędzi do codziennych zadań, takich jak przykręcanie, odkręcanie czy naprawa drobnych usterek.
W szczególności wyróżnia się zestaw za 89,90 zł, zawierający 35 elementów oraz praktyczną walizkę. W skład wchodzą m.in. kombinerki, nożyczki, poziomica, młotek i inne podstawowe narzędzia, które będą użyteczne w każdym domu. Jeśli dopiero zaczynacie swoją przygodę z majsterkowaniem, taka walizka z pewnością się przyda. W ofercie znajdują się także bardziej rozbudowane zestawy, z których największy kosztuje 429 zł i zawiera aż 122 elementy – w takiej walizce jest miejsce na wszystko, co może być potrzebne podczas prac domowych.
Zakup takiej walizki ma sens, zwłaszcza w porównaniu z samodzielnym kompletowaniem każdego narzędzia. W tym przypadku otrzymujecie wszystko w komplecie, a walizka jest zaprojektowana tak, aby ułatwić transport i przechowywanie narzędzi, eliminując ryzyko ich pomieszania podczas przenoszenia.
Astronomowie zdołali przedstawić najdokładniejsze obrazy galaktyki IC 1101, co pozwoliło na wyznaczenie granic jej głównego ciała gwiazdowego. Okazuje się, że galaktyka ta jest znacznie większa, niż wcześniej sądzono, i… wciąż rośnie. Nie wygląda na to, żeby miała zamiar się zatrzymać.
Lokalizacja i charakterystyka galaktyki IC 1101
Galaktyka IC 1101 znajduje się w centrum gromady Abell 2029, w odległości nieco ponad miliarda lat świetlnych od Ziemi. Klasyfikuje się ją jako jedną z najjaśniejszych galaktyk gromadowych, które na ogół wyrastają ponad swoje otoczenie w wyniku kolejnych kolizji i przechwytywania mniejszych układów podczas swojego rozwoju. W przypadku IC 1101 skala okazuje się wyjątkowa: nawet w kontekście wybranych obiektów z tej kategorii. Zespół naukowców oszacował, że główne ciało IC 1101 rozciąga się na około 520 kiloparseków, co odpowiada niemal 1,7 miliona lat świetlnych. To naprawdę olbrzymia galaktyka!
260 kiloparseków od centrum
W przypadku galaktyki liczba gwiazd zazwyczaj maleje stopniowo w miarę oddalania się od centrum, co nie stanowi sztywnej granicy. Astronomowie poszukują znacznych zmian w jasności powierzchniowej, kolorze, gęstości masy gwiazdowej oraz geometrii układu. Wyznaczona krawędź dla IC 1101 znajduje się w odległości 260 +/- 38 kiloparseków od jej gigantycznej półosi. Po podwojeniu tego promienia otrzymujemy średnicę około 520 kiloparseków (w projekcji).
To oznacza, że średnica IC 1101 jest około 15 razy większa niż średnica Drogi Mlecznej, przyjmując, że szerokość naszej galaktyki wynosi około 110 tysięcy lat świetlnych. W objętości tej skali (teoretycznie oczywiście) mogłoby zmieścić się niemal 4000 galaktyk rozmiarów Drogi Mlecznej, co jednak nie odnosi się do ogólnej liczby gwiazd. Wewnątrz wyznaczonej granicy IC 1101 badacze oszacowali masę gwiazdową na 3,36 biliona mas Słońca, co jest znacznie mniej niż sugerowałaby różnica objętości. W tym względzie olbrzym jest bardziej „rzadki” niż nasza galaktyka, w której jest znacznie więcej gwiazd.
Ultragłębokie obrazy wydobywają światło z obrzeży
Obserwacje zostały przeprowadzone między 27 a 30 maja 2022 roku za pomocą kamery Wide Field Camera na 2,5-metrowym teleskopie Newtona w Roque de los Muchachos. Łączny czas naświetlania wyniósł 3,95 godziny w paśmie g oraz 4,41 godziny w paśmie r. Uzyskane dane osiągnęły jasność powierzchniową wynoszącą około 30 magnitudo na sekundę łuku do kwadratu, co umożliwiło uchwycenie nawet bardzo słabego światła na peryferiach układu. W tym kontekście standardowy obraz szybko przestaje być wystarczający, a galaktyka zaczyna się zlewać z tłem. Udało się jednak tego uniknąć.
Długi czas ekspozycji to jedno, ale rozproszone światło jasnych gwiazd oraz IC 1101 mogło w pewnym sensie udawać rozległą poświatę. Zespół stworzył dodatkowy model funkcji rozmycia punktu, usunął zanieczyszczenia od gwiazd i zastosował dekonwolucję opartą na falach. Na tej podstawie porównano profile jasności, kolory i powierzchniową gęstość masy pod różnymi kątami. Uzyskana krawędź galaktyki jest rezultatem zmian kilku niezależnych cech strukturalnych.
A co znajduje się poza krawędzią?
Na promieniu 260 kiloparseków kończy się główne ciało gwiazdowe, lecz światło związane z IC 1101 oraz jej otoczeniem sięga znacznie dalej. Słaba otoczka rozciąga się na około 475 kiloparseków od centrum, a coraz trudniej jest oddzielić ją od rozproszonego światła międzygalaktycznego w całej gromadzie. W tym obszarze odkryto liczne pióropusze, zagęszczenia i asymetryczne osłony, których układ przestrzenny odpowiada zaburzeniom gorącego gazu dostrzeganym w promieniowaniu X. To sugeruje kilka procesów: akrecję oraz ślady niedawnych zderzeń.
Czytaj również: Niesamowite zdjęcie Andromedy. Galaktyka otoczona tajemniczymi obłokami.
Dla przykładu, podobne szczegółowe obserwacje wykonane przez teleskop Chandra wykazały w Abell 2029 spiralę przemieszczającego się gazu rozciągającą się na niemal 600 kiloparseków. To zjawisko jest związane z niecentralnym zderzeniem gromady z mniejszą grupą sprzed około 2–3 miliardów lat. Nie ma jednak pewności, że każde pasmo słabego światła ma dokładnie to samo pochodzenie. Zbieżność struktur optycznych i rentgenowskich wzmacnia jednak hipotezę, że IC 1101 wciąż nie osiągnęła swojej pełnej formy. Należy jednak zauważyć, że rozróżnienie między galaktyką, jej otoczką a światłem międzygalaktycznym zależy od przyjętej definicji. Nie mniej jednak, zespół uznał IC 1101 za największą znaną galaktykę pod względem potwierdzonej średnicy głównego ciała gwiazdowego, i to galaktykę, która wciąż nie znajduje się w stanie równowagi, gdyż najwidoczniej dalej pożywia się materiałem znajdującym się na jej obrzeżach (z zastrzeżeniem, że widzimy daleką przeszłość tego obiektu).
Czy planujecie rozpoczęcie studiów? Sam Altman, twórca ChatGPT, podważa ich sens, zwłaszcza tych dłuższych.
Studia wyższe są dla wielu osób naturalnym krokiem po ukończeniu szkoły średniej. Wybierając uniwersytet lub uczelnię, często decydujemy się na kierunki, które wymagają nawet 5 lub więcej lat nauki. Zdaniem twórcy ChatGPT, to podejście nie ma już sensu.
Studia nie mają sensu — zdaniem twórcy ChatGPT
Nie można pominąć faktu, że pojawienie się sztucznej inteligencji zmieniło zasady gry w wielu dziedzinach naszego życia. To, co kiedyś było stałe, teraz przeszło istotne modyfikacje, a nowe zagrożenia i zasady zaczynają obowiązywać każdego dnia. AI rewolucjonizuje również edukację, nie tylko przez automatyzację pisania wypracowań. Ostatnio Sam Altman, jedna z kluczowych postaci rewolucji sztucznej inteligencji i twórca ChatGPT, stwierdził, że w dzisiejszych czasach studia wyższe, które trwają 4, 5 czy więcej lat, po prostu nie są już potrzebne. W jego opinii wystarczające mogą być studia trwające 2 lata.
Altman nie twierdzi jednak, że edukacja wyższa w ogóle nie ma sensu. Uważa, że studiowanie to wciąż doskonały sposób na poszerzanie horyzontów, nawiązywanie nowych znajomości, wymianę idei, a w efekcie na rozwój osobisty. Problematyczne jest dla niego to, że proces nauki trwa tak długo. Sam zdecydował się zrezygnować z nauki po dwóch latach spędzonych na uczelni, uznając, że jego pomysły wymagają działania, a studia mogłyby jedynie przeszkadzać w tych realizacjach.
Pora zabrać się do pracy
Podczas swojego wystąpienia na wydarzeniu Internapalooza w USA, Altman podkreślił, że kluczowym elementem egzystencji w erze AI jest aktywność. Zachęca młodych ludzi, aby nie skupiali się na udowadnianiu swojej wartości, kompetencji i umiejętności przed innymi; wystarczy, że rozpoczną własne projekty i dążą do osiągnięcia swoich celów. Dzięki dzisiejszym narzędziom nie zawsze potrzebujemy wielkiego zespołu — wystarczy dobry pomysł oraz zapał do działania.
Czytaj dalej poniżej
Czy zatem studia są bez sensu? To zbyt skomplikowana kwestia, by jednoznacznie na nią odpowiedzieć. Sam Altman, opierając się na własnych doświadczeniach, może mieć takie zdanie, ale to jedynie jeden z wielu przypadków. Dla wielu innych osób studia, nawet te 5-letnie, mogą być kluczem do odkrycia własnych pasji, zdobycia odpowiedniego wykształcenia czy wykształcenia nawyków potrzebnych do osiągania celów. Dla innych będą one jedynie stratą czasu, który mogliby poświęcić na realizację konkretnych pomysłów, nawet na zakładanie własnych firm.
Ostatecznie nie wyklucza to siebie nawzajem, a każda osoba ma swoją unikalną historię do napisania. Dlatego nie rezygnujcie ze swoich aplikacji, jeśli czekacie na nowy rok akademicki. Przy odpowiednich założeniach oraz chęci studiowania przedmiotów, które naprawdę was interesują, na pewno nie zmarnujecie tego czasu.
Grzyb, którego kilogram potrafi kosztować tyle, co przyzwoity smartfon, rośnie także w Polsce. Zanim jednak ruszycie na łowy, musicie wiedzieć o dwóch haczykach.
Koniec zimy przynosi nam młode pędy chmielu, które mogą kosztować nawet tysiąc euro za kilogram, a pod koniec lata ziemia daje zbieraczom na pozór zwykły grzyb, na punkcie którego wariują smakosze. Gąska sosnowa – bo o niej mowa – to bardzo rzadki gatunek, uważany w Polsce za niemal wymarły. W Europie rośnie głównie w Finlandii i może osiągać cenę nawet 8,5 tys. zł za kilogram. Co w nim takiego niezwykłego i gdzie można go znaleźć?
Tricholoma matsutake, czyli szalenie rzadka Gąska sosnowa
W polskich lasach rośnie kilka tysięcy gatunków grzybów – dlaczego więc akurat gąska sosnowa wywołuje tak wiele emocji? To nie jest typowy mieszkaniec polskich lasów, bo jego napotkanie graniczy wręcz z cudem. Naukowo sklasyfikowano go po raz pierwszy w 1925 roku w Japonii. To, co go wyróżnia, to nietypowy zapach, przypominający curry. Niektórzy opisują go jako korzenny, inni jako cynamonowy. W Europie, gdzie długo uchodził za osobny gatunek, występował z tego powodu pod nazwą Tricholoma nauseosum, czyli „wywołujący mdłości”.
Nie tylko charakterystyczny zapach wpływa na jego wartość. Gąski sosnowej w zasadzie nie da się hodować sztucznie. Nie pomogły próby rozrzucania zarodników po lesie czy zakopywania grzybni w glebie. W Europie naturalnie rośnie głównie w Finlandii, a jego głównym miejscem występowania jest Azja Wschodnia – Japonia, Chiny oraz obie Koree. To właśnie tam stanowi prawdziwy przysmak i na specjalnych aukcjach osiąga zawrotną wręcz wartość. Grzyb ma kilka różnych kategorii jakości, w związku z czym cena waha się od 1,2 do 2,4 tys. zł za kilogram, do nawet 8,5 tys. zł za najbardziej pożądane egzemplarze. Rozstrzał cenowy bywa zatem gigantyczny.
Gatunek figuruje także na czerwonej liście IUCN jako narażony, a zbiory są nieprzewidywalne – nierzadko liczba grzybów występujących licznie w danej lokalizacji może skurczyć się do niewielkich rozmiarów w zaledwie rok. Dodatkowo, naturalne występowanie grzyba nie równa się możliwości jego sprzedaży, co ma miejsce na przykład w Polsce.
Czytaj dalej poniżej
Drogie grzyby da się znaleźć w Polsce, ale ze sprzedażą będzie problem
Gąska sosnowa jest w Polsce niezwykle rzadka, ale można ją znaleźć. Po raz pierwszy odkryto ją w 1921 roku, a potem ślad po niej zaginął na sto lat, co sprawiło, że gatunek uznano za wymarły. Ostatnie odkrycie miało miejsce w 2021 roku. Zlokalizowano ją m.in. w okolicach Gdańska oraz w gminie Zawoja w Małopolsce, a także – choć to znalezisko czeka jeszcze na potwierdzenie – w pobliżu Tenczyna w powiecie myślenickim. Najczęściej występuje na ubogich, piaszczystych glebach.
Zanim jednak z entuzjazmem ruszycie na poszukiwania, zapoznajcie się z przepisami prawa. Znalezione gąski sosnowe mogą posłużyć jedynie do przygotowania obiadu, ponieważ w Polsce ten grzyb nie jest dopuszczony do obrotu. Co ciekawe, gatunek ten nie jest objęty ochroną prawną, jednak handlowanie nim jest zabronione. Złamanie tego zakazu może wiązać się z nałożeniem grzywny do 5 tys. zł.
UOKiK wszczął postępowanie wobec serwisu Furgonetka, kwestionując część zapisów regulaminu dotyczących między innymi dodatkowych opłat i sposobu rozpatrywania reklamacji.
Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów poinformował o uruchomieniu postępowania, które przyjrzy się zasadom obowiązującym klientów korzystających z Furgonetki. Zakwestionowano dziewięć postanowień regulaminu serwisu, które mogą naruszać prawa konsumentów. Główne zastrzeżenia dotyczą sytuacji, w których po dostarczeniu paczki klient otrzymuje informację o konieczności uregulowania dodatkowej należności.
Mechanizm działania serwisu oraz naliczanie dodatkowych opłat mają być nieprzejrzyste. Klient dokonuje wyboru konkretnej firmy kurierskiej za pośrednictwem Furgonetki, jednak umowę zawiera z Furgonetką, a nie bezpośrednio z przewoźnikiem. To serwis zleca wykonanie przewozu wybranemu operatorowi w swoim imieniu. UOKiK zwraca uwagę na problem, który może wystąpić, gdy przewoźnik stwierdzi, że rzeczywiste parametry przesyłki różnią się od zadeklarowanych przez nadawcę.
Paczka może przechodzić z rąk do rąk, ale odpowiedzialność nie może znikać po drodze. Konsument powinien wiedzieć, za co i w jakich okolicznościach ma zapłacić. Doliczanie opłat za obsługę paczek ponadwymiarowych powinno następować za zgodą konsumenta. Nie powinien też być odsyłany po rozstrzygnięcie sprawy do przewoźnika, z którym nie zawarł umowy.
– mówi Prezes UOKiK Tomasz Chróstny.
Czytaj dalej poniżej
Dopłata po dostarczeniu przesyłki — Furgonetka może mieć kłopoty
Podczas składania zamówienia użytkownik sam definiuje wagę i wymiary paczki, a także określa jej kształt oraz sposób pakowania. Na tej podstawie ustalana jest cena usługi. Jeżeli jednak przewoźnik później stwierdzi różnice w parametrach lub zakwalifikuje przesyłkę jako niestandardową, Furgonetka może naliczyć klientowi dodatkową opłatę. UOKiK zauważa, że firma nie sprawdza parametrów paczki w momencie składania zamówienia ani nie wymaga ich weryfikacji przy odbiorze przez kuriera. Klient jednak może zostać obciążony dopłatą, często bez żadnych dowodów potwierdzających zmianę wagi, wymiarów czy sposobu pakowania przesyłki.
Urząd ma także zastrzeżenia dotyczące procedury reklamacji. Choć umowa zawierana jest z Furgonetką, o zasadności dodatkowych opłat decyduje przewoźnik. Samo złożenie reklamacji nie wstrzymuje płatności, ponieważ klient musi najpierw uregulować sporną kwotę, a później dochodzić swoich praw. Postępowanie UOKiK obejmuje dziewięć zapisów regulaminu. Jeśli zostaną uznane za niedozwolone, urząd może zakazać ich stosowania i nałożyć na spółkę karę do 10 proc. rocznego obrotu.