W mobilnej wersji przeglądarki Edge, Microsoft uruchomił „program poleceń”, dzięki któremu nowi użytkownicy oraz osoby zapraszające mogą zyskać po 500 punktów w ramach programu Rewards. W Polsce dostępny jest także katalog nagród, obejmujący karty upominkowe do gier i sklepów, a także możliwość przekazania punktów dla organizacji dobroczynnych. Mimo tego pozytywnego aspektu, działania Microsoftu mogą sugerować pewną desperację.
Równocześnie, pojawiają się doniesienia o aplikacji Microsoftu, która ustawia Binga jako domyślną wyszukiwarkę w kilku przeglądarkach. Widać, że firma stara się zająć silniejszą pozycję na rynku w erze dynamicznych zmian związanych z rozwojem sztucznej inteligencji oraz generatywnej AI: AEO/GEO. Wygląda na to, że Microsoft planuje mocniej powiązać Edge i Binga z programem Rewards, zamiast liczyć wyłącznie na ich zalety, które nie są tak oczywiste na polskim rynku.
Na dowód, program ten skierowany jest do użytkowników mobilnej wersji przeglądarki Edge na systemy Android i iOS. Windows Latest wskazuje również na niewielką aplikację Microsoftu, umożliwiającą zmianę domyślnej wyszukiwarki na komputerze osobistym. Zarówno jedno, jak i drugie, koncentruje się na jednym celu: umocnieniu pozycji Edge’a i Binga. Zastanawiam się jednak, czy taka strategia ma sens. Na rynkach zagranicznych mogłoby to zadziałać, ale na rynku polskim… katalog nagród jest dość ograniczony, a zyskanie korzyści wymaga dodatkowego wysiłku i są one w zasadzie tylko symboliczne. W życiu nie ma nic za darmo.
500 punktów za nowego użytkownika Edge’a
Program poleceń, skierowany do wybranych użytkowników Edge’a na smartfonach, wyświetla komunikat zachęcający do udziału i umożliwia wygenerowanie specjalnego linku dla znajomego. Osoba, która wygeneruje zaproszenie, otrzymuje 500 punktów Rewards za skuteczne polecenie, a nowe zgłoszenie również przynosi 500 punktów. Miesięczny limit na takie polecenia wynosi 7500 punktów, co odpowiada 15 zrealizowanym zaproszeniom. Trzeba jednak znaleźć kogoś, kto nigdy wcześniej nie instalował mobilnej wersji Edge’a. Trudno stwierdzić, czy to w Polsce w ogóle działa, ponieważ brak informacji na ten temat. Można natomiast ocenić samą inicjatywę.
„Pozyskany” użytkownik musi zalogować się w przeglądarce i aktywnie wyszukiwać przez co najmniej dwa dni w ciągu 14 dni od dołączenia. Oznacza to, że wymagane jest również korzystanie z Binga. Warto zauważyć, że oprócz samej promocji, istnieją dość istotne ograniczenia, o które powinien zadbać „pozyskujący”. To może budzić pewne wątpliwości i sugerować, że Microsoft jest w pewnym sensie zdesperowany.

Przestaw się na Binga. Okej, ale po co?
Microsoft wprowadza również program Microsoft Recommended Search Settings. Plik MicrosoftSettings.exe znajduje się na serwerach firmy, ale nie jest dostępny w Microsoft Store i nie jest dystrybuowany, na razie, przez system Windows Update. Po uruchomieniu, użytkownik otrzymuje prosty przełącznik, który pozwala ustawić Binga jako domyślną wyszukiwarkę w Edge, Chrome i Firefoxie. Po zaakceptowaniu ustawień, wszystkie konfiguracje są dostosowane do preferencji Microsoftu.
Na chwilę obecną, trudno jasno określić, czy Microsoft Recommended Search Settings stanie się częścią Windows 11 lub czy zostanie automatycznie wprowadzone w ramach kolejnych aktualizacji. Co więcej, obecność tego mechanizmu na serwerach Microsoftu została odkryta przypadkowo przez entuzjastów i nikt nie mówił o tym publicznie. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że w tego typu sprawach nie ma przypadków, tylko pewne znaki.
Widać wyraźnie, że Microsoft nadal szuka sposobów na promocję Edge’a oraz Binga: teraz poprzez nagrody oraz mniej subtelne propozycje zmiany ustawień. Moim zdaniem, agresywna promocja może przynieść efekt przeciwny do zamierzonego i wzbudzić nieufność wobec przeglądarki. Szkoda, ponieważ Edge jest naprawdę dojrzałą i atrakcyjną przeglądarką, zwłaszcza na systemie Windows 11. Ciekawi mnie, jak nowe rozwiązanie, które obejmuje kilka przeglądarek, zostanie przyjęte przez użytkowników. Microsoft ma bowiem historię praktyk monopolistycznych. Z drugiej strony, nie jest monopolistą w obszarze wyszukiwarek ani przeglądarek, jednak to nie zwalnia go z odpowiedzialności, by unikać kontrowersyjnych praktyk wykorzystujących swoją dominującą pozycję w kontekście aktualizacji Windows 11.
Czytaj również: Aplikacje nas podglądają. Nowa funkcja Windowsa je zablokuje
Wszystko to może być postrzegane jako przejaw desperacji. Płacenie użytkownikom za korzystanie z Edge’a i Binga wydaje się być zbędne. Bing na rynku amerykańskim radzi sobie dość dobrze, posiadając około 8% udziału, podczas gdy w Polsce to około 7%. Google pozostaje jednak niekwestionowanym liderem z dominującym udziałem w rynku.
Polecałbym Microsoftowi bardziej subtelną kampanię, koncentrującą się na zaletach obu rozwiązań, niż posuwanie się do „żebrania” o zainteresowanie w tak dosłowny sposób. Tego typu akcje zazwyczaj się nie udają i przypominają działania banków, które zapraszają do poleceń oferując znaczne kwoty. Rzeczywisty rozwój produktów, czasami wbrew trendom, może okazać się lepszą metodą od jakiejkolwiek kampanii. Niemniej jednak, nie spodziewam się, że Chrome i Google szybko stracą na znaczeniu. Uważam, że najbardziej prawdopodobnymi, śmiertelnymi konkurentami dla najważniejszej wyszukiwarki są obecnie wiodące chatboty oparte na LLM-ach, w szczególności Claude i ChatGPT, z prywatnym, silnym wskazaniem na tego drugiego.






















