Autor: admin

  • iPhone Duo ma ukryć problem, z którym inni walczą od lat. Apple zdradza szczegóły

    iPhone Duo ma ukryć problem, z którym inni walczą od lat. Apple zdradza szczegóły

    Apple jest przekonane, że iPhone Duo rozwiązuje jeden z najbardziej charakterystycznych problemów składanych smartfonów, stosując nietypowy trik.

    Składane smartfony obecne są na rynku od kilku lat, a każda nowa generacja stara się poprawić błędy swoich poprzedników. Niemniej jednak, ani Samsung, ani wielu chińskich producentów nie zdołali całkowicie wyeliminować jednego z największych mankamentów elastycznych ekranów — czyli linii zgięcia biegnącej przez środek wyświetlacza. Choć w najlepszych modelach jest ona dziś dużo mniej widoczna niż kilka lat temu, to wciąż pozostaje zauważalna pod odpowiednim kątem i może z czasem stawać się bardziej wyraźna.

    Stałe składanie i rozkładanie smartfona powoduje nadwyrężenie materiału, z którego wykonany jest ekran. W związku z tym, już po kilku tygodniach użytkowania zgięcie może być znacznie bardziej widoczne niż w momencie zakupu. Apple zapewnia, że w przypadku iPhone’a Duo problem ten został znacznie zredukowany. Co istotne, firma nie twierdzi, że fizyczne zgięcie całkowicie zniknęło, lecz wykorzystała różnorodne rozwiązania, które mają sprawić, że użytkownicy prawie przestaną je dostrzegać.

    Apple ukrywa zgięcie na kilka sposobów

    Jeszcze przed premierą iPhone’a Duo krążyły informacje, że Apple dąży do całkowitego wyeliminowania zgięcia w ekranie, a w tym procesie pomagać miał Samsung. Choć osiągnięcie idealnie płaskiej powierzchni wydawało się złożonym wyzwaniem, wszystko wskazuje na to, że pierwszy składany model z logo nadgryzionego jabłka będzie miał przewagę nad konkurencją. Mimo że całkowite wyeliminowanie zgięcia nie zostało osiągnięte (o czym świadczą liczne zdjęcia i filmy z pokazu iPhone’a Duo podczas prezentacji iPhone’a 18 Pro oraz Pro Max), Apple zastosowało inteligentne rozwiązania, które minimalizują widoczność tego problemu. Najciekawszym z nich jest zastosowanie specjalnego, nanostrukturalnego wykończenia 7,6-calowego ekranu wewnętrznego. Zamiast tradycyjnej błyszczącej powierzchni, otrzymujemy bardziej matową warstwę, która ma na celu ograniczenie odblasków oraz rozpraszanie światła, a także sprawia, że drobne nierówności powierzchni są znacznie trudniejsze do zauważenia.

    Tom Marieb, wiceprezes Apple ds. inżynierii sprzętu, w rozmowie z serwisem TechRadar zauważa, że ekranów błyszczących znacznie łatwiej dostrzegać różnice w ukształtowaniu powierzchni. Matowe wykończenie ma z kolei lepiej maskować zmiany, które mogą pojawić się po dłuższym okresie używania. Apple wydaje się być pewne uzyskanych efektów, ponieważ Marieb zachęcał, aby w przyszłości oceniać firmę na podstawie tych zapewnień.

    Czytaj dalej poniżej

    Kolejny argument za porzuceniem Spotify. Apple Music dostanie ciekawą funkcję

    Jednakże sam materiał nanostrukturalny to tylko jeden z elementów, które mają maskować zagięcie ekranu w iPhonie Duo. Pod panelem umieszczono kilka warstw szkła o wysokiej wytrzymałości, specjalny polimer, a także tytanową płytę. Apple zastosowało również specjalnie opracowane kleje, które pozwalają na delikatne przesuwanie się poszczególnych warstw podczas składania. To rozwiązanie ma na celu zredukowanie naprężeń w miejscu zgięcia. Dodatkowo, warstwa ochronna wykonana z nietypowego polimeru ma być aż o 40% sztywniejsza niż materiały powszechnie używane w branży.

    Prawdziwy test rozpocznie się dopiero po premierze

    Istotnym elementem jest także sam zawias, który składa się z ponad 100 elementów. Ma on za zadanie podtrzymać środkową część wyświetlacza po całkowitym rozłożeniu oraz zapewnić precyzyjnie dobrany opór w różnych pozycjach. Apple zapewnia, że ogromną uwagę poświęcono właściwościom mechanicznym tego rozwiązania przez długi czas użytkowania. Czy rzeczywiście tak będzie? Przekonamy się dopiero w przyszłym miesiącu, ponieważ iPhone Duo trafi do sprzedaży 23 października, a tydzień wcześniej rozpoczną się zamówienia przedpremierowe.

  • Apple TV za darmo na miesiąc. Wystartowała nowa promocja

    Apple TV za darmo na miesiąc. Wystartowała nowa promocja

    Apple TV przestało być platformą o ograniczonej ofercie. Już za niedługo minie 7 lat od jej uruchomienia, a w tym czasie zyskała ona wiele interesujących produkcji.

    Na początku Apple często oferowało swoją platformę za darmo w ramach różnych promocji, jednak w ostatnich dwóch latach ta praktyka uległa ograniczeniu – obecnie można uzyskać darmowy dostęp najczęściej na okres 7 dni dla nowych kont. Niemniej jednak, od czasu do czasu pojawiają się nowe okazje, a aktualnie mamy jedną z nich. W ramach współpracy Apple z FC Mobile 26, do końca listopada dostępny jest darmowy, miesięczny dostęp do usługi VOD, zarówno dla nowych, jak i istniejących kont Apple, które nie mają aktywnej subskrypcji.

    Aby skorzystać z promocji, wystarczy przejść na stronę Apple i kliknąć przycisk „Reedem now”. Lepiej to zrobić na angielskiej wersji strony, ponieważ w polskiej wersji przycisk „Skorzystaj teraz” może nie funkcjonować prawidłowo. Następnie musisz zalogować się na swoje konto Apple ID i potwierdzić skorzystanie z oferty. Otrzymasz miesiąc darmowego dostępu, aktywując jednocześnie subskrypcję miesięczną, która wynosi 34,99 zł/miesiąc. Możesz w każdej chwili zrezygnować z przedłużenia subskrypcji, a darmowy miesiąc pozostanie aktywny. Jeśli nie anulujesz subskrypcji, po 30 dniach Apple pobierze opłatę. Promocja dostępna jest zarówno dla nowych, jak i powracających kont. Nie znamy algorytmu Apple, który weryfikuje, które konta mogą skorzystać z oferty, dlatego nie można zagwarantować, że darmowy miesiąc zadziała na każdym koncie. Promocja trwa do 30 listopada 2026 roku.

    Dla każdego coś dobrego

    Aktualna promocja to doskonała okazja do nadrobienia kilku interesujących produkcji dostępnych w ofercie Apple TV. Niedawno zakończył się trzeci sezon znakomitego serialu science-fiction – „Silos” z Rebeccą Ferguson, a zaledwie kilka dni temu zadebiutował szósty sezon popularnego serialu „Kulawe konie” z wybitnym Garym Oldmanem. Warto również zwrócić uwagę na komedię „Brothers” z Matthew McConaughey i Woody’m Harrelsonem, a także drugi sezon doskonałego „Znajomi i sąsiedzi” oraz najnowszą odsłonę „Ted Lasso”. Entuzjaści mocniejszych wrażeń z pewnością docenią również seriale „Wdowia zatoka”, „For All Mankind” oraz drugi sezon „Porwania” z Idrisem Elbą.

    Interesujących propozycji nie brakuje, a darmowy miesiąc to znakomita okazja, aby nadrobić te najlepsze produkcje i spędzić czas w przyjemny sposób.

  • Nie musisz używać programu producenta. Są lepsze narzędzia do skanowania

    Nie musisz używać programu producenta. Są lepsze narzędzia do skanowania

    Czy posiadasz stary skaner i pragniesz przywrócić mu nowe życie? A może oprogramowanie dostarczone przez producenta nie spełnia Twoich oczekiwań? Na rynku dostępne są programy, które umożliwiają nie tylko zapisywanie dokumentów w formacie PDF, ale także automatyczne prostowanie stron, skanowanie dwustronne oraz rozpoznawanie tekstu dzięki technologii OCR. Oto przegląd najlepszych programów do skanowania do PDF dla systemów Windows, macOS i Linux – zarówno darmowych, jak i płatnych.

    Najlepsze programy do skanowania do PDF

    Oprogramowanie dołączone do skanera nie zawsze stanowi najlepsze narzędzie do konwersji papierowych dokumentów na pliki PDF. Jeśli regularnie skanujesz umowy, faktury czy korespondencję, przydadzą Ci się funkcje takie jak automatyczne prostowanie stron, obsługa podajnika dokumentów, skanowanie dwustronne bądź OCR. Ta ostatnia technologia pozwala na rozpoznawanie tekstu, co umożliwia późniejsze przeszukiwanie zawartości stworzonego PDF-a.

    Jakie oprogramowanie wybrać? Jednym z najlepszych darmowych rozwiązań są NAPS2, jednak warto zapoznać się również z innymi alternatywami.

    NAPS2 – najlepszy darmowy program do skanowania

    NAPS2, czyli Not Another PDF Scanner 2, to darmowy program typu open source, dostępny na Windows, macOS i Linux. Nie zawiera reklam i można go używać bezpłatnie zarówno w domu, jak i w firmie.

    Program współpracuje z szeroką gamą skanerów wielu producentów, w tym Canon, Brother, HP, Epson oraz Fujitsu. Umożliwia korzystanie ze skanera płaskiego oraz automatycznego podajnika dokumentów (ADF), a w przypadku kompatybilnego sprzętu obsługuje również skanowanie dwustronne.

    Przed rozpoczęciem skanowania możesz dostosować m.in. rozdzielczość, format strony i głębię kolorów. Zeskanowane dokumenty pojawiają się jako miniatury, które można przeciągać, obracać, przycinać i układać w odpowiedniej kolejności. Program ma także funkcję automatycznego prostowania krzywo zeskanowanych stron.

    Wielką zaletą NAPS2 jest OCR obsługujący ponad 100 języków. Program potrafi stworzyć PDF z warstwą tekstową, co umożliwia późniejsze zaznaczanie, kopiowanie i przeszukiwanie zawartości. Gotowy dokument można zapisać nie tylko jako PDF, ale również jako TIFF, JPEG lub PNG.

    NAPS2 jest doskonałym wyborem, jeśli zależy Ci na darmowym programie bez zbędnych dodatków, oferującym jednocześnie zaawansowane funkcje, takie jak obsługa wiersza poleceń czy udostępnianie skanera w sieci lokalnej.

    Adobe Acrobat – dla osób, które intensywnie pracują z PDF-ami

    Adobe Acrobat to zaawansowane narzędzie, w którym skanowanie jest jedną z wielu funkcji. Program pozwala na skanowanie bezpośrednio do PDF, obsługuje skanowanie dwustronne (o ile wspiera je urządzenie) oraz umożliwia dodawanie nowych skanów do istniejących plików.

    Wbudowana funkcja OCR rozpoznaje tekst na zeskanowanych stronach, co pozwala na późniejsze jego zaznaczanie i wyszukiwanie. Acrobat oferuje również narzędzia do poprawy jakości skanów, w tym automatyczne prostowanie stron, usuwanie tła, wyostrzanie tekstu oraz optymalizację jakości obrazu i rozmiaru pliku. Dokument można też zapisać zgodnie ze standardem PDF/A-1b, stosowanym do archiwizacji.

    To dobry wybór dla osób, które już korzystają z płatnej wersji Acrobata do edycji i organizowania plików PDF. Jeśli potrzebujesz jedynie programu do skanera, lepiej postawić na NAPS2 – jest prostszy i, co najważniejsze, darmowy.

    VueScan – idealne dla starych skanerów

    VueScan to narzędzie, które zdobyło uznanie ze względu na swoją szeroką kompatybilność ze sprzętem. Program może zastąpić oprogramowanie dostarczane przez producenta skanera, dlatego jest niezwykle przydatny w przypadku starszych urządzeń, które nadal działają, ale nie współpracują już poprawnie z nowoczesnymi systemami operacyjnymi.

    VueScan działa na Windows, macOS i Linux. Obsługuje skanery płaskie oraz automatyczne podajniki dokumentów, a płatna wersja Professional oferuje dodatkowe funkcje, takie jak skanowanie filmów i slajdów.

    Do zapisywania dokumentów jako PDF, tworzenia wielostronicowych PDF-ów oraz obsługi podajnika wymagany jest przynajmniej płatny wariant Standard. Oferuje on również funkcję OCR, która pozwala na rozpoznawanie tekstu na zeskanowanych stronach. Droższa wersja Professional zapewnia dodatkowe możliwości, takie jak zapis RAW oraz bardziej zaawansowane narzędzia do specjalistycznych zastosowań.

    PaperScan – bogata oferta narzędzi do edycji skanów

    PaperScan to program dla Windows, stworzony głównie do obsługi skanerów i edycji zeskanowanych dokumentów. Współpracuje z standardami TWAIN i WIA, skanerami płaskimi oraz automatycznymi podajnikami dokumentów, obsługując również skanowanie dwustronne. Oferuje przy tym bogaty zestaw narzędzi do poprawy obrazu, w tym kadrowanie, zmianę rozmiaru, korekcję kolorów oraz różnorodne filtry.

    Program dostępny jest w wersjach Free, Home i Professional. Niemniej jednak darmowa edycja ma istotne ograniczenia – skanowanie i import są ograniczone do 10 stron, a bardziej zaawansowane funkcje są zarezerwowane dla płatnych wariantów.

    Jaki program do skanowania PDF wybrać?

    Jeżeli potrzebujesz jedynie dobrego programu do skanowania dokumentów, warto rozpocząć od NAPS2. To darmowe oprogramowanie, które działa na Windows, macOS i Linux, obsługuje ADF i skanowanie dwustronne, umożliwia organizację stron oraz oferuje OCR bez konieczności zakupu płatnej wersji. W większości przypadków będzie to najlepszy wybór.

    VueScan ma sens, gdy chcesz korzystać ze starszego lub nietypowego skanera, z jego największą zaletą będącą szeroka kompatybilność ze sprzętem.

    Adobe Acrobat warto rozważyć, jeśli oprócz skanowania intensywnie pracujesz z plikami PDF. PaperScan oferuje bogaty zestaw narzędzi do edycji obrazu, ale jego darmowa wersja ma znaczące ograniczenia w porównaniu do NAPS2.

    Oczywiście warto również sprawdzić oprogramowanie dostarczone przez producenta konkretnego skanera lub urządzenia wielofunkcyjnego. W przypadku niektórych modeli może ono oferować unikalne funkcje, stworzone specjalnie dla danego sprzętu. Jednak gdy poszukujesz uniwersalnego programu, niezależnego od marki urządzenia, NAPS2 jest obecnie jednym z najbardziej kompletnych darmowych rozwiązań.

  • Kindle może się schować. To nie czytnik e-booków. To tablet z e-inkiem

    Kindle może się schować. To nie czytnik e-booków. To tablet z e-inkiem

    Bigme B6 Color to jeden z tych czytników, które na pierwszy rzut oka wyglądają niepozornie, ale po bliższym poznaniu okazują się znacznie bardziej wszechstronne. Co więcej, to bardziej tablet z ekranem E-Ink niż tradycyjny czytnik. Niewielka obudowa skrywa 6-calowy ekran E-Ink Kaleido 3, oferuje w pełni sprawny system Android 14, dostęp do całej platformy Google (w tym Książek i Sklepu Play), 4 GB pamięci RAM oraz 64 GB wbudowanej pamięci na dane. Producent odważnie łączy zalety tradycyjnego czytnika e-booków z elastycznością miniaturowego tabletu. Efekt jest interesujący, aczkolwiek niepozbawiony kompromisów.

    Kompaktowa konstrukcja i wygodna obsługa

    Jedną z największych zalet Bigme B6 Color jest jego mobilność. Smukła obudowa o grubości około 6,98 mm oraz niewielka masa, lekko przewyższająca wagę mojego Kindle Paperwhite, sprawiają, że urządzenie można bez problemu zabrać do pracy, na uczelnię czy podczas podróży. Konstrukcja łączy elementy plastikowe i metalowe, co zapewnia odpowiednią sztywność i sprawia wrażenie solidniejszego sprzętu. Szczerze mówiąc, na tej półce cenowej nie spodziewałem się tak wysokiej jakości wykonania.

    Ciekawym rozwiązaniem są konfigurowalne, wirtualne przyciski umieszczone przy krawędziach ekranu. Można przypisać im wybrane funkcje, takie jak zmiana stron, powrót czy uruchamianie aplikacji. To praktyczny dodatek podczas czytania jedną ręką, zwłaszcza gdy zależy nam na maksymalnym wykorzystaniu stosunkowo niewielkiej przestrzeni ekranu.

    E-Ink Kaleido 3: kolorowy e-ink to wciąż… e-ink

    Bez wątpienia najważniejszym elementem B6 Color jest jego 6-calowy panel E-Ink Kaleido 3. W trybie monochromatycznym oferuje rozdzielczość 300 PPI, podczas gdy w przypadku kolorów osiąga 150 PPI. Tekst pozostaje ostry i przypomina jakością klasyczne czytniki z czarno-białym e-papierem.

    Jednak kolor traktować należy przede wszystkim jako rozszerzenie funkcjonalności, a nie zamiennik ekranów LCD czy OLED. Barwy są stonowane, mniej nasycone i wyraźnie ciemniejsze. Technologii Kaleido 3 towarzyszy delikatne ziarno, wynikiem zastosowania kolorowej warstwy. W praktyce najlepiej prezentują się okładki książek, wykresy, proste ilustracje, komiksy oraz materiały edukacyjne – pojedyncze strony komiksów wyglądają dobrze, ale czytanie całkowicie kolorowych publikacji graficznych na tym ekranie może być dość problematyczne.

    Android 14 otwiera zupełnie nowe możliwości

    To, co najbardziej wyróżnia Bigme B6 Color na tle tradycyjnych czytników, to oparcie na systemie Android 14, co zapewnia dostęp do Google Play. Użytkownik nie jest ograniczony do jednego ekosystemu. Może instalować aplikacje Kindle, Kobo, Legimi, a także ulubione programy do czytania EPUB oraz obsługi PDF, RSS czy komiksów.

    To ogromna zaleta dla osób korzystających z wielu źródeł treści. Jeden niewielki czytnik może pełnić funkcję urządzenia do książek, artykułów, dokumentacji technicznej i audiobooków. Producent wyposażył go również w 64 GB pamięci oraz zadbał o obsługę kart pamięci. Dlatego trzeba się będzie naprawdę bardzo postarać, by zapełnić całą pamięć – zwłaszcza, gdy dodamy własną kartę.

    Jak to wypada na co dzień?

    Za działanie urządzenia odpowiada ośmiordzeniowy procesor MediaTek o taktowaniu do 2,3 GHz, wspierany przez 4 GB RAM. W typowych zadaniach sprzęt działa sprawnie: przełączanie aplikacji, otwieranie książek i poruszanie się po systemie nie sprawiają większych kłopotów, choć trzeba przyznać, że nie jest to poziom iPada.

    Warto pamiętać, że E-Ink ma zupełnie inną charakterystykę niż ekrany LCD czy OLED. Producent zapewnia kilka trybów odświeżania, dzięki którym można znaleźć kompromis między szybkością a jakością obrazu. Szybsze ustawienia przydają się podczas przewijania, ale mogą powodować większy ghosting. W niektórych aplikacjach konieczne jest ręczne dopasowanie parametrów, jednak jeżeli wykorzystujecie Bigme B6 Color głównie do czytania, nie powinno być żadnych problemów z responsywnością ani ogólnym działaniem.

    Czy Bigme B6 Color nadaje się do PDF-ów i komiksów?

    I tak, i nie: bowiem największym ograniczeniem okazuje się nie wydajność, lecz rozmiar ekranu. Sześć cali świetnie sprawdza się podczas czytania powieści, artykułów i dokumentów. Gorzej wygląda sytuacja w przypadku dużych plików PDF oraz komiksów w pełnym formacie.

    Powiększanie fragmentów strony oraz częste przesuwanie obrazu mogą być irytujące i – po prostu – niewygodne. W przypadku prostych dokumentów tekstowych problem jest znacznie mniejszy, zwłaszcza że Android pozwala dobrać aplikację odpowiednią do konkretnego formatu. Jeżeli jednak komiksy lub rozbudowane dokumenty są głównym zastosowaniem, rozsądniejszym wyborem będzie większy czytnik E-Ink z ekranem przekraczającym 10 cali.

    Audio i funkcje AI

    Bigme nie ograniczył możliwości B6 Color tylko do wyświetlania tekstu. Urządzenie ma wbudowany głośnik, moduł Bluetooth oraz funkcję zamiany tekstu na mowę. Dzięki temu może odczytywać książki i dokumenty na głos, a po podłączeniu słuchawek dobrze sprawdzi się także podczas słuchania treści w plenerze.

    Na pokładzie znalazły się również funkcje AI oraz tłumaczenia. Choć prawdopodobnie nie będą one głównym motywem do zakupu, mogą okazać się przydatnym dodatkiem dla osób uczących się języków czy regularnie pracujących z obcojęzycznymi materiałami.

    Bateria i codzienne użytkowanie

    Bateria o pojemności 2100 mAh nie imponuje w porównaniu z nowoczesnymi smartfonami, ale w świecie małych urządzeń E-Ink jej możliwości są wystarczające. Przy typowym użytkowaniu czas pracy zależy przede wszystkim od intensywności korzystania z Androida, jasności podświetlenia i częstotliwości odświeżania. W praktyce można liczyć na kilka godzin intensywnej pracy lub kilka sesji czytania.

    W dobie powszechnych power banków nie powinno to być większym problemem, ponieważ urządzenie ładowane jest za pomocą USB-C, co zapewnia uniwersalność. Dodatkowo niewielkie wymiary sprawiają, że B6 Color sprawdza się jako czytnik w podróży. Można go traktować niemal jak elektroniczny notatnik mieszczący się w kieszeni.

    Oprogramowanie pozostaje największym kompromisem

    Największą słabością konstrukcji jest… oprogramowanie. Jak można się spodziewać po stosunkowo niedrogim urządzeniu z Androidem, Bigme OS oferuje wiele możliwości konfiguracji, profili odświeżania i skrótów, ale jednocześnie wymaga większej cierpliwości niż klasyczny Kindle czy inne podobne, zamknięte czytniki. Nie wyobrażam sobie również podarować tego sprzętu osobie, która nie ma umiejętności technicznych. O ile popularne, zamknięte czytniki e-booków nie będą stanowiły większego wyzwania, o tyle tutaj sprawy nie są tak oczywiste.

    Sporadyczne przycięcia, ghosting czy konieczność dopasowania ustawień do konkretnej aplikacji mogą irytować osoby oczekujące, że urządzenie będzie działać idealnie zaraz po uruchomieniu. Z drugiej strony, właśnie ta otwartość stanowi część charakteru B6 Color. To sprzęt dla użytkownika, który woli mieć kontrolę nad urządzeniem niż korzystać z maksymalnie uproszczonego ekosystemu. Można powiedzieć, że to rozwiązanie dla entuzjastów oraz osób, które wiedzą, na co się piszą, sięgając po ten konkretny model czytnika… a może raczej tabletu z E-inkiem?

    Czy warto kupić Bigme B6 Color?

    Przy cenie oscylującej w granicach 850 złotych, Bigme B6 Color prezentuje bardzo interesujący stosunek możliwości do ceny. Kolorowy ekran E-Ink, Android 14, dostęp do całej biblioteki Google Play, duża pamięć, wsparcie dla microSD i możliwość odtwarzania muzyki tworzą zestaw, którego trudno szukać w tradycyjnych czytnikach. To nie jest jednak sprzęt dla każdego. Jeżeli najważniejsza jest absolutna prostota, stabilność i bezproblemowe czytanie książek, klasyczny monochromatyczny czytnik będzie lepszym wyborem. Bigme B6 Color skierowany jest przede wszystkim do użytkowników, którzy chcą połączyć komfort e-papieru z elastycznością Androida – lecz szczerze mówiąc, dla mnie Xteink X3 wydaje się znacznie ciekawszą opcją. Przede wszystkim dlatego, że nie jest to sprzęt do wszystkiego, lecz wykonuje znakomicie to, do czego został zaprojektowany: komfortowe dostarczanie e-booków.

    Bigme B6 Color to urządzenie uniwersalne… co nie oznacza, że jest w czymś niedobre. Oferuje znakomitą jakość tekstu, kolory, dużą swobodę instalowania aplikacji oraz wyjątkowo kompaktową formę. Jego ograniczeniem może okazać mały ekran, wyjątkowość Kaleido 3 oraz wymagające konfiguracji oprogramowanie – co, w moim odczuciu, czyni go sprzętem dość skomplikowanym.

    Jeśli jednak szukasz małego, kolorowego czytnika z Androidem, który potrafi znacznie więcej niż tylko wyświetlanie e-booków, Bigme B6 Color jest czymś, co powinno przykuć Twoją uwagę. To nie jest idealny czytnik, lecz jeden z ciekawszych przykładów na to, jak może wyglądać kolejna generacja mobilnego e-papieru.

    Bigme B6 Color



    plusy

    • Kolorowy ekran E-Ink Kaleido 3
    • W pełni działający Android
    • Kompaktowa, smukła konstrukcja
    • 64 GB pamięci rozszerzane kartą microSD
    • Wbudowany głośnik i Bluetooth


    minusy

    • Stonowane, mało nasycone kolory
    • Trudna konfiguracja
    • Przycięcia i ghosting
    • Niewygodny do dużych komiksów
    • Niezbyt spektakularny czas pracy na jednym ładowaniu

  • Tani czy drogi telewizor? Sprawdź, za co naprawdę płacisz

    Tani czy drogi telewizor? Sprawdź, za co naprawdę płacisz

    Na pierwszy rzut oka tani i drogi telewizor mogą wyglądać niemal identycznie. Oba mogą oferować rozdzielczość 4K, obsługę HDR oraz dostęp do popularnych aplikacji VOD, takich jak Netflix, Disney+ czy YouTube – a przy tym mają dokładnie taki sam rozmiar ekranu. Mimo podobnej listy funkcji, różnice między budżetowymi a premium Smart TV stają się widoczne dopiero podczas codziennego użytkowania. Najwięcej bowiem zależy od jakości panelu, procesora, przetwarzania obrazu oraz płynności działania.

    Najważniejszy jest ekran, nie logo na obudowie

    W budżetowych telewizorach często stosowane są podstawowe panele LCD z podświetleniem LED. Choć zapewniają one dobrą rozdzielczość, mają ograniczoną kontrolę nad podświetleniem, co prowadzi do tego, że czernie przypominają bardziej ciemne szarości – szczególnie podczas oglądania filmów w zaciemnionym pomieszczeniu.

    Droższe modele częściej wykorzystują technologie QLED, Mini LED czy OLED. QLED oferuje bogatsze kolory, Mini LED zapewnia precyzyjniejsze sterowanie podświetleniem, natomiast OLED idzie jeszcze dalej – każdy piksel może samodzielnie emitować światło i całkowicie wygasić, co pozwala uzyskać bardzo głęboką czerń i wysoki kontrast.

    Mocniejszy procesor potrafi zmienić jakość obrazu

    Sama rozdzielczość 4K nie gwarantuje jeszcze doskonałego obrazu. Kluczowe znaczenie ma procesor odpowiedzialny za przetwarzanie treści. Droższe telewizory wyposażane są w wydajniejsze układy, które lepiej radzą sobie z upscalingiem, czyli podbijaniem obrazu do wyższej rozdzielczości.

    Dzięki temu starsze filmy lub zwykłe transmisje telewizyjne mogą wyglądać ostrzej na ekranie 4K. W tańszych modelach słabsze przetwarzanie może natomiast prowadzić do utraty szczegółów i mniej naturalnego obrazu.

    60 Hz czy 120 Hz? Dla graczy zrobi to wielką różnicę

    Kolejnym istotnym elementem jest częstotliwość odświeżania. Budżetowe telewizory często mają częstotliwość 60 Hz, podczas gdy droższe modele mogą oferować 120 Hz. Różnica ta nie zawsze będzie zauważalna podczas standardowego oglądania. Staje się jednak znacznie bardziej widoczna podczas oglądania sportu i grania na konsoli. Wyższa częstotliwość odświeżania zapewnia płynniejszy ruch, co może poprawić komfort rozgrywki.

    HDR na opakowaniu nie musi oznaczać dobrego HDR w praktyce

    Producenci nawet niedrogich modeli chętnie umieszczają na opakowaniach oznaczenie HDR. Problem polega na tym, że sama obsługa tego standardu nie gwarantuje oczekiwanego efektu. Prawdziwa różnica pojawia się przy wysokiej jasności oraz precyzyjnym sterowaniu podświetleniem. Droższy telewizor potrafi jednocześnie pokazywać bardzo jasne fragmenty oraz utrzymywać szczegóły w ciemnych scenach. W tańszym modelu HDR może być znacznie mniej efektowny, a przełączenie tej funkcji nie zawsze przynosi widoczną poprawę obrazu.

    Kiedy warto dopłacić do lepszego telewizora?

    Droższy Smart TV nie daje dostępu do „magicznie” lepszego Netflixa – warto w to nie wierzyć. Płacimy przede wszystkim za jakość wyświetlania i komfort korzystania z telewizora. Jeśli urządzenie ma służyć głównie do oglądania standardowych programów, wiadomości oraz okazjonalnego korzystania z YouTube’a, model budżetowy może być zupełnie wystarczający.

    Sytuacja zmienia się, gdy zależy nam na jakości filmów, dobrym HDR albo graniu na konsoli. W takich przypadkach lepszy panel z mocniejszym procesorem oraz wyższą częstotliwością odświeżania mogą uzasadnić dodatkowe wydatki. Warto także pamiętać, że jeśli panel wciąż spełnia nasze oczekiwania, a telewizor zwolnił i korzystanie z niego stało się uciążliwe, nie zawsze trzeba inwestować w nowy sprzęt. Czasem wystarczy dokupić przystawkę, taką jak Google TV Streamer, Apple TV, by dać naszemu urządzeniu nowe życie!

  • Ten drogi przedmiot mogą ci skonfiskować na lotnisku. Decyduje jeden szczegół

    Ten drogi przedmiot mogą ci skonfiskować na lotnisku. Decyduje jeden szczegół

    Powerbank stał się niemal nieodłącznym elementem każdej podróży. Umożliwia naładowanie smartfona bez konieczności poszukiwania gniazdka na lotnisku, w kawiarni czy w dowolnym innym miejscu. Jednak niewłaściwie oznaczona bateria może zostać zatrzymana podczas kontroli bezpieczeństwa. Problem może wynikać nie tylko z samej pojemności, ale również z tego, czy parametry urządzenia są łatwo odczytywalne z obudowy.


    Nie tylko pojemność powerbanku ma znaczenie

    Wiele linii lotniczych pozwala na przewóz powerbanków o pojemności do 100 Wh w kabinie bez dodatkowej zgody. Kluczowe jest, aby ta wartość była wyraźnie oznaczona na urządzeniu. Jeśli oznaczenie jest nieczytelne, starte lub całkowicie nieobecne, pracownik kontroli bezpieczeństwa może nie być w stanie zweryfikować parametrów baterii. W takiej sytuacji powerbank może nie zostać dopuszczony do przewozu.

    Przed podróżą warto zatem zwrócić uwagę na obudowę swojego urządzenia. Mała naklejka z informacją o pojemności może okazać się równie istotna jak sama liczba watogodzin.

    W Azji kontrole mogą być szczególnie rygorystyczne

    Planując podróż, warto zapoznać się z zasadami obowiązującymi w danym regionie. Przepisy oraz praktyki związane z kontrolą mogą różnić się między państwami, a nawet między poszczególnymi lotniskami. Jeżeli śledziliście historie podróżników, zapewne wiecie, że zasady dotyczące kontroli bezpieczeństwa mogą wahać się w zależności od lotniska, posiadanych tam skanerów i innych czynników. Analogicznie, zasady dotyczące przewożenia powerbanków także mogą się różnić. To, że na jednym lotnisku pracownicy ochrony nie mają problemó z urządzeniem, nie oznacza, że na innym będzie to samo.

    Szczególną uwagę warto zwrócić podczas podróży do Chin. Powerbank musi być oznaczony znakiem CCC, co potwierdza zgodność z chińskimi wymaganiami certyfikacyjnymi. Brak odpowiedniego oznakowania może skutkować brakiem dopuszczenia urządzenia do przewozu.

    Czytaj dalej poniżej


    Tania drukarka może Cię słono kosztować. Sprawdź to przed zakupem

    W ostatnich tygodniach zmiany wprowadziła również Japonia. Japan Airlines (JAL) obecnie pozwala na przewożenie w bagażu podręcznym maksymalnie dwóch baterii o pojemności do 160 Wh każda. Od stycznia 2027 roku limit ten ma zostać obniżony do 100 Wh. Liczba dozwolonych powerbanków może jednak różnić się w zależności od konkretnego przewoźnika.

    Dlatego przed wylotem warto sprawdzić zarówno zasady kraju, z którego wylatujemy, jak i regulamin linii lotniczej. Samo to, że powerbank został wcześniej dopuszczony do przewozu w innej podróży, nie gwarantuje pozytywnego wyniku podczas kolejnej kontroli.

    Powerbank przewozimy ZAWSZE w bagażu podręcznym

    Istnieje jeszcze jedna zasada, której nie powinno się pomijać podczas pakowania. Powerbanku nie należy umieszczać w bagażu rejestrowanym. Zewnętrzne baterie litowe powinny być przewożone w kabinie pasażerskiej. Powodem są względy bezpieczeństwa: ewentualne przegrzanie lub zapłon akumulatora jest znacznie łatwiejsze do wykrycia i opanowania w kabinie, niż w luku bagażowym, gdzie może być zbyt późno na szybką reakcję.

    Sprawdź swój powerbank przed wyjazdem, albo… kup na miejscu

    Najprościej przed podróżą upewnić się, że na obudowie wyraźnie widnieją pojemność lub energia baterii oraz że urządzenie spełnia wymagania konkretnej linii. Jeżeli wybierasz się do Chin, warto dodatkowo upewnić się, że posiada odpowiednie oznaczenie CCC.

    Dzięki temu niewielkie urządzenie, które ma wspierać nas w podróży, nie stanie się niepotrzebnym problemem już podczas kontroli bezpieczeństwa.

  • HBO Max szykuje mocną jesień. Na te seriale warto czekać

    HBO Max szykuje mocną jesień. Na te seriale warto czekać

    Co obejrzeć na HBO Max jesienią 2026 roku? W najbliższych miesiącach na platformę trafią m.in. adaptacja kryminału Roberta Małeckiego „Zmora”, drugi sezon „Outlander: Krew z krwi” oraz czwarty sezon „Pozłacanego wieku”. To jednak dopiero zapowiedź tego, co nas czeka. Przyjrzeliśmy się najciekawszym premierom serialowym HBO Max na wrzesień, październik i listopad.


    Co obejrzeć na HBO Max? Najciekawsze seriale na jesień 2026

    Jesień 2026 na HBO Max zapowiada się niezwykle interesująco, z szeregiem premier, które przyciągną uwagę widzów. We wrześniu powróci „Outlander: Krew z krwi”, a Jon Hamm zagra w opartym na prawdziwych wydarzeniach thrillerze „Amerykański zakładnik”. W październiku zobaczymy również nowy polski kryminał z Magdaleną Cielecką i Piotrem Żurawskim, a na początku listopada z czwartym sezonem wróci „Pozłacany wiek”.

    Outlander: Krew z krwi – sezon 2 – od 19 września

    Fani „Outlandera” nie będą musieli długo czekać na nową podróż w przeszłość. Drugi sezon prequela tego serialu, „Outlander: Krew z krwi”, zadebiutuje na HBO Max 19 września.

    Serial przedstawia dwie równoległe historie miłosne. Pierwsza dotyczy rodziców Jamiego Frasera – Ellen MacKenzie (Harriet Slater) i Briana Frasera (Jamie Roy) – rozgrywająca się w XVIII-wiecznej Szkocji. Druga opowiada o rodzicach Claire – Julii Moriston (Hermione Corfield) i Henrym Beauchampie (Jeremy Irvine) – których poznajemy w Anglii w czasach I wojny światowej.

    W drugim sezonie Brian i Ellen znajdą się w samym środku wydarzeń związanych z pierwszym powstaniem jakobickim z 1715 roku, podczas gdy Henry i Julia będą starali się wrócić do swoich czasów i córki Claire.

    Czytaj dalej poniżej

    HBO Max ma 23 nowe filmy i świetnie oceniany serial. Co już można obejrzeć?

    Amerykański zakładnik – od 21 września

    Jedną z ciekawszych wrześniowych nowości może okazać się „Amerykański zakładnik”. Serial inspirowany jest prawdziwymi wydarzeniami, które miały miejsce w Indianapolis w 1977 roku.

    Jon Hamm wciela się w radiowego dziennikarza Freda Heckmana, którego audycja niespodziewanie wplątana zostaje w kryzys, trwający kilkadziesiąt godzin. Tony Kiritsis (Giovanni Ribisi) porywa maklera Dicka Halla i domaga się publicznego przedstawienia swoich żądań.

    Pierwszy sezon składa się z ośmiu odcinków. W Stanach Zjednoczonych produkcja zadebiutuje na MGM+, a w Polsce na HBO Max. Premierę planowane na 21 września.

    Youth – od 21 września

    Tego samego dnia swoją premierę ma „Youth”, nowa komedia HBO stworzona przez Sharon Horgan, znaną z „Catastrophe” oraz „Siostry na zabój”.

    Horgan wciela się w pięćdziesięcioletnią rozwódkę, która próbuje na nowo ułożyć swoje życie uczuciowe. Jednocześnie opiekuje się starzejącymi się rodzicami i zmaga się z problemami dorosłego syna. Serial daje unikalny wgląd w randkowanie oraz relacje z perspektywy kobiety w średnim wieku.

    Pierwszy sezon liczył będzie osiem odcinków, z czego dwa pierwsze zadebiutują 21 września, a kolejne będą udostępniane co tydzień.

    Paolo – od 25 września

    Kilka dni później na HBO Max zadebiutuje „Paolo”. To francuski serial Sébastiena Marniera, liczący siedem odcinków, który zaczyna się dość spokojnie, lecz szybko przeradza się w opowieść o obsesji, władzy i polityce.

    Paolo (Jerome Niel) prowadzi ciche życie i przygotowuje się do ślubu. Wszystko zmienia przypadkowe spotkanie z dawnym kolegą, Teophane’em (Yoann Gasiorowski), który ubiega się o stanowisko burmistrza. Paolo angażuje się w jego kampanię, a fascynacja dawnym znajomym przeradza się w niezdrową obsesję.

    „Paolo” zadebiutuje na HBO Max 25 września.

    Zmora – od 2 października

    Październik przyniesie jedną z najbardziej interesujących polskich premier na HBO Max. „Zmora” to serialowa adaptacja kryminału Roberta Małeckiego, w której główną rolę gra Magdalena Cielecka.

    Aktorka wciela się w Kamę Kossowską, kontrowersyjną dziennikarkę, która wraca do rodzinnego Torunia. Kiedy komisarz Tomasz Korcz na nowo otwiera sprawę zaginięcia Piotrka, jej przyjaciela z dzieciństwa, Kama angażuje się w śledztwo. Poszukiwanie odpowiedzi zmusza ją do zmierzenia się z wydarzeniami, które starła się przez lata zapomnieć.

    Historia rozgrywa się na kilku płaszczyznach czasowych – współcześnie oraz w latach 80. i 90. W obsadzie obok Magdaleny Cieleckiej znajdują się m.in. Piotr Żurawski, Łukasz Simlat, Piotr Głowacki, Aleksander Krupa, Maria Pakulnis, Katarzyna Bujakiewicz oraz Dorota Kolak. Osobiście czytałem książkę i uważam, że angażowanie Cieleckiej i Żurawskiego do produkcji to znak, że czeka nas coś wyjątkowego.

    „Zmora” zadebiutuje na HBO Max 2 października.

    Pozłacany wiek – sezon 4 – od 2 listopada

    Na początku listopada na HBO Max zadebiutuje czwarty sezon „Pozłacanego wieku”. Liczy on osiem odcinków i premierę w Polsce zaplanowano na 2 listopada.

    Bertha Russell (Carrie Coon) dokonała wielu zmian wśród nowojorskich elit, jednak jej sukces był okupiony wysoką ceną. W nowych odcinkach rodzina Russellów zmierzy się z konsekwencjami swoich wcześniejszych decyzji, a Agnes van Rhijn (Christine Baranski) dostrzeże okazję do odzyskania utraconej pozycji.

    Powróci znana widzom obsada, w tym Carrie Coon, Christine Baranski, Cynthia Nixon, Morgan Spector oraz Denée Benton. Produkcją ponownie zajmie się Julian Fellowes, twórca „Downton Abbey”.

    Co jeszcze obejrzeć na HBO Max jesienią 2026?

    Jesienna ramówka HBO Max nie jest przesycona hitami, ale rekompensuje to różnorodnością. W ciągu kilku tygodni będziemy mieli okazję zobaczyć zarówno nowe sezony popularnych produkcji, jak i kilka zupełnie świeżych seriali. S szczególnej uwagi zasługuje nasza rodzimak „Zmora”, łącząca kryminalne śledztwo z wątkami historycznymi sięgającymi kilku dekad wstecz.

    Jesień będzie też jedynie przedsmakiem nadchodzącej wielkiej premierze HBO Max w tym roku. Na Boże Narodzenie platforma zapowiedziała debiut serialu „Harry Potter i Kamień Filozoficzny”, co już można uznać za wzmiankę na zimową ramówkę.

  • Najdroższego iPhone’a nie odblokujesz za pomocą twarzy

    Najdroższego iPhone’a nie odblokujesz za pomocą twarzy

    iPhone Duo – wszystko, co należy wiedzieć o pierwszym składanym iPhonie

    Po latach spekulacji Apple w końcu dołącza do konkurencji z własnym składanym smartfonem. iPhone Duo to pierwszy składany model iPhone’a i jednocześnie najwięszka zmiana konstrukcyjna w rodzinie smartfonów Apple od lat. Oferuje dwa ekrany, tytanową obudowę, procesor A20 Pro oraz system iOS 27 dostosowany do składanej konstrukcji. Nowość ta ma jednak swoją cenę – za najtańszą wersję w Polsce zapłacimy 9999 zł.

    Dwa ekrany zamiast jednego

    iPhone Duo składa się wewnątrz jak książka. Na zewnątrz znajduje się wyświetlacz Super Retina XDR o przekątnej 5,4 cala, umożliwiający korzystanie z urządzenia niczym z tradycyjnego smartfona. Po otwarciu otrzymujemy jednak 7,6-calowy ekran – największy, jaki kiedykolwiek trafił do iPhone’a.

    Oba ekrany obsługują technologię ProMotion oraz tryb always-on display. Wewnętrzny panel został dodatkowo pokryty nanostrukturalnym wykończeniem, które ogranicza odbicia oraz zmniejsza widoczność linii zgięcia. Pod ekranem ukryto aparat, co sprawia, że obiektyw pozostaje niewidoczny, gdy nie jest używany.

    iOS 27 wykorzystuje składany ekran

    Oprogramowanie dopasowane do sprzętu to znak rozpoznawczy Apple. Możliwe, że właśnie to przesądzi o sukcesie iPhone’a na rynku składaków. iOS 27 w wersji dla Duo zmienia układ interfejsu w zależności od ustawienia urządzenia. Po rozłożeniu można uruchomić dwie aplikacje obok siebie w trybie Split View, a także otworzyć dwa okna tej samej aplikacji.

    Czytaj dalej poniżej

    iPhone Duo to dopiero początek. Apple szykuje coś większego

    Interfejs reaguje na składanie i obracanie urządzenia, a treści mogą automatycznie przechodzić między ekranami. Aplikacje Apple zostały dostosowane do większej powierzchni roboczej, a własne rozwiązania przygotowały też takie firmy jak Netflix, Zoom oraz Slack. Jeszcze w tym roku Duo ma również uzyskać wsparcie dla Apple Pencil (USB-C).

    Co właściwie daje składany ekran?

    W praktyce iPhone Duo ma mieć zastosowanie pomiędzy iPhone’em a małym iPadem. Na jednej połowie ekranu można na przykład prowadzić rozmowę, a na drugiej sprawdzać mapę, kalendarz czy dokumenty. Safari umożliwia otwarcie obok siebie dwóch okien, a wybrane pary aplikacji można zapisać i później uruchamiać razem. Ciekawie prezentuje się również Zoom – po rozłożeniu aparatu, na jednym ekranie mogą być udostępniane materiały, a na drugim uczestnicy rozmowy. To właśnie takie zastosowania, a nie sama przekątna 7,6 cala, mają uzasadniać konieczność zastosowania składanego wyświetlacza.

    Układ A20 Pro i system dwóch baterii

    Sercem iPhone’a Duo jest procesor Apple A20 Pro – ten sam układ, który zasila iPhone’y 18 Pro. Obejmuje 6-rdzeniowy procesor, 7-rdzeniowy układ graficzny oraz dwie 16-rdzeniowe jednostki Neural Engine, przyspieszające zadania związane ze sztuczną inteligencją. Apple zastosowało także komorę parową, która pomaga utrzymać wysoką wydajność podczas grania, pracy wielozadaniowej i zadań związanych ze sztuczną inteligencją bezpośrednio na urządzeniu.

    Baterie rozmieszczono po obu stronach telefonu. Apple deklaruje do 31 godzin odtwarzania wideo przy używaniu ekranu wewnętrznego oraz do 44 godzin na ekranie zewnętrznym. Przy równomiernym korzystaniu z obu wyświetlaczy producent przewiduje nawet 24 godziny pracy na jednym ładowaniu.

    Przewodowo baterię można naładować do 50% w około 20 minut. Używając ładowarki MagSafe lub Qi2, osiągnięcie tego samego poziomu powinno zająć około 30 minut.

    Aparaty wykorzystują drugi ekran

    Z tyłu znajdują się dwa aparaty Fusion 48 MP: główny z 2-krotnym zoomem optycznym oraz ultraszerokokątny, który umożliwia również wykonywanie zdjęć makro. Dodatkowo zastosowano przedni aparat Center Stage 12 MP oraz aparat FaceTime ukryty pod wewnętrznym ekranem.

    iPhone Duo pozwala na nagrywanie filmów w rozdzielczości 4K z prędkością do 120 kl./s, również w standardzie HDR Dolby Vision, który zapewnia szerszy zakres jasności oraz lepsze odwzorowanie szczegółów w jasnych i ciemnych partiach obrazu.

    Składana konstrukcja otwiera wyjątkowe możliwości, niedostępne w tradycyjnych iPhone’ach. Funkcja Duo Preview pozwala osobie fotografowanej zobaczyć podgląd kadru na drugim ekranie. Inteligentna migawka może automatycznie wykonać zdjęcie, gdy wykryje, że wszyscy pozują. Telefon można także częściowo złożyć i wygodnie ustawić na płaskiej powierzchni, co przyda się podczas robienia zdjęć, nagrywania filmów czy prowadzenia wideorozmów.

    Ograniczenia: Touch ID zamiast Face ID + eSIM

    Jedną z większych zmian w iPhone Duo jest sposób odblokowywania urządzenia. Model ten nie korzysta z Face ID. Apple zastosowało Touch ID zintegrowane z bocznym przyciskiem, co sprawia, że czytnik linii papilarnych jest łatwo dostępny zarówno w trybie złożonym, jak i rozłożonym.

    Dynamic Island również prezentuje się nieco inaczej. W wersji Duo wyświetlana jest pionowo z boku zarówno zewnętrznego, jak i wewnętrznego ekranu.

    Warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną istotną zmianę: iPhone Duo obsługuje na całym świecie wyłącznie standard eSIM. Oznacza to, że nie ma miejsca na fizyczną kartę SIM, co według Apple pozwoliło lepiej zagospodarować przestrzeń wewnętrzną, przeznaczając ją na większe baterie.

    iPhone Duo – ceny i dostępność w Polsce

    iPhone Duo będzie dostępny w dwóch kolorach: gwiezdnej bieli oraz nocnego nieba. Apple przygotowało cztery warianty pamięci. Model 256 GB kosztuje 9999 zł, 512 GB – 10 999 zł, 1 TB – 12 999 zł, a najlepsza wersja 2 TB – aż 15 999 zł.

    Jednak na zakup trzeba będzie poczekać dłużej niż na pozostałe modele iPhone’ów w tym roku. Przedsprzedaż rozpocznie się 16 października o godz. 14:00, a regularna sprzedaż wystartuje 23 października 2026 roku. Smartfon trafi na rynek z systemem iOS 27.1.

    Najdroższy nie oznacza najlepszy

    Wysoka cena nie oznacza, że iPhone Duo jest pod każdym względem lepszy od iPhone’a 18 Pro Max (czyli najsilniejszego smartfona Apple w obecnej ofercie). Składana konstrukcja wymusiła pewne kompromisy. Najbardziej oczywistym jest aparat – model Duo pozbawiony jest osobnego teleobiektywu. Dwukrotne powiększenie uzyskuje się dzięki wykorzystaniu centralnej części 48-megapikselowej matrycy głównego aparatu. Nie znajdziemy tutaj również Face ID, które zostało zastąpione przez czytnik linii papilarnych Touch ID w bocznym przycisku. iPhone’a Duo należy zdecydowanie traktować jako osobną kategorię smartfona z logo Apple, a nie bezpośredniego następcę modelu Pro Max.

    Najciekawszy iPhone od lat?

    Apple wchodzi na rynek składanych smartfonów znacznie później niż konkurencja. Pozostają dwa istotne pytania. Pierwszym jest trwałość składanej konstrukcji w dłuższej perspektywie czasu, której nie można rzetelnie ocenić przed rozpoczęciem regularnej sprzedaży oraz przeprowadzeniem długoterminowych testów. Drugim jest cena. 9999 zł to kwota, która znacznie przekracza to, co trzeba było płacić za najtańsze wersje iPhone’ów oraz iPadów. Apple musi więc udowodnić, że składany ekran sygnowany nadgryzionym jabłkiem nie jest jedynie próbą nadrobienia strat do konkurencji. To może się jednak udać.

    Apple wchodzi na rynek składanych smartfonów z opóźnieniem, ale w historii firmy nie byłoby to pierwszy przypadek, kiedy spóźniony debiut kończy się sukcesem. iPod pojawił się kilka lat po pierwszych odtwarzaczach MP3, iPhone nie był pierwszym smartfonem ani telefonem z ekranem dotykowym, iPad nie zapoczątkował historii tabletów, a AirPods nie były pierwszymi bezprzewodowymi słuchawkami na rynku. W każdym z tych przypadków Apple dołączało do trwającego już wyścigu, upraszczało korzystanie z urządzenia i produkt okazywał się sprzedażowym hitem. iPhone Duo stawia firmę przed podobnym wyzwaniem.

  • Klasyczna karta SIM czy eSIM: co tak naprawdę je różni?

    Klasyczna karta SIM czy eSIM: co tak naprawdę je różni?

    Technologia eSIM systematycznie rewolucjonizuje sposób, w jaki korzystamy z łączności komórkowej. Choć dla użytkowników końcowych zarówno eSIM, jak i tradycyjne karty SIM pełnią tę samą funkcję, różnią się one metodą instalacji, zarządzaniem numerem oraz możliwościami zastosowania w nowoczesnych urządzeniach. Dla właścicieli smartfonów, korzystających z technologii 5G, funkcji Dual SIM albo podróżujących w roamingu, eSIM może być wygodniejszą alternatywą dla fizycznej karty. Dlaczego tak jest? Już wyjaśniam!


    Czym różni się SIM od eSIM?

    Klasyczna karta SIM to niewielki, fizyczny moduł, który zawiera dane potrzebne do identyfikacji abonenta w sieci operatora. Po umieszczeniu karty w kompatybilnym urządzeniu (np. smartfonie, tablecie, routerze czy komputerze) urządzenie uzyskuje dostęp do przypisanego numeru oraz korzysta z możliwości połączeń głosowych, wiadomości SMS i transmisji danych.

    eSIM, czyli tzw. embedded SIM, funkcjonuje na podobnej zasadzie, jednak różni się tym, że nie ma fizycznej postaci – nie mamy do czynienia z wyjmowaną kartą. Odpowiedni moduł jest już zainstalowany wewnątrz urządzenia, a dane operatora są wprowadzane jako cyfrowy profil. Dzięki temu aktywacja numeru nie wymaga posługiwania się fizycznym nośnikiem.

    Jak działa tradycyjna karta SIM?

    W przypadku standardowej karty SIM operator udostępnia użytkownikowi fizyczny nośnik, który może być odebrany w salonie, dostarczony pod wskazany adres przez kuriera lub być częścią zestawu przygotowanego przez operatora. Po umieszczeniu karty w telefonie, urządzenie rozpoznaje profil abonenta i łączy się z siecią.

    Tego typu rozwiązanie jest proste i nadal bardzo uniwersalne. Problemy pojawiają się jednak podczas zmiany smartfona. Aby zachować ten sam numer, kartę trzeba wyjąć ze starego urządzenia i umieścić w nowym. W przypadku częstych zmian sprzętu lub korzystania z kilku urządzeń, może to być niekomfortowe.

    Czytaj dalej poniżej

    Ma 4,5 metra, a skręca jak Clio. Renault Austral to miejski spryciarz o wielkim zasięgu

    Jak działa eSIM?

    W przypadku eSIM cały proces przebiega w sposób cyfrowy. Operator udostępnia profil, który można pobrać i zainstalować bez potrzeby wkładania jakiejkolwiek karty do telefonu. Najczęściej instalacja odbywa się przy pomocy kodu QR, który po zeskanowaniu prowadzi użytkownika przez wszystkie etapy konfiguracji.

    To rozwiązanie znacząco upraszcza rozpoczęcie korzystania z numeru. Nie trzeba czekać na dostarczenie plastikowej karty ani martwić się o jej właściwe umiejscowienie w slocie – co bywa problematyczne, biorąc pod uwagę różnorodność kształtów fizycznych kart SIM, które były na przestrzeni lat stopniowo zmieniane na coraz mniejsze. Po zainstalowaniu profilu eSIM, użytkownik uzyskuje dostęp do usług na zasadach porównywalnych z tradycyjną kartą SIM.

    Wygoda i łatwiejsza obsługa numeru: tego eSIM nie odmówimy!

    Jedną z największych zalet eSIM jest eliminacja fizycznych i związanych z kartami czynności. Tradycyjny nośnik można przypadkowo zgubić, uszkodzić lub zablokować przy nieostrożnym wyjmowaniu. eSIM rozwiązuje te problemy, ponieważ profil jest zapisany bezpośrednio w urządzeniu. Jest to również istotne przy zmianie telefonu. Zamiast przekładać małą kartę między urządzeniami, użytkownik może przeprowadzić cyfrową instalację na kompatybilnym smartfonie, aczkolwiek konkretna procedura będzie się różnić w zależności od operatora i modelu telefonu.

    Czy eSIM jest bezpieczniejszy?

    Bezpieczeństwo to kolejny ważny argument na korzyść cyfrowej karty SIM. Fizyczną kartę można wyjąć z telefonu, podczas gdy eSIM stanowi integralną część urządzenia. Nie można jej po prostu wysunąć i przenieść do innego smartfona.

    To nie oznacza, że eSIM całkowicie eliminuje ryzyko utraty telefonu czy przejęcia konta. Zabezpieczenia systemowe, blokada ekranu, biometria i odpowiednie procedury operatora wciąż mają kluczowe znaczenie. Jednak brak możliwości fizycznego wyjęcia profilu eSIM tworzy dodatkową barierę dla osób, które uzyskały nieuprawniony dostęp do urządzenia.

    eSIM a Dual SIM – co warto wiedzieć?

    Technologia eSIM doskonale współpracuje z funkcją Dual SIM. W wielu współczesnych smartfonach można połączyć cyfrowy profil z fizyczną kartą SIM i korzystać z dwóch numerów na jednym urządzeniu. Jednak coraz większa liczba nowoczesnych modeli oferuje wyłącznie rozwiązania oparte na eSIM, bez możliwości instalacji fizycznej karty.

    Tego rodzaju rozwiązanie jest praktyczne dla osób, które posiadają oddzielne numery do użytku prywatnego i służbowego. Przydaje się również podczas podróży zagranicznych, gdy jeden profil jest używany do codziennej komunikacji, a drugi do korzystania z lokalnego pakietu danych. Dzięki temu nie ma potrzeby noszenia ze sobą dwóch telefonów.

    Jak sprawdzić, czy telefon obsługuje eSIM?

    To istotny aspekt, o którym warto pamiętać. Bowiem nie każdy smartfon jest kompatybilny z eSIM, dlatego przed aktywacją zaleca się sprawdzenie specyfikacji konkretnego modelu. Technologia ta jest obecna w wielu nowych urządzeniach działających na systemie Android i iOS, ale dostępność funkcji może różnić się w zależności od wersji sprzętu oraz rynku.

    Jednym ze sposobów weryfikacji jest wpisanie na telefonie kodu *#06#. Jeśli wśród wyświetlonych informacji znajduje się numer EID, urządzenie zazwyczaj obsługuje technologię eSIM. Dla pewności warto również sprawdzić listę kompatybilnych modeli publikowaną przez operatora lub bezpośrednio na stronie producenta Twojego smartfona. Warto dodać, że niektóre modele, jak iPhone Air czy iPhone Duo, w ogóle nie obsługują fizycznych kart SIM.

    eSIM i klasyczny SIM: pod wieloma względami to właściwie to samo

    Wokół nowoczesnej technologii narosło wiele mitów. Warto jednak pamiętać, że sama technologia eSIM nie poprawia zasięgu ani szybkości internetu mobilnego. Zarówno cyfrowy profil, jak i tradycyjna karta SIM korzystają z tej samej infrastruktury operatora. O jakości połączenia decydują przede wszystkim zasięg sieci, obsługiwane pasma, możliwości smartfona, obciążenie stacji bazowej oraz warunki w miejscu użytkowania.

    Oznacza to, że wybór eSIM w miejsce tradycyjnej karty SIM nie powinien być traktowany jako sposób na przyspieszenie transmisji danych czy też na jakiekolwiek poprawienie jakości działania. Kluczowe różnice dotyczą wygody, metody instalacji i zarządzania numerem.

    Czy eSIM to przyszłość?

    Rosnąca popularność eSIM jest odzwierciedleniem ogólnych trendów: usługi mobilne stają się coraz bardziej cyfrowe. Instalacja numeru, konfiguracja urządzenia i zarządzanie usługami mogą odbywać się bez konieczności wizyty w salonie i czekania na fizyczną kartę.

    Klasyczna SIM z pewnością pozostanie dostępna jeszcze przez długi czas, jednak eSIM stopniowo zdobywa pozycję standardu w nowych smartfonach, smartwatchach oraz innych urządzeniach połączonych z siecią. Co więcej, na rynku przybywa modeli, które nie mają gniazda na tradycyjne karty. Dla użytkownika kluczowa jest nie sama technologia, ale wygoda, bezpieczeństwo i elastyczność, jakie oferuje. W tym sensie eSIM stanowi naturalny krok w kierunku bardziej cyfrowej telefonii komórkowej.

    –

    Wpis powstał przy współpracy z firmą Vectra

  • OpenAI bierze się za prawników. ChatGPT for Law został ogłoszony

    OpenAI bierze się za prawników. ChatGPT for Law został ogłoszony

    Na polskim rynku prawniczym pojawia się nowe narzędzie od firmy OpenAI, odpowiedzialnej za rozwój modeli z rodziny GPT. Astra for Law przeszukuje bazy danych w poszukiwaniu przepisów i precedensów.


    Doradztwo prawne to obszar idealnie skonstruowany do wykorzystania przez sztuczną inteligencję. Zarówno przeszukiwanie rozbudowanych aktów prawnych, jak i analiza danych z podobnych spraw stają się znacznie bardziej efektywne z pomocą AI. Teraz prawnicy mają możliwość korzystania z modelu, który został stworzony specjalnie dla ich potrzeb. Mowa o Astra for Law – narzędziu bazującym na wersji GPT-6 Astra, zaprojektowanym z myślą o branży prawniczej. Deweloperzy zapewniają, że nie jest to zwykły chatbot, lecz system wykazujący zrozumienie oraz umiejętność analizy przepisów i precedensów.

    Astra for Law oficjalnie zaprezentowana

    Astra for Law to nowy model GPT-6 Astra, wzbogacony o dedykowany indeks wyszukiwania prawniczego oraz precyzyjne instrukcje do analizy i pisania w języku prawnym. W praktyce narzędzie to ma wspierać prawników w realizacji badań opartych na faktach przedstawionych przez klientów, budowaniu argumentacji i warunków umów, identyfikowaniu słabości spraw oraz ocenie wpływu przepisów na ryzyko. Obecnie narzędzie dostępne jest wyłącznie w Stanach Zjednoczonych. Indeks obejmuje amerykańskie orzecznictwo, ustawy, regulacje, regulaminy sądowe oraz decyzje administracyjne, co łącznie składa się na 230 milionów URL-i aktualizowanych codziennie. OpenAI nawiązało współpracę z Free Law Project, co pozwoliło na umieszczenie w systemie kolekcji CourtListener, obejmującej ponad 99,9% opublikowanego precedensowego orzecznictwa w USA.

    Specjalizacja Astry w obszarze prawa przyniosła wymierne efekty. W teście Vals AI Legal Research Bench model Astra for Law uzyskał wynik poprawności na poziomie 54% pytań, podczas gdy GPT-6 Astra z samym wyszukiwaniem internetowym osiągnął jedynie 38,7% przy najwyższym poziomie rozumienia.

    OpenAI przyjęło interesującą strategię wdrożenia. Nie ma mowy o rewolucji w kancelariach, lecz o płynnej ewolucji. Prawnicy nie muszą przenosić swoich baz danych do Astry, ponieważ firma postawiła na integrację.

    Czytaj dalej poniżej


    Świat ma pół roku na przygotowania. Po tym eksperci wieszczą katastrofę

    Ogłoszono 26 pluginów partnerskich, w tym z iManage, Intapp, DeepJudge, Relativity i Clio.

    Grafika: depositphotos.com