Ukraińskie studio Frogwares od dwudziestu lat specjalizuje się w tworzeniu gier detektywistycznych, co udowodniło w kolejnych odsłonach przygód Sherlocka Holmesa. Niestety, w kwestii mechanik walki radzili sobie zdecydowanie gorzej. W pierwszej odsłonie The Sinking City z 2019 roku, ambitnym horrorze osadzonym w zatopionym mieście, strzelanie przypominało karę, a nie ekscytującą ostatnią deskę ratunku dla gracza.
Ku zaskoczeniu wszystkich, w kontynuacji twórcy postanowili postawić na mocniejsze akcenty w aspekcie walki. Gra została stworzona w Kijowie, w warunkach, które można jedynie sobie wyobrazić. Zamiast szlifować sprawdzoną formułę, zespół Frogwares postanowił diametralnie przeorganizować całość – The Sinking City 2 to pełnokrwisty survival horror inspirujący się współczesnymi odsłonami Resident Evil, w którym aspekty detektywistyczne schodzą na dalszy plan.
Arkham tonie drugi raz
Głównym bohaterem jest Calvin Rafferty, prywatny detektyw, który wraz z partnerką Faye przeprowadził rytuał, który wymknął się spod kontroli. Faye zapadła w śpiączkę, jej ciało zniknęło, a Arkham – miasto żywcem wyjęte z prozy Lovecrafta – zostało zalane przez nadnaturalną powódź. Akcja gry rozpoczyna się trzy miesiące później. Zdesperowany bohater przeczesuje ulice opanowane przez potwory, szukając sposobu na zdjęcie klątwy.
Fabuła jest dość liniowa i nie wymaga znajomości pierwszej części. W nawiązania do poprzedniej odsłony można znaleźć jedynie drobne smaczki. Świat przedstawiony w grze prezentuje się znakomicie, a atmosfera jest wypełniona pulpowym klimatem tanich powieści grozy, wisielczym humorem oraz makabrycznymi zagadkami, których nie powstydziłby się sam Lovecraft. Niestety, główni bohaterowie, a szczególnie ich relacja, wypadają zaskakująco blado. Dialogi są przepełnione patosem, a gra aktorska jest nierówna, co sprawia, że trudno przejąć się losem pary, wokół której kręci się cała historia.
Sama produkcja ma również wymiar symboliczny. Po uruchomieniu gry widzimy licznik alarmów przeciwlotniczych, które towarzyszyły twórcom podczas pracy. Historia o tym, że nie zostawia się ukochanej osoby nawet wtedy, gdy świat wokół się wali, nabiera w tym kontekście zupełnie innej wagi.

Dedukcja tylko dla chętnych
Zmoczone Arkham zwiedzamy dzielnica po dzielnicy, przeprawiając się między nimi za pomocą motorówki. Choć brzmi to jak namiastka otwartego świata znanego z jedynki, w rzeczywistości rejsy jedynie łączą kolejne poziomy – na wodzie nie czeka nas nic ciekawego. Właściwa rozgrywka toczy się w plątaninie korytarzy biblioteki, kościoła czy szpitala. Szukamy kluczy, otwieramy skróty i wracamy do wcześniej odwiedzonych miejsc z nowo zdobytymi przedmiotami. Mapa sama oznacza pomieszczenia, w których coś jeszcze pozostało, ułatwiając eksplorację.
Mechanika prowadzenia śledztwa przetrwała zmiany gatunku, jednak nikt nas do niej nie zmusza. Zebrane tropy łączymy w całość na tablicy, a za trafne wnioski otrzymujemy surowce i punkty ulepszeń. Tym samym, to co stanowiło serce poprzedniej odsłony, zostało tutaj zredukowane jedynie do roli dodatku. Fanów jedynki może to mocno rozczarować.
Strzelba zamiast notesu
Walka w sequelu The Sinking City przynosi satysfakcję, co jest miłym zaskoczeniem. Akcję obserwujemy zza ramienia bohatera, co ułatwia celowanie z broni palnej. Naboje są jednak ograniczone, co sprawia, że warto najpierw ogłuszać wrogów, celując w ich wrażliwe punkty, a następnie wykańczać już powalonych ciosami z bliska. Do tego dochodzą pułapki rozstawione w różnych miejscach, w które można zwabić potwory (choć łatwo można w nie samemu wdepnąć).
Amunicję i apteczki wytwarzamy z zebranych materiałów, a plecak ma ograniczoną pojemność, co zmusza do strategicznego zarządzania tym, co nosimy przy sobie. Jak łatwo się domyślić, każdy przedmiot jest tutaj na wagę złota, a wciąż czegoś będzie brakować. Grę można zapisać tylko w bezpiecznych pokojach – surrealistycznych zakątkach o osobliwym wystroju.
Problemem jest także wtórność. Po kilku godzinach potwory zaczynają się powtarzać, a ich ataki stają się dość przewidywalne. Walka wręcz również nie zachwyca i używamy jej jedynie w ostateczności. W efekcie, starcia, które w pierwszej części zabawy trzymały nas w napięciu, teraz zamieniają się w rutynę.
Wszystko się zmienia, ale nie Unreal Engine 5
The Sinking City 2 oparto na silniku Unreal Engine 5, co przełożyło się na fantastyczną oprawę graficzną. Wodne odłamki na ulicach, gnijące wnętrza, mokre powierzchnie odbijające światło latarki – zatopione miasto to najmocniejszy element całej produkcji, w niektórych momentach trudno uwierzyć, że stworzyła je średniej wielkości ekipa. Gorsze wrażenie pozostawiają cut-scenki, które cechują się sztywną mimiką postaci. Te braki rekompensuje znakomite udźwiękowienie – wycie syren ewakuacyjnych, plusk wody pod butami oraz odgłosy potworów w oddali budują napięcie lepiej niż tanie straszaki, po które gra zresztą prawie nie sięga.
Pełny dubbing nagrano wyłącznie w języku angielskim, a polska wersja ogranicza się jedynie do napisów. Wymagania sprzętowe są stosunkowo wysokie – gra zajmuje 70 GB i wymaga dysku SSD, a nawet minimalne wymagania podano przy założeniu grania z upscalingiem. W praktyce, na mocnej karcie z DLSS całość działa w 4K płynnie, choć przy wejściu do nowych stref mogą występować pojedyncze przycięcia – klasyk w UE5. Co zaskakujące, w grze brakuje wsparcia dla HDR, co w tak mrocznym horrorze jest dość karygodne. Producent obiecuje dodać tę funkcję w późniejszym czasie.
Czy warto wracać do Arkham?
The Sinking City 2 kosztuje nieco ponad 200 zł na Steamie (na konsolach cena jest nieco wyższa), podczas gdy najbardziej znane horrory AAA tego roku są wyceniane zdecydowanie wyżej. Różnica budżetów jest wyraźnie widoczna – w animacjach, w liczbie rodzajów przeciwników oraz w rozmachu drugiej połowy kampanii, więc niższa cena jest z całą pewnością uzasadniona. Nie obraziłbym się jednak, gdyby spadła ona jeszcze o 10-20%.
Dla miłośników intensywnego horroru w klimatach Lovecrafta The Sinking City 2 z pewnością będzie gratką. Jeśli jednak uwielbialiście pierwszą odsłonę za otwarte miasto i rozbudowane śledztwa, musicie być świadomi, że w tej części z tamtej wizji pozostała jedynie… woda.
plusy
- Gęsty klimat zalanego Arkham
- Walka lepsza niż w poprzedniku
- Pomysłowe zagadki środowiskowe
- Przemyślane poziomy ze skrótami i czytelną mapą
minusy
- Mało zróżnicowani przeciwnicy
- Sztywne animacje w cut-scenkach
- Nierówny wątek romantyczny
- Brak HDR
Gra na potrzeby recenzji została udostępniona przez wydawcę. Firma nie miała wglądu ani wpływu na treść artykułu przed publikacją.
