Fani Parkside będą zachwyceni. To gra ich marzeń

Fani Parkside będą zachwyceni. To gra ich marzeń

Autor:

w

W życiu istotne jest, aby działać, ale nie spędzać przy tym zbyt wiele czasu na pracy – i zachować przy tym pozory dobrze wykonanej roboty, pomimo że w rzeczywistości wykonujemy jedynie fuszerkę. O ile to motto dotyczy rzemieślników i szerokiego spektrum usług remontowych, istnieje przypuszczenie, że podobną ideę przyjęli… twórcy gry. Mimo wszystko nie zabrakło im kreatywności, dzięki czemu możemy cofnąć się do szarych, lecz radosnych lat 90. i spróbować swoich sił w fuszerce. Parkside w dłoń i ruszamy do klienta!

Kolejny niezwykły symulator z Polski

Rynek gier wideo, szczególnie na PC, przeżywa prawdziwe zatrzęsienie wszelkiego rodzaju symulatorów. Dziś niełatwo znaleźć profesję, która nie otrzymała własnej gry symulującej jej realia. Mycie samochodów, ich naprawa, sprzątanie, prowadzenie sklepu czy restauracji – cokolwiek wymyślicie, istnieje spora szansa, że na ten temat powstała gra. Teraz do tego rosnącego grona dołącza niezwykła produkcja – Majster Symulator, która nie jest jedynie symulatorem remontów. To prawdziwy wehikuł czasu, mający na celu przeniesienie nas do Polski lat 90. – szarej, lecz jednocześnie wesołej, przaśnej, a jednocześnie dumnej. Nieco zagubionej, wciąż próbującej odnaleźć się w nowych, kapitalistycznych realiach. Wysokie blokowiska, małe fiaty 126p, polonezy, gdzieniegdzie alkohol i bieda, ale także nadzieja spoglądająca w przyszłość, a także ambitni mali przedsiębiorcy, którzy szukają sposobu na zarobienie pieniędzy. I do tego zaszczytnego grona dołączamy my.

Naszą przygodę w Master Symulator rozpoczynamy jako Maciek – chłopak, który nie jest ani mądry, ani głupi, a jak to określił jeden z bohaterów gry, również niezbyt ozdobny. Jego los obdarzył ciotką z Ameryki, która postanowiła podarować swojemu ulubionemu nephew niewielki domek na wsi. Po przybyciu na posesję Maciek szybko weryfikuje swoje marzenia o amerykańskim śnie, bowiem posiadłość przypomina raczej ruderę pełną gratów i nieproszonych gości. Po szybkim uporaniu się z obecną sytuacją, pora wziąć się do pracy. Naszym pierwszym kontaktem zostaje niejaki Zbyszek – majster, który u siebie robi jak u siebie, a u innych – no cóż, sami wiecie jak. Bez zbędnych ceregieli zaprasza nas na współpracę w roli swojego pomocnika. Maciek jeszcze nie wie, że jego życie za chwilę zmieni się o 180 stopni.

Klimat Polski z lat 90.

Zamiast Parkside flaszka, zamiast uprawnień wola walki

Zbyszek rozstawia młodego po kątach, ucząc przy okazji fachu. Tu pomaluj ścianę, tam zetrzyj podłogę, skocz do auta po wódkę, a na koniec ogarniemy elektrykę, i robota zrobiona. Obydwaj panowie oczywiście nie mają żadnych uprawnień, co tłumaczy ich przemyślaną decyzję o grzebaniu w gniazdku bez odłączenia prądu. Ten nie wybacza błędów, co kończy się tym, że Zbyszek pada na ziemię jak długi. Nie jest to jednak jego koniec w tym świecie – jego ciało może zostać usmażone przez prąd, ale dusza pozostaje nienaruszona. W formie ducha towarzyszy Maćkowi, pełniąc rolę opiekuna przypominającego Johnny’ego Silverhanda po roku w Siedlcach lat 90. (z pełnym szacunkiem do Siedlec). Nasz mentor i przewodnik będzie dalej wprowadzać młodego w świat fuszerki, co brzmi jak obietnica znakomitej zabawy.

Majster pracy się nie boi

W grze Majster Symulator czeka nas sporo praktyk remontowych, co stanowi absolutnie centralny punkt zabawy. W puli naszych usług znajdziemy bowiem malowanie, szpachlowanie, kładzenie płytek, ustawianie mebli, wiercenie czy podstawową elektrykę. Twórcy mocno żonglują poszczególnymi zadaniami, przez co czasami lista prac w danym mieszkaniu jest długa i wymaga dobrego planowania. Klient często życzy sobie przeniesienia jakiegoś mebla z pokoju do kuchni, wprowadzenia jakiegoś obrazu i odmalowania ściany – konfiguracji bywa sporo, a te skutecznie urozmaicają rozgrywkę. Tym bardziej, że łatwo o schrzanienie sprawy, bowiem przenosząc przedmioty, możemy powybijać szyby i przewrócić meble, przez co wyremontowane mieszkanie nierzadko wygląda gorzej niż przed naszym przybyciem.

Generalnie możemy nasze remonty wykonywać zgodnie ze sztuką. Wszystko dokładnie wymierzyć, precyzyjnie dociąć, a nawet posprzątać po sobie, nie generując żadnych strat. Jednak nawet sam Zbyszek podpowiada, aby pracę odbywać na oko, zgarnąć kasę i uciekać – jego złotą poradą jest, aby płytki trzymały się ściany jedynie do momentu przybycia klienta. Rzetelne podejście daje nam dodatkowe profity w postaci większego wynagrodzenia, jednak fuszerka to przeznaczone do zabawy. Mowa tu bowiem o prawdziwej fuszerce, a nie barbarzyństwie. Nie chodzi tu o celowe zniszczenie mieszkania, lecz o bezmyślne próby ukrywania błędów i bylejakości, byleby klient się nie zorientował.

To przypomina mi nieco legendarne „Sąsiedzi”, którzy z uporem maniaka podejmowali się kolejnych wyzwań, kończąc na katastrofie. Tutaj jest podobnie, ale w lokalnych realiach i dla klienta – a u klienta, jak wiadomo, nie robimy jak u siebie.

Prawdziwa praca daje mniej radości

Każda z omawianych mechanik dostarcza mnóstwo satysfakcji i stanowi swoistą minigrę. Malowanie, jak to malowanie, jest banalne – o ile nie skończy nam się farba. Przed rozpoczęciem zabawy z pędzlem warto jednak poeksperymentować z gładzią szpachlową i załatać dziury w ścianach. Nie przesadzajmy jednak, bowiem surowiec kosztuje, a przyda się na następnej robocie. Prawdziwą perełką są kafelki, ponieważ podczas kładzenia płytek możemy naprawdę polecieć w przysłowiowe kulki. Dodanie nieco więcej wody do mieszanki kleju, niż zaleca producent, sprawi, że materiału będzie więcej. Po przyrządzeniu mieszanki czas na położenie kilku płytek. Krzyżyków nie potrzebujemy, układamy je – brawo – na oko, docinamy również. Finalnie kwadratowe płytki tworzą mozaikę, której nie powstydziłby się sam Gaudí.

Najmniej dopracowanym elementem jest zdecydowanie składanie mebli oraz wieszanie elementów na ścianach. Umieszczanie wkrętów (po wywierceniu otworów) czy skręcanie elementów stanowi żadne wyzwanie – sama czynność wymaga jedynie kilku kliknięć i gotowe. Twórcy mogli jednak pokusić się o skomplikowanie sprawy tak, aby było można spartolić robotę jeszcze bardziej, oczywiście w celach humorystycznych. Istniejącym utrapieniem jest za to radzenie sobie z przenoszeniem cięższych przedmiotów. Meble do pewnej wielkości niesiemy jak każdy inny przedmiot – unosi się on w powietrzu, a my musimy odpowiednio lawirować, aby niczego nie potłuc. Gdy mowa o większych gabarytach, wówczas podnosimy rzecz tylko z jednej strony, a reszta sunie po podłodze. Czasami przypadkowo możemy aktywować chwycenie na przykład szafy, co sprawi, że cały segment zostanie przesunięty, a z półek pospadają bibeloty – wówczas trzeba to sprzątać (spoiler: nie musimy). Zdarza się także, że trzeba pozbyć się kanapy czy szafek kuchennych. Na szczęście nie musimy męczyć się z nimi na schodach – od czegoś są w końcu okna, prawda?

Fuszerka nie tylko u majstra

Stan techniczny gry na premierę nie był może istną fuszerką, ale twórcy ewidentnie przeoczyli kilka poprawek, jak na prawdziwych majstrów przystało. Pamiętam swoje wrażenia z testów rozgrywki kilka miesięcy temu – dziś mam wrażenie, że niektóre błędy nadal są obecne w grze. Podczas zabawy mój przypadek nie obył się bez kilku resetów spowodowanych brakiem pojawienia się istotnych przedmiotów do ukończenia zadania. Szafka po wyłączeniu trybu dopasowywania do ściany potrafiła wylecieć poza mapę, a innym razem gra nie odnotowywała, że ściana została pomalowana perfekcyjnie, mimo, że farba się skończyła – zadanie wciąż nie było zaliczane.

Z tego powodu tytuł nie zanotował najlepszego startu, a w momencie pisania tego tekstu gra posiada na Steam „mieszaną” średnią ocen. Na pocieszenie można jednak zauważyć, że twórcy gry traktują rozwój swojego dzieła poważnie, a nie jest to kolejny symulator, który zostanie porzucony dwa dni po premierze. Pozostaje mieć nadzieję na kilka poprawek, które uporządkują sytuację – choć strategii brak. Na plus w każdym razie działa dobra optymalizacja, która umożliwia komfortową zabawę na wyższych ustawieniach nawet na nieco starszym sprzęcie. Chociaż drobne lagi zdarzają się po wejściu do nowych lokacji, szybko ustępują.

Niestety, jedną rzeczą, której nie da się tak po prostu naprawić, jest oprawa graficzna. Prezentuje styl charakterystyczny dla symulatorów, jednak momentami denerwujący jest niski poziom tekstur, nawet w miejscach, gdzie wykonujemy prace remontowe. Rozumiem ich użycie w oddali, ale nie w miejscach, które obserwujemy z bliska.

Tego majstra da się lubić, mimo wszystko

Gry Majster Symulator nie da się ocenić bez kontekstu innych symulatorów dostępnych na rynku. Na ich tle gra od Gray2RGB wyróżnia się unikatowym charakterem oraz dużą dawką humoru, mimo korzystania z wielu znanych assetów i technologii. Gra oferuje coś ekstra, nie tylko symuluje profesję, ale także odwzorowuje rzeczywistość, w której została osadzona. To ogromny plus i rzadko zdarzająca się sytuacja w świecie tego rodzaju produkcji. To główny powód, dla którego gra zasługuje na waszą uwagę. Wystarczy dać twórcom trochę czasu na wprowadzenie istotnych poprawek, a będzie to tytuł, który z pewnością dostarczy nam wielu godzin zabawy. Nie jest idealnie, ale w żadnym wypadku nie jest to zły tytuł. Jako klient, akceptuję tę robotę!

Majster Symulator (PC)



plusy

  • Humor i realia Polski lat 90.
  • Sporo ciekawych mechanik remontowych
  • Można robić jak u siebie, można robić jak u kogoś
  • Totalny chaos, gdy przestaje nam zależeć na kliencie
  • Niezła cena (69,99 zł)
  • Zadania bywają zróżnicowane


minusy

  • Liczne bugi
  • Niektóre elementy zabawy zrealizowane po łebkach
  • Oprawa wizualna niekiedy bije po oczach bylejakością
  • Poboczne zlecenia często się powtarzają
  • Nie wiem co myśleć o muzyce AI

Grę na potrzeby recenzji udostępnił wydawca. Firma nie miała wglądu ani wpływu na treść artykułu przed publikacją.