SpaceX przyzwyczaił nas do imponujących eksplozji i dynamicznych testów, jednak to, co obecnie ma miejsce na drugim końcu świata, zapisze się w historii podboju kosmosu.
SpaceX kontynuuje niezwykłą operację odzyskiwania drugiego stopnia rakiety Starship oznaczonej jako SN40. Pojazd, który po wykonaniu swojego zadania miękko wodował w Oceanie Indyjskim, wbrew powszechnym oczekiwaniom nie zatonął ani nie uległ zniszczeniu. Ten ważący dziesiątki ton i mierzący 50 metrów kolos przez wiele dni dryfował na wodzie, stając się przedmiotem jednej z najbardziej skomplikowanych operacji logistycznych w historii firmy Elona Muska.
Pierwszym etapem tej morskiej odysei było przetransportowanie rakiety w bezpieczne miejsce. Starship został wzięty na hol i pokonał setki kilometrów wzburzonego oceanu, zanim dotarł w okolice Wyspy Bożego Narodzenia. Tam inżynierowie SpaceX przeprowadzili wstępne oględziny i przygotowali pojazd do kluczowego momentu operacji, czyli załadunku na specjalistyczną jednostkę transportową. Wybrano statek typu „semi-submersible”, konkretnie egzemplarz nazwany Forte, zaprojektowany do przewożenia najcięższych i najbardziej nietypowych ładunków morskich na świecie.
Z oceanu na pokład: operacja za miliony dolarów
Załadunek Starshipa na pokład Forte stanowił prawdziwe wyzwanie inżynieryjne. Dzięki możliwości częściowego zanurzenia kadłuba statku pod powierzchnię wody, 50-metrowy pojazd kosmiczny udało się sprawnie wprowadzić bezpośrednio nad zatopiony pokład. Po odpompowaniu balastu statek wynurzył się, a Starship SN40 stabilnie spoczął na wcześniej przygotowanych uchwytach. Co ciekawe, ten gigantyczny statek kosmiczny, który w pionie dorównuje wielopiętrowym wieżowcom, w pozycji poziomej na ogromnym pokładzie Forte wydaje się być zaskakująco niepozorny i niemal gubi się w skali morskiego kolosa.
Na miejscu specjaliści ze SpaceX dokładnie zbadali stan osłony termicznej rakiety, oceniając wpływ atmosferycznego wejścia oraz słonej wody na powłokę ochronną. Choć kluczowe dane zostały już zebrane, firma nie zamierza pozostawiać SN40 na drugim końcu świata. Plan zakłada przetransportowanie go z powrotem do Teksasu. Trasa ta związana jest z morską podróżą, która może potrwać nawet dwa miesiące i kosztować kilka milionów dolarów. Jest to jednak inwestycja w historię i symbolikę. Miejmy nadzieję, że ten pierwszy w pełni przetrwały i odzyskany z oceanu Starship nie trafi na złom, lecz znajdzie zasłużone miejsce w muzeum, stanowiąc namacalny dowód rozpoczęcia nowej ery w podróżach kosmicznych.

