Przyciski umożliwiające psom komunikację swoich potrzeb wydają się świetnym pomysłem – przynajmniej do momentu, kiedy odkryjemy, że zrozumienie psa wcale nie wymaga technologii, a jedynie uważności.
Każdy właściciel psa z czasem wypracowuje mniej lub bardziej skuteczny system komunikacji z czworonogiem. Choć nasze pupile nie zawsze rozumieją ludzki język, doskonale radzą sobie z odczytywaniem emocji oraz sygnałów niewerbalnych. Niewątpliwie na TikToku czy Instagramie natrafiliście na filmy, w których psy składają całe zdania za pomocą dźwiękowych przycisków komunikacyjnych, co może budzić zazdrość właścicieli tych „poliglotów”. Z przyjemnością sięgnąłem po akcesoria do FluentPet, jednak szybko straciłem entuzjazm, gdy moja suczka okazała się kompletnie obojętna na ten wynalazek.
FluentPet – Co to jest
FluentPet funkcjonuje na podobnej zasadzie jak większość dostępnych na rynku systemów do komunikacji z psami czy kotami. Głównym elementem systemu jest baza (z wbudowaną baterią, która wystarcza na dwa tygodnie), którą łączymy ze smartfonem, do której podpinamy antypoślizgowe, heksagonowe panele z miękkiego materiału. Na panelach układamy przyciski, które są kluczowym elementem mechanizmu.
Przyciski służą do nagrywania słów, których znaczenia chcemy nauczyć psa lub kota. Są wystarczająco duże, by mogły pomieścić łapę, a dźwięk, który wydają, jest głośny i zrozumiały. Nawet jeśli komunikatu nie usłyszymy, centrala wyśle powiadomienie na smartfona.
Jakie jest założenie FluentPet?
Ideą jest to, aby pupil naciskał przycisk z wyuczonym słowem, co ma wywołać określoną reakcję u opiekuna. Może to być prośba o spacer lub zaproszenie do zabawy – producent jednak nie poprzestaje na podstawowych komunikatach, sugerując, że psa można nauczyć także bardziej skomplikowanych zwrotów, takich jak „intruz” czy nazwy poszczególnych produktów spożywczych.
Teoria opiera się na trzech (pozornie) prostych krokach – nagraniu słowa, pokazaniu zwierzęciu, jak używać przycisku oraz wzmacnianiu nauki poprzez natychmiastową reakcję na próbę interakcji. Problem w tym, że nie jest to takie proste, a ja wyjaśnię dlaczego.
Od półtora roku naszym domem zarządza adoptowana suczka Bella, która – mimo że niewątpliwie sprytna – zdradza cechy typowego kundelka. Ma mnóstwo energii oraz uroku, ale nie jest przedstawicielem ras uznawanych za „utalentowanych w nauce słów”, jak na przykład border collie. Zna znaczenie słów takich jak „jedzonko” czy „spacer”, a poza domem reaguje na polecenia „stój” czy „idziemy”. Chętnie podaje także „łapę” czy wykonuje „obrót” – pod warunkiem, że dostaje smakołyk.
Tu napotkałem pierwszy problem, ponieważ w materiałach szkoleniowych FluentPet (dostarczanych zarówno w formie fizycznej instrukcji, jak i w aplikacji) zaleca się, aby nie uczyć psa poprzez nagradzanie jedzeniem. Pies powinien uczyć się przez powtarzalność i obserwację – problem w tym, że Bella nie była szczególnie zainteresowana wciskaniem przycisków. Mój pies nie dostrzegał sensu w tej zabawie, nawet przy znajomych komendach.
Jak powinno się pracować z FluentPet?
W instrukcji znajdziemy informację, że kluczem do sukcesu jest regularność i konsekwencja. Wystarczy poświęcić +/- 15 minut dziennie, aby utrwalać rutynę, jednak to wymaga zmiany przyzwyczajeń, co niektóre psy mogą znosić z niechęcią, ponieważ zmienność schematów wywołuje u nich nieprzyjemne emocje. Dobrze to widać na przykładzie mojej suczki, która o określonych porach daje znać, że musi załatwić potrzeby fizjologiczne, wystarczy, że przyjdzie do mnie i spojrzy z wymownym wzrokiem. To ten rodzaj komunikacji niewerbalnej, który się po prostu czuje.
W takiej sytuacji powinienem zabrać ją do maty dźwiękowej, pokazać jej, jak wciskam przycisk „spacer”, a dopiero potem udać się do drzwi. Nie mogłem jednak pozbyć się wrażenia, że ani ja, ani Bella tego nie potrzebujemy. Trudno było mi też znaleźć w proponowanych zwrotach takie słowa, które rzeczywiście mogłyby wprowadzić zmiany w naszej już wypracowanej komunikacji. Gdybym miał więc z własnego doświadczenia odpowiedzieć, jak pracować z FluentPet, to polecałbym to od samego początku – gdy szczeniak dopiero uczy się komunikacji. Gdy już uda się zbudować system, taki zestaw wydaje się zbędny.
FluentPet wymaga dużo czasu i zaangażowania – pytanie tylko, czy warto
Przyznaję się do winy – nie przestrzegałem zalecanych 15 minut dziennie. Prawdopodobnie więc nie byłem najlepszym nauczycielem dla mojej suczki, a może gdybym wszystko robił zgodnie z zaleceniami, to Bella dziś tworzyłaby zdania po polsku. Nie chciałem jej jednak zmuszać do nauki, gdy dostrzegałem brak zainteresowania – a przymuszanie do nauki jest według FluentPet największym błędem.
Z materiałów FluentPet dowiadujemy się, że akcesoria powstały po to, aby lepiej zrozumieć potrzeby i emocje naszych zwierząt. Jednak gdy uważnie obserwujemy ich zachowanie i nie bagatelizujemy wysyłanych sygnałów ciała, technologia nie jest potrzebna. Warto pozwolić psu na bycie psem i komunikowanie się na swój sposób. Oczywiście, jeśli to nie działa, mata komunikacyjna może być dobrym rozwiązaniem – nie twierdzę, że to bezużyteczny sprzęt. Czułem jednak, że produkt powstał bardziej z myślą o człowieku niż dla czworonoga, który może nie postrzegać tego w ten sam sposób.
Co więcej, inwestycja nie jest mała, ponieważ sam zestaw startowy to koszt +/- 500 zł, a zestaw Connect Get Started Kit z bazą to wydatek rzędu 1149 zł. Stawiam, że pies lub kot znacznie bardziej ucieszyłby się z wielu zabawek i przysmaków, które można by im za tę cenę podarować.
