Wygląda na to, że Toyota zainspirowała się polskimi mechanikami – magikami. Żartuję, oczywiście. Ale wyobraźcie sobie to: mechanik uderza specjalnym plastikowym młotkiem w koło pasowe, a o dalszym losie silnika V6 decydują drgania zarejestrowane przez czujnik i przeanalizowane przez oprogramowanie. Japońska myśl techniczna: i nie powinniśmy się z niej śmiać. To nowoczesna optymalizacja procesów serwisowych.
Brzmi jak kiepski żart (a zapewne samodzielnie generuję ich wiele), ale to pełne zaangażowania uderzenie młotkiem wcale nie służy ani naprawie, ani brutalnej próbie wytrzymałości. Młotek ma na celu wzbudzenie drgań, które wskazują na właściwości mechaniczne badanych układów. Toyota opracowała prostą, lecz niezwykle skuteczną (czyli dającą ważną wiedzę dla serwisantów) procedurę, porównując częstotliwości rezonansowe różnych silników z prawidłowym oraz nadmiernie zużytym głównym łożyskiem numer jeden. To najnowsza odsłona problemu z jednostkami V35A, które objęły w Stanach Zjednoczonych ponad ćwierć miliona pickupów i SUV-ów Toyoty oraz Lexusa.
Jak w telewizorze Rubin. Ale to jest diagnostyka
Mój ojciec wmieszał rękę w bok starego Rubina, aby polepszony odbiór: to działo się w czasach prehistorycznych. Tu wszystko skupia się na ocenie, czy dany silnik będzie działać poprawnie, czy też nie. Przed pomiarem serwis wykonuje czynności przygotowawcze i sprawdza, czy nie występują czynniki nadmiernie zaburzające wynik. Następnie technik mocuje niewielki akcelerometr do śruby wału korbowego. Koło pasowe otrzymuje cios plastikowym młotkiem w punkcie odpowiadającym godzinie trzeciej na wyobrażonej tarczy zegarowej. Siła uderzenia musi zmieścić się w określonym zakresie, a sam młotek również nie jest „zwykły”, ponieważ informuje mechanika, czy uderzenie było odpowiednie. Zarejestrowana odpowiedź trafia do oprogramowania inspekcyjnego.
Najlepszą analogią może być znane muzykom i akustykom urządzenie, czyli kamerton: to niewielki przedmiot o specyficznej konstrukcji, który drga w łatwy sposób przy swojej własnej częstotliwości. Części produkowane według tej samej specyfikacji nie są idealnie identyczne, lecz powinny mieścić się w granicach tolerancji ustalonych przez producenta. W przypadku nadmiernego zużycia łożyska zmienia się sposób, w jaki wał i współpracujące z nim elementy reagują na impuls emitowany przez młotek. Toyota wskazuje, że różnicę można wychwycić w częstotliwości rezonansowej przedniej części wału korbowego. Nikt tam „na słuch” nie będzie diagnozował auta. Czujnik powie Ci prawdę.
A co, jeśli nikt tego nie naprawi? Jeździć i obserwować?
Niezbyt polecałbym taki krok. Owe łożyska podpierają wał korbowy i pozwalają mu obracać się w silniku przy minimalnym tarciu. Toyota szczerością mówi: podczas produkcji części jednostek V35A mogły pozostać drobiny z obróbki mechanicznej wewnątrz. Jeżeli przetransportują się one pomiędzy współpracującymi powierzchniami, mogą przyspieszać zużycie łożyska, zwłaszcza podczas długotrwałej eksploatacji pod dużym obciążeniem: samochodami tymi rzadko jeździ się tylko do kościoła w niedzielę. Amerykanie traktują te jednostki jako woły robocze, zresztą do tego zostały stworzone. W wadliwej części prędzej czy później pojawią się nieprzyjemne stuki, a praca silnika stanie się nierówna. Kierowca może mieć także trudności z uruchomieniem, albo silnik nagle zgaśnie bez ostrzeżenia. Utrata napędu przy dużej prędkości niesie ogromne ryzyko wypadku. Toyota nie chciała ryzykować.

Pierwsza amerykańska akcja z 2024 roku objęła 102 092 egzemplarzy Toyoty Tundra i Lexusa LX600. W listopadzie 2025 roku producent dołączył około 127 tysięcy kolejnych Tundr oraz SUV-ów Lexusa, a w maju 2026 roku następne 43 566 Tundr z modelu 2024. To około 273 tysięcy pojazdów TYLKO w Stanach Zjednoczonych, choć akcje w różnych regionach mogą różnić się zakresem i metodami naprawy. Dla pierwszej grupy Toyota zatwierdziła wymianę całych silników, natomiast pomiar rezonansowy ma wyłonić jednostki wymagające takiej operacji w najnowszej partii. Producent podejrzewa bowiem, że nie każdy silnik mógł być dotknięty tym problemem.
Niepewny wynik równa się wymianie całego silnika
Tu „decyzyjny” jest nie tylko sam młotek z czujnikiem. Oprogramowanie łączy ocenę elementu z dostępnymi danymi o dotychczasowej eksploatacji samochodu. Jeśli na podstawie tych informacji dealer nie może potwierdzić, że element NIE JEST wadliwy, silnik ma zostać wymieniony bezpłatnie. Toyota przedstawia tę procedurę jako metodę identyfikacji jednostek zagrożonych awarią w przyszłości, nie dając jednak gwarancji, że te same problemy nie wystąpią ponownie. Nie udostępniono także szczegółowych parametrów skuteczności testu, a interesujący byłby m.in. odsetek błędnych wskazań.
Czytaj również: Toyota rozszerza ofertę. Teraz dostaniesz także pożyczkę na samochód.
Każdy właściciel, który słyszy stuki z silnika, zauważa nierówną pracę lub ma problemy z uruchomieniem, powinien dokładnie przyjrzeć się swojemu pojazdowi. Należy pochwalić Toyotę za to, że opracowała sprytną metodę uniknięcia kosztownego rozbierania każdej jednostki oraz wymiany wszystkich silników w ciemno. I kto by pomyślał, że to wszystko można osiągnąć jedynie przy użyciu młotka i czujnika… prawdziwie inżynieryczne mistrzostwo.
