To najgorzej zaprojektowana misja ostatnich lat. Miałem ochotę rzucić kontrolerem

To najgorzej zaprojektowana misja ostatnich lat. Miałem ochotę rzucić kontrolerem

Autor:

w

W wielu grach pojawia się etap, który z jakiegoś powodu odstaje od reszty. Czy to pod względem jakości, czy też zmienionej mechaniki. Czasem zdarza się tak, że jedna misja na tyle jest inna, że możemy powiedzieć o innym rodzaju gry. Przykładowo, dzieje się tak, gdy w grze akcji pojawia się segment skradankowy. Niby jest to tylko jeden epizod, krótki wyrywek z całej gry, ale może wpłynąć na całościowy odbiór gry. Czasem dochodzi nawet do sytuacji, że po latach chętnie przeszedłbyś grę jeszcze raz, ale powstrzymuje cię myśl: o nie, musiałbym znowu się męczyć w tej misji.


Osobiście takie odczucie wywołuje jedna z misji w nowym tytule The Blood of Dawnwalker, stworzonym przez polskie studio Rebel Wolves. Jeden z segmentów tej gry jest tak frustrujący, że mam wrażenie, iż nigdy do niej nie wrócę. W poniższym opisie wystąpią spojlery.

Księżycowy turniej jako najgorsza misja ostatnich lat

W grze The Blood of Dawnwalker wcielamy się w postać Coena, który jest Wędrowcem. Oznacza to, że w ciągu dnia pozostaje on człowiekiem, a w nocy zmienia się w wrakira (odpowiednika wampira). W rezultacie, rozgrywka zarówno w dzień, jak i w nocy, może wyglądać zupełnie inaczej, w zależności od tego, jak rozwijamy naszą postać.

Mamy do wyboru trzy drzewka umiejętności: uniwersalny fechtunek, który możemy wykorzystywać zarówno w dzień, jak i w nocy, czarnoksięstwo dostępne za dnia oraz umiejętności wampira dostępne tylko w nocy. W trakcie naszej wędrówki możemy skoncentrować się na rozwijaniu jednego z tych drzew, dwóch, lub inwestować w każde z trzech umiejętności.

Czytaj dalej poniżej

Warto pobrać iOS 27 tylko dla tej nowości. Dlaczego musieliśmy na to czekać tyle lat

Wszystkie te informacje są istotne, ponieważ podczas misji Księżycowy turniej, która ma nas doprowadzić do bojara Bakira, jego prywatny stańczyk proponuje nam pewien układ. Umożliwi nam udział w turnieju, pod warunkiem, że odzyskamy dla niego rodowy pierścień. Jest to jedyny sposób na dostanie się do bojara poza zamkiem Svartrau.

Turniej jest niczym innym jak dobrze znanym nam trybem battle-royale. Uczestnicy wprowadzani są na arenę różnymi wejściami, a my dysponujemy jedynie podstawowym ekwipunkiem, ponieważ nasz musimy oddać. Jeśli po drodze znajdziemy coś przydatnego, możemy to wykorzystać. Na arenie czeka nas wiele potworów i bestii.

Z pozoru zadanie wydaje się proste, ale szybko można napotkać liczne frustracje. Brak sprzętu sprawia, że jesteśmy dużo słabsi niż normalnie, ale to nie jest najgorsze. Podstawowym rozwiązaniem byłoby wykorzystanie pazurów i wampirzych mocy, by zrekompensować straty. Nie możemy tego jednak zrobić. W turnieju musimy uczestniczyć incognito, a jakiekolwiek wykorzystanie wampirzych mocy, czy picie krwi przeciwników ujawni naszą tożsamość, co prowadzi do klęski. Czarnoksięstwo również odpada. W związku z tym pozostaje nam jedynie fechtunek. Każdy, kto zaniedbał rozwój tej umiejętności, może napotkać poważne trudności.

Co więcej, mimo gry na poziomie „pojedynkowicz”, gdzie dostajemy zapewnienie, że przeciwnicy będą mieli niską pulę punktów życia, w trakcie turnieju zmieniają się w prawdziwe gąbki pochłaniające obrażenia. A jest ich naprawdę sporo. Pierwsze starcia stawiają nas naprzeciw watah demonicznych wilków, którzy są jednymi z najbardziej znienawidzonych przeciwników w społeczności graczy.

Przeciążenie i nieścisłości

Jeśli uda ci się przejść przez wszystkie etapy turnieju, czeka cię uczta. Zostaniesz posadzony naprzeciw bojara i zmuszony do spożycia trunku. Nasz Coen chwyta za kielich, podnosi go do twarzy i bierze haust. Problem tkwi w tym, że jest noc, jesteśmy we wampirzej postaci, musimy zachować anonimowość, a mimo to wymachujemy pazurami tuż przed twarzą bojara. Sama ta sytuacja, połączona z brakiem jakiejkolwiek reakcji otoczenia, spowodowała, że złapałem się za głowę.

To jednak nie koniec absurdów tej misji. Bakir prowadzi nas do swojego skarbca po nasze nagrody, a my odzyskujemy nasz ekwipunek. Co więcej, możliwe jest, że będziemy przeciążeni, co dodatkowo utrudnia sytuację. Odzyskane przedmioty nie wracają na swoje miejsca, co zmusza nas do ręcznego założenia ich na postać. W połączeniu z problemami z kontrolerem, gdzie z niewiadomych przyczyn sterowanie w ekwipunku zmienia się na mysz i klawiaturę, może to przyprawić o ból głowy. Szczególnie gdy będąc przeciążonym, chciałem zniszczyć przedmiot, a sterowanie przeskoczyło na moją zbroję, przez co musiałem wczytać ostatni zapis.

Planowałem ponownie przejść The Blood of Dawnwalker, lecz powstrzymam się. Dopóki mam w ustach gorycz pozostawioną przez tę misję, nie wrócę do tej gry. Obawiam się, że może to nie nastąpić nigdy.