Spotify jest zalewane muzyką generowaną przez sztuczną inteligencję, która trafia na profile prawdziwych artystów. Co gorsza, oszuści zyskują na tym finansowo.
Wyobraźcie sobie, że sztuczna inteligencja tworzy produkt, który jest łudząco podobny do znanej marki, a następnie umieszczacie go na półkach autoryzowanego sklepu danego producenta i… oczekujecie zysków, ponieważ wasza fałszywka jest monetyzowana na równi z oryginałami. Brzmi absurdalnie? Taki proceder ma miejsce na Spotify…
Podmianka na Spotify. Fałszywe utwory przejmują profile
Na pewno macie swoich ulubionych artystów, których śledzicie na platformach streamingowych, takich jak Spotify. Wyobraźcie sobie, że wchodząc do aplikacji, otrzymujecie informację o nowym singlu od waszego ulubionego artysty. Pełni ekscytacji klikacie w okładkę, uruchamiacie piosenkę, a waszym uszom ukazuje się… dziwny, sztuczny bełkot stworzony przez AI, który nijak ma się do znanej twórczości zespołu czy wokalistki. Sam artysta prawdopodobnie nie wiedziałby o istnieniu tej piosenki, ponieważ najpewniej nie ma z nią nic wspólnego – to nowy problem, który zalewa Spotify i jednocześnie krzywdzi prawdziwych artystów.
Na czym to dokładnie polega? Okazuje się, że sprytni oszuści znaleźli nowy sposób na nieuczciwe zarabianie pieniędzy. Z pomocą przychodzi sztuczna inteligencja oraz mało skrupulatne mechanizmy platform streamingowych. Dziennikarskie śledztwo serwisu 404 Media ujawniło poważną, systemową lukę w cyfrowej dystrybucji muzyki, która umożliwia łatwy dostęp do katalogów znanych twórców na Spotify, Apple Music i innych platformach. Co istotne, nie są wymagane żadne umiejętności hakerskie – wystarczy wykorzystać tę lukę.
Pierwszym krokiem jest skorzystanie z generatora muzyki AI, takiego jak popularne Suno. Przygotowujemy odpowiedni prompt, czekamy na wygenerowanie utworu i pobieramy go. Musimy również stworzyć okładkę, którą można równie dobrze wygenerować w narzędziu AI (np. od Google lub innej firmy). Następnym krokiem jest znalezienie dystrybutora. Aby opublikować swoją muzykę na Spotify i innych platformach, nie musimy podpisywać umowy z wytwórnią – rynek obfituje w dostawców, którzy już za kilka dolarów miesięcznie pomogą opublikować naszą muzykę na popularnych platformach. Wśród nich warto wymienić Distrokid, LANDR czy EmuBands – osobiście korzystam z tego ostatniego i wiem, jak prosty jest ten proces. W „śledztwie” użyto Distrokid, który za miesięczną subskrypcję pobrał mniej niż 4 dolary.

Kradną profile na Spotify. Wystarczy 5 minut
Po zarejestrowaniu się u cyfrowego dystrybutora tworzy się nowe wydawnictwo. Wgrywamy plik z muzyką, dodajemy okładkę i uzupełniamy resztę informacji, jak tytuł. Co istotne, oszuści jako wykonawcę podają… istniejącego już artystę, który oczywiście nie ma nic wspólnego z daną piosenką. Wówczas pojawi się komunikat „Znaleźliśmy profil XXX na Spotify i Apple Music. Czy to Ty?” – wystarczy potwierdzić, aby dokonać dystrybucji wygenerowanej muzyki w katalogu znanego artysty.
Teraz najciekawszy fragment – wyobraźcie sobie, że wygenerowana przez was piosenka trafia na profil artysty, który ma kilkaset tysięcy słuchaczy miesięcznie. Wśród nich znajduje się wiele tysięcy osób, które regularnie śledzą jego twórczość, otrzymują powiadomienia o premierach i odwiedzają profil w poszukiwaniu nowych utworów. To daje nam ekspozycję na tysiące, jeśli nie miliony potencjalnych słuchaczy. Samo opublikowanie muzyki na anonimowym profilu nie przyniesie nam wielu odtworzeń, ale połączenie się z popularnym artystą może sprawić, że nasz utwór zyska niespotykaną popularność i trafi w ręce wielu ludzi. Cały proceder ma oczywiście charakter oszukańczy, ale to nie zmienia faktu, że strumień odtworzeń w takich okolicznościach może dosłownie przynosić zyski – a koszty całego przedsięwzięcia są znikome. Warto zauważyć, że tantiemy za tę piosenkę trafią nie do artysty, który posiada profil, lecz do osoby, która wrzuciła dany utwór – czyli do oszusta.
Nie bez powodu wspomniałem o artystach z setkami tysięcy a nie milionami słuchaczy – największe gwiazdy posiadają armie prawników, którzy chronią ich przed podobnymi incydentami, w przeciwieństwie do artystów na niższych szczeblach, którzy mogą osiągnąć tylko dziesiątki lub setki tysięcy odtworzeń, pozostając w pewnym sensie w undergroundzie, bez akceptowalnej ochrony prawnej i wsparcia ze strony dużych wytwórni. Mają już kuszącą popularność, ale brakuje im skutecznych narzędzi do obrony przed AI. A takich wygenerowanych utworów na Spotify może się pojawić nawet 50 000 dziennie…
To szokujące, że zaawansowane platformy pozwalają na tak dziurawą weryfikację zawartości, która może trafić na profile znanych artystów. To nie kwestia pojedynczych niedociągnięć – ta weryfikacja w praktyce nie istnieje. Nadszedł czas, aby zająć się dbałością o jakość w streamingu, gdyż w przeciwnym razie obudzimy się w rzeczywistości, w której prawdziwe profile będą zalewane nieprawdziwą muzyką, zyskującą na popularności kosztem tych, którzy powinni na niej zarabiać – a my nadal będziemy zmuszeni płacić za subskrypcję.
