Idiotyczna decyzja Microsoftu. Wyrzuca do kosza jedno z najlepszych narzędzi, jakie stworzył

Idiotyczna decyzja Microsoftu. Wyrzuca do kosza jedno z najlepszych narzędzi, jakie stworzył

Autor:

w

Gdy Microsoftowi wszystko idzie zbyt dobrze, zaczyna podejmować dziwne decyzje. W najnowszej wersji Edge (152) zdecydowano się na usunięcie Dropa — prostego, ale zaskakująco skutecznego i przyjemnego modułu do przesyłania plików oraz notatek pomiędzy komputerami a telefonami. Załączniki w formie plików pozostaną dostępne na OneDrive, natomiast niezapisane teksty, które nie zostały wyeksportowane przed usunięciem funkcji, praktycznie nie będą do odzyskania. Tak się dzieje, gdy wszystkie zasoby kieruje się na rozwój mniej popularnych funkcji, takich jak Copilot.

Jak Microsoft uzasadnia to w changelogu? Chce „uprościć przeglądarkę”, co dotyczy zarówno Androida, Windowsa, Linuksa, macOS, jak i iOS. Jednak nie ma żadnego ograniczonego następcy tej funkcji. Była to bardzo użyteczna opcja, która mogła konkurować z natywnymi rozwiązaniami Apple, głównie z AirDropem. Trudno mi wskazać inne narzędzie, które tak dobrze symulowałoby sposób działania tej funkcji znanej z „sadu”. Microsoft stracił jeden z mocniejszych argumentów na rzecz korzystania z Edge’a. Działał międzyplatformowo, oferując użytkownikom namiastkę ścisłej konwergencji między urządzeniami, bez konieczności płacenia haraczu za dostęp do ekosystemu Apple.

Edge Drop był znakomity

Microsoft wpadł na pomysł, który choć nie jest nowy, został skutecznie zaadaptowany: Drop był swoistym „autokomunikatorem” przeznaczonym do przechowywania plików oraz tekstów. Użytkownicy mogli w panelu przeglądarki wklejać długie partie tekstu, przeciągać zrzuty ekranu lub przesyłać różne pliki. Funkcja obsługiwała także duże pliki, w tym obrazy dysków w formacie ISO. Wszystko pojawiało się na ekranie przypominającym czat, a inne urządzenia mogły nawet wyświetlić powiadomienia o nowej zawartości w „schowku”. Wystarczyło, że uruchomiono przeglądarkę Edge i zalogowano się na to samo konto Microsoft, by móc korzystać ze zgromadzonych danych.

Rozwiązanie działało na wszystkich istotnych platformach desktopowych i mobilnych: było integralną częścią przeglądarki, a także wyjątkowo przydatnym narzędziem. Za przechowywanie zgromadzonych danych odpowiadał OneDrive, a pliki pozostawały w chmurze do momentu ich ręcznego usunięcia. Wykorzystane miejsce wliczało się do limitu konta, a w bezpłatnej wersji, jak wszyscy zapewne wiedzą, użytkownicy mieli do dyspozycji 5 GB. Absolutnie współczułem wszystkim, którzy korzystali z takich „przerzutek” z np. Slacka czy Messengera. Edge Drop był doskonały do szybkiego przenoszenia treści między urządzeniami. Dziś byłby mi mniej potrzebny, ponieważ wszystkie kluczowe urządzenia działają w obrębie ekosystemu Apple: AirDrop jest dla mnie priorytetem.

Inna sytuacja z tekstami

Microsoft ostrzegał przed wyłączeniem Dropa, chociaż informacja ta z dziwnych powodów umknęła większości mediów, co mnie szczerze zaskakuje. O ile pliki w formie obrazków, dokumentów i innych typów będą czekały w OneDrive, o tyle sytuacja z tekstami w tym miejscu wygląda zupełnie inaczej. Stąd też, gigant w obliczu wyłączenia Dropa pozwalał na wcześniejsze wyeksportowanie notatek do pliku TXT. Kto nie zdążył wykonać tej eksportacji nie ma już dostępu do historii tekstów przechowywanych w Dropie po aktualizacji.

Czytaj dalej poniżej


Microsoft mówi „dość”. Authenticator może nie działać na twoim smartfonie

Drop dołącza tym samym do listy funkcji, które w ostatnich wydaniach Edge zostały usunięte lub ograniczone. Wcześniej Microsoft wycofał Kolekcje, a w wersji Edge 151 zlikwidował listę aplikacji paska bocznego dla użytkowników firmowych, co nie dotknie przeciętnego konsumenta. Z drugiej strony, wydanie 152 wprowadza nową politykę administracyjną dla Copilot Cowork, co również dla większości użytkowników pozostaje bez zmian.

Czytaj również: Microsoft płaci użytkownikom za używanie Edge’a. Cóż za desperacja.

A zatem: użytkownicy tracą funkcję, która była realnie przydatna i lubiana, a w zamian dostają wsparcie dla Copilota, który przypuszczalnie cieszy się głównie zainteresowaniem masochistów, entuzjastów kultury korporacyjnej oraz twórców raportów na temat DNA marki „Polska”. Osoby, którym ta zmiana przeszkadza, zapewne znajdą zamienniki od niezależnych twórców, które umożliwiają łatwe przesyłanie plików i tekstów między urządzeniami, w tym także w różnych systemach operacyjnych. Drop był istotnym elementem: jednym z niewielu argumentów do zamiany, powiedzmy, Chrome’a na Edge’a, ponieważ oba działają na podstawie Chromium i mają do zaoferowania wiele podobnych możliwości.

Microsoft zepsuł coś, co działało i naprawdę spełniało swoje zadanie, tylko po to, by promować coś nielubianego, niechcianego i mającego wręcz negatywny odbiór w branży. Korporacje rządzą się jednak swoimi prawami, a ich paradygmaty często opierają się na Excelu oraz jego tabelach i wskaźnikach. Użytkownicy często są jedynie jedną ze zmiennych. Cóż.