Problemy z EA SPORTS FC: Brak konkurencji jako główny winowajca
Jeżeli od lat grasz w FIFĘ (obecnie EA SPORTS FC) i co roku lub co dwa lata kupujesz nową odsłonę gry, na pewno zauważyłeś wiele znanych błędów. Electronic Arts coraz bardziej przesadza, a brakuje mu zdrowej konkurencji.
Od najmłodszych lat fascynuję się grami sportowymi. Pamiętam czasy PES-a 1 i 2, ale prawdziwej pasji doznałem przy kultowym PES-ie 6. Następnie przeszedłem na FIFĘ, gdyż była bardziej przystępna, i od tamtej pory już nie wróciłem. Niestety, brak poważnej konkurencji sprawił, że EA po prostu przestało się starać. Choć można to twierdzić od lat, obecnie firma przegina jak nigdy wcześniej.
Szczególnie dostrzegam to, ponieważ należę do nielicznej grupy graczy, którym zupełnie nie interesuje tryb Ultimate Team. Drapieżna monetyzacja oraz powszechne zasady „pay-to-win” skutecznie zniechęcają mnie do tego kasyna przebrane za piłkę nożną. Wole grać w trybie kariery menedżera lub zwykłego piłkarza. Próbowałem nawet kariery bramkarskiej, ale szybko się znudziła. To granie przeciwko komputerowi uwydatnia niedoróbki EA SPORTS FC w sposób, który trudno zignorować.
Chaotyczne algorytmy w EA SPORTS FC 26
Przykładem nonsensownego zachowania AI jest rozegranie piłki ze środka boiska. Komputer dostaje piłkę, podaje w tył, a następnie zawodnik… wybija ją na aut. Nie jest to incydent, a raczej stała sytuacja, która zdarza się niezmiennie przy niektórych ustawieniach zespołu. To notoryczne zjawisko, które występuje na początku meczu lub po każdym straconym golu. Wygląda na to, że sztuczna inteligencja uznaje oddanie piłki rywalowi w absurdalny sposób za najbezpieczniejsze rozwiązanie. Gratulacje dla EA – poezja taktyczna.
Kolejną „ciekawostką” jest bezmyślne przechwytywanie piłki przez innych zawodników. Prowadzę akcję, obrońca goni mnie, a mój kolega z drużyny, zamiast zrobić mi miejsce i pociągnąć za sobą rywala, wbiega mi pod nogi, zabiera piłkę i od razu wpada na obrońcę. Ręce mi opadają. Zaczynam podejrzewać, że te błędy nie są przypadkowe, a raczej corocznym znakiem rozpoznawczym tej serii.
Nieprzyjemności techniczne od lat w EA
Najgorsze są jednak błędy techniczne, które EA z uporem przenosi z wersji na wersję, niczym rodzinne pamiątki. Weźmy na przykład deszcz. Piłka nożna to gra, której mecze odbywają się nawet w gęstym deszczu. Tylko że w EA SPORTS FC (a wcześniej w FIFIE) deszcz potrafi doprowadzić do drastycznego spadku płynności animacji – problem znany od FIFy 22. A jego „rozwiązanie”? Przełączenie gry w tryb okna. Ironia sytuacji polega na tym, że to gracz musi rozwiązywać ten problem.
Dodatkowo, tryb zawodnika z opcją sterowania wyłącznie sobą dostarcza kompletnie innego doświadczenia, ale w tej formie nie mamy wpływu na wybór strojów. Efekt? Mecz staje się niegrywalny, więc wolę go symulować zamiast się męczyć.
Na koniec wisienka na torcie: handicap – zmora tej serii od lat. Są mecze, w których oddajesz trzydzieści strzałów, obijasz słupki i poprzeczki, a bramkarz rywala zamienia się w Spider-Mana. Potem przeciwnik wychodzi z jedną kontrą w doliczonym czasie i strzela jedynego gola. Owszem, w prawdziwym futbolu takie sytuacje się zdarzają, ale nie z regularnością szwajcarskiego zegarka. Tu widać, że takie scenariusze są sztucznie wymuszane przez system, który postanowił, że właśnie teraz musisz przegrać.
I tak co roku EA wypuszcza nową wersję, która w praktyce jest płatną łatką na poprzednią. Kończy się era EA SPORTS FC 26, a rozpoczyna EA SPORTS FC 27. Umarł król, niech żyje król.
