Kategoria: Wiadomości

  • Recenzja Beyerdynamic Aventho Y. Do tańca i do… komputera

    Recenzja Beyerdynamic Aventho Y. Do tańca i do… komputera

    W segmencie słuchawek nausznych z aktywną redukcją hałasu (ANC) w cenie poniżej tysiąca złotych można znaleźć wiele ciekawych modeli. Do tej pory marka Beyerdynamic, która dynamicznie rozwija swoje portfolio, nie miała mocnych reprezentantów w tej kategorii. Jednak teraz to się zmienia. Model Aventho Y ma być odpowiedzią na oczekiwania przeciętnych użytkowników względem słuchawek.

    Pomysł na ten model wydaje się prosty – w konstrukcji, która nie odbiega znacząco jakością od topowych słuchawek, zamknięto potencjał audio w ramach przystępnego budżetu. Cena 649 złotych sugeruje, że nie można się spodziewać nieskończonej doskonałości. Jak wielkie są kompromisy?

    Prostota i elegancja

    Słuchawki zapakowane są w solidne pudełko z grubego kartonu. Wewnątrz znajdziemy także materiałowy woreczek oraz 2-metrowy przewód USB-C – USB-C.

    Na pierwszy rzut oka, te słuchawki zdecydowanie nie wyglądają na swoją półkę cenową. Konstrukcja jest elegancka, choć prosta. Testowany model w kolorze czarnym z szarymi akcentami będzie dostępny również w wersjach Blue Fusion, Soft Jade i Pech Blush.

    Pałąk obszyty jest tworzywem sztucznym z dużym napisem Beyerdynamic. Od wewnątrz znajdziemy ekoskórę wypełnioną pianką. Zastosowane zostało dziwne wgłębienie, którego rola pozostaje niejasna, ale prawdopodobnie ma związek z trwałością całej konstrukcji.

    Idąc niżej, zauważamy, że pałąk jest aluminiowy. Zastosowano przednią regulację ząbkową. Po bokach umieszczono stalowe zawiasy, do których przymocowano plastikowe uchwyty muszli – niestety wydają się one najsłabszym elementem całej konstrukcji. Regulacja pozwala na rotację muszli o 100 stopni oraz ich składanie do wewnątrz.

    Muszle – również z tworzywa sztucznego – mają zamkniętą konstrukcję i zdobi je duże, błyszczące logo Beyerdynamic. Sposób ich wkomponowania w konstrukcję słuchawek jest estetyczny.

    Nauszniki wykonane są z ekoskóry i wypełnione pianką z pamięcią, w znacznie większej ilości niż pałąk. Ciekawym rozwiązaniem jest to, że mocowane są na magnesy. Producent planuje wprowadzenie welurowej wersji w dwóch kolorach (szarym i czarnym), co umożliwi łatwą wymianę. Co więcej, po zdjęciu prawego nausznika uzyskujemy dostęp do wnęki, w której można ukryć dongle USB-C (sprzedawany oddzielnie), a po zdjęciu lewego – do wymiennej baterii (na razie brak informacji na temat możliwości zakupu zapasowego ogniwa). To z pewnością ciekawy aspekt, z którym się dotąd nie spotkałem.

    Na prawej muszli umieszczono trzy przyciski – do regulacji głośności (wypukły) oraz sterowania odtwarzaniem (płaski, pomiędzy nimi). Na lewej stronie znajduje się suwak do włączania oraz parowania Bluetooth oraz osobny przycisk do przełączania trybów ANC. Poniżej umieszczono złącze USB-C oraz minijack. Ostatnie służy jedynie do… podłączenia mikrofonu na ramieniu – również sprzedawanego oddzielnie (w zestawie z dongle’m USB-C).

    Dlaczego dodano opcję podłączenia mikrofonu? Otóż Aventho Y mają dużą zaletę – działają przewodowo przez USB-C. Dołączony przewód umożliwia podłączenie ich do komputera, konsoli czy urządzenia mobilnego, co czyni je wszechstronnym headsetem do pracy oraz grania.

    Wszystko to idzie w parze z wysoką ergonomią. Słuchawki nie są najlżejsze – waga 316 g czyni je jednymi z cięższych w tej kategorii – ale są bardzo komfortowe. Duże nauszniki nie uciskają uszu, a pałąk jest wystarczająco elastyczny, by uniknąć nieprzyjemnego ucisku na głowę. Po kilku godzinach użytkowania w Aventho Y nie występuje dyskomfort ani ból, co jest dobrym świadectwem jakości konstrukcji.

    Brzmienie i możliwości

    Sercem headsetu są 45-milimetrowe przetworniki o paśmie przenoszenia 20 – 20 000 Hz. W tej kategorii cenowej są jednymi z największych, ale, jak wiadomo, rozmiar nie zawsze ma znaczenie. Brzmienie warto ocenić z dwóch lub nawet trzech perspektyw…

    Bezprzewodowe połączenie bazuje na Bluetooth 6.0 (z funkcją multipoint), ale dostępne są jedynie kodeki SBC i AAC. Połączenie z iPhone 17 Pro Max przyniosło średnie rezultaty. Dźwięk był szczegółowy, ale zbyt syczący w górze, podczas gdy dolne pasmo brzmiało ciepło i przyjemnie. Było także wyczuwalne pewne głębi – typowe dla słuchawek Beyerdynamic. Najbardziej doskwierał mi jednak brak klarowności i przejrzystości, które są dla mnie kluczowe w słuchawkach. Zaskakująco, te cechy częściowo wróciły po sparowaniu headsetu z Pixelem 11. Teoretycznie to nie powinno się wydarzyć, ponieważ nie mamy bardziej zaawansowanych kodeków, z których Android mógłby skorzystać, a jednak Aventho Y grały w moim odczuciu znacznie przyjemniej.

    Pełne możliwości headset ujawniają się jednak dopiero przy połączeniu przewodowym. Na systemie Windows Aventho Y zgłaszają się jako urządzenie 16 bit / 48 kHz i brzmią naprawdę dobrze. Klarowność wraca, detale są wyraźniejsze, a balans pomiędzy pasmami staje się lepszy. Bas zyskuje na cieple i głębi. Wciąż problematyczne są wysokie rejestry, gdzie występuje nadmiar syku i gubiona jest szczegółowość – nie polecałbym tych słuchawek miłośnikom rocka i muzyki gitarowej. O wiele lepiej prezentują się w muzyce elektronicznej i popie, gdzie dolne pasmo odgrywa kluczową rolę.

    Dodatkowym atutem jest aktywna redukcja hałasu (ANC), której intensywność regulujemy za pomocą dedykowanej aplikacji (3 poziomy). Przyciskiem na lewej muszli możemy ją włączyć lub całkowicie wyłączyć, a także aktywować tryb transparentny. Tłumienie działa bardzo dobrze, skutecznie eliminując hałas miejski, przejeżdżające samochody czy szum biurowy. Przepuszcza jednak rozmowy odbywające się w tym samym pomieszczeniu, więc nie można liczyć na pełną izolację.

    Wbudowany podwójny mikrofon jest średniej jakości, ale wystarczający do prowadzenia rozmów w komfortowych warunkach. W głośnym otoczeniu nie sprawdza się zbytnio.

    Aplikacja do zarządzania headsetem jest wystarczająca. To ten sam program, co w przypadku innych słuchawek Beyerdynamic wydanych w ostatnich latach. Interfejs jest znajomy. Można w niej regulować ANC, korzystać z korektora z predefiniowanymi ustawieniami (i możliwością dodawania własnych) oraz konfigurować dodatkowe opcje.

    Wymienna bateria ma pojemność 650 mAh. Producent deklaruje imponujący czas pracy wynoszący 90 godzin bez ANC lub 60 godzin z aktywną redukcją. Po kilku tygodniach intensywnego użytkowania headsetu, jestem skłonny uwierzyć w te deklaracje, choć nie mierzyłem ich dokładnie. Ważne jest szybkie ładowanie, które zajmuje zaledwie godzinę. Po pięciu minutach ładowania poprzez kabel zyskujemy dodatkowe 6 godzin słuchania, co powinno być wystarczające w sytuacjach awaryjnych.

    Czy w tej cenie to łakomy kąsek?

    Beyerdynamic Aventho Y oferują wiele solidnych powodów do zainteresowania się nimi. Długi czas pracy na baterii, łatwo wymienne nauszniki oraz komunikacja po USB-C to z pewnością ich główne atuty. Same słuchawki są wygodne, dobrze skonstruowane i brzmią całkiem nieźle – zwłaszcza przy połączeniu kablowym.

    Największym minusem jest ograniczone wsparcie dla zaawansowanych kodeków Bluetooth. W tej samej kategorii cenowej znajdziemy na przykład Baseus XH1 czy Soundcore Space 2 – oba z obsługą hi-res audio i kosztujące o 200-250 zł mniej. Testowałem pierwszy model i byłem zaskoczony jego wysoką jakością dźwięku. W przypadku Aventho Y nie miałem tak pozytywnych odczuć.

    Z drugiej strony, propozycja Beyerdynamic jest bardziej wszechstronna. Headset może być używany w podróży, a po dodaniu mikrofonu na ramieniu przekształca się w narzędzie do pracy przy komputerze oraz gier wieloosobowych.

    Beyerdynamic Aventho Y



    plusy

    • Świetne wykonanie i stylistyka
    • Łatwo wymienne nauszniki
    • Opcjonalny mikrofon na ramieniu i dongle USB
    • Łączność przewodowa przez USB-C
    • Długi czas pracy na baterii


    minusy

    • Obsługuje tylko kodeki SBC i AAC
    • Brak hi-res audio
    • Wyższa cena niż konkurencja w tej samej klasie

    Urządzenie do recenzji zostało udostępnione przez producenta. Firma nie miała wglądu ani wpływu na treść artykułu przed jego publikacją.

  • Od zabawy do budowania przyszłości. Ruszają zajęcia dla przyszłych bohaterów

    Od zabawy do budowania przyszłości. Ruszają zajęcia dla przyszłych bohaterów

    Czy nauka programowania musi być nudna? Absolutnie nie! Czy każda osoba, która kiedykolwiek programowała, będzie to robić do końca życia? Tylko wówczas, gdy będzie miała na to chęć. Warto jednak dać sobie szansę i zmierzyć się z czymś zupełnie nowym. Warsztaty clickON to idealne miejsce, aby stawić czoła wyzwaniom przyszłości.

    Jeśli ktokolwiek uważa, że wie, co wydarzy się w nadchodzących latach w branży IT, jest w błędzie. Przez ostatnie kilkanaście lat nikt nie przewidywał, że rewolucja AI nadchodzi tak szybko i w tak dużej skali. Jeszcze kilka lat temu z dobrodziejstw sztucznej inteligencji korzystały jedynie nieliczne osoby, a teraz zagościła w przeciętnym domu. To dopiero początek. Sztuczna inteligencja wpływa na to, jak korzystamy z komputerów, a także zmienia wymagania wobec wielu zawodów w branży IT. Dziś specjalista AI lub inżynier machine learning to umiejętności niezwykle cenne na rynku pracy. Bez względu na to, co przyszłość przyniesie, warto już teraz być przygotowanym i zdobywać umiejętności, które mogą okazać się kluczowe.

    Z tego właśnie założenia wyszła szkoła Giganci Programowania, która ponownie organizuje cykl bezpłatnych warsztatów dla najmłodszych. To zajęcia, w trakcie których każdy uczestnik może przekonać się, jak radzi sobie z najnowszymi technologiami. Udział w nich nie determinuję przyszłości, ale daje szansę na odkrycie nowego hobby, które pewnego dnia może przerodzić się w pełnoprawny zawód. Badania pokazują, że dzieci zajmujące się programowaniem stają się lepszymi uczniami również w innych dziedzinach naukowych. Może warto to spróbować?

    Stwórz swojego dziecka bohatera przyszłości – wrześniowe warsztaty dla najmłodszych już wkrótce

    Seria warsztatów, które odbędą się zarówno w formie stacjonarnej, jak i online, nosi nazwę clickON – Stwórz swojego dziecka bohatera przyszłości. Celem jest podkreślenie, że umiejętności zdobyte dzisiaj mogą zdecydować o tym, jak dziecko poradzi sobie w przyszłych wyzwaniach, zwłaszcza zawodowych. Warsztaty mają na celu nie tylko naukę programowania, ale także sprawdzenie, czy nowe technologie mogą być na tyle interesujące, aby poświęcić im więcej czasu. Przy okazji uczestnicy zdobędą istotne umiejętności z zakresu programowania oraz, co może najważniejsze, rozwiną się w dziedzinie logicznego, kreatywnego myślenia oraz rozwiązywania problemów.

    Czytaj dalej poniżej


    Jedna komenda i posprzątane. iRobot Roomba Max 775 Combo

    Dostosowano różne formy zajęć do wieku dzieci. Najmłodsza grupa, w przedziale wiekowym od 6 do 12 lat, uczy się przez zabawę, gdyż łączenie wiedzy z przyjemnością jest najefektywniejszą metodą w tym okresie. Młodzi adepci nowych technologii będą mogli sprawdzić swoje umiejętności w ulubionych platformach, takich jak Minecraft, Roblox i Scratch. Warsztaty mają im uzmysłowić, że zamiast grać w gotowe gry, mogą spróbować stworzyć je samodzielnie, przekraczając granicę między konsumowaniem treści a ich tworzeniem.

    Z perspektywy rodzica najważniejsze jest, aby dziecko zrozumiało, że coś, co dotąd było jedynie rozrywką, może stać się cenną formą nauki. Najmłodsi uczestnicy warsztatów clickON – Stwórz swojego dziecka bohatera przyszłości mogą odkryć, że to oni mogą być twórcami interesujących treści dla innych.

    Umiejętności przydatne na egzaminie państwowym

    Trochę bardziej zaawansowane, ale równie kreatywne formy przybierają warsztaty clickON dla starszej grupy wiekowej. Uczniowie w wieku od 13 do 18 lat mogą wybierać spośród zajęć z programowania, grafiki komputerowej, a nawet zajęć przygotowujących do egzaminu ósmoklasisty z matematyki. W trakcie zajęć wykorzystywane są różnorodne środowiska programistyczne (Python, C#), a także narzędzia bazujące na sztucznej inteligencji. Wszystko po to, aby od najmłodszych lat uczyć się kreatywnego i odpowiedzialnego korzystania z potężnych technologii, traktując je jako narzędzia, które należy umiejętnie wykorzystać. Dlatego istotne jest, aby dziecko przeżyło przygodę z programowaniem, niezależnie od tego, czy planuje kontynuować karierę w tym obszarze.

    Jak zarejestrować się na bezpłatne warsztaty z programowania?

    Warsztaty clickON – Stwórz swojego dziecka bohatera przyszłości będą prowadzone od 24 sierpnia do 15 września w formie stacjonarnej oraz do końca września online. Odbędą się w ponad 100 lokalizacjach w trybie stacjonarnym, jak i zdalnie. Rejestracja możliwa jest poprzez wypełnienie formularza na dedykowanej stronie internetowej, gdzie znajdują się również dodatkowe informacje dotyczące warsztatów oraz oczekiwań względem uczestników.

    Co dalej po warsztatach?

    Oczywiście, wszystko zależy od odczuć uczestnika i jego chęci kontynuowania nauki programowania. Jeżeli nie, będzie to po prostu interesująca przygoda, która zasługiwała na poświęcenie 1,5 godziny. Jeśli tak, warto kontynuować naukę pod okiem doświadczonych instruktorów i pedagogów. Giganci Programowania oferują szeroką gamę kursów dla dzieci i młodzieży, które mogą być interesującą kontynuacją. Więcej informacji na temat szkoły i oferowanych przez nią umiejętności można znaleźć tutaj.

    Inicjatywa szkoły Giganci Programowania ma patronat medialny Antyweb.

    Materiał opracowany we współpracy ze szkołą Giganci Programowania

  • Apple jeszcze nie wydało składaka, a już go kopiują

    Apple jeszcze nie wydało składaka, a już go kopiują

    Apple jeszcze nie zaprezentowało nowego iPhone’a, a już inspiruje konkurencję.


    Choć do premiery nowego iPhone Ultra pozostało jeszcze trochę czasu, Apple już zdaje się wytyczać nowe kierunki w branży. Istnieją silne przesłanki sugerujące, że jeszcze niewydany smartfon tej firmy stanie się inspiracją dla największych rywali. Wszystko za sprawą innowacyjnej technologii składanych ekranów, która rozwija się błyskawicznie.

    Apple wytycza trendy, a Google śledzi ich ślady

    Od lat Apple jest postrzegane jako leader trendów, który swoimi premierami wytycza nowe kierunki w całej branży, a także w poszczególnych segmentach. Było tak w wielu przypadkach – wystarczy wspomnieć o rewolucji smartfonowej, stworzeniu rynku tabletów czy zmianie podejścia do mobilnych komputerów osobistych. Obecnie wygląda na to, że również w segmencie składanych telefonów zobaczymy efekty tej innowacyjnej koncepcji. Mimo że Apple jeszcze nie zaprezentowało swojego pierwszego składanego telefonu, już teraz wpływa na całą branżę – co może brzmieć zaskakująco w kontekście zbliżającej się premiery. Najnowsze doniesienia wskazują, że technologia składania ekranu, nad którą pracuje Apple, jest tak zaawansowana, że zainspirowała m.in. Google, a konkurencja z pewnością będzie czerpać z niej przy tworzeniu własnych modeli.

    O jakiej technologii mówimy? Nowy iPhone 18 Fold od Apple ma być wyposażony w ekran Dual UTG, co oznacza zastosowanie dwóch warstw cienkiego szkła (Ultra-thin glass). Górne szkło (o grubości zaledwie kilku mikrometrów) ma chronić ekran przed zarysowaniami i innymi fizycznymi uszkodzeniami, wynikającymi z codziennego użytkowania. Pod nim znajduje się dolne szkło, umieszczone pod panelem OLED, które ma rozpraszać napięcie wokół zawiasów, pojawiające się podczas składania i rozkładania. Dzięki temu powinno znacznie zmniejszyć widoczność i odczuwanie załamania w środku ekranu (tam, gdzie zazwyczaj mieści się zawias). Dodatkowo, ekran ma być bardziej odporny na wszelkie zniekształcenia. Dla wielu użytkowników to może być przełom, ponieważ obecność widocznych zagnieceń w niektórych składanych telefonach jest, delikatnie mówiąc, zniechęcająca.

    Panele opracowane przez Apple zainspirowały już wielu konkurentów, a dowody wskazują na przynajmniej trzech producentów, którzy zamówili podobne technologie dla swoich nadchodzących składanych telefonów. Wśród nich znajduje się przede wszystkim Google, przygotowujące nowego Pixela 12 Pro Fold, a także Vivo z modelem X Fold 7 (premiera planowana na pierwszą połowę 2027 roku) oraz Oppo z Find N7 (najprawdopodobniej zadebiutuje w pierwszym kwartale 2027 roku). Co więcej, warto zaznaczyć, kto produkuje te innowacyjne ekrany dla Apple, a z pewnością dostarczy je również innym producentom smartfonów z systemem Android – jest to Samsung. Firma ta właśnie dostosowuje swoją produkcję do wymagań tych urządzeń i zapewne wkrótce rozpocznie fabrykację.

    Czytaj dalej poniżej

    Tegoroczna nowość od Apple ciekawsza niż iPhone Ultra. Tak będzie działać

    Warto zauważyć ciekawostkę: z jednej strony mamy Samsung Display, dostarczającego panele UTG dla Apple, a z drugiej strony jest Samsung jako marka mobilna, która również produkuje składane smartfony. Tyle że korzystają one z innej technologii, co można zaobserwować na przykładzie najnowszego Z Fold 8 oraz Z Fold 8 Ultra. Ekrany tych urządzeń mają jedynie jedną warstwę UTG na górze, a zamiast dolnego szkła zastosowano stop tytanu oraz wzmocnioną płytkę. Taki zabieg znacznie ogranicza widoczność jakiegokolwiek zagięcia na ekranie, które dla wielu osób staje się praktycznie niewidoczne. Jak widać, na rozwiązanie tego powszechnego problemu można spojrzeć z różnych perspektyw. Ciekawe podejście ze strony Samsung, prawda?

  • To będzie hit tej zimy w sklepach IKEA. Nie mogę się doczekać

    To będzie hit tej zimy w sklepach IKEA. Nie mogę się doczekać

    Nowa Era Domowej Automatyzacji

    Przełom w dziedzinie domowej automatyzacji znów nadchodzi z Północy.

    W ofercie szwedzkich sklepów sieci IKEA zagościł elektroniczny termostat grzejnikowy Liljebagge, który ma potencjał, aby stać się prawdziwym hitem nadchodzącego sezonu zimowego. Produkt został wyceniony na zaledwie 199 koron szwedzkich, co w przeliczeniu daje atrakcyjną cenę około 78 złotych. To wyjątkowa propozycja dla tych, którzy pragną usługi grzewcze uczynić bardziej inteligentnymi, nie obciążając jednocześnie domowego budżetu. Warto jednak uzbroić się w odrobinę cierpliwości, ponieważ oficjalna premiera w innych krajach, w tym na rynku europejskim, zaplanowana jest na styczeń 2027 roku.

    Inteligentna Automatyzacja Grzewcza

    IKEA Liljebagge został stworzony z myślą o zapewnieniu wygody użytkowania oraz bezproblemowej integracji. Urządzenie korzysta z najnowszego, uniwersalnego standardu łączności Matter oraz technologii Thread, co sprawia, że doskonale współpracuje z hubem DIRIGERA i aplikacją IKEA Home. Dodatkowo, termostat łatwo można połączyć z innymi popularnymi ekosystemami smart home. Kluczową zaletą tego termostatu jest możliwość zdalnego zarządzania temperaturą w mieszkaniu z dowolnego miejsca na świecie. Dzięki temu możemy na przykład zdalnie podgrzać dom przed powrotem z pracy lub ustawić automatyczne harmonogramy, które obniżają temperaturę na noc i podnoszą ją tuż przed porannym wstawaniem, co prowadzi do realnych oszczędności.

    Nowoczesne Funkcje w Przystępnej Formie

    Projektanci starannie pomyśleli o sytuacjach, w których chcemy dostosować warunki bez użycia smartfona. Głowica jest wyposażona w czytelny wyświetlacz, który pokazuje aktualną temperaturę, oraz fizyczne przyciski do ręcznej regulacji. To rozwiązanie pozwala na precyzyjne zarządzanie warunkami w poszczególnych pomieszczeniach, co umożliwia cieszenie się przyjemnym chłodem w sypialni, a zarazem komfortowym ciepłem w salonie. Montaż termostatu jest niezwykle prosty i pasuje do większości tradycyjnych grzejników wodnych. W zestawie użytkownik otrzymuje sześć adapterów, które ułatwiają instalację. Urządzenie zasilane jest dwoma standardowymi bateriami AA i steruje pracą pojedynczego kaloryfera, do którego zostało podłączone.

    Na rynku istnieje wiele podobnych rozwiązań, jednak produkt renomowanego producenta, jakim jest IKEA, z pełnym wsparciem gwarancyjnym oraz atrakcyjną ceną, z pewnością wzbudzi duże zainteresowanie. Szczególnie, że zbliżający się sezon zimowy może być trudny z powodu wysokich cen nośników energii. W takich przypadkach oszczędności jakie można uzyskać, stosując harmonogramy grzania i zdalne sterowanie poszczególnymi głowicami, mogą być znaczące. Pozostaje mieć nadzieję, że głowice Liljebagge pojawią się w polskich sklepach nieco szybciej niż w styczniu przyszłego roku.

  • Packard Bell wraca do gry. Acer ma na niego nowy pomysł

    Packard Bell wraca do gry. Acer ma na niego nowy pomysł

    Packard Bell, marka z niemal stuletnią historią, powraca na rynek w zupełnie nowej odsłonie. Należąca do Grupy Acer firma powraca w nowym wcieleniu, kierując się nową filozofią „Tech it easy”. To linia produktów skierowana do użytkowników poszukujących technologii, które pozwolą im się wyróżnić i są idealne w swojej prostocie.

    Historia Packard Bell sięga 1926 roku, kiedy to firma rozpoczęła działalność w Los Angeles od produkcji radioodbiorników. Z biegiem lat marka rozszerzyła swoją działalność na rynek telewizorów oraz komputerów. Jej wspólnym mianownikiem przez dekady była próba udostępniania nowych technologii możliwie szerokiemu gronu odbiorców.

    Packard Bell w nowym wydaniu stawia na prostotę

    Po stu latach marka wraca z podobnym założeniem, ale kieruje je do zupełnie nowego pokolenia. Hasło „Tech it easy” ma, zdaniem przedstawicieli firmy, podkreślać, że elektronika nie powinna być bardziej skomplikowana, niż wymaga tego życie. Zmiana podejścia obejmuje też odświeżoną identyfikację wizualną marki.

    Packard Bell dąży do odejścia od chłodnego języka specyfikacji technicznych. Zamiast tego stawia na wyróżniające się kolory, prostą komunikację i produkty ukazane w naturalnych sytuacjach. Pomarańczowy, fioletowy, zielony i żółty mają stać się charakterystycznymi barwami nowej generacji urządzeń Packard Bell.

    DotBook to początek większej kolekcji

    Najważniejszym produktem pierwszej fali nowego Packard Bell jest DotBook. Laptop z 14,5-calowym ekranem zaprojektowano z myślą o podstawowych zastosowaniach: pracy, przeglądaniu internetu oraz streamingu. Jego konstrukcja nawiązuje do czasów, gdy niewielkie komputery Packard Bell trafiały do coraz większej liczby domów.

    Czytaj dalej poniżej


    W tym sprzęcie baterii nie będziesz musiał ładować. Testy na świni zadziwiły świat

    Laptop jest jednak tylko jednym elementem nowej strategii. W ofercie znalazły się również urządzenia audio, mobilne oraz akcesoria. Na start dostajemy także DotLoop: gramofon winylowy w obudowie przypominającej walizkę. DotTune to kompaktowy głośnik przeznaczony do codziennego słuchania muzyki. Kolekcję uzupełniają DotBass, czyli kolorowe słuchawki.

    Miłośników bardziej klasycznych telefonów może zainteresować DotLine: urządzenie 4G stworzone z myślą o rodzinach i osobach, które chcą ograniczyć swoją zależność od smartfonów. Z kolei DotLook to okulary audio, umożliwiające słuchanie muzyki oraz prowadzenie rozmów bez słuchawek dousznych i dodatkowego ekranu.

    Nasze biurka możemy wzbogacić o DotCombo, czyli wyróżniający się zestaw klawiatury i myszy oraz DotShine: pierścieniową lampę stworzoną z myślą o streamerach.

    Acer zapewnia marce techniczne zaplecze

    Powrót Packard Bell nie ogranicza się wyłącznie do własnych produktów. Marka rozpoczyna również współpracę z partnerami. Jednym z pierwszych jest startup Steasy, z którym stworzono połączoną miniaturową parownicę do ubrań. To sygnał, że Packard Bell ma na celu stopniowe wychodzenie poza komputery i elektronikę użytkową, coraz mocniej kierując się ku lifestyle’owi.

    Pierwsze urządzenia Packard Bell mają trafić do sprzedaży w Europie w już we wrześniu. Ceny zaczynają się od 29 euro (słuchawki DotBass), DotCombo i DotShine kosztują 39 euro, natomiast komputer DotBook ma cenę 499 euro. Polskie ceny nie są na ten moment znane.

    Powrót Packard Bell pokazuje, że Acer chce wykorzystać rozpoznawalność historycznej marki do stworzenia bardziej kolorowej i lifestyle’owej linii elektroniki. „Tech it easy” nie jest więc jedynie nowym sloganem, ale próbą pozycjonowania marki jako alternatywy dla coraz bardziej skomplikowanych urządzeń: prostszej, bardziej przystępnej i mocniej nastawionej na codzienne scenariusze.

  • HUAWEI odpala jesienną ofensywę. Nowe zegarki i słuchawki wchodzą do polskich sklepów

    HUAWEI odpala jesienną ofensywę. Nowe zegarki i słuchawki wchodzą do polskich sklepów

    HUAWEI wchodzi w jesień z szeroką gamą nowych urządzeń ubieralnych, koncentrując się na dłuższym czasie pracy, bardziej zaawansowanych funkcjach zdrowotnych i sportowych oraz lepszej jakości dźwięku.

    Producent oficjalnie zaprezentował nową serię zegarków WATCH GT 7 oraz WATCH 6, a także innowacyjne słuchawki FreeBuds Neo, które przyciągają uwagę swoim designem. Zegarki przypadną do gustu entuzjastom aktywnego stylu życia. Oferują bogaty zestaw funkcji sportowych oraz zaawansowane rozwiązania do monitorowania zdrowia i snu, a wszystko to zostało wzbogacone nowoczesnym wyglądem i innowacyjnymi technologiami.

    HUAWEI WATCH GT 7. Sport ponad wszystko

    Smartwatch HUAWEI WATCH GT 7 dostępny jest w dwóch rozmiarach: 46 mm oraz 41 mm. Oba modele wyróżniają się ekranem AMOLED o przekątnej odpowiednio 1,47 i 1,32 cala, z maksymalną jasnością wynoszącą 3000 nitów, co z pewnością ułatwi odczytywanie informacji nawet w pełnym słońcu. Większy model może działać do 21 dni przy lekkim użytkowaniu oraz do 12 dni przy standardowym korzystaniu z większości funkcji, natomiast mniejszy model wytrzymuje odpowiednio do 14 i 7 dni na jednym ładowaniu.

    Ten model skierowany jest przede wszystkim do sportowców oraz miłośników aktywności fizycznych. W systemie wprowadzono wskaźnik Physical Readiness, który ocenia poziom regeneracji organizmu. Zegarek dostarcza również rozbudowane tryby narciarskie z mapami ponad 3000 ośrodków oraz dokładniejsze śledzenie tras. Dla rowerzystów przewidziano informacje o nadchodzących podjazdach oraz ostrzeżenia przed ostrymi zakrętami.

    Zegarek dostępny jest w sprzedaży już dzisiaj w specjalnej ofercie trwającej od 2 września do 18 października 2026 r. Zarówno model 46 mm, jak i 41 mm oferowane są w obniżonej cenie o 200 zł, co oznacza koszt 999 zł. Na kupujących czekają także dodatkowe atrakcje, które mogą się różnić w zależności od sklepu.

    Czytaj dalej poniżej


    Garmin ma się czego bać? Huawei ma nowy zegarek dla biegaczy

    HUAWEI WATCH GT 7 Pro dla bardziej wymagających

    Najbardziej zaawansowanym modelem w nowej serii jest HUAWEI WATCH GT 7 Pro, który dostępny jest wyłącznie w rozmiarze 46 mm. Zegarek otrzymał kopertę ze stopu tytanu klasy lotniczej, trójwymiarowy ceramiczny bezel oraz szafirowe szkło chroniące ekran. Wyświetlacz osiąga maksymalną jasność 3000 nitów, a konstrukcja spełnia normy IP69 oraz 5 ATM. Producent wprowadził również utwardzone powłoki na kopercie oraz elementach najbardziej narażonych na uszkodzenia.

    Wariant Pro mocno stawia na sporty outdoorowe. Nowa krzemowa bateria pozwala na pracę zegarka przez nawet 21 dni, a w trybach intensywnego korzystania z lokalizacji osiąga znacznie lepsze wyniki niż poprzednie modele. W trybie biegu terenowego czas działania wydłużono z 40 do 51 godzin, co umożliwia rejestrowanie tras wynoszących aż 160 km. Podczas jazdy na rowerze WATCH GT 7 Pro może pracować przez ponad 40 godzin, co według HUAWEI przekłada się na rejestrowanie aktywności na dystansie ponad 600 km.

    Zegarek już dzisiaj trafia do sprzedaży w specjalnej ofercie trwającej od 2 września do 18 października 2026 r. Wszystkie wersje kolorystyczne będą dostępne taniej o 200 zł, czyli za 1499 zł. Na kupujących czekają także dodatkowe atrakcje, które mogą różnić się w zależności od sklepu.

    HAUWEI WATCH 6 idzie w zdrowie, FreeBuds Neo w dźwięk

    Na rynku pojawi się również HUAWEI WATCH 6, dostępny w rozmiarach 42 i 46 mm, a także WATCH 6 Pro w rozmiarach 43 i 46 mm. Wszystkie modele wyposażono w szafirowe szkło, a wersje Pro charakteryzują się solidniejszą obudową oraz ekranem osiągającym jasność do 3500 nitów. Najważniejszą innowacją jest ulepszony czujnik X-TAP 2.0 z 20 poziomami czułości nacisku oraz 12-kanałowym modułem PPG. Funkcja Health Glance analizuje 11 parametrów w 60 sekund, a zegarek jest również w stanie dostarczyć poranny raport zdrowotny oraz ocenę gotowości organizmu. Seria umożliwia jednoczesne połączenie dwóch smartfonów, nawet działających na różnych systemach operacyjnych.

    Informacje o cenach i dostępności zegarków HUAWEI WATCH 6 w naszym kraju są już wkrótce planowane do ogłoszenia! Można się również spodziewać oferty specjalnej dla tego modelu.

    HUAWEI zaprezentował także swoje najnowsze słuchawki dokanałowe. FreeBuds Neo są wyraźnie mniejsze od pozostałych modeli w ofercie firmy. Ważą około 4,9 g, obsługują Bluetooth 6.0, LDAC oraz dźwięk Hi-Res. Adaptacyjne ANC osiąga średnią głębokość redukcji hałasu wynoszącą 30 dB, a trzy mikrofony z VPU poprawiają jakość rozmów. Słuchawki działają do 10 godzin bez ANC, 6,5 godziny z włączoną redukcją hałasu i do 38 godzin razem z etui. W Polsce kosztują 549 zł, ale do 18 października cena promocyjna wynosi 449 zł.

  • Zestaw Lego PlayStation już w sklepach. Mamy pierwsze zdjęcie

    Zestaw Lego PlayStation już w sklepach. Mamy pierwsze zdjęcie

    Miłośnicy retro-gamingu oraz kultowych duńskich klocków mają powody do ogromnego zachwytu.

    Do oficjalnego debiutu pozostało już niewiele czasu, premiera zaplanowana jest na 1 października 2026 roku. Jednak w sieci już pojawiły się pierwsze zdjęcia prezentujące nadchodzący, niezwykle wyczekiwany zestaw LEGO Sony PlayStation. Produkt o numerze katalogowym 72306 został niespodziewanie odkryty na półkach sklepowych przez jednego z członków znanej społeczności kolekcjonerskiej Brick Tap. Tego typu wyciek wyraźnie wskazuje, że producent rozpoczął już pierwsze wysyłki do oficjalnych sklepów oraz partnerów handlowych, aby zdążyć przed październikową premierą. Projekt ten stanowi wspaniałą odpowiedź na rosnącą popularność urządzeń z epoki 32-bitowców i dołącza do flagowej linii modeli skierowanych do dorosłych pasjonatów technologii oraz historii gier wideo.

    Specyfikacja, detale i drobna ironia losu

    Głównym elementem zestawu jest niezwykle wiernie odwzorowana bryła pierwszej generacji konsoli PlayStation, zachowana w charakterystycznej, szarej kolorystyce. Cała konstrukcja składa się z aż 1911 klocków, co zwiastuje długie godziny satysfakcjonującego budowania. Projektanci zadbali o mnóstwo mechanicznych szczegółów; konsola posiada funkcjonalny mechanizm otwierania klapy napędu optycznego CD, wsuwane karty pamięci Memory Card oraz odłączany, klasyczny przewodowy kontroler.

    Co ciekawe, dociekliwi fani retro szybko wychwycili pewien humorystyczny akcent i lekką ironię ze strony projektantów. W zestawie otrzymujemy bowiem klasyczny, pierwotny pad bez gałek analogowych. Tymczasem dołączone do zestawu dwie miniaturowe dioramy, które można wyjmować i eksponować osobno, przedstawiają sceny z kultowych gier: Gran Turismo oraz Ape Escape. Ta ostatnia była historycznie pierwszą produkcją na rynku, która do uruchomienia bezwzględnie wymagała nowszego kontrolera DualShock z drążkami analogowymi!

    Sugerowana cena katalogowa tego kolekcjonerskiego zestawu wynosić ma 160 dolarów, co w bezpośrednim przeliczeniu na rodzimą walutę daje kwotę około 600 złotych. Jako dodatkową zachętę dla najszybszych kupujących, do pierwszych egzemplarzy ma być dołączany darmowy minizestaw z wizerunkiem uwielbianego Astro Bota, współczesnej maskotki platformy Sony. Dla każdego, kto dorastał w dobie przełomu tysiącleci, ten zestaw bez wątpienia okaże się obowiązkową pozycją na półce.

    Czytaj dalej poniżej


    Nowe LEGO Star Wars to prawdziwy gigant. Cena też powala
  • MSI rozdaje darmowe gry na Gamesplanet. Oto, co zrobić, aby ją otrzymać

    MSI rozdaje darmowe gry na Gamesplanet. Oto, co zrobić, aby ją otrzymać

    Promocja MSI i Gamesplanet w Polsce

    MSI oraz Gamesplanet zapraszają do udziału w wyjątkowej promocji, skierowanej do osób, które aktualnie budują lub modernizują swoje komputery.

    Zakup i nagrody

    W ramach akcji, dokonując zakupu jednej z wybranych płyt głównych lub obudów, będzie można odebrać jedną z pięciu dostępnych gier. To doskonała okazja, aby wzbogacić swój zestaw sprzętowy, a równocześnie zyskać nową grę.

    Ograniczona liczba nagród

    Jednak warto się pospieszyć! Liczba nagród jest ograniczona, więc nie przegapcie szansy na skorzystanie z tej atrakcyjnej oferty.

  • DLSS 5 mnie przeraża. Nie chcę tak wyglądających gier

    DLSS 5 mnie przeraża. Nie chcę tak wyglądających gier

    DLSS 5 wprowadza grafikę w grach na zupełnie nowy poziom. Niestety, nie jest to odpowiedni kierunek.

    Gracze zdołali zdobyć testową wersję technologii DLSS 5 przed jej oficjalną premierą, co zaowocowało falą filmów i zrzutów ekranu ze „zaktualizowanych” gier. Jeżeli to ma być wizja grafiki przyszłości, czuję, że to nie jest dobry kierunek.

    DLSS 5 jest piękne? No, nie do końca

    DLSS 5 ma potencjał, by wprowadzić graficzną jakość gier na nowy, wyższy poziom. Jednak przyglądając się, jak ta technologia działa (na chwilę obecną), mam poważne wątpliwości co do jej przyszłości. Gdy gracze zaczęli eksperymentować z niedostępną jeszcze wersją narzędzia od Nvidii, liczba testów wzrosła, co dało wiele odpowiedzi na pytanie, do czego tak naprawdę jest zdolny nowy DLSS. Osobiście uważam, że efekty bywają alarmujące.

    Nie jestem w tej opinii odosobniony — niektóre przeprowadzone testy przez twórców modów spotkały się z falą krytyki ze strony licznych graczy. Z jednej strony, mamy do czynienia z nową jakością realizmu wizualnego, z drugiej – pojawiają się znaczne niedociągnięcia, które są moim zdaniem kluczowym problemem. Przyjrzyjmy się temu bliżej.

    Technologia DLSS 5 stara się wprowadzić „hiperrealizm” do każdej gry, korzystając z mocy generatywnego AI. Rezultatem tego są postacie z bardzo generycznymi (choć niekiedy realistycznymi) twarzami, które często nie pasują do otoczenia i sytuacji w grze. Jako przykład można podać Halo, które po zastosowaniu DLSS 5 przypomina dziwne, niskiej jakości filmy stworzone na licencji danej gry – mam na myśli te kiepskie produkcje, które nastawione są na szybkie wyciągnięcie pieniędzy od fanów danego uniwersum.

    Czytaj dalej poniżej


    Technika NVIDIA DLSS 4 i karty GeForce RTX serii 50 to nowa era płynności w grach

    Jednak to tylko Halo, stosunkowo neutralny shooter. Sytuacja staje się gorsza, gdy technologia jest implementowana w grach o unikalnej stylistyce, gdzie deweloperzy w ogóle nie dążyli do realizmu. Kiedy zderzają się ze sobą dwie zupełnie różne wizje graficzne, efekty mogą być katastrofalne, a czasem wręcz odrażające:


    Gracze na portalu X zgodnie stwierdzili, że rezultaty w takich grach jak powyżej są groteskowe, brzydkie i w żaden sposób nie stanowią poprawy wizualnej, lecz wręcz ją pogarszają. To jeden z największych problemów technologii od Nvidii. O ile w grach stawiających na realizm takie turbo doładowanie grafiki ma sens, to w przypadku wielu innych produkcji DLSS 5 de facto dewastuje artystyczną wizję twórców, co jest całkowitym zaprzeczeniem gier jako medium artystycznego. Czy można sobie wyobrazić Clair Obscure: Expedition 33 w ultra-realistycznej oprawie? Doskonale wiemy, że ta gra zbudowała część swojej tożsamości na stylu graficznym, który wcale nie dążył do odwzorowania rzeczywistego świata – wręcz przeciwnie.

    Warto również podkreślić, że DLSS 5, mimo swoich ultra-realistycznych pomysłów, nie poprawia wydajności. Wręcz przeciwnie, generatywne AI, które ma na celu tworzenie… tego „czegoś”, wcale nie jest obojętne dla naszych podzespołów i potrafi znacząco obniżyć liczbę klatek na sekundę. Na chwilę obecną technologia ta będzie zarezerwowana wyłącznie dla najpotężniejszych zestawów komputerowych, działając jak funkcja eksperymentalna. Zdecydowanie nie jestem przekonany co do osiągnięć DLSS 5 i mam poważne obawy co do kierunku, w jakim zmierza grafika w grach wideo. Cieszy jedynie fakt, że wielu graczy podziela moje zdanie, co może skłonić Nvidię i inne firmy technologiczne do przemyślenia swojego podejścia.

  • Garmin Fenix 7 Pro i 8 w rekordowo niskich cenach. Widać efekt Fenixa 9

    Garmin Fenix 7 Pro i 8 w rekordowo niskich cenach. Widać efekt Fenixa 9

    Premiera najnowszej generacji smartwatchy z serii Garmin Fenix 9 wzbudziła duże zainteresowanie wśród entuzjastów sportowych zegarków, a dla łowców okazji oznacza ona coś jeszcze lepszego – obniżki cen dotychczasowych modeli.

    Jeśli planujecie zakup zaawansowanego zegarka multisportowego, to właśnie nadszedł idealny moment. W popularnych sieciach elektromarketów wystartowały atrakcyjne promocje, dzięki którym flagowe urządzenia z serii Fenix 7 Pro oraz Fenix 8 można nabyć w znacznie niższych cenach.

    Garmin Fenix 7 Pro w atrakcyjnej cenie

    W sklepie Euro RTV AGD zegarek Garmin Fenix 7 Pro w wersji z kopertą 47 mm dostępny jest obecnie za 1799 złotych, bez potrzeby korzystania z dodatkowych kodów czy kuponów. Wybierając opcję zakupu na raty, cena spada o dodatkowe 120 złotych dzięki promocji „2 raty gratis”. Fenix 7 Pro to wciąż doskonały sprzęt, który oferuje ekran Memory-in-Pixel z ładowaniem solarnym, czytelny nawet w intensywnym słońcu. Zegarek wyposażony jest w nowoczesny optyczny czujnik tętna Elevate 5 z funkcją pomiaru EKG, wbudowaną latarkę LED, wielopasmowy GPS o niezwykłej dokładności oraz pełen zestaw map TopoActive. To sprawdzony model, który imponuje czasem pracy na baterii, sięgającym wielu tygodni.

    Garmin Fenix 8 – zaskakujące obniżki

    Interesująca oferta pojawiła się także w sieci Media Markt, gdzie można zakupić nowsze modele z rodziny Garmin Fenix 8 w obniżonych cenach. Wymaga to jednak nieco więcej zaangażowania, ponieważ aby uzyskać korzystną cenę, należy skorzystać z dwóch promocji. Pierwsza z nich to obniżka o 10% przy zakupie dwóch przedmiotów biorących udział w promocji, na przykład plakatu za 1,99 zł. Dodatkowo, rejestrując swój email w newsletterze, zyskujecie 3000 punktów, które można wymienić na kupon o wartości 30 złotych.

    Dzięki temu, wersja z kopertą 47 mm dostępna jest za niespełna 2671 złotych, natomiast większy wariant 51 mm kosztuje niecałe 3031 złotych. Ósma generacja przyniosła ogromny skok technologiczny, wprowadzając jasny ekran AMOLED, wbudowany głośnik i mikrofon do prowadzenia rozmów głosowych oraz wydawania komend, a także pełną wodoodporność oraz indukcyjne przyciski umożliwiające bezpieczne nurkowanie do głębokości 40 metrów. Model 51 mm wyróżnia się imponującym czasem pracy na jednym ładowaniu, osiągając nawet do kilkunastu dni ciągłego użytkowania pomimo zastosowania ekranu AMOLED.

    Garmin Fenix 8 Pro – najwyższa półka

    Dla osób poszukujących łączności inReach/LTE oraz obudowy z szafirowym szkłem, świetną okazją jest Garmin Fenix 8 Pro w rozmiarze 51 mm, wyceniony na niespełna 3625 złotych. Wersja Pro podnosi poprzeczkę jeszcze wyżej, dodając do doskonałych funkcji standardowej „ósemki” pełny moduł łączności satelitarnej inReach oraz technologię LTE. Rozwiązanie to pozwala na przesyłanie wiadomości tekstowych, udostępnianie pozycji w czasie rzeczywistym oraz wysyłanie sygnałów SOS do służb ratunkowych bezpośrednio z poziomu zegarka, całkowicie niezależnie od smartfona. To absolutny szczyt możliwości w kategorii zegarków wyprawowych.

    Niezależnie od tego, czy wybierzecie bardziej budżetowego Feniksa 7 Pro, nowoczesnego Feniksa 8 z wyświetlaczem AMOLED i głośnikiem, czy satelitarną wersję Pro, każdy z tych zegarków oferuje zaawansowaną analitykę treningową, status gotowości treningowej, monitoring zdrowia oraz niezrównaną trwałość. Oferowane obecnie zniżki sprawiają, że inwestycja w starsze generacje stała się opłacalna jak nigdy dotąd.