Niedawno zmieniłem typ słuchawek i to zmiana, która mocno wpłynęła na moje życie. Teraz nie zamierzam wracać do modeli klasycznych.
Pół roku temu miałem przyjemność po raz pierwszy wypróbować słuchawki typu open ear, które od razu mnie zafascynowały. Nie był to zakup impulsowy ani efekt przeglądania promocji w środku nocy. Był to dobrze przemyślany eksperyment, poprzedzony tygodniami analizowania recenzji, oglądania testów i zastanawiania się, czy taka konstrukcja, która de facto nie izoluje mnie od otaczającego świata, ma sens.
Nie mogłem się jednak przygotować na rzeczywistość, którą odkryłem, zakładając po raz pierwszy jeden z tych modeli. Od tego momentu miałem ich już kilka na uszach, od różnych marek, w różnych przedziałach cenowych i z różnymi systemami mocowania. Za każdym razem moja ocena była pozytywna. Z każdym użyciem odczuwałem, że w końcu słyszę nie tylko to, co odtwarzają słuchawki, ale także dźwięki otoczenia. Może to brzmieć paradoksalnie, zwłaszcza w kontekście działań producentów sprzętu audio, którzy starają się nas odciąć od zewnętrznego świata.
Dotychczas korzystałem głównie z dousznych i dokanałowych modeli
Zanim jednak podjąłem decyzję o sięgnięciu po słuchawki otwarte, przez wiele lat korzystałem z różnych modeli. Na co dzień preferowałem douszne i dokanałowe, a przy komputerze sięgałem po nauszne. Można powiedzieć, że przerobiłem niemal całe spektrum dostępnych opcji. Warto zauważyć, że przez lata rozwój słuchawek był znaczący, a nawet tanże modele oferują przyzwoitą jakość dźwięku oraz pewien poziom wygłuszania. To ostatnie jednak wpływało na mnie negatywnie. Oczywiście, w większości przypadków można wyłączyć funkcję ANC. Problem w tym, że często trzeba najpierw uświadomić sobie, że to zagadnienie w ogóle istnieje. Ja przez długi czas żyłem w błogiej nieświadomości, że skoro muzyka brzmi dobrze, a ja mam spokój, to wszystko jest w porządku.
Moje doświadczenie zaczęło się od czegoś pozornie błahego. Podczas rozmów, zarówno telefonicznych, jak i voice-chatów w grach online, zacząłem mówić coraz głośniej. Wkrótce musiałem wręcz podnosić głos. Bezpośrednią przyczyną było to, że przez wygłuszanie otoczenia ledwo słyszałem siebie, co sprawiało, że mówiłem głośniej, aby usłyszeć własny głos. Mechanizm był właściwie banalny, ale zajęło mi sporo czasu, aby go zrozumieć. Zauważyłem, że domownicy zaczęli narzekać na hałasy dochodzące z mojego pokoju. Na początku myślałem, że przesadzają, gdyż zawsze mówiłem w ten sam sposób. Jednak po nagraniu siebie i odsłuchaniu rozmów odkryłem, że rzeczywiście mówię znacznie głośniej niż kiedykolwiek wcześniej, a jedyną zmianą były słuchawki, które stały się nadzwyczaj skuteczne w izolacji od dźwięków otoczenia.

Słuchawki z otwartą konstrukcją okazały się wybawieniem
Wtedy natknąłem się na słuchawki z otwartą konstrukcją, które zakrywają uszy od góry. Nie będę zdradzał marki ani modelu, ponieważ nie jest celem tego tekstu promowanie konkretnych produktów. Ważne jest jednak, że nagle, słysząc otaczające mnie dźwięki, mój ton mówienia z powrotem wrócił do normy. Odzyskałem naturalną kontrolę nad własnym głosem, bo w końcu mogłem usłyszeć, co mówię w kontekście tego, co dzieje się wokół mnie.
Innym ogromnym plusem jest fakt, że mogę ich używać na rowerze czy podczas biegania, nie obawiając się o bezpieczeństwo. Zdaję sobie sprawę, że słuchawki z wygłuszeniem mogą stworzyć zagrożenie na drodze. Jednak jazda bez muzyki jest znacznie mniej przyjemna, a ja cenię sobie, gdy w tle gra coś, co nadaje rytm podczas pedałowania. Teraz nie muszę już kompozycyjnie przesuwać głowy, aby dowiedzieć się, co dzieje się wokół mnie. Podczas biegania lub jazdy na rowerze słyszę nie tylko muzykę, ale także całe otoczenie: samochody, rowerzystów, pieszych, sygnały, ptaki – wszystko. Czy czasami czuję, że muzyka jest zbyt cicho? Oczywiście, ale to kompromis, na który jestem gotowy, ponieważ w zamian otrzymuję coś, czego żadne ANC nie jest w stanie mi dać: pełną świadomość sytuacyjną.
Brak ANC mnie nie martwi, ponieważ nawet słuchawki open ear często oferują jakąś formę wygłuszania. Z powodu ich konstrukcji osiągnięcie tego efektu jest trudniejsze i mniej efektywne, ale jednak działa. Nie oczekuję ciszy w pociągu ani całkowitej izolacji podczas spacerów. Oczekuję jedynie, że będę słyszał muzykę oraz będę funkcjonował w rzeczywistości. I dokładnie to otrzymuję.
Muszę przyznać, że teraz czuję się na tyle dobrze z tą zmianą, że nie zamierzam już wracać do klasycznych słuchawek.
