Mały gadżet wielkości monety wystarczył, aby zhakować samolot Boeing 737. Lotnictwo staje przed kolejnym wyzwaniem.
Gadżet o rozmiarach monety potrafi zhakować systemy Boeinga 737, co może prowadzić do katastrofy. Został on opracowany przez naukowców, którzy ostrzegają, że lotnictwo boryka się z poważnym problemem, a wkraczamy w erę nowych, nieznanych wcześniej zagrożeń w tej dziedzinie.
Tani gadżet oszukał Boeinga. Jak przebiegł atak?
Okazuje się, że zhakowanie samolotu, choć może brzmieć skomplikowanie, w rzeczywistości może być zadziwiająco proste. Wystarczy umieścić gadżet wielkości monety w odpowiednim (zaskakująco dostępnym) miejscu, a wkrótce przejmiemy kontrolę nad maszyną, a dokładniej dwoma jej kluczowymi systemami. To stwarza realne zagrożenie, ponieważ może prowadzić nawet do katastrofy w powietrzu. Na szczęście, do tej pory dotyczy to jedynie eksperymentu grupy naukowców, którzy alarmują, że lotnictwo stoi przed nowymi, trudnymi wyzwaniami, które należy niezwłocznie rozwiązać.
Naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego oraz Oberlin College przeprowadzili eksperyment mający na celu opracowanie najmniejszego możliwego urządzenia zdolnego do zhakowania samolotu. Udało się to — stworzono urządzenie o wartości około 100 dolarów, które jest wielkości monety. Jednak pozory mylą, ponieważ jest ono w stanie wyrządzić poważne szkody. Jego celem jest przejęcie kontroli między dwoma komputerami pokładowymi w Boeingu 737. Aby to osiągnąć, należy umieścić je w odpowiednim złączu znajdującym się w panelu serwisowym, który jest zlokalizowany pod dziobem samolotu. Jest to dostępne dla pracowników lotniska oraz obsługi naziemnej w każdym momencie z poziomu płyty lotniska. W momencie zainstalowania urządzenia włącza się lampka ostrzegawcza, sygnalizując, że wystarczy odpowiednio zaplanowana akcja, aby systemy samolotu wpadły w niepowołane ręce.
Proste komponenty, 60 sekund na instalację i gotowe – naukowcy podkreślają, że problem jest niezwykle poważny, co nie powinno nikogo dziwić. Omawiany gadżet został wyposażony w moduł WiFi, który umożliwia dostęp do sieci pokładowej i kontrolę przez internet.

Zboczenie z kursu w chmurach to przepis na katastrofę
Gadżet opracowany przez naukowców zakłóca działanie dwóch komputerów w samolocie. Jeden z nich jest odpowiedzialny za planowanie startu i lądowania, podczas gdy drugi wspiera pilotów w obsłudze instrumentów w trakcie lotu. Możliwości nadużyć są liczne, w tym przejęcie autopilota i skierowanie samolotu w niepożądanym kierunku (bez informowania załogi). Nieświadoma załoga nie będzie miała pojęcia, że maszyna znajduje się pod obcą kontrolą, ponieważ żadne przyrządy nie wyświetlą danych dotyczących przeprowadzonych zmian.
Jak łatwo się domyślić, taka władza w niepowołanych rękach może prowadzić do katastrofy, na przykład przez skierowanie samolotu na kolizyjny kurs z innym statkiem powietrznym lub nielegalne wejście w określone przestrzenie powietrzne.
Pora załatać luki w lotnictwie
Eksperci mieli zgłosić swoje obawy do firmy Boeing jakiś czas temu, ale nie ma pewności, czy przedstawione problemy zostały już rozwiązane. Opieszałość w dokonywaniu poprawek może mieć poważne konsekwencje, biorąc pod uwagę dużą liczbę Boeingów 737, które obserwujemy na niebie każdego dnia. Jest to jedna z najpopularniejszych maszyn wykorzystywanych przez lotnictwo cywilne w wielu liniach lotniczych na całym świecie.
Z całej sytuacji wynika również inny problem – rozwój technologii po raz kolejny otwiera drzwi dla hakerów oraz przestępców, którzy mogą z łatwością zdobyć nieuprawniony dostęp do systemów odpowiedzialnych za bezpieczny transport ludzi oraz sterowanie samą maszyną. Nie wiadomo, czy inne modele samolotów również narażone są na podobne „gadżety”, ani czy posiadają inne słabe punkty, które staną się oczywiste dopiero wraz z pojawieniem się nowych narzędzi.
