Mortal Shell 2 naprawił dwa kluczowe problemy gatunku soulslike

Mortal Shell 2 naprawił dwa kluczowe problemy gatunku soulslike

Autor:

w

Mortal Shell 2 to jedna z najbardziej oczekiwanych premier tego roku. Nie zawiodłem się. Gra ta naprawiła wiele błędów, które od lat dręczą gatunek soulslike.

Nie nazwałbym się entuzjastą soulslike’ów. Niemniej jednak mam na koncie wiele gier z tego gatunku, w tym Soulsy, Elden Ring, Wuchanga, Wukonga, Code Vein, Sekiro, Lords of the Fallen i prawdopodobnie jeszcze kilka innych, które wyleciały mi z pamięci. Niemal wszystkie z nich powtarzały kilka irytujących błędów i mechanik, jakoby zostały one wpisane w DNA soulslike’ów, a nie wszystkie z nich powinny.

Mortal Shell 2 to znaczący krok naprzód w porównaniu do poprzednika

Zanim zagrałem w dwójkę, postanowiłem przejrzeć oryginalnego Mortal Shella. Zrobiłem to, aby zobaczyć, jak wielki postęp poczynili twórcy przez te lata i muszę przyznać, że zmian jest niesamowicie dużo. Pierwszy Mortal Shell był zaledwie przeciętnym soulslikiem, a nawet jako gra nie spełniał oczekiwań. Trzeba jednak przyznać, że mechanika stwardnienia była pewnym powiewem świeżości. Szkoda, że w drugiej części została zepchnięta na margines. Poza tym, pod każdym względem kontynuacja jest lepsza od swojego poprzednika. Mamy więcej broni (choć wciąż trochę za mało), więcej skorup, więcej przeciwników (tutaj również zmieściłoby się ich więcej), większą mapę oraz więcej możliwości rozwoju postaci.

Jednak to, co najbardziej przykuło moją uwagę, to praca kamery i sterowność postaci. W żadnym z soulslike’ów nie czułem takiej precyzyjnej kontroli nad moją postacią. Jest ona szybka, zwinna, wykonuje polecenia natychmiast, a hit-boxy są na wysokim poziomie. Nie ma tu ociężałości, która towarzyszy całemu gatunkowi. Zachwyciłem się tą grą już w momencie, gdy jeden z pierwszych przeciwników schował się pod moim mieczem i zadał mi cios z boku. Bossowie, nawet ci więksi, nie powodują, że kamera wariuje. Soulslike’i często uwielbiają gigantycznych przeciwników, których ekran nie jest w stanie objąć, co skutkuje niezgrabną perspektywą walki, zaburza autopodążanie lub po prostu frustruje, gdy nie możemy dokładnie zobaczyć, co boss aktualnie robi. W efekcie, kamera staje się czasami najbardziej wymagającym przeciwnikiem. W Mortal Shell 2 problem ten nie występuje. Nawet najwięksi bossowie mieszczą się w kadrze, a kamera działa harmonijnie z naszą postacią, zamiast przeciwko niej.

Lore nie tylko w opisach przedmiotów

Kolejnym problemem, który moim zdaniem gra skutecznie rozwiązuje, jest sposób opowiadania historii i odkrywania świata. W grach Miyazakiego, aby dowiedzieć się czegokolwiek o przedstawionym uniwersum, trzeba zagłębiać się w opisy przedmiotów, a większość wątków zostaje niedopowiedziana. Znana jest historia z dzieciństwa twórcy gry, który czytał książki po angielsku, ale nie znał go zbyt dobrze, więc sam wypełniał luki swoją wyobraźnią. Taką samą przygodę chciałby zafundować graczom, co rozumiem. Nie rozumiem jednak, dlaczego praktycznie każdy soulslike naśladuje ten sam system narracyjny, jakby wszyscy w tej branży przeżyli to samo, co Hidetaka Miyazaki. Niech twórcy wiedzą, że to nie system narracyjny czyni grę soulslike’iem, lecz mechanika rozgrywki. Śmiało możecie opowiedzieć historię w bardziej przystępny sposób.

Czytaj dalej poniżej

Masz telewizor od TCL? Szykuj się na fenomenalną nowość!

Mortal Shell 2 podszedł do fabuły z niemal dziennikarską precyzją, stawiając na zasadę „show, don’t tell”. Mamy nie tylko postaci, z którymi możemy rozmawiać i które przybliżają nam kontekst świata gry. Już na początku zabawy witani jesteśmy przerywnikiem filmowym, który wprowadza nas w bieżące wydarzenia i nawiązuje do fabuły znajdującej się pomiędzy pierwszą a drugą częścią. Dodatkowo w grze zaimplementowano system wspomnień, który umożliwia nam przeżycie najważniejszych momentów z życia skorup, co pogłębia naszą więź z nimi i pozwala na odblokowanie dalszych gałęzi drzewa umiejętności. Fabuła nie tylko nie jest odseparowana od rdzenia rozgrywki, jak w większości soulslike’ów, lecz jest ściśle związana z rozwojem postaci. W odróżnieniu od innych gier z tego gatunku, gdzie historię trzeba wyciskać jak z pustej tubki, tutaj jesteśmy nią dogłębnie karmieni.

Przyznaję, że popełniłem błąd

Mimo że wcześniej wspominałem o dwóch problemach soulslike’ów, które Mortal Shell 2 naprawia, na początku myślałem, że jest ich trzy. Jednak postęp w grze uświadomił mi, że się myliłem. Chodzi o system staminy, który jest jedną z najbardziej znienawidzonych przeze mnie części tego gatunku. Zawsze powtarzałem sobie, że po co to w ogóle istnieje. Gdy zadam przeciwnikowi jeden dodatkowy cios, zanim zakończy się okienko, to przecież nic się nie stanie, prawda?

Rzeczywistość pokazała mi, bym był ostrożny z tym, czego pragnę. Brak systemu staminy na początku może być przyjemny, szczególnie podczas eksploracji świata. Problem pojawia się jednak przy bossach. Okazuje się, że aby zrekompensować nasz brak staminy, bossowie muszą być ekstremalnie agresywni, co sprawia, że każdy jest prawie identyczny. Nie mam na myśli ich designu – tutaj różnorodność jest wręcz imponująca. Zwyczajnie, niezależnie od tego, czy boss ma macki, maczugę, miecz, czy jeździ walcem, walki z nimi są zbudowane na jedno kopyto. Atakują bez wytchnienia, szarżują i przypierają do muru. Muszą to robić, bo w przeciwnym razie zalałbym ich ciosami.

Podsumowując, Mortal Shell 2 oceniam pozytywnie, chociaż jest wiele rzeczy do poprawy, część do przywrócenia, a inne do porzucenia. Niemniej jednak postęp, jaki studio poczyniło między pierwszą a drugą grą, jest godny uznania. Jeśli utrzymają taką dynamikę rozwoju, nie mam wątpliwości, że ich kolejny tytuł może zbliżyć się do miana arcydzieła.